bupu
25.03.18, 15:56
Autoressa uwielbia zapewniać o swym głębokim przywiązaniu do realiów. Jednakże akcja ostatnich tomów, nominalnie dziejąca się w Promnie, czy gdzieś między Pobiedziskami a Kostrzynem, faktycznie dzieje się w jakiejś cudownej, a nieistniejącej krainie. Mieliśmy już puszczę jodłową, znienacka wyrosłą gdzieś między Poznaniem a Kostrzynem, wokół promieńskich jezior pojawiły się zaś strome pagórki i urwiska.
Teraz z kolei w oko wpadła mi perełka z Feblika, gdzie Ida donosi w liście, iż wybrała się z mężem, Derocią i babciami do kościoła, do Łubowa, powózką i w Kobyłkę nieszczęsną. Wedle relacji Idy trasa wiodła przez piękne zielone lasy, z polanami, a raz nawet pojawiła się dąbrowa, borowiki rodząca. Otóż informuję, że trasa z Promna do Łubowa, notabene licząca sobie 17 km, wiedzie najpierw szosą do Pobiedzisk, kawałkiem przez las, ale większością jednak przez pola, potem zaś drogą wojewódzką numer 194, aż do Łubowa, całe 11 km przez szczere pola i wsie. Żadnych borów, żadnych dąbrów borowikami płynących.
Jakie jeszcze cuda geograficzne odnotowaliście w Neo? Jakieś spektaklularne przykłady z Ciotki?