Dodaj do ulubionych

Prawdziwe imię Melanii

08.10.21, 11:06
Witajcie! Ostatnio z powodu uziemienia kończyny odświeżyłam sobie niemal całą Jeżycjadę. Zastanowiło mnie jedno - jaki był zamysł imienia mamy Borejko we wczesnych tomach? Kiedy pojawia się Melania?

Akcja KK dzieje się w sylwestra, więc mama B powinna mieć imieniny, zwykle hucznie u Borejków obchodzone (nawet tenże tom kończy się imieninami Ignacego). Tymczasem nie ma ani atmosfery, dziecięcych prezentów, życzeń, ani nawet kawałka ciasta, które Gabriela chce spożyć dopiero u kuzynki. Wniosek - Mila, nazywana w tym tomie zwykle Milką, wcale jeszcze Melanią nie była. Więc kto, Milena, Emilia? Kiedy pierwszy raz pojawia się "Melania"? I niestety, jak udało się autorce taką sylwestrową nieścisłość przegapić?

Chyba że Melania imienin nie obchodzi, jak w "Języku Trolli", kiedy jest wzmianka o tym, że urodziła się w zamierzchłego sylwestra, ale spędza wieczór na opiece nad wnukami - wygląda mi to jednak bardziej na łatanie dziury, niż pierwotny zamysł.

Obserwuj wątek
      • piotr7777 Re: Prawdziwe imię Melanii 08.10.21, 18:38
        Jeszcze jest jeden Sylwester - w Pulpecji. Imię "Melania" faktycznie się nie pojawia aż do Kalamburki. Po prostu autorce pomysł przyszedł do głowy później - u Sienkiewicza też pan Wołodyjowski w Ogniem i mieczem jest tylko Michałem a dopiero w Potopie pojawia się jego drugie (a może pierwsze?) imię JErzy, bo Sienkiewicz dowiedział się o istnieniu rzeczywistego Jerzego Wołodyjowskiego.
        • bupu Re: Prawdziwe imię Melanii 10.10.21, 22:36
          piotr7777 napisał:

          > Jeszcze jest jeden Sylwester - w Pulpecji. Imię "Melania" faktycznie się nie po
          > jawia aż do Kalamburki. Po prostu autorce pomysł przyszedł do głowy później - u
          > Sienkiewicza też pan Wołodyjowski w Ogniem i mieczem jest tylko Michałem a dop
          > iero w Potopie pojawia się jego drugie (a może pierwsze?) imię JErzy, bo Sienki
          > ewicz dowiedział się o istnieniu rzeczywistego Jerzego Wołodyjowskiego.

          Akurat tutaj, przepraszam za dygresję i offtop, Sienkiewicz po prostu przeskoczył z jednego Wołodyjowskiego na drugiego. Pierwowzorem bowiem Michałka z OiM był niejaki Michał Wołodyjowski, który naprawdę służył w dragonach u księcia Jeremiego, tyle, że nie w roku 1648, ale jakąś dekadę z okładem wcześniej. No i niczym wielkim się nie wsławił, ot kresowy watażka, jakich na pęczki było. Potem zaś w Potopie, postanowił Sienkiewicz przemienić młodzika-wietrznika z OiM w statecznego, szlachetnego patriotę, dobrał zatem pierwowzór nr 2, czyli Jerzego Wołodyjowskiego, stolnika przemyskiego, któren był w Kamieńcu zginął, acz śmiercią znacznie mniej heroiczną niż powieściowy pan Michał. Owóż poddał on Kamieniec Turkom i właśnie przez bramę zamkową był przejeżdżał, gdy magazyn prochów, przez Kurlandczyka Heykinga, który artylerią rządził, w powietrze wysadzon został. Jakiś zbłąkany odłamek nadleciał całkiem znikąd i urwał panu stolnikowi circa połowę głowy.

          Natomiast Sienkiewicz zaliczył nader konkretną i realną wtopę z imionami przy innym bohaterze, mianowicie przy Zagłobie. Owóż w karczmie w Czehryniu, na samym począku OiM, mąż ów przedstawia się jako Jan Zagłoba herbu Wczele, natomiast imię Onufry (Onofrij) przybiera jako pseudonim, gdy w przebraniu dziada przekrada się z przebraną za pacholę Heleną do Baru. Tyle tylko, że się chyba panu Zagłobie imię dziadowskie szalenie spodobało, bo on Potopu nader konsekwentnie przedstawiał się jako Onufry, przynajmniej do momentu, gdy któryś z czytelników wytknął autorowi ewidentnego babola (wszystkie trzy części Trylogii zanim ukazały się w formie książkowej, debiutowały jako gazetowa powieść w odcinkach).
    • iwoniaw Re: Prawdziwe imię Melanii 08.10.21, 18:32
      Ja czytając starą J. od poczatku założyłam, że mama B. ma na imię Emilia, bo od tego znałam zdrobjienie Mila i w Kalamburce przeżyłam zdziwienie, że no jak to?! Jaka Melania? No ale czego się spodziewać po ludziach, którzy Kazimierza zdrabniają na Ziutka 😉
    • kon.zrzeda Re: Prawdziwe imię Melanii 09.10.21, 00:01
      A ja bym się akurat nie zdziwiła, jeśli imieniny Melanii nie były obchodzone. Wszak Mila dostaje szoku, kiedy Ignacy obdarowuje ją wisiorkiem ;) Ale to mi się wydaje całkiem realne, bo znam takie, ekhm, przypadki- matka, filar, fundament, twarda, poświęcająca się, bez niej niczego nie ma, szwungszajba domu, generator wszelkich dóbr przyziemnych, herbatek przyłóżkowych, romantycznych motyli i wyszorowanych wanien, ONA niewątpliwie zadba o to, żeby każda okazja rodzinna była odpowiednio obchodzona, ale czy ktoś zadba o to, żeby obejść jej święto...? Wantpiam. Nieprzyzwyczajeni.
        • kon.zrzeda Re: Prawdziwe imię Melanii 09.10.21, 12:52
          By mogły. By mogły też nie leżeć i nie rechotać z włochatych pleców Arystotelesa, kiedy matka dookoła zaiwania. Inna sprawa, że mocno prawdopodobne wydaje mi się, iż ta matka obowiązków nie dzieli, o pomoc nie prosi, o własnym zmęczeniu nie mówi, o złym samopoczuciu tym bardziej- jeśli rodzina traktuje ją jak skrzyżowanie siłaczki z cyborgiem, uważam, że zasłużyła i niespecjalnie mi jej żal
          • tt-tka Re: Prawdziwe imię Melanii 09.10.21, 14:47
            zal to i mnie nie jest :)
            ale nastepne tomy dzieja sie juz po przelomie, po tym szoku spowodowanym szpitalem i po zorganizowanych ojcu imieninach - wydawaloby sie, ze cos tam do dziewczyn dotarlo... no wlasnie, wydawaloby sie...
            • tt-tka Re: Prawdziwe imię Melanii 09.10.21, 14:52
              Swoja droga, ojcu sie urzadza, gosc palcem w bucie nie musi kiwnac, przy grzegorzowych i igstrybowych cala rodzina tanczy przy garach, przy Gabrieli to samo, Grzes sie zakrzatnal, matka i corka, ona sama nie, a Roza swoje robi sama, i w koncu nawet jej obecnosc nie okazuje sie niezbedna, grunt, ze wyzerka jest...
          • kocynder Re: Prawdziwe imię Melanii 09.10.21, 22:24
            Mi się to od początku, od pierwszego czytania wydawało... Głupie? Nieżyciowe? Nieprawdziwe? Ja co prawda ciut od Gabo - Idów młodsza, bliżej mi do Patrycji, ale pamiętam z własnego dzieciństwa, że KAŻDY, absolutnie każdy miał swoje obowiązki. Oczywiście były dostosowane do wieku i możliwości, ale i ja, i moi bracia, i wszystkie nasze koleżanki i koledzy - każdy miał jakieś obowiązki. Wychodzenie z psem. Obieranie ziemniaków i jarzyn do obiadu. Mycie i wycieranie naczyń. Sprzątanie szczegółowe po sobie i swoich bambetli, wycieranie kurzu i odkurzanie całego mieszkania, z przedpokojem włącznie. Wynoszenie prania na strych i rozwieszanie/znoszenie do mieszkania (no, ok, nie wszędzie były strychy i to nie wszyscy). Zresztą nie chodzi wszak o to JAKIE obowiązki, ale one były. U każdego. A jeśli któraś z koleżanek/któryś z kolegów nie miał tychże obowiązków domowych - to zwykle było to dziecko "ambitnych" rodziców, którzy uchylając domowe obowiązki oczekiwali jednak wyników w szkole - i nie trójki z fizyki! Tymczasem wszystkie siostry Borejko nie robią kompletnie nic. No, później zdaje się (chyba Tt-tka wspominała niedawno?) że któryś absztyfikant nosił za Idę węgiel z piwnicy, kiedy była jej kolej. Ale w KK? Poszły po zakupy, po czym uwaliła się Gabunia z książką, Idusia zaczęła malarstwo na obliczu uskuteczniać o ile pamiętam, a mamusia z odkurzaczem, ścierą i czym tam jeszcze... No, nie do wyobrażenia, jak dla mnie. I nie "kupuję", że maman Borejko chciała sama, bo ona najlepiej, to nie Ewa Jedwabińska z worem kompleksów. Nie wierzę w normalną, myślącą matkę, która świadomie wychowuje swoje córki na kalekie nieroby...
            • wszystkopozajmowane Re: Prawdziwe imię Melanii 10.10.21, 16:58
              Faktem jest, że gdy się wczyta w "Kwiat Kalafiora" okazuje się, że panny swoje obowiązki miały. Gaba na przykład do piwnicy "chodziła po węgiel co najmniej kilka razy w tygodniu" (scena z nocną kiełbasą). Gaba i Ida chodzą na zakupy, podobnie jak Ignacy z Natalią i Pulpą (w sylwestra wrócili do domu o siódmej). Ignacy siedzi w pracy od siódmej do czwartej, zakupy robi pewnie po pracy. W obowiązkach Idy, które przejął Walduś (też w KK) jest wymienione: wynoszenie śmieci po całej rodzinie, noszenie węgla i stanie w kolejkach. Całkiem sporo tego.

              Czyli wygląda to dość normalnie, poza tym, że tylko mama Borejko gotuje, pierze i sprząta co najmniej części wspólne mieszkania. Przede wszystkim zaś nie uczy córek gotować (i cóż - jest sporo takich matek), zaś ojciec buja w obłokach. Inaczej książka nie miałaby akcji ;)

              Mam wrażenie, że taka była konwencja młodzieżowych książek PRL-u. Jak sobie przypomnę "Godzinę Pąsowej Róży" czy - nie pamiętam tytułu - książkę, gdzie diabelski chochlik przenosi dziewczynę współczesną do szlacheckiego dworku, to wszystkie te miastowe nastolatki miały się uczyć i nie ogarniały gotowania czy sprzątania, a prezentowały dziwnie roszczeniową postawę życia.

              Trochę podobnie w "Oto jest Kasia" - gdy mama idzie do szpitala rodzić dziecko, ojciec z synem i córką nie ogarniają nic, nie potrafią nawet wypastować podłogi!
              • marutax Re: Prawdziwe imię Melanii 10.10.21, 20:38
                wszystkopozajmowane napisała:

                >
                > Mam wrażenie, że taka była konwencja młodzieżowych książek PRL-u. Jak sobie prz
                > ypomnę "Godzinę Pąsowej Róży" czy - nie pamiętam tytułu - książkę, gdzie diabel
                > ski chochlik przenosi dziewczynę współczesną do szlacheckiego dworku, to wszyst
                > kie te miastowe nastolatki miały się uczyć i nie ogarniały gotowania czy sprząt
                > ania, a prezentowały dziwnie roszczeniową postawę życia.
                >
                > Trochę podobnie w "Oto jest Kasia" - gdy mama idzie do szpitala rodzić dziecko,
                > ojciec z synem i córką nie ogarniają nic, nie potrafią nawet wypastować podłogi!

                Z pierwszą częścią się zgodzę, Borejkówny miały jakieś obowiązki. Ale z drugą nie. W "Oto jest Kasia" bohaterką jest dziewczynka ośmioletnia, brak umiejętności prowadzenia domu jest raczej naturalny. Ojciec i brat to niestety przykład modelu rodziny z tamtych czasów,

                W "Godzinie..." Anda buntuje się głównie przeciwko zmianie warunków życia i normom obyczajowym, zbyt krótko widzimy ją w normalnych warunkach, by ocenić obowiązki i umiejętności. A w "Małgosia kontra Małgosia" bohaterka przeżywa kompletną rewolucję i nie chodzi o to, że w domu nic nie robiła, ale o to, że w przeszłości a) dziewczyna w jej wieku była traktowana jak prawie dorosła i miała dorosłe obowiązki b) wtedy wszystko robiło się ręcznie. O ile pamiętam to było m.in. szycie, hafty, przygotowanie potraw od zera (tzn. od zarżnięcia kury, a nie wyciągnięcia z lodówki), jakieś zioła itd. Wszystko oczywiście "starymi" metodami. Choćby bohaterka była tytanem pracy to i tak nie miała szans.
                • wszystkopozajmowane Re: Prawdziwe imię Melanii 10.10.21, 22:14
                  Chodzi mi o specyficzny charakter bohaterek, zupełne zamknięcie na problemy świata dorosłych - coś, co widać i w KK. O właśnie, tytuł to "Małgosia kontra Małgosia". Mnie tam mierziło, że bohaterka przejawia absolutny brak empatii dla rodzicielki i bierze sobie do szkoły szydełkowane rajstopy, które miały iść na prezent. Z premedytacją! Anda podobnie, planuje cały szereg kłamstewek by mieć wolny dzień i ukryć jeszcze przez chwilę złe oceny. Co do ewentualnego ogarniania domu, zapomniałam, że oni i PRL-u mieli służącą. Właściwie "Kłamczucha" też wpisuje się w ten typ nastolatki, w gruncie rzeczy zbyt dużo nie ogarnia na polu domowym (chociaż tu raczej z lenistwa) - robi to za nią Pawełek.
                  • tt-tka Re: Prawdziwe imię Melanii 11.10.21, 07:16
                    wszystkopozajmowane napisała:

                    > Co do ewentualnego ogarniania
                    > domu, zapomniałam, że oni i PRL-u mieli służącą. Właściwie "Kłamczucha" też wp
                    > isuje się w ten typ nastolatki, w gruncie rzeczy zbyt dużo nie ogarnia na polu
                    > domowym (chociaż tu raczej z lenistwa) - robi to za nią Pawełek.

                    Panstwo Nowakowie tez maja sluzaca :), ale jednak Pawelek dyrektorowicz po mieczu i po kadzieli jest ganiany po zakupy, sprzatac potrafi szybko i perfekcyjnie, nawet mala Marzenka po tej krwawej rozprawie utrzymuje w swoim pokoju wzorowy porzadek ! Rozmamłana poetka Danusia potrafi gotowac. Cesia potrafi praktycznie wszystko, a i leniwa Julia, jak sie okazalo, tez.
                    A Aniela bedac wczesna nastolatka praktycznie prowadzila dom. W Łebie, znaczy. Potrafi i jak trzeba, to robi.

                    Na tle innych postaci samej Musierowicz panny z Rusfelta sa wyjatkowo nieogarniete i niewychowywane.
              • tt-tka Re: Prawdziwe imię Melanii 11.10.21, 06:47
                wszystkopozajmowane napisała:

                > Faktem jest, że gdy się wczyta w "Kwiat Kalafiora" okazuje się, że panny swoje
                > obowiązki miały. Gaba na przykład do piwnicy "chodziła po węgiel co najmniej k
                > ilka razy w tygodniu" (scena z nocną kiełbasą).

                A to nie bylo wtedy, gdy maman B. byla juz w szpitalu ? Choc moze nie, bo Ida, gdy na nia wypadla kolej, delegowala Waldusia...

                >Gaba i Ida chodzą na zakupy,
                > podobnie jak Ignacy z Natalią i Pulpą (w sylwestra wrócili do domu o siódmej).
                > Ignacy siedzi w pracy od siódmej do czwartej, zakupy robi pewnie po pracy.

                Pewnie jednak nie robi. Przez caly czas pobytu Melanii w szpitalu nie zrobil zakupow ani razu. Mam wrazenie, ze te sylwestrowe wedrowki do sklepu jego i dziewczyn to wyjatek, a nie staly obowiazek.
                Dziewczyny ani Ygnac nie sprzataja nawet po sobie, budza sie przy dzwiekach nakrywania do stolu przez matke, obok juz pocerowane czy poprasowane rzeczy, w piecach napalone, ze stolu zbiera tez matka, i w ogole im sie wydaje, ze wszystko samosie...



                >
                > Mam wrażenie, że taka była konwencja młodzieżowych książek PRL-u.

                Nie. Czytalam tego duzo, jako dorastajaca wtedy, i zawsze byly co najmniej trzy modele - dzieciak, ktory ma sie tylko uczyc, taki, ktory ma swoje obowiazki na miare sil i taki, ktory ma obowiazki zdecydowanie ponad sily, ale niestety lajf bywa brutal... Ozogowska, Ostrowska, Lach, Bahdaj, Niziurski, dlugo mozna wyliczac. Przy czym ten model "ty masz sie tylko uczyc" wcale nie byl przedstawiany jako wzorcowy, przeciwnie, co pozycja, to taka postac byla nieogarnieta spolecznie i malo sympatyczna, a dorastala i stawala sie lepszym nastoletnim czlowiekiem, gdy jakies obowiazki sama sobie brala na leb wzgednie gdy te obowiazki na leb jej spadaly :)


                > Trochę podobnie w "Oto jest Kasia" - gdy mama idzie do szpitala rodzić dziecko,
                > ojciec z synem i córką nie ogarniają nic, nie potrafią nawet wypastować podłog
                > i!

                Kasia ma wtedy osiem lat, a w ogole sytuacja od czapy, przeciez matka idzie do szpitala rodzic swwoje trzecie dziecko ! to co, za pierwszym razem i za drugim tez byly takie cyrki ? to skad zaskoczenie tatusia, ze on nie wie i nie umie, powinien to juz miec przerobione :)
                • wszystkopozajmowane Re: Prawdziwe imię Melanii 12.10.21, 21:46
                  tt-tka napisała:

                  > Pewnie jednak nie robi. Przez caly czas pobytu Melanii w szpitalu nie zrobil zakupow ani razu.

                  Raz zrobił. Gaba melduje w liście: "potem przyszedł tata z zakupami i właśnie zjedliśmy obfity podwieczorek."
                  A potem: "Gabrysia zastanowiła się, czy aby nie zdąży wyskoczyć po zakupy przed pójściem do
                  szkoły, ale zaraz pożałowała czasu.(...) Po zakupy pójdzie ojciec.

                  Ale z własnej woli o tym nie pamiętał, bo Gaba ogarnia, że w ogóle trzeba coś kupić. Zaraz potem Ignacy wygodnie zapadł na świnkę.
                    • marutax Re: Prawdziwe imię Melanii 13.10.21, 18:27
                      tt-tka napisała:

                      > Ojciec nie poszedl po zakupy w wolna dla siebie, a szkolna dla Gaby sobote, a wtedy zakupy trzeba bylo zrobic przed poludniem. Odmowil wprost.

                      Proszę o cytat. W mojej książce Ignacy nie odmawia, tylko nie bardzo wie, co się dzieje, bo jeszcze przysypia. Nie wiemy, czy te zakupy zrobił, to, że Borejkowie mają na obiad makaron z mlekiem, nie znaczy, że nie mieli nic do jedzenia, tylko że nie nikt nic nie ugotował.
                      • tt-tka Re: Prawdziwe imię Melanii 13.10.21, 19:43
                        tato, wstawaj
                        Nie - odmowil Ignacy - dzis wolna sobota

                        Nie poszedl. Byl makaron z mlekiem, bo nic innego nie bylo w domu. Nakarmila ich wtedy wlasnymi produktami i nadal karmila, robiac tez zakupy (i to za swoje, od rozmowy od wzrastajacych cenach Ygnac sie wykrecil) ciocia Fela.
                        • marutax Re: Prawdziwe imię Melanii 13.10.21, 20:13
                          tt-tka napisała:

                          > tato, wstawaj
                          > Nie - odmowil Ignacy - dzis wolna sobota
                          >
                          > Nie poszedl. Byl makaron z mlekiem, bo nic innego nie bylo w domu. Nakarmila ic
                          > h wtedy wlasnymi produktami i nadal karmila, robiac tez zakupy (i to za swoje,
                          > od rozmowy od wzrastajacych cenach Ygnac sie wykrecil) ciocia Fela.
                          >
                          Sorry, ale nie. Ignacy odmówił wstania, kiedy Gaba wychodziła do szkoły i tyle. Nie miał tego dnia pracy, nie musiał. Nie ma ani słowa o tym, że NIE wstał pół godziny później i NIE zrobił zakupów. Nie ma ani słowa, że w domu nie było innego jedzenia. Problemem na tym etapie jest to, że nikt nie umie gotować i makaron z mlekiem pasuje do takiego super prostego posiłku. Co więcej, Fela z miejsca gotuje obiad ("Po czym stanowczym ruchem postawiła patelnię na gazie i usmażyła befsztyki z cebulą. Na deser zrobiła krem waniliowy z gruszkami z kompotu") i nie ma też słowa o tym, że wszystkie te produkty przyniosła ze sobą.

                          Jeśli w tekście stoi, że "odmówił wprost" zrobienia zakupów (jak napisałaś) to proszę o cytat.
                          • tt-tka Re: Prawdziwe imię Melanii 14.10.21, 08:45
                            W tym domu nigdy nie bywalo befsztykow, jasne jest, ze Fela nakarmila wlasnymi produktami. Nie bylo rowniez gruszek w kompocie, spizarnia swieci pustkami, zapelnia sie dopiero w nastepnym tomie.
                            Kiedy byl chocby ten morszczuk i kielbasa z bialkiem roslinnym - po zakupach dysponowanych jeszcze przez Melanie - Gaba probuje zrobic to wlasnie. Oraz wstawia ziemniaki i uciera marchewke bodajze. I przymierza sie do jajecznicy. Uprawnione jest przypuszczenie, ze makaron z mlekiem byl z braku innych produktow, a nie z nieumiejetnosci gotowania.
                            nie mam egzemplarza, ale przypomnij sobie te scene, gdy Feli skonczylo sie L4 i probuje wbic w leb Ygnacowi, ze od jutra on ma przejac zaopatrzenie - Ygnac nawet nie udaje, ze slucha i ze zamierza cokolwiek, a konczy scene slowami "a teraz juz idz".
                            Do konca, do powrotu Mili ze szpitala posilki kombinuje Fela, a aluzja o drozyznie jasno mowi, ze ze skladnikow zakupionych przez siebie i za wlasne.
                          • pi.asia Re: Prawdziwe imię Melanii 14.10.21, 15:51
                            marutax napisała:


                            > Sorry, ale nie. Ignacy odmówił wstania, kiedy Gaba wychodziła do szkoły i tyle.
                            > Nie miał tego dnia pracy, nie musiał. Nie ma ani słowa o tym, że NIE wstał pół
                            > godziny później i NIE zrobił zakupów. Nie ma ani słowa, że w domu nie było inn
                            > ego jedzenia.

                            Oczywiście, że jest, i to napisane otwartym tekstem. Przede wszystkim, na pierwszym obiedzie u stryjostwa, Fela organizuje życie rodzinie Borejków. Pada tam zdanie, że zakupy będą domeną Ignasia.

                            A co do owej konkretnej soboty - służę stosownym cytatem:
                            Wolna sobota - a więc dwa dni postu, ponieważ zapomniało się wczoraj o zrobieniu wystarczających zakupów. Sprawa była beznadziejna. Sklepy zamykano o jedenastej, żeby i sprzedawczynie miały wolną sobotę, więc kto nie nabył chleba, mleka, warzyw i mięsa do godziny jedenastej, miał już tylko jedną szansę: pójść w niedzielę do jedynego w mieście dyżurnego Samu i stać tam przez około półtorej godziny bez specjalnej nadziei, że coś kupi.
                            Gabrysia zastanowiła się, czy aby nie zdąży wyskoczyć po zakupy przed pójściem do szkoły, ale zaraz pożałowała czasu. (...)
                            Po zakupy pójdzie ojciec. (...)
                            - Tato...
                            - Hm? - obudził się ojciec.
                            - Wstawaj, co?
                            - Nie - odmówił Ignacy Borejko. - Dziś wolna sobota.
                            - Tato. Wiesz co?
                            - Hm?
                            - Wychodzę zaraz do szkoły.
                            - Czyżby? - jęknął ojciec. - Popieram. Wyjdź.
                            - Zapomniałam wczoraj zrobić zakupy na dwa dni.
                            - Rozumiem. Daj pospać, hm?



                            Nie da się chyba napisać wyraźniej, że Ignac totalnie olewał obowiązki zaopatrzeniowca. Zakupy robiła Gaba, jesli ojciec zostawił pieniądze, bo i o tym nie pamiętał. A w tę konkretną sobotę WIEDZIAŁ, że w domu nie ma nic do jedzenia. Więc jeśli w kilka godzin później rodzina je na obiad makaron z mlekiem, to znaczy, że albo nie poszedł po zakupy, albo kupił tylko mleko i makaron. Tak czy siak - miał sprawę zakupów głęboko w odwłoku.
            • kon.zrzeda Re: Prawdziwe imię Melanii 10.10.21, 17:09
              Kocynderku, ale to, że Ty miałaś tak, to jest dowód anegdotyczny, wcale nie wykluczający istnienia innych opcji i możliwości. Powiem tak. Mam małe dzieci. I obserwuję, jak dopiero teraz kobiety zaczynają wychodzić z zaklętego kręgu "zacisnę zęby, dam radę i nie mam prawa narzekać". Zaczynają się wspierać, dzielić doświadczeniami, dbać o swój dobrostan i kruszyć etos poświęcającej się Matki Polki. I to bardzo dobrze. Niemniej jednak dla wielu mam i teściowych, że nie wspomnę o babciach, jest to zupełnie nie do pojęcia. A już zwłaszcza nie mogą ścierpieć czyjegoś prawa do proszenia o pomoc i okazywania słabości- bo same tego prawa nie miały. Inna sprawa, czy odmówiły go sobie same, przebywszy odpowiednią socjalizację, czy odmówiło go im otoczenie. To bardzo szeroki temat, zresztą mocno interdyscyplinarny.
              Czy Mila byłaby taką matką, która wszystko robi sama i ukrywa zmęczenie i niedyspozycję? Wydaje mi się, że jak najbardziej, widzimy to w KK. Czy ktoś wie o jej chorobie? Czy ktokolwiek usłyszał, że jest jej ciężko, jest chora, musi trochę wyhamować? Nie bardzo. Z jakiegoś powodu ukrywała to przed rodziną. Z jakiego? Ano taki właśnie wydaje mi się najbardziej prawdopodobny- matka poznanianka, wszystko robi idealnie, każdego otacza opieką, sama pomocy nie potrzebuje
              • kon.zrzeda Re: Prawdziwe imię Melanii 10.10.21, 17:16
                I tak, owszem, dziewczyny COŚ TAM robiły. Musiałyby być kompletnymi socjopatkami, żeby było inaczej. Ale nadal cała odpowiedzialność spoczywała na Maman i bez niej, jak widać, cała rzecz się zawaliła
              • kocynder Re: Prawdziwe imię Melanii 10.10.21, 21:53
                Koniku, gdyby to było TYLKO moje doświadczenie - to i owszem, można by rzec, że fakt iż miało się do czynienia z jednym wyłącznie modelem - nie znaczy że nie ma innych. Ale ja piszę nie o moim domu, ale o WSZYSTKICH domach okolicznych. Moich koleżankach. Kolegach. Koleżankach i kolegach mojego rodzeństwa.
                I owszem, były takie matki, co to "zarżnę się, ale nie jęknę". Owszem. I nadal są, acz coraz rzadziej i (na szczęście) coraz częściej przyznanie, że nie jest się herosem i siłaczką oraz Mistrzem Yodą w jednym nie powoduje automatycznego uznania przyznającej za dno.
                Ale nadal: może i panny B. coś w domu robią. Może. Przy jakich regularnych obowiązkach je widzimy? W czasie, gdy mama jest "sprawna"? RAZ idą po zakupy (gdy "wiśniowa brunetka" zachwyca się kreacją na wystawie). Raz. Nie ma żadnej wzmianki, by było to ich STAŁE zatrudnienie. Ba, z późniejszych (po wylądowaniu mamy w szpitalu) sytuacji można raczej wywnioskować, że jeśli już robiły zakupy, to na zasadzie "Tu masz na kartce co kupić, a tu pieniądze w portmonetce. I nie zapomnij zapałek!". Ani nie umieją już nie planować zakupów, ale jakby średnio ogarniają co w ogóle kupić by należało - czyli nie mają takiej właśnie codziennej, wdrożonej podstawy. Co do węgla - owszem, PONOĆ Gabunia nosiła go z piwnicy kilka razy w tygodniu. Ale jakoś na starcie "w zarządzanie" jest zaskoczona, że trzeba wstać wcześniej, żeby w piecach napalić, że ów węgiel sam z pieśnią na ustach nie wędruje na górę i nie rzuca się w płomienie... Z całokształtu KK (wiem, takie było założenie!) wynika, że siostry Borejko nie miały ŻADNYCH stałych, regularnych obowiązków. Żadnych. Ich wkład to było raczej wykonanie ad hoc poleceń mamusi, niż reguła. Czyli np "Gaba, wynieś śmieci!" - ok, poszła, wyrzuciła. "Ida, skocz kupić śmietanę!" - ok, skoczyła, kupiła. Ale mi chodziło o to, że... Jakby to ująć? Przykładowo: Ja musiałam obrać jarzyny do obiadu, wyjść z psem, umyć i powycierać naczynia. Brat młodszy musiał wytrzeć kurz i odkurzyć całe mieszkanie, brat starszy pójść po drobne zakupy (spisane na kartce, pieniądze zostawione), wynieść śmieci. Oczywiście oprócz normalnego odrobienia lekcji i nauczenia się tego co zostało zadane. I żądnemu z nas nawet by do głowy nie przyszło uwalić się z książką, jeśli "dział" nie został odrobiony! No nie i już. I w następnym tygodniu ja biegałam po zakupy i wynosiłam śmieci, brat młodszy obierał jarzyny i wychodził z psem, a brat starszy sprzątał. Nie, żadne z nas nie byłoby zapewne w stanie samodzielnie prowadzić całego domu, gdyby wówczas zabrakło mamy - byłby to armagedon, oczywiście! Ale JAKIEŚ podstawy prowadzenia domu mieliśmy. I nie, to nie było tak, że moi rodzice byli dziwakami, wymagającymi "Bóg-wie-co" od dziatek. Bo wszyscy nasi koledzy i koleżanki - też mięli konkretne, stałe i regularne obowiązki. A takowych i u Gaby i u Idy - kompletnie nie widać. Do tego jak wspomniałam - zwykle rodzice jeśli dziecko zwalniali z obowiązków domowych - to przekładało się to na wzorowe wypełnianie obowiązku szkolnego. I owszem, miałam koleżankę, która w domu nie musiała nic robić, ale za to jeśli dostawała ocenę poniżej piątki (wówczas skala ocen to było 2 - 3 - 4 - 5) musiała ją poprawiać, bo właśnie dlatego mogła w domu nic nie robić, żeby się uczyła. U Borejków - dziewczyny nie mają nic w regularnym systemie obowiązków - ani ogarniania domowych spraw, ani nawet nauki - ba, jedynym pomysłem tatusia B. na nieogarnianie sytuacji jest to, że Gaba ma sobie wziąć wolne ze szkoły - fakt, że on mógłby dostać pełnopłatne zwolnienie z pracy - jakoś mu nie zaświtał...
                • kpinkaa Re: Prawdziwe imię Melanii 12.10.21, 18:03
                  Miła się dobrowolnie wpisała w rolę domowego niewolnika i córkom przydzielała minimum obowiązków, ale Gabę w TIR pouczała jak dzieci wychować. Kazała wołać do zmiany pościeli dziewczynki i komentowała "Za mało od nich wymagasz. Zamęczysz się". Albo zmądrzała na starość, albo cudze błędy w wychowaniu dzieci widać lepiej, niż własne.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka