mela54
17.06.06, 14:34
Zaczęłam ostatnio czytać "Anię z Zielonego Wzgórza" wydaną przez Zieloną Sowę
(roku nie podali, albo ja nie doczytałam)w tłumaczeniu Katarzyny Jakubiak.
Powiem wam, że to tragedia. Kupiłam tę książkę jakiś czas temu tylko dlatego,
że mój poprzedni egzemplarz Ani był rozwalony i,że była tania. Nie
przeczytałam jej jeszcze całej, ale przytoczę wam kilka "kwiatków". Np. Ania
patrzyła jak "zafascynowana" na panią Blewett, której panicznie się bała. Nie
lepiej byłoby napisać ,że była jak "zahipnotyzowana"? Uważam też za tragiczne
nazwanie Zacisza Słowika Puszczą Lenistwa. Maud pewnie w grobie się przewraca
na takie nazewnictwo.Albo ten fragment, gdzie Ania każe kląć się Dianie, że
ta zostanie na zawsze jej przyjaciółką. Nie lepiej było to nazwać od razu
przysięgą? Uważam za karygodne wyrzucanie na pewno niemałych pieniędzy na
tłumaczenie czegoś co było już dawniej zrobione i to całkiem nieźle! A
tłumacz poza znajomością języka powinien mieć chociaż odrobinę wyobraźni.No ,
trochę sobie ulżyłam, chociaż zdaję sobie sprawę , że takich
literackich "skarbów" jest więcej, ale ja na szczęście ich wszystkich
jeszcze nie spotkałam. Najlepiej byłoby znać angielski na tyle, żeby
Montgomery czytać w oryginale!
Pozdrowionka...