Dodaj do ulubionych

Tak sobie czytam...

09.04.06, 20:32
to forum FANÓW pani M. i usiłuję sobie wyobrazić kolejny tom "Jeżycjady"
napisany z uwzględnieniem naszych uwag.

Zaczyna się o poranku - Tygrys wstaje i zajmuje łazienkę. Kiedy jest w
połowie drugiego oka, pod drzwiami stoi juz cała rodzina przestepując z nogi
na nogę. Atmosfera gęstnieje, Ignacy Grzegorz podgląda przez dziurkę, Ignacy
B. rzuca jakąś sentencją, a Mila z Gabrysią wsiadają na niego, że zamiast
cytować cale zycie, mógł zabrac się do jakiejś lepiej platnej pracy i zadbać
o to, żeby wyposażyć córki w mieszkania. Mila mówi, że zawsze marzyła jej sie
długa kąpiel w pianie a tym domu pełnym ludzi nie mogła nigdy ....

Co było dalej - jak myślicie ???
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Tak sobie czytam... 09.04.06, 20:45
      Ja myślę, że wpada Ida i mowi, że sie rozwodzi, bo ma dosyć harowania na
      wiecznie niewyspanego faceta. Natalia zastanawia się, czy nie zdradzić
      Robrojka - po niewczasie orientuje sie, że szukała zastepczego ojca (bo pan
      Borejko nigdy sie nia naprawde nie zajął) i teraz wolałaby kogos młodszego.
      Przyjezdża Pyziak, przy czym okazuje sie, ze cały czas próbował nawiazać
      kontakt z córkami, tylko listy niszczyla Gabrysia.
      • kormoran7 Re: Tak sobie czytam... 09.04.06, 20:50
        I to spowoduje ze Laura jeszcze bardziej odwróci sie od Gaby. Postanowi
        wyprowadzic sie z domu ale Pyziak zaproponuje jej wyjazd za granice zeby
        nadrobic straczony czas kiedy go nie bylo.
        • kormoran7 Re: Tak sobie czytam... 09.04.06, 20:52
          wspólny wyjazd oczywiscie...
        • k_linka Re: Tak sobie czytam... 09.04.06, 22:36
          Pyza pograzy sie w poporodowej depresji, nie bedzie chciala zajac sie
          dzieckiem, za to bedzie snula sie po domu w szlafroku. Frycek bedzie siedzial w
          robocie aby splacic kredyt na ich M-1, a Pyza w koncu przejrzy na oczy i
          dojdzie do wniosku ze zmarnowala sobie zycie. Gaba bedzie ja mitygowac, ze
          nalezy dzielnie znosic przeciwnosci losu i cieszyc sie mezem i dzieckiem, na co
          Pyza zrobi jej awanture, ze nie wytlumaczyla jej co to antykoncepcja. Przy
          okazji wyjdzie na jaw, ze Pyza dopiero od szkolnej pielegniarki dowiedziala sie
          co to okres...
          • mankencja Re: Tak sobie czytam... 09.04.06, 23:05
            na co gaba siada przy stole w kuchni i wybucha szlochem, bo w koncu takze
            ta "lepsza" corka okazala sie byc podobna do ojca, na czymkolwiek by to nie
            mialo polegac. wchodzi grzegorz, robi sobie kanapke z serem, gaby nie zauwaza,
            wraca do pracy, ktos musi zarabiac.

            ida wraca do swojego mieszkania, oznajmia mezowi, ze sie z nim rozwodzi, on zas
            otwiera jedno oko, wydaje z siebie niewyrazne "mhm" i spi dalej.
            • przemkowa.b Re: Tak sobie czytam... 09.04.06, 23:16
              w narkotyki ktoś powinien koniecznie wpaść z młodych...:)
              • kormoran7 Re: Tak sobie czytam... 09.04.06, 23:21
                Pyziak chcac pokazac jak młodzi ludzie w Australli sie bawia i zyja na luzie
                kupuje torebke marihuany i idą sobie z Laura zapalic lufke. Laura po kilku
                niuchach zaczyna opowiadac jaka Gaba jest wredna, okrutna, kłamliwa i ze do
                domu juz nie wróci. Pyziak sie cieszy ze nie bedzie jedyna czarna owca w
                rodzinie
              • k_linka Re: Tak sobie czytam... 09.04.06, 23:30
                Pulpecja.... Pulpecja wpadnie w nalog. Odcieta od rodziny (mieszka w domu pod
                lasem i nie moze wpadac na Roosvelta codziennie) cierpi straszliwie oderwana
                gwaltownie od Borejkowej pepowiny i wypchnieta spod szklanego klosza w okrutny
                swiat. Zdesperowana zasiega porady psychiatry, a nieodpowiedzialny lekarz
                wypisuje jej kolejne srodki uspokajajace. Patrycja uzaleznia sie od nich, a
                kiedy konczy jej sie zapas srodkow zapisanych przez lekarza kradnie recepty
                Idzie i Markowi. Marek nie zauwaza bo spi, Ida nie zwraca uwagi bo zajeta jest
                4 etatami i toczaca sie sprawa rozwodowa...
                Tymczasem coreczki Pulpy odkrywaja co dzieje sie za wysokim murem u sasiadow -
                i zaprzyjazniaja sie z 1 pracownic mieszczacej sie tam.... agencji
                towarzyskiej...
                • przemkowa.b Re: Tak sobie czytam... 09.04.06, 23:48
                  No fajne macie pomysły:) to chyba takie odreagowanie:) dlatego, ze za
                  dużo "cukru" wali MM w książkach, nie? w sumie największym "dramatem" i
                  nieszczęściem w tych książkach są...nieślubne ciąże...:) a przecież zawsze jest
                  fajnie jak nowy człowiek ma przyjść na świat:)
                  Byłoby miło, gdyby MM wyciągnęła swoich bohaterów spod klosza, w którym żyją i
                  pokazała coś prawdziwego, wreszcie a nie kolejną bajkę...
                  • soczewka_k Re: Tak sobie czytam... 10.04.06, 00:21
                    rzemkowa.b napisała:

                    > No fajne macie pomysły:) to chyba takie odreagowanie:) dlatego, ze za
                    > dużo "cukru" wali MM w książkach, nie? w sumie największym "dramatem" i
                    > nieszczęściem w tych książkach są...nieślubne ciąże...:) a przecież zawsze jest
                    >
                    > fajnie jak nowy człowiek ma przyjść na świat:)

                    Naprawdę uważasz, że u MM nieślubne ciąże sa przedstawione jako dramat? Moim
                    zdaniem właśnie wręcz przeciwnie - USG maleństwa wiszące w centralnym miejscu
                    domu i pokazywane wszystkim gościom, reakcja Mili na nowinę Pyzy... to wszystko
                    raczej świadczy o tym, że wszyscy się cieszą na nowe dziecko. A że Gaba u Idy
                    siedzi i się martwi? To chyba normalne. Każda normalna matka by się martwiła w
                    takiej sytuacji. Co nie znaczy, że ostatecznie nie cieszy się na nowego
                    dzidziusia w rodzinie. A poza tym - nieślubna ciąża to w pewnym sensie i w
                    różnych stopniach jest - albo może być - jakiś dramat. Łatwa sytuacja to to nie
                    jest.
                    • przemkowa.b Re: Tak sobie czytam... 10.04.06, 10:55
                      Mam na myśli, że wg MM to jest coś dramatycznego - owszem, wiem, że się wszyscy
                      cieszą itd ale chodzi mi o to, że MM nie pokazuje w swoich książkach takich
                      rzeczy, jakie się przytrafiają w wielu rodzinach - alkoholizmu, narkotyków,
                      przemocy, jedynymi przedstawicielami "tych, co zeszli na złą drogę" są
                      Lisieccy, no ale wiadomo, od pierwszego ich pojawienia się w Jeżycjadzie miało
                      tak byc. A żaden z "pozytywnych" bohaterów nie schodzi na złą drogę...nieślubna
                      ciąża to jedyna rzecz, jaka wg MM może spotkać panienkę z dobrego domu...
                  • niutasek Re: Tak sobie czytam... 28.05.06, 13:55
                    zgadzam sie z tobą ale to juz nie byłaby ta Jeżycjada która wszyscy jesteśmy
                    zachwyceni i cvzytamy po tysiąc razy.
                • ready4freddy Re: Tak sobie czytam... 11.06.06, 20:20
                  oj, tylko nie Pulpa, Pulpy prosze nie ruszac :) natomiast idac z duchem dyskusji
                  dopisalbym w "Pulpecji" jedno zdanie, rujnujace niestety dalszy ciag :) otoz
                  kiedy na pytanie Baltony "kto jest ojcem, a kto matka" wstaje Ignac i oznajmia
                  spizowym (spizowym? to ci dopiero...) glosem "ja jestem ojcem!", Baltona rzuca
                  polglosem "w zyciu bym sie nie domyslil...", przez co oczywiscie traci cenny
                  punkt, dopiero co zdobyty w konkursie "czy znasz na pamiec lacinskie aforyzmy"
                  :) tak sowja droga, ciekawe co powiedziala Mila, a co zagluszyly organy, kiedy
                  Ignac rzucil swoj komentarz o burlesce braci Marx, Marxista jeden :) moim
                  zdaniem bylo to antycypowane "spieprzaj, dziadu", bo zaiste, ktos tego dziada od
                  czasu do czasu powinien ustawic w szeregu i uczestowac solidnym kopem w zadek,
                  tak sobie mysle :)
    • wieslawa-siemiankowska Re: Tak sobie czytam... 09.04.06, 21:20
      Za to Stary Borejko postanawia rozkręcić własny interes, wkrótce wykupuje pół
      Poznania łącznie ze Starym Browarem a Kulczyki tracą bezapelacyjnie pozycję I
      przedsiębiorców miasta:)
      • ninaaaa Re: Tak sobie czytam... 10.04.06, 10:42
        Natomiast Laura nagle przejrzy na oczy, zostawi Wolfiego, porzuci myśl o
        ślubie, przestanie chodzić do Kościoła i zostanie walczącą feministką, palącą
        staniki i organizującą manify w Poznaniu.
        • nchyb Re: Tak sobie czytam... 11.04.06, 12:06
          stanik może spalić, ale Wolfiego niech nie rzuca, ja się nie zgadzam. Może co
          najwyżej stosować antykoncepcję! (tfu, obraza boska itp...)
    • agnieszka_azj PROSZĘ ZAMKNĄĆ TEN WATEK !!! 10.04.06, 10:47
      Rany Boskie, co ja narobiłam ???
      Wieczorem załozylam wątek, a o poranku cóż widzę ??? Ruiny i zgliszcza na
      Roosevelta 5 :-(((
      • k_linka uwaga, drastyczne sceny!!! 10.04.06, 19:54
        Mnie ten watek siadl po prostu... Moze mam chora wyobraznie?

        C.d.
        Laura przebywa w Ameryce, nie daje znaku zycia, wpada w "towarzystwo", pali
        trawe i brown sugar (nie jestem pewna czy heroina nadaje sie do palenia)...
        Zachodzi w ciaze z Murzynem, rodzi sliczna coreczke. Janusz widzac, ze juz
        zemscil sie na Gabrysi odbierajac jej corke, traci zainteresowanie Laura. Ta
        musi radzic sobie sama....
    • slotna Re: Tak sobie czytam... 10.04.06, 23:15
      Laura wraca i spotyka Kozia, z ktorym nawiazuje romans. Piotr Ogorzalka, nie
      mogac poradzic sobie w IV RP popelnia machloje, ktorymi szantazuja go
      zatrudnieni na czarno Lisieccy. Cesia cierpi na otylosc, Hajduk zaniedbal ja
      zajawszy sie praca (odpowiedzialne stanowisko, wiadomo), odnawiaja jej sie
      licealne kompeksy i zgalasza sie do "Chce byc piekna". Aniela ambitnie
      angazujac sie niemal wylacznie w przedsiewziecia offowe, a malujac li i jedynie
      kosmetykami Diora, odkrywa ze ma potworne dlugi i zagania Bernarda do pracy.
      Ten organizuje happening na rynku glownym, sprzedaje pastelowe martwe natury i
      z duma przynosi do domu prawie 200 zl. Aniela, zalamana, godzi sie na role w "M
      jak milosc", co zachwyca Tosie Kowalik.
    • agnieszka_azj Re: Tak sobie czytam... 11.04.06, 13:40
      I co ??? Żadnego happy endu :-((( Tak ma wg fanow wyglądać Jerzycjada ?
      Myślalam, że trochę sie pokłócą, porozmawiją o okresach, oddadzą się jakimś
      rozrywkom niskich lotów, ale pozostaną starymi, dobrymi Borejkami. Nie chcecie ?
      • anndelumester Re: Tak sobie czytam... 11.04.06, 15:13
        agnieszka_azj napisała:

        > I co ??? Żadnego happy endu :-((( Tak ma wg fanow wyglądać Jerzycjada ?
        > Myślalam, że trochę sie pokłócą, porozmawiją o okresach, oddadzą się jakimś
        > rozrywkom niskich lotów, ale pozostaną starymi, dobrymi Borejkami. Nie chcecie
        > ?
        hihi widac jest potrzeba przewietrzenia..
        Ja bym podesłała Pyzika do Gabrysi, który zgodnie z zasadą stara miłość..nieźle
        by zakręcił naszą cierpiętniczą matko-polką i jednoczesnie rozruszał -
        zmotywował Grzesia ;)
        Na Ignacym bym sie nie msciła, bo jego tzreba było kopnąc w zadek 40 lat
        wczesniej. Laura niech nie porzadnieje , bo jest w tym wymiarze najbardziej ludzka.
        No i profilaktycznei nalezałoby jeszcze sponiewierać Pyze - oddaje matce
        dziecie, pod wpływem pewnego zakreconego faceta od performanców a'la Le Madame
        dostaje sie na kierunek gdzie wszyscy ostro imprezuja, zupełnie nie w stylu
        imieninowym ;) poznaje smak ciekawych akloholi, trawy, papierosów , dzikiego acz
        bezpiecznego seksu...i dopiero po tych doswiadczeniach wie , że jej miejsce jest
        przy dziecięciu w kuchni u Borejków. :D
        Oraz Ignacego Grzegorza - niech zostanie skatem, korespondentem Dosdedos i
        miksuje muze na imprezach :0 w Wawce odłaczając sie od zramolałych rodziców..
        • prezerwator2 Re: Tak sobie czytam... 11.04.06, 16:42
          A jak dla mnie:
          Ignacy Grzegorz zostaje zaraz na pierwszej stronie rozjechany przez ciężarówkę
          i nikt po nim nie płacze:)))
          Natalia zostawia rodzinę, i wraca na Cypr, gdzie związuje się z poetą-
          symbolistą i staje się jego muzą
          A Gabrysia dochodzi do wniosku, że ma dość mieszkania z rodzicami i wyprowadza
          się do Szczecina (czemu by nie). Odcięte od matki- instytucji córki normalnieją
          i zaczynają żyć własnym życiem.....
          • kelle1986 Re: Tak sobie czytam... 11.04.06, 18:02
            "Ignacy Grzegorz zostaje zaraz na pierwszej stronie rozjechany przez ciężarówkę
            i nikt po nim nie płacze:)))"

            LOL to Ci się udało!
            • kormoran7 Re: Tak sobie czytam... 11.04.06, 18:18
              A ta ciężarówka oczywiscie kieruje Pyziak. Postanawia on bowiem zniszczyc
              rodzine swojej byłej zony za to że nikt go tam nie wspomina, nie darzy uczuciem
              i od pozcatku uwazali za zbira. Pyziak ogłosi swieta wojne z Borejkami.
              Nastepna na celowniku bedzie Mila za nazywanie go za młodu Pyzą
              • wieslawa-siemiankowska Re: Tak sobie czytam... 11.04.06, 18:48
                Przy czym Pyziak dojdzie do wniosku, że zawsze tak najbardziej podobała mu się
                mama Borejko i rozpocznie podchody w jej kierunku. Na dzień dobry podaruje Mili
                sportowe BMW sprowadzone z Niemiec a pani Borejko ten prezent przyniesie o
                wiele więcej radośći niż przekłady Plutarcha i tym podobne bzdety;)
                • monikate Re: Tak sobie czytam... 11.04.06, 18:54
                  Oczywiście, Mila Borejko będzie już po liftingu i liposuction. Będzie miała
                  pięknie ufarbowane włosy i zajeebistą fryzurę.
                  Opuszczony Ignacy rozpocznie ognisty romans z Moniką, matką Marka Pałysa.
                  Pojadą na wycieczkę do Las Vegas, sponsorowaną przez Monikę. Ponieważ głupi ma
                  szczęście, Ignacy wygra w kasynie lasvegawskim sporą sumę pieniędzy i dalejże
                  używać z Moniką amerykańskich przyjemności.
                  • filimar Re: Tak sobie czytam... 11.04.06, 19:04
                    wszystkie dziewczyny będą latać z przyklejonymi na widocznych miejscach
                    plastrami antykoncepcyjnymi, a Ignacy będzie nieustannie wypowiadał słowo seks.
                    Wieczorem zamiast pogawędek przy herbatce z lipy kobiety będą rozprawiać o
                    nowych rodzajach podpasek i o HTZ (Mila). Gaba rzuci uczelni9e i będzie pracowac
                    jako trener etyki biznesu w oparciu o dzieła antyczne. Ignacy Grzegorz okaże się
                    gejem i bedzie organizował parady równości, które józinek jako zdrowe jądro
                    narodu będzie zwalczał.
                    • the_dzidka Re: Tak sobie czytam... 11.04.06, 21:25
                      Pyza idzie a całość i zamustrowuje na statek "Langenort".
                      (Kocham was :DDDD )
                    • slotna Re: Tak sobie czytam... 11.04.06, 22:37
                      Alma w Toruniu nawroci sie, nawiaze kontakty z Borejkami i przy pomocy Pyzy
                      nalozy Mili moher. Mlodego IG nie widze jako geja, ale jego tatusia owszem. Te
                      jego wybuchy namietnosci w stosunku do Gabrieli i tak dalej... Odkryje sens
                      zycia w szczesliwym zwiazku z Eugeniuszem Jedwabinskim.
                      • k_linka Re: Tak sobie czytam... 11.04.06, 23:48
                        Co do szczesliwych zakonczen - ja jednak widze Ignacego Grzegorza jako glownego
                        bohatera kolejnego tomu. Odkryje on nagle i niespodziewanie ze dziwnie pociaga
                        go ciemnoskory Walenty... Czy to tylko przyjazn?? Po ukonczeniu liceum chlopcy
                        wyjada do Hiszpanii i wezma slub.
                        Laura bedzie wychowywac samotnie nieslubne Amerykanskie dziecko po uwiedzeniu
                        Konrada angazujac sie li i jedynie w przelotne zwiazki uczuciowe. Konrad nie
                        bedzie najwierniejszym z mezow, ale Aurelii nie bedzie to przeszkadzac. A stary
                        Ignac popadnie w starcza manie seksualna i bedzie napastowac dzieci na ulicy
                        wyskakujac zza wegla i wrzeszczac "seks, seks, seks...".
                        Zwiazek Gabrielli i Grzesia odzyje po tym, jak Grzes zorientuje sie, ze nie
                        jest jedynym mezczyzna, ktory moze sie podobac Gabie....
                        • filimar Re: Tak sobie czytam... 14.04.06, 22:16
                          zapomnieliśmy tu jeszcze dorzucić, że na Roosevelta 5 zamieszkaja 3 koty i
                          papuga. Pulpa otworzy hodowle psów walki, a Ida zainstaluje w suterenie pytona.
                          • nchyb Re: Tak sobie czytam... 15.04.06, 14:33
                            > papuga. Pulpa otworzy hodowle psów walki, a Ida zainstaluje w suterenie pytona
                            Pyton w zastępstwie Mareczka? Może ten wreszcie nie będzie ciągle spał? Chociaż
                            jak kogo połknie, to pół roku bedzie spał i trawił... :-)
                            • fandzolka502 Re: Tak sobie czytam... 22.04.06, 09:19
                              Rozwaliło mnie jedno.Ktoś powiedział,że Mila robi sobie liposuction-ale czego?:D
                              I nie zapominajmy o manicure!A ja widzę IGnacego Grzegorza obracajacego się w
                              złym towarzystwie na skutek zasmakowania w morderczych lekturach.Baltonę podczas
                              codziennego obchodu napada niedźwiedź i rozszarpuje go,Biedna Pulpa wpada w
                              załamanie nerwowe.Nikt z rodziny nie chce jej pomóc bo nikt nie chce opuszczać
                              rodzinnego gniazda,Pulpa umiera z wycieńczenia a jej córki zamieniają się w
                              ,,Malych Tarzanów''-kompletnie dzczeją razem z psami,które pozostały po
                              Patrycji.Łusia podczas zaspokajania swojej ciekawości odkrywa w apteczce środki
                              psychotropowe,korych mama zaraniała dotykać.Łusia chce się przekonać co one
                              takiego robią i dostaje schizofrenii.Zostaje wysłana do domu dziecka,ponieważ
                              Gaba nie życzy sobie aby miała ona ujemny wpływ na jej synka.Pyza podczas ciąży
                              znów tyje i już nie wyzwala się znadwagi,bo Mila z radości urodzenia prawnuczki
                              piecze coraj to wiecej malinowych ciastek.Natalia znów zmienia
                              przekonania,wstępuje do Swiadków Jehowy i zostaje zagorzałą feministką.Robrojek
                              na skutek spięć w domu wyprowadza się do dwupokojowego mieszkania.Ponieważ ma
                              nadmetraż a nie chce stracić dachu nad głową,chce wynając pokój kolegom Julii
                              Kołodziej.Koledzy nie dośc że nie płacą czynsu,to jako urodzeni artyści i wolni
                              ludzie co dzień urządzają huczne imrezy z panienkami włącznie.Nutria,która
                              przejrzała na oczy i chce odzyskać Roberta,trafia na jedna z imprez,sądzi że to
                              robota Robrojka i rozwodzi się z nim.Robrojek szukający spokoju wstępuje do
                              klasztoru jako mnich,jednak jako uczuciowy człowiek po cichu ,,przyjaźni się'' z
                              Ojcem Krzystofem. Ida wreszcie farbuje włosy na czarno i wygląda tak
                              okropnie,że aż markowi odechciewa śię spać.

                              Uff,ależ mnie poniosło:)
                              • monikate Re: Tak sobie czytam... 22.04.06, 18:58
                                Ech, aż tak to nie...To co wyżej opisałaś mamy w polskich i latynoskich
                                serialach
                                • stasia_kowalska Re: Tak sobie czytam... 07.05.06, 23:02
                                  wg. mnie trolla po przyjezdzie z niemiec jest zmieniona, ma włosy pali trawe i
                                  ucieka z Józinkiem do holandji. Pyza po wszystkich ww ekscesach pracuje w budce
                                  z kurczakami, jest sprzataczką i próbuje konczyć studia. do tego opiekuje się
                                  dzieckiem bo Frycek poleciał odkrywac nowe galaktyki. Jest sfrustrowana, wygląda
                                  na 10 lat więcej pali papierosy i ma gigantyczne odrosty po platynowo blond farbie.
                                  • meduza7 Re: Tak sobie czytam... 28.05.06, 23:12
                                    Cesia odkrywa poniewczasie, że całe życie była wykorzystywana i puszcza Hajduka
                                    w trąbę, wdając się w płomienny romans z Danusią. Ten pociesza się uwodząc
                                    Anielę.
    • limotini Re: Tak sobie czytam... 05.06.06, 23:08
      No to nieźle się rozkręciła wizja "Czarnej polewki". Po przeczytaniu powyższych
      postów nabrałam przekonania, że tytuł ma nawiązywać do koloru skóry
      nowonarodzonej Mili...
      • monikate Re: Tak sobie czytam... 11.06.06, 20:57
        Właśnie! Ojcem Mili jest Helmut Ocarabesca. Jego żona Teresa znajduje
        pocieszenie i zrozumienie w ramionach osamotnionego Jurka Hajduka.
        • monikate Re: Tak sobie czytam... 11.06.06, 20:59
          ...którego to Aniela zdążyła porzucić, bo bardziej przypadł jej do gustu
          mlodszy od niej Wiktor Lelujka...
    • croyance Re: Tak sobie czytam... 12.06.06, 16:47
      To ja mniej optymistycznie, ale zyciowo;

      a) Dziecko Pyzy i Fryderyka umiera podczas porodu albo kilka dni po nim.
      Zalamana Pyza wraca do domu sama, pocieszana nieudolnie przez Gabrysie i Mile,
      ze "tak to czasem w zyciu bywa" i "Bog dal, Bog wzial". Kiedy wtraca sie Ignac,
      cytujac lacinski tren, Pyza wybucha i krzyczy, ze dziadek pojecia nie ma o
      zyciu i ma sie, generalnie rzecz biorac, zamknac. Przerazona Gabrysia z Mila
      prawia jej o Opatrznosci i Przeznaczeniu, ale Roza ryczy, ze dosc ma tej
      katolickiej hipokryzji i wyprowadza sie z domu. Nie chce widziec rodziny na
      oczy, Gabrysia leci do ksiedza Krzysztofa po rade. Ignac konstatuje "jest to
      tragedia znana we wszystkich mitach swiata, wezmy Niobe, gdyby Roza przylozyla
      sie wiecej do lektury, moglaby znalezc w niej ukojenie i rade".

      b) Mila rodzi sie niepelnosprawna; moze z zespolem Downa? Roza mimo to jest
      szczesliwa, kocha coreczke i z duma czeka na reakcje rodziny. Tymczasem,
      spotyka ja srogi zawod. W sytuacji podbramkowej okazuje sie, ze deklaracje
      radosci z "nowego dzidziusia" obejmuje jedynie dzidziusia zdrowego. Mila patrzy
      niechetnie, Gabrysia - jak zwykle unika tematu. Mowi, ze chetnie by przyszla
      zobaczyc wnuczke, ale akurat ida cala rodzina na wystepy Motyla w szkolnym
      teatrzyku (Motyl czytac bedzie Oscara Wilde'a). Pozostawiona samej sobie i
      zszokowana "tak, ale ..." rodziny Pyza liczy na Fryderyka. I tu niespodzianka!
      Okazuje sie on odpowiedzialnym ojcem, spedza cale dnie na cwiczeniach
      rehabilitacyjnych z Mila, czym przekonuje do siebie Roze i zyskuje jej dojrzala
      milosc. Rodzina Fryderyka, choc nie idealna, tez umie sie znalezc: Wolfi z
      Laura (mieszkaja razem w sasiednim bloku) zabieraja mala na spacery, matka
      Wolfiego i Fryderyka czuwa nocami i zajmuje sie Mila, gdy zmeczeni rodzice spia
      lub pracuje, Zaba spelnia sie w roli cioci. Poniewczasie rodzina Borejkow
      przypomina sobie o swoich wartosciach i epatuje haslami o milosci dla kazdego
      zywego stworzenia - niestety, o kilka minut za pozno ... Roza pamieta pierwsza
      niechec i nie moze ponownie zaufac Gabie i dziadkom. Relacje staja sie chlodne
      i spoczywa na nich cien rozczarowania i poczucia winy.
      W calej tej historii Roze wpiera tez Natalia, lecz nie za czesto, gdyz opiekuje
      sie swoim autystycznym synem i nie ma za duzo czasu. Mimo to, rozmawiaja przez
      telefon i bardzo zblizaja sie do siebie.

      c) Motyl podczas publicznego wystepu zapytany zostaje, ile ma rodzenstwa.
      Odpowiada, ze dwie siostry. Grzegorz zagryza usta i nic nie mowi. W domu robi
      awanture Gabie, ze nie akceptuje Elki i pyta, kiedy ostatnio zaprosila ja na
      rodzinna impreze. Gabrysia jest zaskoczona - jak to, to on jeszcze pamieta?
      Teraz, kiedy ma wlasna rodzine?!

      d) Laura idzie na odczyt poezji - jej uwage zwraca interesujacy mezczyzna o
      stalowych oczach, ktory czyta swoje intrygujace otwory. Kupuje tomik jego
      wierszy i prawie dostaje zawalu czytajac nazwisko autora - Janusz Pyziak.
      Okazuje sie, ze spotkany w korku Pyziak to po prostu przypadkowy mezczyzna o
      tym samym imieniu i nazwisku, podobno daleki kuzyn Janusza, z ktorym nie
      utrzymuje on kontaktow. Zafascynowana Laura zaczyna spotykac sie z nim na
      miescie, oklamujac Gabe i Grzesia. Kiedys, przez przypadek, Gaba widzi ich w
      kawiarni. Janusz przez sekunde patrzy jej w oczy i Gaba wraca do domu w
      goraczce. Zamyka sie w lazience i placze. Ocierajac lzy spoglada w lustro.
      Nastepnego dnia, po raz pierwszy od lat, idzie do fryzjera i kupuje tusz do
      rzes.

      e) Po narodzeniu sie Mili Ignac zamyka sie w sobie, cos go gryzie. Modli sie i
      widac, ze cos go dreczy. Wreszcie, podemuje decyzje i ktoregos dnia wzywa
      rodzine na powazna rozmowe, na ktorej wyznaje wnuczkom swoje zydowskie
      pochodzenie. Opowiada gorzka historie ukrywania sie i zmiany nazwiska. Prosi,
      by przynajmniej jego prawnuczka wychowana zostala w wierze jego zamordowanych
      rodzicow.

      • joasia33 Croyance, BRAWO!!!:-))) 13.06.06, 00:32
        Super, no, super. A punkt c) to jest właśnie to, co mnie nieustannie "gryzie" -
        Elka była i przepadła, a wszak tyle lat była jego jedyną córką.
        No, to mnie przed snem rozbawiłaś, dzięki:-))))
      • justyna302 Re: Tak sobie czytam... 13.06.06, 15:14
        Croyance - brawo, brawo, brawo! Chcę jeszcze!!!
        • croyance Re: Tak sobie czytam... 13.06.06, 16:02
          Hihi, bardzo dziekuje za komplementy :-)

          No to ciag dalszy;

          d) Mila, jak przekonalysmy sie w Kalamburce, jest kobieta skryta. Na pozor
          skromna pani domu, nie rzucajaca sie w oczy gospodyni - a jednak, jakby na
          przekor szaremu wizerunkowi - w tajemnicy przed rodzina wspiela sie na
          sceniczne deski. Gdy umrze, nieswiadoma rodzina znajdzie w jej dokumentach
          wydruki popularnych sztuk - wpierw nie beda dowierzac, ale w koncu dotrze do
          nich, ze to ich matka byla autorka przedstawien, ktore tak podziwiali.
          Trzymajac z oslupieniem w dloniach dowody jej sukcesow, poczuja, jak w sercach
          legna im sie podejrzenia: skoro tak malo wiedzielismy o kobiecie, z ktora
          zylismy pod jednym dachem ... czego jeszcze o niej nie wiemy?

          Bedzie to podejrzenie sluszne. Podwojne zycie Mili Borejko stanie sie jasne,
          gdy przy zalatwianiu aktu zgonu pojawi sie tajemniczy mlody czlowiek, oferujacy
          sie pokryc koszty pogrzebu. Jest to nieslubny syn Mili, owoc dramatycznego
          romansu z ksiedzem z jednej z podwarszawskich parafii. Brzmi to jak historia z
          telenoweli, wiec mlody czlowiek zostaje wysmiany, ale predko okazuje sie, ze
          dramatopisarstwo Mili swoje zrodlo mialo w sytuacji rownie dramatycznej i
          nietypowej.

          Mila poznala Joachima podczas rekolekcji akademickich; niezwykle inteligentny,
          imponowal jej znajomoscia wielu jezykow (w tym hebrajskiego i greki) oraz
          gleboka wiedza teologiczna. Byl to czlowiek o prawdziwym powolaniu, traktujacy
          swoje obowiazki powaznie. Mila zwrocila jego uwage swoja bystroscia,
          oczytaniem, lubil z nia dyskutowac i sam nie zauwazyl, kiedy przyjazn i duchowa
          wiez zmienila sie w milosc.

          Poczatkowo jej unikal. Modlil sie. Probowal zapomniec. Postanowil zniesc to
          jako kolejny ciezar na drodze, ktora wybral; pokusa, ktorej zamierzal sie
          oprzec. Ktoregos dnia Mila przyszla do jego biura parafialnego - bylo lato,
          duszna atmosfera zawrocila mu w glowie, zaproponowal jej spacer. Mila sama nie
          wie, jak to sie stalo, ale powiedzial jej o swoim uczuciu. Ona czula to samo.
          Probowala go pocalowac, ale on ja odepchnal.

          Nie widzieli sie potem 2 lata, ale kiedy sie znowu spotkali, wszystko sie
          zmienilo. Dwa lata samotnosci i walki z uczuciem doprowadzily Joachima do
          rozpaczy: modlitwy nie pomogly. Postanowil byc z nia chociaz raz - potem bedzie
          mogl zalowac, przepraszac Boga i naprawiac swoj grzech - ale bedzie mial
          przynajmniej to jedno wspomnienie na zimne noce reszty swojego zycia.
          Kiedy Mila zaszla w ciaze, uszanowala jego wybor i rozumiala, ze nie moze
          stawac na jego drodze. Ale nigdy nie zapomniala. Synem zajely sie siostry
          zakonne, a Mila spotykala go od czasu do czasu, odwiedzala. Wierzyla, ze przy
          Ignacu, wsrod domowych obowiazkow, wszystko to zatrze sie i zniknie; specjalnie
          brala na siebie wiekszosc obowiazkow domowych, zeby w pracy zapomniec sie i nie
          myslec ... ale emocje buzowaly w niej; tak zaczela pisac swoje sztuki. Joachim
          pozostal jej jedyna, niespelniona miloscia, czyms nierealnym, a jednak wciaz
          obecnym w jej coraz bardziej oderwanym od rzeczywistosci zyciu.

          Po pogrzebie syn Mili stanal samotnie przy nagrobku, ale Gabriela podeszla do
          niego i serdecznie zaprosila go do udzialu w zyciu rodziny. Zszokowany Ignac
          powtarzal wciaz "o niczym nie mialem pojecia", na co Pulpa wrzasnela, ze on by
          nawet slonia w salonie nie zauwazyl i ze ma tego wszystkiego dosyc. "Jakim
          jestes mezczyzna!" - wyrzucila mu - "Skoro mama wolala faceta w sukience, niz
          Ciebie!". Ignac zrozumial, ze schrzanil sprawe. Postanowil zaprzyjaznic sie z
          synem Mili i nauczyc go laciny. Ale tu spotkalo go niemile zaskoczenie - syn
          ksiedza znal lacine lepiej od niego.

          • ready4freddy Re: Tak sobie czytam... 13.06.06, 17:26
            wprost i bez owijania w bawelne: jestes genialna! no, niech no autorka to
            przeczyta :)
          • justyna302 Re: Tak sobie czytam... 13.06.06, 21:14
            Zgadzam się z przedmówczynią co do croyance. Przy ostatnim zdaniu popłakałam sie
            ze śmiechu.
            • verdana Re: Tak sobie czytam... 13.06.06, 21:19
              Ja chcę jeszcze!!!!
              • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Tak sobie czytam... 15.06.06, 01:14

                Dobra dobra, ale jak Mila mogła niezauważona chodzić w ciąży z innym facetem,
                mając już za męża Ignacego?

                Hehehe, pewnie tego w swym roztargnieniu jak zwykle nie zauważył... :-D


                → → → → → → → → → →
                Odkryjmy Białoruś!
                odkryjmybialorus.blox.pl
          • ready4freddy Re: Tak sobie czytam... 13.06.06, 21:21
            zapomnialas tylko dodac, ze Kal Amburka pozostawia po sobie niedokonczona,
            najnowsza sztuke. tytul: Ptaki ciernistych krze... wroc, to juz bylo :) kto
            podrzuci tytul? ;)
            • croyance Re: Tak sobie czytam... 14.06.06, 12:15
              Az sie zarumienilam :-))) Nie podjudzajcie mnie, bo jestem w pracy!

              e) Pyziak jedzie samochodem po niemieckiej autostradzie. Wydawac by sie moglo,
              ze - mknac po idealnie polozonym asfalcie - bezpieczny jest jak dziecko
              ramionach Gabrysi. Blad! Nawet niemiecka organizacja nie pomoze, gdy podpadlo
              sie Autorce. Janusz czuje, ze cos dziwnego dzieje sie z hamulcem - na poczatku
              przyciska go mocniej, ale bez rezultatu - spanikowany cisnie go mocniej i
              mocniej, ale nadal nic. Co wiecej, cos dziwnego zaczyna sie dziac z jego
              wzrokiem. Pyziak pedzi 120 km na godzine, jak za mgla widzi jadaca w jego
              kierunku olbrzymia ciezarowke. Boze, pomoz! - krzyczy, ale gdy bogowie chca
              kogos zniszczyc, najpierw gluchna. Janusz nie wie, ze na forum przeglosowane
              zostalo, by jego sprawa zostala ostatecznie wyjasniona - Autorka nie ma wiec
              wyjscia. Ostatnie, co widzi, to straszna twarz TIR-a; towarzyszy jej
              paranormalne zjawisko w postaci zapachu kalafiorow. W milisekundzie przed
              zderzeniem przewinie mu sie w glowie cala tasma jego zycia, lecz na konkluzje
              juz za pozno: rozpedzony TIR zlozy na jego czole pocalunek smierci, miazdzac
              jego i jego BMW bez litosci i nieodwolalnie. Z kaluza krwi miesza sie kropla
              atramentu - ostatnia lza Autorki nad bohaterem, ktory ja zawiodl.

              Gabriela dowiaduje sie o wszystkim od Almy - kiedy odklada sluchawke telefonu,
              rozpacz miesza sie w niej z radoscia. Rozpacz - bo zamknieta oto zostala
              otwarta rana, a wieko trumny zatrzasniete na zawsze; radosc ...(tu Gabriela sie
              rumieni) ... i mowi cicho: Grzesiu, czy mozesz w to uwierzyc, wreszcie bedziemy
              mogli wziac slub koscielny i zaczac uprawiac seks!

              • croyance Re: Tak sobie czytam... 14.06.06, 13:51
                I jeszcze to. Macie na mnie zly wplyw! :-)))

                e) Pieknego lipcowego wieczoru Laura i Pyza siedza w kuchni Borejkow; pija
                herbate, rozmawiaja, zartuja. Laura proponuje partie scrabbelka; juz podnosi
                sie, by isc po specjalnie przygotowana plansze, gdy drzwi otwieraja sie i
                wkracza Grzegorz. Za nim stoi zmieszana Gabrysia. - Bardzo prosze o chwile
                uwagi - zbiera sie na odwage Grzes - Lauro, usiadz prosze. W jego tonie jest
                niespotykana stanowczosc. Pyza pogodnie proponuje, by usiadl i wstaje, by wyjac
                z szafy paczke Pieguskow. Ale Grzegorz zatrzymuje ja wzrokiem i Pyza z powrotem
                opada na lawe. Laura siedzi cicho, ale nic nie umyka jej stalowym oczom. Czuje,
                ze cos jest nie tak. Gabriela mityguje: usiadzcie, dziewczynki, musimy z Wami
                porozmawiac, ale Grzegorz - jak nie on! - ucina krotko: Gabrielo, bardzo cie
                prosze. I Gabrysia milknie.

                Rozo, to, co powiem, nie jest moze najprzyjemniejsze, ale, jak wszyscy wiemy,
                nie jestes juz dzieckiem - zaczyna Grzes, a Gabrysia mimo woli zerka na
                olbrzymi brzuch corki. Roza otula sie mocniej swetrem. - Sadze wiec, ze moge
                rozmawiac z toba jak z osoba dorosla.
                - To ja moze wyjde - Laura kocim ruchem przeslizguje sie w kierunku drzwi;
                nigdy nie interesowaly jej cudze klopoty. Ale Grzegorz zatrzymuje i ja. Laura
                wzdycha, przewraca oczami i z powrotem siada przy stole, ogladajac ze
                zblazowana mina swoje paznokcie. Grzegorz chrzaka i kontynuuje.
                - Jak sie dowiedzialem kilka dni temu, moja corka, Elka, jest w ciazy (tu na
                twarzy Pyzy pojawia sie radosny wyraz, ale powtrzymuje sie, bo widzi, ze Grzes
                do czegos zmierza). Tomek, o czym nie wiecie, niedawno stracil prace. Elka
                czuje sie bardzo zle i potrzebuje calodobowej opieki - musi lezec w lozku i nie
                wolno jej wstawac. Same wiecie, ze od smierci mojej zony czuje strach przed
                szpitalem - wszyscy chcemy oszczedzic jej niepotrzebnych stresow. Tomek musi
                wyjechac na kilka tygodni zagranice, to jedyne zlecenia, jakie mu
                zaproponowano. Bedzie przyjezdzal na weekendy z Berlina, ale w tygodniu ktos
                Elka musi sie zajac. Rozmawialem o tym z wasza matka, ale niestety, nie jest
                ona w stanie zajmowac sie domem, dzieckiem i praca w tym samym czasie (Gabriela
                mowi, ze owszem, jest w stanie, ale Grzes nie daje jej dojsc do slowa).
                Postanowilem wynajac opiekunke, ktora bedzie przychodzila do Elki w ciagu
                tygodnia. Niestety, wiaze sie to z dodatkowymi kosztami.

                Pyza patrzy z niepokojem na Gabrysie, ale Gabrysia spuszcza wzrok. Oj,
                niedobrze!

                - Poniewaz czuje sie odpowiedzialny za Elke, a obowiazki rodzicielskie mam
                przede wszystkim ... Gabrielo, prosze cie, PRZEDE WSZYSTKIM wobec niej,
                chcialbym, Rozo, zebys jak najszybciej znalazla jakies zajecie ... my ci,
                oczywiscie, pomozemy ...ale nie jestesmy w stanie dluzej cie utrzymywac.

                Pyza jeszcze raz patrzy na Gabrysie. Tym razem matka odwzajemnia jej wzrok i
                Pyza czuje, ze zarty sie skonczyly. W oczach Laury zapala sie cos w rodzaju
                zlosliwej satysfakcji; jarza sie teraz jak dwie szare zarowki.

                - Wiem, ze to dla nas wszystkich trudna sytuacja, ale wierze ze ty - jako
                najstarsza i przyszla matka - rozumiesz nasza sytuacje. Rozmawialem z
                Fryderykiem, i zapewnil mnie, ze mieszkanie ...

                - Nie wroce do Fryderyka! - oburza sie Pyza, i odzyskuje nagle pewnosc siebie -
                to ponizej mojej godnosci! Wszak powiedzial on ...

                - Skoro godnosc jest tak wazna dla ciebie, z pewnoscia nie chcesz utrzymywana
                byc przez rodzicow - ucina Grzes, a Laura wyglada jak zadowolony kot - przykro
                mi, Rozo, ale nie jestesmy w stanie po prostu wciaz ci pomagac. Popatrz, jak
                wyglada twoja matka- ile mozna pracowac? Nie, Rozo, nie winie cie, ze jestes w
                ciazy ... zdarza sie ... ale najwyzszy czas, zebys wziela odpowiedzialnosc za
                swoje zycie. Mozesz liczyc na nasza pomoc i wsparcie - bardzo cie kochamy - ale
                dluzej w ten sposob nie jestesmy w stanie funkcjonowac.

                - Nie jestes moim ojcem! Jak mozesz! - unosi sie Pyza, ale Grzegorz wstaje i
                kieruje sie do wyjscia. Na okrzyk Pyzy odwraca sie w drzwiach: - Masz racje. Ja
                tez moglbym tak powiedziec. Ale kocham twoja matke i musze przede wszystkim
                dbac o jej zdrowie. A jest przepracowana i nie daje sobie ze wszystkim rady. Z
                toba, Lauro ... porozmawiam pozniej. Prosze, przemysl moje slowa. Chetnie
                pomozemy tobie i Fryderykowi znalezc przyzwoita kawalerke, jak powiedzialem,
                mozesz na nas liczyc.

                Tu Grzes wychodzi, a Gabriela rzuca sie pocieszac zaplakana Pyze. Coreczko! -
                mowi - My ci pomozemy, ja mam oszczednosci, zaplace za wynajem! Robie korekty,
                to na pewno bedzie jakies 400 zl, zobaczysz, bedzie dobrze!

                Obie nie zauwazaja, jak Laura cicho wymyka sie z kuchni, rozswietlona od srodka
                i ciskajaca stalowe iskry z oczu. A jednak, mysli, no no no, Grzesio to calkiem
                niezly facet (ostatnie spojrzenie na matke - co on w niej widzi?..). Wie, ze
                zanosi sie na niezle zamieszanie i zamierza wykorzystac je jak najefektywniej:
                pierwszym krokiem jest zaproponowanie, ze wyprowadzi sie ona. Nie dosc, ze
                bedzie mogla wreszcie wyniesc sie z domu i romansowac z kim tylko chce, to
                jeszcze uznana zostanie za ta szlachetna. Przed wyjsciem z domu spoglada w
                lustro i usmiecha sie do siebie - wolnosc, niedlugo czeka ja absolutna wolnosc!
                Oczywscie, nie przyzna sie nigdy, ze papiery na studia w Warszawie zostaly
                dawno zlozone ...

                • ready4freddy Re: Tak sobie czytam... 14.06.06, 14:02
                  alez Cie ponioslo :)
                • szprota re-we-lac-ja! 16.06.06, 15:29
                  chyba oryginał mi się tak nie spodoba, jak to :)
              • ready4freddy Re: Tak sobie czytam... 14.06.06, 13:58
                oj tam, nie ty jedna (w pracy) :)

                ale, ale... no jak to? czyzby to oznaczalo, ze Ignacy Grzegorz... nie bojmy sie
                tego powiedziec w glos... poczety zostal bez grzechu? to niemozebne...
                wyjasnienie jest zgola inne. Ignacy Grzegorz jest synem Fabrycego, skrywanego
                przed swiatem dziecka Mili i ksiedza Joachima! Gaba, jako jedyna naprawde udana
                corka zostala dopuszczona do tajemnicy, ktora - podkreslmy to - potrafila
                zachowac do konca. nawet teraz nieszczesna pierdola Stryba Grzegorz jest
                przekonany, ze Gaba istotnie, tak jak mu to wytlumaczyla, znalazla dziecko w
                kapuscie pekinskiej. tymczasem nie! to jej przyrodni brat, powtarzajac bledy
                ojca, a raczej matki, uwiodl sympatyczna zakonnice, siostre Klementyne, ktora
                niestety umiera podczas porodu, pozostawiajac Fabrycemu malego Ignacego (wowczas
                jeszcze nie Grzegorza). imie "Ignacy" nie ma rzecz jasna nic wspolnego z Ignacem
                Borejka, za to wiele z Ignacym Loyola. tak czy inaczej Fabrycy, nie chcac wiklac
                sie w samotne ojcostwo podrzuca niemowle swej przyrodniej siostrze Gabie. to
                wszystko tlumaczy oczywiscie doskonale obeznanie Ignacego Grzegorza z lacina -
                ma to po ojcu i dziadku, tym prawdziwym. Strybie Grzegorzowi i calej reszcie
                rodziny (ktora - jak wiemy - o seksie rozmawiac nie zwykla) przypada do gustu
                wersja ze znalezieniem w kapuscie, malemu Ignacemu dodaje sie drugie imie
                "Grzegorz", co zreszta slusznie odzwierciedla jego nature, bedaca - pomimo, a
                nawet wbrew biologii - kombinacja pierdolowatosci Ignaca i Grzegorza.
                • croyance Re: Tak sobie czytam... 14.06.06, 17:08
                  O Jezu, ale sie usmialam! Dopiero teraz moglam tu zajrzec.
                  Fabrycy :-DDDDDDDDD Dobre, dobre!!!!! :-))))
                  • ready4freddy Re: Tak sobie czytam... 14.06.06, 17:16
                    (skromnie) eee tam... nawet nie wiesz, jak ja sie z Twoich usmialem :) tylko
                    patrzec, jak nas pogonia za profanacje :D
                    • justyna302 Re: Tak sobie czytam... 14.06.06, 21:07
                      Obie jesteście NIESAMOWITE!
                      • ready4freddy Re: Tak sobie czytam... 14.06.06, 21:23
                        bardzo mi milo, ale zeby zaraz OBIE? ja jestem ten, jak mu tam, samiec :) samce
                        tez czytaja, w koncu rownouprawnienie jakies musi byc :) a co do tworczosci, to
                        croyance bezapelacyjnie przoduje, ja sie tylko platam po watkach :)
                        • justyna302 Re: Tak sobie czytam... 16.06.06, 08:11
                          ready4freddy napisał:

                          > bardzo mi milo, ale zeby zaraz OBIE? ja jestem ten, jak mu tam, samiec :)
                          samce
                          > tez czytaja, w koncu rownouprawnienie jakies musi byc :) a co do tworczosci,
                          to
                          > croyance bezapelacyjnie przoduje, ja sie tylko platam po watkach :)



                          Najmocniej Cię przepraszam, ale tak łapczywie czytam te posty, że płeć
                          piszącego zwykle mi umyka :)))
                      • ready4freddy Re: Tak sobie czytam... 15.06.06, 00:01
                        to jeszcze ja:

                        pewnego zwyczajnego popoludnia Ignac Borejko przylapuje Tygrysia Lilie, tfu,
                        Laure z... nie, nie z kolejnym mlodym czlowiekiem o nagannych manierach, a z
                        ksiazka. nic w tym na pozor dziwnego, ale Ignaca uderza dziwna niechec wnuczki
                        do podzielenia sie opinia o owym czytadle. pod nieobecnosc Laury Ignac
                        zaznajamia sie z ksiazka, ktora okazuje sie byc aktualny mlodziezowy bestseller
                        "Idol pazdziernikowy" nieznanej mu blizej Beaty Busierowicz...
                        Ignac z poczatku niechetny (w koncu to jeszcze nie klasyk!)z kazda strona coraz
                        bardziej zaglebia sie w blyskotliwie nakreslone perypetie wroclawskiej rodziny
                        Pafnucego i Lidii Kopiejkow i ich czterech synow (tytulowy Idol to wlasnie jeden
                        z nich, Janek zwany przez rodzine Kosem, wcielajacy sie w szkolnym
                        przedstawieniu w czlowieka, ktory sie kulom nie klanial). skrzywiony klasycznie
                        Ignac ocenia powiesc jako zgola przecietna, irytuja go wtracane gesto aktualia,
                        tudziez naduzywane przez autorke aliteracje. zwlaszcza "Kapec Karmen" -
                        szczenieca milosc bohatera powiesci, wydaje mu sie grubym nieporozumieniem. po
                        dluzszym zastanowieniu dochodzi do wniosku, ze aliteracje stosowal na wielka
                        skale i z doskonalym skutkiem Nabokov, przelamuje wiec poczatkowa niechec i
                        koniec koncow pochlania ksiazke jednym klapnieciem, jak moglby to zrobic - dajmy
                        na to - jego wlasny ziec Baltona Florian z Pulpecja.
                        zaczytanego Ignaca ogarnia niejasne przeczucie, ze ksiazkowy swiat Kopiejkow ma
                        jakis zwiazek z jego wlasnym zyciem, ale jako rasowy lotofagas ma dosyc luzny
                        kontakt z pomocna w takich przypadkach popkultura. nie potrafi skonfrontowac
                        swych odczuc z losami filmowego Trumana czy wirtualnego wybranca Neo, ba, nawet
                        "milosne niepokoje pana Zenka" sa mu obce. nie ma wiec bladego pojecia, co
                        zwykle robia ludzie, kiedy dostrzegaja przyczepione do rak sznurki, za ktore
                        ktos z gory bezczelnie sobie pociaga. biedny Ignac! Seneka nigdy nie pisal, co
                        zrobilby, gdyby zdarzylo mu sie natrafic w Empiku na wlasne mysli zebrane!
                        niejasny niepokoj trawi Ignaca bezlitosnie. nad ranem po nieprzespanej nocy
                        przypomina sobie Grzesiowe wywody o jakims amerykanskim filmie przygodowym...
                        w tajemnicy przed Mila Ignac udaje sie z niezapowiedziana wizyta do swej
                        najmlodszej corki. na stronie zadaje Florianowi Baltonie pytania z gatunku
                        zasadniczych: co stalo sie ze slynna syrenka bosto, i czy ow wehikul dalby rade
                        osiagnac krytyczna predkosc 88 mil na godzine?
                        • klymenystra Re: Tak sobie czytam... 15.06.06, 12:12
                          hhyyhy mocno somozowskie :)
                          • ready4freddy Re: Tak sobie czytam... 15.06.06, 12:47
                            teraz wylezie ze mnie cala starannie skrywana ignorancja :) otoz nie wiem, czy
                            to komplement, czy wrecz przeciwnie :)
                            swoja droga jakby to bylo, gdyby Jezycjade napisal np. Boris Vian? ;)
                            • klymenystra Re: Tak sobie czytam... 15.06.06, 22:41
                              somoza to taki hiszpan, co to w jednej ze swoich ksiazek niesamowicie namotal
                              miedzy tlumaczem a kacja tlumaczonej skiazki. tytlu tego dzielka "jaskinia
                              filozofow"
                              hehe, a gdyby to byl vian, to zapewne mielbysmy jednak duzo seksu w
                              jezycjadzie.. chociaz- skoro Laura najbardziej lubii nowoorleanski jazz... moze
                              poszloby w tym kierunku :)
                              • ready4freddy Re: Tak sobie czytam... 15.06.06, 23:02
                                o, to musze sie zapoznac :) jeszcze z Hiszpanow Eduardo Mendoza bylby niezly, o tak.
                                • klymenystra :) 16.06.06, 09:15
                                  i Alejo Carpentier (ale to juz tylko z hiszpanskojezycznych)
                        • croyance Re: Tak sobie czytam... 15.06.06, 22:16
                          Ha ha! Nie moglam tu pisac caly dzien, bo pracowalam, ale jak w koncu
                          zajrzalam, to sie przewrocilam :-DDDDDDDDD
                          "Idol Pazdziernikowy" mnie kompletnie rozlozyl :-DDDDDD
                          Daje Ci medal!!!!
                          • ready4freddy Re: Tak sobie czytam... 15.06.06, 22:32
                            dziekuje :*) ale zaraz wyciagam podreczna pilke i ten medal chrust - i na pol!
                            (no, z czego to cytat, z czego?) - pol medalu for you :)
                            • ikke Re: Tak sobie czytam... 16.06.06, 15:13
                              "Mistrz I Malgorzata" Bulhakowa, rzecz jasna
                              ze pozwole sobie sie wtracic tak z "ad-hoku"

                              dzieki za umilenie mi godzin biurowych, wyznam bezwstydnie
                              • ready4freddy Re: Tak sobie czytam... 16.06.06, 20:11
                                ha, to nie bylo trudne - nieprawdaz? :) uwielbiam tych dwoch urwipolciow,
                                Korowiowa i Behemota ;)
                            • the_dzidka Re: Tak sobie czytam... 29.06.06, 22:30
                              > dziekuje :*) ale zaraz wyciagam podreczna pilke i ten medal chrust - i na pol!

                              A cinquecento - na złom!!!!!!
                              Mocni jesteście :)))
                              • ready4freddy Re: Tak sobie czytam... 29.06.06, 22:58
                                no ja to tylko w gebie mocny, jak co do czego :)
                                jakie cinquecento? moje? a psik! nie dam!
                                • the_dzidka Re: Tak sobie czytam... 30.06.06, 09:08
                                  Nie, Filipa Bratka i jego brata Tunia :)
                                  ("Nutria i Nerwus")
                        • limotini Re: Tak sobie czytam... 17.06.06, 19:16
                          ready4freddy, croyance, jestem Waszą fanką. Nie umiem pisać tak jak Wy, ale
                          ostatni kawałek nie tylko rozbawił mnie do łez, ale i wywołał lawinę skojarzeń.

                          ***

                          Laura z impetem wpadła do własnego pokoju i ku swemu zaskoczeniu ujrzała siostrę
                          siedzącą za biurkiem. Pyza nie zwykła wchodzić do cudzych pokoi bez wiedzy
                          właściciela, nie zwykła też płakać rozpaczliwie patrząc na monitor. Twarz miała
                          czerwoną, a tusz, który zwykle nakładała w symbolicznych ilościach, teraz
                          rozmazał jej się po całej twarzy.
                          - Co..? Co się stało? - z niepokojem spytała Laura. Pierwsza myśl, że ktoś
                          umarł, była tak straszna, że osunęła się bezsilnie na tapczan. - Pogotowie? Może
                          ... ale przecież... - pytała bezładnie.
                          Starsza siostra spojrzała na nią jeszcze bardziej beznadziejnym wzrokiem.
                          - Komputer! Jak oni mogą! Jak oni mogą! To niesprawdiedliwe! - wykrzykiwała Pyza
                          nie zauważając, że Tygrys oddycha z ulgą. - Widziałaś, co oni piszą? Jak śmią!
                          Pisać, że ja z Fryderykiem..., że my, że ja go... - tu kolejne żałosne
                          pochlipywanie. - skąd oni mogą wiedzieć o pułąpkach! I co ich obchodzi, jak my..
                          I czy w ogóle.. G..o ich to obchodzi! - ten wybuch gwałtownej złości był tak do
                          Pyzy niepodobny, że Laura znowu zaczęła się bać - I że Mama z Grzesiem, gdzie
                          oni... Nie mogę, nawet nie mogę Ci o tym opowiadać.
                          - Róża, o czym Ty w ogóle mówisz? Z Babcią i Dziadkiem wszystko w porządku? -
                          Laura chciała całkiem wyplątać się z wcześniejszych obaw.
                          - Dziadek... On nie może... Jezu, jakby Dziadek to znalazł! "Irytujący"!
                          "Hipokryta"! Jak oni mogą tak pisać o Dziadku! Przecież jak on to zobaczy...
                          Serce... Nie może się dowiedzieć, nie może!
                          - Róża co Ty czytsza, oszalałaś, zacznij mówić z sensem!
                          - Masz, czytaj! Widzisz! A, nie to jest, kurka wodna o tym, że Ciebie lubią. Tu
                          czytaj! A wiesz gdzie był link, na głównej stronie wyborczej! Na głównej stronie!
                          • ready4freddy Re: Tak sobie czytam... 17.06.06, 20:06
                            ROTFL :))) swietne!! a tak troche bardziej serio: sluchajcie, panie ekspertki -
                            jak to bylo z ta pulapka? mam spore luki w Jezycjadzie... o pulapce mowi Frycek
                            w JT - czy Pyza tez? i jesli tak, to gdzie?
                            • limotini Re: Tak sobie czytam... 17.06.06, 20:42
                              W Języku Troli Frycek, dowiedziawszy się, że będzie miał dziecko, nazywa tę
                              sytuację pułapką biologiczną. O jej zastawienie oskarża Pyzę, ona na ten zarzut
                              strasznie się obraża, a wraz z nią cała rodzina Borejków.

                              W Żabie dowiadujemy się, że ojciec Frycka cały czas go ostrzegał przed pułapkami
                              biologicznymi (przeciwstawiając im karierę naukową). A Pyza na pytanie, czy
                              rzeczywiście takową zastawiła, odpowiada (cytuję z książki): "(...)To ja go
                              uwiodłam. (...) Ja w swej naiwności sądziłam, że im ściślejszy związek, tym
                              trudniej go zerwać lub zapomnieć za oceanem. (...). Oczywiście że nie
                              [zastawiłam pułapki]! Biologia sama zadziałała."

                              Co o tym sądzą czytelnicy, można przeczytać w osobnym wątku :)
                              • ready4freddy Re: Tak sobie czytam... 17.06.06, 21:20
                                no wiec wlasnie o ten osobny watek mi chodzilo, przeczytalem go jeszce zanim
                                przeczytlaem JT :) a Zaby nie znam do tej pory, stad zamet w faktach i balagan
                                na strychu. oczywiscie pomylila mi sie pulapka biologiczna z "bilogia
                                zadzialala" Rozy (ktore to zdanie znam nadal tylko i wylacznie z forum :) i
                                zaczalem sie zastanawiac, czemu Roza sie oburza (o prosze, zarymowalem niemal
                                jak Helmut, yes taka sprawa ;). teraz mi jasniej, dziekuje :)
                        • limotini Re: Tak sobie czytam... 17.06.06, 20:30
                          To jeszcze jedno, tym razem serio, z dedykacją dla croyance i ready4freddy.
                          Rozpisałam się strasznie, a mogłabym pisać jeszcze. Wy nie wiecie, a ja wiem,
                          jak ta wersja skończy się. :)

                          ***
                          25 września, TLK 10:35 Poznań Główny - Warszawa Centralna

                          Laura rzeczywiście złożyła papiery na studia do Warszawy. Nikomu o tym nie
                          powiedziała. Po pierwsze, wiedziała (i nie pomyliła się!), jak na to zareagują:
                          "Córeczko, czy Ty chcesz od nas uciec?", "Laura, powiedz, robisz to na złość!".
                          Po drugie, no cóż, wiedziała że nie ma dużych szans, więc po co narażać się na
                          litościwe spojrzenia bliskich. Ale dostała się, dostała, dostała!
                          Teraz Laura siedzi w pociągu i z radością myśli o rozpoczynającym się roku
                          akademickim. Po pierwsze, będzie mieszkać w akademiku. Brzydki, pokoje małe, ale
                          za to tylu ciekawych ludzi dookoła! I co najważniejsze: żadnych ryczących
                          niemowląt ani przemądrzałych młodszych braci dokoła! Po drugie: studia
                          zapowiadają się ciekawie, gadała z paroma ludźmi ze starszych lat i bardzo sobie
                          chwalili ten wydział. Po trzecie: ma przyjaciółkę. Laura z nieśmiałym
                          zdziwieniem spojrzała na swoją współtowarzyszkę. Gosia Hajduk. Gosia będzie
                          studiować matematykę (tylko broń Boże nie nauczycielską! Bankowość i finanse), a
                          zamieszka w innym akademiku, bliżej swojego wydziału. Spotkały się w pociągu
                          jadąc na egazminy wstępne. Niby ich rodziny były zaprzyjaźnione, ale Gosia nie
                          chciała chodzić do liceum kierowanego przez swojego tatę, więc jakoś tak wyszło,
                          że Laura jej prawie wcale nie znała. A tu jedna podróż, raptem kilka godzin i
                          nagle ma się wrażenie, że zna się całe życie. Gosi można powiedzieć wszystko: o
                          Tacie, o Wolfim, o Sebastianie (śmieszne się teraz wydaje, że kiedyś miał się
                          nazywać Melanią. Swoją drogą, dobrze że ojciec malucha wymyślał imię, drugiego
                          Ignacego Grzegorza by nie zniosła). I Gosia wszystko rozumie.
                          ------------------------------------
                          31 października IC 15:25 Warszawa Centralna - Poznań Główny
                          - Lolka, ja Ciebie nie rozumiem. Przecież wydawałaś się tak pewna! I chciałaś,
                          żeby wszystko było na poważnie..
                          - Nadal chcę! Na poważnie. Ale z sensem. Gośka, Ty wiesz jaka ja jestem, nie
                          jestem aniołkiem za jakiego Wolfi mnie uważa. On myśli, że jestem dobra, że
                          jestem miła, że chcę być kochającą żoną i matką. Ale ja nie umiem, rozumiesz,
                          nie umiem. Chcę być niezależna! Ja jestem złośliwa, egoistka i ...
                          - Przesadzasz!
                          - Starałam się, chciałam pokazać się od tej lepszej strony, ale to jest
                          udawanie. A najgorsze, że on w to wierzy. Wcale mnie nie zna! Ani trochę! I jak
                          zaczynam się nad tym zastanawiać, to boję się, że może ja też wcale go nie znam.
                          Ad rem, Gosiu, ad rem, co ja mam zrobić?
                          - A co Wolfi dokładnie pisał?
                          - Już Ci czytam: TO JA BEDE U WAS NA KOLACJE, MAM OCHOTE POWAZNIE POROZMAWIAC Z
                          TWOIMI RODZICAMI. TESKNIE W.
                          - I myślisz, że to rzeczywiście oznacza, że on chce Ci się oświadczyć?
                          - A co to może znaczyć? Całe wakacje nie mówiliśmy o niczym innym... Ale teraz -
                          miesiąc mnie nie było w Poznaniu, chyba zaczęłam być prawdziwą sobą...
                          - Lolka, jesteś naprawdę wspaniałą sobą.
                          - Gosiu, ale ja przecież nie rzucę studiów. Ani tym bardziej nie chcę się
                          zakopać w pieluchach. I coraz mniej wierzę, że można się zdecydować spędzić
                          resztę życia z człowiekiem, z którym spędziło się w sumie 2 miesiące!
                          - Ale przecież Ty jesteś z Wolfim na poważnie.
                          - No właśnie! Na poważnie, rozumiesz? Tak całkiem serio. I dlatego nie mogę mu
                          powiedzieć: "Nie jeszcze nie jestem gotowa na ślub". I to po tym, jak się spyta
                          Mamy i Grzesia o moją rękę. Znaczy się, poprosi ich. Nie mogę się do niego
                          dodzwonić, chyba ma wyłączony telefon, może już siedzi u mnie w domu...
                          - Kiedyś to było prościej, dawało się delikwentowi czarną polewkę i już
                          wiedział, że ma nie uderzać w konkury...
                          - Gośka, jesteś genialna! WARS, czy w WARSIE sprzedają polewkę?!

                          [Uwaga: każdy tom Jeżycjady ma swoją specyfikę. Moja wersja "Czarnej polewki"
                          dzieje się w pociągach na trasie Poznań - Warszawa]

                          • ready4freddy Re: Tak sobie czytam... 17.06.06, 21:26
                            no i teraz juz chyba wszyscy wiedza, czemu "Czarna Polewka" sie opoznia:
                            a) Autorka postanowila dogodzic wiernym czytelnikom i mozolnie integruje coraz
                            to nowe watki z dotychczasowym pomyslem,
                            b) Autorka postanowila zrobic na zlosc wrednym forumowiczom-krytykantom i
                            starannie eliminuje z dotychczas napisanego tekstu wszelkie zbieznosci z naszymi
                            pomyslami i sugestiami :)

                            a tymczasem Ida Borejko-Palys klnie jak szewc, bo zamiast laryngologiem mogla
                            zostac psychoanalitykiem, co niewatpliwie byloby pomocne w obecnej sytuacji
                            rodziny, ktora to popadla w gleboka jesienna depreche po zapoznaniu sie z tzw.
                            opinia spoleczna w temacie Borejkow :)
                            • limotini Re: Tak sobie czytam... 17.06.06, 21:59
                              A ponieważ nie wiemy, czy jest raczej a) czy b) to nie wiemy, czy pisać co byśmy
                              chcieli, czy nie :)

                              A tak w ogóle, to mam nadzieję, że MM tego wszystkiego nie czyta. Nie wiem
                              czemu, może dlatego że tyrania autora wydaje mi się lepsza od demokracji
                              forumowiczów...
                              • ready4freddy Re: Tak sobie czytam... 17.06.06, 23:48
                                w zupelnosci sie z Toba zgadzam, tyrania autora wydaje mi sie najzupelniej
                                sluszna :) tylko by tego brakowalo, zeby autorzy pisali pod nasze dyktando, albo
                                chocby tylko na nasze zamowienie. zreszta... kazdy mialby swoje, i koniec koncow
                                nikt nie bylby zadowolony :) bo jakos trudno mi sobie wyobrazic, zeby kolejny
                                tom Jezycjady mogl byc koktajlem Rotha, Viana, Bulhakowa, Dygata i Nabokova, co
                                zaspokajaloby w 101% moje gusta, ale prawdopodobnie tylko moje :)
                                • klymenystra Re: Tak sobie czytam... 18.06.06, 01:15
                                  moje tez. nie badz taki dumny :P
                                  i moze jeszcze trosku supervielle`a i faulknera :)
                                  • ready4freddy Re: Tak sobie czytam... 18.06.06, 01:32
                                    dumny nie, ale za to jaki blady :) ale teraz tak zupelnie serio..;) przeczytalem
                                    od deski do deski caly watek i tak mi wyszlo, ze najlepiej by bylo, gdyby cala
                                    "obsada" dokonala zwrotu o 180 stopni :) doskonali i krysztalowi - zupelny
                                    upadek i degrengolada, czarne owce - rehabilitacja i wyniesienie na piedestal.
                                    co ma te zalete, ze w kolejnej odslonie mozna powtorzyc operacje :)
                                  • ready4freddy Re: Tak sobie czytam... 18.06.06, 01:36
                                    ale, ale... skoro Twoje tez, to skorzystam z okazji (wlasciwie powinienem
                                    zalozyc osobne forum, ale naduzyje tego :) - jest takia kwestia, ktora mnie
                                    gnebi: czy Agnieszka to naprawde Jowita?
                                    • klymenystra Re: Tak sobie czytam... 18.06.06, 10:27
                                      moim zdaniem tak. :)ale to tylko moja opinia, niepoparta argumentami. dla niego-
                                      agnieszka to jowita. rzeczywsitosc tu akurat sie nie liczy.
                                      • ready4freddy Re: Tak sobie czytam... 18.06.06, 20:05
                                        wcale mi sie to nie podoba... wcale a wcale. powinno byc _cos jeszcze_ za tym
                                        cholernym kopcem... ps. wlasnie przeczytalem "Zabe" i... o tem potem :)
    • liliaweneda Re: Tak sobie czytam... 17.06.06, 20:15
      Fryderyk oskarżył Różę o to, że zastawiła na niego pułapkę biologiczną
    • ready4freddy przyczajony Tygrys, ukryty Wolf 18.06.06, 23:30
      jak juz wspomnialem, przeczytalem wlasnie Zabe i jestem pod duzym wrazeniem, ale
      to temat na inny watek... tymczasem krotka impresja.

      "(...)[Wolfi] zawrocil do drzwi wiodacych na korytarz, z nagla nacisnal klamke –
      i stanal oko w oko ze starszym panem, któremu towarzyszyl blady dzieciak w
      szlafroku. Za nimi stala Roza. Wygladali na dosc zasluchanych.
      – Kto to?! – zapytal groznie stary dzentelmen.
      – Brat Fryderyka, dziadziu – baknela Roza.
      – Jeden z Montecchich!(...)" – ryknal Ignac, jety szalem. - Protazy, palasza! -
      tu zastopowalo go lekko i zaczal sie zastanawiac, dlaczego Protazy i skad, u
      diabla, mialby on miec ow palasz?
      Po krotkiej jak mgnienie oka chwili, glosem, w ktorym dzwieczala stal, rzucil
      krotko:
      - Przynies jeden z cyrkli Laury, Ignacy Grzegorzu. Zastapi nam wyrywacz serc, z
      braku laku - nim zdazyl dokonczyc, zaaferowany Ignacy Grzegorz juz podawal
      morderczy przyrzad.
      - Siostro, kaftan.. - rzucila pod nosem Ida, podsluchujaca z kuchni.
      - Do mnie mowisz? - zapytaly rownoczesnie Gaba, Nutria i Pulpecja.
      - Nie, tak sobie.. czasem wydaje mi sie, ze nasz ojciec nie jest zupelnie
      normalny, ot co.
      Tymczasem Wolfi przez chwile z rozbawieniem, mieszajacym sie w rownych
      proporcjach z politowaniem, obserwowal zmagania oszalalego starca z opornym
      przyrzadem kreslarskim, ktory w rekach rasowego humanisty stawial zaciekly opor.
      Chcac sobie oszczedzic widoku podstarzalego jegomoscia wykluwajacego sobie oko
      cyrklem, Wolfi spokojnie udal sie ku drzwiom... Ignac powiodl za nim ciezkim
      wzrokiem, z niepokojem dostrzegajac potezna muskulature Tygrysiego amanta.
      "Ciekawe, czy Florian moglby zapobiegawczo odstrzelic tego Zelaznego Wolfa",
      pomyslal, "chocby i poza sezonem lowieckim".

      – Znów wlazl po rynnie! – powtorzyl po raz ktorys z kolei Ignacy Grzegorz. – Sam
      slyszalem!
      - Po rynnie, powiadasz? - zamyslil sie stary Borejko, by po dluzszej chwili
      wrzasnac triumfalnie
      - Mam plan!
      - Klawo jak cholera, Ignac! - rzucil Ignacy Grzegorz - to znaczy, chcialem
      powiedziec... eee... doskonale, dziadziu - poczerwienial i belkotal nieskladnie.

      Ale Ignac juz nie sluchal, grzebal goraczkowo w najdalszym kacie biblioteczki,
      gdzie upchniete byle jak spoczywaly pod gruba warstwa kurzu nieliczne
      wydawnictwa techniczne.

      Niestety. Klasyczne wyksztalcenie naszego Kapuleta nie wyszlo mu tym razem na
      dobre. Ksiazka "Naprawy domowe w weekend" obejmowala wymiane zarowki, a nawet
      montaz gniazdka, ale niewiele poza tym. Proba skonstruowania z rynny, sznura
      lampek choinkowych i starego budzika elektrycznej pulapki na Romea pozbawila
      cala kamienice pradu na dobre kilka godzin, natomiast rodzine Borejkow - na
      zawsze poniekad - zrodla cytatow lacinskich (i nie tylko) na kazda okazje.
      Poniekad, bowiem jak slusznie zauwazyl Ignacy Grzegorz, ich prawdziwym zrodlem
      byl "Slownik cytatow", wkuwany przez Ignaca na blache.
      A slownik jak to slownik, ma te zalete, ze mozna go zamknac, kiedy juz doprawdy
      nikt nie ma ochoty na kolejny cholerny cytat, bo ilez przeciez mozna!

      Dla uczczenia poleglego na polu walki o Swoiscie Pojmowane Zasady Moralne
      seniora rodu postanowiono ustawic na jego grobie obelisk, pokryty od gory do
      dolu wybieranymi na chybil-trafil cytatami z-czego-sie-tylko-da. Pomysl upadl
      jdnak ze wzgledu na - badz co badz - falliczny ksztalt obelisku, nie licujacy ze
      Swoiscie Pojmowanymi Zasadami Moralnymi zmarlego. Po burzliwej naradzie
      rodzinnej, tudziez konsultacjach z uczestnikami pewnego forum zapadly wreszcie
      wiazace decyzje.

      Na zgrabnym, prostym cokole stanal wypchany Ignacy Grzegorz, zakonserwowany
      przez Wolfiego nabytym w Castoramie pokostem.
      • klymenystra Re: przyczajony Tygrys, ukryty Wolf 19.06.06, 07:24
        matko bosko....................





        :)
    • emae Re: Tak sobie czytam... 29.06.06, 17:22
      Ida postanawia odwiedzić rodzinę Oracabessa, z którą tak zaprzyjaźnił się
      Józinek. Wybiera się tam razem z synkiem.
      - Witaj, Pepe! - cieszy się Tereska. - To twoja mamusia?
      Ściska serdecznie rękę Idy.
      - Witamy, witamy, tak miło mi panią poznać! Napije się pani herbatki?
      - Chętnie - odpowiada Ida, rozglądając się dookoła. Nie uchodzi jej uwagi
      okropny zapach panujący w mieszkaniu Oracabessów. Po jakimś czasie Tereska
      przynosi jej herbatę.
      - Darjeeling? - pyta Ida.
      - Też - odpowiada tajemniczo Tereska, chichocząc cicho. - Ale są w niej również
      inne listki.
      - Na wietrze - skojarzył pogodnie Helmut, który właśnie wszedł do pokoju. Żona
      spojrzała na niego z nieskrywanym wyrzutem, bo znowu powiedział nie to, co
      trzeba.
      Ida wdaje się w miłą konwersację, ale jej podejrzliwość wzrasta. Kiedy nikt nie
      patrzy, wyjmuje z filiżanki kilka listków "na wietrze" i chowa je do woreczka
      po zjedzonej rano drożdżówce.
      Następnego dnia zanosi listki do analizy swojemu staremu kumplowi, który jest
      toksykologiem. Wyniki przychodzą szybko i potwierdzają najgorsze przypuszczenia
      Idy - marihuana! Specjalna odmiana, którą można pić jak herbatę.

      Ida wraca do domu. Sama nie wie, co myśleć. Trafia akurat na kolację. Cała
      rodzina obecna, stół zastawiony, żarty i konwersacja kwitną, cytaty padają jak
      kule na wojnie. Ida mówi rodzinie o marihuanie.
      Pyza krzyczy głośno, że to zaszkodzi jej dziecku.
      Józinek milczy, lecz w głębi duszy snuje rozważania dotyczące narkotyków
      epidemii, chorób i innych interesujących go zagadnień.
      Łusia pyta spokojnie, kim była Mari, właścicielka huany.
      W skośnych oczach Laury widać błysk uciechy.
      Ignacy Grzegorz mówi, że jesli przewodnikiem naszym natura, to nigdy nie
      zbłądzimy.
      Babi nic nie mówi, a w jej oczach widać błysk melancholii, tęsknoty za tym, co
      minione i już nie wróci...
      Grzegorz złorzeczy na dzisiejsze czasy i rzuca przykładami z filmów Larsa von
      Triera, których nikt poza nim nie oglądał.
      Ignacy wygłasza długą przemowę na temat narkotyków, ale nie wiem, co mówi, bo
      cały czas nawija po łacinie.
      Gabrysia wybucha głośnym szlochem, bo jej dzieci miały kontakt z narkotykami,
      pewnie po Pyziaku... Wtedy nagle pojawia się Narrator. Chwyta ją mocno za
      ramiona, potrząsa, że aż jej zęby dzwonią i krzyczy "No coś ty! Czemu się
      mazgaisz? Przecież jesteś dzielna, twarda, mądra, dobra i nigdy nie płaczesz!
      Wszystko znosisz z uśmiechem!". Gabrysi nie pozostaje nic innego, jak tylko...
      znieść to z uśmiechem.
      Wejście Narratora otrzeźwia całą rodzinę. Uświadamiają sobie, że powinni byli
      inaczej zareagować. Wywiązuje się długa dyskusja, którą próżno bym starała się
      streszczać. Efekt jest taki, że Ida wysyła Józinka do Oracabessów po paczkę
      skrętów. Postanawiają zgodnie odrzucić uprzedzenia i wypalić po skręcie. Pyza
      nie pali, bo w ciąży.

      Józinek wraca. Rodzina odpala skręty. Niedługo w całym przytulnym mieszkanku,
      co do którego nikt nie wie, ile tam jest pokoi, roznosi się zapach marihuany.
      Grzegorz pociągnął kilka razy, po czym wybiegł z domu wrzeszcząc, że obcy
      atakują. Gabrysia znosi jego odejście z uśmiechem, co jest tym łatwiejsze, że
      solidnie się naćpała.
      Ida wybucha płaczem, bo wydaje jej się, ze znowu jest brzydka. na pocieszanie
      reaguje wybuchem furii. Gaba wyje ze śmiechu.
      Ignacy powiedział, że nihil semper suo statu manet i flegmatycznie pociągnął
      skręta.
      Józinek pociągnął solidnie, po czym wpadł w słowotok. Gada, gada, gada i
      przestać nie może.
      Łusia nie paliła, bo jest mała, jednak subtelna woń marihuany podziałała i na
      nią. Wyciągnęła blok rysunkowy i zaczęła rysować, zaskakująco pięknie.
      Narysowała swojego kuzyna, Ignacego Grzegorza z talerzem czarnej zupy.
      Laura zakaszlała.
      - Powiem wam coś - wychrypiała, mocno naćpana. - Powiem wam, czemu chcę wyjść
      za mąż tak szybko... - po czym pociągnęła jeszcze raz, solidnie i upadła głową
      na stół. Gaba rechocze jak żaba.
      Babi ma natchnienie. Idzie po laptopa i tworzy najlepszą w jej karierze sztukę,
      sztukę o Murzynach i marihuanie. Tytuł brzmi "Czarna Polewka".
      • ready4freddy Re: Tak sobie czytam... 29.06.06, 21:33
        no czapki z glow..! swietnie :)
        • emae Re: Tak sobie czytam... 30.06.06, 11:35
          Dzięki :))) I wzajemnie :)
      • justyna302 Re: Tak sobie czytam... 30.06.06, 08:14
        O Boże, jacy Wy wszyscy świetni jesteście... Ja tak nie umiem :((((

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka