Dodaj do ulubionych

Witam i o twaróg pytam

05.11.18, 10:18
Dzień dobry, cześć i czołem :) Wychylam się zza krzaczka, za którym ukrywałam się kilka dobrych lat, śledząc Wasze pasjonujące dyskusje :) Jeżycjadę - do Pulpecji - wielbiłam od dziecięctwa nieprzytomnie, Neo - kupuję i czytuję z przyzwyczajenia i z nadzieją, że jeszcze wróci poziom, polot, dowcip itp, itd... Ostatnio odświeżam sobie moje dwie ulubione części - Noelkę i Pulpecję. I tak mnie wczoraj natchnęło do zadania Szanownemu Forumowi pytania - po co Wojtek przychodził z białym serem do Pulpy??? I czy to mógł być ten sam Wojtek - "Wojtek Szyma, kolega Tomka z jednego roku"? W tekście źródłowym jest dialog między Nutrią a Pulpecją, w którym Nutria podejrzewa, że Wojtek przychodzi z serem, bo ten jest niskokaloryczny i chce tym samym zasugerować Patrycji przejście na dietę, a Patrycja odpowiada, że twaróg jest tłusty i Wojtek ma zupełnie inne powody "...zapewniam cię". Za każdym razem, gdy to czytam, zastanawiam się, czy ja jakaś niedomyślna jestem? Co to za powody mogły być???
Zastanawiała mnie też zawsze inna rzecz...Ów Wojtek - świeżutko poznany w Kodaku, chwilę później bezceremonialnie obejmuje Patrycję za ramiona, przysuwa głowę do jej głowy i się razem przeglądają w lustrze... Według mnie za takie spoufalanie się powinien otrzymać od Patrycji co najmniej "spojrzenie o [jakimś wysokim] amperażu". Ale może ja staroświecka jestem ;)
Jeśli gdzieś moje wątpliwości już były rozwiewane - to przepraszam, pójdę sobie do kąta i będę czytać forum od początku :)
Obserwuj wątek
    • rosynanta Re: Witam i o twaróg pytam 05.11.18, 11:49
      Był wątek o serze już, ale nie doszłyśmy do niczego konkretnego :D

      forum.gazeta.pl/forum/w,25788,164022944,164022944,Co_oni_wszyscy_z_tym_serem_.html
      • rosa-huberman Re: Witam i o twaróg pytam 05.11.18, 15:01
        Hmm, większość omawiano na ESD po wielokroć. Witam serdecznie nową. Biały ser to produkt zwyczajny ciężko o nim coś sensownego napisać. G Chyba czasem, to sama Musierowicz osobiście nie wiedziała co i po co.
    • przymrozki Re: Witam i o twaróg pytam 05.11.18, 15:21
      Możliwa jest odpowiedź najprostsza. Biały ser nie jest romantycznym prezentem, nie jest też produktem, o którym Patrycja mogłaby marzyć w skrytości serca. Zapewne miał zatem symbolizować banalne i przyziemne gusta Wojtusia, jego brak wyczucia i ogólny niedostatek polotu.

      Pytanie, co by było, gdyby ten sam ser przyniósł Baltona? Czy to byłby ser alternatywny, wybity z mieszczańskich konwenansów obdarowywania panien rzeczami przyjętymi (kwiaty, czekoladki) lub praktycznymi (cegły, zaprawa murarska, packa)? Ser byłby prezentem dowcipnym i absolutnie niebanalnym i symbolizowałby smak, zaufanie do inteligencji i poczucia humoru Patrycji i w ogóle świadczyłby o niebywałym polocie darczyńcy?
      • jottka Re: Witam i o twaróg pytam 06.11.18, 00:15
        dzisiaj to pewnie Baltona wyszedłby na supermodnego hipstera eko, a twaróg niewątpliwie zrobiłby samodzielnie, ale to były lata 80. - może faktycznie, jak w tym dawnym wątku sugerowano, absztyfikant szedł po linii najmniejszego oporu i zwykły twaróg przynosił, bo w sklepie był? ale to w ogóle jakieś dziwne, żeby w liceum chłopak dziewczynie pożywienie przynosił na prezent...
        • ssssen Re: Witam i o twaróg pytam 06.11.18, 07:59
          To nie były lata 80-te tylko początek 90-tych - i biały ser był wszędzie dostępny.
        • przymrozki Re: Witam i o twaróg pytam 06.11.18, 09:29
          jottka napisała:

          > ale to w ogóle jakieś dziwne, żeby w
          > liceum chłopak dziewczynie pożywienie przynosił na prezent...

          Za moich czasów (hoho, panie dziejku!), modnym prezentem, i to nie tylko w relacjach romantycznych, był ananas (owoc, nie w puszce). Pewnie chodziło o to, że ładny i smaczny, a kwiaty wydawały się nam banalne.
        • rosynanta Re: Witam i o twaróg pytam 20.11.18, 12:33
          jottka napisała:

          > dzisiaj to pewnie Baltona wyszedłby na supermodnego hipstera eko, a twaróg niew
          > ątpliwie zrobiłby samodzielnie, ale to były lata 80.

          Moja mama robiła mi twaróg w domu, bo "powszechnie wiadome" było, że ten z mleczarni dla małych dzieci się nie nadaje. Było to w latach 80. Moda zatacza koło ;)
          • mircja Re: Witam i o twaróg pytam 20.11.18, 16:08
            rosynanta napisał(a):

            > jottka napisała:
            >
            > > dzisiaj to pewnie Baltona wyszedłby na supermodnego hipstera eko, a twaró
            > g niew
            > > ątpliwie zrobiłby samodzielnie, ale to były lata 80.
            >
            > Moja mama robiła mi twaróg w domu, bo "powszechnie wiadome" było, że ten z mlec
            > zarni dla małych dzieci się nie nadaje. Było to w latach 80. Moda zatacza koło
            > ;)

            Pod koniec lat 80 byłam nastolatką i sama robiłam dla siebie twaróg w domu, bo był po prostu znacznie smaczniejszy od tego, który można było kupić u nas w sklepie. Robienie twarogu z mleka było bardzo proste, ale na większą skalę nieopłacalne.

            Pisząc to przypomniałam sobie, że Patrycja zdawała maturę w roku 1992, tak jak ja, zatem zdarzenia opisane w "Pulpecji" przypadają na początek lat 90, a nie na lata 80.
    • j-oonka Re: Witam i o twaróg pytam 06.11.18, 12:43
      Oooojjj :) dziękuję za tak liczny odzew i miłe :) powitanie ;)

      Może rzeczywiście ser był - jak pisze @przymrozki - symbolem banalnych gustów Wojtusia... Przyszło mi tez do głowy, że może wpadał do niej po zajęciach, po zakupach... Zresztą, zastanawia mnie też - w jakiej formie ser był przynoszony... O ile pamiętam, w 1992 roku twaróg sprzedawano w sklepach spożywczych krajany z bloków, pakowany w szary papier :) I ten Wojtek, wchodziwszy w gościnne progi mieszkania pp. Borejków wyciąga z nylonowej torby zawilgocony pakunek :D Na co on liczył?

      A co myślicie o tym "spoufalaniu się" przed witryną "Foto -Angelo"?
      • ciotka.scholastyka Re: Witam i o twaróg pytam 06.11.18, 13:07
        j-oonka napisał(a):

        >
        > A co myślicie o tym "spoufalaniu się" przed witryną "Foto -Angelo"?

        Jak dla mnie nic niezwykłego. Ot, objął, przysunął się, popatrzeli w lustro czy witrynę - normalny, żartobliwy gest. nawet jeśli znali się od pięciu minut.
        • bupu Re: Witam i o twaróg pytam 06.11.18, 14:32
          ciotka.scholastyka napisała:

          > j-oonka napisał(a):
          >
          > >
          > > A co myślicie o tym "spoufalaniu się" przed witryną "Foto -Angelo"?
          >
          > Jak dla mnie nic niezwykłego. Ot, objął, przysunął się, popatrzeli w lustro czy
          > witrynę - normalny, żartobliwy gest. nawet jeśli znali się od pięciu minut.

          Osobiście reaguję bardzo alergicznie na wszelki dotyk prócz uścisku dłoni, ze strony osób, których nie znam. Gdyby przytulił się do mnie chłopak poznany przed pięcioma minutami, nie byłabym zadowolona. Ani trochę. I przypuszczam, że takich osób jest znacznie więcej.

          Dlatego też wchodzenie w bliski kontakt fizyczny z osobami nieznanymi/słabo znanymi, bez uprzedniego uzgodnienia uznaję za zły pomysł. Bardzo zły.
          • ciotka.scholastyka Re: Witam i o twaróg pytam 06.11.18, 18:46
            bupu napisała:


            > Osobiście reaguję bardzo alergicznie na wszelki dotyk prócz uścisku dłoni, ze s
            > trony osób, których nie znam. Gdyby przytulił się do mnie chłopak poznany przed
            > pięcioma minutami, nie byłabym zadowolona. Ani trochę. I przypuszczam, że taki
            > ch osób jest znacznie więcej.

            Ale nie wszyscy tak reagują. Dla mnie to byłoby kompletnie bez znaczenia, o ile oczywiście na tym geście by się skończyło.
            • przymrozki Re: Witam i o twaróg pytam 07.11.18, 07:58
              Poza tym Patrycja też zareagowała raczej niechęcią. Podryw Wojtka nie był skuteczny.

              I, prawdę pisząc, mam wrażenie, że sam gest przysuwania się do kogoś i wspólnego patrzenia w lustro nie jest większą ingerencją w cudzą przestrzeń niż poklepanie po plecach, wzięcie pod rękę czy trącanie w ramię podczas mówienia. A wszystkie z powyższych niektórym ludziom się zdarzają, nawet względem świeżo poznanych znajomych. Może Wojtek był "z tych".
              • aadrianka Re: Witam i o twaróg pytam 07.11.18, 08:32
                Uuuuch, trącanie w ramię podczas mówienia, brr. Mam ochotę oderwać trząsaczowi rękę i kazać zjeść.
                Moim zdaniem jednak Wojtuś miał po prostu bardzo wysokie mniemanie o swojej atrakcyjności, na tyle wysokie, by czuć się uprawnionym do naruszania przestrzeni osobistej poznanej 5 minut wcześniej ładnej dziewczyny.
                • j-oonka Re: Witam i o twaróg pytam 07.11.18, 14:20
                  @aadrianko :) coś takiego mi własnie przez myśl przeszło, co to za bufonek, co zaraz pcha się z łapami do blond aniołka :)

                  Zapytałam o to spoufalanie się, bo miałam zawsze przy tym fragmencie "uczucia ambiwalentne"... - oczywiście jako nastoletnia czytelniczka. Z jednej strony - mnie - zakompleksionej dzieweczce na pewno spodobałby się taki gest. Ale nie grało mi to z wcześniejszymi deklaracjami naszej Atlanty - Pulpecji. Ona po takiej akcji powinna co najmniej rzucić wyniosłe spojrzenie, czy coś... Chyba, że - jak to określiła Ida - "jej antymaskulinizm jest tylko na pokaz i Pulpa ukrywa pod nim cały ocean tajonych pożądań" (luźna cytata). Swoją drogą - takiego sformułowania w Neo już nie uświadczymy, oj nie....
      • ciotka.scholastyka Re: Witam i o twaróg pytam 06.11.18, 13:16
        j-oonka napisał(a):

        > O ile pamiętam, w 1992 roku twaróg sprzedawano w sklepach spożywczych krajany
        > z bloków, pakowany w szary papier :)

        Oj, jak ja bym teraz zjadła takiego białego sera, "z bloku", położonego na kromce świeżego chleba z równie świeżym masłem...
        • przymrozki Re: Witam i o twaróg pytam 06.11.18, 13:36
          ciotka.scholastyka napisała:

          > Oj, jak ja bym teraz zjadła takiego białego sera, "z bloku", położonego na krom
          > ce świeżego chleba z równie świeżym masłem...

          Może Patrycja powiedziała w jego towarzystwie coś podobnego. Albo, co równie prawdopodobne, wyglądała na kogoś, kto sobie lubi pomaszkiecić.
    • jentyk_trawiasty Re: Witam i o twaróg pytam 09.11.18, 21:40
      j-oonka napisał(a):

      > Patrycja odpowiada, że twaróg jest tłusty i Wojtek ma zupełnie inne powody "...z
      > apewniam cię". Za każdym razem, gdy to czytam, zastanawiam się, czy ja jakaś ni
      > edomyślna jestem? Co to za powody mogły być???
      >
      Też mnie to zawsze dziwi i zastanawia. Brzmi, jakby było aluzją do czegoś konkretnego. Jakiejś informacji z mediów? Czegoś, co wypadło w ostatecznej redakcji? Może to jakiś prywatny żart autorki, mrugnięcie okiem do kogoś znajomego? W czasie spotkania z Wojtkiem Patrycja narzeka, że jest głodna i to jest jedyne skojarzenie na linii Pulpecja - Wojtek - jedzenie, jakie mi przychodzi na myśl, ale przecież to nie byłby powód, żeby jej twaróg dostarczać.
      • j-oonka Re: Witam i o twaróg pytam 19.11.18, 14:38
        jentyk_trawiasty napisał(a):


        > Też mnie to zawsze dziwi i zastanawia. Brzmi, jakby było aluzją do czegoś konkr
        > etnego. Jakiejś informacji z mediów? Czegoś, co wypadło w ostatecznej redakcji?
        > Może to jakiś prywatny żart autorki, mrugnięcie okiem do kogoś znajomego?


        O, właśnie! To może być powód - w końcu MM nie raz umieszczała w swoich książkach przeróżne aluzje i odniesienia. Czasem było to wspomnienie jakiejś konkretnej książki (Maria Janion i jej "Gorączka romantyczna"), czasem - jak sama w jakimś wywiadzie powiedziała - "było zapotrzebowanie na dziewczynkę z trzema warkoczykami" - pojawiła się Bella. Obiecała choremu chłopcu uwiecznienie go na kartach powieści - jest Marek Pałys.
        Mnie takie wyjaśnienie zadowala :) - aluzja lub prywatny żart :)
        • potworia Re: Witam i o twaróg pytam 19.11.18, 16:52
          Zadowala, nie zadowala. Nie mam nic przeciwko prywatnym mrugnięciom, zintegrowanym z tekstem, pod warunkiem, ze są dla postronnych czytelników niewidoczne. Wojtuś i jego ser wywołują w szeregowym odbiorcy poczucie niesmaku. Nawet jeśli ser jest chudy.
          • sayoasiel Re: Witam i o twaróg pytam 25.11.18, 10:33
            Ale czemu aż niesmaku ?
            • gat45 Re: Witam i o twaróg pytam 25.11.18, 14:56
              sayoasiel napisał(a):

              > Ale czemu aż niesmaku ?

              Nie wiem czemu, ale we mnie taki proceder też budzi niesmak. No, może taki mały niesmaczek. A może raczej zażenowanie. To jest tak jakby w towarzystwie dwie osoby wymieniały uwagi dla nich pełne sensu, ale zupełnie niezrozumiałe - a więc wykluczające - dla pozostałych uczestników rozmowy. To jest brak dobrego wychowania, a ja zawsze się czuję skrępowana, kiedy w mojej obecności ktoś daje upust brakowi kindersztuby.
              Autorskie mrugnięcie powinno być dwupoziomowe : wierzchnia warstwa zrozumiała dla każdego czytelnika, a druga dla postronnych niewyczuwalna.
              • sayoasiel Re: Witam i o twaróg pytam 27.11.18, 08:34
                Okej, rozumiem. Sądziłam, że to ten twaróg jakieś zbereźne myśli nasuwa.
              • panna.ze.dworku Re: Witam i o twaróg pytam 27.11.18, 08:46
                I Gat jak zwykle w samom sedno. "Autorskie mrugnięcie powinno być dwupoziomowe : wierzchnia warstwa zrozumiała dla każdego czytelnika, a druga dla postronnych niewyczuwalna"...
              • ciotka.scholastyka Re: Witam i o twaróg pytam 27.11.18, 18:22
                gat45 napisała:

                > To jest tak jakby w towarzystwie dwie o
                > soby wymieniały uwagi dla nich pełne sensu, ale zupełnie niezrozumiałe - a więc
                > wykluczające - dla pozostałych uczestników rozmowy.

                O, racja. Ja właśnie czytam "Tygrysa i Różę", i tam w scenie z antykwariatu pojawia się coś podobnego: wpada jakiś facet, "pan Jan":

                Na progu pojawił się wysoki, szczupły pan o wyrazistej twarzy. Pod ciemnymi brwiami błyszczały mu inteligentne oczy. Ubrany był w rozwiany skafander, wokół niego latały sznurki i sprzączki, szalik zjeżdżał mu z jednej strony szyi. Natychmiast cała uwaga obecnych skupiła się na nim, choć jeszcze nic nie powiedział.
                - Witam, panie Janie! - krzyknął antykwariusz, z ożywieniem podnosząc się zza biurka. Uścisnął dłoń nowo przybyłemu i z sympatią zajrzał mu w wesołe oczy. - Mam, mam dla pana Przyborę! - proszę spojrzeć: „Spacerek przez Eterek" - PIW. pięćdziesiąty siódmy rok. Pierwsze wydanie i, niestety, ostatnie jak dotąd.
                - Dziękuję! Dziękuję! - powtarzał pan Jan, bardzo uradowany. - Wiedziałem, że pan to zdobędzie. Wiedziałem!
                - Mam też dla pana parę niespodzianek - „Saga rodu Forsythów" w płótnie, komplet za jedne trzydzieści złotych. Nie uszkodzony.
                - Mama się ucieszy - skwitował te słowa radosny pan Jan.
                - Dla pani Kasi - „Druga strona" Mariana Stali. I „Człowiek ze Stratfordu" Helsztyńskiego, pytała o to ostatnio...
                - Tak, bo byliśmy na filmie „Zakochany Szekspir"... - wyjawił pan Jan energicznie.
                - No i ten Różewicz...
                - Dla Marysi.
                - A tu - prawdziwy rarytas: „Wyprawa pod psem" Makuszyńskiego, z ilustracjami Szancera...
                - Dla Pawełka.


                I też gołym okiem widać, że to jakiś friend service Musierowicz (nie mówiąc o tym, że w osobie "dużej kobiety z garbatym nosem", czytającej jakieś czasopismo, opisuje samą siebie), i też jest to niegrzeczne mruganie do siebie w towarzystwie, takie hi hi, ha ha, co to ty wiesz, a ja rozumiem.
                • rosa-huberman Re: Witam i o twaróg pytam 27.11.18, 18:56
                  ciotka.scholastyka napisała:

                  > gat45 napisała:
                  >
                  > > (nie mówiąc o t
                  > ym, że w osobie "dużej kobiety z garbatym nosem", czytającej jakieś czasopismo,
                  > opisuje samą siebie), i też jest to niegrzeczne mruganie do siebie w towarzyst
                  > wie, takie hi hi, ha ha, co to ty wiesz, a ja rozumiem.

                • rosa-huberman Odautorskie mrugnięcia. 27.11.18, 19:09
                  Jeśli chodzi o scenę w antykwariacie, to Musierowicz faktycznie opisała swój ulubiony a, tylko nie rozumiem dlaczego miałaby zostać dużą kobietą z garbatym nosem?* Istnieją jakieś podstawy do takich przypuszczeń?
                  ** Napisałam wcześniejszy komentarz z cytatem, ale zżarło mi moje pytanie.
                  Czytałam kiedyś po ukazaniu się Tygrysa i Roży Frywolitki o tym. Tam chyba było wyjaśniona rzecz z owym panem Janem. Nie pamiętam kto został tak sportretowany, o ile został.
                  • ciotka.scholastyka Re: Odautorskie mrugnięcia. 27.11.18, 19:32
                    rosa-huberman napisał(a):

                    > Jeśli chodzi o scenę w antykwariacie, to Musierowicz faktycznie opisała swój ul
                    > ubiony a, tylko nie rozumiem dlaczego miałaby zostać dużą kobietą z garbatym no
                    > sem?* Istnieją jakieś podstawy do takich przypuszczeń?

                    Tak. Niestety nie podam źródła, ale kiedyś gdzieś czytałam, że to autoportret :) I wierzę w to, skoro lubi ten antykwariat.
                    • potworia Re: Odautorskie mrugnięcia. 27.11.18, 22:33
                      A sałatka Molesław? Też jakimiś wsobnymi uprzejmościami mi jedzie na odległość.
                      • ciotka.scholastyka Re: Odautorskie mrugnięcia. 27.11.18, 22:41
                        potworia napisał(a):

                        > A sałatka Molesław? Też jakimiś wsobnymi uprzejmościami mi jedzie na odległość.

                        Tak. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Aczkolwiek jest to czytelne zapewne głównie dla osób siedzących mocno w necie.
                        • potworia Re: Odautorskie mrugnięcia. 28.11.18, 00:49
                          ciotka.scholastyka napisała:

                          > potworia napisał(a):
                          >
                          > > A sałatka Molesław? Też jakimiś wsobnymi uprzejmościami mi jedzie na odl
                          > egłość.
                          >
                          > Tak. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Aczkolwiek jest to czytelne zapewne
                          > głównie dla osób siedzących mocno w necie.

                          Nie zgodzę się. Nawet dla tych niesiedzących Molesław wystaje poza poziom narracji. Podobnie jak zaprzyjaźniona plastyczka z Krakowa.
                          Oczywiście pomaga wiedza, że MM ma ten swój, adorujący ją żeński chórek , i że spijają sobie z dziubków.
                          • panna.ze.dworku Re: Odautorskie mrugnięcia. 28.11.18, 09:04
                            Przepraszam za wtręt, ale nie z "dzióbków"? Się nie upieram, ale w moim słowniku "u" w tym słowie jest jako błąd podane, z wyjątkiem nazwiska Dziubek"... Ale się nie upieram, słownik ma coś koło 40 lat i może coś się zmieniło?
                            • potworia Re: Odautorskie mrugnięcia. 28.11.18, 10:54
                              Z dzióbków, po tysiąckroć (mam współpracownika nazwiskiem Dziubek, stąd wykolejenie). Idę się za karę wpisać do KG.
                              • panna.ze.dworku Re: Odautorskie mrugnięcia. 28.11.18, 11:31
                                Ej, no nie przesadzajmy... Ja wiem, błąd, ale żeby za jeden błąd skazywać na tortury to niehumanitarne jest... ;)
                  • jentyk_trawiasty Re: Odautorskie mrugnięcia. 02.12.18, 23:29
                    rosa-huberman napisał(a):

                    > Jeśli chodzi o scenę w antykwariacie, to Musierowicz faktycznie opisała swój ul
                    > ubiony a, tylko nie rozumiem dlaczego miałaby zostać dużą kobietą z garbatym no
                    > sem?* Istnieją jakieś podstawy do takich przypuszczeń?
                    > ** Napisałam wcześniejszy komentarz z cytatem, ale zżarło mi moje pytanie.
                    > Czytałam kiedyś po ukazaniu się Tygrysa i Roży Frywolitki o tym. Tam chyba było
                    > wyjaśniona rzecz z owym panem Janem. Nie pamiętam kto został tak sportretowany
                    > , o ile został.
                    Też zawsze miałam wrażenie, że to autoportret. Nie wiem, jakiej MM jest postury, ale właśnie we Frywolitkach, mniej więcej w pasującym czasie, opisywała swój wyjazd do Torunia z córką i synem i wertowanie w antykwariacie czasopisma "Ty i ja", a "duża kobieta" jest z dwojgiem nastolatków i czyta to samo pismo. Mnie takie małe "cameo" nie przeszkadza, a nawet dosyć mi się to podoba. Te osoby nie są jakoś przesadnie wyeksponowane, nie bardziej niż inne postaci z tła. Całość moim zdaniem nie wystaje z tekstu na tyle, by się czytelnik o nią potknął.
                    Gorzej z "panem Janem", to strzelba, która nie wypala. Poświęca mu się masę miejsca i nic z tego nie wynika.
                    Też zgadzam się z Gat na temat mrugnięć. Taką rzecz można załatwić subtelnie. "Pan Jan" mnie na przykład trochę uwiera. Za to w"Kłamczusze" wujek autorki był wymieniony z imienia i nazwiska, ale dyskretnie wtopiony w tekst. Wujkowi pewno było miło, a nie wierzę, żeby komuś, kto go nie zna, to przeszkadzało.
                    • panna.ze.dworku Re: Odautorskie mrugnięcia. 03.12.18, 00:13
                      A dokładnie. Tak jak i historia z mianem męża Idy. No, MM opowiedziała o kimś ciężko chorym, kto chciał zaistnieć w jej książce - a JAKOŚ w końcu ten Idusiowy mąż się nazywać musiał! I czy gdyby ów chory nazywał się, powiedzmy, Krzysztof Mirowski - czy cokolwiek by to zmieniło? "Dużą kobietę" w ogóle przegapiłam, ona i jej dzieci się zupełnie wtopiły w tło - i słusznie! Tudzież wujka. Ale właśnie chociażby ów "pan Jan"? Kto to taki? Jaki ma cel tak szczegółowe omawianie jego wizyty w antykwariacie? Czemu służy prezentacja wszystkich członków rodziny?
                      A na marginesie: kto to jest ów wujek dyskretnie wtopiony w tekst? Znaczy nie kim był dla MM, ale który to z bohaterów?
                    • ciotka.scholastyka Re: Odautorskie mrugnięcia. 03.12.18, 08:41
                      jentyk_trawiasty napisał(a):

                      > Też zawsze miałam wrażenie, że to autoportret. Nie wiem, jakiej MM jest postury
                      > , ale właśnie we Frywolitkach, mniej więcej w pasującym czasie, opisywała swój
                      > wyjazd do Torunia z córką i synem i wertowanie w antykwariacie czasopisma "Ty i
                      > ja", a "duża kobieta" jest z dwojgiem nastolatków i czyta to samo pismo. Mnie
                      > takie małe "cameo" nie przeszkadza, a nawet dosyć mi się to podoba. Te osoby ni
                      > e są jakoś przesadnie wyeksponowane, nie bardziej niż inne postaci z tła. Całoś
                      > ć moim zdaniem nie wystaje z tekstu na tyle, by się czytelnik o nią potknął.
                      > Gorzej z "panem Janem", to strzelba, która nie wypala. Poświęca mu się masę mie
                      > jsca i nic z tego nie wynika.

                      Tak, dokładnie tak samo sądzę.

                      > Za to w"Kłamczusze" wujek autorki był
                      > wymieniony z imienia i nazwiska, ale dyskretnie wtopiony w tekst. Wujkowi pewno
                      > było miło, a nie wierzę, żeby komuś, kto go nie zna, to przeszkadzało.

                      "Kamieniczny przeciąg z bramy opatrzonej tabliczką: „Seweryn Konopiński -
                      dentysta”, zmusił Anielę do ruszenia z miejsca." - to było to, prawda? :) O ile teraz nie mieszam, pani Barańczak była z domu Konopińska. Ładnie, nienachalnie i idealnie wpasowane.
                      • rosa-huberman Re: Odautorskie mrugnięcia. 03.12.18, 09:41
                        ciotka.scholastyka napisała:


                        > > Za to w"Kłamczusze" wujek autorki był
                        > > wymieniony z imienia i nazwiska, ale dyskretnie wtopiony w tekst. Wujkowi
                        > pewno
                        > > było miło, a nie wierzę, żeby komuś, kto go nie zna, to przeszkadzało.
                        >
                        > "Kamieniczny przeciąg z bramy opatrzonej tabliczką: „Seweryn Konopiński -
                        > dentysta”, zmusił Anielę do ruszenia z miejsca." - to było to, prawda? :) O ile
                        > teraz nie mieszam, pani Barańczak była z domu Konopińska. Ładnie, nienachalnie
                        > i idealnie wpasowane.
                        Tak, Zofia Barańczak z Konopińskich. A w ogóle odnośnie odautorskich mrugnięć. Naście lat temu, kiedy napisałam wspólnie z tatą list do pani Musierowicz dostałam bardzo pobszerną długą odpowiedź. Niestety, znikła gdzieś w pomroce dziejów. W każdym razie wtedy pisałam waśnie coś a props Kłamczuchy. W pierwotnej wersji ponoć przed porawkami wspomnianym wujkiem był ksiądz Marian Konopiński. Scena miała się rozgrywać przed kancelarią parafialną. Ale zostało to zmienione ze względu na zbyt bolesne wspomnienia po konsultacjach rodzinnych. Jako że wuj Seweryn żył, a Marian zginął w obozie koncentracyjnym.
                      • panna.ze.dworku Re: Odautorskie mrugnięcia. 03.12.18, 10:09
                        ""Kamieniczny przeciąg z bramy opatrzonej tabliczką: „Seweryn Konopiński - dentysta”, zmusił Anielę do ruszenia z miejsca." - to było to, prawda? :) O ile teraz nie mieszam, pani Barańczak była z domu Konopińska. Ładnie, nienachalnie i idealnie wpasowane."
                        Jeśli to to - to idealne. Bo ktoś kto WIE - ten odczyta miłego wujka. A ktoś kto nie wie - po prostu przeczyta i potraktuje trochę jak lokowanie produktu. Te soki akurat Dr Witt, które niosła Laura, tą herbatkę akurat Lipton, którą czytelniczka tez może sobie kupić w sklepie, informację, że kubek był akurat niebieski czy tam z krasnalkiem (co wszak niczego do akcji nie wnosi, a tylko "rysuje tło wydarzeń)... Po prostu uzna, że tam akurat taka tabliczka wisi. Jeśli jest walczącą feministką - uzna, że to skandal bo powinna wisieć tabliczka "Seweryna Konopińska - dentystka". Jeśli boi się lekarzy ze szczególnym uwzględnieniem stomatologów - to oceni, że tabliczka powinna brzmieć "Seweryn Konopiński - architekt". Jeśli jest stuknięta pod innym kątem - to dojdzie do wniosku, że nazwisko jest "be", bo jej się kojarzy z konopiami indyjskimi i tabliczka powinna brzmieć "Seweryn Kowalski - architekt". Itd. Ale żadne z tych dywagacji ani nie zajmują miejsca w książce, ani nie wpływają znacząco na jej (tej książki) treść. I to jest puszczenie "oczka" do czytelnika zorientowanego, a nie rozwlekanie nie wiadomo czego przed czytelnikiem niezorientowanym.
                        Znaczy moim zdaniem puszczenie oczka - to umieszczenie w akcji jakiejś informacji, bez której akcja potoczyłaby się dokładnie tak samo, ale mającej znaczenie dla "wtajemniczonych". Uzasadnienia dla "pana Jana" - nie ma, a w każdym razie ja go nie widzę. Zajmuje sporo miejsca a nic z tego nie wynika.
                        • ciotka.scholastyka Re: Odautorskie mrugnięcia. 03.12.18, 20:53
                          > A ktoś kto nie wie - po prostu przeczyta i potraktuje trochę jak lokowanie produktu. (...) Po prostu uzna, że tam akurat taka tabliczka wisi.

                          Ja to właśnie tak odebrałam. Tak samo, jak na rogu Dąbrowskiego i Roosevelta jest Foto-Angelo (wymieniony z nazwy), w kinie Rialto grali Serpico, a na hotelu Merkury jest neon Merkury. Lokalny koloryt, znany autorce, bo tam mieszka. Dopiero teraz, po poście jentyka skojarzyłam: no przecież, Konopiński!
                          Jestem wręcz pewna, że taka tabliczka na tej bramie wisiała.
                      • jentyk_trawiasty Re: Odautorskie mrugnięcia. 03.12.18, 12:56
                        ciotka.scholastyka napisała:

                        > "Kamieniczny przeciąg z bramy opatrzonej tabliczką: „Seweryn Konopiński -
                        > dentysta”, zmusił Anielę do ruszenia z miejsca." - to było to, prawda? :) O ile
                        > teraz nie mieszam, pani Barańczak była z domu Konopińska. Ładnie, nienachalnie
                        > i idealnie wpasowane.
                        Tak, dokładnie to. I to było wszystko. Wuj Sewerek jest wspomniany w "Tym razem serio", nie pamiętam, czy był dentystą. Może ta tabliczka naprawdę tam wisiała.
                        • apersona Re: Odautorskie mrugnięcia. 03.12.18, 19:14
                          Ach i "Krótka historia teatru polskiego" Raszewskiego, z którą Aniela wkracza do mieszkania Bitnerów.
                          • potworia Re: Odautorskie mrugnięcia. 04.12.18, 03:40
                            Jako przedstawicielce "młodzieży teatralnej" zawsze mi ten Raszewski zgrzytał i wystawał jak wadliwie położona kostka. To nie jest w żaden sposób pasjonująca lektura tylko zacny, nudnawy podręcznik, bardzo pomocny i wartościowy, ale nie jakoś lektura na nocny stolik teatromanki i wanna-be aktorki. "Gorącą" lekturę stanowiły pisma Grotowskiego, teksty Kantora, ewentualnie z klasyków Meyerhold, Brecht albo Artaud. Widać było, że Musierowicz raczej honoruje osobiście znanego autora (na jego własną prośbę) niż orientuje się, co wtedy czytała "branża".
                            • panna.ze.dworku Re: Odautorskie mrugnięcia. 04.12.18, 09:17
                              Możesz mieć rację, Potworio, ale... No, ludzie są różni. I z różnych przyczyn mają sentyment do różnych kwestii. Ja np uwielbiam i kocham całym sercem mickiewiczowskiego "Pana Tadeusza", który dla większości stanowi "tępą piłę", która trzeba zaliczyć w LO i zapomnieć jak najszybciej. A ja zawsze jak mi jest bardzo źle, ciężko - przenoszę się do Soplicowa i mi lepiej. I co z tego wynika? 99% ludzi nie traktuje epopei narodowej jako książki do poduszki - a ja tak. Powody dla których jest tak właśnie a nie inaczej - są bardzo osobiste. A Aniela nie czyta w BBB Raszewskiego - tylko jest on jej ulubioną lekturą: "Aniela zjawiła się około dziesiątej wieczór, taszcząc swe bagaże: dwie walizki, plecak, kilka tekturowych tubusów na kalki i papiery oraz swą ulubioną książkę, z którą się nie rozstawała nigdy: „Krótką historię teatru polskiego” Zbigniewa Raszewskiego. Można założyć, że do niej wraca, wertuje, szuka w niej ulubionych rozdziałów - ale nie koniecznie wynika z tego, że to JEDYNY podręcznik "o teatrze" jaki Aniela zna... :)
                            • ciotka.scholastyka Re: Odautorskie mrugnięcia. 04.12.18, 09:26
                              potworia napisał(a):

                              > Jako przedstawicielce "młodzieży teatralnej" zawsze mi ten Raszewski zgrzytał i
                              > wystawał jak wadliwie położona kostka. To nie jest w żaden sposób pasjonująca
                              > lektura tylko zacny, nudnawy podręcznik, bardzo pomocny i wartościowy, ale nie
                              > jakoś lektura na nocny stolik teatromanki i wanna-be aktorki. "Gorącą" lekturę
                              > stanowiły pisma Grotowskiego, teksty Kantora, ewentualnie z klasyków Meyerhold,
                              > Brecht albo Artaud. Widać było, że Musierowicz raczej honoruje osobiście znane
                              > go autora (na jego własną prośbę) niż orientuje się, co wtedy czytała "branża".

                              W dodatku Aniela nic innego nie robi, tylko tłucze tego Raszewskiego wkoło Macieju i dokoła Wojtek. Żadnych innych lektur.
                              • panna.ze.dworku Re: Odautorskie mrugnięcia. 04.12.18, 09:59
                                Ej, no Ciotko... Wyżej podałam cytat z BBB. Jest, że Raszewski był jej ULUBIONĄ książką, a nie jedyną! Nie doprowadzajmy do paranoi, bo to równie dobrze można by napisać: "Kto widział Idę uczącą się do kolokwium? Nikt? Znaczy kupiła dyplom na Allegro!" itd. Fakt, że akurat Raszewski był ulubioną książką Anielki nie oznacza, że był jej JEDYNĄ lekturą tematyczną! Ja profan, ale zawsze tego jej Raszewskiego odbierałam tak, jak np moja siostra ma z "Klaudyną" Colette. Ukochana książka, zawsze stojąca blisko. Czy to znaczy, że moja siostra nie czyta NIC innego? Albo nawet że nie czyta żadnych innych powieści obyczajowych? No, jednak nie, czyta bardzo dużo i nie ogranicza się do Colette. Ale ta Colette ZAWSZE stoi blisko jej łóżka, może stać w towarzystwie innych, ale te inne się zmieniają, a Colette jest zawsze. Tak właśnie ja odebrałam "Krótką historię" u Anielki. Że z racji "bezdomności" nie ma WSZYSTKICH książek, które czytuje, nie ma nawet własnych wszystkich książek o teatrze, które namiętnie wertuje w bibliotece, a ten właśnie, jeden, ukochany tom towarzyszy jej z sentymentu "od zawsze" i "na zawsze".
                                • potworia Re: Odautorskie mrugnięcia. 04.12.18, 17:44
                                  No i właśnie jako ulubiona książka mi zgrzyta. To prawie jakby ulubioną lekturą była książka kucharska, albo lepiej, jakieś "Podstawy żywienia".
                                  • apersona Re: Odautorskie mrugnięcia. 04.12.18, 17:56
                                    Ale ulubiona książka nie znaczy koniecznie ulubiona lektura. "Historia teatru polskiego" trzymana na widoku pasowała mi bardzo do Anielinej autokreacji na wielką aktorkę teatralną jako element scenografii, atrybut postaci jak biała lilija św.Józefa.
                                    • potworia Re: Odautorskie mrugnięcia. 04.12.18, 18:38
                                      W tym aspekcie przekonywała mnie podróżna biblioteczka piętnastoletniej Anieli: Szekspir, Ibsen, Strindberg. Był w tym i fason i autentyzm. Raszewski się jako atrybut i autokreacja nie sprawdza - to książka do historii, nawet nie podręcznik Stanisławskiego, (nudziarstwo, ale dla adeptów aktorstwa biblia). Był ludziom potrzebny na etapie zdawania egzaminu z historii teatru, wcześniej ewentualnie na olimpiadzie teatralogicznej. Stal na półce w każdym teatralnym domu, zerkało się doń, żeby ewentualnie sprawdzić jakiś szczegół. Więcej tam zagadnień politycznych, technologicznych i instytucjonalnych niż sztuki przez duże Sz. Nie znam nikogo, kto by to czytywał dla przyjemności i to regularnie (a całe moje życie zawodowe i kawał osobistego jest związane z teatrem i spora część moich koleżanek to takie Aniele). Oczywiście, dziwactwa się zdarzają, ale w moich oczach "Krótka historia" w Brulionie jest tylko autorskim ukłonem w stronę Raszewskiego (co skądinąd jednoznacznie wynika z Listów). Wspominanie Raszewskiego przy wigilijnym stole w Noelce to już w ogóle jedno WTF. Oczywiście rozumiem, że Musierowicz chciała złożyć hołd zmarłemu przyjacielowi, ale dlaczego do cholery miała go Dmuchawcowi przedstawiać Genowefa Pompke?
                                      • ciotka.scholastyka Re: Odautorskie mrugnięcia. 08.12.18, 20:10
                                        potworia napisał(a):

                                        > Raszewski się jako
                                        > atrybut i autokreacja nie sprawdza - to książka do historii, nawet nie podręcz
                                        > nik Stanisławskiego, (nudziarstwo, ale dla adeptów aktorstwa biblia). Był ludzi
                                        > om potrzebny na etapie zdawania egzaminu z historii teatru, wcześniej ewentualn
                                        > ie na olimpiadzie teatralogicznej. Stal na półce w każdym teatralnym domu, zerk
                                        > ało się doń, żeby ewentualnie sprawdzić jakiś szczegół. Więcej tam zagadnień
                                        > politycznych, technologicznych i instytucjonalnych niż sztuki przez duże Sz. Ni
                                        > e znam nikogo, kto by to czytywał dla przyjemności i to regularnie

                                        O to mi chodziło :) Pamiętałam, że ktoś już się na forum wypowiadał w tej kwestii, tylko nie pamiętałam, kto - być może ty właśnie :)
                                    • panna.ze.dworku Re: Odautorskie mrugnięcia. 04.12.18, 20:59
                                      Dokładnie, Apersono! Ulubiona książka - nie znaczy ulubiona lektura. Bo książkę można lubić np ze względu na osobę ofiarodawcy. albo na znajdujący się w niej autograf uwielbianego pisarza. Albo tez z jakichkolwiek innych względów. I dlatego w BBB ten Raszewski mnie nie razi. Natomiast w pełni popieram Potworię - że w Noelce to jest WTF. I bessęsu kompletnie.
          • j-oonka Re: Witam i o twaróg pytam 26.11.18, 17:39
            potworia napisał(a):

            > Zadowala, nie zadowala. Nie mam nic przeciwko prywatnym mrugnięciom, zintegrowanym z tekstem, pod warunkiem, ze są dla postronnych czytelników niewidoczne.

            Tak, zgadzam się. Zadowala mnie to wyjaśnienie o tyle, że "odetchnęłam z ulgą" - wygląda na to, że nie tylko dla mnie było to niejasne, czyli nie było tam nigdzie wcześniej wyjaśnienia tajemniczego twarogu :)
    • skarogniada Re: Witam i o twaróg pytam 25.11.18, 01:41
      Mi zawsze się wydawało, że chłopak po prostu pochodził ze wsi i przynosił twaróg może niekoniecznie własnoręcznie robiony, ale ze swojego gospodarstwa. Może nawet pozbywał się zapasów zapakowanych mu przez troskliwą mamusię?

      A aluzja? Może taka, że Pulpa powinna za niego wyjść i wtedy taki pyszny twaróg będzie jeść codziennie? Albo właśnie nie mógł sam przejeść, to opychał innym ;)
    • a.g.n.i Re: Witam i o twaróg pytam 02.12.18, 11:08
      Ja ten wątek zawsze odbierałam tak, że Wojtek przynosił ser, bo nie chciał, żeby mu głodna Pulpecja uciekła szybko do domu na obiad. Bo chyba tak było wtedy przy tym spotkaniu z Romą, zawołała, że jest głodna i uciekła. A tak, proszę, głodna jesteś, to zobacz, jaki jestem zapobiegliwy :-)
      • jentyk_trawiasty Re: Witam i o twaróg pytam 02.12.18, 23:32
        a.g.n.i napisała:

        > Ja ten wątek zawsze odbierałam tak, że Wojtek przynosił ser, bo nie chciał, żeb
        > y mu głodna Pulpecja uciekła szybko do domu na obiad. Bo chyba tak było wtedy p
        > rzy tym spotkaniu z Romą, zawołała, że jest głodna i uciekła. A tak, proszę, gł
        > odna jesteś, to zobacz, jaki jestem zapobiegliwy :-)
        >
        Coś podobnego chodziło mi po głowie, ale on ten twaróg przynosił jej chyba do domu, więc raczej odpada.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka