la_felicja
13.09.20, 13:20
Już od dłuższego czasy chodzi za mną pomysł na fanfik. Raczej go nie zrealizuję, bo nie mam ani czasu, ani (przede wszystkim) talentu, jednak chciałabym podzielić się z Wami pomysłem.
Problem w tym, że jedyną książką, do jakiej mam obecnie dostęp jest McDusia (o zgrozo) która i tak mi się do niczego nie przyda, bo chcę pisać o Robercie. W związku a tym, kiedy utknę na jakiejś dacie czy innym szczególe, pozwolę sobie zakrzyknąć: Kochane Forum, pomóżcie, podpowiedzcie, poradźcie - w skrócie KFPPP - może być?
Zatem, projekt:
Roberta Rojka poznajemy, kiedy uczy się w Liceum Poligraficznym. Robert jest chłopakiem wesołym, energicznym, pomysłowym, pracowitym. Przyjaźni się z Gabrysią, Januszem i całą grupą ESD. Jest zakochany w pięknej Anieli - gorąco, całym sercem i niestety bez wzajemności.
Kiedy Gabrysia i Janusz postanawiają się pobrać, proszą Roberta o bycie świadkiem na ich ślubie. Ten ślub okaże się być przełomowym momentem w życiu Roberta. Po raz pierwszy ten szczery, życzliwy chłopak dopuści do siebie obrzydliwe uczucie zazdrości...
Sama ceremonia nie była taka, o jakiej zwykle marzą młodzi ludzie, zwłaszcza dziewczyny. Urząd Stanu Cywilnego miał taki sam ponury, bezduszny wygląd jak inne urzędy w PRL. Atmosfera była smętna - nikt wprawdzie nie wspomniał o ojcu panny młodej, uwięzionym za działalność polityczną, ale jego nieobecność była prawie namacalna i położyła się cieniem na całej uroczystości.
Gabrysia miała na sobie wyjątkowo nietwarzową suknię - ale cóż innego można było wyczarować z materiału na kartki? Pani Borejko siedziała sztywna, być moża starała się powstrzymać płacz. Siostra Janusza - Robert widział ją wtedy po raz pierwszy - przez cały czas miała kwaśną minę, jakby w myślach krytykowała każdy szczegół. Urzędniczka udzielająca ślubu miała głos oschły i rzeczowy, i uśmiechnęła się tylko dwa razy - na początku i na końcu.
Jedynymi wesołymi osobami były siostry Gabrysi. Dwie młodsze, przejęte, podekscytowane, chłonęły każdy szczegół, ciągle coś do siebie szeptały i pokazywały palcami, i wpatrywały się w Gbrysię i Janusza z rozrzewnieniem. Ida natomiast - wystrojona w ciemnozieloną kreację trochę za dorosłą na jej wiek, z wymyślną fryzurą, makijażem i polakierowanymi paznokciami, wyraźnie zachwycała się własną elegancją i co chwila zerkała to w oszkloną szafkę, to w okno, gdzie mogła uchwycić swoje odbicie.