Dodaj do ulubionych

Przygody Roberta - projekt

13.09.20, 13:20
Już od dłuższego czasy chodzi za mną pomysł na fanfik. Raczej go nie zrealizuję, bo nie mam ani czasu, ani (przede wszystkim) talentu, jednak chciałabym podzielić się z Wami pomysłem.
Problem w tym, że jedyną książką, do jakiej mam obecnie dostęp jest McDusia (o zgrozo) która i tak mi się do niczego nie przyda, bo chcę pisać o Robercie. W związku a tym, kiedy utknę na jakiejś dacie czy innym szczególe, pozwolę sobie zakrzyknąć: Kochane Forum, pomóżcie, podpowiedzcie, poradźcie - w skrócie KFPPP - może być?

Zatem, projekt:
Roberta Rojka poznajemy, kiedy uczy się w Liceum Poligraficznym. Robert jest chłopakiem wesołym, energicznym, pomysłowym, pracowitym. Przyjaźni się z Gabrysią, Januszem i całą grupą ESD. Jest zakochany w pięknej Anieli - gorąco, całym sercem i niestety bez wzajemności.

Kiedy Gabrysia i Janusz postanawiają się pobrać, proszą Roberta o bycie świadkiem na ich ślubie. Ten ślub okaże się być przełomowym momentem w życiu Roberta. Po raz pierwszy ten szczery, życzliwy chłopak dopuści do siebie obrzydliwe uczucie zazdrości...

Sama ceremonia nie była taka, o jakiej zwykle marzą młodzi ludzie, zwłaszcza dziewczyny. Urząd Stanu Cywilnego miał taki sam ponury, bezduszny wygląd jak inne urzędy w PRL. Atmosfera była smętna - nikt wprawdzie nie wspomniał o ojcu panny młodej, uwięzionym za działalność polityczną, ale jego nieobecność była prawie namacalna i położyła się cieniem na całej uroczystości.
Gabrysia miała na sobie wyjątkowo nietwarzową suknię - ale cóż innego można było wyczarować z materiału na kartki? Pani Borejko siedziała sztywna, być moża starała się powstrzymać płacz. Siostra Janusza - Robert widział ją wtedy po raz pierwszy - przez cały czas miała kwaśną minę, jakby w myślach krytykowała każdy szczegół. Urzędniczka udzielająca ślubu miała głos oschły i rzeczowy, i uśmiechnęła się tylko dwa razy - na początku i na końcu.
Jedynymi wesołymi osobami były siostry Gabrysi. Dwie młodsze, przejęte, podekscytowane, chłonęły każdy szczegół, ciągle coś do siebie szeptały i pokazywały palcami, i wpatrywały się w Gbrysię i Janusza z rozrzewnieniem. Ida natomiast - wystrojona w ciemnozieloną kreację trochę za dorosłą na jej wiek, z wymyślną fryzurą, makijażem i polakierowanymi paznokciami, wyraźnie zachwycała się własną elegancją i co chwila zerkała to w oszkloną szafkę, to w okno, gdzie mogła uchwycić swoje odbicie.
Obserwuj wątek
    • la_felicja Re: Przygody Roberta - projekt 13.09.20, 13:50
      cd,
      Pomimo tej niemalże żałobnej atmosfery, Robert nie mógł opanować zazdrości. Ten moment, kiedy młodzi zakładali sobie obrączki i spojrzeli sobie w oczy z porozumiewawczym uśmiechem, po czym Gabrysia rozpromieniła się cała...Kiedy Janusz objął Gabrysię opiekuńczym gestem, szepnął jej coś do ucha, jego czuły, zakochany wzrok śledzący młodą żonę...szczęscie i ufność w oczach Gabrysi, radość pomimo wszystkich przeciwności...I c oto Janusz powiedział? - że nareszcie znów ma rodzinę, nareszcie nie jest sam...wszystko to wbiło się w serce Roberta jak nóż. Nie poznawal samego siebie. Wprawdzie cieszył się szczęściem przyjaciół, ale jednocześnie nie mógł przestać myśleć o sobie i Anieli.

      Zrozumiał, że Aniela nigdy nie spojrzy na niego tak, jak Gabrysia na Janusza. Nigdy się tak nie rozpromieni na jego widok. Nigdy nie będzie jego żoną. Dotarło do niego, że musi pożegnać te mrzonki na zawsze, właśnie - mrzonki, nic innego. Nawet gdyby znalazła się kiedyś jakaś inna dziewczyna - ale czy mógłby kiedykolwiek nawet pomyśleć o innej dziewczynie? - to on i tak nie obejmie jej tak ładnie, jak Janusz obejmował Gabrysię. Do tego trzeba mieć wzrost, a on, Robrojek...szkoda gadać. Pewnie nawet u tej Almy Pyziak nie miałby szans.

      Po weselu wymknął się najwcześniej jak mógł. Poszedł do baru - po raz pierwszy w życiu wszedł do baru i zamówił wódkę. Siedział w tym barze, pił, czuł się głupio, nie na miejscu, nieswojo. Po kilku kieliszkach podjął decyzję: musi uciekać. Jak najdalej. Od wszytskiego, co znajome, co przypomina Anielę, Gabrysię, Janusza, ESD, szkolne lata... Może od wspomnień też uda się uciec.

      I teraz - KFPPP: czy udałoby się tak zrobić, żeby wysłać Roberta do bratniego kraju naszych najlepszych przyjaciół? Nie wiem, czy ludzie wtedy mogli wyjeżdżać do Związku Radzieckiego na jakieś praktyki czy coś podobnego. Zależy mi, żeby Robert znalazł się w miejscu, gdzie wszyscy równo piją wódkę czy inny spirytus, nic nikogo nie obchodzi i żeby była tam jakaś fabryka, z której można sobie "organizować" różne części.

      Jakieś pomysły?
      • tt-tka Re: Przygody Roberta - projekt 13.09.20, 17:50
        Gwoli scislosci - materialy nie byly na kartki. na ogol ich nie bylo 8w tym czasie), ale jak juz cos sie trafilo, to szylo sie z tego jak z kazdego innego.
        Nie wiemy, czy siostry Gaby byly na jej slubie. Na tym slynnym zdjeciu ich nie ma.

        Oraz w chwili slubu pyziaczego Robert byl juz zonaty i dzieciaty. Przykro mi, ale Bella urodzila sie w 1980, o Rojku wiemy, ze najpierw sie ozenil, potem dopiero zostal ojcem, a swiadkuje w roku 1982.

        Ludzie wyjezdzali, owszem, ale raczej nie swiezo upieczeni absolwenci Liceum Poligraficznego. Po polibudzie to ewentualnie.
        Jezeli konicznie Robert musi zaczac chlac, niech jedzie w Bieszczady, na Suwalszczyzne albo w lomzynskie.
        • la_felicja Re: Przygody Roberta - projekt 13.09.20, 19:31
          Tt-tko - w sprawie małżeństwa Roberta i narodzin Belli - cierpliwości. To się później wyjaśni.

          Pamiętam że na słynnym zdjęciu obok młodej pary byli tylko Robert i Alma. No, ale to tylko jedno zdjęcie, może jedno z wielu wtedy zrobionych. Siostry Gaby mogły być na ślubie.

          Za wskazówkę z materiałami dzięki, czytałam, że kiedyś były reglamentowane, że po okazaniu aktu zgonu rodzina zmarłego mogła nabyć czarny materiał (straszne)- ale to pewnie nie było w 1982.

          Z sukienką Gabrysi miałam na myśli to, że skoro materiał był trudno dostępny, to było go mało. Panny młode nie mogły za bardzo poszaleć z falbankami na przykład, dlatego suknie ślubne były zwykle skromne i wąskie.
          Znowu - nie upieram się, że tak też było w 1982. :)

          Poza tym, pewnie była to też suknia szyta naprędce, a poza tym maman Borejko nie miała serca do tego ślubu, więc i do sukni się nie przyłożyła :)

          Tak się zastanawiam, czy Robert nie mógłby zacząć chlać w Łodzi albo we Wrocławiu? Oprócz chlania bardzo mi jest potrzebny jakiś zakład przemysłowy, fabryka, najlepiej potajemnie produkująca broń dla Ruskich. Oraz hotel robotniczy, gdzie Robert mógłby zamieszkać.

          W sumie, po Liceum Poligraficznym Robert pewnie by nie mógł pracować w fabryce, ale może gdyby mieszkał w hotelu robotniczym, to jakoś by się wmieszał w środowisko robotników?

          W Zmiennikach pracownicy pilnie strzeżonego zakładu mają dziurę w murze, żeby się przez nią wymykać na piwo. Ta dziura w murze jest mi potrzebna, przyjaciel Roberta ma przez tę dziurę wynosić różne żelastwa z fabryki, a Robert ma mu pomagać. Jak to wsadzić w realia?
    • przymrozki Re: Przygody Roberta - projekt 13.09.20, 19:28
      Zależy jak bardzo jesteś gotowa odejść od tego, co jest napisane w książkach. Tak jak pisała TT-tka, w chwili ślubu Gabrysi i Janusza, Rojek był już ojcem Belli. Albo był jeszcze żonaty, albo już był wdowcem. Na dodatek wiemy, że wpadł w ramiona flecistki w pierwszej fazie żałoby po klęsce marzeń o ślubie z Anielą. Na picie na umór w obcojęzycznych zakładach pracy nie miałby czasu.

      Inna rzecz, że Gabrysia najwyraźniej szła do ślubu w ciąży, a Pyziaka przed urzędnika trzeba było zaciągnąć, bo sam się nie palił.
      • la_felicja Re: Przygody Roberta - projekt 13.09.20, 19:40
        Nie chcę bardzo odchodzić od książek, ale akurat o Belli zapomnijmy na chwilę, bo to jest całe clou mojego pomysłu. Wyjaśni się pod koniec.

        To, że Pyziaka trzeba było zaciągać do USC, to późniejsze wspomnienia mamy Borejko. A nawet jeśli - to jednak wierzę, że on Gabrysię kochał. W KK Janusz chciał czułości, chciał, żeby Gaba mówiła do niego Jasiu. W wielu watkach tu się przewijało, że on początkowo chciał stworzyć ciepłą rodzinę, tylko mu to uniemożliwiono. Milicja krytką, Ignac (kiedy już wrócił do domu) nietolerancją i nazywaniem go Juliuszem, Gaba - bezwolnością i stawaniem po stronie rodziców.
        Ja tam Janusza lubię i chcę wierzyć, że przynajmniej na początku miał dobre zamiary. A że na zdjęciu, które znalazła Laura, miał ironiczny, zdystansowany uśmieszek - no na litość, przecież to tylko jedno zdjęcie!
      • tt-tka Re: Przygody Roberta - projekt 13.09.20, 19:59
        Gabrysia nie szla do slubu w ciazy, bo Gabrysia slubowala w 82, a Pyza jest z listopada 81.
        Co wiecej, Gabrysia nawet nie szla do slubu z dzieckiem na rekach, jak Pyza lata pozniej, bo dziecka tez na fotce nie ma. Osobiscie podejrzewam, ze Pyza zostala upchnieta w domu na czas uroczystosci, a bawily ja ciotki, dlatego i siostr na fotce brak. (Nb na pierwszym planie sa nawet nie panstwo mlodzi, tylko strapiona twarz Milicji)

        Na picie na umor czas sie zawsze znajdzie. I moglo to byc wszedzie. Ale odradzam wzorowanie sie na filmach komediowych/satyrycznych w kwestii realiow. Zbrojeniowka, a tez np mennica z pewnoscia nie miala wyjscia przez plot. A gdyby kolega Roberta wynosil zelastwo z Cegielskiego i to w tym czasie, usiadlby w bardzo szybkim tempie albo zlinczowali by go wlasni koledzy, w zaleznosci od tego, kto pierwszy by go na tym wynoszeniu przylapal.

        Czy chcesz z Roberta zrobic zlodzieja ? zdradz choc w ogolnych zarysach, po co on koledze pomagal wynosic, to podpowiem, gdzie to moglo byc.
        • la_felicja Re: Przygody Roberta - projekt 13.09.20, 20:08
          Szkoda. Pomysł siadł.

          To nie miał być baaardzo realistyczny fanfik. Tylko taki żart.
          Otóż przyjaciel Roberta miał zbudować wehikuł czasu z części "zorganizowanych" gdzie sie tylko dało. Coś jak w "Powrocie do przyszłości" tylko jeszcze lepsze, bo podróżujące też w przestrzeni.

          Być może pomysł od czapy, ale chciałam, żeby choć trochę realiów się zgadzało...

          • tt-tka Re: Przygody Roberta - projekt 13.09.20, 20:23
            A, skoro tak, to niech Robert poszuka pracy w punkcie skupu surowcow wtornych. Albo niech po godzinach ryje na wysypisku smieci. Tam mozna bylo (i nadal mozna) cuda wianki znalezc, na wehikul czasu na pewno by uzbierali :)
            a nie tak watpliwe moralniei trudne technicznie by to bylo jak wynoszenie ze strzezonego zakladu
              • tt-tka Re: Przygody Roberta - projekt 13.09.20, 20:41
                Mialam kiedys, niestety jakas fuja pozyczyla i nie oddala, kryminal pt Dzien kobiet albo Swieto kobiet. Akcja w znacznym stopniu rozgrywa sie wsrod nurkow smietnikowych, bardzo ciekawe postacie, od bylego ziemianina, poprzez bylego murarza trojkowego do osob zyjacych z grzebania w smietniku, ale tez majacych swoje zycie rodzinne i inne sprawy - "sa wsrod nas numizmatycy, esteci, milosnicy broni czy dobrej kuchni i jak wszedzie jest tez margines", cytata luzna, bo z pamieci. fajnie nakreslona postac kierownika punktu skupu, pana Jareczka, tez jest i realiow jak zelaza w jablku. Moze gdzies trafisz.
    • la_felicja Re: Przygody Roberta - projekt 13.09.20, 21:31
      Cd. 3
      Za radą Tt-tki (dzięki jeszcze raz!!!) wysyłam Roberta do północno-wschodniej Polski na wewnętrzną emigrację.
      Wszyscy tam piją. Robertowi średnio się to podoba. Na początku przyłacza się do powszechnego chlania, bo myśli, że to mu pomoże zapomnieć o Anieli, ale tak to nie działa. Po alkoholu Robert tęskni za ukochaną jeszcze bardziej, wpada w coraz głębszy dół, poza tym jego organizm źle znosi pijaństwo. Stopniowo zdrowy rozsądek bierze górę i Robert zaczyna wymigiwać się od picia.

      Jedynym chłopakiem w pracy, który nie pije, jest Igor. Trochę starszy od Roberta, nieco taemniczy, ciągle się gdzieś urywa i wygląda, jakby myślami był gdzie indziej. Kilka razy koledzy z pracy zbierali się, żeby mu wlać, bo jego niepicie i niepalenie było im solą w oku. Igor jednak, silny i wysportowany, potrafił się obronić, i to z nawiązką, więc w końcu dali mu spokój.

      Robert zaczyna szukać towarzystwa Igora, ten chłopak go fascynuje. Pewnego dnia spotyka go na ulicy, jak ciągnie jakąś górę bach na taczce, podbiega więc do niego i oferuje pomoc. Razem pchają taczkę do jakiejś szopy, która należy do ciotki Igora.
      Innego dnia Robert znowu spotyka Igora z taczką - tym razem jest coś, co wygląda na wielki stary silnik. Po rozładowaniu taczki w szopie, Igor pyta Roberta, czy nie chcialby mu pomóc w rozłożeniu silnika na części.
      Robert zgadza się, w końcu nie ma nic innego do roboty. Po kilku godzinach rozkręcania i polerowania śrubek odkrywa rzecz zdumiewającą: po raz pierwszy od miesięcy nic go nie boli! Ten ciągły, gniotący ból w klatce piersiowej nagle znikł! Jakby ktoś mu znieczulił bolący ząb albo zdjął za ciasne buty! Oczywiście, w momencie, kiedy to sobie uświadomil, ból powraca, ale nie tak silny, a poza tym - te kilka godzin psychicznego odpoczynku, wolności od tesknoty za Anielą było cudowne!

      Robert pyta Igora, czy następnego dnia też mógłby mu pomóc - i tak zaczyna się przyjaźń. Okazuje się, chłopaki nadają na tych samych falach. Robert wprawdzie nie ma pojęcia, na co to całe majsterkowanie i budowanie, ale nie obchodzi go to zbytnio. Najważniesze, że odpoczywa przy tym psychicznie, a Igor jest świetnym kompanem.
      Po pewnym czasie Igor ufa Robertowi na tyle, że zdradza mu taemnicę - z tych rozmaitych zgromadzonych części buduje wehikuł czasu...

      Robert jest załamany. Jedyna życzliwa mu dusza, jedyny fajny facet w tym ponurym mieście - okazuje się wariatem. Być może nawet niebezpiecznym.

      Przez kilka dni unika Igora, ale w końcu nie wytrzymuje. Nuda, pijaństwo dokoła, samotność - nie potrafi do tego wrócić. Brakuje mu inteligentnych rozmów i żartów z Igorem, brakuje też codziennego masterkowania... W końcu pojawia się w szopie Igora i jakby nigdy nic razem zabierają się do pracy.
    • la_felicja Re: Przygody Roberta - projekt 13.09.20, 22:14
      C.d. 4
      Pewnego dnia Igor z dumą oznajmia, że wehikuł czasu jest gotowy. Zaprasza Roberta na jazdę próbną. Robert waha się tylko przez chwilę.
      Nawet jeśli się to ustrojstwo rozpadnie na tysiąc kawałków ze mną w środku - myśli - to co z tego? Życie bez Anieli i tak nie ma sensu...

      Ustrojstwo się jednak nie rozpada ani nie wybucha. Ku niejakiemu zdziwieniu obu panów, działa. Robert i Igor odlatują z PRL-u, podróżują w czasie i przestrzeni, zaliczają piękne przygody i niebezpieczne kobiety...przede wszystkim zaś zdobywają górę kasy i ulepszają swój wehikuł czasu gdzie się tylko da.

      I wszystko byłoby pięknie, ale pewnego razu Robert popełnia błąd...głupi, trywialny błąd, zwykłe przeoczenie - i dochodzi do tragedii. W maszynie coś wybucha, Igor ginie na miejscu, a Robertowi udaje się jeszcze ostatnim ciągiem przenieść czasie...

      Niestety, trafia do PRL-u, w lata siedemdziesiąte.

      Udaje mu się jakoś wydostać, za zdobyte w podróżach bogactwa jakoś urządza się w Łodzi, wyrabia lewe dokumenty...i żyje, a raczej wegetuje. Wpada w ogromną depresję. Gnębi go ogromne poczucie winy po śmierci przyjaciela, a poza tym jest normalnie, po ludzku samotny. Nie mówiąc jużo tym, że kontrast między barwnymi przygodami, jakich do niedawna doświadczał, a ponurym realizmem lat siedemdziesiątych każdego zwaliłby z nóg.

      Kiedy jest z nim już bardzo źle, los sprawia, że poznaje młodą, ładną absolwentkę Akademii Muzycznej...
    • la_felicja Re: Przygody Roberta - projekt 13.09.20, 22:41
      c.d 5
      Robert żeni się zatem z "tą biedną flecistką" w wieku znacznie bardziej stosownym do zakładaia rodziny niż sugerowałaby to lektura Jeżycjady. Kiedy rodzi mu się córeczka, nadaje jej imię Arabella, na cześć egzotycznej tancerki, która dawno temu, w osiemnastym wieku, na dworze Wielkiego Wezyra, uratowała jego i Igora z poważnych tarapatów.

      Kiedy Bella kończy (KFPPP - roczek???) Robert uświadamia sobie, że nadchodzi pamiętny dzień- dzień slubu Gabrysi i Janusza. Nagle marzy mu się, żeby jeszcze raz zobaczyć kochanych przyjaciół, choćby tylko z daleka.
      Zapuszcza sumiaste wąsy (mimo protestów żony), kupuje ogromne plastikowe okulary w grubych czarnych oprawkach, okręca się szalikiem i tak zakamuflowany udaje się do Poznania.

      Zza rogu obserwuje Urząd Stanu Cywilnego. Widzi młodego Janusza, Gabrysię w ślubnej sukience, a za nimi zawadiackiego rudego chłopaka...samego siebie sprzed lat!
      I kiedy tak rozmyśla, jaka to przyszłość ich wszystkich czeka, nagle spływa na niego olśnienie: oto ma jedyną w życiu szansę, żeby naprawić swoj błąd! Może uratować Igora!

      Czeka pod barem, do ktorego ma się udać młody Robrojek. Przysiada się do niego, najpierw przedstawia się jako daleki krewny, a potem umawia się z nim - z samym sobą - do hotelu, gdzie w spokou będzie mógł mu wyjawić prawdę. Dokładnie rozpisuje cały plan tego, co doprowadziło do katastrofy i jak temu zapobiec.
      Młody Robrojek, oczywiście, nie wierzy. Jednak Robert ma kilka argumentów nie do zbicia i w końcu go przekonuje.
      Młody Robrojek myśli - czyli mam wyjechać w suwalskie i ratować jakiegoś Igora...a co mi tam, czemu nie, życie bez Anieli i tak nie ma sensu...

      "Stary" Robert wraca do żony i córeczki, żona umiera, lata mijają, po transformacji Robert zakłada firmę z przyjacielem, firma bankrutuje, Robert przeprowadza się do Poznania, przypadkowo spotyka Nutrię...i dalej to już wiemy.

      I, Kochane Forum, powiedzcie, czy ta historia (uproszczona na maxa), nie wyjaśnia dlaczego w CR trzydziestokilkuletni Robert zachowuje się jak sterany życiem dziad? Dlaczego "ukrywa się pod siwizną"? Dlaczego chrząka, podaje herbatkę i ma depresyjne rozkminy? Bo w rzeczywistości jest dużo starszy!

      A w późniejszych tomach tak się tyko uśmiecha pod wąsem i nic nie mówi? Może rozmyśla sobie o tym, że Robrojek Młodszy z ocalonym Igorem przeżywają właśnie jakieś super przygody i może nawet niedługo wpadną go odwiedzić i zabrać na piwo?
      • ciszej.tam Re: Przygody Roberta - projekt 14.09.20, 10:53
        To jest bardzo fajne ale jednego musisz wyeliminować w jakimś momencie, bo inaczej masz w jednej rzeczywistości dwóch równoległych Robrojkow. Chyba, że jeden z nich wyjedzie na Cypr czy do austriackiego więzienia, zmieni nazwisko i nigdy nie będzie się plątał po swoim drugim życiorysie ani spotykał znajomych etc
        • la_felicja Re: Przygody Roberta - projekt 14.09.20, 17:27
          No nie, ten drugi, młodszy Robrojek szaleje z Igorem w czasie i przestrzeni, raczej do Poznania nie wróci.
          Kiedy przez te kilka lat byli jednocześnie w Polsce, to jeden był w Poznaniu, w Liceum Poligraficznym, a drugi gdzieś tam w Łodzi, o dobre kilka lat starszy, przeżywał depresję i spotykał się z flecistką...
          BTW, czy naprawdę nie znamy jej imienia, czy tylko mnie umknęło?
          • guineapigs Re: Przygody Roberta - projekt 14.09.20, 19:18
            Pomysl fantastyczny w kazdym znaczeniu tegoi slowa!
            Ale... Ja nigdy nie bylam czytelniczka ani fanka SF, jakos tak sie zlozylo, nie znam zatem kanonu ani doktryny, ale tak cos mi sie wydaje, ze bieg historii moze zmienic tylko ta osoba, ktorej akcja dotyczy. Ta konkretna, nie klon. Zatem, jesli Prawdziwy Robert wraca do 'realu' (ktory juz realem nie jest, ale taka funkcje obejmuje), to Robert nr 2 znowu spowoduje wypadek, Igor nr 2 zginie i pojawi sie Robert nr 3..., Igor nr 3 a potem kolejni. Tylko Prawdziwy Robert moglby uniknac katastrofy Wehikulu, bo tylko on wie, gdzie popelnil blad.
            I taka tylko uwaga: jesli masz trudnosci z opisaniem, jak Robert zostal wprzegniety w budowe Wehikulu, to wcale nie musisz sie udawac tam, gdzie pija od rana do wieczora. Wystarczy, ze Robert postanowi zapomniec o Anieli i znajdzie zatrudnienie w dziale wydawnictw/publikacji jakiegos zakladu naukowego/instytutu badawczego, tam spotyka kolege Pawelka/Hajduka - juz na stanowisku inzyniera. Mlodzi inzynierowie po godzinach dyskutuja nad czyms bardzo, Robert zostaje wprowadzony w to towarzystwo przez rekomendacje Pawelka/Hajduka i widzi, ze tam sie dyskutuje o Wehikule! Ba, nawet sie go buduje po kryjomu! Nie kradna, tylko uzywaja tego, co zostalo przeznaczone na zlom czy tam spisane na straty.
            Absolutnie nie chce zmieniac Twojej koncepcji, podpowiadam tylko latwiejsze rozwiazanie niz pijanstwo i zlodziejstwo.
            A swoja droga: ales se postawila zadanie do wykonania, no ho ho ho! Moim zdaniem strasznie trudna koncepcja. No ale: kto nie ryzykuje, ten szampana nie pije!
            • turzyca Re: Przygody Roberta - projekt 14.09.20, 20:37
              E, tam, nie rozkminiaj podróży w czasie, wszystkie koncepty wzięte dokładnie w obroty się rozpadają, więc można sobie zrobić też pętelkę, ładnie się to składa, Robrojek wyjeżdża, bo go facet przekonał, że w okolicy Augustowa znajdzie ukojenie, a facetem jest Robrojek za 10 lat.
              Mnie się koncept podoba, równie realistyczny, co ojcostwo Arabelli w 1980 roku. A mógł kurczę poślubić samotną matkę jedynaczki i adoptować dziecko, a po śmierci żony wychowywać jak swoje. Byłoby z 1980, byłoby ukochane i jedyne, wychowane na jego wzór, ale ślub byłby np. w 1985 i wszystko gra i buczy.
          • przymrozki Re: Przygody Roberta - projekt 15.09.20, 08:59
            Bardzo dobry pomysł na fanfik!

            Galimatias z dwoma bohaterami mogłaby rozwiązywać jakaś umowa między nimi - Robert z uniwersum, w którym Igor zginął (Robert I) dostałby "tożsamość" od tego drugiego (Roberta II). W zamian Robert II dostałby ekscytujące życie podróżnika w czasie. Dzięki temu Robert I mógłby potem ożenić się z Natalią jako Robert Rojek, a nie pod fałszywym nazwiskiem, jakie przyjął po katastrofie wehikułu czasu. Jedynym problemem jest siostra Roberta, która pomagała mu przy małej Belli. Bellę miał Robert I, a siostrę w Łodzi miał Robert II.

            Przy czym Bella i flecistka chyba muszą istnieć w życiu Roberta I, bo gdyby nie one, Robert I sam by mógł znaleźć Igora i wyjaśnić mu, co się stało/stanie z wehikułem. Robert I musiał mieć powód, dla którego już nie chciał wracać do przyjaźni z Igorem i podróży w czasie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka