Dodaj do ulubionych

Miłość Mili do Gizeli

15.03.26, 20:56
Zainspirowana wątkiem o życiu miłosnym Gizeli chciałabym zadać pytanie na temat innej, nie romantycznej miłości w jej życiu. Z Kalamburki można wywnioskować, że panna Kalemba kochała Milę jak własną córkę nawet jeśli rzadko jej to mówiła. Prosiła by dziewczynka nazywała ją mamą kiedy ją przygarnęła i była rozgoryczona tym, że Mila nie chciała do Gizeli tak mówić, martwiła się o nią, nawet zrezygnowała z mieszkania z własnym mężem przez rok żeby tylko być z wychowanką. A czy Mila kochała Gizelę?
Obserwuj wątek
    • kooreczka Re: Miłość Mili do Gizeli 15.03.26, 21:32
      Bezobjawowo. Namalowała sobie słodki obrazek do którego mogła wzdychać, kiedy już jej nie było i nie było ryzyka, że będzie trzeba wykonać jakiś ruch
    • przymrozki Re: Miłość Mili do Gizeli 15.03.26, 22:00
      Z odleglejszych w czasie części "Kalamburki" wynikało, że Mila i Gizela się kochają, tyle że nieumiejętnie. Ale w ogólnym rozrachunku, jeżeli dzieci Mili uważały Gizelę za "znajomą panią Trakt", która nabiła ich w butelkę w kwestii zamiany mieszkań, a wnuki Mili słyszały, że Gizela była "dawną opiekunką" ich babci, to wygląda na to, że jednak nie. Że Mila w najlepszym przypadku była przywiązana do Gizeli jak wspaniałomyślna panienka do swojej dobrej bony. I tyle.

      Co ciekawe, wygląda na to, że Mila - wbrew przeczuciu Gizeli - odtrącała adopcyjną matkę bynajmniej nie przez wzgląd na wierność matce biologicznej. Nic nam nie wiadomo o tym, żeby Mila szukała informacji o rodzicach, szukała pamiątek po nich, chciała używać ich nazwiska, czy w jakikolwiek inny sposób chciała okazać im swoją wierność (a możliwości miała - przecież mieszkała wśród ludzi, którzy znali jej historię i znali osobiście Zuzannę i Władysława). Mila, nawet jako dorosła, nie szukała informacji, co się stało z jej rodzicami, kiedy i gdzie zginęli, gdzie zostali pochowani (i czy mają jakiś, choćby symboliczny, grób). W ogóle nie interesuje jej, czy miała jakąś inną rodzinę, jakąś ciotkę w Biłgoraju czy kuzyna pod Krosnem. Nic. Ona nie jest w sercu Kalemba, ale Makowska też nie.

      • ako17 Re: Miłość Mili do Gizeli 16.03.26, 19:17
        przymrozki napisała:

        Ona nie jest w sercu Kalemba, ale Makowska też n
        > ie.
        >
        Widocznie od urodzenia jest w sercu Borejko ;).
    • tt-tka Re: Miłość Mili do Gizeli 15.03.26, 23:39
      Nie ma - albo nie przypominam sobie - ani jednej sceny, w ktorej Milicja robi cokolwiek dla Gizeli z potrzeby serca. Zeby tamta ucieszyc, dac jej chwile radosci/przyjemnosci/satysfakcji. No nic.
      • ako17 Re: Miłość Mili do Gizeli 16.03.26, 20:07
        Zastanawiam się, czy gdyby Gizela była mniej surowa i powiedziała Mili, że ją kocha (zamiast przez całe swoje życie udowadniać to czynami), to Mila nie rzuciłaby się niczym młody rekin na pierwsze w swoim życiu wyznanie miłości i zamiast cwanej gapy poślubiłaby kogoś bardziej godnego zaufania, a czytelniczki (no, przynajmniej część) nie miałyby dziwnego poczucia rozdźwięku pomiędzy opisywanym tatuniem, który, gdy spojrzy z uznaniem, to order córce przyprawia, ale żeby wziąć jakąkolwiek odpowiedzialność za los potomstwa, to już nie.
        Nie to, żebym się mu dziwiła, po prostu taki jest i - trzeba przyznać - od początku stawiał sprawę jasno. To Mila uznała, że przy takim intelektualiście, co jej odda każdy oddech i myśl, warunki, w których ona sama spędzi życie i wychowa liczną dziatwę, są nieistotne. Czytaj: będzie fizycznie zapierniczkowywać, a i tak zawsze będzie cienko. A typ raz na dekadę coś tam w domu ruszy, za co będą mu się należały owulacje na stojąco.
        Hmmm... co, gdyby z tej wielkiej miłości zrodziło się jeszcze parę? W tym upragniony synuś? I gdyby miał, powiedzmy, 3-4 miesiące w KK, a Mila trafiła na miesiąc do szpitala?

        Wiem oczywiście, że nie da się wszystkiego przewidzieć. Tym niemniej Mila, jako ta musząca bardziej twardo od męża stąpać po ziemi (choć też chciała się widzieć w roli zaczytanej intelektualistki), i widząca jak jej jest z każdym dzieckiem coraz trudniej, naprawdę mogłaby postawić jakieś tamy.
        Nie przemawia do mnie bohaterstwo postawy, że jesteśmy biedni, nic w życiu nie osiągnęliśmy materialnego i wcale o to nie dbamy, żyjemy z jednej pensji we troje, będziemy i sześcioro.
        Oczywiście, można taką postawę prezentować i uważać, że jest cudowna. Po prostu mnie się ona nie podoba, bo cały ciężar wyborów rodziców przerzuca na dzieci.
        Których to, w pewnym momencie, naprawdę przestaje się zauważać.
        • kooreczka Re: Miłość Mili do Gizeli 16.03.26, 20:49
          Mila fizycznie coś robiła? Niech ktoś zatrzyma tą karuzelę śmiechu.
          W Kalamburce mamy dwoje syfiarzy z resztkami pleśniejącymi na stole. W KK umęczona szoruje wannę i bohatersko robi kanapki z twarogiem, ale moja babcia z czwórką dzieci robiła to samo plus pracowała i prowadziła życie towarzyskie. Mimo tej całej martyrologii nie widzę Mili przemęczającej się gdziekolwiek.
        • kocynder Re: Miłość Mili do Gizeli 16.03.26, 21:05
          "Owulacje na stojąco" mnie urzekły, przyznaję...
          A mnie niezmiennie intryguje JAK Borejdom przetrwał dwukrotną nieobecność milicyjną z racji porodów - Nutrii i Pulpy? Gaba i Ida były wówczas zdecydowanie za smarkate, żeby cokolwiek...
          • tt-tka Re: Miłość Mili do Gizeli 16.03.26, 21:16
            kocynder napisała:


            > A mnie niezmiennie intryguje JAK Borejdom przetrwał dwukrotną nieobecność milic
            > yjną z racji porodów - Nutrii i Pulpy? Gaba i Ida były wówczas zdecydowanie za
            > smarkate, żeby cokolwiek...
            >

            zadzwonil po bratowa
            • kocynder Re: Miłość Mili do Gizeli 16.03.26, 21:20
              No tak, tylko Fela zostaje... Ale to wówczas jest intrygujące - skoro ten jełopa miał zwyczaj "w niebytność" żony wzywać bratową - dlaczego w tej sytuacji nie wezwał?
              • tt-tka Re: Miłość Mili do Gizeli 16.03.26, 21:26
                W ktorej sytuacji nie wezwal ?
                • ako17 Re: Miłość Mili do Gizeli 16.03.26, 22:36
                  tt-tka napisała:

                  > W ktorej sytuacji nie wezwal ?
                  >

                  Myślę że - popraw, jeśli się wysuwam przed orkiestrę, Kocyndrze, iż chodzi o to, że nie wezwał Feli od razu, gdy Milę zabrało pogotowie w sylwestrowy wieczór.
                  • kocynder Re: Miłość Mili do Gizeli 16.03.26, 22:58
                    Dokładnie to mam na myśli
                  • tt-tka Re: Miłość Mili do Gizeli 16.03.26, 23:06
                    ako17 napisała:

                    > tt-tka napisała:
                    >
                    > > W ktorej sytuacji nie wezwal ?
                    > >
                    >
                    > Myślę że - popraw, jeśli się wysuwam przed orkiestrę, Kocyndrze, iż chodzi o to
                    > , że nie wezwał Feli od razu, gdy Milę zabrało pogotowie w sylwestrowy wieczór.


                    Feli nie bylo w domu, wyszla z Jozeczkiem na sylwka zostawiajac corce dom na jej impreze. Telefon zreszta byl, wlasnie do Jozeczkow, ktoras z malych zadzwonila po gabe, ojciec tkwil w szpitalu (zostawiajac na pastwisko losu 5-, 7- i 14-latke, tez przerazone)
                    • ako17 Re: Miłość Mili do Gizeli 16.03.26, 23:31
                      tt-tka napisała:

                      > ako17 napisała:
                      >
                      > > tt-tka napisała:
                      > >
                      > > > W ktorej sytuacji nie wezwal ?
                      > > >
                      > >
                      > > Myślę że - popraw, jeśli się wysuwam przed orkiestrę, Kocyndrze, iż chodz
                      > i o to
                      > > , że nie wezwał Feli od razu, gdy Milę zabrało pogotowie w sylwestrowy wi
                      > eczór.
                      >
                      >
                      > Feli nie bylo w domu, wyszla z Jozeczkiem na sylwka zostawiajac corce dom na je
                      > j impreze. Telefon zreszta byl, wlasnie do Jozeczkow, ktoras z malych zadzwonil
                      > a po gabe, ojciec tkwil w szpitalu (zostawiajac na pastwisko losu 5-, 7- i 14-l
                      > atke, tez przerazone)

                      Aj tam, przecież się deklarował Mili, nie dzieciom, których jeszcze nie było ;) A jak były potem, no to przecież 1. on nic o tym nie mówił, 2. dzieciom nie przysięgał przed urzędem, Bogiem i ludzkością. Było coś wtedy o dzieciach?
            • ako17 Re: Miłość Mili do Gizeli 16.03.26, 22:33
              tt-tka napisała:

              > kocynder napisała:
              >
              >
              > > A mnie niezmiennie intryguje JAK Borejdom przetrwał dwukrotną nieobecność
              > milic
              > > yjną z racji porodów - Nutrii i Pulpy? Gaba i Ida były wówczas zdecydowan
              > ie za
              > > smarkate, żeby cokolwiek...
              > >
              >
              > zadzwonil po bratowa
              >

              To napisali? Że przy porodach, wymagających opieki nad wcześniej urodzonymi dziećmi, Ignacy dzwonił po Felę?
              • tt-tka Re: Miłość Mili do Gizeli 16.03.26, 22:58
                ako17 napisała:


                > To napisali? Że przy porodach, wymagających opieki nad wcześniej urodzonymi dzi
                > ećmi, Ignacy dzwonił po Felę?
                >

                Nie, no skad :)
                to moje przypuszczenie (graniczace z pewnoscia) - Hanna nigdy nie byla pomocna, zreszta nie wiadomo, czy jeszcze zyje, Gizele wyrzucil z domu, a gdy w tym 70 (ciaza z Natalia, zle znoszona) pojawila se, zreszta WEZWANA, obrzucil ja niechetnym spojrzeniem i dal do zrozumienia, ze jest tu niepozadana, to do kogo mogl zadzwonic ? tylko do Feli, co zreszta robi w krytycznej sytuacji, gdy go widzimy
                • ako17 Re: Miłość Mili do Gizeli 16.03.26, 23:16
                  tt-tka napisała:

                  > ako17 napisała:
                  >
                  >
                  > > To napisali? Że przy porodach, wymagających opieki nad wcześniej urodzony
                  > mi dzi
                  > > ećmi, Ignacy dzwonił po Felę?
                  > >
                  >
                  > Nie, no skad :)
                  > to moje przypuszczenie (graniczace z pewnoscia) - Hanna nigdy nie byla pomocna,
                  > zreszta nie wiadomo, czy jeszcze zyje, Gizele wyrzucil z domu, a gdy w tym 70
                  > (ciaza z Natalia, zle znoszona) pojawila se, zreszta WEZWANA, obrzucil ja niec
                  > hetnym spojrzeniem i dal do zrozumienia, ze jest tu niepozadana, to do kogo mog
                  > l zadzwonic ? tylko do Feli, co zreszta robi w krytycznej sytuacji, gdy go widz
                  > imy

                  Matko kochana. I wciąż każdy oddech i każdą myśl, faktycznie! Ten człowiek nigdy nie uważał, że miłość do Mili = jakikolwiek obowiązek wobec dzieci. I to pokazał koncertowo. Właściwie to należy go za to podziwiać. Opiekę nad wcześniej urodzonym potomstwem przekazał Mili, a gdy ta nie chwilowo wydoliła - bratowej.
                  Po prostu wdech - wydech, myślę o Mili w bibliotece.
          • ako17 Re: Miłość Mili do Gizeli 16.03.26, 22:42
            kocynder napisała:


            > A mnie niezmiennie intryguje JAK Borejdom przetrwał dwukrotną nieobecność milic
            > yjną z racji porodów - Nutrii i Pulpy? Gaba i Ida były wówczas zdecydowanie za
            > smarkate, żeby cokolwiek...
            >
            A! nie mam pomysłu. Mila brała je ze sobą na porodówkę? Zostawiała w domu z Ignacym? Gizela czuwała z dziewczynkami, które jej nie pamiętały?

            Idy poród Cię nie intryguje, był opisany w sadze? W Kalamburce?
            • tt-tka Re: Miłość Mili do Gizeli 16.03.26, 23:01
              ako17 napisała:


              > Idy poród Cię nie intryguje, był opisany w sadze? W Kalamburce?


              Ida jest z czasow, gdy Gizela jeszcze na Winogradach bywala i nie byla stamtad wypraszana. Dwie pozniejsze dziewczynki to juz po zerwaniu stosunkow sie urodzily.
            • rrumcajsowa Re: Miłość Mili do Gizeli 18.03.26, 00:59
              ako17 napisała:

              > kocynder napisała:
              >
              >
              > > A mnie niezmiennie intryguje JAK Borejdom przetrwał dwukrotną nieobecność
              > milic
              > > yjną z racji porodów - Nutrii i Pulpy? Gaba i Ida były wówczas zdecydowan
              > ie za
              > > smarkate, żeby cokolwiek...
              > >
              > A! nie mam pomysłu. Mila brała je ze sobą na porodówkę? Zostawiała w domu z Ign
              > acym? Gizela czuwała z dziewczynkami, które jej nie pamiętały?
              >
              Obstawiam, że Milicja planowała wszystko z wyprzedzeniem i to ona umawiała się z Felą, żeby zaopiekowała się rodziną podczas bytności Mili w szpitalu. I w stosownej chwili - spakowana torba, telefon do Feli, taksówka do szpitala.
      • pi.piasia Re: Miłość Mili do Gizeli 24.03.26, 18:37
        tt-tka napisała:

        > Nie ma - albo nie przypominam sobie - ani jednej sceny, w ktorej Milicja robi c
        > okolwiek dla Gizeli z potrzeby serca. Zeby tamta ucieszyc, dac jej chwile rados
        > ci/przyjemnosci/satysfakcji. No nic.
        >

        Raz się zdarzyło. RAZ.
        Służę cytatem:
        Lodówkę ustawiły zaraz w kuchni i okazało się, że w tej sytuacji Gizela nie ma już swojego
        ulubionego kącika do czytania, z lampą i koszykowym fotelem. Kiedy Mila miała gości, to tu właśnie
        siedziało się najlepiej. Ale co tam! - kto by na to patrzał. Gizela była całkowicie szczęśliwa.
        Oczywiście, bez lodówki też jej się dobrze żyło, nie chodziło o samą lodówkę, tylko o ten gest! O ten
        wspaniały, szalony, wielki dar! Oddając swoją nagrodę Gizeli, Mila też ją nagrodziła, wyróżniła i
        doceniła.


        Tyle że Mila nie dałaby lodówki Gizeli, gdyby nie pokłóciła się z Ryżym. Więc nie był to gest DLA Gizeli, ale raczej PRZECIW Ignacowi.
        • ako17 Re: Miłość Mili do Gizeli 24.03.26, 19:19
          pi.piasia napisał(a):

          > tt-tka napisała:
          >
          > > Nie ma - albo nie przypominam sobie - ani jednej sceny, w ktorej Milicja
          > robi c
          > > okolwiek dla Gizeli z potrzeby serca. Zeby tamta ucieszyc, dac jej chwile
          > rados
          > > ci/przyjemnosci/satysfakcji. No nic.
          > >
          >
          > Raz się zdarzyło. RAZ.
          > Służę cytatem:
          > Lodówkę ustawiły zaraz w kuchni i okazało się, że w tej sytuacji Gizela nie
          > ma już swojego
          > ulubionego kącika do czytania, z lampą i koszykowym fotelem. Kiedy Mila miała g
          > ości, to tu właśnie
          > siedziało się najlepiej. Ale co tam! - kto by na to patrzał. Gizela była całkow
          > icie szczęśliwa.
          > Oczywiście, bez lodówki też jej się dobrze żyło, nie chodziło o samą lodówkę, t
          > ylko o ten gest! O ten
          > wspaniały, szalony, wielki dar! Oddając swoją nagrodę Gizeli, Mila też ją nagro
          > dziła, wyróżniła i
          > doceniła.

          >
          > Tyle że Mila nie dałaby lodówki Gizeli, gdyby nie pokłóciła się z Ryżym. Więc n
          > ie był to gest DLA Gizeli, ale raczej PRZECIW Ignacowi.

          Pi.asiu, Tyżeś to?
          • pi.piasia Re: Miłość Mili do Gizeli 25.03.26, 08:09
            ako17 napisała:


            > Pi.asiu, Tyżeś to?
            >
            >
            Jażem, jażem!

            Konto mi się zbiesiło albo zaszło cos innego, w każdym razie nie dało się zalogować, i musiałam zmienić nick. Witajcie!
        • tt-tka Re: Miłość Mili do Gizeli 24.03.26, 23:00
          zara, zara, jak to bylo ? Mila ustawila lodowke z tekstem "to twoje" czy raczej "mamy lodowke" ? bo mam wrazenie, ze ta lodowka zostala przy Milicji, Gizela jej nie wyprowadzila do Kazia
          • bupu Re: Miłość Mili do Gizeli 25.03.26, 07:01
            tt-tka napisała:

            > zara, zara, jak to bylo ? Mila ustawila lodowke z tekstem "to twoje" czy racze
            > j "mamy lodowke" ? bo mam wrazenie, ze ta lodowka zostala przy Milicji, Gizela
            > jej nie wyprowadzila do Kazia

            Gdy dotarli na ulicę Polną, Mila wywołała z domu dużą, groźną i posępną kobietę imieniem Gizela i przyprawiła ją o szok, oświadczając, że wygrana lodówka jest prezentem dla niej właśnie.

            I bardzo dobrze, bo ładnie by wyglądała dwa dni później, jak cała prawda wyszła na jaw za przyczyną rudego Ignaca.
            Znów się kajał, tym razem w obecności Gizeli, i wygadał, że lodówkę wygrała Mila dla nich, tylko że się pokłócili. Trzeba przyznać, że Mila okropnie się zawstydziła. Poczerwieniała i złapała Gizelę za rękę, przycisnęła ją do swojego policzka.
            Dziwny gest! (Gizela zaraz rękę wyrwała). Mila zdenerwowała się niepotrzebnie - przecież Gizela zrozumiała wszystko i nie miała wcale żalu. Dzieciaki! - jedno i drugie. Lodówkę im się po prostu zostawi, jak się pobiorą za trzy tygodnie.
            • tt-tka Re: Miłość Mili do Gizeli 25.03.26, 09:11
              No tak.... mozna by uznac, ze ten dar byl istotnie z potrzeby serca. Tyle ze potrzeba milinego serca bylo dac po nosie Ygnacowi, a nie uszczesliwic Gizele.
    • kocynder Re: Miłość Mili do Gizeli 16.03.26, 13:15
      Nigdy. Hrabianka Makowska zawsze traktowała Gizelę, jak dziewkę z czworaków, która winna być wdzięczną, że pozwolono jej służyć jaśnie panience.
      • ako17 Re: Miłość Mili do Gizeli 16.03.26, 19:48
        kocynder napisała:

        > Nigdy. Hrabianka Makowska zawsze traktowała Gizelę, jak dziewkę z czworaków, kt
        > óra winna być wdzięczną, że pozwolono jej służyć jaśnie panience.
        >

        Nigdy nie zrozumiem, skąd autorce, wtedy jeszcze mającej niezły warsztat i jakiś kontakt z ludźmi, przyszło do głowy, że tak odmalowany portret Mili nie spowoduje dyzgustu wobec tej postaci. Gizela jest, owszem, specyficzna, ale dysproporcja pomiędzy dającym a biorącym jest w tym przypadku szokujący.
        Na to nakładają się, oczywiście, sprawy związane z niebytem Gizeli w całym życiu Borejków. Ale to już kwestia niezręczności fabularnej i braku powiązania (a także, do pewnego stopnia, możliwości powiązania) Kalam z resztą cyklu.
        Ale Kalamburka sama w sobie przedstawia historię Mili vs Gizeli* i nijak nie wypada na korzyść tej pierwszej.

        * tak to widzę. To nie jest historia Mili ORAZ Gizeli. To jest historia konsekwentnego migania się Mili od jakiejkolwiek wdzięczności wobec przybranej matki.
        • tt-tka Re: Miłość Mili do Gizeli 16.03.26, 19:55
          ako17 napisała:


          > Nigdy nie zrozumiem, skąd autorce, wtedy jeszcze mającej niezły warsztat i jaki
          > ś kontakt z ludźmi, przyszło do głowy, że tak odmalowany portret Mili nie spowo
          > duje dyzgustu wobec tej postaci. Gizela jest, owszem, specyficzna, ale dyspropo
          > rcja pomiędzy dającym a biorącym jest w tym przypadku szokujący.

          Imo - pani altorce z inteligenckiego domu prostaczka robotnica wydaje sie razaca sama z siebie i sama przez sie (kiedys tak nie ocenialam, teraz juz tak) oraz - Gizela nie jest matka rodzona, a chce sobie te pozycje przywlaszczyc. Rodzonej wolno wszystko, przybranej - nic.
          Podjela sie szwaczka matkowania/opieki, to ma obowiazki. Ale niech sobie nie wyobraza, ze ma jakies prawa !

          • ako17 Re: Miłość Mili do Gizeli 16.03.26, 20:15
            tt-tka napisała:

            > ako17 napisała:
            >
            >
            > > Nigdy nie zrozumiem, skąd autorce, wtedy jeszcze mającej niezły warsztat
            > i jaki
            > > ś kontakt z ludźmi, przyszło do głowy, że tak odmalowany portret Mili nie
            > spowo
            > > duje dyzgustu wobec tej postaci. Gizela jest, owszem, specyficzna, ale dy
            > spropo
            > > rcja pomiędzy dającym a biorącym jest w tym przypadku szokujący.
            >
            > Imo - pani altorce z inteligenckiego domu prostaczka robotnica wydaje sie razac
            > a sama z siebie i sama przez sie (kiedys tak nie ocenialam, teraz juz tak) oraz
            > - Gizela nie jest matka rodzona, a chce sobie te pozycje przywlaszczyc. Rodzo
            > nej wolno wszystko, przybranej - nic.
            > Podjela sie szwaczka matkowania/opieki, to ma obowiazki. Ale niech sobie nie wy
            > obraza, ze ma jakies prawa !

            Boru, naprawdę tak uważasz?
            • tt-tka Re: Miłość Mili do Gizeli 16.03.26, 20:21
              tak, naprawde

              porownaj sobie zachowania Milicji wobec corek i wnuczat i zachowania Gizeli i sama zobacz, co altoressa uznaje za wspaniale, a co za niedopuszczalne (podpowiem - takie same lub gorsze zachowania jednej sa gloryfikowane, drugiej bezapelacyjnie potepiane)
              • ako17 Re: Miłość Mili do Gizeli 16.03.26, 22:19
                tt-tka napisała:

                > tak, naprawde
                >
                > porownaj sobie zachowania Milicji wobec corek i wnuczat i zachowania Gizeli i s
                > ama zobacz, co altoressa uznaje za wspaniale, a co za niedopuszczalne (podpowie
                > m - takie same lub gorsze zachowania jednej sa gloryfikowane, drugiej bezapelac
                > yjnie potepiane)
                >

                Czekaj, bo chyba nie jestem gotowa tego jeszcze zintegrować. Twierdzisz, że MM uważa za wiodącą wyższość "krwi"?
                A jeśli tak, to z racji pochodzenia, etosu, czy czego?

                Że po prostu jedni są lepsi, bo tak się urodzili (choćby z biednej Zuzanny i Władzia), a drudzy gorsi, bo z Lelujków lub Lewandowskich (akurat współczesnym Lewandowskim chciałabym sprzątać apartamenta)?

                Kurcze, nic chyba w treści książek nie przeczy Twojej tezie. W sumie to zawsze właściwa panienka poślubia właściwego panicza, nawet Adam Bohatyrowicz z ogrodem okazuje się być polonistą o łacińskim nazwisku.
                Ale to naprawdę jest takie oczywiste? I ja tego nie dostrzegłam do tej pory?

                Oj. Szokłam
          • przymrozki Re: Miłość Mili do Gizeli 16.03.26, 20:37
            tt-tka napisała:

            > Imo - pani altorce z inteligenckiego domu prostaczka robotnica wydaje sie razac
            > a sama z siebie i sama przez sie

            I to w najgorszym wydaniu. Bo II RP była państwem zasadniczo klasowym i nie byłoby dziwnym, gdyby taka na ten przykład Zuzanna Makowska miała tak silnie zakorzenione poczucie wyższości wobec Gizeli, że - nawet nieświadomie - zawsze traktowałaby sąsiadkę jak kogoś gorszego. To jest oczywiście paskudne, ale tak to kiedyś często wyglądało, a stwierdzenie i opisanie faktu w budowaniu postaci w książce historycznej przecież nie jest równoznaczne z poparciem dawnych zwyczajów.

            Ale tutaj się dzieje coś znacznie gorszego. Mila nie była żadną inteligentką. Po śmierci Zuzanny, formalnie była córką szwaczki i przez szwaczkę była wychowywana od wczesnego dzieciństwa. To poczucie wyższości nie było nabyte w toku socjalizacji, musiało być wrodzone. A odautorska sympatia do Mili wszechwiedzącego narratora oznacza, że MM stawia tezę, że podział na lepszych inteligentów i gorszych służących jest naturalny. Po prostu są lepsze i gorsze geny, lepsze i gorsze urodzenie. Gizela nie miała prawa oczekiwać niczego więcej, a Mila nie miała obowiązku nic więcej dawać, bo tak. Dlatego Ignacy oczywiście jest z tych Borejków. Szkalowany na forum wydziału kulturalny pan profesor oczywiście jest z historycznego rodu. Jedynym wentylem w systemie jest możliwość cudownego urodzenia w rodzinie z nizin jakiejś Calineczki, elfa przynależnego lepszemu światu (tzn. nadającego się na małżonka jakiegoś Borejki). Dorocie wolno było wyjść za Józka, a Adamowi za Laurę, bo może urodzili się, odpowiednio, rolnikom i badylarzom, ale urodzili się z Piętnem Wielkości.
            • ako17 Re: Miłość Mili do Gizeli 16.03.26, 21:07
              przymrozki napisała:

              Jedynym wentylem w systemie jest możliwość cudownego urodzen
              > ia w rodzinie z nizin jakiejś Calineczki, elfa przynależnego lepszemu światu (t
              > zn. nadającego się na małżonka jakiegoś Borejki). Dorocie wolno było wyjść za J
              > ózka, a Adamowi za Laurę, bo może urodzili się, odpowiednio, rolnikom i badylar
              > zom, ale urodzili się z Piętnem Wielkości.

              Fakt. Jedna się nie maluje i ma skłonności zawodowe zgodne ze świekrą (nie to że umiejętności, czy wiedzę), drugi słucha Mozzarta i zawodowo obrabia język polski, a przy tym biznesuje nader romantycznie, bo w kwieciu.
              • kocynder Re: Miłość Mili do Gizeli 16.03.26, 21:14
                Słuchajcie czy tylko ja jedna miałam takie, że jak czytałam o tym złotym nicieniu przy Mozarcie to podświadomie oczekiwałam, iż na jęk Larwy "Mooozart" Adam wybudzony z zamyślenia odpowie coś w rodzaju "Mozartów nie hodujemy, są nieekonomiczne. Chopiny lepsze. Holender, już jestem spóźniony! Na razie, mała." i heja?
            • bupu Re: Miłość Mili do Gizeli 18.03.26, 10:56
              przymrozki napisała:

              > Jedynym wentylem w systemie jest możliwość cudownego urodzen
              > ia w rodzinie z nizin jakiejś Calineczki, elfa przynależnego lepszemu światu (t
              > zn. nadającego się na małżonka jakiegoś Borejki). Dorocie wolno było wyjść za J
              > ózka, a Adamowi za Laurę, bo może urodzili się, odpowiednio, rolnikom i badylar
              > zom, ale urodzili się z Piętnem Wielkości.


              A nie do końca. Wszak Andzia i Wikta, z wojennych roczników, w dorosłość wchodzące na przełomie lat 50 i 60, obie są wykształcone, jedna nauczycielka, druga naczelniczka poczty, zatem obie umysłowo pracujące, a to wcale nie była wtedy taka oczywista droga dla kobiet na polskiej wsi. Obowiązek szkolny wtedy trwał do piętnastego roku życia i dla wielu wiejskich dzieci kończył edukację, potem wio na gospodarkę, a dziewuchy męża szukać. Tymczasem te dwie muszą mieć przynajmniej maturę, z czego wnosze, że ich rodzina musiała reprezentować jakąś wiejską elyte, kowal, mlynarz czy inny reymontowski organista. Sama Derocia co prawda jest nieślubna, za to ojciec lekmed, a kto wie, może nawet i drnmed, matka też z dyplomem. Więc bardziej z niej księżniczka w łachmanach, niż uboga a cnotliwa sierotka.

              Co się Fidelisów tyczy, oni są nader konsekwentnie opisywani w konwencji "dziedzice z wiernym sługą". Hubert Fidelis ma wyższe wykształcenie, hektary odziedziczył po ojcu, w ilości wystarczającej do zaprowadzenia rentownej plantacji, nie jest ci on bożym prostaczkiem od pługa oderwanym. To ziemianin, jak w mordę strzelił.

              Mamy jeszcze robotniczego Wąsława, jego jednak uszlachetnia fakt, że robi przy książkach, poza tym zaślubił Borejkowne gorszego sortu. Nawet Pypypyrzuciciel, choć sam poprzestał na srednim zawodowym, pochodzi z inteligenckiej rodziny (Alma wredna, ale naukowiec, panie).

              Zatem nie, prostaczkowie zaszczytu małżeństwa z Borejkami nie dostępują. Kandydat na małżonka, płci dowolnej, musi się przynajmniej otrzeć o właściwą sferę. Nieprzypadkowo Tanaka dostał pieczęć aprobaty za popisy z Homerem i skrzypcami. On w ten sposób zademonstrował, że przynależy do właściwej sfery.

              Dla mnie klasizm Jezycjady był oczywisty od dawna, gdyż, przepraszam, ale protekcjonalny sposób w jaki autorka opisuje osoby ze sfer innych, niż inteligencja, wali po oczach od lat 90 (patrz Kopiec Familia, na oko rodzina normalnych, ogarniętych ludzi).
              • przymrozki Re: Miłość Mili do Gizeli 18.03.26, 17:42
                bupu napisała:

                > Zatem nie, prostaczkowie zaszczytu małżeństwa z Borejkami nie dostępują. Kandyd
                > at na małżonka, płci dowolnej, musi się przynajmniej otrzeć o właściwą sferę.

                Oczywiście, że musi się otrzeć, bo to musi być inteligent (albo nastolatek na drodze do tego zaszczytnego miana). Plus rzymski katolik, rzecz jasna. Praktykujący.
                Tacy Lelujkowie na ten przykład pokazani nam zostali jako, owszem, chłopcy mili i uczynni, a ich ludyczne przywiązanie do niekształconej matki było rozczulające, ale do panienki Róży jednak w ostatecznym rozrachunku startu nie mieli.

                > Dla mnie klasizm Jezycjady był oczywisty od dawna, gdyż, przepraszam, ale prote
                > kcjonalny sposób w jaki autorka opisuje osoby ze sfer innych, niż inteligencja,
                > wali po oczach od lat 90 (patrz Kopiec Familia, na oko rodzina normalnych, oga
                > rniętych ludzi).

                Z Kopcami jest w sumie ta sama historia. Z treści książki wynika, że to przyzwoici ludzie i kochająca się rodzina. Ale z jakichś względów wszystko ma nas w nich śmieszyć, bo hehe, mają śmieszne imiona i przedstawiani są najpierw z nazwiska (co jest zresztą głupie jak bucior, bo w "Opium" to był zupełnie sympatyczny żart, ale z Aurelii, nie z Arlety, to Aurelia chcąc brzmieć doroślej mówiła o koleżance tak, jak nauczycielka odczytuje listę obecności).

                • tt-tka Re: Miłość Mili do Gizeli 18.03.26, 18:22
                  A w sumie - oczywiscie ZNOWU w opozycji do tego, co altorka chciala - osoby ze zdrowych rodzin, o mocnych wieziach i z zapleczem emocjonalnym w porzadku z borejkopochodnymi sie nie wiaza ! zajmuja sie wlasnym zyciem, praca, rozwojem duchowym, zarobkowaniem i co tam jeszcze (uduchowiony Adrian, Lucek, ktoremu milsze byly cieleta w Belgii niz Larwa), zakladaja wlasne rodziny, wyglada na to, ze udane (Slawek ze swoja szwedzka dziewczyna, pan Piotrus dumny i szczesliwy z syna), a wybrancow poznaja nie na licealnym etapie, tylko w doroslej codziennosci (wszystkie siostry Kopiec) i nie rzucaja dla nich wszystkiego, zwlaszcza wlasnych ambicji, pracy i potrzeb :P
                  • przymrozki Re: Miłość Mili do Gizeli 19.03.26, 08:58
                    tt-tka napisała:

                    > A w sumie - oczywiscie ZNOWU w opozycji do tego, co altorka chciala - osoby ze
                    > zdrowych rodzin, o mocnych wieziach i z zapleczem emocjonalnym w porzadku z bo
                    > rejkopochodnymi sie nie wiaza !

                    Jak to w sekcie. Łatwiej manipulować kimś, kto nie ma zdrowego zaplecza.

                    Przykłady można by mnożyć - Wolfi (który był chyba szczerze zakochany w Laurze, ale nawet w tym stanie nie mieściło mu się w głowie rezygnowanie z kolegów, pracy, pasji i poznawania świata, żeby siedzieć ze starą maleńką Laurą na na obiadach rodzinnych wśród katalp jej ciotki) czy Magda (którą ewidentnie żenowało cielęce przywiązanie IGSa do mamusi).

                    >zajmuja sie wlasnym zyciem, praca, rozwojem du
                    > chowym, zarobkowaniem i co tam jeszcze (uduchowiony Adrian, Lucek, ktoremu mils
                    > ze byly cieleta w Belgii niz Larwa),

                    Przy jakiejś innej dyskusji na tym forum, przy rozmowie o tym, jak Lelujkowie wspominają Różę, życzyłam im, żeby musieli się najpierw długo zastanawiać, o kim mowa, o tej blondynce, co się w liceum podobała Darkowi czy tej siatkarce, co przychodziła do nich niby to pożyczyć wózek, a wszyscy wiedzieli, że chodziło o Wiktora.
            • catwoman21 Re: Miłość Mili do Gizeli 27.03.26, 21:10
              Z drugiej strony Gizela jednak mimo, że nie była wykształcona i pracowała jako szwaczka to skończyła szkołę z dobrymi ocenami i może nawet dalej by się kształciła gdyby miała lepsze warunki, a także była oczytana.
              • ako17 Re: Miłość Mili do Gizeli 27.03.26, 21:48
                catwoman21 napisała:

                > Z drugiej strony Gizela jednak mimo, że nie była wykształcona i pracowała jako
                > szwaczka to skończyła szkołę z dobrymi ocenami i może nawet dalej by się kształ
                > ciła gdyby miała lepsze warunki, a także była oczytana.


                Zgadzam się co do meritum.
                A czy byłoby wielką bezczelnością zapytanie do pi.asi o poprawienie interpunkcji? Bo powyższe naprawdę brzmi jak ćwiczenie z języka polskiego - przecinki i kropki się pomieszały. Wstaw przecinki i kropki tam, gdzie być powinny.
                Od razu mówię, że o ile dobrze posługuję się językiem polskim, o tyle interpunkcja jest moją Calcaneus Achillis
                • pi.piasia Re: Miłość Mili do Gizeli 28.03.26, 10:36
                  ako17 napisała:

                  > catwoman21 napisała:
                  >
                  > > Z drugiej strony Gizela jednak mimo, że nie była wykształcona i pracowała
                  > jako
                  > > szwaczka to skończyła szkołę z dobrymi ocenami i może nawet dalej by się
                  > kształ
                  > > ciła gdyby miała lepsze warunki, a także była oczytana.
                  >
                  >
                  > Zgadzam się co do meritum.
                  > A czy byłoby wielką bezczelnością zapytanie do pi.asi o poprawienie interpunkcj
                  > i? Bo powyższe naprawdę brzmi jak ćwiczenie z języka polskiego - przecinki i kr
                  > opki się pomieszały. Wstaw przecinki i kropki tam, gdzie być powinny.
                  > Od razu mówię, że o ile dobrze posługuję się językiem polskim, o tyle interpunk
                  > cja jest moją Calcaneus Achillis
                  >


                  Poprawić mogę, aczkolwiek w powyższym nie tylko interpunkcja kuleje, również składnia pozostawia nieco do życzenia. A ponieważ albowiem i dlatego, że jestem (z winy mojej polonistki) upierdliwie wyczulona na błędy roztomaite, więc wyłapuję to choćbym i nie chciała
                  Zamieszczę poprawione w kolejnym wpisie.
                  • pi.piasia Re: Miłość Mili do Gizeli 28.03.26, 11:41
                    wersja oryginalna:

                    "Z drugiej strony Gizela jednak mimo, że nie była wykształcona i pracowała jako
                    szwaczka to skończyła szkołę z dobrymi ocenami i może nawet dalej by się kształciła gdyby miała lepsze warunki, a także była oczytana."

                    Wersja poprawiona:
                    Z drugiej strony, Gizela, mimo że nie była wykształcona i pracowała jako szwaczka, to jednak skończyła szkołę z dobrymi ocenami i była oczytana. I może dalej by się kształciła, gdyby miała lepsze warunki.
              • tt-tka Re: Miłość Mili do Gizeli 27.03.26, 21:49
                Jaka szkole, bylo, ? bo jesli cztery klasy powszechniaka, to te dobre oceny niewiele znacza...
                po wojnie miala lepsze warunki, i zaledwie 28 lat, a jednak nie ksztalcila sie dalej
        • kocynder Re: Miłość Mili do Gizeli 16.03.26, 20:20
          A całej tej sytuacji (z paskudnym zaniedbaniem) można y uniknąć "ukatrupiając' Gizelę np w 1973 roku. Wówczas jej nieobecność w tomach jest logiczna. Zwłaszcza, że te pierwsze tomy mówiły o nastolatkach i nastolatkowych problemach, nic dziwnego, że nie ma wzmianek o babci zmarłej kilka lat wcześniej...
    • bupu Re: Miłość Mili do Gizeli 19.03.26, 16:03
      Stosunek NieMiluni do Gizeli jest wielce obrzydliwy. Otóż moim zdaniem Mila się zachowuje tak, jakby zajęcie się nią, a potem dostarczanie różnych korzyści i pomocy było Gizeli obowiązkiem. Tak samo jak zniknięcie ze sceny, gdy jaśnie państwu Borejkom jej widok stał się niemiły. W tej relacji, zdaniem Mili, wszystkie zobowiązania leżały po stronie Gizeli. Po jej własnej wyłącznie łaska aprobaty. To nie jest miłość tylko pasożytnictwo, napędzane nieuzasadnionym poczuciem własnej wielkości.
      • ako17 Re: Miłość Mili do Gizeli 20.03.26, 10:13
        bupu napisała:

        > Stosunek NieMiluni do Gizeli jest wielce obrzydliwy. Otóż moim zdaniem Mila się
        > zachowuje tak, jakby zajęcie się nią, a potem dostarczanie różnych korzyści i
        > pomocy było Gizeli obowiązkiem. Tak samo jak zniknięcie ze sceny, gdy jaśnie p
        > aństwu Borejkom jej widok stał się niemiły. W tej relacji, zdaniem Mili, wszyst
        > kie zobowiązania leżały po stronie Gizeli. Po jej własnej wyłącznie łaska aprob
        > aty. To nie jest miłość tylko pasożytnictwo, napędzane nieuzasadnionym poczucie
        > m własnej wielkości.
        >
        Właśnie. Skąd to poczucie wyższości?
        Nigdy nie widzimy cienia refleksji, co by się mogło z nią stać, gdyby nie Gizela. Mila całe, wcale nieoczywiste swoje wyposażenie życiowe po prostu bierze i nie widzi co za tym stoi - że za mieszkanie, ogrzewanie, jedzenie trzeba jakoś zapłacić. Że ktoś to do tej pory robił. I robi nadal, gdy ona już BUNTOWNICZO założyła własną komórkę rodzinną. W mieszkaniu, które trzeba było jakoś formalnie i finansowo zdobyć.
        Po czym, dyskretnym kopnięciem, pozbywa się przybranej matki z życiorysu. Mąż nie dostaje do drobnomieszczańskich standardów, ale ona jest taka romantyczna i ponad to, więc wybiera męża.
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: Miłość Mili do Gizeli 25.03.26, 20:46
      Mnie zastanawiają odwiedziny Mili z córkami u Gizeli, gdy jeszcze mieszkali na Winogradach. O czym one rozmawiały?
      Jeśli dobrze pamiętam, to w "Kalamburce" mało albo wcale jest ich pogaduszek, takich zwyczajnych rozmów jak równa z równą. Wiadomo że relacje się mogą zmienić z wiekiem, ale nie wyobrażam sobie Mili plotkującej z Gizelą przy herbatce o Wojtczakowej czy przepisach na ciasto (przykładowo) - chodzi mi o takie luźne, przyjemne rozmowy.
      • kocynder Re: Miłość Mili do Gizeli 25.03.26, 23:01
        A z ciekawości: wyobrażasz sobie taką luźną, przyjemną rozmowę Mili z kimkolwiek?
        • ako17 Re: Miłość Mili do Gizeli 26.03.26, 19:40
          kocynder napisała:

          > A z ciekawości: wyobrażasz sobie taką luźną, przyjemną rozmowę Mili z kimkolwie
          > k?
          >

          Może trochę OT, bo to nie Mila rozmawia, tylko IGS, ale zobacz jaka jest dynamika dialogu z Agnieszką:
          – Jak się tu czujesz? – zapytał.
          – Dobrze. Swobodnie. O tym też myślałam: jak bardzo wszyscy są tu naturalni.
          Ignacy zastanowił się.
          – Tak! – powiedział. – Masz rację. Zupełnie tego dotąd nie widziałem, to jest tak oczywiste. Wiesz co, to po prostu wynika z ich szacunku dla rzeczywistości.
          – Jak to?
          – Czy muszę to tłumaczyć?
          – A tak, wytłumacz.
          Z szacunku dla prawdy. Prawda wcale nie jest abstrakcją, ona żyje i wciela się w ludzi i w rzeczy. Rzeczywistość jest nią przepojona. Więc pewnie jest tak, że kochając rzeczywistych ludzi, kochamy prawdę, którą w sobie noszą. I nie chcemy, żeby była fałszowana.


          Nie można porozmawiać tak normalnie, w sensie - lubimy się w naszej rodzinie, dobrze się czujemy, spędzając razem czas (przynajmniej niektórzy w towarzystwie niektórych, bo w żaden sposób nie Ignaś z wszystkimi). Nie. Trzeba wyje*ać jakimiś Dużymi Stwierdzeniami o Prawdzie, o Rzeczywistości, o Niefałszowaniu, o Kochaniu.

          Kto tak mówi? Znacie kogoś takiego?
          Przyznam, że gdybym kogoś takiego znała, to bym go usunęła ze znajomych... ;)
          • tt-tka Re: Miłość Mili do Gizeli 26.03.26, 19:48
            Przyjemna rozmowe Mili z kolezanka (w streszczeniu) tosmy mieli zapodana, nieprawdaz ? szorujaca wanne Mila wytrzasa sie nad "przesiadywaniem w biurze nad papierami" slawiac zarazem wychowywanie dzieci na porzadnych ludzi, co nb nieszczegolnie jej sie udalo...
          • greta_herbst Re: Miłość Mili do Gizeli 26.03.26, 21:45
            > Z szacunku dla prawdy. Prawda wcale nie jest abstrakcją, ona żyje i wciela się w ludzi i w rzeczy. Rzeczywistość jest nią przepojona. Więc pewnie jest tak, że kochając rzeczywistych ludzi, kochamy prawdę, którą w sobie noszą. I nie chcemy, żeby była fałszowana.

            Czekaj czekaj. Kochając ludzi, kochamy prawdę, którą w sobie noszą i nie chcemy, żeby była fałszowana?

            Czy ktokolwiek z nich kocha prawdę o innym z nich? Idę traktowano jak czarną owcę, kiedy była temperamentna ale intencje miała dobre. Za to później zrobiła się z niej jadowita chamka i wszyscy ją akceptują. Róża musiała sama na sobie przeprowadzić amputację osobowości. Natalia całe życie stosuje manipulacyjne wybiegi i strategie, żeby w ogóle nawigować rodzinę. Janusza nikt nie chciał nawet poznać, ocenili go zaocznie i już, a potem Mila ukrywała zdaje się jakieś listy od niego, żeby przypadkiem nikt nie poznał prawdy, którą Janusz nosił w sobie. Cała rodzina ubóstwia fałszywy albo przynajmniej nieaktualny wizerunek Gaby.

            Więc uprzejmie zapytuję się, że co?
            • mackakisa Re: Miłość Mili do Gizeli 27.03.26, 06:55
              greta_herbst napisała:

              > Więc uprzejmie zapytuję się, że co?
              Ano to, że guzik prawda - oni przyjęli sobie jakiś wizerunek danej osoby i się go trzymają. Ida jest rodzinną kretynką i wariatką, Gabon Betonowym Centrum, Natalia niedojdą, Pulpa obżartuchem-piecuchem.
              Pyza to Słoneczko Jeżyc, a Laura to niedobre dziecko, bo nasienie pyziacze.
              I tak dalej.
              Słowem, oni wszyscy mają głęboko w odwłokach prawdę o sobie nawzajem, widzą tylko to, co chcą widzieć. Niechcący się MM napisało, że to zakłamańcy i rodzina, która się nie lubi de facto.
              • greta_herbst Re: Miłość Mili do Gizeli 27.03.26, 11:25
                > Ano to, że guzik prawda - oni przyjęli sobie jakiś wizerunek danej osoby i się go trzymają.

                No właśnie tez mam takie wrażenie. Więc skąd u Ignasia te wzniosłe dyrdymały, akurat przypadkiem kompletnie odwrotne od rzeczywistości?

                Rozumiem, że miał przemawiać jak wzniosły poeta co to duszę ludzką przenika na wskroś, ale nadal mię to chyba przerasta.
                • mackakisa Re: Miłość Mili do Gizeli 27.03.26, 11:58
                  greta_herbst napisała:

                  > > Ano to, że guzik prawda - oni przyjęli sobie jakiś wizerunek danej osoby
                  > i się go trzymają.
                  >
                  > No właśnie tez mam takie wrażenie. Więc skąd u Ignasia te wzniosłe dyrdymały, a
                  > kurat przypadkiem kompletnie odwrotne od rzeczywistości?
                  >
                  > Rozumiem, że miał przemawiać jak wzniosły poeta co to duszę ludzką przenika na
                  > wskroś, ale nadal mię to chyba przerasta.

                  Bo jest zainfekowany propagandą domową. Nie ma nikogo, kto by mu powiedział i pokazał, że to nie jest normalne, że olewa się jego problemy z jedzeniem, że nosi ubrania nieadekwatne do wieku, bo rodzice się tym nie przejmują, że dziadek robi z niego szpicla, a kuzyn go przy każdej okazji bije.
                  On jest przekonany, że tak wygląda normalna, kochająca się rodzina.
                • tt-tka Re: Miłość Mili do Gizeli 27.03.26, 12:17
                  greta_herbst napisała:

                  > > Ano to, że guzik prawda - oni przyjęli sobie jakiś wizerunek danej osoby
                  > i się go trzymają.
                  >
                  > No właśnie tez mam takie wrażenie. Więc skąd u Ignasia te wzniosłe dyrdymały, a
                  > kurat przypadkiem kompletnie odwrotne od rzeczywistości?


                  Bo on niczego innego nie zna. Zadnej innej rzeczywistosci. I wierzy slowom, a faktow zweryfikowac nie potrafi, brak mu narzedzi, a nawet siatki pojeciowej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka