Dodaj do ulubionych

CSI Borejklan - niby fanfik

25.08.25, 20:05
Że zacznę od przeprosin.
Co do zasady ja nie umiem pisać fanfików, tylko pojedyncze, niepowiązane ze sobą sceny. Tak tez jest i tutaj.
Inspiracją są wątki o poszukiwaniu genetycznego ojca rudego potomstwa borejczego, oraz podwątek o doskonałości porucznika Horatio Caine'a z CSI Miami.
Obserwuj wątek
    • kocynder Re: CSI Borejklan - niby fanfik 25.08.25, 20:06

      - Marek... - Ida Pałys znużona podniosła wzrok znad talerza gotowanych brokułów. Jej mąż drzemał nad opasłym tomiszczem - pozorował naukę, a w końcu PES się zbliżał wielkimi krokami. - Marek! - podniosła głos.
      - Tak, kurczątko? - Marek otworzył oczy i zręcznie zdjął z jej widelca różyczkę brokuła.
      - Mam zaproszenie na konferencję na Florydzie. Nie wiem czy jechać? - Ida nabiła na widelec kolejny kawałek warzywa. - Z jednej strony to okazja, tam będą najlepsi i perspektywy. Z drugiej strony to daleko jak cholera, a konferencja trwa tydzień.
      - Nie, no Idulku! Jedź! Dla ciebie to szansa, ja w tym czasie pouczę się do egzaminu, twoja mama zadba o porządek i żebym miał co jeść...
      ***
      Detektyw Horatio Caine odprowadził na lotnisko swojego brata Raymonda. Byli zżyci od kiedy sięgał pamięcią. Obaj pracowali w policji, on sam w laboratorium kryminalistycznym, a Ray w wydziale narkotykowym. Horatio uniósł rękę, żegnając brata, odwrócił się i wyszedł przed budynek lotniska. Jego uwagę zwróciła niesamowita kobieta: wysoka, smukła, o wiotkiej talii i zielonych, kocich oczach. Zanim zdążył cokolwiek - nagle zachwiała się na swoich niebotycznych obcasach i byłaby upadła, gdyby nie podbiegł i nie podtrzymał jej w pasie.
      - Wszystko w porządku? Nic się pani nie stało? - Zapytał przechylając lekko głowę. Uśmiechnęła się, podziękowała z lekkim obcym akcentem, ale gdy próbowała dać krok - znów się zachwiała. - Proszę się na mnie oprzeć, pomogę. - Podprowadził ją do swojego służbowego hummera, pomógł wsiąść na siedzenie pasażera. Zajął miejsce za kierownicą. - Zabiorę panią do lekarza, ktoś powinien obejrzeć tę pani kostkę. A potem odstawię panią dokąd pani zechce.
      - Ale... Ja...
      - Spokojnie, jestem policjantem. Policja powinna pomagać obywatelom, nieprawda? - uśmiechnął się pokazując odznakę. - Jest pani całkowicie bezpieczna. - Jestem detektyw Horatio Caine, a pani?
      - Ida Pałys. Jestem laryngologiem...
      - Ach, pani doktor pewnie na ten kongres? To w Miami Beach Convention Center. - Uśmiechnął się. Rozmowa toczyła się lekko, podjechali pod policyjne laboratorium (co całkowicie uspokoiło wątpliwości dr Idy Pałys). Obecna tam lekarka po badaniu stwierdziła, że kostka jest tylko lekko naciągnięta, zaaplikowała tabletkę przeciwbólową, opatrunek chłodzący i uciskowy i odesłała. Horatio zawiózł ją do centrum kongresowego, a po wykładach - okazało się, że czeka, koło swojego srebrzystego hummera.
      - Pani doktor, oczywiście wiem, że uczestnicy konferencji mają zakwaterowanie w hotelu, ale może mogę zaprosić panią na drinka?
      ***
      Ida wróciła do Polski. Marek był stęskniony i dobrze było znaleźć się znów w dobrze znanych wnętrzach mrocznej kamienicy - choć kładąc się w swoim łóżku pod powiekami miała wciąż surowe, białe wnętrze i widok na ocean przez przeszkloną ścianę w sypialni Horatio. Kiedy Marek szeptał jej do ucha "Moje kurczątko" - w podświadomości słyszała inny męski głos, charakterystyczny, ciepły, intensywny jak słońce nad Miami powtarzający w zapamiętaniu "Ajda"...
    • kocynder Re: CSI Borejklan - niby fanfik 25.08.25, 20:07
      Był początek listopada. W Polsce pogoda w tym czasie jest dosyć paskuda, a rok '97 nie był od tego wyjątkiem. Ida siedziała w pociągu i jechała do Warszawy. Zostawiła za sobą, w Poznaniu męża i trzyletniego synka. Oczywiście, wiedziała, że na miejscu są jej rodzice, którzy o wszystko się zatroszczą, ale i tak miała wyrzuty sumienia. I to wywołane czymś znacznie poważniejszym, niż tylko wyjazd na pięć dni. Przymknęła oczy opierając się o miękkie poduszki siedzenia. Trzy lata temu. Kongres laryngologiczny w Stanach. Kongres... Tak, pasjonujące wykłady, laboratoria. I znajomość. Z detektywem. Rudowłosym, niebieskookim. Horatio był ciepły, opiekuńczy. I taki... Taki jak Marek nigdy. Po prostu czuła, że przez ten tydzień stanowiła dla niego cały świat, skumulowany do kilku nocy, gorących, gorączkowych, pełnych upału, palm i po prostu jego. A potem - powrót do Poznania, do rutyny i rodziny. A jeszcze później - ciąża i narodziny Józka. Józef był podobny do niej jak dwie krople wody, tylko oczy miał niebieskie, charakterystyczne, z leciutko opadającymi powiekami - jak nikt w rodzinie.
      Po co jechała do Warszawy? Bo zadzwonił, że przylatuje do Polski. Służbowo. Na pięć dni. I ten jeden telefon wystarczył, żeby przeorganizowała wszystko, ustawiła dyżury i kupiła bilet na pociąg. Nie, nie miała zamiaru zmieniać swojego życia. Marek był niezastąpiony, najlepszy i jako mąż i jako partner. Ale... Kiedy w słuchawce usłyszała miękkie "Ajda, przyjeżdżam do Warszawy" była gotowa rzucić wszystko, by jeszcze raz go zobaczyć. Głośniki zapowiedziały przyjazd pociągu na stację Warszawa Centralna. Ida zabrała walizkę i powoli zeszła ze stopnia na peron. Rozejrzała się i nagle... On tam był. Stał, ubrany na czarno, z leciutko pochylona w bok głową!
      - Horatio! - krzyknęła ruszając w jego stronę.Objął ją ciasno, przytulając jak rozbitek, który odnalazł ląd. Sięgnął po jej walizkę, wyszli z peronu i zajęli miejsca w wynajętym samochodzie.
      - Mam pokój w "Stay Inn"...
      ***
      W rok później dr Ida Pałys tuliła do siebie malutką córeczkę. "Łusia... Jesteś śliczna. Najśliczniejsza na świecie!". Mięciutki puszek na główce dzieciątka wskazywał, że dziewczynka będzie ruda jak wiewióreczka, oczki miała ciemne, mimo, że niemowlęta mają zazwyczaj niebieskie. Ida z przyjemnością stwierdziła, że to "czysta Borejkówna" - cała wdała się w jej rodzinę. Jedynie nieuchwytne "coś" w jej uśmiechu nie było cechą ani jej, ani jej męża...
    • kocynder Re: CSI Borejklan - niby fanfik 25.08.25, 20:09
      Horatio odprowadził swoją fantastyczną, rudowłosą kochankę do pociągu. Wymienili ostatni, gorący pocałunek, gdy już stała na stopniach - pociąg odjechał. Horatio uniósł rękę, żegnając wychyloną lekko z okna kobietę. Była piękna, pociągająca i temperamentna, ale... Cóż, na dłuższą metę nieco męcząca. Nigdy nie przyznałby tego głośno, ale jej upodobanie do ekscesów erotycznych, choć z jednej strony podniecało jak cholera, z drugiej było po prostu uciążliwe. No, przez kilka dni - tydzień fajnie, ale jednak na codzień - nie! Gdy pociąg znikł w tunelu opuścił peron, pojechał do hotelu, wymeldował się i pojechał na lotnisko. Wolałby od razu wrócić do Miami, ale jego przełożeni zobowiązali go do załatwienia dwóch spraw: po pierwsze przy okazji pobytu w Europie miał się udać do Luxemburga i złożyć tam dokumenty dotyczące jakichś spraw dość dawno minionych, czysta formalność. A po drugie - zmuszono go do wzięcia urlopu, na którym nie był od czterech lat. Oczywiście, bywał zmęczony, ale, cholera, zawsze brakowało ludzi... Zajął miejsce w samolocie. Wiedział, że sprawy urzędowe załatwi w mig, a potem miał wynajętą na miesiąc willę.
      ***
      Patrycja była rozżalona. Oczywiście po trosze rozumiała Florka, że ma za złe iż akurat teraz musiała wyjechać na ten kurs, ale to przecież nie od niej zależy! Postanowiła, że wyszuka mu w Luksemburgu coś bardzo specjalnego w ramach prezentu - w końcu spędzą z daleka od siebie jego urodziny. A ten kurs zapowiadał się bardzo ciekawie: w samym Europejskim Banku Inwestycyjnym, w związku z dopłatami unijnymi. No ale Florek na informację o tym szkoleniu zaprezentował mega focha i nawet wieczorem, zamiast jak zwykle połączyć się na messengerze przysłał tylko lakonicznego smsa "U nas ok, baw się dobrze".
      ***
      Już pierwszy dzień kursu dał Patrycji mocno "w kość". Oczywiście już jadąc wiedziała, że będą ich gonić z materiałem, ale nie sądziła, że aż tak! Kiedy ostatni wykład się skończył zerknęła na zegarek - dochodziła 20:00! Siedząca obok niej Amelie, pochodząca z czeskiej Pragi zaproponowała drinka przed snem. Patrycja w sumie nie miała ochoty, ale dała się namówić. Kiedy weszły do baru był już spory tłok. Amelie dostrzegła stolik w rogu, nieco skryty za kotarą i ogromną monsterą. Początkowo wydawał się wolny, ale gdy podeszły - okazało się, ze jednak siedzi przy nim samotny mężczyzna- było już jednak za późno, żeby zmienić kierunek. Amelie przedsiębiorczo zapytała czy mogą się przysiąść - skinął głową uśmiechając się ciepło. Zamówiły drinki. Patrycja przyglądała się mu uważnie. Emanował z niego spokój. Nie był przystojny, ba, był wręcz nieładny: rudy, niebieskooki, ubrany na czarno, starszy od Patrycji o dobrą dychę. Ona sama miała dwadzieścia cztery lata i głębokie przekonanie, że każdy po trzydziestce już się czołga w stronę cmentarza. Potrząsnęła złotymi lokami mrużąc lazurowe oczy. Jej pulchne usta wygięły się w urzekającym uśmiechu. Rozmowa toczyła się lekko, płynnie, o muzyce, pięknie Luksemburga.
      ***
      Czas kursu płynął szybko - Patrycja całe dnie chłonęła wiedzę i robiła intensywne notatki, a wieczorami spotykała się z tym tajemniczym mężczyzną. Pomimo, że rozmawiali dużo wiedziała o nim tylko,że jest porucznikiem policji w Miami na Florydzie. No i znała jego imię i nazwisko: Horatio Caine. W ostatni wieczór kursu uśmiechnęła się smutno.
      - Jutro wracam do domu. Kończę szkolenie.
      - Jeśli chcesz możesz zostać kilka dni. Mam willę wynajęta na miesiąc. To znaczy jeszcze trzy tygodnie. - Uśmiechnął się uspokajająco - Nie denerwuj się, nie proponuję ci ostrego seksu _ Patrycja sama nie wiedziała dlaczego na jego słowa poczuła dziwne ukłucie w sercu. Przecież nie był kompletnie w jej typie, poza tym był za stary a ona wszak kochała Florka - mimo, że ciągle był nadąsany i odpisywał smsem na mniej więcej na co trzecią jej próbę kontaktu. - Proponuję ci tylko, żebyś została kilka dni, odpoczęła... Możemy razem pozwiedzać albo nic nie robić.
      - Zobaczę. - odpowiedziała enigmatycznie. Następnego ranka, przed wyjściem z hotelu do Europejskiego Banku Inwestycyjnego po certyfikat spróbowała zadzwonić do męża. Nie odpowiedział. Po ceremonii spróbowała jeszcze raz - znów nic z tego. Napisała szybkiego smsa "Zaoferowano mi dodatkowe ćwiczenia, wrócę za dwa tygodnie". I wyłączyła telefon. Horatio czekał przed Bankiem. Pogratulował jej serdecznie, a potem... Dni płynęły leniwie. Czasem wychodzili razem coś zjeść w jednej z mnóstwa restauracyjek, Zwiedzili zamek i jakiś klasztor, a czasem zostawali w przestronnej, wygodnej willi. Jedno co Patrycję deprymowało: on ani razu nie próbował się do niej "przystawiać". Był serdeczny, życzliwy, ale traktował ją jak młodszą siostrę. I sama była tym zaskoczona, ale wcale jej się to nie podobało! Jednego z ostatnich dni weszła rano do jego sypialni przynosząc mu śniadanie. Postawiła tacę na stoliku obok łóżka. Uśmiechną się
      - Dziękuję, Pat. Dobrze mi z tobą, wiesz? Tak... Spokojnie. - Wyciągnął rękę i delikatnie pogładził jej policzek. Przechyliła głowę przytulając buzię do jego dłoni. - Nie powinniśmy... - mruknął cicho, powoli wyciągając po nią ręce. Dał jej czas, mogła się wycofać, gdyby chciała. Mogła się odsunąć, odpowiedzieć jakimś żartem. Ale szepnęła tylko
      - Chcę... - siadając na łóżku obok niego, muskając palcami jego szyję, przebiegając w dół, przez pierś...
    • kocynder Re: CSI Borejklan - niby fanfik 25.08.25, 21:33
      Horatio Caine'a obudził sygnał telefonu. Na wyświetlaczu odczytał: "Tripp". Odebrał, jeszcze nieco zaspanym głosem..
      - Co jest, Frank?
      - Obudziłem cię? Dopiero 22:00...
      - Frank, jestem w Europie! Tu dochodzi czwarta nad ranem!
      - O cholera... Sorry, H. Ale dzwonię właśnie w związku z tym twoim wyjazdem. Wiesz, mamy tu sprawę. Z Mala Noche. Ich ostania ofiara to... Czekaj, niech znajdę... Kostas Georgiou. Z Cypru. Skoro już jesteś po tamtej stronie oceanu - możesz podjechać do... Czekaj... Nikozja. Kto te nazwy nadawał? Do Nikozja i go sprawdzić? Wszystkie dane ci, oczywiście wysyłam waszym kanałem z laboratorium, poświadczenie też, bezpośrednio do ich komisarza. Załatwisz to?
      - Dziękuję, że pytasz. Chociaż doskonale wiesz, że taka prośba to polecenie. - Horatio uśmiechnął się, i ten uśmiech było słychać w głosie. Zdecydowanie lubił Franka Trippa, teksańczyka, którego los rzucił do Miami. Doskonale się dogadywali. Zakończyli rozmowę, Horatio natychmiast zadzwonił na lotnisko zarezerwować bilet na Cypr. Zaskoczyła go informacja, że nie ma lotów do stolicy, tylko do jakiegoś miasta w pobliżu i to z międzylądowaniem w Turcji. Co za idiotyzm, żeby w stolicy nie było lotniska?! Cóż, wykupił lot o 7:28 (na lotnisko Lanarka, cokolwiek to jest!), udało mu się zdobyć informację, że to około 90 km od stolicy, uznał, że i tak nie ma wyboru, zjadł szybkie śniadanie, spakował te kilka swoich rzeczy i o oznaczonej godzinie zajął miejsce w samolocie.
      ***
      Horatio wyszedł z budynku policji w Nikozji. Dochodziła godzina 16:00. Miał wszystkiego dość. Funkcjonariusze byli bardzo życzliwi, serdeczni, chętni do pomocy, pełnomocnictwo dotarło, oczywiście i otworzyło mu wszystkie drzwi... Co z tego, skoro NIC nie udało się załatwić? Obywatel Kostas Georgiou? Tak, oczywiście! Informacje o nim będą. Skompletujemy je, oczywiście, panie poruczniku! Może za godzinę? Albo po południu? A lepiej jutro. Tak, jutro na pewno. A jeśli nie wszystko się uda, to może pojutrze. I to by było na tyle, jeśli idzie o wypoczynek... Uznając, że będzie musiał tu zabawić co najmniej kilka dni stwierdził, że musi znaleźć przyzwoity hotel. Na Ritza czy Waldorff-Astorię pobory porucznika nie wystarczyłyby, więc raczej coś w klasie turystycznej. Usiadł w ogródku małej kawiarenki, zamówił kawę i zaczął dzwonić.
      ***
      Natalia siedziała przy swoim biureczku w pomieszczeniu służbowym. Czuła się jak w schowku na miotły. Pokoik był maleńki, mieścił właściwie tylko biureczko, krzesło i wąski regalik pod małym okienkiem. Bolała ją głowa, to był wyjątkowo ciężki dzień. Chwilę temu Yasmin, żona właściciela hoteliku przyniosła jej cną herbatę i zostawiła otwarte drzwi. Nagle w progu stanął jakiś mężczyzna. Nie był z jej biura podróży, dziś nie miała mieć nikogo nowego, ale szybko przywołała zawodowy uśmiech
      - W czym mogę panu pomóc? - odpowiedział uśmiechem.
      - Przepraszam, nikogo nie ma w recepcji, a chciałem wynająć pokój na kilka dni. - powiedział po angielsku z silnym amerykańskim akcentem, zdejmując okulary słoneczne Silhouette. W kolejnych dniach dość często się na niego natykała. Któregoś wieczoru zaproponował drinka, kiedyś przysiadł się, gdy jadła kolację. Ot, luźna, niezobowiązująca znajomość z hotelu, o jaką łatwo, a do niczego nie zobowiązuje. Natalia miała do niego słabość. Po pierwsze: nigdy nie traktował ją z wyższością, co nagminnie robili turyści - rezydentka to w ich oczach trochę lepsza służąca - a dla niego nigdy. Po drugie: nie narzucał się jej z propozycjami "romansowymi" - też miała nieprzyjemne doświadczenia z turystami, głównie samotnie podróżującymi mężczyznami, którzy uznawali ją za "łatwy towar" - on nigdy. Jego propozycja drinka - oznaczała faktycznie TYLKO drinka przed snem i odprowadzenie do drzwi pokoju. No i po trzecie: było coś urzekającego w jego niewzruszonym spokoju. Był co prawda sporo od niej starszy, dziesięć lat co najmniej. I nie był piękny, w sensie rysów twarzy czy sylwetki. Ale ona umiała patrzeć głębiej niż powierzchowność i widziała jego ciepło, wrażliwość i delikatność, w każdym jego uśmiechu, w pochyleniu głowy, w głosie. W ostatni dzień swojego pobytu, powiedział, że załatwił już wszystkie swoje sprawy służbowe, zaprosił ją na spacer po Weneckim Murze i tam uliczny fotograf zrobił im polaroidem dwa zdjęcia. Jedno wziął on - drugie dał jej. Po jego wyjeździe wsunęła je za okładkę swojego terminarza, tak, by widoczne było tylko jeśli się wiedziało jak ją odchylić. Natalia często to robiła: z polaroidowej odbitki patrzyły prosto w obiektyw ciepłe, niebieskie oczy, a usta wyginał lekki, nieco kpiący półuśmiech.
      ***
      Horatio wrócił do Miami - zdecydowanie to jedyne miejsce na świecie, w którym potrafi żyć! Nie zachodząc nawet do domu od razu podjechał do laboratorium. Pierwszą osobą którą zobaczył - był Frank Tripp. Po chwili siedzieli w pokoju Horatio i Frank zagłębił się w przywiezione z Cypru przez porucznika dokumenty.
      - No, no, no! - gwizdnął nagle. - Ktoś tu się nie przemęczał! Taką prace to ja rozumiem! - pomachał zdjęciem z polaroida. - Skąd taką piękność wyrwałeś, H? - Horatio delikatnie wyjął z jego palców odbitkę, uśmiechnął się patrząc na eteryczną, uduchowioną buzię szczupłej kobietki, okoloną miękkimi ciemnorudymi lokami.
      - To nie należy do sprawy, Frank.
      • kocynder Re: CSI Borejklan - niby fanfik 25.08.25, 22:26
        - Robert! Udało mi się! Udało! - Krzyknęła Nutria otworzywszy kopertę. Jej stateczny6 mąż podniósł na nią oczy.
        -A co, kochanie?
        - Dostałam się na tego Erasmusa w Stanach! Rany, cały rok zabiegów, starań, a już myślałam, że mi przejdzie koło nosa!
        - To wspaniale, kochana! Nikt nie zasłużył na to bardziej niż ty! - rozpoczął się okres urwania głowy: dopinanie na ostatni guzik wszystkiego, potwierdzanie wizy programu wymiany naukowej, zakwaterowanie, wszystkie kwestie techniczne... Kiedy właściwie wszystko było na tip-top, w biurze Erasmus+ powiedziano jej, że, niestety, szkoła w Minnesocie, do której miała jechać, z przyczyn niezależnych musiała wycofać się z programu, jednak w zamian organizator umówił placówkę na Florydzie, więc jeśli jej nie robi różnicy... Oczywiście, nie robiło: trzy miesiące na Florydzie! To nawet lepiej niż w Minnesocie!
        ***
        Natalia chłonęła rozpalone piękno Miami w każdej chwili swojego pobytu. Oczywiście zajęcia dydaktyczne zajmowały sporo czasu, ale dość dużo pozostawało na swobodne zwiedzanie. Tego dnia spacerując po nieznanej sobie dotąd dzielnicy zauważyła oryginalny budynek z frontem wygiętym w falę. Podeszła bliżej fotografując nietypową fasadę. Nagle poczuła czyjąś rękę na ramieniu. Zatrzymał ją policjant w mundurze.
        - Proszę pani, to budynek policyjny, nie wolno robić zdjęć! - wskazał na stosowny znak. Zanim zdążyła odpowiedzieć przerwał jej głos. Charakterystyczny, niski, który rozpoznałaby na krańcu świata.
        - Wszystko w porządku? - Mundurowy wyprostował się odruchowo
        - Tak, panie poruczniku. Pani robiła zdjęcia wejścia do laboratorium i funkcjonariuszy...
        - Ja się tym zajmę. - Uspokoił służbistę. - Dziękuję za czujność. - Zwrócił się w jej stronę. Pomimo upływu roku jego niebieskie oczy nadal magnetycznie na nią działały. - Usuń, proszę, te zdjęcia.
        - Oczywiście! Nie wiedziałam, że to policja i policjanci! Większość chodzi po cywilnemu! Ty też... - Uśmiechnął się, tym samym ciepłym uśmiechem, który od roku widziała tylko na zdjęciu, a za którym tęskniła. - Ma pan chwilę, panie poruczniku? Odnowilibyśmy znajomość z Cypru...
        - Teraz niezbyt... Czekam na przyjazd jednego z techników. Ale wieczorem powinienem mieć wolne. Gdzie po ciebie przyjechać? - podała mu adres akademika. - Będę około 18:00, dobrze? O, jest Eric! - obok nich ostro zatrzymał się srebrzysty hummer, wyskoczył z niego wysoki Portorykańczyk czy Kubańczyk.
        _ Horatio, nie uwierzysz co odkryłem! - jasnowłosy pożegnał Natalię skinieniem głowy i razem z technikiem pośpieszyli do budynku. Natalia w myśli zrobiła szybki przegląd ciuchów jakie mogłaby włożyć na siebie na tą wieczorną randkę. Randkę? No, w sumie... Przecież to tylko spotkanie z dawnym znajomym! Uspokoiła sama siebie i szybko wróciła do swojego pokoju., dzielonego z pięcioma innymi uczestniczkami Erasmusa. Wyrzuciła wszystko z torby - i nie znalazła nic odpowiedniego. Jej duże szare oczy wypełniły się łzami - tak bardzo chciała pokazać mu, że wtedy, na Cyprze, była w pracy, ale potrafi być tez inna, a tu jak na złość, ma tylko stroje takie zwyczajne. Tak zastała ją Chloé, jedna ze współlokatorek. Kiedy zrozumiałą w czym rzecz - po koleżeńsku sięgnęła do swojej walizki. "Na szczęście jesteś szczupła i zgrabna, taką jak ty łatwo fajnie ubrać!" - oceniła Francuzka. O 17:30 Natalia była gotowa: makijaż subtelny, ale podkreślający urodę, sandałki w kolorze kobaltu na wysokich, cieniutkich szpilkach i sukienka - istne cudo, z nakładających się na siebie półprzejrzystych warstw jedwabiu w różnych odcieniach szarości, granatów i czerni. Kiedy wyszła z budynku i ruszyła powoli (ze względu na te niebotyczne obcasy!)zobaczyła w oczach czekającego mężczyzny błysk, który każda kobieta identyfikuje właściwie: spojrzenie mówiące "Jesteś wyjątkowa, piękna, seksowna!". Delikatnie oparła dłoń na rękawie jego marynarki. Uśmiechnęli się do siebie i te uśmiechy powiedziały im obojgu, że Natalia nie wróci na noc do akademika. Ani tą, ani żadną z najbliższych...
        • ako17 Re: CSI Borejklan - niby fanfik 25.08.25, 22:48
          kocynder napisała:

          Nata
          > lia nie wróci na noc do akademika. Ani tą, ani żadną z najbliższych...
          >
          w tĘ noc nie wróci. Bez względu na czar kocyndrowych opisów, będę się czepiać prawidłowej odmiany zaimka wskazującego.
          Czy mogę wymierzyć karę?
          • kocynder Re: CSI Borejklan - niby fanfik 25.08.25, 22:55
            Moja wina! Wymierzaj.
            • ako17 Re: CSI Borejklan - niby fanfik 26.08.25, 12:10
              kocynder napisała:

              > Moja wina! Wymierzaj.
              >

              Myślę, że sprawiedliwie będzie, jak pojedziesz nad morze pociągiem - nie musi być Pomorzanin - z dwiema zaospowanymi siostrzenicami, namiotem i gitarą. Tylko daj znać na kiedy masz bilet, muszę zorganizować jakiegoś psychola, który się przykuje kajdankami. Z tego co wiem, to blisko masz, kara nie będzie dotkliwa.
              Może tak być?
              • kocynder Re: CSI Borejklan - niby fanfik 26.08.25, 14:44
                Jest problem. Co prawda mam namiot i gitarę, ale nie mam ospy ani siostrzenic. A bilety, jako że mieszkam w Gdańsku mogę kupić bez problemu, bo coby się poddać karze mogę pojechać na Hel, nad otwarte morze.
                • ako17 Re: CSI Borejklan - niby fanfik 26.08.25, 20:11
                  kocynder napisała:

                  > Jest problem. Co prawda mam namiot i gitarę, ale nie mam ospy ani siostrzenic.
                  > A bilety, jako że mieszkam w Gdańsku mogę kupić bez problemu, bo coby się podd
                  > ać karze mogę pojechać na Hel, nad otwarte morze.
                  >
                  A bratanice masz? Może jedną chociaż? Nawet bez ospy, może być z czym innym.
                  Dzieci zawsze na coś chorują
                  • kocynder Re: CSI Borejklan - niby fanfik 26.08.25, 20:17
                    Bratanicę dorosłe obie. Mężate i na własnym. To już się nie liczą, nawet gdyby miały ospę.
                    Przeczytałaś zakończenie? ;)
                    • ako17 Re: CSI Borejklan - niby fanfik 26.08.25, 22:30
                      kocynder napisała:

                      > Bratanicę dorosłe obie. Mężate i na własnym. To już się nie liczą, nawet gdyby
                      > miały ospę.

                      ale może mają córki?

                      > Przeczytałaś zakończenie? ;)

                      Pewnie! Nawet się na chwilę do niego doczepiłam, ale skoro poprawiłaś błąd rzeczowy, to co mam z tym dalej robić? Tylko się zaśmiewać z konceptu - ale, prawdę mówiąc, fizycznie mogło się to było zdarzyć. Mało prawdopodobne, ale możliwe.

                      Ja tam de domo Borejkównom romansów nie żałuję, wszak za wiele ich nie zaznały.
                      1. Gaba - mąż co nie umiał kochać, dwoje dzieci nagotował i zwiał.
                      Drugi mąż - trzecie dziecko, nic w sensie romansowym, ot - Grześ - mąż przyjaciel, telepatam, melepetam. Jakby chciał jakieś tetetete, to zawsze się Bernard objawi, a i szczypiorek w brodzie pewnie się znajdzie, jak na zawołanie.
                      Drugi mąż wkurzony? To mu jeszcze dowalimy zmywarką w domu, będzie ciepło i miło :).
                      >
                      2. Ida - ta to miała trochę życia romansowego, bo w wieku dorosłym przystojny robotnik był, a przed dorosłością tych dwóch milusiów (Walduś i Klaudiusz im było). Jakoś ta Ida umiała sobie życie urozmaicać, odkąd się wyrwała z okowów fizycznej nieatrakcyjności.

                      3. Nutria - oj, cicha woda. Po epizodach stricte romantycznych (wykładowca z żoną i syneczkiem im. Rainer Maria), przeorała dwóch braci. Obaj, jak mi się wydaje, warci grzechu (na raz).

                      4. Patrycja - niby otoczona chłopakami - jednak, sądzę, że wianek trzymała dla Baltony. I ze wszystkich czterech sióstr, mimo deklaratywnie największego powodzenia, ona chyba miała najmniej szans na jakieś bujniejsze życie erotyczne. Trafiła szybciutko na swojego, wyszła za mąż i jedyne możliwości zdobywania doświadczeń musiały się odbywać w okoliczności zdradzania mężka (no co, skoro on o niej mówi "żonka", to ona o nim chyba może mówić "mężek"?).
                      • kocynder Re: CSI Borejklan - niby fanfik 27.08.25, 07:56
                        Bratanicę bezdzietne, jedna od poniedziałku ma psa (samoyed), ale nie będę psu życzyć choroby!

                        Właśnie bawiło mnie kombinowanie JAK to by się zdarzyć mogło, tak, żeby miało pozory realności. Kongres medyczny w Stanach? No bywają kongresy, czy Idą by się akurat załapała to inna bajka, no ale skoro już jest demonem że skalpelem... Kursy dotacji unijnych były i są, czy akurat Bank Inwestycyjny to łba nie dam, ale w sumie czemu nie? I tak dalej.
                        Oczywiście serio gdyby to miało być, trzeba by się zwrócić do producenta CSI Miami o zgodę na wykorzystanie, posprawdzać te kursy, Erasmusy itd, ale to tylko zabawa.

                        Jak Borejkówny nie zaznały? Przeca napisałam, że miały! :D A że poza Gabą w sumie miały jednego kochanka to już trudno. ;) Oczywiście w treści książek masz całkowitą rację. I to chyba też powód, dla którego "zaszalałam" w tym ff. No, bez szczegółów technicznych, uważam że detale w takich sprawach są zbędne.

                        A odpowiednikiem "żonki" jest "mężuś" - równie koszmarnie brzmiący.
          • kocynder Re: CSI Borejklan - niby fanfik 25.08.25, 22:58
            A ad tematum? Chciałaś Nutryję. No i wiadomo skąd Szymon, ten Erasmus+... A nawiązanie do cypryjskiego wojażu także jest. Bo mi jakoś Nutria nie pasowała do pójścia ot tak, z prawie obcym facetem. A tu nie "prawie obcy" tylko poniekąd znajomy. ;)
          • kocynder Re: CSI Borejklan - niby fanfik 26.08.25, 06:33
            Jeszcze muszę wymyślić jak rozwiązać rok 2001, żeby w 2002 mogli przyjść na świat pulpowa Nora i nutriowy Jędrek...
    • kocynder Re: CSI Borejklan - niby fanfik 26.08.25, 17:13
      Lato 2030.
      W związku z perturbacjami w życiu osobistym swojej córki Laury Gabrysia, najstarsza z czterech sióstr wygłosiła sążnistą przemowę o wartościach rodzinnych, obowiązkach i wierności, po czym weszła do domu zostawiając na ganku swoje trzy młodsze siostry. W sumie nie wiadomo do kogo swoją perorę okraszaną łacińskimi cytatami adresowała, bowiem jej niepokorna córka przebywała w Paryżu, dokąd wyjechała zabierając ze sobą syna, natomiast porzucając męża. Drzwi zamknęły się z hukiem.
      - Będzie ryczeć? - zapytała ostrożnie najmłodsza z nich, Patrycja.
      - Zapewne. - zimno skwitowała Ida, najstarsza ze zgromadzonych przy stole. - Jak zawsze. - Natalia przymknęła znużone oczy.
      - Nie mów tak, Idulku... - Poprosiła. - Gabunia się martwi. W końcu w naszej rodzinie wszystkie zawsze przestrzegałyśmy reguł!
      - Bzdura! - prychnęła Ida. - Kompletna! - spojrzała koso na siostrę. - Serio, nigdy nie złamałaś reguł? Nigdy nie przekroczyłaś prędkości? Nie zdradziłaś Roberta? - Nutria zmartwiała. Czuła jak na jej policzki wpływa zdradziecki, krwawy rumieniec. - No? Proszę! - prychnęła Ida.
      - Daj spokój, to był tylko jeden raz. I w ogóle...
      - A ja Marka zdradziłam nie raz. Ale tylko z jednym kochankiem, to nie wiem jak liczyć? - parsknęła śmiechem Ida. - Baby, dajmy spokój krygowaniu! Sześćdziesiątka na karku, niech chociaż jest co wspominać! Ja mam! I wiecie co? Nie żałowałam ani przez moment! W gruncie rzeczy... - Ściszyła głos. - Wiecie... Nigdy nie robiliśmy badań genetycznych, ani nic... Ale jestem prawie pewna, że ani Józek ani Łusia nie są Marka...
      - No coś ty?!?!!? - sapnęła Patrycja. Ja akurat wiem. Bo zdradziłam Florka tylko raz, za to w gruncie rzeczy przez dwa miesiące... I kiedy zaszłam w ciążę nie byłam pewna. A raczej byłam prawie pewna. I po urodzeniu Szymka zrobiłam badanie. Test wykluczył ojcostwo Florka. Później nigdy, absolutnie nigdy nikogo innego! - Natalia poderwała się i wbiegła do domu. Siostry słyszały szybkie jej kroki na schodach, a potem powrotne. Usiadła tuląc swój ukochany, stary terminarz. Składał się on z wymienianego co roku kalendarza, mnóstwa kartek, zapisków i notatek w jednej ciemnozielonej okładce w smoki. Nutria odchyliła okładkę i wyjęła zza niej prostokąt starej fotografii zrobionej polaroidem.
      - Tylko raz. Boże, cały czas mam nadzieję, że Szymon jednak jest synem Roberta a nie... To było jak byłam na Erasmusie, w Stanach, ale poznałam go wcześniej, na Cyprze. Amerykanin. Policjant. To jedyna pamiątka. - położyła fotografię na stole. Ida i Pulpa tak gwałtownie chciały ją zobaczyć, że aż się zderzyły głowami, ale zamiast jojczeć o guzach obie zgodnie westchnęły
      - Horatio!?!?!? - przy stole zapadła cisza...
      • kocynder Re: CSI Borejklan - niby fanfik 26.08.25, 17:14
        - No coś ty?!?!!? - sapnęła Patrycja. Ja akurat wiem. Bo zdradziłam Florka tylko raz, za to w gruncie rzeczy przez dwa miesiące... I kiedy zaszłam w ciążę nie byłam pewna. A raczej byłam prawie pewna. I po urodzeniu Szymka zrobiłam badanie. Test wykluczył ojcostwo Florka

        Oczywiście Patrycja mówi o urodzeniu ANI, a nie Szymona! Tak to jest jak się pisze "na gorąco"!
        A teraz koniec!
        • ako17 Re: CSI Borejklan - niby fanfik 26.08.25, 20:17
          kocynder napisała:

          > - No coś ty?!?!!? - sapnęła Patrycja. Ja akurat wiem. Bo zdradziłam Florka tylk
          > o raz, za to w gruncie rzeczy przez dwa miesiące... I kiedy zaszłam w ciążę nie
          > byłam pewna. A raczej byłam prawie pewna. I po urodzeniu Szymka zrobiłam badan
          > ie. Test wykluczył ojcostwo Florka
          >
          > Oczywiście Patrycja mówi o urodzeniu ANI, a nie Szymona!

          Ojej, poprawiłaś się... a już chciałam wymierzać następną karę, chociaż jeszcze poprzedniej żeśmy dobrze nie wynegocjowały.
          No nic, nie ma tego złego. Okazuje się, że Kocynder się krygowała, twierdząc wielokrotnie, że nie umie w fanfiki.
          Może za krygowanie się, niegodne prawdziwej, niemalowanej kobiety bez sztucznego biustu też się kwalifikuje jako przewinienie i można jakąś pokutę wymierzyć?
          Jbc, ja chętnie wymierzę.
          • ako17 Re: CSI Borejklan - niby fanfik 26.08.25, 22:40
            ako17 napisała:


            > Może za krygowanie się, niegodne prawdziwej, niemalowanej kobiety bez sztuczneg
            > o biustu też się kwalifikuje jako przewinienie i można jakąś pokutę wymierzyć?

            Widzę błąd gramatyczny, nie trzeba krzyczeć. Winno być:

            Może krygowanie się, niegodne prawdziwej, niemalowanej kobiety bez sztuczneg o biustu też się kwalifikuje jako przewinienie i można jakąś pokutę wymierzyć?
            • kocynder Re: CSI Borejklan - niby fanfik 27.08.25, 07:43
              Się nie kryguję. Nie umiem. To PIERWSZY ciąg takich scenek mający jakiś koniec. Zazwyczaj mi przychodzi błysk - jedna scenka bez "przed" i bez "po". :)
          • kocynder Re: CSI Borejklan - niby fanfik 27.08.25, 08:01
            "Ida i Pulpa tak gwałtownie chciały ją zobaczyć, że aż się zderzyły głowami, ale zamiast jojczeć o guzach obie zgodnie westchnęły
            - Horatio!?!?!?"

            Tutaj mi to "westchnęły" nie do końca pasuje, ale nie mam pomysłu. Bo to miał być taki wyraz szoku, coś pośredniego między westchnieniem, jękiem, szeptem zbielałymi nagle wargami a krzykiem... ;) Jak to napisać?
            • ako17 Re: CSI Borejklan - niby fanfik 27.08.25, 11:10
              kocynder napisała:

              > "Ida i Pulpa tak gwałtownie chciały ją zobaczyć, że aż się zderzyły głowami, al
              > e zamiast jojczeć o guzach obie zgodnie westchnęły
              > - Horatio!?!?!?"
              >
              > Tutaj mi to "westchnęły" nie do końca pasuje, ale nie mam pomysłu. Bo to miał b
              > yć taki wyraz szoku, coś pośredniego między westchnieniem, jękiem, szeptem zbie
              > lałymi nagle wargami a krzykiem... ;) Jak to napisać?

              Może: Ida i Pulpa tak gwałtownie chciały ją zobaczyć, że aż się zderzyły głowami, ale nie zwróciły nawet uwagi na możliwe guzy. Za to z ich piersi wydarł się ni to jęk, ni krzyk, ni westchnienie:
              - Horatio!?!?!?"
              • kocynder Re: CSI Borejklan - niby fanfik 27.08.25, 13:17
                W każdym razie okazało się, że Józef i Łucja są rodzeństwem (mają wspólną matkę i wspólnego ojca), Kazimierz jest ich bratem przyrodnim (wspólna matka, inny ojciec). Ich siostrą przyrodnią jest Ania (inne matki, wspólny ojciec), która z kolei ma przyrodnią siostrę Norę (wspólna matka, inny ojciec). Józef, Łucja i Ania mają ponadto przyrodniego brata Szymona (znów inna matka, wspólny ojciec), który to Szymon ma przyrodniego brata Jędrka (wspólna matka, inny ojciec). Ufff... Skomplikowało to nieco genealogię...
                • minerwamcg Re: CSI Borejklan - niby fanfik 04.09.25, 20:01
                  "On wciąż
                  Był sprawcą wielu ciąż
                  Jako mąż i nie mąż
                  Jako mąż i nie mąż
                  Jako mąż i nie mąż
                  Jako mąż i nie mąż
                  Jako mąż i nie mąż
                  Jako mąż i nie mąż
                  Jako mąż i nie mąż"
                  • kocynder Re: CSI Borejklan - niby fanfik 04.09.25, 20:15
                    Zasadniczo to tylko jako nie mąż. Jedyną jego ślubną była Marisol, którą dzień po ślubie "zdmuchnął" snajper Mala Noche.
                    • ako17 Re: CSI Borejklan - niby fanfik 04.09.25, 20:38
                      kocynder napisała:

                      > Zasadniczo to tylko jako nie mąż. Jedyną jego ślubną była Marisol, którą dzień
                      > po ślubie "zdmuchnął" snajper Mala Noche.
                      >

                      Moment, a Julia Winston nie była żoną Horatia? I Kyle był nieślubny?
                      Możliwe że tak, bo H. się coś chyba późno dowiedział o istnieniu potomka, Kyle był już nastolatkiem. Dobrze pamiętam?
                      • kocynder Re: CSI Borejklan - niby fanfik 04.09.25, 20:59
                        Dobrze pamiętasz. O istnieniu Kyle'a Horejszio się dowiedział, kiedy chłopak miał jakoś 14 czy 16 lat. Julia była jego partnerką, przynajmniej w jakimś tam sensie, ale nie żoną. Z tego co pamiętam, a nie chce mi się sprawdzać
                        • ako17 Re: CSI Borejklan - niby fanfik 04.09.25, 21:32
                          kocynder napisała:

                          > Dobrze pamiętasz. O istnieniu Kyle'a Horejszio się dowiedział, kiedy chłopak mi
                          > ał jakoś 14 czy 16 lat. Julia była jego partnerką, przynajmniej w jakimś tam se
                          > nsie, ale nie żoną. Z tego co pamiętam, a nie chce mi się sprawdzać
                          >

                          dobry był w nieślubnych...
                          Wszelako do Borejklanu to nie pasuje, chociaż H. był również przedstawiany jako przeszlachetny, albo i nadszlachetny (i, swego czasu, bawiło mnie kupowanie tego wizerunku), ale w Jeżycjadzie była zaledwie dwójka dzieci nieślubnych: Róża (a i to nie wiemy, czy na pewno, bo się daty plączą) oraz mała Mila.
                          • kocynder Re: CSI Borejklan - niby fanfik 05.09.25, 06:29
                            "w Jeżycjadzie była zaledwie dwójka dzieci nieślubnych: Róża (a i to nie wiemy, czy na pewno, bo się daty plączą) oraz mała Mila."
                            Formalnie. No i to co napisałam nijak nie podważa formalnego stanu rzeczy. Idą jest żoną Marka, kropka. Jak to stoi w przepisach? "Dziecko urodzone w małżeństwie jest automatycznie uznawane za dziecko tej pary." czy jakoś tak. Idą wszak mówi siostrom że NIE WIE, czy ojcem Józwy i Łuśki jest Marek czy Horejszio. Nutria też nie ma pewności. Tylko Pulpa zrobiła test i wie, ale testy DNA zrobi sporą część laboratoriów, i taki zrobiony test nic nie daje. O zmianę stanu prawnego musiałby ktoś wystąpić do sądu. A wcale nie mamy informacji, czy Pulpa poinformowała Florka... I to akurat jest, z tego co wiem, zgodne z prawem polskim. W dokumentach każde z dzieci ma wpisanego jako ojca męża matki - z prawnego punktu widzenia Horejszynic do nich. A prawdę znają tylko one. No, chyba, ze zwrotem "do Borejklanu to nie pasuje" negujesz opcję, że KAŻDA z sióstr zdradziła męża co najmniej raz. Ale nie takie rzeczy się w życiu zdarzają...
                            • ako17 Re: CSI Borejklan - niby fanfik 05.09.25, 12:13
                              kocynder napisała:

                              > "w Jeżycjadzie była zaledwie dwójka dzieci nieślubnych: Róża (a i to nie wiemy,
                              > czy na pewno, bo się daty plączą) oraz mała Mila."
                              > Formalnie. No i to co napisałam nijak nie podważa formalnego stanu rzeczy. Idą
                              > jest żoną Marka, kropka. Jak to stoi w przepisach? "Dziecko urodzone w małżeńst
                              > wie jest automatycznie uznawane za dziecko tej pary." czy jakoś tak. Idą wszak
                              > mówi siostrom że NIE WIE, czy ojcem Józwy i Łuśki jest Marek czy Horejszio. Nut
                              > ria też nie ma pewności. Tylko Pulpa zrobiła test i wie, ale testy DNA zrobi sp
                              > orą część laboratoriów, i taki zrobiony test nic nie daje. O zmianę stanu prawn
                              > ego musiałby ktoś wystąpić do sądu. A wcale nie mamy informacji, czy Pulpa poin
                              > formowała Florka... I to akurat jest, z tego co wiem, zgodne z prawem polskim.
                              > W dokumentach każde z dzieci ma wpisanego jako ojca męża matki - z prawnego pun
                              > ktu widzenia Horejszynic do nich. A prawdę znają tylko one. No, chyba, ze zwrot
                              > em "do Borejklanu to nie pasuje" negujesz opcję, że KAŻDA z sióstr zdradziła mę
                              > ża co najmniej raz. Ale nie takie rzeczy się w życiu zdarzają...
                              >
                              W sumie racja.
                              Z innej beczki: myślisz, że Kyle płakał w kołysce z powodu swej nieślubności? Czy po drugiej stronie Atlantyku takie myślenie nie obowiązuje?
                              • kocynder Re: CSI Borejklan - niby fanfik 05.09.25, 15:01
                                Nie znam się na niemowlętach za bardzo, ale jestem pewna, że płakał. Acz wątpię by z powodu nieślubności swojej.
                                Natomiast wypisując "prawidłowe" relacje rodzinne, faktycznie, pominęłam, że Józef, Łucja, Anna i Szymon wszyscy razem mają przyrodniego brata (Kyle Harmon - różne matki, ten sam ojciec), oraz dwie sztuki kuzynów (Raymond junior, syn brata i bratowej Horejszio, oraz Madison, córka brata Horejszio z kochanką - zabijcie, nie pamiętam jak ona miała na imię)...
                                • ako17 Re: CSI Borejklan - niby fanfik 05.09.25, 16:02
                                  kocynder napisała:

                                  > Nie znam się na niemowlętach za bardzo, ale jestem pewna, że płakał. Acz wątpię
                                  > by z powodu nieślubności swojej.

                                  Kocham, kocham, pierogi z grzybami :)

                                  > Natomiast wypisując "prawidłowe" relacje rodzinne, faktycznie, pominęłam, że Jó
                                  > zef, Łucja, Anna i Szymon wszyscy razem mają przyrodniego brata (Kyle Harmon -
                                  > różne matki, ten sam ojciec), oraz dwie sztuki kuzynów (Raymond junior, syn bra
                                  > ta i bratowej Horejszio, oraz Madison, córka brata Horejszio z kochanką - zabi
                                  > jcie, nie pamiętam jak ona miała na imię)...

                                  Faktycznie! i Kyle chyba jej szpik swój podarował?
                                  • kocynder Re: CSI Borejklan - niby fanfik 05.09.25, 16:12
                                    Nie! Madison ma przeszczepiony szpik Raya juniora. Znaczy swojego brata przyrodniego. Kyle jest krewnym "o stopień dalszym" - ich ojcowie byli braćmi.
                                    • ako17 Re: CSI Borejklan - niby fanfik 05.09.25, 19:22
                                      kocynder napisała:

                                      > Nie! Madison ma przeszczepiony szpik Raya juniora. Znaczy swojego brata przyrod
                                      > niego.

                                      Ogromnie przepraszam. Ogromnie.
                                      • kocynder Re: CSI Borejklan - niby fanfik 05.09.25, 19:30
                                        Byśmy tylko takie problemy miały w życiu jak pogmatwane losy bohaterów serialu... Znaczy nie w sensie, żebyśmy miały problemy tych bohaterów, tylko żeby dla nas największym problemem było to czy bohater x czy y coś tam.
                  • kocynder Re: CSI Borejklan - niby fanfik 04.09.25, 20:17
                    No i, mam nadzieję, że cię niby - fanfiki rozbawił. Miało być "prawie realnie" tylko... Poza akcją książek. ;)
              • kocynder Re: CSI Borejklan - niby fanfik 28.08.25, 18:24
                Przepraszam, ale muszę, bo się uduszę! :D Proszę nie bić! Wiem, ze miał być koniec, ale...

                Gabrysia siedziała w swoim pokoju ze wzrokiem nieruchomo wbitym w drzewo za oknem. Miała problem, który nazywał się Laura. Jej śliczna, ale "wyrodna" córka. Och Różyczka, starsza, była idealna - miała miedzianoblond grzywkę, oczy jak kasztany, dokładnie jak ona sama. A Laura? Och... Gabrysia schowała twarz w dłoniach. Różyczka urodziła się w paskudnym czasie - paskudnym zarówno politycznie jak i prywatnie, dla samej Gaby. Urodziła się tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego, w sklepach pustki, na ulicach patrole milicyjne, internowania... A w tym wszystkim ona, młoda matka, de facto samotna, bo Janusz, jej mąż, wyjechał w niecałe dwa tygodnie po narodzinach Różyczki. Szczęściarz, zdążył tuż przed zamknięciem granic! No a potem... Powrócił do Polski w marcu 1984 roku. Przez jakiś czas próbowali wszystko odbudować, ale potem Janusz się zbiesił, nakichał na socjalistyczną ojczyznę i wybył na zachód, tym razem na stałe. Taka była wersja oficjalna. Prawdę znali tylko Janusz (i to nie całą) i ona. Może trzeba było powiedzieć mamie wtedy całą prawdę? Ale nie umiała...
                ***
                To Janusz pierwszy zauważył. Był początek lipca. Nie zaczął rozmowy przy wszystkich, odczekał, aż zostali sami.
                - Gabryś, jest coś co powinnaś mi powiedzieć?
                - Nnie... - Zająknęła się
                - Gaba, na litość, nie kłam! Jesteś w ciąży!
                - Nooo... Tak jakby. Ale to się wszystko jakoś ułoży, Jasiu... - spojrzała na niego błagalnie. Wstał.
                - Co się ułoży?! Przecież nie spaliśmy ze sobą od urodzenia się Róży! Od mojego powrotu mówiłaś, że musimy się poznać na nowo i tak dalej! Ok, zaufałem ci. Wierzyłem. Że to dla nas. Żebyśmy mogli zbudować coś wspólnego, trwałego! A ty...? - Gaba nie wiedziała czy bardziej bolą ją oskarżenia czy widziane po raz pierwszy łzy w jego oczach. - Ja cię serio kochałem... - Szepnął. Szybko wrzucał do swojej torby osobiste drobiazgi, ulubioną książkę, szary sweter, który dostał od niej na urodziny. - Mam nadzieję, że jesteś z siebie zadowolona? Bo mi właśnie spieprzyłaś życie. - rzucił z bólem nim trzasnął drzwiami. Zadrżała.
                ***
                To było blisko rok po wyjeździe Janusza. Mam świetnie opiekowała się Różyczką, a ona sama... Trochę się pogubiła. Nawet więcej niż trochę. Aż któregoś razu włócząc się bez sensu po Ogrodzie Botanicznym UAM wpadła na Ewę. Były w jednej klasie w liceum, ale nigdy się nie przyjaźniły. Teraz też wymieniły neutralne pozdrowienia, takie głupawe "No i co tam u ciebie?". W pewnej chwili Ewa rzuciła "Wiesz, mam zaproszenie na wykład z dziennikarstwa. Ale to nie moja bajka, chcesz?" i podała zaskoczonej Gabrysi podłużną kopertę. Rozstały się. Gaba wróciła do domu i... Jednak zdecydowała się pójść na te warsztaty.
                Weszła na aulę UAM. Po chwili na katedrę wszedł rektor uniwersytetu i powitawszy zebranych oznajmił.
                - Do poprowadzenia tych zajęć udało nam się pozyskać wyjątkowego człowieka. To niezwykły dziennikarz, współpracujący z prasą paryską i strukturami ONZ! Podróżował po całym świecie i ma ogromne doświadczenie. Do tej pory nikomu nie udało się namówić go, by podzielił się swoim doświadczeniem - jesteśmy pierwsi! Powitajcie go, proszę, ciepło: redaktor Maj! - Na katedrę wszedł wyjątkowy mężczyzna. Miał około 40 lat, czarne włosy i oczy jak diamenty. Gaba zawsze uważała, że takie porównania są tandetne, ale nie w tym przypadku. Zaczął wykład. Mówił spokojnym, ciepłym głosem, o niskiej tonacji. Gabrysia nawet nie zauważyła, kiedy zaczęła notować i kiedy całkowicie pochłonęła ją zarówno treść jak i forma prelekcji. Po zajęciach podeszła nieśmiało. Uśmiechnął się, a to zapaliło w jego oczach tajemnicze ogniki.
                - Mogę w czymś pomóc?
                - Ja... Tylko... Chciałam... - Gaba nie poznawała sama siebie. Nigdy przecież tak nie dukała, nawet na fizyce! - Panie redaktorze... - Uśmiechnął się serdecznie i zaproponował
                - Może pójdziemy na kawę, to na pewno ułatwi pani zebranie myśli? - Na szczęście już w drodze oprzytomniała. Weszli do kawiarni w hotelu Mercury. - Mam tu pokój. - Wyjaśnił. - Nie znam Poznania, jestem z Warszawy. - Uśmiechnął się przepraszająco. Uśmiech miał zniewalający. Przez dwa tygodnie Gaba wracała do domu właściwie tylko na noce. Cudownie było poczuć się piękną, pożądaną, słyszeć szeptane "Gabryniu" (bo on nigdy nie4 mówił do niej Gaba). A potem... Potem musiał wracać. Pierw wezwała go redakcja z Warszawy, a później - Paryż. Po jakimś czasie dostała list, z pieczątką paryską. Na arkusiku wyjętym z koperty przeczytała
                "Kochana Gabryniu!
                Na razie, przez jakiś czas muszę tu zostać. Znaczy nie w Paryżu, wysyłają mnie do Brazylii, potem do Argentyny, a potem - sam jeszcze nie wiem. Moja misja potrwa zapewne dwa do trzech lat. Opowiadałem ci, że pracowałem nad rozbiciem organizacji "W". Pojawiły się nowe tropy wskazujące, że doktor Gebhardt, mój główny przeciwnik - żyje i ma się dobrze. Nie mogę tego tak zostawić, za dużo już sił, energii i czasu poświęciłem, by go dopaść. Odezwę się, gdy będę mógł to zrobić bezpiecznie, albo gdy wrócę. Nie martw się o mnie, mi się zawsze udaje. Sto całusów i perskie oczko - Twój Maj".
                • ako17 Re: CSI Borejklan - niby fanfik 28.08.25, 20:37
                  kocynder napisała:


                  > Na razie, przez jakiś czas muszę tu zostać. Znaczy nie w Paryżu, wysyłają mnie
                  > do Brazylii, potem do Argentyny, a potem - sam jeszcze nie wiem. Moja misja pot
                  > rwa zapewne dwa do trzech lat. Opowiadałem ci, że pracowałem nad rozbiciem orga
                  > nizacji "W". Pojawiły się nowe tropy wskazujące, że doktor Gebhardt, mój główny
                  > przeciwnik - żyje i ma się dobrze. Nie mogę tego tak zostawić, za dużo już sił
                  > , energii i czasu poświęciłem, by go dopaść. Odezwę się, gdy będę mógł to zrobi
                  > ć bezpiecznie, albo gdy wrócę. Nie martw się o mnie, mi się zawsze udaje. Sto c
                  > ałusów i perskie oczko - Twój Maj".

                  nie wierzę - ale dane z Jeżycjady wskazują na coś podobnego ;)
                  >
                  • kocynder Re: CSI Borejklan - niby fanfik 28.08.25, 20:52
                    Dobra, stalowe oczy Tygrysa kolidują, Teleszyński ma ciemne (a to on grał red. Maja). Ale Pulpa ma niebieskie, Milicja chyba też jasne... Udało by się?
                    Mogłam coś pochrzanić z datami, ja w czasowe słaba jestem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka