Dodaj do ulubionych

A propos "starych panien"

23.09.06, 21:02
Nie czytałam jeszcze "Czarnej polewki", ale zauważyłam, że na forum pojawiło
sie kilka uwag n.t. staropanieństwa.Chciałam tylko zauważyć, że znam kilka
kobiet, mężatek i matek, które są zgorzkniałe, niemiłe,złośliwe, niechętnie
nastawione do świata i ludzi itp. Znam też kilka tzw. starych panien, miłych
i pogodnych, przyjaznych i lubianych przez tzw. otoczenie. Czego sobie i
innym tzw. starym pannym życzę!
Obserwuj wątek
    • dakota77 Re: A propos "starych panien" 23.09.06, 21:55
      Racja, ale wydawalo mi sie, ze forumowiczki zwykle tych starych panien bronily, oburzaly sie tym, jak
      postrzega samotne/bezdzietne kobiety MM...
      • the_dzidka Re: A propos "starych panien" 23.09.06, 22:26
        A czy nie o tym pisze Miecia?
        • dakota77 Re: A propos "starych panien" 23.09.06, 22:38
          Wydawalo mi sie, ze Miecia krytykuje forumowiczki, nie autorke:)
    • anutek115 Re: A propos "starych panien" 23.09.06, 22:30
      Podejrzewam, że Miecia napisała powyższe pod wpływem postu Kaliny. Ciekawe, że
      mnie też to uderzyło, ale przed przeczytaniem "Polewki" nie chciałam się
      wypowiadac - a jestem mężata i dzieciata - czyli spełniona życiowo ;-).
      Otóż nie wierzę, że pani MM, osoba bądź co bądź odrobineczkę starsza ode mnie
      nie zna ani jednej normalnej, pogodnej, nie świrującej tzw. starej panny. Ja
      znam kilka. Znam też, podobnie jak Miecia, parę takich mamuś, że bez kija nie
      przystąp. I naprawdę rozumiem, że osoba bezdzietna (nieraz mimo chęci) i
      niezamężna (nieraz: patrz wyżej) może się czuc urażona opiniami pani MM,
      przemycanymi wcale nie w subtelny sposób, chocby to było nie wiem jak
      irracjonalne (ja też irracjonalnie czułam się zawsze poniżona jako mieszkanka
      bloku).
    • miecia007 Re: A propos "starych panien" 23.09.06, 23:15
    • miecia007 Re: A propos "starych panien" 23.09.06, 23:28
      Ojej, przepraszam, ale coś mi się żle wysłało! Chciałam tylko powiedzieć, że
      nie miałam zamiaru krytykować Autorki / którą bardzo lubię i poważam/, ani
      szanownych Forumowiczek / jestem pod wrażeniem pogłębionych dyskusji n.t.
      osobowości Gabrysi, czy stanu majątkowego Borejków - serio/. Tak sobie
      napisałam, co mi czasami przychodzi do głowy, kiedy przyglądam się ludziom.
      Wśród przyjaciół mam jedną b. szczęśliwą mężatkę, jedną b. sfrustrowaną matkę
      wielodzietnej rodziny, jedną rozwódkę po ciężkich przejściach z mężem-damskim
      bokserem, dwie sympatyczne st. panny itd. I nadal nie wiem,co to znaczy "być
      spełnionym w życiu"
      • moleslaw Re: A propos "starych panien" 26.04.07, 09:50
        Myślę,że z tym spełnieniem to jest trochę inaczej niż się wydaje.Dla każdego co
        innego.Człowiek spełniony to taki ,który realizuje swoją drogę życiową na swój
        sposób,według swoich marzeń i pasji.Moim marzeniem jest przyjazny ciepły dom dla
        moich dzieci,co nie znaczy że nie zamierzam realizować się na innym polu.
        Mam też wrażenie że MM wcale nie przedstawia wszystkiego tak jednostronnie jak
        nam się wydaje.To my trochę czytamy jej książki według jednego schematu.
        -Ida wcale nie powiela zachowań swoich rodziców,jej światem nie są tylko
        dzieci,ma swoją pasję jest nią jej praca i to jest ok,wcale nie jest wyrodna matką
        - Natalia i Robrojek też wyrwali się ze schematu złego bogatego przedsiębiorcy
        prywatnego
        - Róża jako samotna matka,wcale nie musi być z Fryderykiem,zauważcie że pojawił
        się otwarcie wątek seksu przed ślubem
        -Oleńka jako stara panna wcale nie wydaje się taka zła -
        • yowah76 Re: A propos "starych panien" 26.04.07, 10:31
          Zla moze nie, ale troche politowania godna, taka sirota zyciowa.
          • verdana Re: A propos "starych panien" 26.04.07, 12:38
            Róża jako samotna matka przedstawia sie takze dosyć żąłośnie - wszystkie plany
            życiowe w gruzach. A Robrojka jeden przedsiębiorca oszukał, drugi - wygonił z
            domu...
            • yowah76 Re: A propos "starych panien" 26.04.07, 14:02
              Ale Roza sie poswieca w imie macierzynstwa, Robrojek jest ten uczciwy, co go
              zly przedsiebiorca wykolowal (jak to sie ma do pogladow pani MM? bo komunizm
              jest be, jak sie ktos po upadku tegoz dorobil tez nie lepiej...), a pani
              Olenka wiednie w panienstwie, ciapowata jest i patrzy tesknym okiem na
              mezczyzne co to sie nawinal.
              • minerwamcg Re: A propos "starych panien" 12.06.08, 23:47
                Ale przecież później jest napisane, że Robrojek się odkuł, że znowu
                ma firmę i mu się dobrze powodzi.
    • zdzicha.tramwajara Re: A propos "starych panien" 29.04.07, 13:10
      No to Ci bardzo zazdroszcze, moje doświadczenia ze starymi pannami są zgoła
      odmienne.
      • ida198511 Re: A propos "starych panien" 30.05.07, 08:33
        nieświrującą stara panną jest ciocia Lila. Teresa Terpentula tez została
        przedstawiona w smpatyczny sposób. niemiłe są tylko Alma (tego wymagał rozwój
        akcji w tym, a nie w innym kierunku - gdyby wredna pani doktor od gramatyki
        opisowej nie była taka zła i postanowiła pomóc Laurze, namieszałaby w życiu
        Borejków i to bardzo), Barbara z pociągu (zemsta MM na Kindze Dunin) i ta
        policjantka z CP (myslę, że autorka chciała z nas zakpić, bo bronimy tych
        starych panien na tym forum, oj bronimy!):)
      • croyance Re: A propos "starych panien" 30.05.07, 15:30
        No wiesz, ona implikuje, ze staly sie zgorzkniale dlatego, ze ich "zaden chlop
        nie chcial". A moze one byly wredne od poczatku, i to dlatego za maz nie
        wyszly? :-D he he he
        • sevilay Re: A propos "starych panien" 30.05.07, 15:47
          croyance napisał:

          > No wiesz, ona implikuje, ze staly sie zgorzkniale dlatego, ze ich "zaden chlop
          > nie chcial". A moze one byly wredne od poczatku, i to dlatego za maz nie
          > wyszly? :-D he he he

          A moze to one chłopa nie chciały? Teraz trudno o dobry egzemplarz:) Nawet ja mam
          osobnika z importu :) Moja kuzynka,która ma 30 lat twierdzi,że jak na niektorych
          facetów patrzy to się cieszy,ze jest "starą" panną.
          • croyance Re: A propos "starych panien" 30.05.07, 17:38
            Moze nie, ale ja rozpatruje tu sytuacje, w ktorej autorka postu widzi cechy
            wspolne starych panien i interpretuje je jako zgorzknienie z powodu braku
            faceta.
            Nie bede dyskutowala z samym zalozeniem, bo juz wiele innych osob to zrobilo,
            tylko mowie, ze jesli jest juz tak przekonana, ze zwiazek taki istnieje, to
            moze korelacja jest, ale w inna strone?

            (O fajny egzemplarz trudno. Moj jest nie dosyc, ze z importu, to jeszcze z
            odzysku)
            • idomeneo Re: A propos "starych panien" 06.05.08, 22:30
              Dla mnie to, że bohaterki Jeżycjady tak prą do ołtarza odkąd tylko staną się
              pełnoletnie, też wydaje się trochę anachroniczne. Z Idy rodzina sobie pokpiwa,
              że to już ostatni dzwonek, żeby za mąż iść - tymczasem większość moich koleżanek
              się pobierała właśnie w wieku Idowym albo późniejszym, jak już inne sprawy
              życiowe były z grubsza poukładane, a i kandydat dobrze sprawdzony. Ja wyszłam za
              mąż na ostatnim roku studiów i mnóstwo znajomych było przekonanych, że ani chybi
              muszę być w ciąży, bo inaczej po co bym się tak spieszyła?
              • uccello Re: A propos "starych panien" 06.05.08, 23:37
                A jak ów sugerowany MM schemat: szcześliwe mężatki i sfrustrowane
                samotne, ma się do Pani Shoppe? Albo Ewy Jedwabińskiej?
                • idomeneo Re: A propos "starych panien" 07.05.08, 00:31
                  heh, najwyraźniej chłop to życiowego spełnienia warunek konieczny, ale jednak
                  nie wystarczający.
                  • jottka Re: A propos "starych panien" 07.05.08, 01:02
                    eno, schemat sie zgadza, tyle że on nie polega na prostym przyporządkowaniu
                    mężatka = szczęśliwa, singielka = sfrustrowana (bo tu równie dobrze można by
                    uznać, że wyłamuje sie ciotka lila).

                    on zakłada takoż, że mężatka godna tego miana nie myśli o spełnieniu własnym,
                    lecz całą siebie oddaje rodzinie, a zasadniczo już jest spełniona, skoro została
                    boginią domową. a jak jej to nie starcza, to najwyraźniej łamie zasady i
                    słusznie cierpi. pani schoppe z tego, co pamiętam, szlocha za utraconą karierą
                    (a obiadki gotuje czy nie?:), ewa też podejrzana w tym względzie (i jeszcze
                    dziecko obcej babie pod opieką zostawia, fuj). obie nie dorastają do szczytnego
                    zadania i a rebour potwierdzają aksjomat.

                    ciotka lila natomiast nie może być sfrustrowana, bo wykonywała zawód
                    nauczycielki, czyli jeden z nielicznych tradycyjnie przeznaczony dla kobiety i
                    też określany mianem służby innym. poza tym żyje przykładnie przy rodzinie, za
                    facetami sie nie ogląda, no harcerka:)
                    • idomeneo Re: A propos "starych panien" 07.05.08, 01:12
                      no i ciotka Lila, chlubny wyjątek, wystąpiła jednak w tomie niejako rozruchowym
                      i nie obciążonym posłannictwem, gdzie filozofia kobiecego szczęścia
                      małżeńsko-domowego jeszcze nie zdążyła się należycie rozwinąć

                      Z kolei biedną Ewę Jedwabińską, osobę porzuconą, nie wiem czy można traktować
                      jako taką pełną gębą mężatkę wedle jeżycjadowych kryteriów. Inna samotna
                      rozwódka, ciocia Wiesia, jest miła, ale też chyba raczej niezbyt szczęśliwa,
                      nawet na ciepłym łonie Żaków. Gaba to chyba jedyny przykład rozwodnika, który
                      sobie całkiem nieźle ułożył życie, choć i ona nie może przestać cierpieć
                      pyziaczych katuszy.
                      • k_linka podziwiam zdolnosc tworzenia 07.05.08, 01:53
                        ...tak spojnych, konsekwentnych teorii o tak barbarzynskiej godzinie...
                        • idomeneo Re: podziwiam zdolnosc tworzenia 07.05.08, 02:24
                          nie wiem, jak u jottki, ale u mnie jest po siedemnastej...
                    • uccello teorie 07.05.08, 01:26
                      No to jak w tej klasyfikacji ( mężatki nie będące ofiarnymi
                      kapłankami ogniska domowego same zasłużyły na katusze i męki)
                      wypadają

                      Aniela

                      i Ida?

                      Obie wydają się być szczęśliwe, lubią swój zawód, i chętnie
                      wyręczają się przy tzw.ognisku, bliskimi.

                      Albo pani Żakowa - też nie spełnia swych ambicji li jedynie nad
                      kuchenką, karmi systematycznie rodzinę pysznym makaronikiem po
                      mediolańsku, dzieci traktuje ciepło, ale z lekkim roztargnieniem ,
                      reaguje jedynie na większe fontanny łez dojrzewajacej Cielęciny, itd.
                      • idomeneo Re: teorie 07.05.08, 01:46
                        no właśnie i Aniela i Ida w nowszej Jeżycjadzie są postaciami postrzelonymi,
                        pokazanymi ironicznie, a momentami ocierającymi się o karykaturę.
                        Trzydziestoletnia Ida, której się buzia nad Józinkiem nie zamyka, jest postacią
                        jak z Fredry - nie wyobrażam sobie pokazania w taki sposób "poważnej" postaci,
                        na przykład Gabrieli. Jest w tej ironii doza takiego trochę lekceważącego
                        poklepywania po plecach - jak z tym wyśmiewaniem niedopieczonego obiadu (a
                        siostra Idy uważa lekarzy-mężczyzn za bardziej godnych zaufania).

                        Sukcesy zawodowe kobiet nie są w tym świecie czymś bardzo wartościowym, więc
                        postaci, które się na nich koncentrują albo nie są takie całkiem serio (jeśli są
                        lubiane) albo są osobami przedstawianymi jako zimne i nieczułe (jak Józefina i
                        Ewa). Sfrustrowana pani Schoppe też przechodzi przemianę pod wpływem wartości
                        rodzinno-domowych (mała Mila), a nie dlatego, że wreszcie sobie może w spokoju
                        pograć.

                        Mama Żakowa, jak już pisałam w wątku o żonglowaniu wieloma piłeczkami, to dla
                        mnie pod tym względem przemiły wyjątek - ale też pochodzący z samego początku cyklu.
                        • sowca Re: teorie 09.05.08, 13:49
                          Nie wydaje mi się, żeby Aniela i Ida były przedstawione
                          karykaturalnie. Aniela zawsze była nieco zwariowana, ale w pozytywny
                          sposób, tworzy z Bernardem nieschematyczną, ale pełną ciepła i
                          sympatyczną rodzinę. Podobnie Ida - ma swoje odchyły, ale nie sądzę,
                          zeby miało to związek z ukazaniem jej jako "nieudanej" małżonki czy
                          matki.
                          Nie zgadzam się rowniez z teorię, że sukcesy kobiet w świecie MM nie
                          są bardzo wartościowe. Przyznaję, że nie są one na pierwszym planie,
                          ale nie o tym są przecież te ksiązki. Gaba jest doktorem
                          habilitowanym, Mila autorką popularnych sztuk teatralnych, Ida
                          pracuje w kilku miejscach itp. Mysle, że MM w trochę niefortunny
                          sposób chce pokazać, że można łączyć karierę z zyciem rodzinnym, że
                          można zachować równowagę i problem pojawia się wówczas, gdy
                          koncentracja na pracy odbija się na dzieciach (tak jak u Ewy czy
                          Józefiny)
                          • idomeneo Re: teorie 09.05.08, 17:33
                            nie wiem, czy potrafię to dobrze wytłumaczyć, ale moim zdaniem, MM łączy w
                            Jeżycjadzie, pod względem konstrukcyjnym, dwa rodzaje postaci - typy i
                            charaktery. W jednym i w drugim przypadku mamy w całym cyklu bohaterów mniej i
                            bardziej udanych; dla mnie dowodem prawdziwego pisarskiego mistrzostwa Autorki
                            jest Aurelia w OwR, która zarazem jest typem (śmieszną, rezolutną Geniusią) i
                            charakterem (samotną dziewczynką o dramatycznych losach) i w obu wcieleniach
                            jest żywa i wiarygodna, przy tej dwoistości jest do bólu prawdziwą postacią.

                            Te dwa rodzaje bohaterów widać też imho w jeżycjadowym humorze - mamy komedię
                            typów (postać sama z siebie ma być śmieszna, więc jak wychodzi na scenę, to
                            wiadomo, że będą jakieś jaja - np. Ida z małym Józinkiem, Bernard, Bodzio). I
                            miewamy, niestety coraz rzadziej, komedię charakterów, gdzie zwykłym ludziom
                            (np. Żakom w 6K) przytrafiają się zabawne rzeczy.

                            Tę różnicę widać moim zdaniem także, gdy się porówna sposób pisania o dorosłej
                            Gabie z przedstawianiem Idy: Gabrieli zdarza się w porywie serca zaśpiewać o
                            hodowcy drobiu. Idzie, czterdziestoletniej pani doktor nauk medycznych, zdarza
                            się _nie_ być lekką fiksatką.

                            Oczywiście nie jest tak, że u MM nie ma kobiet, dla których praca, a nie tylko
                            rodzina jest ważna. Co do Idy i Anieli, to sama je kiedyś wymieniłam jako
                            postaci, z którymi pewnie najprędzej bym się utożsamiała - no ale właśnie z
                            takim "ale", z uczuciem czytelniczego niedosytu. Brakuje mi w Jeżycjadzie
                            kobiecej postaci z profesjonalnym zacięciem, do tego pozytywnej, która jest
                            charakterem, a nie typem, która nie byłaby psychologicznie jednowymiarowa - bo
                            wydaje mi się, ze w tej kategorii występują raczej żeńskie odpowiedniki Bernarda.

                            Może to jest kwestia czytelniczych upodobań - mnie się na przykład nie bardzo
                            podoba ten skręt ostatnich tomów Jeżycjady w stronę pokazywania właśnie typów, a
                            nie charakterów. Postaci wcześniej "zwyczajne", jak Ignacy Borejko albo Ignacy
                            Grzegorz stają się coraz bardziej płaskie. Przeszkadza mi to, bo odbieram
                            rezultat jako albo slapstickowy (tam, gdzie ma być śmiesznie) albo telenowelowy
                            (tam, gdzie jest poważnie).
                            • verdana Re: teorie 09.05.08, 20:20
                              Ceterum censeo Carthaginem esse delendam.
                              Po raz kolejny powtarzam - Gabrysia NIE MOŻE pracować naukowo i być
                              docentem. Docenci to sa osoby, ktore muszą mieć gdzie pracować (a
                              Gabrysia nie ma), ktore przepedzaja rodznę, bo piszą, albo czytaja i
                              ktore zazwyczaj do znudzenia opowiadaja o niezmiernie nudnej
                              książce, ktorą własnie tworzą. Nie mowiac już o czasie, ktory
                              spedzaja w bibliotece, na konferencjach, na zajęciach z zaocznymi w
                              święty weekend przeznaczony dla rodziny. Do ktorych w czasie
                              najwazniejszej rozmowy z córka/synem/mężem dzwoni zrozpaczony
                              doktorant.
                              Osoba tak niezainteresowana własna pracą naukową nie ma szans na
                              habilitację.
                              • idomeneo Re: teorie 09.05.08, 20:32
                                Verdano, czy mogę Cię wirtualnie ucałować?

                                dla mnie i moich znajomych "z branży" naprawdę dużym praktycznym problemem jest
                                to, że ponieważ technicznie możemy znaczną część pracy wykonywać w domu, więc
                                wydaje się naturalne, że się jednocześnie "dom ogarnie, dzieci doglądnie...", a
                                przy okazji artykuł machnie albo i książkę.

                                No więc nie da się tego zrobić, nie da się napisać doktoratu i habilitacji (nie
                                mówiąc o badaniach poza pracą na stopień) z doskoku i bez możliwości spokojnego
                                skoncentrowania się na robocie. Z podobnymi problemami borykają się pewnie osoby
                                wykonujące wszelkie wolne zawody - jak ostatnio czytałam tu wypowiedzi
                                dziewczyn, które usiłują wykonywać swoje artystyczne prace mając małe dzieci, to
                                wyglądało to naprawdę bardzo znajomo.
                                • verdana Re: teorie 09.05.08, 21:01
                                  Da się. Ja napisałam i doktorat i habilitacje z doskoku, z małymi
                                  dziecmi (doktoratu bronilam mieszkając z dziecmi 4,5 i 1,5 w
                                  kawalerce), a habilitacji gdy trzeci, najmlodszy miał 4 lata.
                                  Da się, ale kosztem wielu rzeczy - miedzy innymi domowej idylli
                                  przedstawianej przez MM.
                                  • idomeneo Re: teorie 09.05.08, 21:05
                                    no ale pracowałaś w tej kawalerce? nie wychodziłaś do biblioteki?
                                    • metwoh Re: teorie 09.05.08, 22:02
                                      Przecież Gaba mieszka z mamą. I wszystko na ten temat. Ugotuje,
                                      wypierze Mila, a pozmywa zmywarka.
                                    • ginestra Re: teorie 09.05.08, 22:32
                                      Jeśli można coś dodać, to ja bym odpowiedziała na pytanie czy da się napisać
                                      poważną pracę naukową czy też twórczo pracować umysłowo przy małych dzieciach i
                                      prowadzeniu domu itp., że i tak i nie.

                                      Przy całym moim szacunku i podziwie dla Verdany i nie negowaniu, że się to jej
                                      udało i udaje, wiem jak jest w praktyce i wiem, że jedna osoba ___nie da rady___
                                      jednocześnie tego wszystkiego zrobić co jest potrzebne: przy dzieciach i w domu
                                      i wokół siebie i jeszcze w odpowiedni sposób pracować, pisać, pobyć także z
                                      dziećmi "tu i teraz", także z mężem itp. Musi tę osobę w dużej mierze ktoś
                                      wyręczać. I niekoniecznie babcia lub opiekunka - mnie wyręczało w tym...
                                      przedszkole i szkoła (to znaczy w okresie życia, o którym chcę zaraz napisać). I
                                      tylko dzięki temu, że istniało to przedszkole i szkoła oraz dzięki naprawdę
                                      nadzwyczajnym moim wysiłkom i determinacji i jakiemuś duchowi, który mną
                                      kierował i pomagał to wszystko organizować oraz kosztem wielu rzeczy, przede
                                      wszystkim odpoczynku, snu, przyjemności, kosztem też niestety takiego
                                      przebywania z dziećmi w domu i poświęcania im czasu jak bym chciała - udało mi
                                      się kiedyś właśnie pewną rzecz zrealizować.

                                      Może odwołam się do swoich doświadczeń z czasu pisania pracy magisterskiej -
                                      wiem, że to nie jest aż tak poważna praca naukowa, niemniej moja była bardzo
                                      panoramiczna, porównawcza, bardzo też twórcza, samodzielna i te wszystkie
                                      analizy i wnioski musiały zostać naprawdę przeze mnie nie tylko przemyślane, ale
                                      też mocno "przeżyte" i ta praca wprost wymagała dużego czasu, bo była jakby sama
                                      w sobie procesem, zahaczała też o duchowość i religię obok zanurzenia w
                                      literaturze, w dodatku napisałam ją po włosku. Moja promotorka wyraziła się o
                                      mojej pracy tak, że materiał i temat był praktycznie na pracę doktorską i w
                                      takim kształcie ta praca właśnie "wyszła" i bardzo jej się podobała. Czas
                                      gromadzenia materiałów (czasy przedinternetowe), jeżdżenia po bibliotekach,
                                      kserowania według limitu stron (nie można było na raz skserować więcej niż 20
                                      stron z jednej książki, więc trzeba było ciągle tam jeździć), czas czytania
                                      całych książek i robienia z nich notatek w czytelni (bo nie można było
                                      wypożyczyć), czas czytania lektur w domu, robienia notatek i fiszek,
                                      porządkowania ich, a potem wreszcie pisania pracy, kolejnych rozdziałów oraz
                                      wożenia ich do promotorki na konsultacje, a więc ten czas był bardzo konkretny i
                                      trzeba go było poświęcić bardzo, bardzo dużo. Mieszkaliśmy w czwórkę w
                                      jednopokojowym mieszkaniu, na mojej głowie było wszystko, nie chcę teraz
                                      zarzucać byłemu mężowi, że mi nie pomagał, ale takie były fakty. On dużo
                                      pracował zawodowo, ciągle był poza domem i praktycznie wszystko, co było do
                                      zrobienia w domu robiłam ja, też dbałam i o jego rzeczy, o posiłki, o wszystko
                                      jednym słowem. Prowadzenie prac badawczych i pisanie pracy magisterskiej zajęło
                                      mi 2 lata. W pierwszym roku zajmowałam się dziećmi (jedna w przedszkolu, druga w
                                      pierwszej klasie podstawówki) i pracowałam ucząc na studiach zaocznych czyli w
                                      weekendy oraz coś tam robiąc też dorywczo, a w drugim tym roku pracowałam w
                                      rytmie dziennym jako lektorka, tyle, że nie w każdy dzień, tylko miałam po ileś
                                      grup w tygodniu. Oprócz pracy trzeba było przygotowywać się do zajęć.
                                      Jeździłam też popołudniami z dziećmi do szkoły muzycznej (starsze dziecko
                                      chodziło, ale ciągnęłam też i młodszą, nie mając co z nią zrobić w tym czasie -
                                      zwykle przyjeżdżał po nas mąż). Ze starszą córką trzeba było ćwiczyć też w domu
                                      grę na instrumencie, pomagać trochę w lekcjach, młodsza też bardzo mnie
                                      potrzebowała i starałam się temu wszystkiemu sprostać. Bardzo też starałam się o
                                      kontakt z mężem, o rozmowę wieczorem każdego dnia i ogólnie o __wszystko__ co
                                      tworzy więź i kontakt. Odbieranie dzieci z przedszkola i szkoły (daleko jedno od
                                      drugiego), po drodze zakupy, potem gotowanie, zmywanie, to wszystko zajmowało
                                      masę czasu. Również było męczące.

                                      A jak sobie radziłam z pisaniem pracy i zbieraniem materiałów itp.? Tylko dzięki
                                      temu, że w dni kiedy nie miałam pracy, odprowadzałam jak zwykle dzieci do
                                      przedszkola lub szkoły (czasem odwoził mąż razem ze mną) i jechałam do
                                      biblioteki narodowej i tam spędzałam kilka godzin, z zegarkiem w ręku, bo około
                                      13 niestety trzeba było opuścić to miejsce, dosłownie skręcałam się czasem
                                      wewnętrznie w niemej rozpaczy, bo akurat dobrze mi się czytało, jakieś myśli,
                                      notatki mi się wreszcie układały, a tu trzeba było wszystko oddawać i wracać,
                                      ale sporo kserowałam i czytałam to zawsze w autobusach, w każdej wykradzionej
                                      chwili. Również przy różnych czynnościach domowych, pod prysznicem, dosłownie
                                      gdzie się dało ___stale__ myślałam i obrabiałam w głowie swój temat i
                                      zapisywałam myśli, które mi się tworzyły lub starałam się je zapamiętać. Faza
                                      samego pisania była najgorsza, bo tu już się nie dało wykradać godzin, termin
                                      naglił i często bywało, że pisałam przy dzieciach (przerywając oczywiscie co
                                      chwila, bo czegoś chciały). Pamiętam, że dzieci na swój sposób domagały się
                                      uwagi, często kłóciły się, prowokowały konflikty, zwłaszcza młodsza córka robiła
                                      mi wtedy ciągle na złość, żebym tylko zwróciła na nią uwagę. Apogeum było kiedy
                                      dzwoniłam do pani profesor, bo wtedy podnosiła niesamowity wrzask. Oczywiście
                                      starałam się przeciwdziałać temu i jakoś zajmować się nimi i stawiać też granice
                                      takich zachowań, ale było to niewyobrażalnie trudne wszystko razem. Z dziećmi
                                      taki naprawdę dobry czas był wtedy kiedy szłam po młodszą do przedszkola,
                                      odbierałam ją i szłyśmy piechotą do szkoły po starszą i rozmawiałyśmy, a potem w
                                      powrotnej drodze (piechotą lub parę przystanków autobusem) też rozmawiałyśmy, po
                                      drodze rundka po sklepach itp. A więc to był taki czas dobrego kontaktu z nimi,
                                      choć bywało z tym różnie.
                                      Ja myślę, że po prostu duch tej pracy, ten temat, sam z siebie tak się domagał
                                      zapisania, że po prostu ta praca powstała. Ale było to ogromnie trudne i mogę
                                      powiedzieć, że ta praca powstała nie w takich warunkach w jakich powinna była
                                      powstać i nie tak powinna być pisana. Za mało było spokoju na nią.
                                      A więc mówiąc "i tak i nie" miałam na myśli to, że gdyby mnie wtedy ktoś
                                      wyręczył przy dzieciach, zakupach i innych obowiązkach, chociażby mąż, to może
                                      bym mogła sobie pobyć w osobnym pomieszczeniu (dla mnie to była kuchnia, nocą,
                                      jeśli już) i spokojnie czytać lub pisać. Wiem, że niektórzy mają taką możliwość.
                                      I wtedy można powiedzieć, że się to da zrobić. Da się wtedy napisać książkę,
                                      jedną pracę naukową, drugą, trzecią itp. Ale musi być ktoś kto odciąży lub
                                      dzieci przejmą pałeczkę w pracach domowych (jeśli starsze) lub mąż lub ktoś inny
                                      z rodziny. Po prostu nie ma siły, żeby jedna osoba sprostała __wszystkim__
                                      obowiązkom domowym, rodzicielskim, logistycznym, pracy zawodowej i jeszcze
                                      zadbała o swoje i dzieci zdrowie, potrzeby i inne rzeczy. I żeby zadbała o
                                      normalność rodzinną, o kontakt i wieź z mężem, o seks o inne ważne sprawy.
                                      Ja stawiałam na rodzinę, a całe to pisanie pracy magisterskiej (a wcześniej
                                      studia) plus praca zawodowa były po prostu czymś co traktowałam jako luksus,
                                      nagrodę, coś do czego mnie za bardzo ciągnie, żebym mogła z tego zrezygnować (bo
                                      ciągnął mnie ten "duch"), ale jednocześnie wiedziałam, że to będzie się odbywało
                                      w tych godzinach, w których tak bardzo nie przyniesie to uszczerbku rodzinie (a
                                      więc normalką było też ślęczenie po nocach, wstawanie o 4 rano, żeby coś jeszcze
                                      doczytać czy napisać - tyle, że nie w każdy dzień, bo bym chyba umarła, ale co
                                      któryś to dawało radę; czytanie w autobusach zamiast choćby zamknąć oczy i
                                      oprzeć głowę o szybę).
                                      Też byłam wtedy trochę młodsza, a więc i silniejsza i umysł chłonniejszy. Ale
                                      całe zagadnienie widzę tak, że nie może to trwać permanentnie i być sposobem na
                                      życie jesli to tak ma wyglądać. Dlatego myślę, że osoby pracujące tak na co
                                      dzień mają jednak wiecej spokojnego czasu na pracę twórczą, a ktoś inny wykona
                                      to i owo co potrzeba w domu. A jak ktoś inny nie wykona tych prac albo dzieci
                                      nie pójdą d
                                      • ginestra Re: teorie 09.05.08, 22:39
                                        Oj, znowu ucięło posta, choć na podglądzie się mieścił :(

                                        A więc... jeśli ktoś nie pomoże tej pracującej osobie albo dzieci są zbyt małe
                                        na przedszkole czy szkołę, to może to być dla kogoś po prostu niewykonalne.
                                        To tyle z moich doświadczeń.
                                        Pozdrawiam!
                                      • onion68 Re: teorie 09.05.08, 22:53
                                        Ginestro... masz z czego być dumna. Gratuluję i podziwiam :-)
                                        Mogę jeszcze dodać od siebie, że to co mi się udało zrealizować, stało się
                                        dzięki pomocy innych, wielu osób.
                                        Wydaje mi się też, że praca jest obecna w domu każdej pracującej kobiety (jak to
                                        brzmi ;-), choćby w postaci jakichś zmartwień, zdenerwowania, zmęczenia,
                                        konieczności znalezienia rozwiązania, itp. Nawet niekoniecznie musi być to
                                        praca naukowa, chociaż ta zapewne szczególnie. Po prostu nie da się tak w jednej
                                        chwili oddzielić tych dwóch obszarów życia, dlatego to jak Gabriela w domu jest
                                        w 100% zaangażowana w dom jest rzeczywiście nieco bajkowe.
                                        • kaliope3 Re: teorie 09.05.08, 23:11
                                          To ja bym się chciała przyłączyć do wyrazów podziwu-Ginestro,musi to być
                                          cholernie dobra praca i żałuję że włoskiego nie znam bo bym ją chętnie
                                          przeczytała...A w ogóle to Twój wpis sprawił że się zawstydziłam-jak łatwo
                                          szukać sobie wymówek.Ja mam jedno dziecko i mąż mi pomaga jak umie i naprawdę
                                          powinnam chyba bardziej wziąć się w garść i ruszyć do roboty.Dziękuję że się tym
                                          podzieliłaś
                                          • idomeneo Re: teorie 10.05.08, 00:23
                                            Ginestro, Twoja historia jest naprawdę imponująca! Powiedziałaś też w bardzo
                                            piękny sposób to, co próbowałam wcześniej wyrazić - że chodzi o symboliczny
                                            "własny pokój", który wcale nie musi być pokojem, tylko na przykład stołem w
                                            kuchni albo taboretem w łazience (zdarzyło mi się tak pracować), o taki czas i
                                            przestrzeń, w których można się skupić na pracy. I jeśli nie ma tego męża, który
                                            powie "ja teraz przejmuję dzieci, a ty spokojnie popracuj", czy niani czy
                                            przedszkola, to wydaje mi się to naprawdę heroicznym zadaniem.

                                            Jestem pełna podziwu dla Verdany, jeśli rzeczywiście była w stanie bez
                                            wspomagania i takiego czasu zarezerwowanego tylko dla siebie, rzeczywiście z
                                            doskoku nad tym wszystkim zapanować. Dla przytłaczającej większości moich
                                            znajomych jest to strasznie trudne i nawet z partnerskim wspomaganiem ma się
                                            często poczucie, że wszystko jest takie "na pół gwizdka" (albo po prostu idzie
                                            się z pracą po linii najmniejszego oporu, póki dziecko trochę nie podrośnie).

                                            Nawiasem mówiąc zawsze mnie też zastanawiał powracający we wspomnieniach dzieci
                                            artystów motyw wyobcowania: ojciec pisarz znika za drzwiami gabinetu i nie wolno
                                            wchodzić i mu przeszkadzać. Albo egoistyczna matka-pianistka u Bergmana zamyka
                                            się w pokoju, żeby poćwiczyć, a dziecko cierpi. Czemu jest to przedstawiane,
                                            jako coś złego? Czym się to różni od sytuacji, w której rodzice wychodzą rano do
                                            biura i też nie ma z nimi kontaktu aż wrócą?
                                    • verdana Re: teorie 09.05.08, 23:47
                                      Wymienialam sie z mężem, babcią, przedszkolem i opiekunka do
                                      dziecka.
                                      • verdana Re: teorie 09.05.08, 23:51
                                        Piasnie pracy magisterskiej przy dziecku może byc znacznie
                                        trudniejsze, niz pisanie pracy naukowej przez asystenya czy
                                        adiunkta. Bo osobnicy ci maja etat, ktory wynosi ok. 240 - góra
                                        trzysu godzin rocznie (zwykle, sa uczelnie wykorzystujące
                                        pracownikow naukowych). A na studiach doktoranckich jeszcze mniej. I
                                        w dodatku te zajecia da się jakos ulozyc, nie ma obowiązku - jak w
                                        przypadku studenta chodzenia na okreslone zajęcia.
                                        Naprawde się da. Tylko nie da się - psychicznie - tak jak Gaba i
                                        Mila - praowac tworczo i nic absolutnie o tym nie mówić, nie
                                        podporzadkowywaćchocby częściowo dnia pisaniu czy czytaniu. I o to
                                        mam pretensję. Szczególnie, ze Gaba miała pod tym względem sytuacje
                                        absolutnie luksusową. Babcia prowadzaca dom jest znacznie lepszym
                                        wyjściem dla potencjalnego docenta niż mąż.
                                  • idomeneo Re: teorie 10.05.08, 01:18
                                    Miałam na myśli to, że się nie da moim zdaniem zajmować bez wspomagania (babci,
                                    niani, partnera) full time, dzieckiem w wieku przedprzedszkolnym i
                                    przedżłobkowym i jednocześnie prowadzić pełnokalorycznej pracy naukowej nie
                                    mając na nią wyodrębnionego czasu.

                                    Nie znam ani jednej osoby, której by się to udało - za to często po prostu ta
                                    osoba w parze, która pracuje naukowo, zamienia się w nianię ("bo i tak przecież
                                    siedzi w domu...") i przez rok czy dwa lata odpękuje na uczelni minimum godzin
                                    dydaktycznych, a jej główna praca, czyli badania albo poważnie spowalnia albo w
                                    ogóle leży odłogiem.
                                    • idomeneo Re: teorie 10.05.08, 01:20
                                      ech, jakoś mi ten ostatni post zjechał na dół drzewka, a miał wskoczyć w
                                      rozważania, czy się da, czy nie da... ;)
                                      • verdana Re: teorie 10.05.08, 08:57
                                        No, tu akurat Gaba miala wspomaganie, czyli się teoretycznie by
                                        dało. Ale mnie cały czas nie chodzi o aspekt czasowy, tylko
                                        psychologiczny.
                                      • ginestra Re: teorie 10.05.08, 09:16
                                        Dziękuję Wam dziewczyny za miłe słowa. :) Tak jakoś pisałam na gorąco, chciałam
                                        po prostu to wszystko Wam opowiedzieć i nie myślałam, że tak mnie docenicie i
                                        cieszę się bardzo, dziękuję i jest mi bardzo ciepło na duszy. :)
                                        Ja także dziękuję Wam za podzielenie się Waszymi doświadczeniami.
                                        To jest bardzo cenne, żebyśmy mogły porozmawiać o takich ważnych sprawach, bo
                                        właśnie zakładając rodzinę, a mając też swoje pasje i chęć realizowania się
                                        zawodowo musimy właśnie ciągle wybierać i ciągle starać się o pogodzenie tych
                                        spraw i często mamy poczucie, że to nas przerasta albo, że rodzina (dzieci
                                        zwłaszcza) bardzo na tym cierpią, albo, że my same siebie stawiamy na ostatnim
                                        miejscu i jesteśmy nieszczęśliwe, bo te niezaspokojone potrzeby dają o sobie
                                        znać wbrew naszej woli i rozumowi.
                                        A zwłaszcza w sprawie dzieci takie poczucie winy lub dyskomfort, że się im nie
                                        towarzyszy w dorastaniu zwłaszcza kiedy nas najbardziej potrzebują (czyli wtedy,
                                        gdy są małe) potrafi być dużym strapieniem. W istocie na pewno jakoś tracą, sama
                                        to widzę, no ale czasem trudno coś poradzić na to, bo inne rzeczy też są
                                        konieczne do zrobienia w dzisiejszym świecie (wykształcenie, dbanie o byt
                                        materialny itp.)

                                        Myślę jednak, że jeśli się jest człowiekiem wrażliwym, kocha się dziecko, to nie
                                        dopuści się do tego, żeby skąpić mu swojej obecności permanentnie. Takie matki
                                        czy ojcowie, którzy zamykają się w pokoju, a dziecko siedzi pod drzwiami
                                        godzinami i tam wręcz zasypia nieszczęśliwe (bo i taką prawdziwą historię
                                        czytałam), mam nadzieję, że należą jednak do rzadkości. Zwłaszcza teraz, kiedy
                                        wszędzie są artykuły i programy o dzieciach i o ich potrzebach, wywiady ze
                                        znanymi osobami (matkami, ale też ojcami), myślę, że takich złych postaw jest
                                        coraz mniej. Pamiętam, że papież Jan Paweł II powiedział kiedyś delegacji
                                        kobiecej (feministycznej) takie zdanie: "Wierzę w geniusz kobiety". I ja myślę,
                                        że istnieje coś takiego jak "geniusz kobiety", zwłaszcza kobiety, która zostaje
                                        matką. Myślę, że wtedy po prostu jest tak, że o ile sytuacja materialna nie
                                        zmusza tej kobiety do takiego bezwzględnego, codziennego opuszczania dziecka na
                                        wiele godzin, zostawiania w żłobku czy z kimś, to będzie ona starała się po
                                        prostu być obecna przy dziecku przez jak najwięcej czasu i jak najbardziej
                                        aktywnie w jego pierwszym roku życia, a w następnych już może trochę sobie
                                        pozwoli na więcej nieobecności, ale też cały czas będzie czuwała nad tym, żeby
                                        go emocjonalnie nie opuścić, żeby dziecko miało poczucie, że mama dla niego jest
                                        osobą stuprocentowo przystępną, że chce uczestniczyć (i uczestniczy) w jego
                                        życiu i jego dziecięcych sprawach, że są one dla niej ważne, że nie zapomina o
                                        swoich obietnicach, o kontakcie z nim itp. Dzieci szybko rosną, a więc myślę, że
                                        czasem cierpliwość i większa tolerancja dla siebie mogą pozwolić mamie
                                        realizować się może trochę wolniej w czasie, gdy dzieci są małe, ale potem za to
                                        nabrać większego rozpędu. Są jeszcze niestety takie aspekty, że na przykład
                                        termin obrony pracy nie może przekraczać dwóch lat czy coś, że każdy urlop
                                        dziekański ma swój kres i trzeba zdecydować co dalej, a dziecko wciąż małe i
                                        chorowite na przykład albo, że kobiecie realnie grozi "wypadnięcie z zawodu",
                                        jeśli zbyt długo nie będzie miała z nim kontaktu. To są indywidualne wybory, ale
                                        myślę, że wtedy też po prostu ten "geniusz kobiety" i serce podpowie co dalej.
                                        No i niezmiernie ważna jest pomoc osób, które tę kobietę rozumieją i nie mają
                                        jej za złe tego co robi i pomagają jej i wtedy może ona wracać z pracy czy z
                                        biblioteki czy z innego kursu zmęczona, ale zadowolona, że to co robi jest
                                        owocne, a jednocześnie tak stęskniona za dzieckiem i mężem, że ten czas z nimi
                                        po jej przyjściu jest naprawdę wartościowym i dobrym czasem.

                                        No i ważna jest chyba wyrozumiałość dla siebie, bo nigdy się nie da, żeby
                                        wszystko było idealnie, prawda? Żeby choć w tym co najważniejsze się udawało,
                                        żeby nie stracić z oczu swoich wartości i bliskich ludzi, to już bardzo wiele!
                                        Niestety różne książki i wywiady w pisemkach mogą zasiać w kobietach wrażenie,
                                        że są takie osoby, które idealnie wszystko godzą i osiągają niesamowite rzeczy i
                                        jeszcze do tego są piękne, zadbane i w ogóle. Może i tak, ale jestem pewna, że
                                        właśnie wiele innych osób im pomaga i przejmuje w ciągu każdej doby różne
                                        obowiązki, żeby one mogły robić to, co jest tak widoczne dla świata. A więc
                                        warto chyba mieć taki swój "kobiecy krąg" i rozmawiać i podnosić się wzajemnie
                                        na duchu, żebyśmy widziały jak jest w "prawdziwym życiu", że innym też nie jest
                                        łatwo, ale że jakoś z pomocą innych i życzliwością można coś osiągać.

                                        Pozdrawiam!
                                        • ginestra Re: teorie 10.05.08, 09:23
                                          Verdano, pisałyśmy równocześnie.
                                          Ja też myślę, że ten aspekt psychologiczny jest bardzo ważny. Po prostu temat,
                                          którym człowiek się zajmuje jakoś w nim żyje i jest ta potrzeba, żeby o nim
                                          mówić, żeby pytać jak druga osoba (choć okiem laika) to widzi, w ogóle człowiek
                                          może na przykład też być nieswój, jeśli się zajmuje na przykład tematyką, która
                                          jest tragiczna sama w sobie czy coś. Trzeba oczywiście nad tym panować, ale ta
                                          osoba, która czymś żyje w pracy (czy to naukowej, czy zawodowej - jak wskazała
                                          też Onion), też będzie o tym mówiła w domu, przeżywała to. Nie da się inaczej.

                                          Zgadzam się, że w Jeżycjadzie tego aspektu nie ma (przynajmniej u Gaby i Mili -
                                          może jest trochę u Anieli, która w domu ćwiczy ciągle role i nawet ma malutkie
                                          podwyższenie w pokoju, jakby scenę. ;) )
                                          A więc trochę dziwi mnie to, że pani Musierowicz nie przekazuje też własnych
                                          doświadczeń i odczuwania tego, a przecież pracowała (tworzyła) mając dzieci i
                                          rodzinę i pewnie to też przeżywała tak jak my. No nie wiem co o tym myśleć.
                                          Pozdrawiam!

                                          • anutek115 Re: teorie 10.05.08, 09:50
                                            Strasznie dużo mi się tłoczy mysli w głowie, więc pewnie część pogubię, ale
                                            spróbuję zahaczyc o te ważniejsze.
                                            To, co Jan Paweł II nazwał "geniuszem kobiety" przypuszczam, że istnieje. I jest
                                            najbardziej niedoceniana sprawą na świecie. Dotyczy bowiem rzeczy, które w
                                            odbiorze ogółu "same się robią". Prowadzenie domu, wychowywanie dzieci to
                                            przecież nic nadzwyczajnego, każdy głupi by to potrafił - to jedna strona tych
                                            opinii, a druga jest taka, że kobieta nie chcąca (lub nie mogąca) poświęcic się
                                            tylko tej robocie, co to każdy głupi by potrafił spotyka się z mniej lub
                                            bardziej zaowalowanym potępieniem. "Bo dzieci cię potrzebują". "Bo zaniedbujesz
                                            dom". Każdemu głoszącemu te nawiedzone opinie przydałoby się poczytać wpis
                                            Ginestry o pisaniu pracy magisterskiej, żeby chociaz trochę zobaczył, jak robi
                                            się to, co "samo się przecież robi" i czym to jest okupione. Chociaz ci
                                            najbardziej przekonani o tym, że wiedzą czego kobiety najbardziej chcą i do
                                            czego są powołane i tak nie zrozumieją jednego - że kobieta musi mieć (poza
                                            domem, dziećmi pracą) ten kąt dla siebie, chwilę, gdy może po prostu posiedzieć
                                            z pustką w głowie. To mnie doprowadzało do szału najbardziej od chwili, gdy
                                            zaszłam w pierwszą ciążę - to atakujące mnie ze wszystkich stron przeswiadczenie
                                            innych ludzi, że oto osiągnęłam główny cel życiowy i przestałam istnieć jako
                                            osobny człowiek. Ja już nie miałam potrzeb. Ja juz nie miałam hobby. Moje,
                                            dobrze przeżyte przed narodzinami dziecka lata już się nie liczą. Ja JESTEM
                                            MATKĄ. Nawet jeść przestałam dla siebie ("Musisz to zjeść! Pamiętaj o
                                            dziecku!"). Książki? Zainteresowania? Kino? Ciekawi ludzie? Po co? Przeciez mam
                                            dziecko! I nie jest to myślenie, od którego jeżycjada jest wolna, moim zdaniem.
                                            A druga rzecz dotyczy wspomagania Gaby przez Milę. Dziewczyny (i chłopaki) czy
                                            jest wśród nas ktoś, kto tworzy pisząc? Literaturę, mam na myśli? Bo w 2000 roku
                                            Mila objawiła się nam jako autorka DZIESIĘCIU sztuk teatralnych (z jedenasta na
                                            warszacie). No to, ja się grzecznie pytam, skoro ona odciążała Gabę, żeby ta
                                            mogła się w spokoju habilitować, kto odciążał Milę? Verdano, czy nie Ty
                                            założyłaś kiedyś dawno wątek "Dobra matka pracuje chyłkiem"? Ja się na pisaniu
                                            literatury nie znam, ale może jest tu ktoś, kto się zna i powie, jak wygląda
                                            cała otoczka - już po napisaniu. Przecież autor musi chyba poza samym procesem
                                            twórczym angażować się w, nie wiem, rozmowy z wydawcą, z reżyserem, który rzecz
                                            chce wystawić... Tego to dopiero nie ma cienia w Jeżycjadzie! Mila pisze sztuki,
                                            które jej wystawiają, Gaba się habilituje, a wokoło jest dom, który "sam się"
                                            prowadzi...

                                            I to faktycznie jest dziwne, bo pani Musierowicz powinna przecież wiedzieć
                                            najlepiej, jak wygląda życie osoby wychowującej dzieci i piszącej - a tu nic.
                                            Nul. Zero. "Samo się pisze. "Samo się" robi. Pozwolę sobie postawić nieśmiałą
                                            tezę, że w pewnym sensie Jeżycjada czytana w charakterze prawdy objawionej może
                                            być tak samo przygnębiająca dla młodych (i starszych) mam jak te pisemka, o
                                            których wspomniała Ginestra, pełne wywiadów z usmiechniętymi gwiazdami
                                            wszelkiego autoramentu, które się realizuja pod każdym względem i na wszystko
                                            mają czas.
                                            • idomeneo Re: teorie 10.05.08, 10:43
                                              macie oczywiście rację z tym aspektem psychologicznym, że pracowanie ukradkiem i
                                              niemówienie o tym w ogóle w życiu prywatnym wygląda trochę jak podwójne życie
                                              bigamisty. Trudno uwierzyć, że ktoś faktycznie tak całkowicie oddziela od siebie
                                              te dwie sfery, a przede wszystkim - po co właściwie miałby to robić? to chyba
                                              bardzo męczące i nienaturalne?

                                              dla mnie jednak wciąż drugą kluczową rzeczą jest skupienie, bez którego też się
                                              daleko nie zajedzie. I to, że napisanie artykułu albo książki, namalowanie
                                              obrazu, zrobienie ceramiki itd. nie oznacza wyłącznie nakładu czasu poświęconego
                                              na samo klepanie w klawiaturę czy machanie pędzlem. To jest już tak naprawdę
                                              finał całej tej koncepcyjnej roboty, która musi się wcześniej odbyć w głowie i w
                                              przygotowaniach warsztatowych. Żeby się z tym rozkręcić trzeba mieć szansę, by
                                              się spokojnie skoncentrować, bo inaczej co chwila trzeba zaczynać od nowa,
                                              łapać niejako od początku ten stan ducha, w którym ma się całe zaplecze
                                              ogarnięte, to co trzeba przeczytane/naszykowane i człowiek wie jasno, co sam
                                              chce wyrazić. I w tym sensie praca naukowa albo artystyczna "z doskoku", z
                                              ciągłym rozpraszaniem się na boki jest nieefektywna, a na dłuższą metę ciężko
                                              wykonalna.
                                              • anutek115 Re: teorie 10.05.08, 12:15
                                                oooo, i to była tez ta jedna z myśli, która mi uciekła. Na Boga, nawet żeby
                                                napisać list do przyjaciółki (czy też wpis uczynić na forum :-)) trzeba mieć
                                                chwilę spokoju. A do tego przynajmniej nie trzeba zbierać materiałów. KAŻDA inna
                                                praca, wykonywana w domu to jest mała operacja logistyczna (mimo wysiłków nie
                                                znalazłam takiej, którą można sobie ot, tak, przerwać na chwilę, by po przerwie
                                                bez przeszkód do niej wrócić), a już praca artystyczna szczególnie. A tu mamy
                                                Milę Borejko tworzącą wybitne dzieła sceniczne, przepraszam, ale jak? Zupa jej
                                                dochodzi, pranie wiruje, prasowanie jedną ręką robi, a drugą wali w klawiaturkę
                                                laptopa, i tak jej te dzieła wychodzą? Bez zbierania materiałów (kłania się
                                                dyskusja w wątku "Dlaczego im dalej tym gorzej")? Bez tego zaplecza, o którym
                                                pisała Idomeneo? Muza przelatuje i już, jest dzieło? Ginestra pisała, jak czasem
                                                zgrzytając zębami wychodziła z biblioteki, bo czas ją gonił, a zgrzytała, bo
                                                akurat jej się wyjątkowo dobrze pisało. Każdy, kto pisał/rzeźbił w
                                                drewnie/malował/ zna to uczucie. A Mila najwyraźniej nie. O Gabie nie wspomnę
                                                nawet, bo Mila skrobiąca coś w zeszycikach jest chociaz mimochodem wspomniana, a
                                                Gaba i to nie.
                                                Strasznie to niewiarygodne i jednak chyba na siłę dodadene, żeby nie było, że MM
                                                opisuje tylko i wyłącznie kobiety domowe, realizujące się w kuchni i przy dzieciach.
                                                • verdana Re: teorie 10.05.08, 12:42
                                                  Ja tak piszę - niegdyśna podłodze raczkujące dziecko (obecnie
                                                  dziecko wchodzace, aby zapytać jak oblicza się proporcje), pralka
                                                  wylewa wode na podlogę, zupa się przypala. Można. To akurat mozna,
                                                  tylko jakims kosztem - własnym, męza i dzieci. W skupieniu wykonuję
                                                  jedynie kretyńskie prace związane z funkcją administracyjną, jaka
                                                  niestety sprawuję.
                                                  Ale... wielkim naukowcem nigdy w ten sposób nie będę. To raz.
                                                  Dwa - mogę pracować odpowiadając dzieciom na pytania, wstajac, zeby
                                                  przwrócić nadpalone kotlety na drugą stronę, wyskoczyć po zapomniany
                                                  olej. Ale nie mogę po pracy przestać o niej mysleć, mówić, omawiać z
                                                  dziećmi i mężem. Moje nieszczęsne 13 i 16 letnie dzieci musiały w
                                                  skupieniu wysłuchać wszystkich moich wykladów habilitacyjnych i
                                                  orzec, kieedy zaczynają się nudzić (pies też musiał wysluchać - dwa
                                                  razy!, ale się nie wypowiadał). Wszystkie moje prace czyta i
                                                  poprawia mąż. Dyskutuję o nich z ojcem (podobnie jak Gaba i tata
                                                  Borejko zajmujemy się tą samą dziedziną). Czyli w domu żyje się moją
                                                  pracą, książkami tlumaczonymi przez męża, książkami i artykułami
                                                  pisanymi przez córkę, a nie ukywa fakt pracy przed dziećmi. Po co?
                                                  Moja mama jest pisarką. Ona z kolei, gdy byłam mała wychodziła pisac
                                                  do kawiarni, potem pisała w domu, ale wchodzić do niej nie wolno
                                                  było. Przyczyniło się to nie do rozpadu domowego ogniska, ale do
                                                  wzrostu prestiżu mamy w moich oczach.
                                            • idomeneo Re: teorie 15.05.08, 18:09
                                              > z pustką w głowie. To mnie doprowadzało do szału najbardziej od
                                              > chwili, gdy zaszłam w pierwszą ciążę - to atakujące mnie ze
                                              > wszystkich stron przeswiadczenie innych ludzi, że oto osiągnęłam
                                              > główny cel życiowy i przestałam istnieć jako osobny człowiek. Ja
                                              > już nie miałam potrzeb. Ja juz nie miałam hobby. Moje,
                                              > dobrze przeżyte przed narodzinami dziecka lata już się nie liczą.
                                              > Ja JESTEM MATKĄ.

                                              właśnie przeczytałam artykuł o powrocie do współżycia po ciąży, w którym różne
                                              babki mówią o swojej frustracji, związanej ze społeczną presją "stanu
                                              błogosławionego" - o tym, że można, a nawet powinno się swobodnie roztrząsać
                                              detale w rodzaju porannych nudności, pierwszych kopnięć, napadów apetytu na
                                              różne dziwne rzeczy. Ale już wyrażanie niepokoju o swój przyszły wygląd, życie
                                              seksualne, towarzyskie itd. sugeruje, że "myślisz o sobie (zła matka!) zamiast
                                              wyłącznie o głównym celu: posiadaniu zdrowego dziecka".
                                        • idomeneo Re: teorie 10.05.08, 18:11
                                          gwoli sprawiedliwości chciałam tylko dodać, że ten geniusz jak najbardziej może
                                          być męski (a może to po prostu geniusz rodzicielski) - mam też kolegów, którzy
                                          wzięli na siebie główny ciężar zajmowania się małymi dziećmi i musieli
                                          kombinować, jak tymi wszystkimi piłeczkami żonglować.
                                          • ding_yun Re: teorie 10.05.08, 21:00
                                            I jak im wychodziło? Pytam z ciekawości społeczno-badawczej, bo
                                            wśród moich koleżanek, ksztłacących się dwudziestolatek z dużych
                                            miast panuje pogląd, że trzeba skończyc studia, potem można kilka
                                            lat popracować, ale w końcu i tak będzie trzeba się poświęcić
                                            dziecku i mężowi bo "facet to facet, jak mu nie ugotujesz, nie
                                            posprzątasz i dzieckiem się nie zajmiesz to sobie znajdzie lepszą".
                                            • verdana Re: teorie 10.05.08, 21:36
                                              Mój mąż zdecydowanie lepiej niż ja zajmuje sie niemowletami i małymi
                                              dziecmi. zestarszymi mnie chyba idzie trochę lepiej, ale tylko
                                              chyba. Gotować gotuje, bo lubię. Sprzatac w ogole nie sprzatam, bo
                                              nie lubię - chcą miec posprzatane - to niech sami sprzatają.
                                              Ale za to zarabiam.
                                            • idomeneo Re: teorie 11.05.08, 04:36
                                              bardzo dobrze - dlaczego miałoby im wychodzić źle? to jest kwestia umiejętności,
                                              które trzeba nabyć (a kobiety też się z nimi nie rodzą), i pewnej uwagi czy
                                              czułości wobec dziecka, którą ma chyba większość rodziców płci obojga.
                                              • ding_yun Re: teorie 11.05.08, 22:13
                                                też nie wiem czemu miałoby im wychodzić źle :) cieszy mnie, że
                                                potwierdzasz moją opinię (czysto teoretyczną na razie) że mężczyzna
                                                może się sprawdzić i spełniać w domowych obowiązkach tak samo jak
                                                kobieta. Moj poglad jest dość niepopularny na fali powracającego
                                                konserwatyzmu młodych kobiet :)
                                                • onion68 Re: teorie 11.05.08, 22:42
                                                  > Moj poglad jest dość niepopularny na fali powracającego
                                                  > konserwatyzmu młodych kobiet :)

                                                  Yy, nadchodzi taka fala faktycznie? :-(
                                                  • metwoh Re: teorie 12.05.08, 09:38
                                                    Mężczyzna może się spełniać w domu tak samo jak kobieta? Bernard
                                                    Żeromski się spełniał, nawet torty robił. Po raz kolejny jednak
                                                    stwierdzam, że kobieta zajmie się domem lepiej niż facet (chociaż są
                                                    zapewne wyjątki. A młode licealistki są bardziej konserwatywne, niż
                                                    dekadę wcześniej. To zmienia się tak co 20 lat (to oczywiście moja
                                                    obserwacja, a nie teza naukowa)
                                                  • ding_yun Re: teorie 12.05.08, 12:23
                                                    metwoh napisał:
                                                    >Po raz kolejny jednak
                                                    > stwierdzam, że kobieta zajmie się domem lepiej niż facet.
                                                    Czemu lepiej? Nie atakuję, nie atakuję, tylko pytam :)


                                                    A młode licealistki są bardziej konserwatywne, niż
                                                    > dekadę wcześniej. To zmienia się tak co 20 lat (to oczywiście moja
                                                    > obserwacja, a nie teza naukowa)

                                                    O licealistkach i studentkach 20 lat temu niewiele mogę powiedzieć,
                                                    ale to może być prawda, że historia kołem się toczy.
                                                  • metwoh Re: teorie 12.05.08, 16:09
                                                    Nie wiem, dlaczego lepiej. Ale wchodząc do mieszkania samotnego
                                                    faceta, można poznać brak kobiecej ręki. Po prostu dziewczyny,
                                                    jesteście trochę inne. Ale nie chcę wątku katować, bo znowu będzie
                                                    forumowa awantura.
                                                  • onion68 Re: teorie 12.05.08, 20:34
                                                    Nie mogę się oprzeć, aby nie przytoczyć cudnego zdanka z przeczytanej właśnie
                                                    powieści (w przybliżeniu): "zrozumiałam, że to pomieszczenie pilnie potrzebuje
                                                    kobiecej ręki i ucieszyłam się, że na pewno nie będzie to moja ręka."
                                                  • idomeneo Re: teorie 12.05.08, 21:39
                                                    www.thefilmstore.com/acatalog/246_057___Moms____Retro_Spoof_humour_postcard.html
                                                  • sir.vimes Kwestoia tresury 12.05.08, 22:02
                                                    Po raz kolejny jednak
                                                    > stwierdzam, że kobieta zajmie się domem lepiej niż facet (chociaż są
                                                    > zapewne wyjątki.

                                                    chocby dziś po południu widziałam dziewczynkę geriatrycznym kroczkiem
                                                    spacerująca z mamusią - mama pchała wózek z niemowlakiem , panienka - wózek
                                                    lalki. Moja córka w tym wieku wspinała sie na drzewa - ale ja jej do spacerku w
                                                    tempie 2 metry na godzinę nie zmuszałam.

                                                    Gdyby chłopca tresować na osobę, która ma obowiazek zauważyć i usunąć z pola
                                                    widzenia każdy pyłek, spokojnie popychać wózeczek kwiląc nad lalą - robiłby to w
                                                    dorosłym życiu doskonale.

                                                    Wśród moich znajomych te umięjetności są pół na pół - znam pedantycznych
                                                    chłopców odróżniających subtelne odcienie turkusowego i seledynowego i
                                                    dziewczęta , którym równie pasowałaby w oknie brudna ścierka jak jedwabna
                                                    zasłona - i odwrotnie.

                                                  • mamalilki Re: Kwestoia tresury 13.05.08, 14:37
                                                    To akurat nie ma jedno z drugim nic wspolnego. Ja pcham wozek z niemowlakiem,
                                                    moja 2,5 letnia Ewa kwilac nad lalą idzie w tempie 2m/h. Sprobuj wyjsc z nia bez
                                                    wózka i lalki! Potem zgodnie dochodzimy na plac zabaw, gdzie ona bez żalu
                                                    porzuca lalkę i wózek i wspina się jak małpa na najwyższe możliwe drabinki,
                                                    skacze z rozbujanej huśtawki, ucieka mi z prędkością światła itd. Stawialabym
                                                    jednak na rozwoj ogolny :-) Ewcia w damskiej torebce ma szminke wazelinowa,
                                                    bransoletkę i dwa żelaźniaki :-)
                                                  • ginestra Re: Kwestoia tresury 13.05.08, 15:17
                                                    O tych chłopcach i dziewczynkach, to ja myślę, że tresura owszem może dać jakiś
                                                    efekt, ale raczej nikły, bo prawdziwa natura danego dziecka skutecznie przeważy.
                                                    Są oczywiście chłopcy, którzy właśnie te subtelne odcienie kolorystyczne
                                                    odróżnią i będą się raczej lubować w takich zabawach estetyczno-intelektualnych,
                                                    a nawet będą bawić się lalkami, ale to raczej wynika z nich samych, z ich
                                                    charakteru i predyspozycji, a nie z wychowania. Sama takiego chłopca znałam, w
                                                    klasie mojej córki - interesował się tym co dziewczyny i to wypływało z niego
                                                    samego. Miał lalki barbie kupowane specjalnie dla niego (sam o to prosił), bo w
                                                    domu miał tylko starszego brata, a żadnej siostry. Uwielbiał grać z
                                                    dziewczynkami w gumę i inne gry, miał z nimi masę wspólnych tematów, kupował
                                                    regularnie pisemka Witch z dodatkami, a kiedy zaprosił dzieci na urodziny, to
                                                    córka mi powiedziała, że on miał pewne sugestie co do prezentów, bo go
                                                    zaproszone dzieci pytały co by chciał dostać i te prezenty też były z
                                                    dziewczęcego klucza, ze wskazaniem na gadżety z Witch. Myślę, że takiego chłopca
                                                    można tresurą, która idzie w odmienną stronę (tą męską na ten przykład) tylko
                                                    unieszczęśliwić. Oczywiście warto, jak myślę, żeby też ojciec czy brat zabierali
                                                    go na wycieczki, na rower (co pewnie robili, bo to fajna rodzina), żeby uprawiał
                                                    sport itp. Ale nie przerobi się go na chłopaka-chłopakowego, skoro jest taki
                                                    dziewczęcy.

                                                    Na pewno są też i dziewczynki, w typie "tomboy", które właśnie wolą wspinać się
                                                    po drzewach zamiast stroić i bawić lalkami. Myślę, że ta wspomniana dziewczynka
                                                    z wózeczkiem uwielbiała właśnie zabawę w mamę opiekującą się niemowlakiem (sama
                                                    takie uwielbiałam ;) i ten styl spacerku bardzo jej odpowiadał.

                                                    O tej prawdziwej naturze chłopców i dziewczynek to przypomina mi się przykład z
                                                    książki "Płeć mózgu", który mówi o tym jak w czasie gdy powstawały kibutz'e w
                                                    Izraelu programowo dzieci były wychowywane w skupiskach, a nie przy rodzinach
                                                    (czy być może? tak zapamiętałam), czy może raczej w takiej wielkiej rodzinie,
                                                    ale raczej w takim klimacie komuny. I chłopcy i dziewczynki byli tak samo
                                                    ubrani, żeby właśnie nie wpychać ich w role kobiece i męskie, były też dla nich
                                                    zmieszane różne zabawki i miało nie być zachęcania do tego, żeby dziewczynki
                                                    bawiły się w dom czy w sklep, a chłopcy w jazdę samochodzikami czy zabawy
                                                    militarne. A okazało się, że te dzieci, nawet bardzo malutkie, takie w wieku
                                                    przedszkolnym i lekko przed, same sięgały bezbłędnie po zabawki (i formy zabaw)
                                                    związane z płcią - dziewczynki: macierzyńskie i domowe, chłopcy: motoryzacyjne,
                                                    inżynierskie, militarne itp.

                                                    Jeszcze mi się przypomniał jeden przykład z życia: koleżanka mi opowiadała o
                                                    bliskim znajomym, który bardzo chciał mieć syna, a urodziła mu się córka. A
                                                    ponieważ był sportowcem i w ogóle takim bardzo męskim typem, to wykoncypował, że
                                                    tę córkę będzie wychowywał jak chłopaka, potem wciągnie ją w świat sportu itp.
                                                    No i dziewczynka miała już ze 2-3 latka i nie miała ani jednej lalki czy
                                                    słodkich pluszaków (nie wiem co na to jej mama! - czyżby była tak
                                                    podporządkowana mężowi?), tylko różne zabawki typu chłopięcego i edukacyjnego i
                                                    sportowego. Jej tata poddał się pewnego dnia kiedy zajrzał do pokoju i zobaczył,
                                                    że mała zrobiła na podłodze takie posłanko, ułożyła na nim traktorek i
                                                    przykrywała go troskliwie i usypiała. Od tego czasu zaakceptował jej potrzebę
                                                    lalek, misiów i dziewczęcych zabaw.

                                                    Tak więc moje zdanie co do tresury jest takie, że jest możliwa tylko w pewnych
                                                    granicach. Uwierzę, że chłopiec w domu pedantów może być bardzo nauczony
                                                    utrzymywania porządku, ale tylko wtedy zostanie naprawdę pedantem i estetą kiedy
                                                    to będzie też jakoś korespondowało z jego charakterem. Taki postrzeleniec to na
                                                    pewno opanuje raczej minimum i jego natura będzie się z tego wymykać - o ile
                                                    tresura nie będzie miała znamion przemocy i łamania ducha, bo jeśli tak, to
                                                    chyba każdego da się zmienić w maszynę, a zwłaszcza dziecko (i wtedy to już jest
                                                    dyskusja na innym poziomie).

                                                    Pozdrawiam!
                                                  • ginestra Re: Kwestoia tresury 13.05.08, 15:30
                                                    Pisałam jednocześnie z Mamalilki. Jeszcze słówko o tym rozwoju ogólnym. Przykład
                                                    małej Ewci (jak fajnie opisany :)))) ) jest bardzo podobny do przykładu moich
                                                    córek. Obie były maksymalnie dziewczęce z upodobań, strojenia się i zabaw, ale
                                                    starsza bardzo lubiła też bawić się w przedszkolu z chłopcami w ich zabawy i
                                                    miała sporo takiej ekspansywności i chęci odmiany i trochę taka była
                                                    "łobuziakowata". Natomiast młodsza była bardziej konsekwentnie dziewczęca,
                                                    jednakże pamiętam, że zapragnęła kiedyś, żebym jej kupiła samochodzik, a więc
                                                    poszłyśmy i sama sobie wybrała jaki jej się podobał. Bardzo była zadowolona.
                                                    Również kiedyś kupiłam na prezent chłopcu w rodzinie takiego robota typu
                                                    "transformers", który był w pudełku i należało go dopiero złożyć. I one bardzo
                                                    mnie prosiły, żeby mu go nie dawać, że one same chcą go złożyć i się nim bawić i
                                                    tak się stało (a chłopcu kupiłam drugiego czy coś). :) A więc myślę, że dzieci
                                                    mają też i takie potrzeby, żeby się pobawić czymś w innym klimacie i to też jest
                                                    fajne. Ja miałam braci, więc u nas były przemieszane zabawki - chłopięce i
                                                    dziewczęce i tak dorastałam, więc było inaczej niż u moich córek, które były
                                                    tylko we dwie.
                                                    Pozdrawiam!
                                                  • metwoh Re: Kwestoia tresury 13.05.08, 16:47
                                                    Dzięki za wsparcie. Już się obawiałem, że jak osobiście zacznę
                                                    polemikę, to znowu będzie zadyma.
                                                    Ale to jednak dodam-właśnie wojujące feministki będą dążyły do
                                                    tresury ludzi. Tylko, czy to kogoś uszczęśliwi?
                                                  • anutek115 Re: Kwestoia tresury 13.05.08, 18:37
                                                    No cóż, ja jako wojująca feministka będę łamac charaktery moich
                                                    synów, jeśli przez to łamanie rozumiemy nauczenie ich sprzatania po
                                                    sobie i utrzymywania porządku wokół siebie. Bawić się lalkami kazać
                                                    nie będę, mogą się do upojenia skupiać na samochodzikach.
                                                    Czy to kogoś uszczęśliwi? Zapewne ich żony. Jako dla przyszłej
                                                    dobrej teściowej nie jest to dla mnie bez znaczenia.
                                                  • ginestra Re: Kwestoia tresury 13.05.08, 19:03
                                                    Anutku, zgadzam się z Tobą, tylko, że to pewnie kwestia definicji. Ja to co
                                                    piszesz nazwałam wcześniej jako "opanować minimum" - czyli, może tak: nauczyć
                                                    różnych rzeczy, wymagać, żeby mu weszło w krew, żeby potrafił itp. I wtedy
                                                    chłopiec nawet taki dynamiczny i roztrzepany będzie pewne rzeczy umiał, czy
                                                    będzie przestrzegał pewnych standardów (odkładamy na miejsce) - oczywiście
                                                    pewnie zapomnieć też mu się zdarzy, ale ogólny obraz będzie zadowalający.
                                                    Jednakże takim prawdziwym estetą zostanie tylko taki typ, który ma ku temu
                                                    predyspozycje, tak myślę ;) W tym sensie, pisząc pierwszego posta odnosiłam się
                                                    do takiej optymistycznej tezy innej osoby (zapomniałam nick'a przepraszam), że
                                                    jest to kwestia tresury.
                                                    Moi bracia wszyscy potrafią gotować i zrobić wszystkie prace domowe jakie
                                                    istnieją i wszystko przy dziecku i wykonują te prace na co dzień - oczywiście
                                                    lepiej lub gorzej, ale wykonują - z gotowaniem czasami i pieczeniem ciast
                                                    włącznie. U nas jest dziwnie, bo z natury jesteśmy trochę roztrzepani (chyba to
                                                    takie rodzinne geny), ale pracowici. No i ja tak myślę, że to jest wspaniałe, że
                                                    oni tak wszystko potrafią w domu zrobić i udzielają się. Czasem mi jednak
                                                    przykro, że żony (tych braci, którzy są żonaci, bo jeden nie jest) nie zawsze to
                                                    doceniają - traktują to jako normę i uważają zawsze, że mogłoby być lepiej.
                                                    Czasem mi jest przykro słuchać jakichś narzekań - może i jestem stronnicza jako
                                                    siostra, ale uważam, że to naprawdę jest wyjątkowe, że tak wszystko robią w domu
                                                    dzieląc się z żoną obowiązkami (plus praca zawodowa) i można by ich było jakoś
                                                    bardziej doceniać. Ale to chyba też rodzinne, że i ja i oni wybraliśmy takie
                                                    bardziej "dyrektorsko" nastawione osoby za partnerów. ;)
                                                    Wydaje mi się, że generalnie mężczyźni, którzy wszystko potrafią zrobić w domu i
                                                    chętnie pomagają są bardzo cenieni i kochani za to przez żony :)
                                                    Pozdrawiam!!
                                                  • anutek115 Re: Kwestoia tresury 13.05.08, 19:12
                                                    Toteż, kochana Ginestro, ja nie Tobie odpowiadałam :-).
                                                  • kaliope3 Re: Kwestoia tresury 13.05.08, 19:08
                                                    Anutku-Twoje przyszłe synowe będą chwaliły Twe imię od świtu po zmierzch!:)Ja
                                                    natomiast-również wojująca i radykalna feministka mam zamiar nauczyć moją córkę
                                                    wszelkich robót naprawczych i remontowych-zarówno tych które już umiem wykonywać
                                                    sama,jak i tych w których zapewne niedługo sie wykształcę.To tak, żeby umiała i
                                                    mogła w razie czego pomóc kolegom.
                                                  • anutek115 Re: Kwestoia tresury 13.05.08, 19:15
                                                    I to bym własnie czyniła, gdybym miała córkę (o czym marzę :-)).
                                                    Nieco łamania charakteru nikomu jeszcze nie zaszkodziło :-).
                                                    BTW, sama lubię wykonywac prace remontowe. Też miałam złamany
                                                    charakter najwyraźniej, chociaż ani moja matka, a juz z całą
                                                    pewnoscia nie mój ojciec, nie byli nie tylko wojujacymi, ale nawet
                                                    zupełnie zwykłymi feminist(-k)ami.
                                                  • verdana Re: Kwestoia tresury 13.05.08, 19:18
                                                    Niestety, córki prac remontowych nie nauczę, bo nikt ich w domu
                                                    robić nie umie. Postaram się jednak tak wychować, aby potrafila
                                                    zarobić na fachowca, ktory sprawnie wyremontuje co trzeba.
                                                  • kaliope3 Re: Kwestoia tresury 13.05.08, 19:53
                                                    To też dobry plan i przy okazji szczytny- córka będzie mogła wesprzeć jakąś
                                                    porządną,bogobojną i tradycyjną rodzinę, swój byt opierającą li tylko na
                                                    pracującym ojcu-robotniku budowlanym.
                                                  • idomeneo Re: Kwestoia tresury 13.05.08, 20:07
                                                    no ładnie - od takich wynalazków to się potem, panie dziejku, dziewczynom tak w
                                                    głowach przewraca, że może jeszcze na siłownię zechcą chodzić?
                                                  • sir.vimes Ja też nie nauczę 14.05.08, 08:03
                                                    prac remontowych , chociaż potrafię sprawnie chociażby kłaść kafelki.
                                                    Jeżeli nauczy się obserwując i pomagając - to dobrze. Jeżeli nie - też dobrze.
                                                    Przynajmniej komuś da w swoim czasie pracę.

                                                  • kaliope3 Re: Kwestoia tresury 13.05.08, 20:08
                                                    anutek115 napisała:

                                                    > I to bym własnie czyniła, gdybym miała córkę (o czym marzę :-)).
                                                    > Nieco łamania charakteru nikomu jeszcze nie zaszkodziło :-).
                                                    > BTW, sama lubię wykonywac prace remontowe. Też miałam złamany
                                                    > charakter najwyraźniej, chociaż ani moja matka, a juz z całą
                                                    > pewnoscia nie mój ojciec, nie byli nie tylko wojujacymi, ale nawet
                                                    > zupełnie zwykłymi feminist(-k)ami.

                                                    żeby nie było wątpliwości-chłopcy są fantastyczni i sama może kiedyś będę mogła
                                                    sobie na jednego pozwolić(jak wygram w totolotka,albo po tym jak wyjdę w miarę
                                                    cało z wypadku w którym ocalę np kota jakiejś milionerki i ona będzie mi za to
                                                    bezgranicznie wdzięczna-to samo prawdopodobieństwo)-ale dziewczynka...ach,nie
                                                    umiem opisać po prostu.Amok,szaleństwo,obłęd-wszystko w wersji jak najbardziej
                                                    pozytywnej(jeśli tak można powiedzieć).W każdym razie-powodzenia!
                                                  • anutek115 Re: Kwestoia tresury 13.05.08, 20:55
                                                    No właśnie podejrzewam, ale ja to dopiero pewnie nie będę miała szans się
                                                    przekonać, chyba ze w totka wygram - bo ja mam dwóch synów, a przekonywanie
                                                    męża, że powinniśmy mieć trójkę dzieci może być ciut trudniejsze, niż
                                                    przekonywanie go do dwójki...
                                                  • mamalilki Re: Kwestoia tresury 13.05.08, 21:52
                                                    Uwazaj, anutek, bo zostaniesz matka trzech synow. Przyroda nie lubi symetrii. Ja
                                                    mam trzy corki :-) Przekonywanie męża do czwartego dziecka jest dość
                                                    skomplikowanym procesem. Plan dotyczy jakiejś dalszej przyszłości i nie ukrywam
                                                    że raczej widze czwartą córeczkę w powijakach za 5 latek... Nie żebym nie
                                                    chciała chłopca, każda z corek miała dyżurne imię Jaś przed pierwszym USG. Po
                                                    prostu, jak u Borejków - jakoś ta nasza rodzina do córek stworzona chyba :-)
                                                  • anutek115 Re: Kwestoia tresury 15.05.08, 18:28
                                                    mamalilki napisała:

                                                    > Uwazaj, anutek, bo zostaniesz matka trzech synow. Przyroda nie lubi symetrii.
                                                    No, jak się trzeci urodzi, to uznam że to klątwa i zaprzestanę prób :-). Co
                                                    zrobić, będę hodowac trzech i trzem będe łamać charakter ;-). W moim otoczeniu
                                                    jest mnówstwo par, którym za trzecim razem się ta płeć "odmieniła", stąd czerpie
                                                    mój (może nieuzasadnioy) optymizm. Ale na razie to i tak dzielenie skóry na
                                                    żywym niedźwiedziu, małżonek na razie nie bierze trzeciego potomka w ogóle pod
                                                    uwagę...
                                                  • ding_yun Re: Kwestoia tresury 13.05.08, 22:00
                                                    Ja się jeszcze dopiszę w tej kwestii tresury, chociaż już chyba
                                                    prawie wszystko zostało zgrabnie ujęte, ale muszę :)
                                                    Nie zgadzam się, że kobieta "z natury" poprowadzi dom lepiej niż
                                                    mężczyzna. Natury w obrębie każdej płci są różne - banał, ale nie do
                                                    każdego dociera. Argument o kawalerskich mieszkaniach w których
                                                    brak "kobiecej ręki" nie jest dla mnie trafiony. Mieszkam obecnie w
                                                    akademiku i mam okazję obserwować jak sobie koledzy moi różni
                                                    radzą "na gospodarstwie". Wnioski? Po stopniu zabałaganienia nie
                                                    sposób rozpoznać czy to kobiecy pokój, czy męski. Faceci ci nie
                                                    odróżniają turkusowego od seledynowego, ale jak kafelki w łazience
                                                    są brudne to zmyją. Męska ręka macha ścierą równie dobrze jak
                                                    kobieca. Męskie oko widzi brud równie dobrze jak kobiece. Męskie
                                                    oko, które twierdzi, że syfu nie widzi to oko, któremu się ściery
                                                    wziąć do łapy nie chce (że tak to ujmę metaforyczine). Tyle.
                                                  • metwoh Re: Kwestoia tresury 13.05.08, 22:17
                                                    No i te detale właśnie chodzi- te firanki, zasłonki, żyrandol itp.
                                                    I żeby było jasne-umiem gotować, sprzątam, zmywam.
                                                    O tym, że nie prasuję-było w innym wątku, więc się nie będę
                                                    powtarzał.
                                                    Ą łamać charakter-straszne. Wychować, to sztuka. Ale złamać-to
                                                    zbrodnia.
                                                  • verdana Re: Kwestoia tresury 13.05.08, 23:43
                                                    Juz wiem!
                                                    Jestem facetem. Z firanek zostaly mi naderwane karnisze, w korytarzu
                                                    i kuchni za zyrandol robi goła zarowka, a serweteczek nienawidzę.
                                                    Teraz remontuje nam kuchnię bardzo mily facet. Przyjął zamowienie,
                                                    popatrzał na gołą żarowke u sufitu i oswiadczył, ze trzeba jeszcze
                                                    do niowej kuchni kupić lampę. Kiedy powiedziałam, ze ni kupię, bo
                                                    nie widze potrzeby, żarowka jest od dwunastu lat i jest dobrze,
                                                    dziwnie na mnie popatrzał...
                                                  • metwoh Re: Kwestoia tresury 14.05.08, 09:02
                                                    Nie jesteś facetem, tylko feministką.
                                                  • sir.vimes Ja? 14.05.08, 09:21
                                                    Tak, nie jestem facetem.
                                                    I co w związku z tym?
                                                  • anutek115 Re: Ja? 15.05.08, 18:22
                                                    Znaczy, Verdana nie jest facetem, tylko feministką, bo jej nie przeszkadza
                                                    żarówka na drucie. A ja nie jestem feministką (chociaż zawsze sądziłam, że
                                                    jestem), bo takaż żarówka w moim domu mi potwornie przeszkadzała. Naprawdę
                                                    zaczynam się gubić... jeszcze chwila, i nie będę wiedziała, kim jestem!
                                                  • idomeneo Re: Ja? 15.05.08, 18:26
                                                    no właśnie ja też myślałam, że jestem, a tu klops, bo odróżniam kolory i lubię
                                                    gotować
                                                  • sir.vimes Hm. Feministki? 14.05.08, 08:05
                                                    Niewiele wiesz o feministkach.

                                                    Feminizm dąży do tego by obserwować naturalne zdolności dziecka i nie starać się
                                                    wywołać tresurą cech "należnych płci".
                                                  • metwoh Re: Hm. Feministki? 14.05.08, 09:05
                                                    Feminizm dąży do zmaiany zachowań kulturowych, ukształtowanych przez
                                                    stulecia. A dlaczego jest ideologią niszową? Bo wbrew naturze nie
                                                    można osiągnąć swoich celów.
                                                    A Twoja definicja-to definicja pedagogiki.
                                                  • sir.vimes Re: Hm. Feministki? 14.05.08, 09:19
                                                    > Feminizm dąży do zmaiany zachowań kulturowych, ukształtowanych przez
                                                    > stulecia. A dlaczego jest ideologią niszową? Bo wbrew naturze nie
                                                    > można osiągnąć swoich celów.

                                                    Przeczytaj to jeszcze raz.
                                                  • sir.vimes Re: Kwestoia tresury 14.05.08, 08:09
                                                    > Są oczywiście chłopcy, którzy właśnie te subtelne odcienie kolorystyczne
                                                    > odróżnią i będą się raczej lubować w takich zabawach estetyczno-intelektualnych
                                                    > ,
                                                    > a nawet będą bawić się lalkami, ale to raczej wynika z nich samych, z ich
                                                    > charakteru i predyspozycji, a nie z wychowania.

                                                    Niejednokt=rotnie chłopcy tacy sa tresowani wbrew charakterowi i skłonnościom.
                                                    Miałam kolegę- wrażliwego estetę , którego rodzice próbowali przerobić na he
                                                    mana maczo. Mieli sukcesy, z kolega przestałam sie bawić. Za bardzo starał sie
                                                    dorównać rodzicielskim zapędom.

                                                    Spotkałam go po kilkunastulatach parę miesięcy temu - pięknie ubrany, wrażliwy
                                                    na przyrodę artysta po ASP.
                                                    Nie udało sie :) mimo pilnej tresury. Silna jednostka.

                                                    A okazało się, że te dzieci, nawet bardzo malutkie, takie w wieku
                                                    > przedszkolnym i lekko przed, same sięgały bezbłędnie po zabawki (i formy zabaw)
                                                    > związane z płcią - dziewczynki: macierzyńskie i domowe, chłopcy: motoryzacyjne,
                                                    > inżynierskie, militarne itp.

                                                    Ciekawam tylko jaki miałyy realny wzorzec - kto stał przy garnkach a kto
                                                    naprawiał silniki:)
                                                  • melmire Re: Kwestoia tresury 14.05.08, 22:12
                                                    Ja w wieku lekko przed-przedszkolnym mialam ukochany blaszany czolg z czerwona
                                                    gwiazda :)
                                                  • ready4freddy Re: Kwestoia tresury 14.05.08, 22:45
                                                    >znam pedantycznych chłopców odróżniających subtelne odcienie >turkusowego i
                                                    seledynowego

                                                    piernik i wiatrak :) znaczy tego, do pedantycznego to mi bardzo daleko, ale
                                                    kolory odrozniam doskonale i chetnie je ladnie nazywam, owocowo dajmy na to :)
                                                    tak a'propos stereotypu, ze "dla faceta sliwka to owoc, nie kolor". to nie ma
                                                    nic wspolnego z "tresura" czy wychowaniem, tylko jakims uwrazliwieniem
                                                    plastycznym, ze tak to ujme. wrodzonym najwyrazniej :)
                                                  • sir.vimes Ready 15.05.08, 10:40
                                                    no więc o to chodzi właśnie - nie ma żadnej kobiecej ręki i kobiecego oka. Są
                                                    ludzie, którzy do turkusowych zasłon w trymiga dobiora obrus, niezależnie od
                                                    płci. Są ludzie, którzy obrus kobieca rączką zakupią ale pasować nijak nie będzie.

                                                    A tresurą można wmówić seledynowemu chłopcu, ze dobieranie zasłonek mu nie
                                                    uchodzi natomiast pozbawionej minimalnych zdolności plastycznych dziewczynce
                                                    wmówić , ze "tylko ona" będzie potrafiła ozdobić dom, bo faceci to wiadomo, ze
                                                    kolorów nie odróżniają.

                                                    A pedantycznych połączyłam z seledynowymi bo wlaśnie takie kurioza znam -
                                                    facetów z posprzątanymi własnoręcznie (i idealnie) pokojami w których wiszą
                                                    własnoręcznie dobrane zasłonki.

                                                    ja to jestem raczej z Twojego gatunku - dekoracje dobiorę, kolory odróżnię ale
                                                    posprzątać tak, zebym była zadowlona (czyli jak Jeremy w Złodzieju Czasu -
                                                    czytałeś?) - to już gorzej.
                                                  • mankencja Re: Ready 15.05.08, 12:39
                                                    > ja to jestem raczej z Twojego gatunku - dekoracje dobiorę, kolory
                                                    odróżnię ale
                                                    > posprzątać tak, zebym była zadowlona (czyli jak Jeremy w Złodzieju
                                                    Czasu -
                                                    > czytałeś?) - to już gorzej.

                                                    no ja podobnie. tylwe tylko, ze sprzatac nienawidze i niewiele mnie
                                                    prawde mowiac porzadek obchodzi, a kolorystyka i estetyka owszem :)
                                                  • idomeneo Re: Ready 15.05.08, 17:39
                                                    > ja to jestem raczej z Twojego gatunku - dekoracje dobiorę, kolory
                                                    > odróżnię ale posprzątać tak, zebym była zadowlona (czyli jak Jeremy w >
                                                    Złodzieju Czasu - czytałeś?) - to już gorzej.

                                                    oo, mam podobnie! i bardzo lubię mieć w domu posprzątane, ale nie cierpię
                                                    sprzątać, więc niczym córki Verdany w przyszłości, wybrałam wariant z
                                                    zarabianiem na fachową siłę roboczą.
                                                  • ding_yun Re: teorie 12.05.08, 12:21
                                                    Ja ją obserwuję. I właśnie się zastanawiam czy się w nią na siłę
                                                    wspisywać czy nie bo ja się z takimi poglądami raczej nie zgadzam.
                                                    Ale może życie zweryfikuje (większość tak twierdzi) jako żem młoda i
                                                    głupia.
                                                  • ding_yun Re: teorie 12.05.08, 12:25
                                                    Jakoś dziwnie mi się powklejało. Ostatni post jest odpowiedzią dla
                                                    onion na temat fali konserwatyzmu.
                                                  • onion68 Re: teorie 12.05.08, 12:35
                                                    Choć dla mnie brzmi to jak sf, to pewnie może być prawdą. My, współczesne matki,
                                                    wkładamy córkom do głów o potrzebie wykształcenia, niezależności, nie spieszenia
                                                    się z zakładaniem rodziny, konieczności bronienia swojej pozycji (przynajmniej
                                                    ja wkładam) - a wiadomo, że matek się nie słucha, bo co one niby wiedzą ;-)
                                                  • anutek115 Re: teorie 12.05.08, 13:16
                                                    Eeee, nie demonizowałabym tego, co teraz mówią licealistki i młode studentki na
                                                    temat swoich przyszłych - planowanych losów. Ja sama, osobiście pamiętam, gdy
                                                    miałam 18 lat pragnęłam miec czworo dzieci i być żoną przy mężu, kobietą domową,
                                                    no jak w buzię dał Laura Pyziak z jej obsesja zamążpójścia, tylko ja nie
                                                    uważałam, że jak tego męża do dwudziestki nie złapię to potem żadnych na to
                                                    szans nie będę miała. I dzięki Bogu nie złapałam, bo mi się parę lat później (i
                                                    nie dwadzieścia lat mam na myśli, ale powiedzmy trzy) i mogłabym się ujrzeć
                                                    uwikłaną w małżeństwo, które by mnie unieszczęśliwiło. Mam za to bardzo dobrą
                                                    przyjaciółkę, która męża złapała do dwudziestki, studia rzuciła ze śpiewem na
                                                    ustach, w upojeniu zaczęła się rozmnażać i realizować jako bogini domowego
                                                    ogniska, a teraz (czternascie lat później) popłakuje, że pracy nie może znaleźć,
                                                    chociaż bardzo chce, ale jej te przerwane studia brużdżą strasznie.
                                                    A mam i wśród przyjaciółek domowe mamy z dwoma fakultetami :-). Różnie bywa.
                                                    Różnie. Tyle tylko się z mojego doświadczenia i obserwacji dowiedziałam, że to,
                                                    o czym się myśli w dwudziestej wiośnie najczęściej ma się nijak do tego, czego
                                                    się chce i co się robi w trzydziestej.
                                                  • idomeneo Re: teorie 12.05.08, 19:15
                                                    różnica między teraz a dwadzieścia lat temu jest chyba jednak taka, że poszerzył
                                                    się zakres akceptowanych wzorców obyczajowych, że jest większa różnorodność
                                                    scenariuszy życiowych. Że nie jest czymś niezwykłym czy nietypowym, że są
                                                    ludzie, którzy decydują się na pierwsze dziecko po trzydziestce, albo tacy,
                                                    którzy świadomie decydują, że nie chcą mieć dzieci; można być singlem bez odium
                                                    staropanieństwa/starokawalerstwa albo żyć w konkubinacie i od dawna nie jest to
                                                    już termin kojarzący się głównie z kronikami policyjnymi. Więc w tym sensie
                                                    argument "bo inni tak robią" nie jest do końca trafiony, bo ci inni nie robią
                                                    wszyscy tego samego. No i swoje życie też przeżywam ja sama, a nie moje
                                                    koleżanki i koledzy, więc chyba faktycznie nieźle jest dać sobie czas, żeby się
                                                    spokojnie rozeznać w tym, czego się naprawdę samemu pragnie i co nas czyni
                                                    szczęśliwym.
    • mmaupa Re: A propos "starych panien" 11.05.08, 18:26
      Jak Was czytam to strasznie sie ciesze, ze zdecydowalam sie na zrobienie
      doktoratu przed zrobieniem dzieci (doktorat juz rozpoczety, a dzieci na
      szczescie nadal sa komorkami jajowymi). Bardzo Was podziwiam - mi trudno sie
      zorganizowac i bez dzieci! Chociaz nie ludze sie, ze po doktoracie przybedzie mi
      czasu.
      • idomeneo Re: A propos "starych panien" 11.05.08, 18:57
        Mmaupo, będzie dobrze! To jest w dużej mierze kwestia dobrej logistyki,
        porozumienia z partnerem i wymyślenia, jak najlepiej urządzić sobie system
        wspomagania. Ja też się dopiero teraz zaczynam przymierzać do macierzyństwa, po
        doktoracie i po tym jak oboje z mężem jesteśmy bliscy realizacji rozmaitych
        innych swoich planów. I prawdę mówiąc sporo osób, które znam, mówi dokładnie to,
        co Ty - że cieszą się, że tak sobie rozłożyły siły, bo przed doktoratem byłoby
        im zwyczajnie znacznie trudniej. I myślę, że dzieciom też jest fajnie mieć
        spełnionych rodziców.
        • mmaupa Re: A propos "starych panien" 11.05.08, 19:40
          :) Dzieki! Na plany macierzynskie mam jeszcze ze 2-3 lata. Moze do tego czasu
          ukochany zostanie milionerem?
          • sowca Re: A propos "starych panien" 14.05.08, 21:49
            Chciałabym się odezwać w kwestii poglądów dzisiejszych
            dwudziestolatek, jako że właśnie taką dwudziestolatką jestem ;) otóż
            z moich obserwacji i rozmów z dziewczynami w mojej grupie wiekowej
            wynika, że szeroko pojęta kariera jest bardzo istotna, nawet nie
            tyle w kontekście przyszłej pracy czy pieniędzy, a bardziej w
            aspekcie własnego rozwoju intelektualnego. Dziewczyny chcą się
            rozwijac, chcą zdobywać wykształcenie, a później pracować. Co
            ciekawe, nie oznacza to wcale, że zamierzają zrezygnować z rodziny i
            dzieci. Nie znam chyba ani jednej dziewczyny, która planuje się
            zająć wyłąćznie pracą, odżegnując się od zamążpójścia i wychowania
            dzieci. Podobnie jak nie znam żadnej, ktora chciałaby rzucić studia
            i poświęcić się dzieciom, mężowi, garnkom, żelazkom i tak dalej.
            Większość współczesnych 20- latek po prostu wierzy, że możliwa jest
            samorealizacja i życie rodzinne, że można dać sobie z tym radę.
            Oczywiście są realistkami, zdają sobie sprawę z trudności z tym
            związanych, ale zdecydowanie zamierzają korzystać z pomocy męża.
            Chcą mieć mężczyzn, którzy potrafiliby pomóc im w samorealizacji i
            wierzą, że takich właśnie znajdą.
            Przepraszam za to generalizowanie - taka już socjologiczna skaza ;)
            • nikadaw1 Re: A propos "starych panien" 15.05.08, 10:30
              to ja też się odezwę socjologicznie :)
              parę tygodni temu gdzieś w prasie czytałąm o raporcie, z którego niby to wynika,
              że dzisiejsze 20-latki są bardziej konserewatywne niż te 10-20 lat temu. objawia
              się to tym, że nie zamierzają gonić bezwarunkowowo "za karierą" a te 10 lat temu
              i owszem.
              tylko że:
              10 lat temu była inna sytuacja gospodarcza i "kariera" gwarantowała
              bezpieczeństwo finansowe. do tego raczej potrzebne były studia. dziś można
              zrobić kursy kilkumiesięczne czy roczną szkołę z fryzjerstwa, kosmetyki grafiki
              czy czego tam i z powodzeniem z tego wyżyc. dziś łątwiej dorobić dorywczo,
              zwłaszcza w wielkichh maistach. ogólnie jest więcej pracy, więc nnie jest ona
              już takim rzadkim dobrem o które trzeba walczyć pazurami. i tyle.

              a to, że polska młodzież płci obojga jest bardziej konserwatywna niż koledzy z
              europy, to fakt. w wieku 19-20 lat jeszcze się wierzy, że lada chwila trafi nas
              wielka miłość aż po grób, dzieci, rodzina, wszystko da się pogodzić...
              przypomina mi się Kasia Tusk, która parę lat temu, maturzystką będąc,
              deklarowała właśnie to. nie chce kariery, była wychowana w tradycyjnym domu,
              jest stworzona do tego, by sie zajmować rodziną, o niczym innym nie marzy. był
              chłopak z Gdańska, z którym już miała wieść życie. i co? chłopaka już nie ma,
              Kasia studiuje w Warszawie i jest gwiazdą tabloidów, zwłaszcza ze się związała z
              lanserem i imprezowiczem :) a dalej pewnie ją czeka los poważnej pani
              psycholożki, czy jakaś inna dystyngowana "kariera".
            • mankencja Re: A propos "starych panien" 15.05.08, 12:43
              Nie znam chyba ani jednej dziewczyny, która planuje się
              > zająć wyłąćznie pracą, odżegnując się od zamążpójścia i wychowania
              > dzieci.

              to juz znasz. jakis maz/zona to jeszcze, ale do dzieci to ja sie nie
              nadaje...
              • szprota Re: A propos "starych panien" 15.05.08, 14:53
                No ja wprawdzie już nie dziewczyna, ale też bez zacięcia do pożycia w
                tradycyjnym stadle. Niemąż i bezdzietność z wyboru. M.M. by mnie chyba nie
                polubiła...
                • mankencja Re: A propos "starych panien" 15.05.08, 15:35
                  ja w dodatku jestem feministka, ateistka, nie znam laciny, pale
                  papierosy i przez pewien krótki czas farbowalam sie na ognisty rudy,
                  jak pani policjantka w CzP
                  • dakota77 Re: A propos "starych panien" 15.05.08, 16:00
                    Mam silne deja vu:-). Juz kiedys mialysmy watek, w ktorym pisalysmy, czemu MM by nas nie polubila;-)
                    • onion68 Re: A propos "starych panien" 15.05.08, 16:11
                      wyznaj grzechy swoje :-)
                      Bardzo fajny wątek, niezłe z nasz czarne owce
                      • anutek115 Re: A propos "starych panien" 15.05.08, 18:14
                        Też mi się przypomniał... ale mamy parę nowych dziewczyn - no koleżanki, jazda,
                        wyznawać grzech ;-)!
                        Jeszcze był wątek "Czy mogłabym byc bohaterką Jeżycjady" (czy coś w ten deseń),
                        tam też niezła lista grzechów wyznanych by się znalazła...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka