21.01.25, 13:34
Już wiem czemu Józwesele było bezalkoholowe. Olsniło mnie!

Kto zgodnie z tradycją zapewnia napoje wyskokowe na weselu? Rodzina pana młodego. A jeśli wesele jest bezalkoholowe, to Borejki zapewniają sobie wielką bibę za zero złotych.

Za catering, obsługę, gary, tort i ciasta płaciła Teresa. Za szynki, chleby i inne wiejskie specyjały zapłaciły babunie (mam nadzieję). Palysowie nie wydali na wesele syna nawet jednego grosza.
Po czym bez skrupułów zapchali listę gości krewnymi i znajomymi Królika, przepraszam, Gabuni.

Bo zobaczcie, po stronie panny młodej mamy na liście gości dwie babcie, jedną Teresę i jednego Chrobota.
4 osoby.

Po stronie pana młodego?
wyciąga kalkulator
...co najmniej 40 gości. Piszę co najmniej albowiem założyłam, że Cesia demonstrowała dzieci i wnuki na zdjęciach, a nie osobiście. Dziesięć, słownie dziesięć razy więcej było gości borejczych, niż rumiańczych. Pewna taka dysproporcja, nie sądzicie?

Cwaniutkie pasożyciki z tych Borejkow.
Obserwuj wątek
    • tt-tka Re: Jozwesele 21.01.25, 15:01
      Juz gdzies suponowalam, ze to skapstwo, a nie zadne ideolo bylo przyczyna tego bezalkoholowego wesela :)

      Wine przypisuje Jozwie, z tej calej rodziny akurat Palysy (stare) skape nie sa - przynajmniej sadzac po wydatkach Idusi - ona natomiast tak
      • bupu Re: Jozwesele 21.01.25, 19:54
        tt-tka napisała:


        > Wine przypisuje Jozwie, z tej calej rodziny akurat Palysy (stare) skape nie sa
        > - przynajmniej sadzac po wydatkach Idusi - ona natomiast tak
        >

        Idusia skąpi na żarło. U niej w lodówce tani jogurcik i muesli, w szafkach tylko ziemniaki, a wszyscy Pałysowie futrują się piętro wyżej, na pierogach kiełbasiebi kosmicznych ilościach masła. I wtedy Idzie ortoreksja w paradę nie wchodzi. Za to odpala z pełną mocą gdy trzeba upiec ciasto na wigilię u Pulpy. Wtedy nagle masło i cukier są znienacka ochjakbardzobe.
      • ako17 Re: Jozwesele 21.01.25, 22:06
        tt-tka napisała:

        > Juz gdzies suponowalam, ze to skapstwo, a nie zadne ideolo bylo przyczyna tego
        > bezalkoholowego wesela :)

        Czytałam niedawno ten wątek.
        Bardzo mnie zafrapowało, że w tym wątku było strasznie dużo postów odnośnie do tego, że "kogoś może dziwić wesele bezalkoholowe". I bardzo dużo w związku z tym rozkmin - że skoro powiedzieli że beza, to beza, możesz nie iść, ale trza uszanować i nie przynosić własnego alko itp.
        Jako żywo, w poście założycielskim nie było żadnego zdziwienia tym faktem, jedynie zaproszenie do dywagacji, czemu akurat to ich takie było.
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Jozwesele 21.01.25, 22:10
          ako17 napisała:

          > tt-tka napisała:
          >
          > > Juz gdzies suponowalam, ze to skapstwo, a nie zadne ideolo bylo przyczyna
          > tego
          > > bezalkoholowego wesela :)
          >
          > Czytałam niedawno ten wątek.
          > Bardzo mnie zafrapowało, że w tym wątku było strasznie dużo postów odnośnie do
          > tego, że "kogoś może dziwić wesele bezalkoholowe". I bardzo dużo w związku z ty
          > m rozkmin - że skoro powiedzieli że beza, to beza, możesz nie iść, ale trza usz
          > anować i nie przynosić własnego alko itp.
          > Jako żywo, w poście założycielskim nie było żadnego zdziwienia tym faktem, jedy
          > nie zaproszenie do dywagacji, czemu akurat to ich takie było.
          >
          >
          >

          A może dlatego, że Józwę straumatyzował czoko-glut? I bał się oberwać kolejną musztardą?
          • mircja Re: Jozwesele 21.01.25, 22:22
            tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


            >
            > A może dlatego, że Józwę straumatyzował czoko-glut? I bał się oberwać kolejną m
            > usztardą?
            >
            >
            Przed oczami wyobraźni stanął mi obraz Idy ciskającej słoikami i innymi odpowiednio ciężkimi przedmiotami w państwa młodych i w weselnych gości. Faktycznie, w obliczu takiego zagrożenia lepiej by było zrezygnować z podawania alkoholu...
            • bupu Re: Jozwesele 22.01.25, 13:22
              mircja napisała:

              > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
              >
              >
              > >
              > > A może dlatego, że Józwę straumatyzował czoko-glut? I bał się oberwać kol
              > ejną m
              > > usztardą?
              > >
              > >
              > Przed oczami wyobraźni stanął mi obraz Idy ciskającej słoikami i innymi odpowie
              > dnio ciężkimi przedmiotami w państwa młodych i w weselnych gości.

              Tam były lampiony ze słoików. Amunicji w bród!
          • ako17 Re: Jozwesele 21.01.25, 22:26
            tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


            > A może dlatego, że Józwę straumatyzował czoko-glut? I bał się oberwać kolejną m
            > usztardą?

            na jego miejscu też bym się bała (a takie supozycje również we wspomnianym wątku wysuwano).
            A może nawet nie tyle bał się oberwać słoikiem, ile po prostu nie czuł się dobrze po spożyciu tego specyfiku i pragnął uchronić swych gości od podobnego dyskomfortu?
        • greta_herbst Re: Jozwesele 03.02.25, 12:28
          > Jako żywo, w poście założycielskim nie było żadnego zdziwienia tym faktem, jedynie zaproszenie do dywagacji, czemu akurat to ich takie było.

          Wiele lat zajęło mi przyzwyczajenie się, że ogromne rzesze ludzi boją się straszliwie niemalże samego znaku przestankowego jakim jest pytajnik. A już z całą pewnością każde pytanie są w stanie zinterpretować jako atak. Jest to smutne, niepraktyczne, i cholernie utrudniające rzetelną komunikację, ale niestety prawdziwe. I szczególnie widoczne właśnie kiedy zacznie się analizować fabuły książek i tym podobne. Zawsze znajdzie się ktoś, czyja pierwsza reakcja na widok pytajnika to "a co, nie można??!!"
    • przymrozki Re: Jozwesele 21.01.25, 16:51
      Z drugiej strony, oszczędność kilku tysięcy zrekompensowali pannie młodej z nawiązką ładując jej w majątek odrębny znacznie cięższe sumy na szklane dachy i ruinki z klepiskiem pomalowanym na turkusowo.
      • tt-tka Re: Jozwesele 21.01.25, 16:58
        Tyz prowda !
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Jozwesele 21.01.25, 18:28
      Mi się wydaje, że założenie było takie, że sąsiedzi zrobią te wszystkie szynki, pasztety i inne chleby darmo, i to z własnych zasobów. Nie wyobrażam sobie, żeby babulce, które podczas "rozmów organizacyjnych" dały popis potężnego nieogaru, wpadły na to, że wypadałoby ludziom zapłacić za fatygę i poświęcenie własnych zapasów.

      W kwestii teorii skąpstwa Pałysów dorzucę jeszcze, że Józin wpadł na genialny pomysł, by każdy gość przyniósł własne krzesło i po potrawie na składkę.
      Jak to dobrze, że Dorota wybuchnęła żywiołowym śmiechem i oznajmiła, że najlepiej dać temu wszystkiemu spokój, bo jej mama zaraz przyleci z Oslo i, tak jak zapowiedziała, wszystko załatwi.
      • bupu Re: Jozwesele 21.01.25, 19:46
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > Mi się wydaje, że założenie było takie, że sąsiedzi zrobią te wszystkie szynki,
        > pasztety i inne chleby darmo, i to z własnych zasobów. Nie wyobrażam sobie, że
        > by babulce, które podczas "rozmów organizacyjnych" dały popis potężnego nieogar
        > u, wpadły na to, że wypadałoby ludziom zapłacić za fatygę i poświęcenie własnyc
        > h zapasów.

        Dlategoż, cna Kryjówko, napisałam w nawiasie "mam nadzieję". Podejrzenie bowiem posiadam podobne jak ty, że babulce albo oczekiwały że sąsiedzi zrobią frykasy za darmo, albo, gdy sąsiedzi uprzejmie popukali się w czoła (słabo wysklepione zapewne), babulce zakrzyknęły "A to Tereska zapłaci, jak tylko z Norwegii przyjedzie!"


        > W kwestii teorii skąpstwa Pałysów dorzucę jeszcze, że Józin wpadł na genialny p
        > omysł, by każdy gość przyniósł własne krzesło i po potrawie na składkę.
        > Jak to dobrze, że Dorota wybuchnęła żywiołowym śmiechem i oznajmiła, że najl
        > epiej dać temu wszystkiemu spokój, bo jej mama zaraz przyleci z Oslo i, tak jak
        > zapowiedziała, wszystko załatwi.

        >


        To wyjaśnia czemu Jozwa jest ulubionym wnukiem Milicji. Niedaleko padło jabłko od babuni.
      • pi.asia Re: Jozwesele 23.01.25, 19:04
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


        >
        > W kwestii teorii skąpstwa Pałysów dorzucę jeszcze, że Józin wpadł na genialny p
        > omysł, by każdy gość przyniósł własne krzesło i po potrawie na składkę.
        > Jak to dobrze, że Dorota wybuchnęła żywiołowym śmiechem i oznajmiła, że najl
        > epiej dać temu wszystkiemu spokój, bo jej mama zaraz przyleci z Oslo i, tak jak
        > zapowiedziała, wszystko załatwi.


        Kolejny dowód na mocne oderwanie Deroci od normalności.
        Gdyby taki pomysł obwieścił narzeczony jakiejkolwiek współczesnej dziewczyny/kobiety, to reakcją nie byłby żywiołowy śmiech, tylko tekst "czyś ty oszalał?!" (wersja soft) albo "chyba cię, qwa, po..bało!" (wersja hard).
        Niewiasta mniej zakochana, za to bardziej praktyczna i znająca życie, pewnie zerwałaby z lubym tuż przed ślubem, mając pełną świadomość tego, jak będzie wyglądać jej życie z kutwą, który nawet na własne wesele nie zamierza wydac ani grosza.
        • bupu Re: Jozwesele 25.01.25, 12:03
          pi.asia napisała:

          > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
          >
          >
          > >
          > > W kwestii teorii skąpstwa Pałysów dorzucę jeszcze, że Józin wpadł na geni
          > alny p
          > > omysł, by każdy gość przyniósł własne krzesło i po potrawie na składkę.
          > > Jak to dobrze, że Dorota wybuchnęła żywiołowym śmiechem i oznajmiła, ż
          > e najl
          > > epiej dać temu wszystkiemu spokój, bo jej mama zaraz przyleci z Oslo i, t
          > ak jak
          > > zapowiedziała, wszystko załatwi.

          >
          > Kolejny dowód na mocne oderwanie Deroci od normalności.
          > Gdyby taki pomysł obwieścił narzeczony jakiejkolwiek współczesnej dziewczyny/ko
          > biety, to reakcją nie byłby żywiołowy śmiech, tylko tekst "czyś ty oszalał?!" (
          > wersja soft) albo "chyba cię, qwa, po..bało!" (wersja hard).
          > Niewiasta mniej zakochana, za to bardziej praktyczna i znająca życie, pewnie ze
          > rwałaby z lubym tuż przed ślubem, mając pełną świadomość tego, jak będzie wyglą
          > dać jej życie z kutwą, który nawet na własne wesele nie zamierza wydac ani gros
          > za.

          W drugą stronę jednakż, gdyby moja druga połowa, nagabnieta o organizację naszego wesela (którą dotąd wykazywała zero zainteresowania) wybuchnęła perlistym śmiechem, mówiąc że mamusia wszystko załatwi, poczułabym gwałtowną wewnętrzną panikę i nagłą chęć oddalenia się kurcgalopkiem w stronę zachodu słońca. Prawdopodobnie z krzykiem.

          No okej, Józwa pochodzi z domu w którym brak wyraźnych granic między rodzicami a dziećmi to norma, a bycie wiecznym dzieckiem jest postawą premiowaną, niemniej jednak...
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Jozwesele 25.01.25, 12:33
            bupu napisała:

            > (...)
            >
            > W drugą stronę jednakż, gdyby moja druga połowa, nagabnieta o organizację nasze
            > go wesela (którą dotąd wykazywała zero zainteresowania) wybuchnęła perlistym śm
            > iechem, mówiąc że mamusia wszystko załatwi, poczułabym gwałtowną wewnętrzną pan
            > ikę i nagłą chęć oddalenia się kurcgalopkiem w stronę zachodu słońca. Prawdopod
            > obnie z krzykiem.
            >
            > No okej, Józwa pochodzi z domu w którym brak wyraźnych granic między rodzicami
            > a dziećmi to norma, a bycie wiecznym dzieckiem jest postawą premiowaną, niemnie
            > j jednak...
            >
            >

            Mnie by jeszcze dodatkowo zastanawiał fakt, na jakiej podstawie moja narzeczona spodziewa się tego załatwiania, skoro jej mamuśka do tej pory skąpiła jej tych norweskich zarobków, a i emocjonalnie ją zaniedbywała.
            To tak jakby Laura machnęła ręką na zniknięcie sukni, bo przecież Janusz kupi jej drugą.
          • a_weasley Mamusia ogarnie 25.01.25, 14:03
            bupu napisała:


            > W drugą stronę jednakż, gdyby moja druga połowa, nagabnieta o organizację nasze
            > go wesela (którą dotąd wykazywała zero zainteresowania) wybuchnęła perlistym śm
            > iechem, mówiąc że mamusia wszystko załatwi, poczułabym gwałtowną wewnętrzną pan
            > ikę i nagłą chęć oddalenia się kurcgalopkiem w stronę zachodu słońca. Prawdopod
            > obnie z krzykiem.
            >
            > No okej, Józwa pochodzi z domu w którym brak wyraźnych granic między rodzicami
            > a dziećmi to norma, a bycie wiecznym dzieckiem jest postawą premiowaną,

            Z jakiego by i nie pochodził, sytuacja, w której rodzice ogarniają całokształt spraw związanych z weselem, czasem z aprobatą i ku uciesze dzieci, a czasem przy ich wyraźnym sprzeciwie, nie jest niczym wyjątkowym, na forum "Ślub i wesele" takich historii do wyboru, a i z własnego otoczenia bym znalazł.
            • bupu Re: Mamusia ogarnie 25.01.25, 19:39
              a_weasley napisał:

              >
              > Z jakiego by i nie pochodził, sytuacja, w której rodzice ogarniają całokształt
              > spraw związanych z weselem, czasem z aprobatą i ku uciesze dzieci, a czasem prz
              > y ich wyraźnym sprzeciwie, nie jest niczym wyjątkowym, na forum "Ślub i wesele"
              > takich historii do wyboru, a i z własnego otoczenia bym znalazł.
              >


              Ale te dzieci jakiś wkład, prócz perlistego śmiechu, w swoje wesele raczej mają, prawda?
              • a_weasley Re: Mamusia ogarnie 25.01.25, 20:16
                bupu napisała:

                > a_weasley napisał:
                >
                > >
                > > Z jakiego by i nie pochodził, sytuacja, w której rodzice ogarniają całoks
                > ztałt
                > > spraw związanych z weselem, czasem z aprobatą i ku uciesze dzieci, a czas
                > em prz
                > > y ich wyraźnym sprzeciwie, nie jest niczym wyjątkowym, na forum "Ślub i w
                > esele"
                > > takich historii do wyboru, a i z własnego otoczenia bym znalazł.
                > >
                >
                >
                > Ale te dzieci jakiś wkład, prócz perlistego śmiechu, w swoje wesele raczej mają
                > , prawda?
                >

                Jak się dobrze uprą, to wkręcą w wielką rodzinną imprezę reglamentowaną liczbę swoich niespokrewnionych gości.
                • bupu Re: Mamusia ogarnie 03.02.25, 14:03
                  a_weasley napisał:

                  > bupu napisała:
                  >
                  > > Ale te dzieci jakiś wkład, prócz perlistego śmiechu, w swoje wesele racze
                  > j mają
                  > > , prawda?
                  > >
                  >
                  > Jak się dobrze uprą, to wkręcą w wielką rodzinną imprezę reglamentowaną liczbę
                  > swoich niespokrewnionych gości.
                  >


                  O rany. Ja wiem, że nadgorliwi i kontrolujący rodzice, żelazną dłonią dzierżący stery organizacji wesela swych dziatek istnieją. Ale to nie jest ten przypadek, tu mamy Dorocie, która macha białą rączką i z perlistym śmiechem odpowiada "mamusia ogarnie" na tydzień przed weselem. Ta mamusia, notabene na co dzień kontrolująca ani nawet obecna w życiu córki nie jest, ograniczając się do ogolnikowych maili z mądrościami o popędzie biologicznym. A Dorocia nie zamierza zagiąć palca przy organizacji wesela (i nie zagina, kładzenia obrusów nie licząc) bo mamusia wszak ogarnie. Ta postawa kazałaby mi się zastanowić nad dojrzałością osoby ją wykazującą i nad tym co mamusia jeszcze będzie miała organizować w życiu nowożeńców. Od jednostki dorosłej wymagałabym jednak bpdaj odrobinę zainteresowania jednakowoż dość istotnym w jej życiu dniem.
    • ako17 Re: Jozwesele 21.01.25, 22:30
      bupu napisała:

      założyłam, że Cesia demonst
      > rowała dzieci i wnuki na zdjęciach, a nie osobiście.
      A tego w sumie nie wiemy. Ja się wywiązałam z obowiązku interpretacji i napisałam fanfik, w którym odbyła się multimedialna prezentacja.

      A tak bajdełejem, Kołodzieje to też na tym weselu byli?

      w sumie nie zdziwiłabym się, gdyby tak...
      • mircja Re: Jozwesele 21.01.25, 22:43
        ako17 napisała:


        >
        > A tak bajdełejem, Kołodzieje to też na tym weselu byli?
        >
        > w sumie nie zdziwiłabym się, gdyby tak...
        >
        >
        Jakoś obecnie trudno mi wyobrazić sobie wesele kogoś z potomków Borejków bez agresywnej kokietki Ulki Kołodziejanki.
    • bupu Re: Jozwesele 22.01.25, 13:06
      Mogę doprecyzować nieco, trafiłam bowiem na weselne kalkulacyje Udusi. Imainujcie sobie waćpaństwo, Udusia mówi o sześćdziesięciu ośmiu sztukach zaproszonych. Z tego po rumiankowej stronie mamy znane tylko cztery. Pozostałe sześćdziesiąt cztery sztuki, podejrzewam, przynależą do Borejkow.

      Popastwie się nieco nad chronologią przygotowań bo straszliwie mnie ona bawi. Otóż tych kalkulacyj, celem ogarnięcia, jak yo u Wiecha mawiano, koryta (bo jak wiemy ochlaju nie było) Udusia dokonuje 2 września. Osiem dni przed weselem. Na tydzień przed weselem młodzi mają zamówiony tort, oraz chleby, szynki i pasztety. Nie wiadomo natomiast na czym goście siądą i przy czym, z czego zjedzą oraz co.

      Nastepnego dnia przylatuje Teresa, ale dopiero 9 września, dzień przed weselem, dowiadujemy się (my i Pulpecja) że Teresa odmówiła tort w pretensjonalnej cukierni, zamówiła tort i ciasta w Wisience, ogarnęła catering i wypożyczenie zastawy. Wszystko na maksimum sześć dni przed weselem bo przyjechała wszak w niedzielę wieczór, więc załatwiać mogła dopiero następnego dnia.

      Rozumiem że pod Wisienką są potężne lochy wypchane po sufit składnikami ciast, tak na wszelki wypadek, bo nie wiem jak inaczej ta malutka cukierenka, która najwyraźniej zatrudnia dwie osoby, mogłaby mieć wszystko co potrzebne na ciasta dla ponad stu osób, tak boeiem obliczono zapotrzebowanie. Pomine już to, że matka Glutka i jej pomocnica to najwyraźniej hekatoncheirowie o stu ramionach, skoro są w stanie symultanicznie piec ciasta na spore wesele, na użytek bieżący i jeszcze prowadzić cukiernię (a poważniej, jestem pewna że autorka nie odróżnia pieczenia we własnej kuchni, jak my to mówimy w regionie, kucha na niedzielę od produkcji piekarniczo-cukierniczej na sprzedaż).

      Zamawianie kateringu w takim terminie też śmiech na sali, a to, że katering powiedział że podeśle dwie kelnerki (dwie na ponad setkę ludzi?) to już w ogóle, pewnie trzymają kelnerki w szufladzie, jak Flobry konie.

      Kiedy Pulpa dowiaduje się tych rewelacji, Flobry pomaga zbijać stoły, co mi natychmiast pcha na usta pytanie skąd u licha wytrzasneli oni pokaźną ilość oheblowanych desek i belek. No, nie ma wzmianki że goście wśród śmiechów i dowcipów wyjmowali sobie drzazgi, więc zakładam że drewno jednak było heblowane. Kto to przywiózł? Bo nie Chrobot mercedesem vito, na długość by mu ten towar nie wszedł. Józkowych resztek od regałów i boazeryj też by nie starczyło. I dlaczego zbijają te stoły dopiero w przeddzień wesela, na litość? Dobrze, że pogrzebów nie organizuje się samodzielnie, bo nie chcę sobie wyobrażać jak by to wyglądało w wykonaniu Borejkow...
      • ignacywitkacy Re: Jozwesele 22.01.25, 17:05
        bupu napisała:

        > Mogę doprecyzować nieco, trafiłam bowiem na weselne kalkulacyje Udusi. Imainujc
        > ie sobie waćpaństwo, Udusia mówi o sześćdziesięciu ośmiu sztukach zaproszonych.
        > Z tego po rumiankowej stronie mamy znane tylko cztery. Pozostałe sześćdziesiąt
        > cztery sztuki, podejrzewam, przynależą do Borejkow.
        >

        Mogła Autoressa albo jakaś redakcja dopisać, że przyjechała też dalsza rodzina Derotki, jacyś kuzyni, nie wiem, ktokolwiek. Bo to jest przecież komiczne, że Borejki mają kilkadziesiąt osób: wszystkich krewnych i znajomych królika, a u nich są 4, w tym jedna to sąsiad-menel.
      • ignacywitkacy Re: Jozwesele 22.01.25, 17:10
        bupu napisała:

        > Kiedy Pulpa dowiaduje się tych rewelacji, Flobry pomaga zbijać stoły, co mi nat
        > ychmiast pcha na usta pytanie skąd u licha wytrzasneli oni pokaźną ilość oheblo
        > wanych desek i belek. No, nie ma wzmianki że goście wśród śmiechów i dowcipów w
        > yjmowali sobie drzazgi, więc zakładam że drewno jednak było heblowane. Kto to p
        > rzywiózł? Bo nie Chrobot mercedesem vito, na długość by mu ten towar nie wszedł
        > . Józkowych resztek od regałów i boazeryj też by nie starczyło. I dlaczego zbij
        > ają te stoły dopiero w przeddzień wesela, na litość? Dobrze, że pogrzebów nie o
        > rganizuje się samodzielnie, bo nie chcę sobie wyobrażać jak by to wyglądało w w
        > ykonaniu Borejkow...
        >

        Jest jeszcze drugi dobry sługa w regionie, czyli pan Gruszka!
        • bupu Re: Jozwesele 22.01.25, 19:51
          ignacywitkacy napisała:

          > bupu napisała:
          >
          > > Kiedy Pulpa dowiaduje się tych rewelacji, Flobry pomaga zbijać stoły, co
          > mi nat
          > > ychmiast pcha na usta pytanie skąd u licha wytrzasneli oni pokaźną ilość
          > oheblo
          > > wanych desek i belek. No, nie ma wzmianki że goście wśród śmiechów i dowc
          > ipów w
          > > yjmowali sobie drzazgi, więc zakładam że drewno jednak było heblowane. Kt
          > o to p
          > > rzywiózł? Bo nie Chrobot mercedesem vito, na długość by mu ten towar nie
          > wszedł
          > > . Józkowych resztek od regałów i boazeryj też by nie starczyło. I dlaczeg
          > o zbij
          > > ają te stoły dopiero w przeddzień wesela, na litość? Dobrze, że pogrzebów
          > nie o
          > > rganizuje się samodzielnie, bo nie chcę sobie wyobrażać jak by to wygląda
          > ło w w
          > > ykonaniu Borejkow...
          > >
          >
          > Jest jeszcze drugi dobry sługa w regionie, czyli pan Gruszka!


          Znaczy sugerujesz że Fidelisy obsługują resztkami po swoich pawilonach całą okolicę?
          • ignacywitkacy Re: Jozwesele 22.01.25, 23:51
            bupu napisała:
            >
            > Znaczy sugerujesz że Fidelisy obsługują resztkami po swoich pawilonach całą oko
            > licę?
            >

            Myślę, że pan Gruszka jak pan Chrobot nie odmawiają państwu Borejkom i spółce i mogła tam jakaś pomoc z szaletu przybyć!
      • a_weasley Re: Jozwesele 23.01.25, 19:55
        Bupu napisała:

        > Rozumiem że pod Wisienką są potężne lochy wypchane po sufit składnikami ciast,
        > tak na wszelki wypadek, bo nie wiem jak inaczej ta malutka cukierenka, która
        > najwyraźniej zatrudnia dwie osoby, mogłaby mieć wszystko co potrzebne na ciasta
        > dla ponad stu osób, tak boeiem obliczono zapotrzebowanie.

        A kupić tych składników we wtorek rano nie mogą, bo...?

        > Pomine już to, że matka Glutka i jej pomocnica to najwyraźniej hekatoncheirowie
        > o stu ramionach, skoro są w stanie symultanicznie piec ciasta na spore wesele,
        > na użytek bieżący i jeszcze prowadzić cukiernię

        czyli są w stanie sprostać sytuacji, w jakiej znajdują się co roku u progu Wielkiego Tygodnia albo w trzecim tygodniu grudnia.

        > Zamawianie kateringu w takim terminie też śmiech na sali,

        bo...?
        • tt-tka Re: Jozwesele 23.01.25, 21:04
          Bo kupno takiej ilosci skladnikow wymaga miejsca, gdzie mozna je przechowac. Upieczone ciasta takoz wymagaja takiego miejsca (chyba ze ktos, jak Larwa, tort z kremem chce trzymac kilka dni i nocy na balkonie - ale zawodowy cukiernik raczej na taki hazard nie pojdzie).

          zamowienia przed wielkanoca i przed gwiazdka robi sie stosownie wczesniej. Oraz - niespodzianka ! - wiekszosc tych ciast (mazurki, piernik) nie potrzebuje lodowki

          panie z Wisienki mialy te szesc zcy osiem gatunkow ciast na sto osob jako nadprogram do zwyczajnej dzialalnosci, cukierenka dzialala caly czas

          bo katering slyszac o wyzerce na setke, weselnej wyzerce, ryknie gromkim smiechem - wziety katering nie siedzi czekajac na zlecenia, tylko ma spore oblozenie i terminy rezerwuje sie wczesniej
        • przymrozki Re: Jozwesele 23.01.25, 21:53
          a_weasley napisał:

          > bo...?

          Pytanie do bupu, ale też wiem, więc się wtrącę. Małe rodzinne cukiernie nie obsługują sporych wesel z dokładnie tych samych powodów, z których średniej wielkości jadłodajnie nie obsługują dużych imprez (a jeżeli obsługują, to pierwsza zupa trzy razy zdąży ostygnąć, zanim podana zostanie ostatnia), a w restauracjach za obsługę większych grup (czasem minimum sześcioosobowych, czasem dziesięcio, ale zawsze znacznie mniej sześćdziesięcio) doliczana jest dodatkowa opłata. Po prostu jednoczesne wydanie dużej liczby dań jest dużym wysiłkiem organizacyjnym. Nie ma większej różnicy, czy imieniny w domu robi się na 5 czy 6 osób, ale po przekroczeniu pewnej masy krytycznej, któryś z kolei gość zaczyna powodować przyrost pracy i kosztów w postępie geometrycznym.

          Prosty przykład ilustrujący zasadę - jeżeli przyjmiemy, że cukiernia "Sen Józefa" zatrudnia czterech cukierników, ma dwa piece, w których zmieści się łącznie sześć średnich blach lub cztery duże oraz ma chłodnię o powierzchni 10 m2, to istnieje pewna skończona liczba ciast, które tymi siłami da się wypiec. Nawet gdyby czterech cukierników pracowało 16 godzin dziennie, to ani nie skrócą czasu, jakiego potrzeba, aby upiec biszkopt, ani nie wydłużą czasu, jaki śmietanowe nadzienie jest w stanie pozostać świeże. Niech ta skończona liczba ciast będzie x. Upieczenie ciasta x+1 wymagałoby więc wynajęcia piekarnika, magazynu, lodówki, może nawet dodatkowego pracownika plus generowałoby pracę związaną z koordynowaniem prac więcej niż jednej kuchni (ktoś musi odliczyć składniki na te ciasta, pobrać je z magazynu, przewieźć do wynajętej kuchni etc.).

          Powiesz, że "cóż za dyrdymały, kiedyś to na wesela gospodynie po domach ciasta piekły". Owszem, piekły. Ale po pierwsze to się planowało na miesiące przed imprezą i wybierało menu skrótowe, a nie wyrafinowane torty, nadziewane różki i inne frykasy. Po drugie, jedna gospodyni drugiej gospodyni mogła napiec na gębę, co jej się żywnie podobało, ale biznes legalnie świadczący usługi gastronomiczne związany jest tysiącem obostrzeń sanitarnych i nie ma tak, że z braku miejsca w chłodni się odstawi tort na balkon i będzie się modliło o litość ze strony pałeczek salmonelli.

          Zupełnie inną rzeczą jest, że "Wisienka", jak wyjaśniono czytelnikowi, jest miejscem wyjątkowym. Przygotowuje ono swoje szanowne wypieki na bazie masła, czekolady, orzechów, śmietany, świeżych owoców i innych wytwornych składników. I fajno, ale to są wszystko rzeczy zasadniczo dosyć drogie. Jeżeli państwo Podeszwowie mieli kupić to wszystko w hurtowych ilościach na gwizdek i znienacka, popłacić ludziom niespodziewane nadgodziny i pewnie zrezygnować z części (jeżeli nie całego) zwykłego zysku z cukierni, kiedy to moce produkcyjne zostały przekierowane na obsługę wesela Jóźworotków, to weselne ciasta "Wisienki" musiały - po prostu musiały - być drogie. Nie ma szans, żeby były tańsze niż odwołane w ostatniej chwili wypieki z kurzu, azbestu i margaryny zakupione w pretensjonalnej cukierni z rynku.


          • ako17 Re: Jozwesele 24.01.25, 08:52
            przymrozki napisała:


            >
            > Prosty przykład ilustrujący zasadę - jeżeli przyjmiemy, że cukiernia "Sen Józef
            > a" zatrudnia czterech cukierników, ma dwa piece, w których zmieści się łącznie
            > sześć średnich blach lub cztery duże oraz ma chłodnię o powierzchni 10 m2, to i
            > stnieje pewna skończona liczba ciast, które tymi siłami da się wypiec. Nawet gd
            > yby czterech cukierników pracowało 16 godzin dziennie, to ani nie skrócą czasu
            > , jakiego potrzeba, aby upiec biszkopt, ani nie wydłużą czasu, jaki śmietanowe
            > nadzienie jest w stanie pozostać świeże. Niech ta skończona liczba ciast będzie
            > x. Upieczenie ciasta x+1 wymagałoby więc wynajęcia piekarnika, magazynu, lodów
            > ki, może nawet dodatkowego pracownika plus generowałoby pracę związaną z koordy
            > nowaniem prac więcej niż jednej kuchni (ktoś musi odliczyć składniki na te cias
            > ta, pobrać je z magazynu, przewieźć do wynajętej kuchni etc.).
            >
            > Powiesz, że "cóż za dyrdymały, kiedyś to na wesela gospodynie po domach ciasta
            > piekły". Owszem, piekły. Ale po pierwsze to się planowało na miesiące przed imp
            > rezą i wybierało menu skrótowe, a nie wyrafinowane torty, nadziewane różki i in
            > ne frykasy. Po drugie, jedna gospodyni drugiej gospodyni mogła napiec na gębę,
            > co jej się żywnie podobało, ale biznes legalnie świadczący usługi gastronomiczn
            > e związany jest tysiącem obostrzeń sanitarnych i nie ma tak, że z braku miejsca
            > w chłodni się odstawi tort na balkon i będzie się modliło o litość ze strony p
            > ałeczek salmonelli.

            Składam głęboki ukłon przed powyższą analizą. Ja coś podobnego myślałam, ale nie umiałam tego ubrać w tak dokładnie opisany ciąg logiczny.

            Jeszcze bym rozumiała, gdyby rzeczywiście cała para Wisienki poszła w tort + jakieś jedno mniej wyrafinowane ciasto, żeby po prostu dla wszystkich wystarczyło deseru.
            Ale zróżnicowanie tych wszystkich cymesów, które Wisienka zdołała w ostatniej chwili wygenerować oraz ich ilości nie wydają mi się możliwe do ogarnięcia przez malutki rodzinny biznes.
            Chyba że Wisienka zamówiła to wszystko w tej drugiej cukierni i tylko sygnowała swoim mianem ;).
            Bo jeśli Wisienki normalna moc przerobowa to ciasta dla, powiedzmy, 20-30 osób dziennie, jakim cudem nagle dała radę zrobić tego 5-6 razy więcej? Kto to robił? Gdzie to było przechowywane po zrobieniu (a także przed)?

            btw. czytałam ostatnio kryminał, który dzieje się w środowisku Łużyczan i tam był opis menu weselnego: rosół, mięso z rosołu z chrzanem i ziemniakami, na deser biszkopt z marmoladą. To wszystko.
            Żadnych tortów, żadnych wyrafinowanych dań.
            Rzecz się działa mniej-więcej współcześnie.
          • bupu Re: Jozwesele 24.01.25, 10:05
            Dziękuję, sformułowałaś jasno to wszystko czego ja nie umiałam.
        • bupu Re: Jozwesele 23.01.25, 22:40
          a_weasley napisał:

          > Bupu napisała:
          >
          > > Rozumiem że pod Wisienką są potężne lochy wypchane po sufit składnikami c
          > iast,
          > > tak na wszelki wypadek, bo nie wiem jak inaczej ta malutka cukierenka, kt
          > óra
          > > najwyraźniej zatrudnia dwie osoby, mogłaby mieć wszystko co potrzebne na
          > ciasta
          > > dla ponad stu osób, tak boeiem obliczono zapotrzebowanie.
          >
          > A kupić tych składników we wtorek rano nie mogą, bo...?

          Bo muszą to zaplanować. Przypominam, tam pracują dwie osoby, mają zamknąć cukiernię na pół dnia, bo Teresa tort zamówiła? A nawet jeśli zamówią przez internety, to i tak nie przywiozą im tego całego towaru tak zaraz i za godzinkę, zgadza się? A one nie mają czasu, za to mają na głowie bieżącą działalność cukierni. Pomijam, że torty weselne zamawia się minimum dwa miesiące przed terminem wesela.



          > > Pomine już to, że matka Glutka i jej pomocnica to najwyraźniej hekatonche
          > irowie
          > > o stu ramionach, skoro są w stanie symultanicznie piec ciasta na spore we
          > sele,
          > > na użytek bieżący i jeszcze prowadzić cukiernię
          >
          > czyli są w stanie sprostać sytuacji, w jakiej znajdują się co roku u progu Wiel
          > kiego Tygodnia albo w trzecim tygodniu grudnia.

          Ciasta weselne są znacznie bardziej pracochłonne niż mazurki i pierniki.

          > > Zamawianie kateringu w takim terminie też śmiech na sali,
          >
          > bo...?
          >

          Bo katering nie trzyma dań w szufladzie i podobnie jak cukiernia musi zamówić produkty. Bo Teresa nie jest jedyną klientką, firma ma inne zamówienia i nie rzuci wszystkiego żeby obsłużyć Borejkow et consortes. A zważywdzy na fakt, ze ludzie mają jednak zwyczaj rezerwować takie rzeczy z wyprzedzeniem, zamowienie kateringu tydzień przed imprezą to misdion impossible.
          • a_weasley Re: Jozwesele 24.01.25, 12:51
            bupu napisała:

            > Pomijam, że torty weselne zamawia się minimum dwa miesiące przed termine
            > m wesela.

            Doprawdy?
            Ja zamawiałem zdaje się na tydzień przed, a na pewno nie dwa, i nikt się nie dziwił.
            Dwa miesiące przed weselem to często się okazuje, że w ogóle musi być ślub, a co za tym idzie wesele...
            • bupu Re: Jozwesele 24.01.25, 14:35
              a_weasley napisał:

              > bupu napisała:
              >
              > > Pomijam, że torty weselne zamawia się minimum dwa miesiące przed t
              > ermine
              > > m wesela.
              >
              > Doprawdy?
              > Ja zamawiałem zdaje się na tydzień przed, a na pewno nie dwa, i nikt się nie dz
              > iwił.


              Doprawdy. Wejdź na stronę dowolnej cukierni i sprawdź.
              • a_weasley Re: Jozwesele 24.01.25, 16:15
                Przepraszam za ewentualne literówki, ale jeszcze się nie mogę przestać śmiać.

                Bupu napisała:


                > > > torty weselne zamawia się minimum dwa miesiące przed terminem wesela.
                > >
                > > Doprawdy?

                [ciach]

                > Doprawdy. Wejdź na stronę dowolnej cukierni i sprawdź.

                Wszedłem, ale do najbliższej cukierni. Na przyszłą sobotę nie ma problemu, a jakbym się namyślił w poniedziałek, też zrobią.
                Chcesz adres i telefon?
                I czy w pozostałych sprawach z tej dziedziny, o których obszernie piszesz, tak samo można Ci wierzyć?
                • tt-tka Re: Jozwesele 24.01.25, 16:35
                  ja na osiemnastke siostrzenicy zamawialam miesiac wczesniej, a planowo mialo byc ok. dwudziestu osob

                  znajdz mi cukiernie, ktora na piec dni przed impreza przyjmie zamowienie na szesc do osmiu rodzajow ciast dla STU osob
                  juz nawet nie wymagam, zeby bylo tanio
                  • bupu Re: Jozwesele 24.01.25, 16:50
                    tt-tka napisała:

                    > ja na osiemnastke siostrzenicy zamawialam miesiac wczesniej, a planowo mialo by
                    > c ok. dwudziestu osob
                    >
                    > znajdz mi cukiernie, ktora na piec dni przed impreza przyjmie zamowienie na
                    > szesc do osmiu
                    rodzajow ciast dla STU osob
                    > juz nawet nie wymagam, zeby bylo tanio
                    >

                    Ciast wyliczono w rodzajach pięciu: torciki karmelowe z gruszką i galaretką, placki drożdżowe z kruszonką, rolady orzechowe z czekoladą, rożki czekoladowe z orzechami i tarty serowe z wiśniami. Tort był trzypoziomowy, nawiasem mówiąc.
                • bupu Re: Jozwesele 24.01.25, 16:37
                  a_weasley napisał:

                  > Przepraszam za ewentualne literówki, ale jeszcze się nie mogę przestać śmiać.
                  >
                  > Bupu napisała:
                  >
                  >
                  > > > > torty weselne zamawia się minimum dwa miesiące przed t
                  > erminem wesela.
                  > > >
                  > > > Doprawdy?
                  >
                  > [ciach]
                  >
                  > > Doprawdy. Wejdź na stronę dowolnej cukierni i sprawdź.
                  >
                  > Wszedłem, ale do najbliższej cukierni. Na przyszłą sobotę nie ma problemu, a ja
                  > kbym się namyślił w poniedziałek, też zrobią.
                  > Chcesz adres i telefon?
                  > I czy w pozostałych sprawach z tej dziedziny, o których obszernie piszesz, tak
                  > samo można Ci wierzyć?
                  >


                  Ale zamówiłeś po prostu tort, czy tort weselny? Bo to pewna różnica.

                  Na marginesie, prosiłabym o nieco mniej nieprzyjemną tonację wypowiedzi.
                  • tt-tka Re: Jozwesele 24.01.25, 16:43
                    A ja przypominam swoja droga, co tam wjechalo na stol - poza tortem weselnym, biszkoptowo-smietanowym z malinami i jezynami (takie cos zwykle jest spore i pietrowe) torciki karmelowe z gruszka i galaretka, tarty serowe z wisniami i migdalami, placki drozdzowe z gruba wartswa kruszonki maslanej, rolady orzechowe z czekolada i czekoladowe rozki z orzechami. Wszystko w liczbie mnogiej, nie ze po jednej sztuce/blasze kazdego ciasta, wszystko z malenkiej i posiadajacej dwie osoby personelu Wisienki :P
                    • bupu Re: Jozwesele 24.01.25, 17:03
                      tt-tka napisała:

                      > A ja przypominam swoja droga, co tam wjechalo na stol - poza tortem weselnym, b
                      > iszkoptowo-smietanowym z malinami i jezynami (takie cos zwykle jest spore i pie
                      > trowe) torciki karmelowe z gruszka i galaretka, tarty serowe z wisniami i migda
                      > lami, placki drozdzowe z gruba wartswa kruszonki maslanej, rolady orzechowe z c
                      > zekolada i czekoladowe rozki z orzechami. Wszystko w liczbie mnogiej, nie ze po
                      > jednej sztuce/blasze kazdego ciasta, wszystko z malenkiej i posiadajacej dwie
                      > osoby personelu Wisienki :P
                      >

                      Przeciętnie jako porcję przyjmuje się 100-150 g ciasta (niedowierzający mogą sprawdzić to via google). Zatem każdego z ciast (z tortem włącznie) potrzeba po, przyjmując niższą z tych wartości, po circa dziesięć kilo. Sześćdziesiąt kilo ciast. W tydzień. W malutkiej cukierence.
                      • a_weasley 60 kg to brzmi dumnie 24.01.25, 19:22
                        Nie upieram się, że cukiernia opisana jako mała podołałaby takiemu zamówieniu, ale nie wydaje mi się to aż takim Kosmosem.

                        Bupu napisała:

                        > Przeciętnie jako porcję przyjmuje się 100-150 g ciasta (niedowierzający mogą sp
                        > rawdzić to via google). Zatem każdego z ciast (z tortem włącznie) potrzeba po,
                        > przyjmując niższą z tych wartości, po circa dziesięć kilo. Sześćdziesiąt kilo c
                        > iast. W tydzień. W malutkiej cukierence.

                        Nic nie jest duże ani małe samo ze siebie, tylko w porównaniu z czymś innym.
                        600 porcji ciasta. Brzmi mocno.
                        W tydzień. Setka dziennie. Już mniej wstrząsające.
                        Ile ciasta schodzi w cukierni, w której raz na parę minut ktoś kupuje dwie porcje, raz na godzinę dziesięć, a raz lub dwa razy na dzień ktoś zamawia większy nabój?
                        • bupu Re: 60 kg to brzmi dumnie 24.01.25, 20:06
                          a_weasley napisał:

                          > Nie upieram się, że cukiernia opisana jako mała podołałaby takiemu zamówieniu,
                          > ale nie wydaje mi się to aż takim Kosmosem.
                          >
                          > Bupu napisała:
                          >
                          > > Przeciętnie jako porcję przyjmuje się 100-150 g ciasta (niedowierzający m
                          > ogą sp
                          > > rawdzić to via google). Zatem każdego z ciast (z tortem włącznie) potrzeb
                          > a po,
                          > > przyjmując niższą z tych wartości, po circa dziesięć kilo. Sześćdziesiąt
                          > kilo c
                          > > iast. W tydzień. W malutkiej cukierence.
                          >
                          > Nic nie jest duże ani małe samo ze siebie, tylko w porównaniu z czymś innym.
                          > 600 porcji ciasta. Brzmi mocno.
                          > W tydzień. Setka dziennie. Już mniej wstrząsające.
                          > Ile ciasta schodzi w cukierni, w której raz na parę minut ktoś kupuje dwie porc
                          > je, raz na godzinę dziesięć, a raz lub dwa razy na dzień ktoś zamawia większy n
                          > abój?
                          >


                          Ale widzisz różnicę między przygotowywaniem tygodniowo iluś tam porcji ciasta tygodniowo (czyli robienie tego na bieżąco, co dzień po trochu) a zrobieniem tego na jedno zamówienie plus produkcja codzienna, na bieżące zapotrzebowanie cukierni, która wszak musi normalnie działać?

                          Oraz, jedna blacha ciasta waży plus minus 3 kg. Jeden pączek 60 g. Jedna drożdżówka to ok. 100 g. Naprawdę mydlisz że malomiasteczkowa cukiernia z dwuosobową obsadą robi i sprzedaje dziennie 20 blach ciasta, 200 drożdżówek i 500 pączków? Bo ja wątpię.
                        • ako17 Re: 60 kg to brzmi dumnie 24.01.25, 21:56
                          a_weasley napisał:

                          > Nie upieram się, że cukiernia opisana jako mała podołałaby takiemu zamówieniu,
                          > ale nie wydaje mi się to aż takim Kosmosem.
                          >
                          > Bupu napisała:
                          >
                          > > Przeciętnie jako porcję przyjmuje się 100-150 g ciasta (niedowierzający m
                          > ogą sp
                          > > rawdzić to via google). Zatem każdego z ciast (z tortem włącznie) potrzeb
                          > a po,
                          > > przyjmując niższą z tych wartości, po circa dziesięć kilo. Sześćdziesiąt
                          > kilo c
                          > > iast. W tydzień. W malutkiej cukierence.
                          tu nadal nie chodzi o tydzień jako "czasokres", tylko o możliwości przechowawcze tych upieczonych wcześniej.
                          >
                          > Nic nie jest duże ani małe samo ze siebie, tylko w porównaniu z czymś innym.
                          > 600 porcji ciasta. Brzmi mocno.
                          > W tydzień. Setka dziennie. Już mniej wstrząsające.
                          Które z ciast, wymienionych na weselu, nadawały się do przechowywania przez tydzień?

                          > Ile ciasta schodzi w cukierni, w której raz na parę minut ktoś kupuje dwie porc
                          > je, raz na godzinę dziesięć, a raz lub dwa razy na dzień ktoś zamawia większy n
                          > abój?
                          >
                          to był naprawdę duży, jednorazowy nabój.
                          I, biorąc pod uwagę skład tych ciast (to nie były ciasta "suche", które gdzieś tam mogą sobie poleżeć) - musiały być pieczone najpóźniej 2-3 dni przed podaniem i przechowywane później w chłodni, bo mają nadzienie psujące się.
                          Może i dałoby się to zrobić (ale sam tort musiałby być robiony najpóźniej dzień przed weselem), gdyby Wisienka dysponowała naprawdę dużą chłodnią.
                          • a_weasley Re: 60 kg to brzmi dumnie 24.01.25, 22:10
                            ako17 napisała:

                            > > W tydzień. Setka dziennie. Już mniej wstrząsające.
                            > Które z ciast, wymienionych na weselu, nadawały się do przechowywania przez tydzień?

                            Na przechowywaniu ciast mało się znam, ale nie pamiętam ciasta, które upieczone (lub zgoła kupione, przecież niekoniecznie prosto z pieca) w przeddzień Wigilii straciłoby swoje walory przez Święta. Zwracam uwagę, że chodzi o tydzień roboczy, a nie kalendarzowy, bo zamówienie złożono w poniedziałek, a impreza była w sobotę.

                            > Może i dałoby się to zrobić (ale sam tort musiałby być robiony najpóźniej dzień
                            > przed weselem), gdyby Wisienka dysponowała naprawdę dużą chłodnią.

                            Nie wiem, co uważasz za dużą chłodnię - Bupu doliczyła się 60 kg wypieków, co nawiasem mówiąc czyniło 60 deka ciasta na łeb - ale nie musiała dysponować stale, mogła przechować w czyjejś za drobną opłatą, nie sądzę, żeby to nie było praktykowane.
                            • przymrozki Re: 60 kg to brzmi dumnie 25.01.25, 20:17
                              a_weasley napisał:

                              > Na przechowywaniu ciast mało się znam, ale nie pamiętam ciasta, które upieczone
                              > (lub zgoła kupione, przecież niekoniecznie prosto z pieca) w przeddzień Wigili
                              > i straciłoby swoje walory przez Święta. Zwracam uwagę, że chodzi o tydzień robo
                              > czy, a nie kalendarzowy, bo zamówienie złożono w poniedziałek, a impreza była w
                              > sobotę.

                              No to już zależy od ciasta. Są takie, którym przechowywanie przez tydzień nie zaszkodzi - stąd na przykład taka popularność na weselnych stołach ciast przekładanych budyniem. Ale Wisienka napiekła tortów z bitą śmietaną i świeżymi owocami leśnymi (i jedno i drugie szybko oddaje się rozkładowi) czy tarty serowo-wiśniowe (tutaj nie trzeba się znać na przechowywaniu ciast, wiadomo, jaki odporny na upał jest ser).

                              > Nie wiem, co uważasz za dużą chłodnię - Bupu doliczyła się 60 kg wypieków, co n
                              > awiasem mówiąc czyniło 60 deka ciasta na łeb - ale nie musiała dysponować stale
                              > , mogła przechować w czyjejś za drobną opłatą, nie sądzę, żeby to nie było prak
                              > tykowane.

                              Opłata nie mogłaby być drobna, bo to musiałoby być miejsce świadczące usługi przechowywania żywności, a nie magazyn na śrubki lub piwnica szwagra. A rzecz się działa może nie w szczycie, ale jeszcze w sezonie ślubnym.
                  • a_weasley Re: Jozwesele 24.01.25, 16:56
                    bupu napisała:

                    > Ale zamówiłeś po prostu tort, czy tort weselny? Bo to pewna różnica.

                    Nic nie zamówiłem, mojej córce nie tak zaraz czas za mąż. Zapytałem o tort weselny, najpierw czy na przyszłą sobotę, potem czy dałoby się zrobić, gdybym się namyślił aż w poniedziałek, a potem wyjaśniłem, w czym rzecz.
                    • kocynder Re: Jozwesele 24.01.25, 17:06
                      A z ciekawości: jaka to cukiernia? Bo jeśli duża sieciówka to jeszcze. Chyba każde duże miasto ma takie "multipleksy cukiernicze". Ale tu malutka cukierenka, mająca DWIE osoby personelu, przyjmuje ad hoc zamówienie na trzypiętrowy tort weselny, ze śmietaną i owocami, prócz tego na torciki, rożki, roladę, tarty, ciasto drożdżowe... No nie, nie przejdzie. Zwłaszcza, że "Wisienki" na ten czas nie zamknięto, tylko te zwały ciast produkowano OPRÓCZ normalnego obrotu.
                      I, faktycznie, ton masz bardzo niefajny.
                      • a_weasley Re: Jozwesele 24.01.25, 18:38
                        kocynder napisała:

                        > A z ciekawości: jaka to cukiernia?

                        Olczak i Syn, Warszawa, Solec 50.

                        > Bo jeśli duża sieciówka to jeszcze. Chyba każde duże miasto ma takie "multipleksy cukiernicze".

                        Multipleksem bym tego nie nazwał, taka sobie cukiernia na trzy czy cztery stoliki, bardziej funkcjonująca jak sklep niż gastro. Na sieciówkę trzy nieduże obiekty to też trochę mało. A Bupu ograniczeń nie stawiała, miała być strona "dowolnej cukierni".

                        > Zwłaszcza, że "Wisienki" na ten czas nie zamknięto, tylko te zwały ciast produkowano
                        > OPRÓCZ normalnego obrotu.

                        Ja się nie upieram, że to wszystko było technicznie wykonalne. Autorce różne rzeczy się w wyobraźni mieściły, ja się na przykład mało znam na cukiernictwie, ale coś tam wiem o eksploatacji pojazdów mechanicznych i trochę się tu na jej pomysły w tej dziedzinie wydziczałem.
                        Z drugiej atoli strony nie przypuszczam, żeby cukiernia cały czas pracowała pełną parą, bez wolnych mocy przerobowych. Jak wspominałem, w tej branży są sezonowe spiętrzenia i jakoś dają radę.

                        > I, faktycznie, ton masz bardzo niefajny.

                        I faktycznie przesadziłem.
                        Jako okoliczność łagodzącą przytaczam, że o ile z terminami mogłem rzecz łatwo sprawdzić, o tyle w sprawie całej reszty, tych blach i pieców, mogę wierzyć na słowo albo nie.
                        W dramat z zaopatrzeniem w składniki nie wierzę dalej.
                        • kocynder Re: Jozwesele 24.01.25, 20:17
                          "Na sieciówkę trzy nieduże obiekty to też trochę mało"
                          Na sieciówkę mało, ale jednak... Cztery punkty sprzedażowo - kawiarniane, plus pracownia zatrudniająca na stałe 30 osób przy samej produkcji zestawiłeś z malutką cukierenką mającą CAŁEGO PERSONELU dwie osoby... I tak, to JEST róznica w możliwościach!

                          "w tej branży są sezonowe spiętrzenia i jakoś dają radę."
                          Owszem. Zazwyczaj w małych cukierniach ciasta "na okazję" trzeba po prostu zamawiać wcześniej. Często dużo wcześniej. Obrazowo: w "mojej" okolicy sa dwie małe cukiernie i dwie duże (jedna sieć zbliżona do tej wspomnianej przez ciebie, druga - ogólnopolska). Przed świętami, w "multipleksie" trzeba było się "zapisać" na 3 dni wcześniej na wybrane ciacha (nie, to nie znaczy, że te ciasta ekspedientki wyjmowały "z lady", to znaczy że właśnie multipleks potrzebował tych trzech dni na wypiek i doręczenie do wybranego punktu wybranych ciast). W "mini-sieci" chcięli mieć tydzień - widocznie tyle czasu było im potrzebne, na "przemielenie" i realizację zamówienia. W malutkiej cukierni - zamówienie na ciasta świąteczne trzeba było złożyć na co najmniej 3 tygodnie wcześniej. I wierzę, że Olczak i Syn mogą dostarczyć tort weselny w tydzień - bo NIE SĄ malutką, dwuosobową firemką, a dużym przedsiębiorstwem zatrudniającym kilkadziesiąt osób! U MM problemem nie jest absolutna niemożnośc dostarczenia takiego zamówienia, bo czemu nie, ale niemożnośc zrealizowania go przez taką firmę i w takim zakresie. Gdyby MM napisała, że Teresa załatwiła po znajomości obsługę cukierniczą przez Hannę Piskorską - ok. Ale nie maluteńki punkcik, mający dwie osoby obsługi...
                          • a_weasley Re: Jozwesele 24.01.25, 21:44
                            kocynder napisała:

                            > Cztery punkty sprzedażowo - kawiarniane, plus pracownia zatrudniająca
                            > na stałe 30 osób przy samej produkcji zestawiłeś z malutką cukierenką
                            > mającą CAŁEGO PERSONELU dwie osoby...

                            No nie, bo tutaj punktem wyjścia było twierdzenie, że tort weselny trzeba zamawiać na dwa miesiące naprzód w dowolnej cukierni, bez warunków brzegowych.

                            > W "mini-sieci" chcięli mieć tydzień - widocznie tyle czasu było im potrzebne,

                            Nic nie chcieli, zapytałem o taki termin, bo taki był przedmiotem dyskusji - w książce tort w poniedziałek zamówiono tort na najbliższą sobotę. Nie pytałem, jaki jest termin graniczny i czy na przykład wyrobiliby się, gdybym we środę wieczorem zadzwonił, że umówiona cukiernia nawaliła, a ślub w sobotę.
                    • przymrozki Re: Jozwesele 24.01.25, 17:57
                      a_weasley napisał:

                      > Zapytałem o tort wese
                      > lny, najpierw czy na przyszłą sobotę, potem czy dałoby się zrobić, gdybym się n
                      > amyślił aż w poniedziałek, a potem wyjaśniłem, w czym rzecz.

                      Tort weselny na sto osób, z bitą śmietaną i świeżymi owocami, w małej, rodzinnej cukierni plus słodycze w szerokim wyborze na tę samą imprezę?

                      Bo że jakiś tort można kupić, nawet z marszu, to wiadomo. Sama znam cukiernię, w której mogłabym kupić teraz kupić tort na 12 osób, a jeżeli nie kręciłabym nosem na akurat ten smak, który mają, to może nawet 20. Ale tu mówimy o zupełnie innej usłudze.
                      • minerwamcg Re: Jozwesele 24.01.25, 18:33
                        A kto ich tam wie, może Wisienka wywaliła na Józkowe wesele cały asortyment, wysprzątała półki do zera, a do rachunku doliczyła dwudniowy utarg :) Bo ze dwa dni by trzeba, żeby pi razy oko odnowić zapasy.
                        Nie rozumiem za to innej rzeczy - po co w fabule było potrzebne robienie tego wszystkiego tak na ostatnią chwilę? Nie można było napisać, że Teresa ogarnęła katering i ciasta zdalnie, przelewem, telefonicznie i mailowo, a za to ciut wcześniej?
                        • a_weasley Re: Jozwesele 24.01.25, 19:16
                          minerwamcg napisała:

                          > A kto ich tam wie, może Wisienka wywaliła na Józkowe wesele cały asortyment, wy
                          > sprzątała półki do zera, a do rachunku doliczyła dwudniowy utarg :) Bo ze dwa d
                          > ni by trzeba, żeby pi razy oko odnowić zapasy.

                          U łe. I tak się obłowili.

                          > Nie rozumiem za to innej rzeczy - po co w fabule było potrzebne robienie tego w
                          > szystkiego tak na ostatnią chwilę? Nie można było napisać, że Teresa ogarnęła k
                          > atering i ciasta zdalnie, przelewem, telefonicznie i mailowo, a za to ciut wcześniej?

                          Taka rodzinna tradycja. Zupełnie nie koresponduje z moją znajomością tej części kraju, ale nie róbmy z tego zagadnienia.
                      • a_weasley Re: Jozwesele 24.01.25, 18:40
                        przymrozki napisała:


                        > Tort weselny na sto osób, z bitą śmietaną i świeżymi owocami,

                        Była mowa o torcie weselnym i dowolnej cukierni, to poszedłem do najbliższej cukierni i pytałem o tort weselny i reakcja na pytanie była, że jak najbardziej jest do zrobienia, tylko trzeba dogadać szczegóły tego tortu.
      • kocynder Re: Jozwesele 23.01.25, 21:01
        "I dlaczego zbijają te stoły dopiero w przeddzień wesela, na litość? Dobrze, że pogrzebów nie organizuje się samodzielnie, bo nie chcę sobie wyobrażać jak by to wyglądało w wykonaniu Borejkow..."
        Tak mię się skojarzyło, proszę dobrodziki... Ponieważ w "Dewajtis " Rodziewiczówna była opisała ściepę na pogorzelca Marka co MM zerżnęła idiotycznie ściepę na Nowakową do chrobotowrj czapki rękoma Wikty organizowaną opisując... W tymże "Dewajtis" jest li scena, jak Marek szykuje trumnę dla Łukasza - i tak to też widzę, że MM by rękoma Dobrego konstruowała tę domowinę ostatnią, Milicja by szyła z śnieżnego płótna poduszkę...
      • a_weasley Sztucznych problemów ciąg dalszy 24.01.25, 21:36
        Bupu napisała:

        > skąd u licha wytrzasneli oni pokaźną ilość oheblowanych desek i belek.

        Jeżeli pomyśleli o optymalizacji kosztów, to z którejś z licznie wokół Poznania istniejących hurtowni drewna, a jeśli nie, to z Castoramy. Dwa kubiki desek półcalowych wystarczyłyby aż nadto.

        > Kto to przywiózł?

        (zakładając, że nie sprzedający, a właściwie dlaczego nie?)

        > Bo nie Chrobot mercedesem vito,

        Ja bym do tego Chrobota nie angażował, jednakowoż wcale nie dlatego, że

        > na długość by mu ten towar nie wszedł

        bo niby dlaczego, zakładając deski 3m nawet - ładunek ma prawo trochę wystawać - tylko dlatego, że ja bym w ogóle Chrobotowi nie powierzył ładunku cenniejszego i wrażliwszego niż obornik, ale to ja. Ida powierzyła mu holowanie samochodu do warsztatu wedle jego wyboru, nad czym się już pastwiłem.
        Jeśli nawet kupili loco hurtownia, a nie wchodził z jakichś powodów w grę busik Florka (bo że go miał, to wiemy), to dwa kubiki drewna można przywieźć przyczepą zaprzężoną w mocniejszą osobówkę czy suva. A gdyby nikt we wsi nie miał odpowiedniej przyczepy do pożyczenia, co nie wydaje mi się prawdopodobne, to najęcie przyczepy nie jest problemem żadnym i nie wymaga wcześniejszej rezerwacji.
        Natomiast nie mam pojęcia, ile by zajęło wykonanie tych stołów.
        • a_weasley Mała korekta 24.01.25, 21:57
          a_weasley napisał:

          > Dwa kubiki desek półcalowych wystarczyłyby aż nadto.

          bo zapomniał, że stół ma dwie strony, więc jeśliby chcieli sadzać gości po obu stronach, to i jeden by pewnie wystarczył.
    • a_weasley Jaka przesłanka, taki wniosek 23.01.25, 19:49
      bupu napisała:

      > Już wiem czemu Józwesele było bezalkoholowe. Olsniło mnie!
      >
      > Kto zgodnie z tradycją zapewnia napoje wyskokowe na weselu? Rodzina pana młodego.
      : A jeśli wesele jest bezalkoholowe, to Borejki zapewniają sobie wielką bibę za zero złotych.

      i wyciągnęła z tego logiczny wniosek, że

      > Cwaniutkie pasożyciki z tych Borejkow.

      Wniosek byłby uprawniony, gdyby przyjąć, że przy weselach bezalkoholowych, których tradycja nie przewidywała w ogóle, stosuje się dosłownie tradycyjny podział.
      Podstaw do takiego założenia brak i tym sposobem cały wywód można spisać ładnym pismem, kartkę zmiąć w kulkę i dać kotu, niech zwierzątko ma chwilą frajdy.
      • tt-tka Re: Jaka przesłanka, taki wniosek 23.01.25, 21:07
        Niestetyz - WSZYSTKO, co jest na stolach, zamawialy i oplacaly babcie i Teresa. Strona panny mlodej. Goscie borejkow i same borejki jadly i pily nie dokladajac do tego ani gronia.
      • bupu Re: Jaka przesłanka, taki wniosek 23.01.25, 22:13
        a_weasley napisał:

        > bupu napisała:
        >
        > > Już wiem czemu Józwesele było bezalkoholowe. Olsniło mnie!
        > >
        > > Kto zgodnie z tradycją zapewnia napoje wyskokowe na weselu? Rodzina pana
        > młodego.
        > : A jeśli wesele jest bezalkoholowe, to Borejki zapewniają sobie wielką bibę za
        > zero złotych.
        >
        > i wyciągnęła z tego logiczny wniosek, że
        >
        > > Cwaniutkie pasożyciki z tych Borejkow.
        >
        > Wniosek byłby uprawniony, gdyby przyjąć, że przy weselach bezalkoholowych, któr
        > ych tradycja nie przewidywała w ogóle, stosuje się dosłownie tradycyjny podział

        Ależ w tym konkretnym wypadku najwyraźniej się stosuje! Za katering, kelnerki, zastawę tort i ciasta płaci Teresa. Za chleby, pasztety i szynki. A Borejkowie płacą za...? Przypomnij mi? Za łąkę przed domem Rumiankow?


        > Podstaw do takiego założenia brak

        W całej obfitej korespondencji okołoweselnej między Pulpą a Idą nie ma najmniejszej wzmianeczki, żeby Borejkowie za cokolwiek zaplacili. Nawet za drewno na stoły i płótno na obrusy. Ani jednego bąkniecia, nawet gdy nie było wiadomo jeszcze skąd cały furaż wziąć. Chociaż nie, ktoś coś o kateringu brzdeknął, a Ida propozycje z miejsca odstrzeliła bo katering na pewno da majonez. Po czym majonez przestał być problemem gdy za katering zapłacił kto inny.

        Poza tym generalnie wkład rodziny pana młodego jest minimalny, delikatnie mówiąc. Pulpa załatwiła ławki z kaplicy, przywiozła je z Florianem, który pomógł zbijać stoły. Ida ograniczyła się do dramatycznych maili. Tyle.

        Lista gości natomiast zapchana jest po wręby i dziurki w nosie znajomymi matki pana młodego i jej starszej siostry. Bo wybacz, Zeromscy, Bittnerowie, Ogorzalkowie, Kordiałkowie, czy Hajdukowie to nie są kumple Jozefa ani Doroty, tylko Gaby i Idy. Doktor Kowalik to jest zawodowy mentor Idy. A, no i jeszcze Lonia, przyjaciółka z dzieciństwa babci pana młodego. Wygląda na to, że Borejkowie załatwili sobie zjazd kumpli po latach, za pieniądze Rumiankow.

        No chyba że się mylę i rodzina pana młodego jednak za coś zapłaciła, nie wiem, łapówkę płanetnikom, żeby nie padalo...?
        • ako17 Re: Jaka przesłanka, taki wniosek 24.01.25, 08:33
          bupu napisała:


          Chociaż nie, ktoś coś o kateringu brzdeknął, a Ida pr
          > opozycje z miejsca odstrzeliła bo katering na pewno da majonez. Po czym majonez
          > przestał być problemem gdy za katering zapłacił kto inny.

          No i to jest podsumowanie całej organizacji tego wesela.
        • przymrozki Re: Jaka przesłanka, taki wniosek 24.01.25, 10:27
          bupu napisała:

          > Bo wybacz, Zeromscy, Bittnerowie, Ogorzalk
          > owie, Kordiałkowie, czy Hajdukowie to nie są kumple Jozefa ani Doroty, tylko Ga
          > by i Idy.

          No tak gwoli ścisłości, to nawet to nie do końca. To znaczy Ogorzałkowie tak, oni tak, ale reszta ma jeszcze bardziej pokrętne relacje z panem młodym.

          Żeromscy to wuj i ciotka Floriana, nawet nie bardzo wiadomo, czy oni się znali osobiście z Borejkami. Ich córka, Cesia, to dawna koleżanka z klasy Gaby, owszem, ale jej relacje z Gabą były raczej luźne, by nie rzec non existens. Mąż Cesi, Hajduk, jest jakimś tam kolegą Grzegorza, ale też bez szału, jeżeli chodzi o bliskość relacji. Pogadają sobie czasem, gdy spotkają się przypadkiem podczas jakiejś śnieżycy, ale to tyle. Od pozostałych setek znajomych z dawnych lat Borejkówien różni ich tylko to, że byli bohaterami książek MM.

          A teraz najciekawsze - Beata jest dawną koleżanką z klasy Natalii, ale nawet wtedy znały się raczej z widzenia niż kolegowały, a Damazy jest szefem Natalii i Adama, ale wiemy na pewno, że nie jest w żadnym bliskim kręgu towarzyskim Borejków. Kiedy ma "załatwić" Mili i Karolkowi miejsce w szkole, Gaba prosi, by w tej sprawie wstawił się za porzuconymi dziećmi Adam.
          • tt-tka Re: Jaka przesłanka, taki wniosek 24.01.25, 11:23
            E, Zeromscy to Aniella, Bernard i ich synowie... z ktorej strony oni sa wujem czy ciotka Floriana ?
            Tak teraz dumam, kogo mialas na mysli...
            • bupu Re: Jaka przesłanka, taki wniosek 24.01.25, 14:45
              tt-tka napisała:

              > E, Zeromscy to Aniella, Bernard i ich synowie... z ktorej strony oni sa wujem c
              > zy ciotka Floriana ?
              > Tak teraz dumam, kogo mialas na mysli...
              >


              Żaków, I presume.
          • bupu Re: Jaka przesłanka, taki wniosek 24.01.25, 14:44
            przymrozki napisała:

            > bupu napisała:
            >
            > > Bo wybacz, Zeromscy, Bittnerowie, Ogorzalk
            > > owie, Kordiałkowie, czy Hajdukowie to nie są kumple Jozefa ani Doroty, ty
            > lko Ga
            > > by i Idy.
            >
            > No tak gwoli ścisłości, to nawet to nie do końca. To znaczy Ogorzałkowie tak, o
            > ni tak, ale reszta ma jeszcze bardziej pokrętne relacje z panem młodym.
            >
            > Żeromscy to wuj i ciotka Floriana, nawet nie bardzo wiadomo, czy oni się znali
            > osobiście z Borejkami.

            Pomyliłaś Żeromskich z Żakami. Żeromscy to Aniela z domu Kowalik, dawna członkini ESD i mąż jej Bernard.

            Ich córka, Cesia, to dawna koleżanka z klasy Gaby, owsze
            > m, ale jej relacje z Gabą były raczej luźne, by nie rzec non existens. Mąż Cesi
            > , Hajduk, jest jakimś tam kolegą Grzegorza, ale też bez szału, jeżeli chodzi o
            > bliskość relacji.

            Na Bogów, Hajduk to kolega Gaby z tej samej licealnej klasy.

            >
            > A teraz najciekawsze - Beata jest dawną koleżanką z klasy Natalii, ale nawet wt
            > edy znały się raczej z widzenia niż kolegowały, a Damazy jest szefem Natalii

            A w życiu. Kordiałek dyrektoruje w podstawówce, Nutria uczy w liceum.

            i
            > Adama, ale wiemy na pewno, że nie jest w żadnym bliskim kręgu towarzyskim Borej
            > ków. Kiedy ma "załatwić" Mili i Karolkowi miejsce w szkole, Gaba prosi, by w te
            > j sprawie wstawił się za porzuconymi dziećmi Adam.

            Nie. Gaba prosi o to przede wszystkim Nutrie, dodając na końcu "może niech Adam też poprosi".
            • przymrozki Re: Jaka przesłanka, taki wniosek 24.01.25, 17:52
              bupu napisała:

              > Pomyliłaś Żeromskich z Żakami. Żeromscy to Aniela z domu Kowalik, dawna członki
              > ni ESD i mąż jej Bernard.

              Mea culpa.

              > Na Bogów, Hajduk to kolega Gaby z tej samej licealnej klasy.

              Tak, ale taki kolega, jakim Beata była dla Natalii. Jeżeli każda Borejkówna chodziła do podstawówki i liceum, a potem jeszcze na studia, to takich znajomych Borejkówny musiały mieć z tysiąc.

              > A w życiu. Kordiałek dyrektoruje w podstawówce, Nutria uczy w liceum.

              Z Nutrią nie wiadomo, bo powierza się jej, we współpracy z Adamem, zapisanie dzieci do szkoły. Gaba musiała z jakiegoś powodu uznać, że ze wszystkich sióstr to podanie Natalii będzie miało największą siłę przebicia.
              • mircja Re: Jaka przesłanka, taki wniosek 24.01.25, 18:31
                przymrozki napisała:


                >
                > > Na Bogów, Hajduk to kolega Gaby z tej samej licealnej klasy.
                >
                > Tak, ale taki kolega, jakim Beata była dla Natalii. Jeżeli każda Borejkówna cho
                > dziła do podstawówki i liceum, a potem jeszcze na studia, to takich znajomych B
                > orejkówny musiały mieć z tysiąc.
                >
                Ale to nie był zwykły kolega z klasy, był też razem z Borejkównami w ESD.
                • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Jaka przesłanka, taki wniosek 24.01.25, 19:15
                  mircja napisała:

                  > przymrozki napisała:
                  >
                  >
                  > >
                  > > > Na Bogów, Hajduk to kolega Gaby z tej samej licealnej klasy.
                  > >
                  > > Tak, ale taki kolega, jakim Beata była dla Natalii. Jeżeli każda Borejków
                  > na cho
                  > > dziła do podstawówki i liceum, a potem jeszcze na studia, to takich znajo
                  > mych B
                  > > orejkówny musiały mieć z tysiąc.
                  > >
                  > Ale to nie był zwykły kolega z klasy, był też razem z Borejkównami w ESD.

                  Nie był, dopisano mu to post factum, podobnie jak Cesi.
                  • mircja Re: Jaka przesłanka, taki wniosek 24.01.25, 19:28
                    tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


                    > > Ale to nie był zwykły kolega z klasy, był też razem z Borejkównami w ESD.
                    >
                    > Nie był, dopisano mu to post factum, podobnie jak Cesi.
                    >
                    >
                    A można jakoś uzasadnić, że nie był?
                    • a_weasley Był albo nie był, oto jest pytanie 24.01.25, 19:33
                      mircja napisała:

                      > A można jakoś uzasadnić, że nie był?

                      Fakt, że się nigdzie w tym kontekście nie pojawił (przynajmniej ja sobie nie przypominam), jest w każdym razie mocną poszlaką.
                      • mircja Re: Był albo nie był, oto jest pytanie 24.01.25, 22:04
                        a_weasley napisał:

                        > mircja napisała:
                        >
                        > > A można jakoś uzasadnić, że nie był?
                        >
                        > Fakt, że się nigdzie w tym kontekście nie pojawił (przynajmniej ja sobie nie pr
                        > zypominam), jest w każdym razie mocną poszlaką.
                        >
                        Pojawił się we wspomnieniach o grupie ESD i jej spotkaniach.
                        • a_weasley Re: Był albo nie był, oto jest pytanie 24.01.25, 22:15
                          mircja napisała:

                          >>> A można jakoś uzasadnić, że nie był?

                          >> Fakt, że się nigdzie w tym kontekście nie pojawił (przynajmniej ja sobie nie przypominam),
                          >> jest w każdym razie mocną poszlaką.

                          > Pojawił się we wspomnieniach o grupie ESD i jej spotkaniach.

                          I to właśnie, jeśli dobrze rozumiem, Tajna_kryjowka_Pyziaka nazwała dopisaniem, jako że próżno go szukać w KK czy IS. To znaczy w KK się pojawia, ale jako obiekt westchnień Cesi i pierwszy fizyk w klasie. W Grupie ESD go sobie nie przypominam.
                          • mircja Re: Był albo nie był, oto jest pytanie 24.01.25, 22:21
                            a_weasley napisał:


                            > I to właśnie, jeśli dobrze rozumiem, Tajna_kryjowka_Pyziaka nazwała dopisaniem,
                            > jako że próżno go szukać w KK czy IS. To znaczy w KK się pojawia, ale jako obi
                            > ekt westchnień Cesi i pierwszy fizyk w klasie. W Grupie ESD go sobie nie przypo
                            > minam.
                            >
                            Grupa się rozrastała, kiedy ją ostatni raz widzieliśmy. Nawet Robaczywa Paulinka do niej dołączyła, więc czemu w podobnym czasie nie mogła i Cesia z Hajdukiem?
                            • a_weasley Re: Był albo nie był, oto jest pytanie 24.01.25, 22:47
                              Mircja napisała:

                              > Grupa się rozrastała, kiedy ją ostatni raz widzieliśmy. Nawet Robaczywa Paulinka
                              > do niej dołączyła, więc czemu w podobnym czasie nie mogła i Cesia z Hajdukiem?

                              Bo na przykład właśnie byli po maturze, a nie po podstawówce?
                              Tak czy owak, o Paulince - w odróżnieniu - wiemy, że została przyjęta, równie jak Krzyś, i to by było na tyle, bo zaraz potem się skończyła książka i odtąd po obojgu słuch zaginął i po Grupie ESD też.
                              • mircja Re: Był albo nie był, oto jest pytanie 24.01.25, 23:05
                                a_weasley napisał:


                                >
                                > Bo na przykład właśnie byli po maturze, a nie po podstawówce?
                                A dlaczego mamy zakładać, że Paulinka i Krzyś byli oboje raczej po podstawówce, a nie po maturze? Poza tym nie widzę związku.

                                > Tak czy owak, o Paulince - w odróżnieniu - wiemy, że została przyjęta, równie j
                                > ak Krzyś, i to by było na tyle, bo zaraz potem się skończyła książka i odtąd po
                                > obojgu słuch zaginął i po Grupie ESD też.

                                No bo o wszystkich postaciach słuch zaginął na parę lat, do następnej książki. Ale coś tam się z nimi działo.
                                >
                                • a_weasley Re: Był albo nie był, oto jest pytanie 24.01.25, 23:11
                                  Mircja napisała:

                                  > No bo o wszystkich postaciach słuch zaginął na parę lat, do następnej książki.

                                  A były to bardzo ciekawe lata.

                                  > Ale coś tam się z nimi działo.

                                  I gdyby ktoś chciał napisać fanfikt mieszczący się między IS a OwR, ma duże pole manewru.
                                  Natomiast życiowo prawdopodobny jest raczej uwiąd ESD zaczynający się zaraz po IS niż jej rozwój, a rówieśnicy jej starszych członków, będących równie jak oni właśnie po maturze, raczej znajdowaliby sobie nowe towarzystwo niż zacieśniali więzy z koleżanką z klasy.
    • minerwamcg Re: Jozwesele 24.01.25, 19:26
      No zaraz, jeżeli mówi się o sąsiadach i znajomych ze wsi (tych, którzy ewentualnie mieliby przynieść po krześle), to chyba jacyś byli przewidziani? Igor Bogatka, przypomnijcie, zaproszony był, czy wbił na krzywy ryj?
      • bupu Re: Jozwesele 24.01.25, 20:12
        minerwamcg napisała:

        > No zaraz, jeżeli mówi się o sąsiadach i znajomych ze wsi (tych, którzy ewentual
        > nie mieliby przynieść po krześle), to chyba jacyś byli przewidziani? Igor Bogat
        > ka, przypomnijcie, zaproszony był, czy wbił na krzywy ryj?
        >


        Bogatka wbił na krzywy ryj. Sąsiadów którzy dostarczyli frykasy najwyrazniej nie było, bo brak wzmianki o ich reakcji na komplimenta pod adresem rzeczonych frykasów. Wymienionych imiennie gości Doroty są cztery sztuki, dwie babcie, Teresa i Chrobot. Poza tym nikogo, no, nikogo zaproszonego, bo liczono że pół wsi wlezie po chamsku bez zaproszenia (a po dziś dzień nie ma większego faux pas we wsi jak nieproszonym żreć na imprezie).
        • greta_herbst Re: Jozwesele 03.02.25, 19:52
          > Sąsiadów którzy dostarczyli frykasy najwyrazniej nie było, bo brak wzmianki o ich reakcji na komplimenta pod adresem rzeczonych frykasów.

          Akurat tutaj nie zakładałabym, że to czegoś dowodzi, bo nawet gdyby otwartym tekstem byli, to i tak by MM nie opisywała ich reakcji na komplementy. Jedyne co ważne, to że Borejklan skomplementował, po co komu czas antenowy na jakąś tam reakcję komplementowanych? Reakcja komplementowanych, pełen uwielbienia zachłyst zaszczytem, jest oczywista i opisywać jej nie trzeba :P
      • tt-tka Re: Jozwesele 24.01.25, 21:41
        minerwamcg napisała:

        > No zaraz, jeżeli mówi się o sąsiadach i znajomych ze wsi (tych, którzy ewentual
        > nie mieliby przynieść po krześle), to chyba jacyś byli przewidziani? Igor Bogat
        > ka, przypomnijcie, zaproszony był, czy wbił na krzywy ryj?
        >

        Na krzywy. I zreszta zostal z ubawu wyproszony, choc dopiero wtedy, gdy zaczal rozrabiac. Nb spacyfikowal go dr Kowalik, pan blizej 80-tki niz 70-tki, nie krzepki i meski pan mlody, nie zaden z licznych wujow pana mlodego...

        Tak sobie tych gosci borejkowskich podliczam - samej najblizszej rodziny Jozwy (dziadostwo, ciotki z mezami i ich potomstwo) plus rodzice, Lucja z Tanaka i Ziutek bez Tanaki (az dziwne, ze corki Pulpy byly bez swoich dobiegaczy).
        Ygnac i Milicja 2, Gabon i Grzyb 4, Roza z dziecmi 7, Larwa z Fidelisem (zakladam, ze bez Juleczka) 9, Mamlalia z Rojkiem, synami, pasierbica i jej mezem 15, Pulpa z mezem i corkami 19. Rodzice i rodzenswto mlodego 23, plus swiadek 24.
        Samego borejklanu cwierc setki. A babcia Palysowa ? Dr Kowalik (nawet jesli bez malzonki (co za chamstwo) i bez dzieci ), Ogorzalki, Dambobebony, Zaczki et comp ( czyli Hajduki ze zstepnymi, , Kolodzieje j.w.)), Lonia ? lekka raczka liczac polowa lub wiecej jozwowa...
        • minerwamcg Re: Jozwesele 24.01.25, 22:16
          Większość obecnych tam osób miała mniej więcej taki powód znaleźć się na weselu Józefa Pałysa jak ja na koncercie zespołu Electrocepy, tośmy już sobie ustalili. Dobra, to wróćmy do założenia wyjściowego, że Borejklan oszczędził na alkoholu. Ile oszczędził? Gdyby liczyć po staropolsku, flaszka na ryło (a przecież w towarzystwie byli niepijący, dzieci, starcy etc.), wcale by tego nie było tak dużo. Sto razy dwadzieścia kilka złotych - to są dwa kafle z groszami, niecałe trzy. Ułamek tego, co musiała wydać Teresa, chcąc to całe towarzystwo nakarmić. A to, że połowa zaproszonych gości jest od panny młodej, połowa od pana młodego, to chyba rzecz normalna i spodziewana?
          Jeśli już wymawiamy Borejklanowi skąpstwo, to przyczepmy się, bo jest do czego, do oszczędnościowego prezentu. Używany fiat panda jako prezent ślubny dla syna ordynatora w poznańskim szpitalu? W dodatku jako prezent składkowy od całej licznej rodziny?? Toż tego fiacika Marek mógł wyjąć z kamizelki i jeszcze by mu na duże cukierki zostało.
          • a_weasley Panda 24.01.25, 22:22
            minerwamcg napisała:

            > Jeśli już wymawiamy Borejklanowi skąpstwo, to przyczepmy się, bo jest do czego,
            > do oszczędnościowego prezentu. Używany fiat panda jako prezent ślubny dla syna
            > ordynatora w poznańskim szpitalu? W dodatku jako prezent składkowy od całej li
            > cznej rodziny?? Toż tego fiacika Marek mógł wyjąć z kamizelki i jeszcze by mu n
            > a duże cukierki zostało.

            Jeśli kto się chce czepiać, niech się czepia, jeno proponowałbym w wątku, w którym ten temat był omawiany, po co dublować?
            forum.gazeta.pl/forum/w,25788,165728943,165728943,Zgryzotka_samochody.html#p165761771
          • bupu Re: Jozwesele 24.01.25, 23:10
            minerwamcg napisała:

            > Większość obecnych tam osób miała mniej więcej taki powód znaleźć się na weselu
            > Józefa Pałysa jak ja na koncercie zespołu Electrocepy, tośmy już sobie ustalil
            > i. Dobra, to wróćmy do założenia wyjściowego, że Borejklan oszczędził na alkoho
            > lu. Ile oszczędził? Gdyby liczyć po staropolsku, flaszka na ryło (a przecież w
            > towarzystwie byli niepijący, dzieci, starcy etc.), wcale by tego nie było tak d
            > użo. Sto razy dwadzieścia kilka złotych - to są dwa kafle z groszami, niecałe t
            > rzy. Ułamek tego, co musiała wydać Teresa, chcąc to całe towarzystwo nakarmić.

            Nie chodzi o to czy i ile oszczędzili, tylko o to że ich wkład finansowy w imprezę wyniósł dokładnie zero.


            > A to, że połowa zaproszonych gości jest od panny młodej, połowa od pana młodego
            > , to chyba rzecz normalna i spodziewana?


            Jaka połowa? Cztery od Doroty, czterdzieści od Borejkow to dwie połowy? Trochę nierówne...
            • minerwamcg Re: Jozwesele 24.01.25, 23:31
              Na weselu było sto osób. Jeśli od Józka pięćdziesiąt i to była połowa, to reszta "spadla z oblakov"? I kto mianowicie miałby przynosić ze sobą te krzesła, rodzina i znajomi z Poznania? Oczywiście, że zaproszono jeszcze pół wsi, musiało być miejsko-wiejskie wesele jak w "Weselu", MM nie darowałaby sobie takiej analogii.
              • bupu Re: Jozwesele 25.01.25, 10:56
                minerwamcg napisała:

                > Na weselu było sto osób. Jeśli od Józka pięćdziesiąt i to była połowa, to reszt
                > a "spadla z oblakov"?

                Zaproszonych wedle Idy było 68 sztuk, cała reszta, którą też uwzględniono przy planowaniu wesela, przyszła na krzywy ryj.

                Z tych 68 osób koło czterdziestki stanowią goście pana młodego wymienieni w tekście z imienia, ich małżonkowie i progenitura. Litościwie założyłam, że Hajdukowie, w przeciwieństwie do Żeromskich, swych dorosłych dzieci na imprezę nie przywlekli, a wnuki Celestyna demonstrowała na zdjęciach. Gdybym dorzuciła jeszcze i młodsze generacje Hajduków, liczba gości po stronie Pałysa doszłaby w okolice sześćdziesiątki (Hajduki miały czworo dziatek i więcej wnuków niż Mila, która miała ich dziesiątkę). Podejrzenie, że Cesia przyprowadziła zstępnych w dwóch pokoleniach zupełnie nieuprawnione nie jest, patrz dwaj dorośli synowie Żeromskich, dla których państwo młodzi są praktycznie obcy.

                W każdym razie nijak nie chce wychodzić po połowie gości dla każdej ze stron.
              • tt-tka Re: Jozwesele 25.01.25, 11:38
                minerwamcg napisała:

                > ? Oczywiście, że zaproszono jeszcze pół wsi,


                oczywiscie, ze nie, bo babcie uprzedzaly, ze wies wbije niezaproszona (nb zwyczaj nieznany i niepraktykowany)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka