Dodaj do ulubionych

O kupcach...

05.10.06, 23:43
Skończyłam właśnie lekturę "Emmy" i coś mi się nie zgadza. Kim właściwie był
ojciec Harriet? Z kontekstu wynika, że kimś zdecydowanie "nie z tej sfery". W
tłumaczeniu jest "kupcem", i nie jestem 100% pewna, czy to jest faktycznie
poprawny przekład oryginalnego "tradesman" (który we współczesnym angielskim
może oznaczać zarówno kupca, jak i wykwalifikowanego rzemieślnika).
Ostatecznie, liczne postacie Austen miały kupca za ojca (rodzeństwo Bingley,
na przykład), i jak najbardziej uchodziły za "dżentelmenów". Zaczynam
podejrzewać, że Harriet była jednak nieślubną córką zamożnego rzemieślnika
(powiedzmy, wytwórcy fortepianów).

I jak to było właściwie z pozycją społeczną kupców (zamożnych) w czasach
Regencji? Wie ktoś dokładnie?
Obserwuj wątek
    • nchyb Re: O kupcach... 06.10.06, 17:49
      hm, ale z kupcami różnie bywało, przypomnij sobie Wokulskiego, toż to tylko
      kupczyk dla Belli był... nie ta sfera, niezależnie od pieniędzy...
      co innego dżentelmen zajmujący się handlem, a co innego kupiec z gminu i
      pospólstwa...
    • mdro Re: O kupcach... 06.10.06, 21:33
      Kupiec zapewne kupcowi nierówny, istotnie zależy chyba, z jakich sfer sam
      pochodził. W DiU np. jest mowa o miłostkach Wickhama z kupieckimi córkami
      (fakt, z niewielkiego miasteczka), potraktowanymi przez otoczenie dość lekko -
      wyglądało na to, że bardziej naganne było to, że w ogóle takie kontakty miał.
      Co prawda w "Emmie" jest mowa o zamożnym kupcu. Druga sprawa - czy
      przypadkiem "nie ta sfera" nie dotyczyła bardziej samej Harriet? Że bycie
      nieślubną córką arystokraty czy bogatego dżentelmena jeszcze by uszło (a nawet
      mogło być romantyczne), to w przypadku zwykłego kupca jej towarzyskie notowania
      wyraźnie spadały?
      To oczywiście tylko gdybania, swoją wiedzę na temat stosunków socjalnych
      czerpię bardziej z Austen niż czegoś innego.

      A tak w ogóle to mam wrażenie, że w "Emmie" są opisywane sfery ciut niższe niż
      w innych powieściach Austen. Nie chodzi mi tu nawet o Darcych, Bertramów czy
      Elliotów, ale styl życia najbogatszych osób w "Emmie" znacznie odbiega od
      Bennetów, Bingleyów czy otoczenia pań Dashwood. Organizacja balu jest
      niespotykanym wydarzeniem, praktycznie nikt nie ma powozu...

      "Lalka" chyba nie jest dobrym przykładem. Późniejsze czasy i inne
      społeczeństwo, poza tym były to głównie fochy panny Izabelli, a dalej - problem
      dotyczył bardziej posiadania sklepu niż samego zajmowania się handlem.
      Fabrykant czy "handlowiec" ze szlacheckim nazwiskiem był już raczej bez
      problemów akceptowany towarzysko.
      • paszczakowna1 Re: O kupcach... 06.10.06, 23:26
        Sprawdziłam w oryginale miłostki Wickhama - to też były córki 'tradesmen'. I
        rozwiązałam zagadkę - w polskim tłumaczeniu nazwano tak samo dwie zupełnie
        odrębne kategorie społeczne: "tradesman" i "merchant".

        Porównaj z wiadomościami o pannie Hawkins (czyli późniejszej pani Elton) w
        "Emmie": "Była młodszą z dwóch córek kupca z Bristolu; kupca, tak wypadałoby go
        nazwać, choć jego zyski zdawały się nader mierne..."

        Tu tytuł "kupca" ma być czymś zaszczytnym - ba, ale w oryginale tu jest
        "merchant"! Kupiec kupcowi nierówny, faktycznie, i to w tłumaczeniu przepadło.
        Nic dziwnego, że coś mi zgrzytało. "Tradesman" powinno się pewnie przełożyć jako
        "sklepikarz" (a mam uporczywe wrażenie, że krawiec też podlega pod kategorię
        "tradesmen"), i wtedy byłoby w porządku.

        > A tak w ogóle to mam wrażenie, że w "Emmie" są opisywane sfery ciut niższe niż
        > w innych powieściach Austen. Nie chodzi mi tu nawet o Darcych, Bertramów czy
        > Elliotów, ale styl życia najbogatszych osób w "Emmie" znacznie odbiega od
        > Bennetów, Bingleyów czy otoczenia pań Dashwood. Organizacja balu jest
        > niespotykanym wydarzeniem, praktycznie nikt nie ma powozu...

        Złudzenie chyba. Emma wydaje mi się bodaj najbogatszą z bohaterek Austen
        (wyjąwszy może pannę Darcy). Nie pamiętam kwoty jej posagu, ale wspomniana panna
        Hawkins miała 10 tys, i Emma wyraźnie uważała, że to niewiele - sama musiała
        miec co najmniej dwa razy tyle. Sęk w tym, że ojciec Emmy był zdziwaczały i
        chorowity (a szwagier Emmy nietowarzyski), a w pobliżu nie było żadnej innej
        rodziny równej im majątkiem - bo co do reszty towarzystwa, masz rację, że to
        niższe sfery (towarzysko przestający z aptekarzem/lekarzem i adwokatem).

        A swoją drogą wydaje mi się, że w Emmie Austen opisuje świat już zmieniający sie
        i demokratyzujący się. Zauważ na przykład, że siostra Emmy podejmuje w Londynie
        młodego Martina obiadem, i wybierają sie razem na wycieczkę.
          • nchyb Re: O kupcach... 18.10.06, 06:18
            > A jak było z adwokatami - w końcu Jan Knightley był adwokatem? zapewne też
            > jeden drugiemu nierówny
            Najpewniej wszystko zależało od pochodzenia. Kiedy dżentelmen, szlachcic,
            zajmował się czymś więcej niż tylko byciem dzentelmenem, wtedy jego zawód nie
            był be, kiedy natomiast dany zawód dotyczył człowieka bez pochodzenia, wtedy...
            może nie kastowość jak w Indiach, ale urodzenie jednak określało cżłowieka...
            • paszczakowna1 Re: O kupcach... 19.10.06, 23:21
              A może i tu były subtelności nam niedostępne. Być może zupełnie inny status był
              adwokata/notariusza (a tym bardziej praktykanta u tegoż), inny takiego od spraw
              kryminalnych (byli chyba?), a jeszcze inny radcy prawnego.

              Urodzenie ważne było na pewno. A majątek jeszcze ważniejszy.
          • olivkah Re: O kupcach... 12.01.07, 17:20
            Jan Knightley został określony jako "lawyer" (czyli solicitor albo barrister),
            natomiast wujek Elżbiety Bennet jako "attorney". Słownik etymologiczny podaje,
            że attorney to był ktoś, kto tylko przygotowywał sprawy dla "barristera", a ten
            występował przed sądem. "Attorney" był do tego stopnia w pogardzie, że w 1873
            zlikwidowano to stanowisko. Chyba jakoś nieskutecznie, przynajmniej na początku,
            skoro w czasach Austen nadal funkcjonowali?

            To link do hasła w słowniku:
            www.etymonline.com/index.php?term=attorney
            Podano tam wiele mówiący cycat o znaczeniu "nie chciałbym mówić źle o nikim za
            jego plecami, ale wydaje się że ten człowiek to 'attorney'"

            • paszczakowna1 Re: O kupcach... 13.01.07, 22:06
              > Jan Knightley został określony jako "lawyer" (czyli solicitor albo barrister),
              > natomiast wujek Elżbiety Bennet jako "attorney".

              Dziękuję. Tak podejrzewałam, że coś zginęło w tłumaczeniu.

              > "Attorney" był do tego stopnia w pogardzie, że w 1873
              > zlikwidowano to stanowisko. Chyba jakoś nieskutecznie, przynajmniej na początku
              > ,
              > skoro w czasach Austen nadal funkcjonowali?

              ? Nie rozumiem, dlaczego "nieskutecznie". W czasach Austen ewidentnie
              funkcjonowali, a zlikwidowali tytuł coś 70 lat później.
              • olivkah Re: O kupcach... 13.01.07, 22:52

                > > "Attorney" był do tego stopnia w pogardzie, że w 1873
                > > zlikwidowano to stanowisko. Chyba jakoś nieskutecznie, przynajmniej na po
                > czątku
                > > ,
                > > skoro w czasach Austen nadal funkcjonowali?
                >
                > ? Nie rozumiem, dlaczego "nieskutecznie". W czasach Austen ewidentnie
                > funkcjonowali, a zlikwidowali tytuł coś 70 lat później.


                LOL. Wiedziałam, że coś musiałam pokręcić :-))) Ciągle muszę sobie przypominać,
                że Austen była 200 lat temu, a nie 100. Brak mi chyba jakiejś synapsy w mózgu
                żeby to utrwalić na stałe. Bardzo się wstydzę.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka