Dodaj do ulubionych

W obronie Ignacego Borejki

27.01.26, 21:13
Dobry Den,
Tak sobie przeglądam incognito forum i uderza mnie dość mocno negatywna ocena Ignacego Borejki. Uważam że jest ona w dużej mierze niezasłużona i chciałem zwrócić uwage na kilka elementów.

Po pierwsze, od samego poczatku sagi Borejków Ignacy utrzymuje sześciosobową rodzinę. Wiem że Mila dorabiała pracą dorywczą, ale przez zdecydowaną wiekszosc czasu była zajęta domem i córkami, więc jej możliwości zawodowe (chodzi mi o dostępny czas) byly dość okrojone. Przy tym nie wiemy jakie konkretnie stanowisko pełnił Igmacy w bibliotece Raczyńskich. Jednakże fakt, że mógł on utrzymać sześcioosobową rodzinę, miał znajomych pracowników naukowych i osobiscie przyjmował zagraniczne wizyty wskazuje, że jego.pozycja zawodowa musiała być stosunkowo wysoka. Potwierdza to również fakt jego internowania w czasie stanu wojennego, musiał on byc albo liderem/osobą cieszącą się dużym autorytetem w swoim środowisku pracy albo być stosunkowo wysoko w strukturze Solidarności. To wszystko w pewien sposób pokazuje, że Pan Borejko jednak calkiem nieźle potrafił się odnaleźć w realnym swiecie i wśród ludzi.

Wiem, że z tym utrzymaniem i biedą Borejków to taki neverending story. Niby caly czas są biedni, ale finalnie jak.przychodzi co do czego to kazdy ma się w co ubrać, kazdy ma co zjeść i kazda z corek ma srodki na indywidualny wyraz. Pamiętam, że Borejkowie od czasu do czasu sprzedawali tez książki, kiedy potrzebowali gotówki, no ale po pierwsze nie byly to duże kwoty, po drugie bylo to rozwiązane doraźnych, a po trzecie żeby sprzedać te książki, oni je musieli wczesniej mieć.

Największym zarzutem do Pana Borejki jest oczywiscie jego zachowanie podczas choroby żony i zrzucenie wszystkich obowiazkow domowych na Gabrysię. Ale właściwie jaka była alternatywa ? Zdecydowana większość obowiazkow, które spadły na Gabrysię musiała.ona wykonywać w czasie, w ktorym powinna być w szkole. Ale Pan Borejko przecież nie obijał się w tym czasie i nie czytał książeczki popijając herbatę, ale pracował na utrzymanie calego domu. On z tej pracy nie mogl zrezygnować na miesiąc czy dwa, bo wtedy naprawdę widmo głodu zawisłoby jak miecz Damoklesa nad rodziną Borejków. Jakie byly inne alternatywy niż zrzucenie obowiazkow na Gabrysię ? Instytucje państwowe i miejskie nieoferowaly zadnej pomocy. Ida byla za młoda zeby odciążyć Gabrysię. O wynajęciu pomocy domowej nie mogło być mowy ze względu na finanse. Przecież ostatecznie sytuacje uratowała ciotka, która żeby to zrobić musiała załatwić sobie lewe zwolnienie lekarskie. Jednocześnie poznajemy sytuację z perspektywy Gabrysi, która nie widzi i nie moze widzieć tego co ewentualnie w calej tej sprawie robił/mogl robić jej ojciec. Zwłaszcza że nie jest to jedyne co przegapiła w tym tomie, choćby obślizgłość Pyziaka. Poza tym jakie byłyby największe konsekwencje jakie mogłyby spotkać Gabrysię? Chyba powtarzanie klasy, straciłaby rok. No nie jest to nic przyjemnego, ale w skali alternatyw nie jest to jakaś wielka tragedia, zwłaszcza że mamy przykłady innych bohaterów, którzy takie lata tracili (co prawda już na studiach).

Ignacy wielokrotnie pokazuje, że absolutnie nie ogarnia zajęć domowych, sprzątania, gotowania i dla chlopa urodzonego jeszcze przed wojną nie bylo to nic specjalnego, ot znak czasów. Jednak wielokrotnie też pokazuje, że wie jak się robi zakupy, wie że potrzeba do tego pieniędzy i ogarnia związek przyczyno-skutkowy na zasadzie żeby coś bylo trzeba to wcześniej kupić/zrobić. Przez co jego kompletne zagmatwanie i mamejowatość w okresie choroby żony można przynajmniej częściowo zrzucić na ciężki stan psychiczny w obliczu sytuacji kryzysowej.

Wiemy też że Mila była jednak w pewien sposób apodyktyczna w zarządzaniu domem I doswiadczaja tego jej córki, chyba calkiem rozsądnie byloby założyć, że majacy dużo mniej wprawy i doswiadczenka Ignacy również nie cieszyłby się entuzjazmem żony w obliczu większego zaangażowania w sprawy domowe.

Finalnie Ignacy przez długi czas w większości samodzielnie utrzymuje rodzinę (potem jeszcze dochodzą dzieci Gabrysię, ale wtedy dochodzi też pensja Gabrysi). Zawsze jest szanowany, kochany przez córki i cieszy się dość dużą estymą w rodzinie.

Więc kończąc, z tego Pana Borejki to chyba nie taki najgorszy mąż i ojciec.
Obserwuj wątek
    • atpasa Re: W obronie Ignacego Borejki 27.01.26, 21:19
      Nie dodałem na początku, a miałem to zrobić. Odnoszę się jedynie to początku sagi, czyli do Nutrii i Nerwusa. Wiem że pozniej postać skręca w bardzo różne rejony, ale jest to cecha rozwoju wielu postaci na późniejszym etapie fabuły. No więc później jest jak jest.
    • kooreczka Re: W obronie Ignacego Borejki 27.01.26, 21:34
      -Utrzymywanie dzieci to psi obowiązek rodziców. "Zajęcie domem" Mili to wymysł MM, żeby uwiarygodnić dośc naciąganą sytuację. Rodzina żyje na bardzo niskim poziomie, a znajomość pracowników naukowych i oprowadzanie kogokolwiek o niczym nie świadczy- delegacji zagranicznych było jak naplute, w braku chętnych brano z łapanki. Moja babcia z racji konwersacyjnej znajomości niemieckiego oprowadzała takowe po fabryce
      -Ignacy nie był "interowany" ale aresztowany, bo siedzi w momencie, kiedy wszyscy internowani dawno wyszli. O jego rzekomej działalności nie ma nic. Nikt też nie szykanuje jego rodziny (a np zmuszano dzieci do odejścia z ucelni i z pracy)

      Przepraszam, ale kolejny akapit to za przeproszeniem, pochrzan. Tak się składa, że w rodzinnej historii mam podobną sytuację z tego czasu, a nawet gorszą bo drobiazgu więcej, a najstarszy syn pracował.
      -Istniały urlopy na opiekę, lekarze chętnie dawali lewe zwolnienia (ciotka takie bierze, on nie może?). Instytucje pastwowe chętnie zaoferowałyby pomoc, gdyby z dziećmi przyszedł OJCIEC a nie starsza siostra (a zwłaszcza słomiany wdowiec ze łzami w oczach).
      I zakładanie, że powtarzanie roku to nic takiego... a jakie konsekwencje mogłyby spotkać Ignacego? Słucham?

      Ciężki stan psychiczny- brylowanie wśród młodzieży, uciekanie prze dziećmi i picie herbatki.

      Jeśli chcesz mieć sytuację, gdzie przeciążenie nastolatki jest realne, zajrzyj do Kamienicy Pod Magnolią - oboje rodzice pracują ciężko, w momencie, kiedy matka trafia do szpitala ojciec bierze nadgodziny, żeby utrzymać dom. Ale kiedy widzi, że córka nie wyrabia, włącza się jak może (mimo, że wraca z ciężkiej fizycznej pracy) i rodziela obowiązki w miarę sprawiedliwie.





      • przymrozki Re: W obronie Ignacego Borejki 28.01.26, 10:11
        kooreczka napisał:

        > -Istniały urlopy na opiekę, lekarze chętnie dawali lewe zwolnienia (ciotka taki
        > e bierze, on nie może?). Instytucje pastwowe chętnie zaoferowałyby pomoc, gdyby
        > z dziećmi przyszedł OJCIEC a nie starsza siostra (a zwłaszcza słomiany wdowiec
        > ze łzami w oczach).

        Nawet gdyby nic mu się nie należało, tylko figa z makiem i kop w tyłek, (w co nawiasem pisząc trudno mi uwierzyć) to to lewe L4, które pozwoliło dzieciom Ignaca przejść przez pierwsze dni po fatalnym Sylwestrze, powinien wziąć Ignacy, a nie Fela. Zwolnienie z pracy za nadużywanie zwolnień lekarskich powinno grozić jemu, a nie jej (inna rzecz, że akurat widzę, jak wielki publiczny pracodawca - nawet dzisiaj, a co dopiero wtedy - ściga pracownika autentycznie będącego w ciężkiej sytuacji życiowej za nieobecność w pracy, nawet jeżeli przedstawione przez niego zwolnienie lekarskie wydaje się lekko naciągane, najlepszy przykład, że Feli jakoś nie ścigano).
        • tt-tka Re: W obronie Ignacego Borejki 28.01.26, 10:30
          przymrozki napisała:


          > Nawet gdyby nic mu się nie należało, tylko figa z makiem i kop w tyłek, (w co n
          > awiasem pisząc trudno mi uwierzyć) to to lewe L4, które pozwoliło dzieciom Igna
          > ca przejść przez pierwsze dni po fatalnym Sylwestrze, powinien wziąć Ignacy, a
          > nie Fela.

          Ygnac przeciez tez odwalil lewizne. Zachorowal na swinke, a lekarz wystawil mu "dyskretne a przekonujace" zwolnienie, bo co, do swinki wstyd sie przyznac ?
          Poza wszystkim Ygnac nie musial brac zwolnienia lekarskiego, na dzieci mial legalne i ustawowe dwa tygodnie opiekunczego. PLATNE. Jak na wspolmalzonka, nie pamietam, ile tego przyslugiwalo i czy pelnoplatne, czy 80%, ale jakby sie przeszedl do swoich wlasnych kadr albo do Rady Zakladowej, zostalby poinformowany od reki i zalatwiony od reki.
          • przymrozki Re: W obronie Ignacego Borejki 28.01.26, 10:39
            tt-tka napisała:

            > jakby sie przesz
            > edl do swoich wlasnych kadr albo do Rady Zakladowej, zostalby poinformowany od
            > reki i zalatwiony od reki.

            I przy okazji pewnie dowiedział, że jest jakiś zakładowy fundusz, z którego coś mu się należy i dzięki któremu nie odczuje tych 20% brakującej pensji na urlopie opiekuńczym.
            • bupu Re: W obronie Ignacego Borejki 28.01.26, 11:21
              przymrozki napisała:

              > tt-tka napisała:
              >
              > > jakby sie przesz
              > > edl do swoich wlasnych kadr albo do Rady Zakladowej, zostalby poinformowa
              > ny od
              > > reki i zalatwiony od reki.
              >
              > I przy okazji pewnie dowiedział, że jest jakiś zakładowy fundusz, z którego coś
              > mu się należy i dzięki któremu nie odczuje tych 20% brakującej pensji na urlop
              > ie opiekuńczym.

              A nie kiwnął paluchem. W żadną stronę.
          • kocynder Re: W obronie Ignacego Borejki 28.01.26, 22:52
            Na współmałżonka 14 dni płatne 80%. Ale w przypadku dzieci nieletnich chorych (świnka) do 60 dni PEŁNOPŁATNEGO. I bez żadnej łaski. To wolne na dzieci dopiero stan wojenny zmienił na 14 dni. Oczywiście wymagało to pójścia do lekarza pediatry i wzięcia zwolnienia, no ale przysługiwało. I wcale nie "lewe".
            • tt-tka Re: W obronie Ignacego Borejki 29.01.26, 00:34
              Tak, sorry, pomylilam sie - na wspolmalzonka (a tez rodzica wiekowego i wymagajacegi opieki) 14 dni, na dziecko ponizej lat 14 do 60 dni. Plus urlop wypoczynkowy w wymiarze czterech tygodni. Ygnac do kwietnia mogl siedziec w domu i zajmowac sie dziecmi, a potem tez zona na rekonwalescencji. No ale nie.
              • kocynder Re: W obronie Ignacego Borejki 29.01.26, 01:03
                Biorąc pod uwagę, że Idusia ma wówczas lat jeszcze 13 (15 marca będzie miała 14), a Nutria i Pulpa to w ogóle maluchy - Ignacy mógłby (fakt, przy lekkim kombinowaniu) wziąć pierw 60 dni na Idę, później tyleż samo na Nutrię, następnie na Pulpę, a na deser 14 dni opieki nad żoną. Miałby 194 dni wolnego! Czyli w sumie prawie do połowy lipca, a nie, jak skromnie wyliczyłaś, do kwietnia... I to nie doliczając przysługującego urlopu wypoczynkowego! Całkiem serio - jeśli wcześniej nie nadużywał zwolnień (a wiemy, że nie, bo dom i córki były wyłącznie na głowie Mili) to lekarz zakładowy, po otrzymaniu kwitu od pediatry o chorobie zakaźnej od ręki i bez łaski by mu to L4 dał.
                • 3piota Re: W obronie Ignacego Borejki 29.01.26, 01:34
                  Nie. To tak nie działało. Nie oddzielnie na każde dziecko, tylko w sumie można było wykorzystać 60 dni w roku na opiekę nad dziećmi, bez względu na to czy miało się jedno dziecko czy jak tydzień dzieci miał siedmioro. Na dorosłego członka rodziny wymagającego opieki przysługiwało 14 dni i jeżeli taki okres zasiłkowy był wykorzystany, to z tej 60 - dniowej puli te dni były odejmowane i zostawało ich 46. Obecnie też tak jest.
                  • kocynder Re: W obronie Ignacego Borejki 29.01.26, 01:47
                    A, tu się upierać nie będę. Jednakowoż nawet i na samego siebie mógł wziąć zwolnienie. Niezależnie zaś - nie miał najmniejszego prawa przymuszać córki do robienia za darmową służbę i do zawalenia szkoły, bo on jest za leniwy, żeby cokolwiek zrobić. I nie, wbrew opinii Atpasy, zwalenie wszystkiego na Gabę - to nie była "jedyna możliwość".
    • iwoniaw Re: W obronie Ignacego Borejki 27.01.26, 22:30
      Jednak wielokrotnie też pokazuje, że wie jak się robi zakupy, wie że potrzeba do tego pieniędzy i ogarnia związek przyczyno-skutkowy na zasadzie żeby coś bylo trzeba to wcześniej kupić/zrobić.


      Przepraszam bardzo, to jest na serio?
    • tt-tka Re: W obronie Ignacego Borejki 27.01.26, 22:56
      Ygnac, parszywa jego twarz, pracuje caly czas tyle samo za tyle samo. gdy nie ma wcale dzieci, gdy ma ich dwoje i gdy ma ich czworo. Nie czuje sie ANI TROCHE odpowiedzialny za warunki bytowe rodziny, ktora zalozyl.

      Ygnac nie utrzymuje sam jeden szescioosobowej rodziny, co najmniej do 1970 roku zeruje na Gizeli, ktora zapewnia jego dzieciom to, czego nie zapewnili rodzice tych dzieci - od lokum po meble, wyzerke, leki i rozrywke.
    • bupu Re: W obronie Ignacego Borejki 27.01.26, 23:44
      atpasa napisał(a):

      >
      > Po pierwsze, od samego poczatku sagi Borejków Ignacy utrzymuje sześciosobową ro
      > dzinę. Wiem że Mila dorabiała pracą dorywczą, ale przez zdecydowaną wiekszosc c
      > zasu była zajęta domem i córkami, więc jej możliwości zawodowe (chodzi mi o dos
      > tępny czas) byly dość okrojone. Przy tym nie wiemy jakie konkretnie stanowisko
      > pełnił Igmacy w bibliotece Raczyńskich. Jednakże fakt, że mógł on utrzymać sześ
      > cioosobową rodzinę, miał znajomych pracowników naukowych i osobiscie przyjmował
      > zagraniczne wizyty wskazuje, że jego.pozycja zawodowa musiała być stosunkowo w
      > ysoka.

      Ledwie utrzymywał. I nie, on tej delegacji nie przyjmował, on ją oprowadzał po zamku w Kórniku.


      Potwierdza to również fakt jego internowania w czasie stanu wojennego,

      Ignacy nie był internowany, Ignacy siedział za bibułę (patrz Pulpecja).


      > Wiem, że z tym utrzymaniem i biedą Borejków to taki neverending story. Niby cal
      > y czas są biedni, ale finalnie jak.przychodzi co do czego to kazdy ma się w co
      > ubrać, kazdy ma co zjeść

      Ubrać i zjeść to jest gołe minimum tego, co rodzic powinien dzieciom dostarczyć (a i z tym było kiepsko (Na etapie KK Gaba ma z odzieży granatową spódnicę, dżinsy Odra i bure portki od dresu, a żarcie odbywa się na wyścigi i nikt nie grymasi bo mogą go obezreć).

      > i kazda z corek ma srodki na indywidualny wyraz.

      Na jaki indywidualny wyraz?



      > Największym zarzutem do Pana Borejki jest oczywiscie jego zachowanie podczas ch
      > oroby żony i zrzucenie wszystkich obowiazkow domowych na Gabrysię. Ale właściwi
      > e jaka była alternatywa ?

      Ty tak poważnie? 😳


      Zdecydowana większość obowiazkow, które spadły na Gab
      > rysię musiała.ona wykonywać w czasie, w ktorym powinna być w szkole. Ale Pan Bo
      > rejko przecież nie obijał się w tym czasie i nie czytał książeczki popijając he
      > rbatę, ale pracował na utrzymanie calego domu. On z tej pracy nie mogl zrezygno
      > wać na miesiąc czy dwa, bo wtedy naprawdę widmo głodu zawisłoby jak miecz Damok
      > lesa nad rodziną Borejków.


      Łamiąca wiadomość: Istnieje, i wtedy też istniało, zwolnienie lekarskie z powodu choroby współmałżonka. Płatne. Nie pamiętam na jak długo mozna bylo je wtedy wziąć, z całą jednak pewnością był to czas wystarczający by Ignac zdołał przeorganizować życie rodziny.

      Jednocześni
      > e poznajemy sytuację z perspektywy Gabrysi, która nie widzi i nie moze widzieć
      > tego co ewentualnie w calej tej sprawie robił/mogl robić jej ojciec.

      Ależ on nic nie zrobił, poza dojściem do wniosku, że Gaba musi zwolnić się ze szkoły.

      Po
      > za tym jakie byłyby największe konsekwencje jakie mogłyby spotkać Gabrysię? Chy
      > ba powtarzanie klasy, straciłaby rok. No nie jest to nic przyjemnego, ale w ska
      > li alternatyw nie jest to jakaś wielka tragedia

      Kpisz, prawda?


      > Ignacy wielokrotnie pokazuje, że absolutnie nie ogarnia zajęć domowych, sprząta
      > nia, gotowania i dla chlopa urodzonego jeszcze przed wojną nie bylo to nic spec
      > jalnego, ot znak czasów. Jednak wielokrotnie też pokazuje, że wie jak się robi
      > zakupy, wie że potrzeba do tego pieniędzy i ogarnia związek przyczyno-skutkowy
      > na zasadzie żeby coś bylo trzeba to wcześniej kupić/zrobić.

      Wspaniały jest, dajcie mu order. 🙄

      Ignacy Borejko spłodził czwórkę dzieci. Jego psim obowiązkiem jest się nimi zająć. Tymczasem Ignac zwala wszystko najpierw na Gabe, potem na Fele, i ogólnie ma wszystko w de. No proszę cię.


      Przez co jego kompl
      > etne zagmatwanie i mamejowatość w okresie choroby żony można przynajmniej częśc
      > iowo zrzucić na ciężki stan psychiczny w obliczu sytuacji kryzysowej.

      Nie można, albowiem demonstruje te cechy, plus koncertowe lenistwo we wszystkich tomach w których się pojawia.


      > Finalnie Ignacy przez długi czas w większości samodzielnie utrzymuje rodzinę

      Co nie jest powodem do chwały i laurów, tylko gołym minimum.

      > (potem jeszcze dochodzą dzieci Gabrysię, ale wtedy dochodzi też pensja Gabrysi).

      Pensja Gabrysi dochodzi na początku lat 90, kiedy wspomniane dzieci są już dość wyrośnięte.


      > Więc kończąc, z tego Pana Borejki to chyba nie taki najgorszy mąż i ojciec.


      Poza tym że w obu rolach jest kompletnie bezużyteczny...
    • ako17 Re: W obronie Ignacego Borejki 28.01.26, 00:09
      atpasa napisał(a):

      > Dobry Den,

      Dobry, dobry, niniejszym serwuję herbatkę "godzina przy kominku" w obtłuczonym błękitnym kubku, pora zimowa, trzeba się jakoś ratować.

      > Po pierwsze, od samego poczatku sagi Borejków Ignacy utrzymuje sześciosobową ro
      > dzinę.

      Cóż, było to jego przyrodzonym obowiązkiem. Sześcioosobowa rodzina i, w konsekwencji, niepracująca na pełen etat żona (przy takiej liczbie osób w domu było naprawdę dużo pracy w samym domu) było właśnie tym, czego ten człowiek się dorobił w wieku lat 43.

      Wiem że Mila dorabiała pracą dorywczą, ale przez zdecydowaną wiekszosc c
      > zasu była zajęta domem i córkami, więc jej możliwości zawodowe (chodzi mi o dos
      > tępny czas) byly dość okrojone.

      Były.

      Przy tym nie wiemy jakie konkretnie stanowisko
      > pełnił Igmacy w bibliotece Raczyńskich. Jednakże fakt, że mógł on utrzymać sześ
      > cioosobową rodzinę,

      Stwierdzenie: "mógł utrzymać" należy tutaj poddać rzetelnej analizie.
      Po pierwsze, nawet traktując Kalamburkę jako apokryf, gdzie napisano, że Ignacy nigdy żadnego mieszkania dla siebie i żony oraz powiększającej się rodziny nie wynajął/ nie kupił/ nie załatwił w spółdzielni czy z innych zasobów (ba, on nawet na te kolejne załatwiane przez kogoś innego wybrzydzał), nie dowiadujemy się z KK nic o zabezpieczeniu przez ojca rodziny jakiegokolwiek lokum.

      Po drugie, zasoby finansowe sześcioosobowej rodziny były ograniczone o tyle, że ledwo wystarczało na podstawowe potrzeby. Jak to wykazała w którymś wątku tt-tka, Ignacy nie dostosowywał swojej pracy do liczby osób na utrzymaniu, nie brał dodatkowych zleceń, ćwierćetatów (nie mam pojęcia, czy miał możliwość je brać), gdy mu się rodzina rozrastała. Tyle samo pracował i zarabiał mając jedną córkę, gdy żona jeszcze zarabiała regularnie, jak i wtedy gdy miał na utrzymaniu 4 córki i niepracującą żonę.
      Po prostu powiększająca się rodzina musiała się podzielić tym, co zarobił Ignacy (i Mila wcześniej), czy było ich troje, czworo, czy sześcioro. Przy tym wszystkim uwzględniając najpierw wydatki Ignacego, który zanim doszedł do domu, lubił sobie kupić jakąś książkę z wypłaty.

      >miał znajomych pracowników naukowych

      Przypuszczam, że dowolny pracownik naukowy w latach 70-tych znał jakiegoś innego pracownika naukowego lub dwóch, a może nawet trzech?

      i osobiscie przyjmował
      > zagraniczne wizyty wskazuje, że jego.pozycja zawodowa musiała być stosunkowo w
      > ysoka.

      Skąd była ta zagraniczna wizyta? Zresztą, zagraniczna wizyta wyznaczona do zwiedzania biblioteki w Poznaniu nie wymagała szczególnie wysoko postawionego gospodarza. Ignacy mógł być np. (vice)kierownikiem działu historycznego Biblioteki Raczyńskich - byleby przyjmujący delegację miał wiedzę merytoryczną i potrafił oprowadzić po zbiorach oraz coś o nich opowiedzieć. Im nudniej i bardziej "spławiająco", tym pewnie lepiej. Delegacja się wyraźnie nudziła, wręczyła stosowne podziękowanie i z ulgą wyjechała. Sądząc po wyrażonym przez Ignacego zdumieniu przebiegiem tej akcji zawodowej, nie miał on wcześniejszego doświadczenia w przyjmowaniu tychże. Jednorazowa akcja, nie zaszkodziła ani nie pomogła. 3/10.

      Naprawdę mam nadzieję, że nie sugerujesz, iż Ignacy "robił coś" w jakichś służbach poza strukturami biblioteki, co pomagało mu utrzymywać stosunkowo wysoką pozycję zawodową i mieć z tego jakieś profity osobiste.
      Nie sądzę, by tak było, ale byłabym wręcz skłonna bronić tego (wtedy jeszcze) safanduły przed takimi sugestiami.

      Potwierdza to również fakt jego internowania w czasie stanu wojennego,

      On nie był internowany.

      m
      > usiał on byc albo liderem/osobą cieszącą się dużym autorytetem w swoim środowis
      > ku pracy albo być stosunkowo wysoko w strukturze Solidarności.

      Nic i nigdy nie pokazuje Ignacego Borejki w choćby najniższej strukturze Solidarności.


      > Wiem, że z tym utrzymaniem i biedą Borejków to taki neverending story. Niby cal
      > y czas są biedni, ale finalnie jak.przychodzi co do czego to kazdy ma się w co
      > ubrać,

      Gaba nie bardzo (ale ona o to nie dbała), Ida też niespecjalnie (ona akurat dbała, tylko właśnie nie było środków). O młodszych nie wiemy, przypuszczam, że mimo wszystko, były ubrane stosownie do wieku i pory roku. Ale też i nie miały wtedy wygórowanych wymagań.

      kazdy ma co zjeść

      Ja zwykle stałam na stanowisku, że nie jest prawdą, iż Borejkówny w KK nie dojadały - owszem, jadły skromnie, niezbyt wyszukane i może nie najsmaczniejsze jedzenie - jednak najadały się do syta. Ale przypomniał mi się właśnie taki fragment z KK:
      "(...) zdenerwowanie (...) nie pozwoliło Gabrieli skupić myśli na kwestiach obiadowych, w wyniku czego podała na stół wszystko, co ugotowała ciotka Fela. Miało to wystarczyć na dwa dni - lecz, niestety, zanim myśl ta pojawiła się w głowie Gabrieli, rodzina pochłonęła doszczętnie zawartość wazy z zupą i półmiska z krokietami, w którym to dziele zniszczenia i sama Gabriela miała niemały udział.

      Dlaczego dzieci zjadły na jeden raz obiad przeznaczony na 2 dni?

      i kazda z corek ma srodki na indywidualny wyraz.

      Uprzejmie poproszę o wykaz tych środków na indywidualny wyraz.

      Pamię
      > tam, że Borejkowie od czasu do czasu sprzedawali tez książki, kiedy potrzebowal
      > i gotówki, no ale po pierwsze nie byly to duże kwoty, po drugie bylo to rozwiąz
      > ane doraźnych, a po trzecie żeby sprzedać te książki, oni je musieli wczesniej
      > mieć.

      Jbc, to Ignacy raczej kupował książki niż cokolwiek innego. To co oni mieli sprzedawać?
    • przymrozki Re: W obronie Ignacego Borejki 28.01.26, 09:13
      Pomysł, żeby szesnastoletnia, ambitna dziewczyna (a chłopak? czy teza posta byłaby taka sama, gdyby Gabriela była Gabrielem?) z planami akademickimi rzucała szkołę - choćby tymczasowo - żeby zajmować się młodszym rodzeństwem jest sam w sobie niepokojący.

      A tutaj Ignacy oczekiwał od małoletniej, żeby zrezygnowała z nauki, kolegów i całego rówieśniczego życia, weszła przedwcześnie - nawet jak na lata '70 - w dorosłość tylko dlatego, że jej czterdziestoletni ojciec chce, żeby ciężka choroba jego żony, matki jego dzieci pozostała bez wpływu na komfort jego życia. I ja przepraszam, ale to jest obraz złego ojca. A co najmniej bezmyślnego.

      I tak właśnie Ignac był sportretowan w KK, jako człek nieogarniający rzeczywistości, niepraktyczny, zależny od szwagierki jakby był dzieckiem. On tam nie był postacią pozytywną (chociaż miał cechy pozytywne) i nie miał nią być, dopiero później, w następnych tomach, wyniesiono go do nienależnej mu godności Dobrego Ojca.
      • ciotka.scholastyka Re: W obronie Ignacego Borejki 29.01.26, 10:41
        przymrozki napisała:

        > Pomysł, żeby szesnastoletnia, ambitna dziewczyna (a chłopak? czy teza posta był
        > aby taka sama, gdyby Gabriela była Gabrielem?) z planami akademickimi rzucała s
        > zkołę - choćby tymczasowo - żeby zajmować się młodszym rodzeństwem jest sam w s
        > obie niepokojący.
        >
        Nie bez przyczyny w książkach dla młodzieży taka "nagła sytuacja rodzinna" bardzo często ma miejsce podczas wakacji.
        • tt-tka Re: W obronie Ignacego Borejki 29.01.26, 10:50
          ciotka.scholastyka napisała:

          > przymrozki napisała:
          >
          > > Pomysł, żeby szesnastoletnia, ambitna dziewczyna (a chłopak? czy teza pos
          > ta był
          > > aby taka sama, gdyby Gabriela była Gabrielem?) z planami akademickimi rzu
          > cała s
          > > zkołę - choćby tymczasowo - żeby zajmować się młodszym rodzeństwem jest s
          > am w s
          > > obie niepokojący.
          > >
          > Nie bez przyczyny w książkach dla młodzieży taka "nagła sytuacja rodzinna" bard
          > zo często ma miejsce podczas wakacji.

          A jesli zdarza sie w trakcie roku szkolnego, to w literaturze pisanej nie na kolanie i przemyslanej (znowu przywolam Dluga lekcje Ostrowskiej) ma swoje konsekwencje, sa rozterki, rozpacz, strach, takie czy inne problemy i jednak rozwiazanie INNE niz "zwolnij sie ze szkoly".
          • ako17 Re: W obronie Ignacego Borejki 29.01.26, 15:54
            tt-tka napisała:

            > ciotka.scholastyka napisała:
            >
            > > przymrozki napisała:
            > >
            > > > Pomysł, żeby szesnastoletnia, ambitna dziewczyna (a chłopak? czy te
            > za pos
            > > ta był
            > > > aby taka sama, gdyby Gabriela była Gabrielem?) z planami akademicki
            > mi rzu
            > > cała s
            > > > zkołę - choćby tymczasowo - żeby zajmować się młodszym rodzeństwem
            > jest s
            > > am w s
            > > > obie niepokojący.
            > > >
            > > Nie bez przyczyny w książkach dla młodzieży taka "nagła sytuacja rodzinna
            > " bard
            > > zo często ma miejsce podczas wakacji.
            >
            > A jesli zdarza sie w trakcie roku szkolnego, to w literaturze pisanej nie na ko
            > lanie i przemyslanej (znowu przywolam Dluga lekcje Ostrowskiej) ma swoje konsek
            > wencje, sa rozterki, rozpacz, strach, takie czy inne problemy i jednak rozwiaza
            > nie INNE niz "zwolnij sie ze szkoly".

            Ba! to nawet nie było proponowane przez Ignaca rozwiązanie!
            On się ZGODZIŁ, żeby Gaba się zwolniła ze szkoły. Sam uważał, że nie ma żadnej potrzeby, żeby cokolwiek w funkcjonowaniu domowej machiny ulegało zmianie (może po prostu jeszcze jakiś nowy dzidziuś był tam potrzebny, pewnie od razu wszystko by lepiej poszło, szkoda że autorka tak późno wpadła na ten pyszny koncept).
            Skoro Gabrysia uważa, że coś tam trzeba zrobić inaczej i do tego jest jej potrzebne zwolnienie ze szkoły, to proszę uprzejmie, mnie to ani grzębi ani zieje, że zacytuję Chmielewską.
            Tu naprawdę nie było takiego momentu, żeby ojciec usiadł z najstarszą, czy dwiema starszymi córkami i zaczęli coś ustalać, a wynikiem tych ustaleń było, że optymalnym rozwiązaniem będzie zwolnienie się najstarszej ze szkoły i przejęcie większości roli matki. Ignacy po prostu kompletnie zignorował problem, oraz ignorował wszelkie próby uświadomienia mu, że problem jest i to on powinien się nim zająć (sugestie Feli czy Gaby).
            • tt-tka Re: W obronie Ignacego Borejki 29.01.26, 16:01
              tak, pamietam, to bylo "to sie zwolnij, Gabuniu, jak uwazasz"
              Ygnac nawet do pomyslenia nie czul sie zobowiazany, masz racje, zignorowal po calosci
              olewus level master
              • briar_rose Re: W obronie Ignacego Borejki 29.01.26, 23:35
                Mam przeczucie, że właśnie tak wyglądała wtedy codzienność związana z prowadzeniem domu i podziałem ról :( Kobiety co prawda podejmowały pracę zawodową, ale nie wynikało to z potrzeby spełnienia czy idei samorealizacji – była to zwykła konieczność finansowa. Jednocześnie oczekiwano, że dom będzie funkcjonował bez zarzutu, a odpowiedzialność za to spoczywała oczywiście na kobiecie, bo uznawano to za jej naturalny obowiązek. Jeśli mężczyzna włączał się w domowe sprawy, mówiono raczej, że „pomaga”, i to jeszcze pod warunkiem, że kobieta szczęście. W autobiografii Chmielewskiej zapadło mi w pamięć zdanie, w którym jako dorosła osoba wspominała, że „w domu był przecież ojciec i pies i jakiś obiad NALEŻAŁO im dać”. Właśnie to słowo – „należało” – dobrze oddaje ówczesny sposób myślenia.

                Podobne podejście widać w literaturze. W powieści „Robinsonka” główną bohaterką jest dziewczyna, która po śmierci matki rzuca szkołę i rezygnuje na rok z nauki, bo ktoś przecież musi zająć się prowadzeniem domu ojca! W "Jeziorze Osobliwości" ojczym i jego syn też oczekują od bohaterki obsługi, gdy jej matka trafia do szpitala. No i ten „Kwiat Kalafiora”, gdzie pojawia się pomysł, by na czas hospitalizacji matki Gabrysia porzuciła szkołę, ponieważ zakłada, że ojciec sam nie poradzi sobie z domowymi obowiązkami :/ Przypominacie sobie jeszcze jakieś książkowe bohaterki wrobione w gosposie?
                • tt-tka Re: W obronie Ignacego Borejki 30.01.26, 00:26
                  "Zabic ptaka", nie pamietam, czy tam ojciec po smierci matki oczekiwal obslugi, czy corka sie za to wziela samorzutnie.
                  "Przygrywka" Lach, ale tam nie ma obojga rodzicow, matka ze szpitala probuje zorganizowac dzieciom (od chyba 10 do 16 lat) jakas pomoc, ale te ambitnie stwierdzaja, ze sobie poradza i rzeczywiscie gotowanie i zarzadzanie spada na jedyna corke, ale bracia od innych obowiazkow sie nie uchylaja
                  W Jeziorze, o ile pamietam, oni - bohaterka i ojczym - obowiazki domowe podzielili, a ziemia niczyja, czyli korytarz, zostal zasnuty kotami z kurzu i zostal zamieciony z wlasnej inicjatywy syna Wiktora, gdy ten wpadl w odwiedziny (mieszkal z matka gdzie indziej)
                  Chmielewskiej nie nalezy traktowac jako wzoru epoki, mimo wszystko :)
                  z zycia znalam sytuacje zgola inne, matki pracowaly wyjazdowo, zmianowo i ich mezowie ani z glodu nie umierali, ani dzieci nie zaglodzili - w sytuacji typu "wszystkie rece na poklad" rzeczywiscie wszystkie rece braly sie za robote, zaden, ani jeden znany mi ojciec nie byl Ygnacem ! Jak gotowac nie umial, to sie bral za zakupy albo sprzatanie, za pranie, na wywiadowke do szkoly lecial, nawet jesli dawniej nie latal, nie znikal w ksiazkach dbaly tylko o siebie
                  • briar_rose Re: W obronie Ignacego Borejki 30.01.26, 00:47
                    tt-tka napisała:

                    > W Jeziorze, o ile pamietam, oni - bohaterka i ojczym - obowiazki domowe podziel
                    > ili, a ziemia niczyja, czyli korytarz, zostal zasnuty kotami z kurzu i zostal z
                    > amieciony z wlasnej inicjatywy syna Wiktora, gdy ten wpadl w odwiedziny (mieszk
                    > al z matka gdzie indziej)

                    A tak, rzeczywiście z korytarzem coś takiego było. Ale z drugiej strony pan ojczym przy Wigilii wygłaszał takie zdania:
                    „Marto, mama bardzo się napracowała przy tym wszystkim! Widzisz, ile tu tego było: ryby smażone, gotowane, faszerowane! Kapusta, frytki, ciasta… Trzeba, żeby odpoczęła! Ty musisz pozmywać po kolacji, Michał ci pomoże!”.

                    Na miejscu bohaterki też bym się wściekła! Sam nie pomoże żonie, ale młodymi zarządza!
                    • tt-tka Re: W obronie Ignacego Borejki 30.01.26, 07:44
                      Moze tachal te wigilijne zakupy :)
                      tez bym sie wsciekla, bedac nastolatka, a i teraz wszyscy wiedza, ze ja sprzatam po herbacie po jedzeniu, a nie wprost po jedzeniu. I tylko wtedy, gdy na mnie wypada kolejka
                      • tt-tka Re: W obronie Ignacego Borejki 30.01.26, 07:48
                        przypomnialo mi sie, w Zabic ptaka, gdy corka sie rozchorowala (w domu jest, nie w szpitalu), ojciec bierze sie za gotowanie dla niej rosolku. Pierwszy raz w zyciu, corke pyta, jak sie to robi "co poza miesem mam dac do garnka ? - wode, tato, bo ci wyjdzie pieczen", ale sie bierze, osobiscie, choc na oplacenie pomocy go stac !
                  • ciotka.scholastyka Re: W obronie Ignacego Borejki 03.02.26, 10:56
                    > Chmielewskiej nie nalezy traktowac jako wzoru epoki, mimo wszystko :)

                    Nie należy, ale w drugą stronę :) Chmielewska była nietypowa jak na czasy, w których żyła. A mimo to granitowo miała w głowie, że ojcu i psu obiad NALEŻY dać.
                    Fakt, że - teraz mi przyszło do głowy - jej ojciec był dość mocno ignacowaty, z tą różnicą, że odpowiedzialnie dbał o rodzinę. Ale chyba poza tym wymagał obsługi.
                • przymrozki Re: W obronie Ignacego Borejki 30.01.26, 08:06
                  briar_rose napisał(a):

                  > Mam przeczucie, że właśnie tak wyglądała wtedy codzienność związana z prowadzen
                  > iem domu i podziałem ról

                  W czasie i środowisku (bo też przeca także kwestia środowiska), w których dział się KK, jednak aż tak to nie wyglądało, co widzimy po realcji Feli.

                  W tej rozmowie to Fela jest postacią pozytwyną, a Ignac jest pokazany jako rozmemłany, niepraktyczny, bujający w obłokach, ojciec wielodzietnej rodziny w ogóle niezainteresowany tym, co się dzieje w domu.
                • figaaga Re: W obronie Ignacego Borejki 30.01.26, 08:12
                  briar_rose napisał(a):

                  > Mam przeczucie, że właśnie tak wyglądała wtedy codzienność związana z prowadzen
                  > iem domu i podziałem ról :( Kobiety co prawda podejmowały pracę zawodową, ale n
                  > ie wynikało to z potrzeby spełnienia czy idei samorealizacji – była to zwykła k
                  > onieczność finansowa. Jednocześnie oczekiwano, że dom będzie funkcjonował bez z
                  > arzutu, a odpowiedzialność za to spoczywała oczywiście na kobiecie, bo uznawano
                  > to za jej naturalny obowiązek.

                  Podział obowiązków był, ale raczej każdy miał swoje zadania. Kobieta zwykle gotowała, sprzątała, prała, szyła, ale pan domu odpowiadał za wszelkie naprawy, remonty, noszenie opału, ciężkie zakupy, był kierowcą i mechanikiem itd. I owszem zdarzało się, że to pani prowadziła auto, a gotował pan, ale Ignacy po 1. nie realizuje żadnych zadań domowych (raz zdjął firanki, ale nie widzimy aby odkurzał, ładował węgiel do piwnicy czy naprawiał żelazko), po 2. w obliczu opieki nad rodziną nie wykazuje żadnej inicjatywy. Tak jak tu już pisano on problem po prostu zignorował.
                  • kocynder Re: W obronie Ignacego Borejki 30.01.26, 10:43
                    "w obliczu opieki nad rodziną nie wykazuje żadnej inicjatywy. Tak jak tu już pisano on problem po prostu zignorował."

                    I to jest tak na prawdę jedyny zarzut. Za to wystarczający za całą resztę pomniejszych, bo GDYBY się problemem zainteresował - to by ruszył zadek d działu kadr, napisał pismo o dofinansowanie, wziął całkiem legalne L4 zamiast "lewego" Feli, spróbowałby ugotować ten rosół, przejechał dywan odkurzaczem, usiadł z Gabą (i ewentualnie Idą) przy stole i ustalił nie "rzucisz szkołę bo ja mam w d4", a to co zarządziła Fela - "Ida odprowadzi małe do placówek, ja wracając je odbiorę. Kasa jest tutaj, mamy tyle i tyle. Jutro ja zrobię zakupy, w poniedziałek..." itd. Włączyć się. Tak jak napisała Tt-tka wyżej: owszem, był podział ról, często nawet bardzo ścisły, ale... W sytuacji "red alert" były wszystkie ręce na pokład i nie ma, że to 'babskie" obowiązki czy że 'ja nie umiem". Nie umiesz, to się nauczysz, na razie robisz najlepiej jak umiesz. Znałam co najmniej kilka sytuacji kryzysowych i NIGDY, w żadnej z tych sytuacji nie było tak, żeby pan domu zwalił WSZYSTKO na szkolną nastolatkę i miał w zadku, bo jemu się nie chce!
                • bupu Re: W obronie Ignacego Borejki 30.01.26, 10:26
                  briar_rose napisał(a):

                  > Mam przeczucie, że właśnie tak wyglądała wtedy codzienność związana z prowadzen
                  > iem domu i podziałem ról :( Kobiety co prawda podejmowały pracę zawodową, ale n
                  > ie wynikało to z potrzeby spełnienia czy idei samorealizacji – była to zwykła k
                  > onieczność finansowa. Jednocześnie oczekiwano, że dom będzie funkcjonował bez z
                  > arzutu, a odpowiedzialność za to spoczywała oczywiście na kobiecie, bo uznawano
                  > to za jej naturalny obowiązek. Jeśli mężczyzna włączał się w domowe sprawy, mó
                  > wiono raczej, że „pomaga”, i to jeszcze pod warunkiem, że kobieta szczęście.

                  No bez przesady. Nawet mój osobisty dziadek, półtorej dekady stsrszy od Ignaca, a przez babcię generalnie rozpuszczony do niemożliwości pełną obsługą, posiadał jakieś obowiązki domowe (wynoszenie śmieci, mycie kubełka i moszczenie go gazetą chociażby), a pod nieobecność babci potrafił gospodarstwo domowe ogarnąć sam.


                  W
                  > autobiografii Chmielewskiej zapadło mi w pamięć zdanie, w którym jako dorosła o
                  > soba wspominała, że „w domu był przecież ojciec i pies i jakiś obiad NALEŻAŁ
                  > O im dać
                  ”. Właśnie to słowo – „należało” – dobrze oddaje ówczesny sp
                  > osób myślenia.


                  Akurat w wypadku Chmielewskiej bardziej niż o role płciowe chodziło o to, że ani pies, ani ojciec gotować nie umieli, a dodatkowo ojciec ze swoim roztargnieniem stanowił w kuchni zagrożenie. Dlatego należało im ten obiad przyrządzić.
                • mackakisa Re: W obronie Ignacego Borejki 30.01.26, 11:26
                  briar_rose napisał(a):
                  W "Jeziorze Osobliwo
                  > ści" ojczym i jego syn też oczekują od bohaterki obsługi, gdy jej matka trafia
                  > do szpitala. No i ten „Kwiat Kalafiora”, gdzie pojawia się pomysł, by na czas h
                  > ospitalizacji matki Gabrysia porzuciła szkołę, ponieważ zakłada, że ojciec sam
                  > nie poradzi sobie z domowymi obowiązkami :/ Przypominacie sobie jeszcze jakieś
                  > książkowe bohaterki wrobione w gosposie?

                  W „Jeziorze” trzeba oddać, że Michał był mimo wszystko dosyć ogarnięty - umiał posprzątać, jakieś proste rzeczy typu jajecznica też robił, więc tragedii nie było, jeszcze zanim jego ojciec i mama Marty zamieszkali razem, to gdy Marta się pochorowała, potrafił jej pomóc w czasie przeziębienia.
                  • briar_rose Re: W obronie Ignacego Borejki 30.01.26, 22:56
                    mackakisa napisał(a):

                    > W „Jeziorze” trzeba oddać, że Michał był mimo wszystko dosyć ogarnięty - umiał
                    > posprzątać, jakieś proste rzeczy typu jajecznica też robił, więc tragedii nie b
                    > yło, jeszcze zanim jego ojciec i mama Marty zamieszkali razem, to gdy Marta się
                    > pochorowała, potrafił jej pomóc w czasie przeziębienia.

                    Mam wrażenie, że wcześniej to on musiał przy ojcu pełnić służebną rolę. O ile Michał krząta się dużo i chętnie, w obu domach rozwiedzionych rodziców i u ciotek, Wiktor zabiera się do roboty bodaj tylko raz, za to z ciężką pretensją. Pewnie dotąd całą pracę brał na siebie Michał. W powieściowych domach prowadzonych przez ojców i synów ten ostatni wchodzi w rolę „kobiety”.
                    • tt-tka Re: W obronie Ignacego Borejki 31.01.26, 01:02
                      Michal jest harcerzem i jako taki gotowac umie, zaplanowac jadlospis i ogarnac teren wokol, obozy i biwaki swoje dawaly
                      nie odnioslam nigdzie wrazenia, ze on byl sluzebnikiem ojca, zreszta po rozwodzie rodzicow zamieszkal z matka
                      Wiktor przynajmniej sprzatac umie i dzieli to sprzatanie po rowno, nie wpycha Marty w role sprzataczki
                  • ciotka.scholastyka Re: W obronie Ignacego Borejki 03.02.26, 11:05
                    mackakisa napisał(a):


                    > W „Jeziorze” trzeba oddać, że Michał był mimo wszystko dosyć ogarnięty - umiał
                    > posprzątać, jakieś proste rzeczy typu jajecznica też robił, więc tragedii nie b
                    > yło, jeszcze zanim jego ojciec i mama Marty zamieszkali razem, to gdy Marta się
                    > pochorowała, potrafił jej pomóc w czasie przeziębienia.

                    O ile dobrze pamiętam, to oni się zaczęli zaprzyjaźniać dopiero, kiedy ich rodzice wzięli ślub i zamieszkali razem. Kiedy Marta się rozchorowała, już mieszkała u ojczyma, a Michał ich odwiedzał.
    • tt-tka Re: W obronie Ignacego Borejki 28.01.26, 11:29
      Mialam sie juz nie odzywac, bo mi cisnienie skoczylo, ale wobec niekoniecznej orientacji forumowiczow w dawniejszych realiach jednak sie odniose

      atpasa napisał(a):
      >
      > Po pierwsze, od samego poczatku sagi Borejków Ignacy utrzymuje sześciosobową ro
      > dzinę.

      Od pierwszego tomu, w ktorym widzimy Ygnaca, jego rodzine utrzymuje np bratowa karmiac starego konia i jego, nie jej, czworo dzieci. A na wzmianke o tym, ze wszystko drozeje, Ygnac "wykonal wdzieczna wolte, zmienil temat" i do sprawy kosztow utrzymania juz nie wrocono

      >Przy tym nie wiemy jakie konkretnie stanowisko
      > pełnił Igmacy w bibliotece Raczyńskich. Jednakże fakt, że mógł on utrzymać sześ
      > cioosobową rodzinę, miał znajomych pracowników naukowych i osobiscie przyjmował
      > zagraniczne wizyty wskazuje, że jego.pozycja zawodowa musiała być stosunkowo w
      > ysoka.

      Nie byla. Ygnac u R.aczynskich jest co najwyzej w randze bibliotekarza, bo jako starszy bibliotekarz, a tym bardziej kustosz, musialby robic wiecej niz tylko "czytac nie to, na co mialby ochote". Jego rodzine caly czas wspomagaja inni, a to tesciowa, a to bratowa, a to "ta pani" od paczek. To, ze pracownik placowki naukowej zna naukowcow, to raczej normalka niz wyroznik, a zadnych zagranicznych wizyt nie przyjmowal, tylko zostal oddelegowany do oprowadzenia delegacji przez swego szefa.

      >Potwierdza to również fakt jego internowania w czasie stanu wojennego, m
      > usiał on byc albo liderem/osobą cieszącą się dużym autorytetem w swoim środowis
      > ku pracy albo być stosunkowo wysoko w strukturze Solidarności.

      jako dzialacza nie widzimy go przez caly cykl, autorytetem jest co najwyzej dla smarkatych kolegow corek, a w ogole nie zostal internowany, tylko aresztowany juz w 82 za pisanie do nielegalnej prasy. Nawiasem mowiac internowany w 83, czas akcji OwR, nie byl juz nikt, ostatnich internowanych zwolniona na BN 82r.


      >
      > Wiem, że z tym utrzymaniem i biedą Borejków to taki neverending story. Niby cal
      > y czas są biedni, ale finalnie jak.przychodzi co do czego to kazdy ma się w co
      > ubrać, kazdy ma co zjeść i kazda z corek ma srodki na indywidualny wyraz.

      nakarmic i ubrac wlasne dzieci to podstawa podstaw, minimum biologiczne (bo juz nawet nie socjalne), przy czym nedza odziezowa panien Borejko poraza - jedne spodnie i jedna spodnica u nie rosnacej juz 17-latki !
      jakiez to srodki na "indywidualny wyraz", cokolwiek to znaczy, maja corki ? Ida nawet na swoje jedzenie okresowo zarobkuje sama, majac lat 15 !


      > Największym zarzutem do Pana Borejki jest oczywiscie jego zachowanie podczas ch
      > oroby żony i zrzucenie wszystkich obowiazkow domowych na Gabrysię. Ale właściwi
      > e jaka była alternatywa ?

      Alternatywe - jedna z mozliwych - wskazala Fela od razu pierwszego stycznia. Z jej dyrektyw Ygnac nie wykonal ANI JEDNEJ.
      Inna alternatywa bylo wziecie platnego urlopu na opieke nad dziecmi, co przyslugiwalo kazdemu pracownikowi w wymiarze dwoch tygodni.

      Zdecydowana większość obowiazkow, które spadły na Gab
      > rysię musiała.ona wykonywać w czasie, w ktorym powinna być w szkole. Ale Pan Bo
      > rejko przecież nie obijał się w tym czasie i nie czytał książeczki popijając he
      > rbatę, ale pracował na utrzymanie calego domu. On z tej pracy nie mogl zrezygno
      > wać na miesiąc czy dwa, bo wtedy naprawdę widmo głodu zawisłoby jak miecz Damok
      > lesa nad rodziną Borejków.

      Zaraz mnie szlag trafi. Kochany chlopcze, zwolnienie, zarowno na opieke, jak i na chorobe, a tez wypoczynkowy urlop, ktory przyslugiwal kazdemu pracownikowi i ktory Ygnac mogl wziac jak najbardziej, byly PLATNE.

      .> Instytucje państwowe i miejskie nieoferowaly zadnej pomocy.

      Owszem oferowaly. Instytucja siostry PCK, osrodki tepedowskie, zasilki chorobowe, zapomogi bezzwrotne i gdyby Ygnac gdziekolwiek ruszyl tylek i o taka pomoc sie postaral, to by ja dostal. Ale on nie uznal za konieczne fatygowac sie nawet do swoich wlasnych kadr. Za to drugiego stycznia wyszedl do pracy zostawiajac corki bez grosza i bez cienia zainteresowania, co i jak one zrobia.

      żeby to zrobić musiała załatwić sobie lewe zwolnienie lekarskie. Jednocześni
      > e poznajemy sytuację z perspektywy Gabrysi, która nie widzi i nie moze widzieć
      > tego co ewentualnie w calej tej sprawie robił/mogl robić jej ojciec.

      My widzimy. Zrobil dokladnie NIC.

      > Poza tym jakie byłyby największe konsekwencje jakie mogłyby spotkać Gabrysię? Chy
      > ba powtarzanie klasy, straciłaby rok. No nie jest to nic przyjemnego, ale w ska
      > li alternatyw nie jest to jakaś wielka tragedia,

      Oszalales. Ona nie zostala z gromadka drobnych dziatek pod nieobecnosc rodzicow, tylko byla NIELETNIA corka rodzica CALY CZAS OBECNEGO NA MIEJSCU. Absolutnie nie miala obowiazku zastepowac ojca, a i prawa nie miala, np w kwestii zorganizowania instytucjonalnej opieki, dodatkowych pieniedzy, to byla domena doroslych. I nie, dziecko nie powinno traic roku i powtarzac klasy dlatego, ze jej ojciec jest skrajnie nieodpowiedzialnym bufonem.




      > Ignacy wielokrotnie pokazuje, że absolutnie nie ogarnia zajęć domowych, sprząta
      > nia, gotowania i dla chlopa urodzonego jeszcze przed wojną nie bylo to nic spec
      > jalnego, ot znak czasów.

      Wojenne dzieko umialo gotowac, napalic w piecu i wiele innych rzeczy. Ygnacowi sie po prostu NIE CHCE.

      >Jednak wielokrotnie też pokazuje, że wie jak się robi
      > zakupy, wie że potrzeba do tego pieniędzy i ogarnia związek przyczyno-skutkowy
      > na zasadzie żeby coś bylo trzeba to wcześniej kupić/zrobić.


      Pokaz mi to w jego wykonaniu choc raz ! przeciez nawet w wolna dla niego, a szkolna dla uczniow sobote Ygnac nie ruszyl sie do sklepu ! Pieniedzy potrzeba, tak, pieniedzy i furazu dostarcza Fela, a Ygnac nawet za zakupy jej nie zwraca !

      Przez co jego kompl
      > etne zagmatwanie i mamejowatość w okresie choroby żony można przynajmniej częśc
      > iowo zrzucić na ciężki stan psychiczny w obliczu sytuacji kryzysowej.

      Brylowanie przed kolegami corek, popisy, wyciaganie bebechow na tapczanie, gdy siedmioletnia corka ma klopoty (ktorych nb nie dostrzegl, powiedziala mu o nich wychowawczyni Nutrii) to rzeczywisci twardy dowod na ciezki stan psychiczny. Ty czytasz, co piszesz ? On tej sytuacji kryzysowej w ogole nie odczul, a wszystkie jego starania sprowadzaja sie do tego, zeby ON nie musial robic nic wiecej niz zwykle, zeby JEMU nie przybylo obowiazkow !

      Wiemy też że Mila była jednak w pewien sposób apodyktyczna w zarządzaniu domem
      > I doswiadczaja tego jej córki, chyba calkiem rozsądnie byloby założyć, że majac
      > y dużo mniej wprawy i doswiadczenka Ignacy również nie cieszyłby się entuzjazme
      > m żony w obliczu większego zaangażowania w sprawy domowe.

      nawet nie skomentuje. zabraklo mi slow.


      > Finalnie Ignacy przez długi czas w większości samodzielnie utrzymuje rodzinę (p
      > otem jeszcze dochodzą dzieci Gabrysię, ale wtedy dochodzi też pensja Gabrysi).

      Finalnie rodzine Ygnaca co najmniej wspolutrzymuja osoby postronne, tesciowa, bratowa, wspomagacze zza oceanu, a w NiN (na ktorej postanowiles zakonczyc) zarobkuja juz trzy corki, nie mowiac o zonie trzaskajacej wziete sztuki jedna za druga.

      Ciekawa rzecz, w OwR, gdy Ygnaca ani jego pensji nie ma, Borejki ani nie umieraja z glodu, ani nie zadluzaja sie na maksa. Jaki byl jego rzeczywisty wklad ?



      > Więc kończąc, z tego Pana Borejki to chyba nie taki najgorszy mąż i ojciec.

      Ojciec zaden, maz do czterech liter.
      • bupu Re: W obronie Ignacego Borejki 28.01.26, 12:06
        wstaje i klaszcze frenetycznie
      • kocynder Re: W obronie Ignacego Borejki 30.01.26, 12:05
        Że się odniosę, nie tyle celem polemiki co niejako uzupełnienia.

        "jego rodzine utrzymuje np bratowa karmiac starego konia i jego, nie jej, czworo dzieci. A na wzmianke o tym, ze
        wszystko drozeje, Ygnac "wykonal wdzieczna wolte, zmienil temat" i do sprawy kosztow utrzymania juz nie wrocono"
        Jak mnie to trzęsie! Chyba tylko o stopień mniej niż fakt, że ten leń śmierdzący uważa, że jego goły etacik w Bibliotece to super bohaterstwo i zasługa, więc odwala, za przeproszeniem, dupogodziny czytając nie to na co ma ochotę dokładnie tak samo, niezależnie czy byli tylko we dwoje, on i Mila, czy z dwójką małych dzieci, czy z czwórką. A możliwości dorobienia wówczas były liczne, i wcale nie optuję, że Ignacy powinien worki z piaskiem na budowie nosić. Mógł zrobić papiery przewodnika turystycznego, udzielać korepetycji, wziąć pół etatu w jakimś archiwum...

        "pracownik placowki naukowej zna naukowcow, to raczej normalka niz wyroznik, a zadnych zagranicznych wizyt nie przyjmowal, tylko zostal oddelegowany do oprowadzenia delegacji przez swego szefa"
        Też znam kilku pracowników naukowych, w tym dwóch profesorów belwederskich. I znałam ich będąc kasjerką w Careffourze. Jak to świadczy o mojej pozycji zawodowej?

        "nie zostal internowany, tylko aresztowany juz w 82 za pisanie do nielegalnej prasy."
        Czyli za coś co nie istniało. Albowiem mamy informację ad autoram w Pulpecji), że "w roku 1982 Ignasia aresztowano za redagowanie gazetek opozycyjnych poświęconych kulturze i sztuce". Otóż NIE BYŁO czegoś takiego!!! Gazetki opozycyjne, tzw "bibuła" absolutnie nie służyły kulturze i sztuce! Owszem, wyjątkowo mogła się tam znaleźć informacja o jakimś spektaklu czy koncercie, ale to sporadycznie i na marginesie, a nie 'redagowana gazetka"!

        "nakarmic i ubrac wlasne dzieci to podstawa podstaw, minimum biologiczne (bo juz nawet nie socjalne), przy czym nedza odziezowa panien Borejko poraza - jedne spodnie i jedna spodnica u nie rosnacej juz 17-latki!"
        Nędza spożywcza też. Dla mnie koszmarna scena, że podczas kolacji wszyscy milkną, bo gdyby spróbowała się która odezwać, to siostrunie zeżarłyby jej porcję i poszłaby spać głodna. Ja wiem, że MM chciała napisać, że ne takie nawykłe do jedzenia co dają i nie grymaśnę, ale wyszło niefajnie....

        "zwolnienie, zarowno na opieke, jak i na chorobe, a tez wypoczynkowy urlop, ktory przyslugiwal kazdemu pracownikowi i ktory Ygnac mogl wziac jak najbardziej, byly PLATNE"
        Owszem. Na chorą żonę mógł wziąć 14 dni (na opiekę nad matką też), na dzieci dodatkowo 60 dni! Na siebie do 182 dni zwolnienia. Plus urlop wypoczynkowy, przysługujący jak psu micha. Czyli spokojnie kilka MIESIĘCY mógł się domem zajmować, mając co najmniej 80% poborów.

        "on nie uznal za konieczne fatygowac sie nawet do swoich wlasnych kadr. Za to drugiego stycznia wyszedl do pracy zostawiajac corki bez grosza i bez cienia zainteresowania, co i jak one zrobia"
        100/100. Tymczasem podstawowy socjal w instytucjach kulturalnych (a taką jest i była Biblioteka Raczyńskich) obejmował zarówno bezzwrotne zapomogi losowe, pomoc socjalną (typu ułatwienie przyjęcia dziecka do placówki oświatowej i ewentualne dofinansowanie tegoż), dofinansowanie do koniecznych potrzeb pracownika, pożyczki nisko oprocentowane na mieszkanie/remonty- nikt nie sprawdzał na co tak na prawdę pieniądze idą, ale dostać je można było bardzo łatwo, wystarczyło napisać podanie!

        "Wojenne dzieko umialo gotowac, napalic w piecu i wiele innych rzeczy"
        Zwłaszcza taki wunderkind jak Ignac, który jako dziesięciolatek SAM przewiózł matkę i brata z Wilna do Polski i załatwił (podkreślmy, jako dziesięcioletni bajtel!) matce pracę... :D
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: W obronie Ignacego Borejki 28.01.26, 13:41
      Ignacy Borejko jest jednocześnie najlepszym i najgorszym ojcem. Najlepszym, bo tak jest przedstawiany, a najgorszym, bo to pośrednio przez niego Gaba wzięła ślub z Januszem, zapoczątkowując ten cały cyrk.

      Nie do końca zgadzam się z Twoim punktem widzenia, ale go szanuję.
      • tt-tka Re: W obronie Ignacego Borejki 28.01.26, 13:57
        tygrys_dziure_wygryzl napisała:

        > Ignacy Borejko jest jednocześnie najlepszym i najgorszym ojcem. Najlepszym, bo
        > tak jest przedstawiany,

        Tak jest nazywany . jezeli przyjmiemy zasade, ze czyny mowia glosniej niz slowa i niewazne, co kto mowi, a wazne, co robi, to przedstawiany jest jak najgorzej :P
    • mme_kat Re: W obronie Ignacego Borejki 28.01.26, 15:29

      >
      > Ignacy wielokrotnie pokazuje, że absolutnie nie ogarnia zajęć domowych, sprząta
      > nia, gotowania i dla chlopa urodzonego jeszcze przed wojną nie bylo to nic spec
      > jalnego, ot znak czasów.

      Zgadzam się, ze chlop pierwszowojenny (zwlaszcza wychowany ze służbą), a nawet drugowojenny (socjalizowany jednak już w PRL) mógł nie ogarniać CAŁEGO rodzinnego kramu. Zazwyczaj jednak byl w stanie ogarnac jakąs jego część, którą bardziej lubił.

      Mogę sobie tez wyobrazić, jak miota się wściekły i głodny w zasyfionym domu. W obliczu katastrofy, męska ofiara wspomnianego patriarchatu, rusza do działania. I tym działaniem często chaotycznym i bezsensownym kompensuje sobie poczucie bezradności. Bo prawdziwy patriarchat zabrania mężczyźnie nie dawać rady.

      Co robi Ygnac ? Pije dalej herbatę i czyta książki. To nie jest przedwojenny pan domu ani nawet ten z PRL...To jest 8 letnie dziecko które nigdy nue dorosło...




      • iwoniaw Re: W obronie Ignacego Borejki 28.01.26, 15:42
        Prawda. Wyobrażam sobie, że to nie imajacy się domowych zajęć ojciec, a nie Gabriela, pali tego morszczuka, zderza się z zaopatrzeniem (czy tez raczej: brakiem zaopatrzenia) sklepu, puchnie z dumy, że oto ugotowal ziemniaki, które dziatwa zjadla ze smakiem, a on, och, jakże-sobie-poradził itp itd. Wszelako zarzut wobec Ignaca z KK nie brzmi "nie jest perfekcyjnym gospodarzem i nie ogarnia czynności domowych" tylko "nic go to nie obchodzi". Gdy tylko sie okazuje, ze Mila zostaje w szpitalu dluzej niż dwa dni, konieczność zaplanowania, bak teraz ogarnac codzienność widzi 16-letnia Gaba. Ignac nie. Jest poirytowany (!), że sie go odrywa od czytania i jego reakcja to "cos wymyśl" czy inne "jak uważasz" w kontekscie opieki nad 4 i 7-latką i zawalaniem szkoly prze 16-latkę. Noż nóż sie otwiera w kaburze...
    • figaaga Re: W obronie Ignacego Borejki 28.01.26, 15:43
      atpasa napisał(a):

      > Największym zarzutem do Pana Borejki jest oczywiscie jego zachowanie podczas ch
      > oroby żony i zrzucenie wszystkich obowiazkow domowych na Gabrysię. Ale właściwi
      > e jaka była alternatywa ?

      Alternatywa:
      - Ignacy bierze płatne zwolnienie na opiekę na małoletnie dzieci. W tym czasie robi zakupy, przygotowuje posiłki i zajmuje się domem czyli tym co dotychczas robiła Mila itd.
      - Załatwia świetlicę dla Nutrii (szkoła dziś nie ma prawa odmówić więc pewnie i w poprzednium ustroju także) oraz udaje się do przedszkola aby zapisać Pulpę, choćby tymczasowo na okres choroby i rekonwalescencji. On jako ojciec, nie niepełnoletnia Gaba, nie znająca żadnych zasad rekrutacji i dając się zbyć "nie ma, bo matka nie pracuje". Z pewnością wymagałoby to jakiejś papierologii (typu poświadczenie z zakładu pracy Ignacego, opinia lekarska Mili) i czym nastolatka nie ma pojęcia ani możliwości zdobycia. I też dyrektor placówki powinien rozmawiać z rodzicem a nie starszą siostrą o warunkach przyjęcia.
      - Skoro już ma w rodzinie opiekuńczą Felę, która samorzutnie wsparła powinien maksymalnie wspierać i uczyć się poj jej okiem. Fela przygotowała mu proste przepisy, podpowiedziała co i gdzie ma zorganizować. Wystarczyło posłuchać.
      - Zakładając nawet wersję, że gotuje Fela na lewym L4 (bo ma wrprawę, bo sprawniej i szybciej) oraz wieczorami Gaba (bo jest na miejscu i ciotka nadzoruje) , a Ignacy pracuje, to po poworcie ON bierze na siebie palenie w piecac, pranie, sprzątanie, pomoc w lekcjach, zakupy, załatwianie spraw wszelakich i opiekę. To nie jest wymaganie z kosmosu - masa ludzi po pracy zawodowej zajmuje się domem, śmiem twierdzić, że większość.
      - Przyjmując wariant, że nie udało się załatwić żadnych placówek dla młodszych udaje się do kasy zapomogowej czy innego funduszu socjalnego, które wszak istniały i wiele zakładów ma do dziś, po dodatek, który może przeznaczyć na zapewnienie płatnej opieki.

      Żadna opcja nie przewiduje zrzucenia własnych obowiązków na dziecko - Gabę lub bratową. Zakładam, że pomogłyby obie, ale to pzede wszzsytkim IGNACY powinien zająć się domem i dziećmi. Sposoby, i to wcale nie tajne czy nierealne, były.
    • 3piota Re: W obronie Ignacego Borejki 28.01.26, 17:58
      atpasa napisał(a):
      > On z tej pracy nie mogl zrezygnować na miesiąc czy dwa, bo wtedy naprawdę widmo
      > głodu zawisłoby jak miecz Damoklesa nad rodziną Borejków. Jakie byly inne alternatywy
      > niż zrzucenie obowiazkow na Gabrysię ? Instytucje państwowe i miejskie nie oferowaly zadnej pomocy.

      Taka była alternatywa. Cały rozdział 6. Przysługiwało tatusiowi 60 dni płatnego zasiłku opiekuńczego. Instytucje państwowe i miejskie nie musiały mu oferować żadnej pomocy, bo ustawa mu to gwarantowała.
      To są właśnie takie babole gęsto sadzone przez MM.
      Tak ogarnięta kobitka jak Fela nie miała potrzeby załatwiać sobie lewego zwolnienia, ino powiedzieć do męża:
      - Józeczku! Zadzwoń no do brata i powiedz temu trutniowi coś do słuchu, bo jak ja mu powiem, to mu w pięty pójdzie i zastygnie.
      Chociaż...
      Patrząc na art. 34. tejże ustawy mógłby ten zasiłek stracić, gdyby przy kontroli okazało się, że zamiast sprawować opiekę wyleguje się, popija herbatkę i czyta książki nie troszcząc się dosłownie o nic.
      • przymrozki Re: W obronie Ignacego Borejki 29.01.26, 11:04
        3piota napisał(a):

        > Taka była alternatywa.

        Że już nie wspomnę o tym, że jeżeli MM upierałaby się przy właśnie takim poprowadzeniu akcji i nie zgadzałaby się na żadne istotne zmiany w fabule, postać Ignaca dałoby się znacząco poprawić zostawiając go zagubioną owcą we mgle, ale wdzięczną Feli za jej pomoc i dobroć.

        Ta postać byłaby zupełnie inna, gdyby Ignacy nie traktował szwagierki jak darmowej, irytującej służącej i sponsorki, która skoro już nazdobywała się pieniędzy w nieuczciwy sposób, to teraz ma psi obowiązek się podzielić i to akurat z Ignacym.
    • kocynder Re: W obronie Ignacego Borejki 28.01.26, 19:41
      1. "mógł on utrzymać sześcioosobową rodzinę, miał znajomych pracowników naukowych i osobiscie przyjmował zagraniczne wizyty wskazuje, że jego.pozycja zawodowa musiała być stosunkowo wysoka. Potwierdza to również fakt jego internowania w czasie stanu wojennego, musiał on byc albo liderem/osobą cieszącą się dużym autorytetem w swoim środowisku pracy albo być stosunkowo wysoko w strukturze Solidarności."
      Bzdura, koleżanko. A. Utrzymanie dzieci, których się napłodziło za dużo to psi obowiązek rodziców a nie żadna zasługa. B. Też mam znajomych z kręgów naukowych (w tym profesorów belwederskich) i miałam ich nawet pracując w Carrefourze na kasie. Jak to świadczy o mojej pozycji zawodowej? C. Ignacy nie podejmował zagranicznej delegacji a oprowadzał - to różnica ogromna. Przyjmować musiałby upoważniony pracownik zakładu - oprowadzać mógł ktoś znający język na poziomie komunikatywnym. Podczas przyjmowania delegacji zagranicznej - zazwyczaj przedstawicielom instytucji rodzimej towarzyszył tłumacz. D. Ignacy nie był internowany tylko aresztowany. Zresztą za coś, co nie istniało, bo pada konkretnie napisane przez autorkę, że "za gazetki kulturalne". No to nie, nie było czegoś takiego jak "bibuła kulturalna". Ok, mogła się pojawić w bibule informacja o jakimś wydarzeniu, spektaklu czy koncercie - ale tylko na marginesie - bibuła NIE SŁUŻYŁA krzewieniu Plutarcha! Nie mamy ŻADNYCH innych informacji o jakiejkolwiek działalności polityczno - społecznej Ignaca starszego, z czego słusznym jest wnosić, że takowej po prostu nie było.
      2. "Niby caly czas są biedni, ale finalnie jak.przychodzi co do czego to kazdy ma się w co ubrać, kazdy ma co zjeść i kazda z corek ma srodki na indywidualny wyraz."
      Kolejna bzdura. Co do ubierania - Gabrysia nasatoletnia dysponuje jedną parą dżinsów, jedną parą dresów i kusą spódniczką szkolno - galową. Serio to twoim zdaniem "indywidualny wyraz" czegokolwiek? A co do zjedzenia - jest koszmarna absolutnie scena (w KK), kiedy to Borejkówny milkną przy kolacji, bo gdyby któraś otworzyła paszczę inaczej, niż po kolejny kęs - to pozostałe zeżarłyby jej porcję i zostałaby głodna. Serio - to twoim zdaniem zabezpieczenie odpowiedniej ilość jedzenia dla rodziny?
      3. "jego zachowanie podczas choroby żony i zrzucenie wszystkich obowiazkow domowych na Gabrysię. Ale właściwie jaka była alternatywa ? Zdecydowana większość obowiazkow, które spadły na Gabrysię musiała.ona wykonywać w czasie, w ktorym powinna być w szkole."
      Kolejna bzdura. Pan Borejko, gdyby ruszył leniwą d... do działu kadr uzyskałby informację, ze w związku z sytuacją rodzinną ma możliwość otrzymać 14 dni 80% płatnego zwolnienia "na żonę", a na każde z nieletnich dzieci - do 60 (słownie - sześćdziesięciu!) dni PEŁNOPŁATNEGO zwolnienia! Takie przepisy obowiązywały w latach '70, zmienił to dopiero stan wojenny, do którego w czasie akcji było jeszcze około 2 lata. Wystarczyłoby, żeby poszedł do lekarza zakładowego (tak, Biblioteka Raczyńskich to nie Cegielski, zapewne własnej przychodni nie miała, ale lekarz zakładowy być musiał - zwykle w "rejonowej przychodni", był lekarz, który miał umowę z tego typu zakładami pracy) i dostałby nie "lewe" a całkiem legalne i przysługujące zwolnienie! Ale po co? Niech córka zawali szkołę, w sumie kogo to? A że GDYBY do tego "zawalenia doszło, to jej to będzie się "wyrzygiwać" do śmierci (vide zawalona matura Pulpy)? To jej problem w sumie. Podstawową możliwością było ruszenie własnego tyłka, a nie zwalania obowiązków RODZICA na córkę/siostrę. I tak, Gabrysia mogła nie wiedzieć, że są inne możliwości, ale niektóre czytelniczki są (i były wówczas) dorosłe i WIEDZĄ. Więc nie mają pretensji do Gaby, że nie ogarnia, bo ma sama 17 lat, wali jej się szkoła i pierwsza poważna miłość, natomiast Ignacy - był wówczas dorosły i (przynajmniej formalnie rzecz biorąc) nie upośledzony intelektualnie.
      4. "wie jak się robi zakupy, wie że potrzeba do tego pieniędzy"
      Serio - to poziom rozwojowy siedmiolatka!

      Owszem, Mila zapewne było dość apodyktyczna i uparta, oraz przekonana, że ona zrobi lepiej. Ale mówimy o sytuacji w KK, kiedy Mili nie ma, a ten parszywiec nawet nie próbuje nic zrobić, tyko oznajmia "Gaba, załatw" po czym "znika" nie zostawiający nawet kasy na zakupy - ale ma dość tupetu, żeby wypominać Feli, którą obżera wraz z zachłannymi córeczkami, że on nie ma bo umie zarabiać tylko uczciwie, z czego prosty wniosek, skoro Józeczek i Fela mają = oni kradną.
      Paskudny, nieodpowiedzialny i leniwy dziad. Nie, nie jest "najgorszym' mężem i ojcem, nie tłucze dzieci, nie robi awantur po pijaku, nie znęca się nad rodziną... No, ale serio - tak wprost opisanej patologii u MM po prostu nie ma. Natomiast w realnej ocenie, przy wykluczeniu tatusiów rodzinę tłukących, stosujących przemoc, agresywnych, wykorzystujących seksualnie itd - no, jednak Ignacy jest w dolnej części tabeli...
      • tygrys_dziure_wygryzl Re: W obronie Ignacego Borejki 29.01.26, 12:59
        Z innej beczki- dlaczego redaktorka książki nie zwróciła uwagi na te fakty? Czy to nie jest jej robota powiedzieć autorce "ale przecież Ignacy jest zatrudniony więc przysługuje mu w tej sytuacji płatny urlop, weź co innego wymyśl".
        • kocynder Re: W obronie Ignacego Borejki 29.01.26, 13:53
          Myślę, Tygrysku, że wtedy jeszcze cały świat by niedoskonały, bohater mógł być sobie nie być super - manem i mimo to mieć tez aspekty pozytywne. Na marginesie - trzeźwa i rzeczowa Felicja TEŻ nie odsyła Ignacego kopniakiem do działu kadr po informacje co mu się z Biblioteki Raczyńskich należy a co można dostać po napisaniu podania (np jednorazową zapomogę finansową). I początkowo, gdy akcja kręciła się wokół nastolatków i ich spraw - kwestie realiów świata dorosłych można było potraktować nieco "po macoszemu" - bo sedno stanowiły perypetie dziewcząt i chłopców, a nie dorosłych. Czy komukolwiek do czegokolwiek potrzeba była wiedza czemu dyrektoruje tata Pawełka Budynia Nowackiego? :)
          • tt-tka Re: W obronie Ignacego Borejki 29.01.26, 14:09
            kocynder napisała:


            > - trzeźwa i rzeczowa Felicja TEŻ nie odsyła Ignacego kopniakiem do działu kadr
            > po informacje co mu się z Biblioteki Raczyńskich należy a co można dostać po n
            > apisaniu podania (np jednorazową zapomogę finansową).


            byc moze trzezwej Feli nie miescilo sie w glowie, ze dorosly i pracujacy od dwudziestu lat gostek sam tego nie wie... mogl nie ogarniac domowizny, choc tez nie spodziewala sie, ze az do tego stopnia, ale swoich pracowych uprawnien ? skoro niczym innym sie nie zajmowal ?
            • kocynder Re: W obronie Ignacego Borejki 31.01.26, 06:17
              "trzezwej Feli nie miescilo sie w glowie, ze dorosly i pracujacy od dwudziestu lat gostek sam tego nie wie... mogl nie ogarniac domowizny, [...], ale swoich pracowych uprawnien?"

              A wiesz, że to jest prawdopodobne?No bo serio, czy komukolwiek normalnemu przyszłoby do głowy, że szwagier żebraczy o pomoc dla "dzieciomtek" bez nawet próby ogarnięcia tej kuwety samodzielnie? Czy komukolwiek przyszłoby do głowy, w kontakcie z dorosłym i przerosłym typem, ojcem dzieciom i "głową rodziny" (cudzysłów nieprzypadkowy!) instruować go w najprostszych i nasuwających się w sposób oczywisty kwestiach? Serio, to nie były jakieś skomplikowane kwestie z prawa pracy, a podstawowy socjal! Mi by nie przyszło. Po prostu założyłabym, że zanim zaczął mi skwierczeć o tym, że on biedny bo uczciwy - poszedł do kadr, złożył stosowne podania i np ma kłopot NA RAZIE, bo komisja się zbierze dopiero 5 stycznia (czy kiedyś tam) i do tego czasu nie ma...
              • tt-tka Re: W obronie Ignacego Borejki 31.01.26, 09:23
                Tym bardziej, ze studenckie lata Ygnaca to lata 50-te i czas przelomu, kiedy o godnosci czlowieka pracy i jego prawach gadalo sie, gadalo i gadalo do upadlego :)
    • ciotka.scholastyka Re: W obronie Ignacego Borejki 29.01.26, 10:21
      > Tak sobie przeglądam incognito forum i uderza mnie dość mocno negatywna ocena Ignacego Borejki. Uważam że > jest ona w dużej mierze niezasłużona i chciałem zwrócić uwage na kilka elementów.

      To jest chyba najbardziej odklejony post na forum. A dlaczego - to już koleżeństwo wykazało.
      • ako17 Re: W obronie Ignacego Borejki 29.01.26, 15:45
        ciotka.scholastyka napisała:

        > > Tak sobie przeglądam incognito forum i uderza mnie dość mocno negatywn
        > a ocena Ignacego Borejki. Uważam że > jest ona w dużej mierze niezasłużona
        > i chciałem zwrócić uwage na kilka elementów.

        >
        > To jest chyba najbardziej odklejony post na forum. A dlaczego - to już koleżeńs
        > two wykazało.

        Ale za to jak się fajnie na ten post odpowiada!
        • mme_kat Re: W obronie Ignacego Borejki 31.01.26, 13:25
          Gdyby każde"czytanie książek" Ignaca zastąpić "piciem wódki ", a pierwszym miejscem odwiedzanym po wypłacie zamiast księgarni, bylby monopolowy, czy ktos podjąłby się jego obrony ?

          Ot, losy rodziny pozostają bez zmian, nastepuje tylko zgrabna zamiana pasji, tudzież nałogu, na inny, trochę mniej akceptowany społecznie...

          Wyobraźmy sobie przez chwilę pożar na Roosvelta. Co z płonącego domu bedzie ratował Ygnac: dziecko czy swoją bibliotekę? Jeżeli odpowiedź nie jest jednoznaczna, to mamy duży problem.







          • tt-tka Re: W obronie Ignacego Borejki 31.01.26, 20:35
            mme_kat napisał(a):

            > Wyobraźmy sobie przez chwilę pożar na Roosvelta. Co z płonącego domu bedzie rat
            > ował Ygnac: dziecko czy swoją bibliotekę? Jeżeli odpowiedź nie jest jednoznaczn
            > a, to mamy duży problem.

            Ygnac bedzie siedzial i czekal, az to jego uratuja. Gledzac przy tym o pozarze Rzymu zapewne.
          • ako17 Re: W obronie Ignacego Borejki 31.01.26, 23:10
            mme_kat napisał(a):

            > Gdyby każde"czytanie książek" Ignaca zastąpić "piciem wódki ", a pierwszym miej
            > scem odwiedzanym po wypłacie zamiast księgarni, bylby monopolowy, czy ktos pod
            > jąłby się jego obrony ?
            >
            > Ot, losy rodziny pozostają bez zmian, nastepuje tylko zgrabna zamiana pasji, tu
            > dzież nałogu, na inny, trochę mniej akceptowany społecznie...

            Gwoli sprawiedliwości: znacznie mniej akceptowany społecznie, zgoła oficjalnie nieakceptowany.

            Co do meritum - bardzo mi się podoba ta elegancko wyłożona podstawa socjalno-bytowa w KK. Znakomicie napisane. Coś takiego chodziło mi po głowie, ale nie umiałam tego zintegrować i ubrać w słowa.

            Gdyby Borejkówny były w ten sam sposób porzucone bytowo przez ojca nadużywającego alkoholu, miałyby pewnie prawo do współczucia, opieki społecznej czy czegoś tam innego.

            Ale jedyny na ten czas rodzic był trzeźwy, obecny w domu po godzinach pracy, tylko mu się nic robić nie chciało, bo wolał czytać książki.
            A rzeczywiście losy reszty rodziny pozostają bez zmian. Oczywiście, przyjmując, że ojciec-alkoholik by się nie awanturował, nie tłukł zastawy, nie trzeba go było rozbierać i kłaść do łóżka.
            Natomiast zaangażowanie w życie rodzinne ojca domu, w tym utrzymanie przy życiu czterech córek (jak to dobrze, że żadna z nich nie była ulewającym niemowlęciem) faktycznie było na poziomie osoby uzależnionej. I dla dzieci nie ma aż takiej wielkiej różnicy, od czego.

            >
            > Wyobraźmy sobie przez chwilę pożar na Roosvelta. Co z płonącego domu bedzie rat
            > ował Ygnac: dziecko czy swoją bibliotekę? Jeżeli odpowiedź nie jest jednoznaczn
            > a, to mamy duży problem.

            On by chyba w ogóle pożaru nie zauważył i to jego by trzeba było ratować. Oraz jego bibliotekę, do czego byłaby zobowiązana najstarsza córka.
            Gaba, wyprowadzając z domu siostry: TATO! Pali się!
            Ignacy: tak, Neron podpalił. Rzym płonie. Czy ja wam opowiadałem, jak to w starożytnym Rzymie...
            Gaba: tu się pali, tato, uciekamy!!
            Ignacy: tak, tak ja tylko doczytam. A teraz już idź.
          • przymrozki Re: W obronie Ignacego Borejki 01.02.26, 09:13
            mme_kat napisał(a):

            > Gdyby każde"czytanie książek" Ignaca zastąpić "piciem wódki ", a pierwszym miej
            > scem odwiedzanym po wypłacie zamiast księgarni, bylby monopolowy, czy ktos pod
            > jąłby się jego obrony ?

            Analogia z alkoholizmem nie jest pełna, bo jednak od zaczytania w Plutarchu ludzie nie robią się agresywni, nieprzywidywalni, nie tracą panowania nad sobą i swoją fizjologią.

            Ale już zastąpienie książek takimi na przykład graniem na konsoli albo ogladaniem sportu w telewizji - to już jak najbardziej.
            • kocynder Re: W obronie Ignacego Borejki 01.02.26, 10:49
              "od zaczytania w Plutarchu ludzie nie robią się agresywni, nieprzywidywalni, nie tracą panowania nad sobą"
              Po alkoholu też nie wszyscy są agresywni i tracą panowanie. Są tacy, których należy tylko przetransportować do legowiska - analogia do ganiania z herbatką - i spokój.

              "zastąpienie książek takimi na przykład graniem na konsoli albo ogladaniem sportu w telewizji"
              Zapiekły kibol telewizyjny potrafi być równie agresywny jak alkoholik. Zwłaszcza w miłośnikach "telewizyjnej kopanej"podczas meczu rośnie "maczyzm".
              • kooreczka Re: W obronie Ignacego Borejki 01.02.26, 11:14
                To po prostu czystej wody zbieractwo.
                • kocynder Re: W obronie Ignacego Borejki 01.02.26, 11:33
                  Gdyby tylko "zbieractwo"... Problem w tym, że jego "zbieractwo" (czytactwo) uniemożliwia mu normalne bytowanie, relacje rodzinne itd. I nie, fakt, że córki go kochają to NIE JEST argument, bo one po prostu ani nie znają innego życia, ani nie miały okazji zobaczyć normalnego mężczyzny. Stryj Józeczek, który mógłby być taki "wzorcem" (nie chodzi mi o to że miałby być "wzorowy" i idealny, ale być swego rodzaju wzorcem jest traktowany jako piąte koło u woza, jego rzetelna i robotna żona - pomiotło i służba do obsługi jaśnie pana Radziwiłłko jeno zdatna, ich córka - pustak w modnej kiecce...
              • tt-tka Re: W obronie Ignacego Borejki 01.02.26, 11:35
                kocynder napisała:


                > Po alkoholu też nie wszyscy są agresywni i tracą panowanie. Są tacy, których na
                > leży tylko przetransportować do legowiska - analogia do ganiania z herbatką - i
                > spokój.
                >
                > "zastąpienie książek takimi na przykład graniem na konsoli albo ogladaniem spor
                > tu w telewizji"
                > Zapiekły kibol telewizyjny potrafi być równie agresywny jak alkoholik. Zwłaszcz
                > a w miłośnikach "telewizyjnej kopanej"podczas meczu rośnie "maczyzm".
                >

                Praktycznie kazdy nalogowiec odciety od swego nalogu moze byc lub stac sie niebezpieczny. Nie chcecie wiedziec, jakich scen bywalam swiadkiem, gdy sie komus uzaleznionemu odcielo dostep do netu/telefonu/zabralo
                konsole...
                Ygnac odciety od ksiazek i zmuszony do zajecia sie rodzina zatrulby tej rodzinie zycie. Czy agresja czynna, a wiemy, ze jest zdolny do rekoczynow, czy slowna, emocjonalna, w dowolny inny sposob, ale bez mrugniecia okiem niszczylby swoje dzieci (a byc moze i zone)
                • kocynder Re: W obronie Ignacego Borejki 01.02.26, 11:48
                  100/100
                  Z tym, że jeszcze na etapie KK była szansa na rąbnięcie go ciężką książką w łeb i pogonienie do "odwyku" i jakiegoś ogarnięcia domu. Po x latach - można tylko donieść mu książki i zamknąć za sobą drzwi wychodząc do świata.
                • chatgris01 Re: W obronie Ignacego Borejki 01.02.26, 14:50
                  tt-tka napisała:

                  ale bez mrugniecia okiem niszczylby swoje dzieci (a byc moze i zone)
                  >
                  >

                  I tu jestem ciekawa, czy Milicja by mu na to pozwoliła (bo z jednej strony go potulnie obsługiwała i podstawiała wszystko pod nos, nawet źle się czując/chorując, ale z drugiej nieraz go sarkastycznie gasiła słownie).
                  • tt-tka Re: W obronie Ignacego Borejki 01.02.26, 15:05
                    chatgris01 napisała:

                    > tt-tka napisała:
                    >
                    > ale bez mrugniecia okiem niszczylby swoje dzieci (a byc moze i zone)
                    > >
                    > >
                    >
                    > I tu jestem ciekawa, czy Milicja by mu na to pozwoliła (bo z jednej strony go p
                    > otulnie obsługiwała i podstawiała wszystko pod nos, nawet źle się czując/choruj
                    > ąc, ale z drugiej nieraz go sarkastycznie gasiła słownie).
                    >
                    >

                    Nigdy nie zaryzykowala konfrontacji...
                    zgasic slownie to dla Ygnaca zabawa, nawet gdy on jest gaszony, ustapi z poczuciem wyzszosci i wlasnej wspanialosci oraz POBLAZLIWOSCI dla tych wad, ktore z natury maja kobiety :P
                    ale ogolnie jest wygrany, nic nie musi, a gdy raz na ruskie trzydziestolecie cos zrobi, to od razu ma z tego mase benefitow
                    kolezanka malzonka nawet z lekturami, ktore ten pryk uznalby za niegodne tajniaczy sie, zamiast sobie wyprosic /zripostowac po wujkowostaszkowemu/zjechac Ygnaca/zimno stwierdzic, ze jej lektury jej sprawa i przy nich pozostanie
              • ako17 Re: W obronie Ignacego Borejki 01.02.26, 12:54
                kocynder napisała:


                > Zapiekły kibol telewizyjny potrafi być równie agresywny jak alkoholik. Zwłaszcz
                > a w miłośnikach "telewizyjnej kopanej"podczas meczu rośnie "maczyzm".
                >
                We mnie też :)
                • kocynder Re: W obronie Ignacego Borejki 01.02.26, 12:59
                  Jeżeli nie rzucasz pierogami ni nie rzucasz się na rodzinę, która na kilka sekund przesłoniła ci kopaczy - to ok.
                  U mnie na obiad dziś nie ma pierogów tylko pilaw, nie nadaje się do rzucania w telewizor.
                  • ako17 Re: W obronie Ignacego Borejki 01.02.26, 14:56
                    kocynder napisała:

                    > Jeżeli nie rzucasz pierogami ni nie rzucasz się na rodzinę, która na kilka seku
                    > nd przesłoniła ci kopaczy - to ok.
                    > U mnie na obiad dziś nie ma pierogów tylko pilaw, nie nadaje się do rzucania w
                    > telewizor.
                    >
                    Nie no, wiadomix, że najwyżej się wydzieram, posługując się słownictwem uznawanym za obelżywe. Zresztą, ja piłkę nożną oglądam dla samej przyjemności patrzenia na widowisko sportowe. Nie jestem przywiązana do polskiej reprezentacji i jej spodziewane porażki nie robią na mnie wrażenia.
                    Fakt, gdy jest mecz, to nie ma mnie dla nikogo (podobnie ze skokami narciarskimi), ale jak się kończy, to znowu jestem normalną matką-Polką.
        • ciotka.scholastyka Re: W obronie Ignacego Borejki 03.02.26, 11:27
          ako17 napisała:


          > Ale za to jak się fajnie na ten post odpowiada!

          Fakt! :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka