Dodaj do ulubionych

Józef i jego praca

20.03.23, 20:42
1.

- Tutaj damy pąsowe portiery – z uróżowanych usteczek wydobywał się nieustanny szczebiot - i do tego złote sznury, z frędzlami. Albo nie! Pompony! Pompony będą lepsze, tylko takie wiesz, duże!

- Dobrze, damy. Tylko nie o tym teraz rozmawiamy – jęknął z rezygnacją Józef Pałys. - Ja bym chciał najpierw ustalić, którą ścianę mogę wyburzyć, żeby był ten salon z aneksem. Doświetlony.

- A to nie wiem, to ty się na tym znasz. Ale w aneksie koniecznie musi być duży ekspress do kawy. Taki błyszczący, widziałam taki w Żonach Hollywood – jego zleceniodawczyni miała inne priorytety.

- Ale sprzęty sami sobie kupicie i postawicie, ja muszę zaprojektować wnętrze!

- No to co masz za problem, połącz kuchnię z salonem, zrób aneks a ja ci mówię – tutaj będzie duża kanapa i na niej będą takie puchate poduszki. Wszystkie w odcieniach czerwieni. Albo nie! Różowe. Pudrowy róż. A kanapa będzie złota i obok będą takie małe stoliczki kawowe, ze złoconymi blatami. Z grawerunkiem!

Józef ukończył studia architektoniczne, ale na nadmiar zleceń nie narzekał. Brakowało mu jakiegoś punktu zaczepienia: możliwości pochwalenia się doświadczeniem, znajomości w branży, może jakiegoś protektora? Jego portfolio obejmowało na razie przeróbkę poddasza, w którym obecnie mieszkali z Dorotką. Pięknie to wyszło, ale gdy pokazał z dumą swój projekt w kilku pracowniach, do których zaproszono go na spotkanie, jego rozmówcy podnosili jakieś niestosowne kwestie, dotyczące np. przegrzania powierzchni latem, czy niedogrzania zimą. Pytali też o umiejscowienie łazienki, a w odpowiedzi „na dole” patrzyli na niego z niedowierzaniem.
I tak się skończyły Józefa starania o przyjęcie, choćby na staż, do jakiejś pracowni architektonicznej. Nawet niekoniecznie renomowanej.

Dorota studiowała medycynę, do ukończenia brakowało jeszcze prawie 2 lata. Tymczasem ogromnie brakowało im pieniędzy. Fakt – rodzice Józefa i mama Dorotki pomagali finansowo, ale coraz częściej przebąkiwali, że już czas, aby młodzi stanęli na własnych ekonomicznych nogach (matka Józefa celowała w dowcipnych powiedzonkach). I że skoro chcieli się żenić, to chyba wiedzieli, z czego będą po ślubie żyć.

Starali się jak mogli, ale kurczaki i jaja, odstawiane do sklepu pani Kasi przez Dorotę nie wystarczały na ich – skromne w końcu – potrzeby.

Dramatycznie potrzebowali zleceń dla Józefa. Tymczasem nic takiego się nie działo. Józef zatrudnił się więc w urzędzie gminy – w perspektywie miał nadzieję zostać naczelnym architektem powiatowym. Na razie jednak jego rola ograniczała się do architektury krajobrazu – czyli sprzątania trawników.

W końcu jednak los dał mu szansę. Józef wystawił swoje ogłoszenie na tablicy w centrum wsi (pamiętał, jak doskonale to działało w przypadku agroturystyki Dorotki i jej babć) i patrzcie państwo – odezwali się.
Obserwuj wątek
    • ako17 Re: Józef i jego praca 20.03.23, 20:53
      Chodziło o zaprojektowanie całkowitej przebudowy starej willi na nowoczesny, dwupoziomowy apartament. Właścicielką była córka bardzo bogatego przedsiębiorcy (willę dostała w prezencie ślubnym) – młoda kobieta, przyzwyczajona do tego, że od zawsze ma pieniądze. To właśnie jej ojciec znalazł ogłoszenie na tablicy i od razu wzbudziło to jego zaufanie, bo nie lubił internetów.

      Właścicielka miała w zasadzie nieograniczony budżet, natomiast bardzo ograniczoną wyobraźnię. Była to stuprocentowo egocentryczna istota, której do tej pory wszystko udawało się osiągnąć przy pomocy pieniędzy tatusia. Był, jak przystało, wdowcem, ona jego jedynym dzieckiem, zatem kręciła jego zasobami, jak chciała.

      Początkowo Józef był zachwycony perspektywą pracy przy nieograniczonym budżecie, myślał też, że dziewczyna będzie się zgadzać na proponowane rozwiązania. Nie była specjalnie bystra, jak np. jego siostra Łucja, po prostu chciała, żeby było „ładnie” – pokazywała na smartfonie jakieś pseudoangielskie wnętrza, z kolorowymi tapetami, obiciami, mnóstwem draperii, ozdób i poduszek z frędzlami i mówiła, że chce mieć coś takiego. Przytulnego.
      Z atmosferą.

      On się w zasadzie wystrojem wnętrz nie zajmował, tylko projektem konstrukcyjnym, ale co tam. Może się zająć i tymi pierdółkami, w końcu pecunia non olet. Ale szło mu jak po grudzie. Zleceniodawczyni strasznie irytowała go swoimi głupimi uwagami. Oglądała ciągle jakieś reality show i opowiadała mu o nich – a to, że Ola okazała się wredna, bo ona wcale Sebastiana nie kochała, tylko jego pieniądze, a to było od początku widać, i że na pewno wyleci z programu, albo że Paula (czy tam Klaudia) ma na pewno „wszystko zrobione” i ona by tak wcale nie chciała.

      Może i by nie chciała, ale sama wyglądała jak reality show. W jej wygląd może jeszcze nie zaingerował chirurg plastyczny, ale armia kosmetyczek – na pewno. Miała sztuczne rzęsy, brwi, paznokcie, opaleniznę, włosy... Wyglądała strasznie wyzywająco z tymi długimi, doklejonymi pazurami i wydętymi usteczkami. W dodatku od samego rana była mocno umalowana, ubrana w jakieś błyszczące, obcisłe lajkry i obwieszona biżuterią.
      Dobrze chociaż, że nie paliła, ale i tak porównanie z jego własną, śliczną, skromnie ubraną żoną wypadało co najmniej na niekorzyść. I jeszcze to imię: Andżela.

      Coraz więcej czasu Józef spędzał w tej starej willi. I chociaż trudno mu się było z nią dogadać, musiał to zlecenie dociągnąć do końca. Tatuś-sponsor nie szczędził grosza.
      • ako17 Re: Józef i jego praca 20.03.23, 20:57
        3. (sorki, nie wstawiłam numeru w poprzednim wpisie)

        Mąż Andżeli rzadko bywał w domu – pracował w firmie drobiarskiej teścia. Józef widział go zaledwie raz, gdy wpadł na chwilę do domu w trakcie pracy. Obrzucił go jakimś takim wrogim spojrzeniem – może był zazdrosny? - zupełnie bez powodu, Józefowi nigdy nie podobały się takie kokietki. No niby atrakcyjna, oczywiście. Ale nie ma to, jak jego Dorotka – bez makijażu, z krótką fryzurą, naturalnie opalona, pracowita, uśmiechnięta.
        Z kolei ojciec Andżeli – zażywny, potężnie zbudowany rolnik z dziada pradziada – wpadał czasami do nich na „kolsuntacje”, robił jakieś niby zabawne uwagi, typu „a gdzie będzie stał piec?” albo „szkoda, że już mam zięcia”, po czym wybuchał głośnym śmiechem, który kończył zwyczajowo napadem kaszlu, walił z całej siły architekta po plecach i mówił, że musi uciekać – biznes się sam nie zrobi.

        A pracy było dużo. Trzeba było przebudować cały parter, zlikwidować pokoje i zrobić otwarty plan, powiększyć łazienkę – zrobić pokój kąpielowy, połączyć kuchnię z salonem – a w zasadzie zlikwidować kuchnię i zainstalować „aneks”, wybudować taras i patio.
        Andżela nie interesowała się szczegółami technicznymi, ciągle tylko paplała o tym, gdzie jakie wnętrza widziała, jakie frędzle, jakie dywaniki, jakie meble, tapety. Ciężko mu było samemu ogarnąć ten projekt, a nie miał zupełnie z kim przegadać różnych szczegółów i kwestii technicznych, które go nurtowały.

        Z żoną nie rozmawiał, odkąd ją poznał, zresztą nie znała się na architekturze. W sumie to nikt z jego rodziny nie znał się na architekturze, poza niezbyt lubianym kuzynem Ignacym Grzegorzem, ale on miał wybitnie wąską specjalizację – kręcił filmiki o architekturze drewnianych kościołów Wielkopolski, więc też wsparciem był mizernym.

        Józef był odpowiedzialny, więc zaciskał zęby i ciągnął projekt dalej, ale myślał o swojej klientce z coraz większą niechęcią.
        Co gorsza – myślał o niej coraz częściej.
        Z irytacją. Nawet z odrazą.
        Ale myślał. Wciąż.
        • ako17 Re: Józef i jego praca 20.03.23, 22:00
          4.
          - Słuchaj, a może byśmy sobie teraz do miasta wyskoczyli? Na jakiegoś drinka, albo coś? Nudzi mi się – Józef drgnął, rażony niestosownością propozycji.
          - Andżela, no co ty?? Ja tu przecież pracuję, a w ogóle to mam żonę, jak mam na drinki z tobą chodzić?
          - Oj, nie bądź taki sztywny. Ja mam męża, a mi to nie przeszkadza. Przecież to nic takiego, po prostu wypijemy sobie po drinku, jak nie chcesz jechać, to możemy tu. O! Albo otworzę szampana. Jak w Love Island!
          - Ale jest 11 godzina, jeszcze przed południem, kto pije o tej godzinie? - Józef czuł się skołowany. O co tej babie chodzi?
          - No nudzi mi się... Ja chciałam mieszkać w Poznaniu, a może nawet w Berlinie, ale ojciec się uparł, że mam tu być, blisko. Ale tu się nic nie dzieje, sami wieśniacy i kury. Kamil ciągle w robocie...
          - Aaa... nie możesz sobie poczytać? Książki jakiejś?
          - E nie. Czytać to nie lubię, wolę telewizję. Albo o, na instagramie, czasami fajne rzeczy pokazują. Mówię ci, jak Wieniawa kiedyś się ubrała na czerwony dywan – cała Polska z niej bekę cisnęła.
          - Cała to chyba nie. Ja tam nic o tym nie wiem.
          - O rany, ale ty jesteś drętwy. Nie możesz czasem trochę wyluzować? No chodź. Potańczymy – to powiedziawszy, włączyła jakieś techno i zaczęła wić się w tych swoich lajkrach. Józef aż nie wiedział, gdzie podziać oczy.
          - Ty tu sobie potańcz, a ja muszę obliczenia zrobić. Wypoziomować itd. Rozumiesz.
          - Rozumiem – zaśmiała się i znienacka podeszła do niego, objęła i pocałowała w usta.

          Józef stał jak skamieniały. To nie był pierwszy raz, kiedy dziewczyna narzucała mu się z niechcianymi karesami. Wtedy poradził sobie świetnie! Na samo wspomnienie wypełniało go poczucie dumy. Ale teraz... teraz to było całkiem co innego. Tylko dlatego, że to była jego klientka. Tylko dlatego.
          - Andżela... - spróbował jeszcze przemówić jej do rozsądku, ale sam czuł, że rozsądek go opuszcza. Objął ją, chciał oddać pocałunek, ale ona w tym momencie się roześmiała i odskoczyła. Co za idiotka!

          Wzruszył ramionami i wrócił do pracy. Ale popatrywał na nią ukradkiem. Ona tymczasem zachowywała się tak, jakby już go w salonie nie było. Wzięła sobie z lodówki colę (dobrze, że nie szampana), wyłączyła techno i włączyła jakiś program w TV o metamorfozie wyglądu.

          Do niczego nie doszło, do niczego nie doszło – powtarzał sobie Józef, wracając do domu. Na przywitanie pocałował żonę w policzek. Potem długo w nocy, rozgorączkowany, leżał obok śpiącej Doroty i myślał o Andżeli.
          Nie miał poczucia winy. Po prostu myślał o tym, jak ona pachnie, jak tańczy, jak wygląda. Jakie głupoty wygaduje. Jaka jest kusząca. Jakże inna od jego dobrej, rumiankowej żony.
          I jak bardzo – wbrew sobie – chciałby, aby to właśnie ona leżała obok niego tej nocy.
          • julian_arden Re: Józef i jego praca 20.03.23, 22:09
            ako17 napisała:

            [...]
            > Do niczego nie doszło, do niczego nie doszło – powtarzał sobie Józef, wracając
            > do domu. Na przywitanie pocałował żonę w policzek. Potem długo w nocy, rozgorąc
            > zkowany, leżał obok śpiącej Doroty i myślał o Andżeli.
            > Nie miał poczucia winy. Po prostu myślał o tym, jak ona pachnie, jak tańczy, ja
            > k wygląda. Jakie głupoty wygaduje. Jaka jest kusząca. Jakże inna od jego dobrej
            > , rumiankowej żony.
            > I jak bardzo – wbrew sobie – chciałby, aby to właśnie ona leżała obok niego tej
            > nocy.

            Cóż mogę powiedzieć. To będzie niedobrany, ale piękny związek. Trzymam kciuki za młodych.
            • ako17 Re: Józef i jego praca 20.03.23, 22:20
              julian_arden napisał:

              > ako17 napisała:
              >
              > [...]
              > > Do niczego nie doszło, do niczego nie doszło – powtarzał sobie Józef, wra
              > cając
              > > do domu. Na przywitanie pocałował żonę w policzek. Potem długo w nocy, ro
              > zgorąc
              > > zkowany, leżał obok śpiącej Doroty i myślał o Andżeli.
              > > Nie miał poczucia winy. Po prostu myślał o tym, jak ona pachnie, jak tańc
              > zy, ja
              > > k wygląda. Jakie głupoty wygaduje. Jaka jest kusząca. Jakże inna od jego
              > dobrej
              > > , rumiankowej żony.
              > > I jak bardzo – wbrew sobie – chciałby, aby to właśnie ona leżała obok nie
              > go tej
              > > nocy.
              >
              > Cóż mogę powiedzieć. To będzie niedobrany, ale piękny związek. Trzymam kciuki z
              > a młodych.

              och nie! Nie będzie. To już jest koniec tej opowieści.
              Żaden dzidziuś na nich nie czeka
              • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Józef i jego praca 20.03.23, 22:38
                ako17 napisała:
                >och nie! Nie będzie. To już jest
                >koniec tej opowieści.
                >Żaden dzidziuś na nich nie czeka

                JUŻ?! Ale ja chciałam zobaczyć jak przy urządzaniu mieszkania Andżela proponuje Józwie przetestowanie nowego łóżka!
              • julian_arden Re: Józef i jego praca 20.03.23, 22:56
                ako17 napisała:

                [...]
                > och nie! Nie będzie. To już jest koniec tej opowieści.
                > Żaden dzidziuś na nich nie czeka


                Oj tam, zaraz koniec. I żadnych dzidziusiów, nasza Dzyndzelina, czy jak jej tam, zapoznała Józwę z zupełnie nowymi obszarami świadomości, z całym nowym światem, w którym używa się wyrobów gumowych.
                • ako17 Re: Józef i jego praca 20.03.23, 23:00
                  julian_arden napisał:

                  > ako17 napisała:
                  >
                  > [...]
                  > > och nie! Nie będzie. To już jest koniec tej opowieści.
                  > > Żaden dzidziuś na nich nie czeka
                  >
                  >
                  > Oj tam, zaraz koniec. I żadnych dzidziusiów, nasza Dzyndzelina, czy jak jej tam
                  > , zapoznała Józwę z zupełnie nowymi obszarami świadomości, z całym nowym świate
                  > m, w którym używa się wyrobów gumowych.

                  hm. pomyślę. Ale tak mi się to objawiło, właśnie jako tylko zaznaczenie, że w tym idealnym świecie, idealnym związku nagle można wbrew sobie poczuć ogromny pociąg do kogoś, kto totalnie nie jest w naszym typie, kim się nawet trochę pogardza.
                  I co Józek z tym zrobi dalej, nie mamy pojęcia, zresztą - czy Andżela by chciała czegoś więcej od niego? Też tego nie wiem.
                  • julian_arden Re: Józef i jego praca 21.03.23, 10:32
                    ako17 napisała:

                    [...]
                    > hm. pomyślę. Ale tak mi się to objawiło, właśnie jako tylko zaznaczenie, że w t
                    > ym idealnym świecie, idealnym związku nagle można wbrew sobie poczuć ogromny po
                    > ciąg do kogoś, kto totalnie nie jest w naszym typie, kim się nawet trochę pogar
                    > dza.
                    > I co Józek z tym zrobi dalej, nie mamy pojęcia, zresztą - czy Andżela by chciał
                    > a czegoś więcej od niego? Też tego nie wiem.

                    No zaraz, z koncepcji oryginalnej autorskiej wynika, że Józin ma taki hormon, że żadna nieboga nie może się oprzeć i leci na niego z poświstem. Andżelina nie ma wyjścia, musi, po prostu musi paść mu w ramiona. A jako przedstawicielka nowobogackiego demi-monde ma zapewne w zakresie romantycznym reakcje przerastające możliwości fantazji erotycznej poczciwej Dorotei, która dotąd czerpała inspirację najwyżej z zachowań rogacizny pana Chrobota. Józwa ugotowany, przynajmniej na jakiś czas.
                    • pi.asia Re: Józef i jego praca 21.03.23, 11:39
                      julian_arden napisał:

                      > ako17 napisała:
                      >
                      > [...]
                      > > hm. pomyślę. Ale tak mi się to objawiło, właśnie jako tylko zaznaczenie,
                      > że w tym idealnym świecie, idealnym związku nagle można wbrew sobie poczuć ogro
                      > mny pociąg do kogoś, kto totalnie nie jest w naszym typie, kim się nawet trochę pogardza.

                      I to Twoje objawienie, kochana Ako, jest czymś bardzo, bardzo życiowym. To znaczy nie fakt, że Ci się coś objawiło, tylko treść tegoż objawienia.


                      > No zaraz, z koncepcji oryginalnej autorskiej wynika, że Józin ma taki hormon, ż
                      > e żadna nieboga nie może się oprzeć i leci na niego z poświstem. Andżelina nie
                      > ma wyjścia, musi, po prostu musi paść mu w ramiona. A jako przedstawicielka now
                      > obogackiego demi-monde ma zapewne w zakresie romantycznym reakcje przera
                      > stające możliwości fantazji erotycznej poczciwej Dorotei, która dotąd czerpała
                      > inspirację najwyżej z zachowań rogacizny pana Chrobota. Józwa ugotowany, przyna
                      > jmniej na jakiś czas.

                      Zgadzam się całkowicie. Nie musi to być od razu jakaś Kamasutra i akrobacje. Pamiętacie Kaziuka z "Konopielki"? Dla niego baba na chłopie to już było coś nienormalnego a równocześnie szalenie podniecającego. I chociaż "uczycielka" kompletnie nie była w jego typie, to jednak dążył do tego, żeby "pokiwała się nad nim, rozmodlona jak pod lampo".
                      • julian_arden Re: Józef i jego praca 22.03.23, 11:49
                        pi.asia napisała:

                        [...]
                        > Zgadzam się całkowicie. Nie musi to być od razu jakaś Kamasutra i akrobacje. Pa
                        > miętacie Kaziuka z "Konopielki"? Dla niego baba na chłopie to już było coś nie
                        > normalnego a równocześnie szalenie podniecającego. I chociaż "uczycielka" kompl
                        > etnie nie była w jego typie, to jednak dążył do tego, żeby "pokiwała się nad ni
                        > m, rozmodlona jak pod lampo".

                        Ano jo, tak to z grubsza widzę. I potem, już po wygaśnięciu romansu, Józwa próbujący przelać trochę nowonabytych skillsów na Dorcię, bez wyjawiania źródła objawienia.
              • itsjustemichelle1 Re: Józef i jego praca 20.03.23, 23:19
                ako17 napisała:


                >
                > och nie! Nie będzie. To już jest koniec tej opowieści.
                > Żaden dzidziuś na nich nie czeka
                >
                >
                Nie zgadzam się!
                • ako17 Re: Józef i jego praca 21.03.23, 09:27
                  itsjustemichelle1 napisała:


                  > Nie zgadzam się!

                  Kochani, ale to nie ma sensu. Józef nie ma nic wspólnego z Andżelą, po prostu jej pożąda. Na tę chwilę.
                  I jest przerażony tym, że podoba mu się taka osoba.
                  Możemy się domyślać, czy ulegnie i zdradzi Dorotę, czy pozostanie niezłomny. Ja tego nie wiem.

                  Ale przyszłości to on z Andżelą nie ma. Po pierwsze - podwójny rozwód to ogromna komplikacja, nawet gdy nie ma dzieci. Po drugie - oni się przecież nie kochają.
                  Sama fascynacja fizyczna to nie jest dobra podstawa do budowy związku... A w tym przypadku nie ma nic innego.
                  • jakgdyby.nigdynic Re: Józef i jego praca 21.03.23, 18:10
                    ako17 napisała:


                    > Ale przyszłości to on z Andżelą nie ma. Po pierwsze - podwójny rozwód to ogromn
                    > a komplikacja, nawet gdy nie ma dzieci. Po drugie - oni się przecież nie kochaj
                    > ą.

                    Jak to? A seks na workach z cementem i potem skrobanka na Słowacji, żeby było taniej (bo przecież rodzina B. nie dba o zabezpieczenia, a skąd hajs wziąć)? Ewentualnie rozbudzone żądze i ukradkowe wizyty w burdelu/pokątny seksik z tindera + ocean dramy, kiedy kochana żwawa żonka się dowie???
                    • itsjustemichelle1 Re: Józef i jego praca 21.03.23, 22:43
                      jakgdyby.nigdynic napisała:


                      >
                      > Jak to? A seks na workach z cementem i potem skrobanka na Słowacji, żeby było t
                      > aniej (bo przecież rodzina B. nie dba o zabezpieczenia, a skąd hajs wziąć)? Ewe
                      > ntualnie rozbudzone żądze i ukradkowe wizyty w burdelu/pokątny seksik z tindera
                      > + ocean dramy, kiedy kochana żwawa żonka się dowie???

                      Błagam, nie idźmy w tym kierunku.
                      • ako17 Re: Józef i jego praca 21.03.23, 23:25
                        itsjustemichelle1 napisała:

                        > jakgdyby.nigdynic napisała:
                        >
                        >
                        > >
                        > > Jak to? A seks na workach z cementem i potem skrobanka na Słowacji, żeby
                        > było t
                        > > aniej (bo przecież rodzina B. nie dba o zabezpieczenia, a skąd hajs wziąć
                        > )? Ewe
                        > > ntualnie rozbudzone żądze i ukradkowe wizyty w burdelu/pokątny seksik z t
                        > indera
                        > > + ocean dramy, kiedy kochana żwawa żonka się dowie???
                        >
                        > Błagam, nie idźmy w tym kierunku.


                        nie zamierzamy. Trolli nie odżywiamy
                        • itsjustemichelle1 Re: Józef i jego praca 22.03.23, 18:01
                          ako17 napisała:


                          > nie zamierzamy. Trolli nie odżywiamy
                          >

                          Dziękuję.
    • mroczny_chomik_zaglady Re: Józef i jego praca 22.03.23, 14:23
      Strasznie przepraszam szanowne grono ale wizja mi się ciśnie a jak mi się ciśnie to ja musze bo inaczej będę chora. A nie chcę być chora. Bo nie lubię. Otóż: Skoro Adżela ogląda telewizję tudzież inne instagramy to tak mi się nasunęło,że zapewne jakieś netflixy prawdopodobnie takoż. Zatem czy nie mogłoby być tak,że obajrzała absolutnym przypadkiem "Fifty szejds of Grej" i do pustej główki wpadł jej pomysł stworzenia... Khem, komnaty uciech? Na czerwono i czarno, pasuje. Frędzle... Kolega opowiadał,że mogą być. Jóźwa miałby zajęcie i zapewne po takm pomyśle pięknej ( acz wydmuszkowatej ) Andżeli miałby powód do myślenia, na przykład jakby Adżela wyglądała w kórzanym gorsecie z pejczem w dłoni. Do pejcza można przyczepić frędzelki w kolorze dowolnym. Taki wiecie, Nowobogacki Grey dla początkujących.

      Tak, wiem, moja wyobraźnia wykopała wrota od stajni i właśnie radośnie sobie kopytkuje po niezmierzonych przestrzeniach od czasu do czasu rżąc radośnie. ALe nic nie poradzę, ja czasem tak mam. Za duzo dziwnych filmó, za dużo anime, za dużo nauki i stanowczo za mało snu. Muszę odreagować... :D Serdecznie przepraszam jeśli komuś moja wizja nie w smak no ale... Mam wrażenie,że nie takie rzeczy już to forum widziało... :D
      • julian_arden Re: Józef i jego praca 22.03.23, 22:14
        mroczny_chomik_zaglady napisała:

        [...]
        > Tak, wiem, moja wyobraźnia wykopała wrota od stajni i właśnie radośnie sobie ko
        > pytkuje po niezmierzonych przestrzeniach od czasu do czasu rżąc radośnie. ALe
        > nic nie poradzę, ja czasem tak mam. Za duzo dziwnych filmó, za dużo anime, za
        > dużo nauki i stanowczo za mało snu. Muszę odreagować... :D Serdecznie przeprasz
        > am jeśli komuś moja wizja nie w smak no ale... Mam wrażenie,że nie takie rzec
        > zy już to forum widziało... :D

        Patataj, patataj.
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Józef i jego praca 22.03.23, 22:17
          julian_arden napisał:
          >Patataj, patataj.

          Nam chodzi o odgłos paszczą!
          • ako17 Re: Józef i jego praca 10.03.24, 16:47
            5.
            Nazajutrz, gdy stawił się do pracy, Andżeli nie było w domu. Józef miał wreszcie trochę spokoju od jej paplania i nieoczekiwanych zachowań. Pracował w skupieniu: zrobił pomiary i rozrysował nowy plan parteru.
            Z uczuciem satysfakcji udał się na górę, gdzie miał za zadanie zaprojektowanie dużej łazienki z bezpośrednim wejściem z sypialni państwa domu.

            W sypialni rzuciły mu się w oczy rozrzucone wszędzie części garderoby Andżeli. Frymuśne, koronkowe majteczki, kolorowe biustonosze wręcz atakowały jego oczy. Całkiem wbrew sobie wziął jedną z takich szmatek do ręki i... powąchał. Zakręciło mu się w głowie...! Usłyszał trzaśnięcie drzwi i, spanikowany, schował koronkowy skrawek do kieszeni.
            Andżela lekko wbiegła na górę.

            - Aaa, tu jesteś! - roześmiała się i zarzuciła mu ręce na szyję, zalotnie przyciskając przez chwilę swoje ciało do niego.
            - Masz tu straszny bałagan – rzekł Józef ponuro, patrząc w ziemię. Miał wrażenie, że majteczki wypalają mu dziurę w kieszeni. A od jej bliskości zaschło mu w gardle. Boże, co za okropna dziewucha!
            - Oj tam, za godzinę przyjdzie pani Oksana, to posprząta. Chodź na dół, pokażę ci co kupiłam – wzięła go za rękę i wyciągnęła z sypialni. Nie miał już szansy podrzucić tych stringów z powrotem. Z ociąganiem schodził po schodach, ale ona zupełnie nie zwracała na niego uwagi. Wyciągnęła go na dwór i zawlokła do samochodu, który był dosłownie zawalony poduszkami, lampami i innymi drobiazgami do dekoracji.
            - Zanieś to wszystko do garażu – powiedziała, puściła wreszcie jego rękę i podśpiewując pobiegła do domu, przesadnie kręcąc biodrami.

            Po powrocie do domu Józef wciąż nie mógł ochłonąć. Na szczęście, Dorota jeszcze nie wróciła z uczelni, ale jej babcie, jak zwykle, nie pozwoliły mu spokojnie pójść na górę. Podały mu obiad i jedna przez drugą zagadywały jak minął dzień, a co on, Józef, myśli o sondażach przedwyborczych, a jak mu się podobało ostatnie kazanie w niedzielę, a czy mama zdrowa, czy remont Ruinki już się kończy.

            Kompletnie tym wszystkim skołowany, jadł, odpowiadając półgębkiem. W końcu wstał, podziękował i czmychnął do siebie, pozostawiając obie babcie w stanie pewnego braku satysfakcji z interakcji rodzinnych.

            Ale nie dbał o to. Musiał pomyśleć chociaż chwilę. Sam. Zanim Dorota wróci.
            Rzucił się w ubraniu na łóżko, wyjął te idiotyczne majteczki z kieszeni i wpatrywał się w nie z wyrazem osłupienia na szlachetnym, piegowatym obliczu. Niebieskie oczy zamgliły mu się i odpłynął.

            Z dziwnej, nerwowej drzemki wyrwał go szczęk otwieranych drzwi. Dorota wróciła! Szybko ukrył trefny przedmiot z powrotem w kieszeni i usiłował przybrać przytomny wyraz twarzy, gdy witał się z żoną. W jego głowie wciąż kłębiły się senne obrazy... Andżela tańczy, Andżela się przytula, Andżela go całuje, a on... a jego ciało odpowiada na jej wezwanie.
            Przytulił Dorotkę do siebie, a serce mu waliło, jakby chciało wyskoczyć z piersi i pobiec gdzie indziej.
            • ako17 Re: Józef i jego praca 10.03.24, 17:02
              Dorotka, cała zaaferowana, opowiadała mężowi wypadki dnia. W końcu zauważyła, że Józek jest jakiś nieswój. Zawsze był małomówny, ale teraz wyraźnie był myślami gdzie indziej.
              - Józeczku, wszystko w porządku? Chory jesteś, albo przemęczony? - zapytała w końcu, widząc kompletny brak kontaktu z kochanym mężem.
              - Tak, tak, kochanie – odpowiedział on i popatrzył jakoś nieprzytomnie.
              - Ale co – tak? - dopytywała ona.
              - Eee... - powiedział Józef i się kompletnie zacukał. Jak się jej przyznać, że nie usłyszał pytania?
              - Coś ty taki nieobecny?
              - A bo wiesz, zmęczony byłem, przysnąłem na chwilę i jakoś się nie mogę dobudzić. Resztki snu mnie jeszcze nie opuściły.
              - A co ci się śniło?
              W pierwszej chwili chciał jej to powiedzieć, wszak nie chciał mieć przed nią tajemnic. No i przecież to wszystko nie była jego wina. Ale ugryzł się w język.
              - A, takie głupoty. Trochę koszmar – odpowiedział, w sumie całkiem szczerze.
              - Jaki koszmar? Ktoś umarł? Zachorował?
              - Nie, nie, kochanie, nic takiego. Jakieś bzdury, bez związku z rzeczywistością.
              - Ach, no dobrze. Widzisz, czym się kończy spanie w dzień. Lepiej w nocy – powiedziała jego cudowna żona i puściła oczko.
              Józef uśmiechnął się z wysiłkiem i jednym haustem wychylił pół szklanki wody. Wciąż czuł tę nieprzyjemną suchość w ustach.

              Wieczorem, gdy zasypiał, zdołał wreszcie przekonać sam siebie, że to wszystko nic nie znaczy, a jego winy nie ma w tym żadnej. Zasnął wreszcie z uczuciem ulgi.

              Nazajutrz Dorota wstała pierwsza. Czuła się niespokojna. Jej kochany Józek był wczoraj jakiś dziwny. Przy kolacji milczał jeszcze bardziej niż zwykle, uciekał spojrzeniem. A potem długo czytał w łóżku jakąś techniczną książkę. Oczywiście, twierdzi, że wszystko jest w porządku, ale przecież ona widzi, że coś jest nie tak. Wciąż pracował! Taki był kochany, tak chciał im zapewnić dostatek. Może jest przemęczony? Może powinni gdzieś wyjechać razem? Ale dokąd wyjechać, jak nie ma pieniędzy, a tu im przecież jest najlepiej? Po co płacić za jakiś hotel czy pensjonat, skoro mieszkają wśród lasów i jezior?

              - Będzie dobrze, niech on tylko skończy ten projekt – pomyślała. Wyszła spod prysznica, wytarła się dokładnie, uczesała swą jedwabistą grzywkę i spojrzała z zadowoleniem w lustro. Tak, wiedziała, że jest ładna, naturalna i mądra. Że jest najlepszą żoną dla swojego najlepszego męża.
              Wtem jej wzrok padł na zostawione przez Józinka w łazience dżinsy. Coś wystawało z kieszeni, coś w jaskrawym kolorze fuksji. Nie zastanawiając się, co robi, sięgnęła i wyjęła z kieszeni Najlepszego z Mężów parę frywolnych, koronkowych stringów.

              Dorota osłupiała, a czas jakby się zatrzymał. Dopiero po kilku minutach, jakby coś się niej przełączyło, zaczęła gorączkowo myśleć. Po pierwsze: co to jest, do jasnej cholery? Ona czegoś takiego nigdy nie miała, zawsze nosi przyzwoitą, białą, bawełnianą bieliznę.
              Po drugie: jak to się znalazło w spodniach jej męża?
              I po trzecie: co ona ma teraz zrobić?
              • ako17 Re: Józef i jego praca 10.03.24, 20:33
                7.
                Najpierw pomyślała, że musi z tym iść natychmiast do Józefa i zażądać wyjaśnień. Przecież.. to nie może być nic nieuczciwego z jego strony, może ktoś mu to podrzucił? Ale kto? Kiedy? Jaki może być powód, dla którego Jej Mąż, najlepszy na świecie, nosi w kieszeni koronkowe stringi? Jak ona ma go o to spytać? A jeśli on jej zarzuci, że mu grzebie po kieszeniach?
                Z kim o tym porozmawiać? Z babciami? Nie, zupełnie bez sensu. Kogo jeszcze Dorota ma? Poza mamą w Norwegii w sumie najbliższą jej kobietą była Ida. No ale przecież nie będzie o tym rozmawiać z mamą Józka!
                O matko, uświadomiła sobie, ja nie mam żadnych koleżanek. Na uczelni z nikim się nie zadawała, było dużo nauki, a czas po wykładach i ćwiczeniach chciała spędzać z mężem, dlatego nigdy nie przyłączała się do wspólnych wyjść. Licealne znajomości też całkiem zwietrzały (no i nigdy nie były zbyt gorące).
                Wcisnęła stringi z powrotem do kieszeni dżinsów męża, wzięła głęboki wdech i wyszła z łazienki.
                Józef już nie spał, popatrzył na nią jakoś tak... uważnie? Sondująco?
                - Dzień dobry, kochanie, dobrze spałaś?
                - Tak, dziękuję. Lecę już. Miłego dnia – odpowiedziała, bo jakoś nie mogła się zdobyć na konfrontację.
                - Miłego – odrzekł Józef i wstał. Patrzyła, jak znika w drzwiach łazienki. Odwróciła się na pięcie i wyszła na uczelnię.

                Józef dotarł do domu Andżeli w całkiem dobrym humorze. Zaraz weźmie się za pracę, którą przecież lubił, pozbędzie się tych idiotycznych gaci (nie chciał ich wyrzucać, bo bał się, że Andżela zauważy ich brak i zrobi jakąś dramę) i wszystko wróci do normy.
                I rzeczywiście, Andżeli nie było, można było popracować koncepcyjnie. Przede wszystkim wszedł na górę i wrzucił majteczki do kosza na pranie – sypialnia była posprzątana, więc ich podrzucenie tam nie wchodziło w grę. Odetchnął z ulgą i wziął się za projekt przebudowy piętra.
                Spokój trwał dokładnie 3 godziny. Jego klientka wróciła do domu jakaś podminowana. To było dosyć dziwne, bo z reguły była raczej beztroska i, co tu dużo mówić, bezmyślna.
                Usiadła na sofie i jęła przerzucać kanały w telewizji. W końcu wyłączyła sprzęt i spojrzała na Józefa z wyrazem żalu w oczach.
                - Co jest? - spytał on, raczej z obowiązku niż rzeczywistej potrzeby zyskania wiedzy o jej stanach emocjonalnych.
                - Czy ty myślisz, że ja się mogę podobać? - zaskoczyła go tym pytaniem. Dlaczego, o dlaczego on musi być adresatem takich pytań? Już kiedyś pytała go o to kuzynka Laura, również wtedy nie wiedział za bardzo co ma jej odpowiedzieć.
                - Dlaczego pytasz? - zdecydował się odbić piłeczkę.
                - Bo myślę, że Kamil mnie już nie kocha... - w jej oczach pokazały się łzy. Momentalnie poczuł irytację.
                - No masz, weź już to – burknął, podając jej chusteczkę higieniczną z pudełka na komodzie. A ona... złapała go za rękę, oczy jej momentalnie wyschły i pocałowała go znowu. Tym razem się nie bronił.
                • ako17 Re: Józef i jego praca 10.03.24, 20:38
                  8.

                  - Cześć mamo
                  - Cześć córeczko, coś się stało że dzwonisz? Bo to nietypowa pora dla ciebie...
                  - Nie, to znaczy tak... nie wiem
                  - Ojej, mów co się dzieje
                  - Mamo, bo to coś bardzo dziwnego. Znalazłam w kieszeni spodni Józefa damskie majtki. Takie wiesz, koronkowe stringi w mocno różowym kolorze. I wiesz, nie wiem co o tym myśleć...
                  - Ja też nie wiem, córeczko, ale przyznam, że to trochę niepokojące. Myślisz, ze to tej klientki, której dom ma przebudować?
                  - Tak, z tego co o niej kiedyś wspomniał, to ona jest taka właśnie trochę lafiryn...
                  - Dziecko, jak ty się wyrażasz?
                  - Mamo, ja mam poważny problem, a ty mi zwracasz uwagę na słowa?
                  - No tak, przepraszam. Masz rację.
                  - W każdym razie, Józef mówił, że ona się ciągle stroi i maluje i śmiał się z tego, że taka próżna, a teraz się boję, że on może z nią... zdradza? No bo chyba sam ich nie nosi?!
                  - Córeczko, ja wiem że faceci to ogólnie trochę dranie, ale Józef wygląda na takiego, co mu można zaufać. Porozmawiaj z nim, po co masz się zadręczać. Może to nic takiego?
                  - Mamo, ale to takie... upokarzające. Ja nie chcę o tym rozmawiać.
                  - Ale nie ma na to innej rady
                  - Mamo, a może ty byś z nim porozmawiała?
                  - Dziecko, co ci przyszło do głowy? Przecież on mi powie, że to nie moja sprawa i będzie miał rację. Przykro mi, ale ta rozmowa musi się odbyć między wami i jeśli ciebie to dręczy, to ty się musisz tego dowiedzieć. Bardzo ci współczuję, ale nie załatwię tego za ciebie. Powiadom mnie, proszę, o efektach tej rozmowy. I wtedy coś razem postanowimy.
                  - No dobrze, mamo. Trzymaj się
                  - Trzymaj się kochanie.
                  • ako17 Re: Józef i jego praca 10.03.24, 21:29
                    9
                    Tymczasem Józef czuł się jak po dobrej dawce kremu Chocco. Andżela miała w sobie coś upojnego i choć nie posunęli się dalej, to sam pocałunek przyprawił go o zawroty głowy i kołatanie serca.
                    Ale, będąc człowiekiem z natury uczciwym i prostolinijnym, nie mógł spojrzeć w oczy ani żonie, ani jej babciom. Niestety, prawda była taka, że zupełnie nie żałował tego co zrobił. Bo to była najbardziej ekscytująca rzecz w jego dotychczasowym, raczej spokojnym i poukładanym życiu.
                    Wszystko do tej pory robił jak należy – ukończył studia, ożenił się z miłą, skromną i naturalną dziewczyną, zamieszkał z nią w jej domu rodzinnym i czekał na dzieci. Nie potrzebował w swym życiu szampanów, ani uwodzicielskich piękności. Tak przynajmniej myślał.
                    Ale jednak okazało się, że pocałunek takiej wariatki może zmienić wszystko. Wszystko.
                    Przyłapał się nawet na myślach, że może mógłby się z nią związać, że całe jego pożycie przestałoby być spokojne, że nie mieszkałby z babciami na dole, tylko z Andżelą, która ustawicznie działałaby mu na nerwy, zachowywałaby się irracjonalnie i powodowała u niego poczucie, że cały czas jedzie kolejką górską. I jeszcze te pieniądze! Nie jej, jej ojca, co prawda, ale przecież i szanowny tatuś nieraz dał mu do zrozumienia, że wolałby go od swojego zięcia... Zaraz jednak otrząsał się z tych myśli, patrzył na swoją uroczą żonę i utwierdzał się w przekonaniu, że jest szczęśliwy w tym, co ma.
                    Zjedli obiad z babciami i we dwoje poszli na górę. Tam Józef zdążył jeszcze pomyśleć, że ze strony Dorotki nigdy nie spotka go żadna niespodzianka, że z nią wszystko będzie spokojne i bezpieczne, gdy ona spojrzała na niego twardo i zagadnęła tonem neutralnym:
                    - Józefie (oj, to zabrzmiało poważnie), powiedz mi proszę, co w kieszeni twoich spodni robiły wczoraj koronkowe stringi.
                    - Eee... nic, to znaczy skąd o nich wiesz? - jego ręka bezwiednie powędrowała do tej właśnie kieszeni.
                    - Wystawały trochę, zobaczyłam ten wściekły kolor i wyjęłam. Odkąd to nosisz w kieszeni dżinsów majtki swoich klientek?
                    - To... nieporozumienie.
                    - Nieporozumienie?
                    - Tak, ja ci wytłumaczę.
                    - Słucham więc.
                    W tym momencie Józef zrozumiał, że nie ma żonie nic do powiedzenia. A już na pewno nic, co mogłoby go postawić w dobrym świetle.
                    - Ja... nie wiem jak się tam znalazły – powiedział w końcu.
                    - Ach tak? I ja mam w to uwierzyć?
                    - Wierz sobie w co chcesz – naburmuszył się. - Co się czepiasz? Weź sobie też do kieszeni jakieś męskie majtki i sobie ponoś, proszę cię bardzo. Nie mam nic przeciwko temu.
                    - Nie masz? A ja, popatrz, nie mam potrzeby noszenia w kieszeni cudzych gaci.
                    - Dobra, daj mi spokój - Poczuł się naprawdę zmęczony tą rozmową. Czy ona zawsze była taka upierdliwa?
                    - Czyli uważasz, że temat już został zamknięty? To wszystko co masz mi do powiedzenia?
                    - Tak, powiedziałem, że nie wiem skąd się te majtki wzięły w mojej kieszeni. Tak powiedziałem, prawda? To znaczy, że nie wiem.
                    - Rozumiem – powiedziała ona powoli.
                    Do końca wieczoru nie odezwali się do siebie ani słowem.
                    Cała ta sprzeczka miała przynajmniej jedną dobry skutek. Na chwilę odciągnęła jego myśli od tej szalonej dziewuchy.
                    • ako17 Re: Józef i jego praca 10.03.24, 21:52
                      10.
                      - Mamo?
                      - No i co, kochanie?
                      - No i nic. Nie powiedział nic sensownego.
                      - Ale coś powiedział, prawda?
                      - Tak. Że nie wie, skąd te majtki w jego kieszeni. I żebym mu dała spokój.
                      - Ojej, córeczko, to nie wygląda dobrze.
                      - Mamo, jest mi tak ciężko. Przyjedziesz? Ja chyba straciłam do niego zaufanie.
                      Jeśli coś się za tym kryje, to chciałabym wiedzieć, wolę żeby mi powiedział co się dzieje.
                      - Przyjadę, kochanie, najprędzej jak będę mogła. Ale to chyba dopiero za jakieś 2-3 tygodnie będę mogła przyjechać na trochę dłużej. Może na tydzień. Wytrzymaj, proszę, spróbuj może jeszcze raz z nim o tym porozmawiać.

                      Ani Dorota, ani Józef nie wspominali o tej aferce. Każde z nich wstawało, szło do swoich obowiązków, potem razem jedli obiad na dole u babć, a po wejściu na górę niemal nie zwracali na siebie uwagi. Żyli obok siebie, spali w jednym łóżku, ale między nimi powstała jakby szklana bariera. Dorota była zaniepokojona, on z kolei urażony (co to za żona, co mu grzebie w kieszeniach? On jej nie grzebał, do cholery).

                      Andżela, po tym szalonym pocałunku, chyba dopięła swego i dała mu spokój. Zresztą, rzadko bywała w domu. Cóż, było to, mimo wszystko, trochę dla Józefa rozczarowujące.

                      Jednak po kilku dniach, gdy zrobiło się naprawdę ciepło, Andżela wyciagnęła Józefa na taras na kieliszek szampana, aby uczcić zamknięcie projektu przebudowy (został przyjęty przez ojca Andżeli w całości), po czym miały nastąpić właściwe prace remonto-budowlane. Stali tak we dwoje, stukali się kieliszkami, jej śmiech dźwięczał w jego uszach i nawet głupawa paplanina brzmiała jak melodia, kwiaty pachniały, ptaki śpiewały.
                      Tym razem on ją pocałował. Zapomniał o bożym świecie i myślał tylko, że jak mógł być taki głupi, żeby się przed nią bronić. Przecież ona jest... cudowna! Chciałbym z nią być więcej i więcej, całować ją i... więcej, no tak.
                      A kiedy już leżeli obok siebie, w jej sypialni, uprzytomnił sobie, że przecież on już ma żonę.
                      I że to był błąd.
                      • ako17 Re: Józef i jego praca 10.03.24, 22:08
                        11.
                        Kolejne dni i tygodnie mijały pod znakiem nawiązywania coraz ciaśniejszych relacji z Andżelą i rozluźniania ich z Dorotą. Romans kwitł, a Józef stwierdził, że chyba już czas na kolejny krok. Wrócił do domu cały w skowronkach i... napotkał na mur. Naprzeciwko niego stały, wyprostowane, cztery poważne i groźne kobiety: Dorota, jej matka i obie babcie.
                        - O co chodzi? - wypalił Józef, poirytowany.
                        - Co masz nam do powiedzenia? - zapytała Teresa
                        - Wam? Nic. Ale mam coś do powiedzenia Dorocie.
                        - Tak? To słucham. Bo byłeś widziany z twoją klientką w sytuacjach hmm.. intymnych, i to nie raz i nie przez jedną osobę. Wiesz, my tu we wsi mamy wielu znajomych. Więc co masz mi do powiedzenia, mężu? - Dorota była blada, zraniona, ale opanowana, jakby już podjęła jakąś decyzję i to przyniosło jej ulgę.
                        Józef założył ręce na piersi obronnym ruchem.
                        - Nie no, oczywiście, że to było nieuczciwe wobec ciebie, Dorota. Przykro mi, że cię zraniłem, ale to się po prostu stało. Zakochałem się i...
                        - Chcę rozwodu – powiedzieli równocześnie Dorota i Józef.
                        - Proszę, jacy zgodni – rozpromieniła się Wikta, a Andzia plasnęła w dłonie - To już teraz pójdzie z górki. A na razie, młody człowieku, wynieś się proszę, natychmiast z naszego domu.
                        - A pewnie, że się wyniosę – powiedział on dumnie i poszedł spakować kilka niezbędnych rzeczy.

                        Dopiero po chwili dotarło do niego, że nie bardzo ma dokąd pójść. Do Andżeli nie może, bo ona ma, póki co, tego żałosnego Kamila, Ruinka jego matki ma tylko jeden pokój i nocują tam jego rodzice, do Poznania – trochę za daleko, u ciotki Patrycji ciasno... Nic, na jedną noc zatrzyma się w domku cioci Gaby, a z rana od razu podskoczy do Andżeli, powie jej o rozwodzie, tak żeby i ona mogła wreszcie uwolnić się od tego swojego, pożal się Boże, męża.

                        Ciocia Gabrysia z przerażeniem słuchała opowieści Józinka o tym, jak został wypędzony z domu. Patrząc w jej szeroko otwarte oczy, czuł, że mu bardzo współczuje i na pewno zaoferuje wsparcie. Ale gdy skończył opowiadać, zapadła długa, bardzo długa cisza.
                        - Józefie (oho! Ta też?), czy ja dobrze zrozumiałam? Zdradziłeś Dorotę a teraz chcesz od niej odejść aby związać się z inną kobietą? Chcesz ją PORZUCIĆ???
                        - Ciociu, no tak się stało. Mogę tu przenocować?
                        - Cóż, nie wypędzimy cię w noc, ale to nie jest przecież tylko kwestia dzisiejszej nocy. Stało się coś okropnego, co dotyczy całej twojej rodziny, a ty przychodzisz tutaj i opowiadasz o tym, żeby dostać nocleg? A kiedy zamierzałeś o tym powiedzieć swoim rodzicom, rodzeństwu?
                        - To się dzisiaj stało, więc nie miałem jeszcze czasu. Ale powiem im, zobaczysz, wszyscy polubicie Andżelę, ona jest taka cudowna!
                        - Józefie, ale nie możesz o tym mówić tak beztrosko, przecież to jest ogromna zmiana w twoim życiu, wydawało się, że jesteście dla siebie z Dorotą stworzeni, a ty po dwóch tygodniach jakiegoś szalonego romansu niszczysz to wszystko, co razem budowaliście latami? Czy wiesz, czym dla kobiety jest porzucenie? Ja wiem, bo tego doświadczyłam...
                        - Tak, ciociu, wiem, że doświadczyłaś, wszyscy wiemy. No ale sama powiedz, czy uważasz, ze powinienem być w związku z kimś, kogo nie kocham, z kim się nie rozumiem?
                        - Ta rozmowa jest ponad moje siły. Masz tu kanapę, ja ci przygotuję kolację i pościel, ale nie chcę już o tym rozmawiać. Jestem bardzo przygnębiona i boli mnie serce.
                        • ako17 Re: Józef i jego praca 10.03.24, 22:21
                          12.
                          Nazajutrz Józef wstał z nieco ciężkim sercem, bo rozmowa z ciocią Gabrysią wywołała w nim jakieś nieprzyjemne uczucia. Mimo to, gdy przybył to domu Andżeli, aż kipiał, żeby jej oznajmić radosną nowinę.
                          - Kochanie, rozwodzę się z Dorotą! Możemy wreszcie być razem! - zawołał, gdy tylko ją zobaczył.
                          - O czym ty mówisz? – spytała ona, wytrzeszczając oczy.
                          - No, że jak już oboje przejdziemy przez rozwody, to będziemy mogli wziąć ślub!
                          - Ale ja się nie rozwiodę z Kamilem!
                          - Dlaczego? - Józef był kompletnie zdezorientowany
                          - Bo go kocham.
                          - Kochasz i zdradzasz?
                          - Tak. Taka jestem. To nie pierwszy mój romans, Kamil dużo pracuje, ja się nudzę, ale przyrzekłam mu, że go nigdy nie zostawię i zostawić nie chcę.
                          - A ja myślałem, że ty i ja, to już na zawsze...
                          - To źle myślałeś. Trzeba było zapytać
                          - Andżela...
                          - Józef, daj spokój. Pobawiliśmy się, fajnie było, ale czas już to kończyć. Dobra, bierz się za robotę, remont sam się nie zrobi.
                          Józef poczuł się tak, jakby ktoś go uderzył obuchem w głowę. Trzeba przyznać, że ta dziewczyna umiała zaskakiwać.

                          Po pracy Andżela dała mu jeszcze szybkiego buziaka, ale na nic więcej nie mógł liczyć. Skołowany, zastanawiał się, co ma dalej robić. Nie przyszło mu do głowy nic innego, jak tylko pojechać tam, gdzie mieszkał przez ostatnie lata, do wciąż swojej, bądź co bądź, żony.
                          • ako17 Re: Józef i jego praca 10.03.24, 22:33
                            13.
                            - A co ty tu robisz?
                            - Jak to co, przyjechałem do mojej żony.
                            - Twojej wkrótce byłej żony, drogi eks-zięciu.
                            - Jeszcze nie eks, jeszcze nie...
                            - Kwestia czasu.
                            - Zobaczymy. Czy mogę porozmawiać z Dorotą?
                            - Proszę, rozmawiajcie – Teresa zawołała córkę.
                            - Dorota zeszła z góry z zaciętą twarzą, ale dumna i wyprostowana. Milczała.
                            - Dorotka! Pięknie wyglądasz – rzekł Józef, bo nie bardzo wiedział jak zacząć.
                            Zapadła cisza. Młodzi patrzyli na siebie wzajemnie – Dorota trochę wyzywająco, Józef niepewnie.
                            - Słuchaj, ja cię bardzo przepraszam. I ten... no... wybacz mi.
                            - Wybaczam – rzekła ona po prostu.
                            - I możemy do siebie wrócić?
                            - Nie.
                            - Nie? - Józef spodziewał się zgoła innej odpowiedzi. - Jak to?
                            - No tak. W sensie: nie. Nie możemy
                            - Ale... dlaczego?
                            - Dlatego, że ja nie chcę.
                            - Aha. Nie chcesz? - upewnił się
                            - Nie. Nie da się już uratować tego małżeństwa. Już złożyłam papiery rozwodowe
                            - Szybka jesteś...
                            - Wydawało mi się, że właśnie tego chciałeś, prawda?
                            - No... mi się też właśnie wydawało, ale jednak nie.
                            - Trudno. Ja już ci nie zaufam, zraniłeś mnie bardzo głęboko i tak po prostu, po ludzku nie chcę cię więcej widzieć.
                            - Dorotka...
                            - Szczęście, że nie mamy dzieci. Ciężko mi, ale życzę ci, żeby ci się ułożyło z tą... Andżelą.
                            - Kiedy właśnie mi powiedziała, że się nie ułoży.
                            - Wystawiła cię? - po twarzy Doroty, a także jej matki i babć przemknął złośliwy uśmieszek – cóż. Obawiam się, że nic na to nie poradzę. W każdym razie, proszę, abyś dziś już spakował się do końca i wyprowadził.
                            - Ale dokąd?
                            - Wiesz, to nie moja sprawa.
                            - Zaraz, ale ja poświęciłem na to mieszkanie mnóstwo czasu! Włożyłem w nie wszystkie moje pieniądze!
                            - I dlatego mogłeś tu mieszkać przez te wszystkie lata. Aha, powiedz też swojej mamie, że daję jej dwa tygodnie na opuszczenie Ruinki. Teraz, gdy nie jesteśmy rodziną, nie widzę powodu, by mieszkała w mojej własności. Ale lubię ją, dlatego nie żądam od niej natychmiastowej wyprowadzki. Od ciebie – tak.
                            - Ale przecież ty ją podarowałaś mamie!
                            - A mama ma na to jakieś dokumenty? Umowę kupna, akt notarialny? Cokolwiek?
                            - No nie, przecież ci ufała
                            - Tak jak ja tobie. Do niedawna.
                            - Ale moi rodzice włożyli w ten dom wszystkie swoje oszczędności!
                            - Cóż, to nie było zbyt rozsądne, prawda? Czasem, niestety, inwestycje się nie zwracają.
                            - Jeśli chcecie, to możecie dochodzić swoich roszczeń przed sądem – do rozmowy wtrąciła się Teresa.
                            - Borejkowie nigdy nikogo po sądach nie ciągali!
                            - O ile wiem, ty jesteś Pałys. Może Pałysowie ciągali?

                            Józef pozbierał swoje rzeczy i opuścił dom. Nie miał się dokąd udać. Co gorsza, jego rodzice też nie mieli – w ich przytulnej suterenie na Roosevelta rozgościła się Łucja z tym swoim Tanaką i jeszcze kuzynka Ania, też z jakimś gachem. Trzeci pokój natomiast zajmował 17-letni Kazimierz.
                            Oj, przyjdzie coś sobie zbudować. Rodzicom też. W końcu był architektem, czyż nie?
                          • kooreczka Re: Józef i jego praca 10.03.24, 23:27
                            Późnym wieczorem w zaciszu sypialni Andżela i Kamil wymieniają się nagraniami...
                            • iwoniaw Re: Józef i jego praca 12.03.24, 16:59
                              Ja chcę koniecznie zobaczyć reakcję Idusi!
    • ciotka-scholastyka Re: Józef i jego praca 12.03.24, 10:19
      Wetnę się po roku:
      "Pytali też o umiejscowienie łazienki, a w odpowiedzi „na dole” patrzyli na niego z niedowierzaniem."

      Tu akurat piłka byłaby krótka: życzenie zleceniodawcy. Nieważne, że zleceniodawcą był on sam ;) Życzył sobie na górze mieć wyłącznie wielki pokój, a utensylia na dole, koniec, kropka, ludzie mają różne pomysły.
    • minerwamcg Re: Józef i jego praca 13.03.24, 22:06
      Józefowi należy się zwrot połowy nakładów poniesionych na dom. Pytanie, jak jest w stanie je udowodnić - ale raczej goły by z tego podziału majątku nie wyszedł.
      Z Ruinką sprawa jest inna, Ida może pozwać Dorotę o nienależne wzbogacenie się - aczkolwiek oczywiście i działka i dom jest Doroty (wszelki obrót nieruchomościami bez notariusza jest nieprawomocny). Tak więc Derocia może stanąć wobec konieczności wyłożenia na stół całkiem grubych tysięcy.
      No i nie może Józefa tak po prostu wyrzucić z domu ze skutkiem natychmiastowym. Rozwodu nie dostaje się z dnia na dzień, przeciwnie wprost.
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Józef i jego praca 13.03.24, 22:27
        minerwamcg napisała:

        > (...)
        > No i nie może Józefa tak po prostu wyrzucić z domu ze skutkiem natychmiastowym.
        > Rozwodu nie dostaje się z dnia na dzień, przeciwnie wprost.
        >

        My to wiemy, ale czy Józwa to wie? Jedyne źródło wiedzy jakie ma to Najdzielniejsza Ze Wszystkich Cioć, która brała rozwód zdalnie, zaocznie i wieczorowo
        • mamuka_z_boru Re: Józef i jego praca 14.03.24, 19:28
          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

          > minerwamcg napisała:
          >
          > > (...)
          > > No i nie może Józefa tak po prostu wyrzucić z domu ze skutkiem natychmias
          > towym.
          > > Rozwodu nie dostaje się z dnia na dzień, przeciwnie wprost.
          > >
          >
          > My to wiemy, ale czy Józwa to wie? Jedyne źródło wiedzy jakie ma to Najdzielnie
          > jsza Ze Wszystkich Cioć, która brała rozwód zdalnie, zaocznie i wieczorowo
          >
          >
          Ja też nie brałam rozwodu, ani nikt z mojej najbliższej rodziny, ale jednakowoż wiem, że rozwód się ciągnie, że nie da rady kogoś tak po prostu wywalić z domu - choć tu dochodzenie swoich włożonych pieniędzy może trwać latami, bo to nie jest organizacja lotów kosmicznych, o której przeciętny człowiek nie ma pojęcia, tylko coś, co dotyka różnych znajomych. Więc Józef, żyjąc na tym świecie już od jakiegoś czasu też tą wiedzę musi mieć.
          Ale to nie zmienia faktu, że w tym konkretnym momencie nie ma się gdzie podziać i na zwrot wyłożonych pieniędzy musi czekać.
          Natomiast nie wierzę w parę wykształconych lekarzy, w tym w wychowanego w US Marka, którzy radośnie zasiedlają cudzą własność i nigdy jej stanu prawnego nie regulują.
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Józef i jego praca 14.03.24, 21:48
            mamuka_z_boru napisała:

            > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
            >
            > > minerwamcg napisała:
            > >
            > > > (...)
            > > > No i nie może Józefa tak po prostu wyrzucić z domu ze skutkiem naty
            > chmias
            > > towym.
            > > > Rozwodu nie dostaje się z dnia na dzień, przeciwnie wprost.
            > > >
            > >
            > > My to wiemy, ale czy Józwa to wie? Jedyne źródło wiedzy jakie ma to Najdz
            > ielnie
            > > jsza Ze Wszystkich Cioć, która brała rozwód zdalnie, zaocznie i wieczorow
            > o
            > >
            > >
            > Ja też nie brałam rozwodu, ani nikt z mojej najbliższej rodziny, ale jednakowoż
            > wiem, że rozwód się ciągnie, że nie da rady kogoś tak po prostu wywalić z domu
            > - choć tu dochodzenie swoich włożonych pieniędzy może trwać latami, bo to nie
            > jest organizacja lotów kosmicznych, o której przeciętny człowiek nie ma pojęcia
            > , tylko coś, co dotyka różnych znajomych. Więc Józef, żyjąc na tym świecie już
            > od jakiegoś czasu też tą wiedzę musi mieć.

            Borejkowie nie mają znajomych. A co do życia jakiś czas na tym świecie i wiedzy z tym związanej, co powiesz na babcie Rumiankowe, które nie wiedzą jak się robi wesele tylko dlatego, że ich córka/siostrzenica go nie miała?
          • minerwamcg Re: Józef i jego praca 15.03.24, 09:18
            Ja bym nawet delikatnie kwestionowała to "nie ma się gdzie podziać". Gdyby Józef miał deko asertywności, powiedziałby "pani kochana, ale ja wciąż jeszcze jestem ślubny mąż i dopóki sąd nie orzeknie czegoś wręcz przeciwnego, mogę tu mieszkać". Niech będzie, że na kanapie w salonie, ale z używalnością kuchni i łazienki. I toby, prawdę mówiąc, nie było takie głupie - zawsze istniałaby szansa, że Dorocie się odwidzi, a babcie przyzwyczajone do obecności w domu uczynnego chłopa, po tygodniu-dwóch zaczną bąkać "a przestalibyście się wygłupiać".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka