Dodaj do ulubionych

Bezobjawowa miłość Ignaca

16.03.26, 20:46
Poruszone w sąsiednim wątku- Ignac obiecał Mili każdą myśl i każdy oddech. Jakoś ta obietnica się objawiła w toku życia?
Obserwuj wątek
    • tt-tka Re: Bezobjawowa miłość Ignaca 16.03.26, 20:53
      Ni chusteczki :P
      • chatgris01 Re: Bezobjawowa miłość Ignaca 16.03.26, 21:13
        tt-tka napisała:

        > Ni chusteczki :P
        >

        No jak, karpia z zamrażalnika przecież wyjął! :D
    • ako17 Re: Bezobjawowa miłość Ignaca 16.03.26, 20:55
      kooreczka napisał:

      > Poruszone w sąsiednim wątku- Ignac obiecał Mili każdą myśl i każdy oddech. Jako
      > ś ta obietnica się objawiła w toku życia?

      Może poświęcał?
      Przecież nie obiecywał, że będzie jej zapewniał dach nad głową, ani pomagał w pracach domowych, ani sam robił kanapkę po pracy, gdy ona dopiero podniosła się na nogi po zasłabnięciu w kolejnej ciąży.
      Myślał i oddychał, why not?

      W sumie to pokazał dosyć wyraźnie, gdy zostawił w (KK) domu małe dzieci w stanie histerii i postanowił spędzić noc w szpitalu. Oczywiście nic nie pomógł, ani nic nie zwojował, bo i nikt przy zdrowych zmysłach by tego od niego nie oczekiwał w tej sytuacji.
      Ale przypuszczam, że siedząc w szpitalnym korytarzu poświęcał swej ukochanej każdą myśl i oddech. Jako żywo nigdy nie obiecywał jej, że będzie myślał, czy dbał o dzieci.

      Wywiązał się literalnie, jak złoto.
      • kooreczka Re: Bezobjawowa miłość Ignaca 16.03.26, 20:59
        Pusty, durny gest, który magicznie usunął go z miejsca, gdzie musiałby coś zrobić. No ideał, panie.
        • ako17 Re: Bezobjawowa miłość Ignaca 16.03.26, 21:43
          kooreczka napisał:

          > Pusty, durny gest, który magicznie usunął go z miejsca, gdzie musiałby coś zrob
          > ić. No ideał, panie.

          Ale zgodny z obietnicą, czyż nie? I on tak to chyba rozumiał.
          Nie zamierzał być żadnym ideałem. Zadeklarował, literalnie, że będzie myślał i oddychał, a nie że będzie wspierał, zdobywał, karmił, wychowywał, przeprowadzał czy pomagał w jakikolwiek sposób. I tego konsekwentnie nie robi.
          On myśli o Mili, tudzież poświęca jej wdechy i wydechy, zatem ona sobie ma z całą resztą poradzić. Od początku tak to wyglądało.
          I Mila to łyknęła.

          O ile ciekawszy obraz Borejków (skoro ich już tak trzeba tłuc przez te dekady) byłby, gdyby mąż Mili był bardziej życiowo aktywny, a jednak wciąż by brakowało na wszystkie potrzeby przy tylu dzieciach (życiowe!), ale oni by się starali i z tej, i z tamtej strony. Mieliby dylematy - Mąż pracuje, dorabia, mało bywa w domu - czy Mila na pół etatu, czy jednak na razie damy radę? Jak córka/ dwie córki w związku z tym sobie radzą? Czy trzecia/ czwarta nie odczuwa braku uwagi?

          Tymczasem dostajemy na twardo sytuację, gdzie jeden jest win, reszta jest loose, (sorry dziadku Ignacy, czasem się nie da powiedzieć wszystkiego po polsku ani, tym bardziej, po łacinie, mimo, że sama się wychowałam na inteligentkę), a jednak wszyscy są zadowoleni. Bo tatusiowi jest wygodnie. I bez względu na to, co się w domu dzieje, tatuś będzie zawsze robił to samo i tyle samo. Reszta się dostosowuje, nawet gdy okoliczności wymagają innego podejścia od wszystkich - od tatusia nigdy nic więcej się nie wymaga.

          Stąd moje pytanie, prowokacyjne, nie przeczę - gdyby, na skutek tak gorącej miłości Mili i Ignacego, pojawiło się jeszcze dwoje -czworo dzieci, to nadal nie zrobiłby ojciec Borejko nic więcej? IMHO nie. Jemu naprawdę jest bez różnicy, czy ma jedno, czy siedmioro dzieci. To pierwsze (Gabrielę) jeszcze spostrzega i obdarza orderami. Nie dlatego, że jest jego dzieckiem, tylko dlatego, że podziela jego zainteresowania. Reszta - czy byłoby ich dwoje, czy siedmioro, zupełnie by go nie obchodziła.

          Nie rozumiał, że w pakiecie z oddychaniem dla Mili łączy się jakiś inny obowiązek.
      • tt-tka Re: Bezobjawowa miłość Ignaca 16.03.26, 21:13
        Lohohohoho !
        a gdzie byly jego mysli (i oddechy) w Czaplinku, kiedy lowil z Pyzaczkiem jak opetany ? na koncu splawika, podejrzewam, bo o tym, ze Mila po operacji nie powinna jesc smazonych ryb (ani tym bardziej paprykarza), nie pomyslal ani przez chwile ! a gdzie byly jego mysli (i oddechy), gdy sie wpraszal bratowej na obiad ? przy Mili czy w jego wlasnym talerzu ?
        • mackakisa Re: Bezobjawowa miłość Ignaca 17.03.26, 10:33
          tt-tka napisała:

          > Lohohohoho !
          > a gdzie byly jego mysli (i oddechy) w Czaplinku, kiedy lowil z Pyzaczkiem jak o
          > petany ? na koncu splawika, podejrzewam, bo o tym, ze Mila po operacji nie powi
          > nna jesc smazonych ryb (ani tym bardziej paprykarza), nie pomyslal ani przez ch
          > wile ! a gdzie byly jego mysli (i oddechy), gdy sie wpraszal bratowej na obiad
          > ? przy Mili czy w jego wlasnym talerzu ?
          >
          No pewnie, że przy Mili! Na chwilę te myśli oderwał, by wykoncpować, że zadzwoni do Feli i uprzedzi, iż się Józeczkom zwali na głowę na obiad, razem z dziećmi. W swoim mniemaniu problem rozwiązał.
          A Fela, z racji swojego złotego serca jest tu traktowana niestety jak Gizela - zrobiła, czego się od niej oczekiwało? Postawiła na stole posiłek dla piątki Borejków? Zrobiła i postawiła. Ale łaciny Fela nie zna i ma czelność ładnie wyglądać, mieć zadbane i czyste mieszkanie i mięso na obiad. Więc niech wdzięczności nie oczekuje.
    • kocynder Re: Bezobjawowa miłość Ignaca 17.03.26, 07:26
      Jak to? Oddycha!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka