Dodaj do ulubionych

Tragiczne tłumaczenie

17.06.06, 14:34
Zaczęłam ostatnio czytać "Anię z Zielonego Wzgórza" wydaną przez Zieloną Sowę
(roku nie podali, albo ja nie doczytałam)w tłumaczeniu Katarzyny Jakubiak.
Powiem wam, że to tragedia. Kupiłam tę książkę jakiś czas temu tylko dlatego,
że mój poprzedni egzemplarz Ani był rozwalony i,że była tania. Nie
przeczytałam jej jeszcze całej, ale przytoczę wam kilka "kwiatków". Np. Ania
patrzyła jak "zafascynowana" na panią Blewett, której panicznie się bała. Nie
lepiej byłoby napisać ,że była jak "zahipnotyzowana"? Uważam też za tragiczne
nazwanie Zacisza Słowika Puszczą Lenistwa. Maud pewnie w grobie się przewraca
na takie nazewnictwo.Albo ten fragment, gdzie Ania każe kląć się Dianie, że
ta zostanie na zawsze jej przyjaciółką. Nie lepiej było to nazwać od razu
przysięgą? Uważam za karygodne wyrzucanie na pewno niemałych pieniędzy na
tłumaczenie czegoś co było już dawniej zrobione i to całkiem nieźle! A
tłumacz poza znajomością języka powinien mieć chociaż odrobinę wyobraźni.No ,
trochę sobie ulżyłam, chociaż zdaję sobie sprawę , że takich
literackich "skarbów" jest więcej, ale ja na szczęście ich wszystkich
jeszcze nie spotkałam. Najlepiej byłoby znać angielski na tyle, żeby
Montgomery czytać w oryginale!
Pozdrowionka...
Obserwuj wątek
    • narewa Re: Tragiczne tłumaczenie 17.06.06, 20:36
      no własnie..na temat tłumaczeń czy nawet różnych tytułów,już też były
      dyskusje..ja niedawno kupiłam sobie w Allegro ',.,. Dzban ciotki Becky ,potem
      niedługo 'W pajęczynie życia',a potem okazało się,że to to samo,tylko zupełnie
      inne przekłady no i tytuły..
      A wydania Zielonej Sowy jakoś mi nie leza,nawet patrząc tylko na obrazki
      tytułowej strony..Zupełnie mi nie pasują..i widzę,że odczucia miałam dobre..A
      przy okazji,jesli będziesz kupowała 'Błękitny zamek"/o ile nie masz jeszcze/.to
      tylko wydanie z Joanną i Edwardem..Tam jest ten klimat..poczytaj sobie nasze
      opinie zresztą..
      • mela54 Re: Tragiczne tłumaczenie 17.06.06, 22:42
        Mam wydanie Błękitnego zamku z Edwardem i Joanną i nie mam nic, że tak powiem -
        "na przeciw", jest super. Innych wersji nawet nie będę próbowała czytać, bo po
        ostatnich doświadczeniach aż się boję!
    • supervixen Re: Tragiczne tłumaczenie 17.06.06, 20:50
      A bo z tą przysięgą Diany to w ogóle jest problem. Po angielsku kląć i
      przysięgać to to samo słowo - swear. Diana się oburza na sugestię Ani, bo
      myśli, że ma kląć, a Ania jej tłumaczy, że ma przysiąc:) Tak naprawdę
      w 'klasycznym' tłumaczeniu, tym najstarszym, to nie za bardzo wiadomo o co
      chodzi w tej scenie:) Jak byłam młodsza to zawsze się zastanawiałam, dlaczego
      Diana uważała, że nie wolno przysięgać:)

      Naprawdę jest tam Puszcza Lenistwa?:) To w sumie bardziej podobne do oryginału
      (Idlewild), ale brzmi paskudnie:D
      • herbarium Re: Tragiczne tłumaczenie 17.06.06, 22:08
        Polskim odpowiednikiem byłoby chyba "zaklnij się".
        A ja też się zastanawiałam jako dziecko, dlaczego Diana uważa, że to brzydko
        przysięgać, ale myślałam, że to może biblijne - protestanckie (o nie
        przysięganiu).
        • supervixen Re: Tragiczne tłumaczenie 17.06.06, 23:30
          ja też miałam jakieś religijne skojarzenia!:) jednak teraz mi się wydaje, że
          ta 'wykładnia językowa' jest bardziej poprawna i po prostu zmyliło nas
          tłumaczenie.

          I masz rację, chyba to zaklinanie się bardziej by pasowało, ale może tłumaczce
          przysięga ładniej brzmiała... Tylko wyszła z tego taka mała zagadka:) (bo
          widzę, że nie tylko mnie to zastanawiało:))
        • ab7777 Re: Tragiczne tłumaczenie 18.06.06, 01:34
          No wlaśnie ja też myslałam,że to ma apekt religijny i wydaje mi sie ,że gdzieś
          pozniej też natknełam się na tego typu tłumaczenie.Co do kolorów ,których Ania
          nie mogła nosić oprócz czerwonego była też chyba mowa o
          błekitnym....Tlumaczenie:Puszcza lenistwa -faktycznie paskudne ,wątpie,żeby
          Ania na to wpadła ,to przecież nie brzmi romantycznie;)
      • mela54 Re: Tragiczne tłumaczenie 17.06.06, 22:38
        Rozumiem, że kląć się i przysięgać to mniej więcej to samo znaczy, ale myślę,
        że Maud miała na myśli to,żeby nie przysięgać bez ważnej przyczyny.Bo ja w
        dzieciństwie spotkałam się właśnie z takim podejściem do przysięgi. A jeżeli
        chodzi o tę nieszczęsną Puszczę Lenistwa, to nie jest dla mnie
        usprawiedliwienie, że jest zgodna z oryginałem - brzmi paskudnie i, jak już
        pisałam, tłumacz powinien mieć na Boga trochę wyobraźni!
        • supervixen Re: Tragiczne tłumaczenie 17.06.06, 23:36
          teraz już tego nie rozstrzygniemy:) nie wiemy co Maud chciała napisać:) Ja
          osobiście po prostu stawiam na to, że Diana zrozumiała 'swear' jako używanie
          niecenzuralnych wyrazów:)

          melu, absolutnie nie bronię nowych tłumaczeń. wręcz przeciwnie: gdzieś tutaj na
          forum w wątku o tłumaczeniach są moje wypowiedzi, gdzie bronię zażarcie
          kanonicznego tłumaczenia pani Bernsteinowej, a krytykuję nowe wersje:)

          inna sprawa, że akurat Zielona Sowa w ogóle słynie ze słabych tłumaczeń i
          oprawy graficznej, jeśli chodzi o literaturę dla dzieci.

          A mogłabyś podać jeszcze inne wersje nazw nadawanych przez Anię? Jestem
          ciekawa, co tam powymyślali;)
          • mela54 Re: Tragiczne tłumaczenie 18.06.06, 00:23
            Na razie natknęłam się tylko na tą nieszczęsną Puszczę, bowiem nie przeczytałam
            jeszcze całości, ale jak natknę się znowu na coś super to nie omieszkam Ci
            napisać. Biedna Maud - tak uwielbiała piękne zwroty, a tu ktoś wyjeżdza z
            czymś takim!
            Dobranoc, miłego spanka!Do poduszki poczytam jeszcze kawałek tego arcydzieła
            sztuki przekładu...
            • madzialena16 Re: Tragiczne tłumaczenie 18.06.06, 14:08
              no, to rozwiązałyście mi zagadke z przysięgą diany... a zawsze mnie to nurtowało;)
              a co do wydawnictwa zielona sowa, nie polecam. tłumaczenia bywaja naprawde
              koszmarne, jak sie mozna własnie przekonać...
          • mela54 Re: Tragiczne tłumaczenie 18.06.06, 19:37
            Ostatnio wyczytałam w wiadomej już książce, że Fontanna Driad to...Kipiel
            Driad. Jak to przeczytałam to oczami wyobraźni zobaczyłam czarownice latające
            na miotłach nad kipielą ziejącą ogniem. Ale może ja jestem przewrażliwiona?
            Zdecydowanie wolę też nazwę domu Diany jako Sosnowe Wzgórze niż jak tu -
            Zbocze
            Jabłoni.
    • elwinga Re: Tragiczne tłumaczenie 19.06.06, 08:19
      Ja też stawiam na interpretację biblijną w duchu protestanckim. :)

      A co do jakości tłumaczeń, to rekord (przynajmniej w moim wydaniu Ani) bije
      wzmianka o "historii o Elizie i dzieciach" (nie pamiętam, czy to w 'Ani na
      uniwersytecie', ale chyba tak). Kolejny dowód na to, że tłumacząc literaturę
      anglosaską dobrze jest mieć pewne pojęcie o Biblii. :)
      • jessy3 Re: Tragiczne tłumaczenie 24.07.06, 20:21
        Według mnie, kilka Ań jest poprawne, ale nie sprawdzałam tego ani fakt, że
        właśnie dziś dostałam się na polonistykę niczego nie mówi ;) (chciałam się
        pochwalić, a co? :))

        "Anię z Zielonego Wzgórza" wydaną przez Zieloną Sowę niestety kupiłam. Czytałam
        ją wcześniej z wydawnictwa Nasza Księgarnia( i chwala Bogu!), więc jak już na
        pierwszej stronie zobaczyłam Rachelę zamiast Małgorzaty szoku niemałego
        doznałam. Skończyło się na tym, że książkę tę kupiłam po raz drugi, już
        wydawnictwa NAsza Księgarnia, a za pierwszą częścią poszedł cały cykl.
        • biljana Re: Tragiczne tłumaczenie 25.07.06, 10:04
          jessy3 napisała:

          > Według mnie, kilka Ań jest poprawne, ale nie sprawdzałam tego ani fakt, że
          > właśnie dziś dostałam się na polonistykę niczego nie mówi ;) (chciałam się
          > pochwalić, a co? :))
          >

          Serdeczne gratulacje!
        • supervixen Re: Tragiczne tłumaczenie 30.07.06, 14:05
          Ja odkryłam pewną różnicę w Błękitnym Zamku, z której się bardzo cieszę;) W
          polskiej wersji, tej z Joanną, w jednej z ostatnich scen mamy napisane tak:
          -Nie wierzysz mi, bo nie chcesz! - głos jego był PISKLIWY, drżący od
          niepohamowanej pasji.

          Nawet nie wiecie, jak mi ta piskliwość zawsze przeszkadzała i nie pasowała do
          Edwarda:D

          Natomiast w oryginale jest tak:
          "You don't want to believe it," said Barney in the silk-smooth voice of
          ultimate rage.

          No przyznajcie, że jest pewna różnica pomiędzy piskliwym a silk-smooth;)


          Hm, czy to już obsesja?;)
                • icegirl Re: Tragiczne tłumaczenie 31.07.06, 18:29
                  Oj, to i ja się dopiszę. Piskliwy głos kojarzył mi się z podskakującym
                  facecikiem i miał się nijak do obrazu Edwarda.
                  Smieszy mnie też to, ze w pewnym momencie Edward przedstał być Eddym, a stał się
                  Edwardem :)
                      • supervixen Re: Tragiczne tłumaczenie 31.07.06, 22:33
                        icegirl, prawie monitor oplułam przez tego Edka:D

                        Po Błękitnym Zamku zabrałam się za oryginalne Emilki, no i natknęłam się na
                        kolejny kwiatek z serii "zawsze mnie to irytowało, a teraz się okazuje, że to
                        tylko tłumaczenie"

                        Z tym, że dotyczy to Emilki wydanej przez KAW, to te z brązowymi okładkami.
                        Konkretnie druga część, Emilka dojrzewa, tłum Maria Rafałowicz-Radwanowa. Scena
                        dzieje się po uwolnieniu Emilki przez Tadzia z zamkniętego kościoła.

                        Wersja polska:
                        Emilce przyszło na myśl, że Tadzio jest jej tak bliski, jak gdyby był jej
                        braciszkiem, że powinni się pocałować jak brat i siostra. Tadzio jednocześnie
                        myślał to samo.


                        Oczywiście w tej scenie irytował mnie zawsze ten cały braciszek. Dlaczego
                        Emilka w wieku 14 lat uważała, że powinna całować kolegów jak siostra - było
                        dla mnie zagadką. No i nie bardzo to do romantycznej sceny pasowało.

                        A oryginał mówi tak:
                        It is quite conceivable and not totally reprehensible that the next thing that
                        happened might have been a kiss. Emily thought Teddy was going to kiss her:
                        Teddy knew he was: and the odds are that he wouldn't have had his face slapped
                        as Geoff North had had.


                        Skąd tłumaczka wzięła te siostrzane uczucia?! Jak dla mnie to co dodała zmienia
                        zupełnie wymowę tego fragmentu i takie przeróbki są poniżej krytyki. Czy
                        tłumacze nie mają jakiego kodeksu etycznego?:P Człowiek się po latach takich
                        rzeczy dowiaduje;)
                        Swoją drogą z Ani na uniwersytecie też parę 'romantycznych' zdań wycięto w
                        wydaniu NK... Taki trend chyba był;)
                        • ab7777 Re: Tragiczne tłumaczenie 01.08.06, 00:02
                          czytasz w moich myslach;) ,ten fragment mnie rownież wydawal sie zawsze
                          dziwny ,no ale może tłumaczka myslala,ze w ksiązkach dla dziewczynek nie
                          powinny sie pojawiac takie rzeczy;).Mam oczywiscie tylko takie tlumaczenie
                          Emilki ( w brązowej okładce).w tym momencie zastanawiam sie ile jeszcze
                          pominieto chociaz sprawdzalam kiedys wg e-bookow i np..tlumaczenie Tangled web
                          ( czyli dzban ciotki Becky) jest dosc porzadnie przełożone.
                          • emdziejka Re: Tragiczne tłumaczenie 02.08.06, 18:57
                            to ja się tez dołącze z moimi watpliwościami- otóż zawsze zastanawiałam się,
                            jak to było z pierścionkiem zaręczynowym Ani. wiadomo, że nie chciała
                            brylantów. ale potem zaczynają się nieścisłości - bo raz jest mowa
                            i 'pierścionku z perłą', innym razem o 'pierścionku z perełek', a jeszcze inym
                            o 'obrączce z perłą' i bodajże (tu nie jestem pewna) 'obrączce z
                            perełek'(szumiące topole). i masz babo placek :) nie potrafię sobie wyobrazić
                            pierścionka Ani i to mnie wkurza bo czuje imperatyw wewnetrzny. choc myśle, ze
                            pewną pomoc mogłaby stanowić znajomość wyglądu takich piercionków z epoki. no
                            ale tłumaczenie też jest winne, więc post zasadny:)
                                  • jottka no zaraz:) 18.08.06, 11:32
                                    po pierwsze to trzeba posprawdzać daty wydań, bo w tej chwili niektóre
                                    wydawnictwa radośnie przedrukowują wydania przedwojenne, bo nie trzeba wtedy
                                    płacić ani tłumaczom, ani za prawa autorskie (czasem z tego właśnie powodu
                                    pojawia sie na rynku kilka przekładów tego samego dzieła)


                                    wracając do dat wydań - obyczaj translatorski sie zmienił, wielekroć wytykana
                                    tłumaczce małgorzata w miejsce racheli nie była dowodem wyjątkowego debilizmu
                                    tłumaczki, a tylko tego, że kwestia przekładu imion i w ogóle nazw własnych
                                    zależy od epoki. kiedyś (kiedyś to jest jeszcze po wojnie, ale dokładnej granicy
                                    nie podam:) uważano, że imiona, zwłaszcza w tekstach dla dzieci, należy
                                    spolszczać czy zastępować polskimi odpowiednikami. obecnie na ogół uważa sie
                                    wprost przeciwnie i tyle, sztywnych reguł brak:) zasadniczo chodzi o to, czy
                                    podkreślać, czy też niwelować efekt obcości.


                                    oryginalnego wydania 'ani' nie mam, ale mnie zaintrygowałyście, może w
                                    bibliotece znajde, to popatrze sobie. a tak na marginesie - 'circlet' to jest w
                                    podst znaczeniu wąska obrączka ze złota, srebra czy czegoś takiego, noszona na
                                    głowie, ręku itp., czyli można tym mianem określić i naszyjnik, i bransoletkę, i
                                    cokolwiek w kształcie kółeczka. stawiałabym na perełki osadzone na obrączce z
                                    metalu, bo jednak same perełki na sznurku, to by zbyt niepraktyczne było i
                                    świadczyło o przesadnym skąpstwie gilberta:)


                                    a co do przysięgi, to faktycznie należałoby spojrzeć w oryginał - może chodzić o
                                    obydwa podawane znaczenia, bo i katolicki katechizm przykazuje, by nie przyzywać
                                    imienia boskiego nadaremno:) przysięga natomiast jest przywołaniem boga na
                                    świadka prawdziwości naszych słów, więc dzieciom sie niegdyś zakazywało takich
                                    bluźnierstw - ale przekładu 'zaklnij się' czy 'przysięgnij się' (niegramatyczne,
                                    ale w języku dziecięcym spotykane) bym sie nie czepiała przesadnie, bo nie są to
                                    może dziś powszechnie używane zwroty, ale swego czasu występowały
                                    • lilimeye Re: no zaraz:) 23.08.06, 00:36
                                      Cieszę się, jottko, że poruszyłaś kwestię tłumaczenia imion w książkach. Sama
                                      miałam właśnie coś na ten temat napisać : ). Dodam jedynie, że mnie, gdy jako
                                      dziecko czytałam "Anię", te spolszczane imiona wprowadzały w błąd, bo byłam
                                      przekonana, że dzieci w Kanadzie mają takie same imiona jak w Polsce...i dlatego
                                      jestem przeciwna tłumaczeniu imion.(Jednakże nadal nie rozumiem, dlaczego pani,
                                      w oryginale Rachel Lynd, zmieniono nie tylko imię, ale i nazwisko.)
                                      A już spolszczanie imion w książkach dla dorosłych uważam za pomysł kuriozalny
                                      (mnie drażni strasznie), a spotyka się takie praktyki np. w poradnikach z cyklu
                                      psychologia dla laików, gdzie realia opisywanych przypadków są ewidentnie
                                      amerykańskie, a osoby noszą imiona: Basia, Ania, Małgosia, Jurek itp.

                                      Pozdrawiam wszystkie miłośniczki LMM
                                      • amalasunta Re: no zaraz:) 09.02.20, 00:43
                                        Dla mnie denerwujące było (i jest nadal), że nie ma konsekwencji, właściwie w żadnym tłumaczeniu. Część imion jest spolszczona, część angielska. Jeśli zmieniamy Rachel na Małgorzatę, to powinniśmy też zmienić Gilberta, Jerrego, Ruby, Priscilla, Billy itp. W żadnym tłumaczeniu nie ma zachowanej konsekwencji - w żadnym nie ma wszystkich angielskich ani wszystkich spolszczonych :)
                                        • aniadm Re: no zaraz:) 09.02.20, 16:58
                                          Jest logika, przynajmniej w tych nasjtarszych.
                                          Zmienione zostały imiona, które byłyby dla polskiego czytelnika (standardowo nie obznajomionego wtedy z angielskim) byłyby trudno wymawialne lub niezrozumiałe. (Marjorie, Faith, etc., to z głowy, nie chce mi się sprawdzać). Oraz imiona, które ze względów kulturowych u polksiego czytelnika wywoływałyby skojarzenia zupełnie inne niż w oryginale i niepasujące do książki (ta nieszczęsna Rachel).

                                          Jeżeli chodzi o Gilberta, można uznać, że został przetłumaczony :) Przecież po polsku jest tak samo. Jerry, Billy, Ruby nie są co prawda polskie, ale nie są trudne. Priscilla to łacińskie imię i figuruje chyba w kalendarzu katolickim, więc też jakoś mogło się komuś obić o uszy.... Chociaż po polsku to w zasadzie Pryscylla.
    • sherman-doberman Re: Tragiczne tłumaczenie 25.09.06, 17:37
      Wychowałam się na dawnych tłumaczeniach Ani i jakoś wcale nie miałam potem
      kłopotów z zaakceptowaniem wersji oryginalnej. Z przytoczonych przykładów
      widzę, że z nowymi tłumaczeniami kiepsko.
      Pewnie niektórzy uznali, że konieczne jest unowocześnienie języka, a przy okazji
      jeszcze dodatkowe umoralnienie czytelnika... to a propos tej historii z całowaniem Emilki i Tadzia.
      Tłumaczenie jest też swoistą interpretacją i w tym wypadku cenzurą.
      Mam wrażenie, że starsze tłumaczenia są bliższe oryginałom, ale wynika to nie tylk ze znajomości
      języka, a i realiów życia. Dzisiejsi tłumacze, bardzi źle opłacani, to z reguły
      bardzo młodzi ludzie. pomijając brak doświadczenia i braki językowe, tudzież ew. brak talentu
      literackiego, co też jest w tłum,lit,konieczne, nie mogą mieć żadnego pojęcia o życiu
      w Kanadzie w owym czasie, gdyż dla nich już lata 70te są zamierzchłą historią.
      Natomiast w starym tłumaczeniu, po przeczytaniu oryginału, znalazłam zabawny błąd:
      Kiedy Ania jest w na kursie nauczycielskim, dziewczęta rozmawiają o jakimś profesorze, chyba
      frncuskiego?
      I mówią w polskim przekładzie:(cyt z pamięci) a jakie ma wąsy. Wygląda zupełnie jak kaczka.
      Zawsze mnie to dziwiło, kto widział kaczkę z wąsami?!
      A w orginale wprawdzie prof. ma wąsy, choć dopiero w następnym zdaniu. A inkryminowane wyrażenie
      brzmi He is simply a duck!, czyli jest kochany, milutki, uroczy. Dziś powiedzielibyśmy, że jest cool.
      Którego to idiomu w słownikach polsko ?angielskich dawniej nie bywało.
      • emdziejka Re: Tragiczne tłumaczenie 23.10.06, 12:45
        poruszając sie dalej w obrębie Emilki - przypomniałam sobie taki fragment z
        listu Ilzy do Emilki, w którym pisze o swoich zaręczynach z Tadziem i tam było
        mniej więcej coś takiego: byliśmy właśnie od dwóch tygodni na jednej z tych
        naszych niedorzecznych wycieczek....
        jak to byli razem? wydaje mi sie, że wówczas młode panny i kawalerowie nie
        wyjeżdżali razem na wycieczki, zwłaszcza dwutygodniowe - czy to wina
        tłumaczenia, czy ja tkwię w obyczajowym błędzie?
    • carolee Re: Tragiczne tłumaczenie 23.03.07, 17:35
      stary wątek, ale musiałam go wyciągnąć. Jejjj, o tłumaczeniach Ani można by
      pisać i pisać i pisać i pisać. Jeśli ktos czytał na przykład stare tłumaczenia
      Rilli ze Złotego Brzegu - tam brakuje kilku rozdziałów ku końcowi. Mam
      wrażenie, że tłumacz nie zdążył, więc trzy czy cztery rozdziały poleciały, a
      przetłumaczył tylko te ostatnie, żeby przynajmniej wojna się skończyła. Innych
      przyczyn tego nie potrafię znaleść. Ale ostatnio czytałam w księgarni jakieś
      nowe wydanie Rilli. Tam już wszystko jest, ale styl bardzo kiepski.

      Tłumaczenie imion to tutaj temat - rzeka :) nawet nie chodzi o to, że kiedyś
      tłumaczono, teraz sie nie tłumaczy i dlaczego i bo tak. W Ani po prostu jedne
      spolszczają (Marilla -> Maryla, Matthew -> Mateusz), inne nie (Ruby, Gilbert),
      inne wymieniają na jakieś zupełnie oderwane polskie (Rachel -> Małgorzata, Davy
      i Dora -> Tadzio i Tola, Leslie -> Ewa), a już moim ulubionym przypadkiem jest
      najstarszy z rodzeństwa Blythe'ów, któremy wymieniono imię angielskie na imię
      angielskie (Jem -> Jim). Właśnie o brak konsekwencji głównie chodzi, mogli się
      już trzymac jednej teorii.

      I zawsze mnie zastanawiało dlaczego Norman Davis mówi Florze Meredith, że jej
      imię do niej nie pasuje i zamiast nazywa ją Różyczką :)) Wiecie? Flora miała na
      imię Faith, czyli dosłownie "wiara".

      A jeszcze wracając do tłumaczenia lub nie imion, to tłumaczenie Ani z Zielonego
      Wzgórza jest jednym z argumentów na nie - bo czy komuś z Was kiedyś
      przeszkadzało, że bohater nazywał się Gilbert?

      Tłumaczenia książek Montgomery są w większości kiepskie, fakt. Z drugiej strony
      większość tłumaczeń literatury pięknej jest kiepska. Ale jaka płaca, takie i
      tłumaczenie. Wydawnictwa płacą tłumaczom byle jak, niestety.
      • benedyktanka Re: Tragiczne tłumaczenie 22.12.14, 23:25
        carolee napisała:
        >W Ani po prostu jedne spolszczają (Marilla -> Maryla, Matthew -> Mateusz), inne nie (Ruby, Gilbert), inne wymieniają na jakieś zupełnie oderwane polskie (Rachel -> Małgorzata, Davy i Dora -> Tadzio i Tola, Leslie -> Ewa), a już moim ulubionym przypadkiem jest najstarszy z rodzeństwa Blythe'ów, któremy wymieniono imię angielskie na imię angielskie (Jem -> Jim). Właśnie o brak konsekwencji głównie chodzi, mogli się już trzymac jednej teorii. <

        Jako osoba nowa na forum, przede wszystkim pozdrawiam wszystkich miłośników i miłośniczki Lucy Maud Montgomery.

        Wydaje mi się, że konsekwencja jest dość dobrze widoczna. Należy jednak brać pod uwagę okoliczności, w jakich powstawały tłumaczenia.
        Imię znane w Polsce w oryginalnej formie pozostaje niezmienione: Gilbert, Diana, Walter, Berta.
        Podobnie nie jest zmieniane imię nie występujące w języku polskim, ale nie mające swojego odpowiednika: Ruby, Norman.
        Nie są zmieniane imiona angielskie, które już występowały w literaturze tłumaczonej z angielskiego: Jim, Mary.
        Jeśli istnieje odpowiednik imienia w języku polskim - zostaje ono zmienione na takie imię. Stąd Ania, Mateusz, Janka, Józia, Maryla.
        Jeśli odpowiednik tego imienia istnieje, ale budzi zbędne skojarzenia, zostaje zastąpiony. Rachela to imię typowo żydowskie, podobnie Dawidek - czytelnik z początku XX wieku czytając o osobie o takim imieniu przedstawiał go sobie jako Żyda.
        Jeśli imię nie ma swojego odpowiednika, ale z jakiegoś powodu tłumacz uznał, że nie powinno zostać w formie oryginalnej - zostaje zmienione. Imię Leslie w czasie, gdy tłumaczono "Wymarzony dom Ani", zapewne kojarzyło się z amerykańskim aktorem Leslie Howardem (słynny Ashley z "Przeminęło z wiatrem") - a więc stanowczo nie z kobietą. Zabawne, że zostało zmienione na imię pierwszej kobiety...
        Imię Filipa w rodzinach ze śmietanki towarzyskiej - a taką była rodzina Philippy Gordon - w Polsce nie występowało. Dlatego otrzymała arystokratyczne imię Izabeli.
        Imię "Faith" jako dziwaczne odbierali już współcześni młodej pastorówny, było spadkiem po czasach purytańskich. Podejrzewam, że tłumacz wybrał "Florę" ze względu na wypowiedź Normana Douglasa, przytaczającego opowieść o siostrach Faith, Hope and Charity, bo trudno był znaleźć odpowiedniki w języku polskim. Inna sprawa, że Flora zupełnie niepotrzebnie uczyniła pastora wielbicielem antyku :-)
        Jeszcze innym przypadkiem jest Jem: może być czytany jako czasownik w pierwszej osobie liczby pojedynczej od słowa "jeść", lub - jako "dżem" - tłumacz uniknął możliwej śmieszności odbioru takiego imienia.

        Zdaje się, że wyciągnęłam bardzo stary wątek :-) Ale tu właśnie kwestia tłumaczenia imion została zebrana w jednym poście.
        Ostatnio po raz pierwszy miałam do czynienia z tłumaczeniem innym niż wydawnictw NK z lat 1970-1990 i zaskoczyło mnie, że nie znam niektórych bohaterów książek o Ani... A już Philippa Gordon wręcz mnie poraziła. Pippa Gordon, dajcie spokój :-)
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka