papryczka11
30.05.25, 23:51
Hej!
Dzisiaj, czytając Wasze poprzednie wątki, dotarło do mnie, że w Jeżycjadzie wszystko się robi... samo. A jeśli ktoś na coś pracuje, to jest przedstawiany (zazwyczaj) negatywnie.
Zaczynając od urody. Dorota jest śliczna, bo myje twarz li i jedynie mydłem. Laura i Ida, które się malują, już są obśmiewane. Tak samo malująca paznokcie Ania. Kobiety dbające o linię od strony wewnętrznej (Ida) i zewnętrznej (kobiety chodzące na zumbę) to również zło. U Róży odchudzanie było ukazane jako nastoletnia fanaberia. Przekaz na moje oko jest taki, że masz być piękna bez wysiłku.
To samo jest z talentami. Ta Nutria grająca na gitarze jest całkiem z odwłoku. Podobnie jak śpiewająca i grająca na pianinie Laura. Przecież talent to jedno - skill wymaga godzin szlifowania!
Kariery też się biorą nie wiadomo skąd. Milicja zostaje znanym dramaturgiem, choć nigdy nie widzimy jej ćwiczącej pisanie. Tłumaczy z francuskiego. Widzieliśmy ją kiedyś uczącą się języków? Gaba też nie pisze po nocach artykułów, by mieć punkty, a jakoś się na uczelni trzyma. Tylko Fryderyk rzeczywiście się uczy, uczy i uczy, przez co ma bardzo napięty grafik. Co jest ukazane jako coś złego.
Wychowania dzieci też nie ma. Dzieci się wychowują same. Znowu - bez wysiłku rodziców. Rozmawia się tylko z Laurą, bo jest "problematyczna". A inne dzieci? Wiem, że uczymy się głównie przez obserwację, ale nie ma ani słowa o rodzicach, którzy dzieciom pomagają, wspierają, coś wyjaśniają. Zero wysiłku. Rodzisz dziecko, odchowujesz na todlera, a potem puszczasz luzem między członków rodziny, żeby się odbijało od nich jak kula bilardowa od ścian.
Rozwijając temat rozmów. Zamiast nich mamy komunikowanie się wzorkiem lub telepatię. Nie musisz się starać komuś wyjaśniać swojego puntu widzenia, bo spojrzałeś i oni już wiedzą. Nawet rozumienie siebie nawzajem przychodzi bezwysiłkowo.
Tam wszystkie pozytywne postaci są piękne, mądre, zdolne i pełne sukcesów, choć NIKT NIC NIE ROBI! Tylko siedzą w kuchni i żrą. Mocno przypomina mi to TBBT, gdzie postaci, pracujące na uczelni, całymi dniami grały w gry, oglądały seriale i siedziały w sklepie z komiksami. Rozumiem, że pokazywanie odbiorcy jak gość czyta książkę od fizyki nie jest potrzebne w serialu i nie oczekuję, by to pokazywano. Ale mówię, że oni nie mają prawa znać doskonale tylu franczyz, jednocześnie być genialnymi naukowcami oraz przesiadywać u siebie nawzajem godzinami jak grupa nastolatków. Ich doba jest przecież ograniczona! Tylko o ile tam to jest głupota widzów wykorzystana do bólu przez twórców, tak w Jeżycjadzie to jest raczej niechęć autorki... sama nie wiem, czego. Osób, które coś muszą robić, by osiągać cele? Dziwne to jest