piotr7777
26.09.19, 08:50
Postać ewidentnie nielubiana przez autorkę. Już w Noelce (gdzie jeszcze nie ma swojej historii) mamy ciekawską (dobrze, że nie wścibską jak Maciołkowie i ich pies) "mamusię Pałysową" przeciwstawioną dyskretnej "mamie Borejko".
Natomiast w Kalamburce najpierw mamy nad wiek dojrzałą Milę i mocno dziecinną Monikę. W dodatku Monika jest mało bystra, bo nie zorientowała się, że Gizela nie jest mamą Mili. Mimo, że Mila zwracała się do Gizeli po imieniu i tak o niej mówiła a w latach 40 mówienie do rodzica po imieniu (gdy przed wojną dzieci nawet nie mówiły do starszych na "ty" tylko "proszę mamy, taty, babci, dziadzia" etc.) było czymś niespotykanym i nieakceptowalnym.
I tak mi się zdaje (a jest to teza o tyle prawdopodobna, że Kalamburka nie podaje nam przemyśleń Mili), że przyjaźń między tymi dwiema bohaterkami w zasadzie nie istniała. Po prostu - były w tym samym wieku, mieszkały w sąsiedztwie, chodziły do jednej klasy, innych dzieci w tym wieku nie było, ale w gruncie rzeczy to takie wymuszone bliskie koleżeństwo. No a po latach gdy obie więcej dzieli niż łączy tym bardziej trudno o odnowienie dość przecież bliskiej relacji (zresztą często gdy dawni przyjaciele spotykają się po latach to już nie jest to).
I w tym kontekście nie dziwi nieobecność Moniki na imprezach u Borejków (inna sprawa, że raczej na Wigilię rzadko kiedy zaprasza się teściów dzieci, no chyba, że rodziny są bardzo ze sobą zżyte). Bardziej dziwi obecność na ślubie Natalii (siostry synowej, w dodatku niezbyt lubianej) a zastanawia (prawdopodobna, bo nie jest napisane to wprost) nieobecność na ślubie Józka (mógł drugą babcię lubić mniej, mieć z nią słabszy kontakt, ale trudno usprawiedliwić jej brak w sytuacji obecności kilkudziesięciu osób, których Józef mógł nie widzieć na oczy).
A tak w ogóle to autorka tak konsekwentnie opisuje postać by nie dało się jej lubić. Czy dlatego, że ma być w założeniu kontrastem dla Mili czy po prostu jest odpowiednikiem jakiejś nielubianej przez M.M. osoby.