Dodaj do ulubionych

Jak nie Gaba to kto?

14.12.06, 17:26
Z tego, co czytam na forum, mało kogo Gabriela nie drażni swoim pochlipywaniem
po kątach i błędami wychowawczymi oraz rozciąganiem traumy po rozstaniu z
Pyziakiem ponad miarę. Jakoś to nie licuje z pełnymi zachwytu komentarzami
narratora.
No dobrze - ale w takim razie, skoro Gaba nie jest już taką superdzielną,
wyjątkową bohaterką w Waszych oczach - to kto w takim razie jest? Ja mam
swojego kandydata, ale poczekam na Wasze wypowiedzi :) Nie chodzi mi o zwykłą
sympatię - ale o podziw.
Obserwuj wątek
    • laura-gomez Re: Jak nie Gaba to kto? 14.12.06, 17:35
      chyba Ida... jest silna, ale kobieca, zyczliwa, ale potrafi powiedzieć niemiłą
      prawdę prosto w oczy.. inteligentna, wykształcona, pewna siebie. co prawda nie
      jest wzorem gospodyni domowej, nie ma zacięcia do gotowania, prania, prasowania
      itd., ale ja też nigdy nie będę mieć, więc mi to w niej nie przeszkadza. jest
      zapracowana, ale ma kontakt z dziećmi, a co najważnieszje wychowała je na osoby
      samodzielne. mam wrażenie, że ona i jej mąż stworzyli szczęśliwy związek
      małżeński oparty na partnerstwie (a w moim przypadku tylko taki wchodzi w grę;
      nie mogłabym być "kurą domową" podobną do Mili)
      • meduza7 Re: Jak nie Gaba to kto? 14.12.06, 17:44
        Ba! Trudno jest porównywać, ponieważ w życie niewielu osób mamy tak intensywny
        wgląd jak w życie Gaby.
    • elwinga Re: Jak nie Gaba to kto? 14.12.06, 20:11
      Cesia z Szóstej klepki.
    • ready4freddy Re: Jak nie Gaba to kto? 14.12.06, 20:47
      babcia Marta i Gizela.
    • onion68 Re: Jak nie Gaba to kto? 15.12.06, 08:30
      A moim zdaniem jest to ciotka Felicja - osoba dobra, prostolinijna i szczera,
      która wiele razy ratuje Borejków w trudnych sytuacjach (wyrwanie Mili z marazmu
      w początkach lat 70-tych, choroba Mili w "KK", czuwanie nad Idą podczas jej
      ucieczki z wakacji). Robi to spontanicznie, natychmiast gdy zachodzi potrzeba i
      całkowicie bezinteresownie. Przy tym, jak się wydaje, dba też o własną rodzinę,
      a Joannę wychowuje wg zdrowych zasad - wymaga, ale i nagradza (młodzieżowy
      sylwester bez nadzoru). Żyje wg zasady, którą przekazała Mili w "Kalamburce" -
      to, co od nas zależy staramy się robić jak najlepiej. Zero martyrologii, mnóstwo
      życiowej mądrości.
      A w nagrodę ma od autorki wzmiankę w "Łasuchu", że jej potrawy są bez wdzięku
      (gruszki w sosie waniliowym), za to Borejkówny podawałyby potrawę nadając
      artystyczny szlif ;) Tylko, że z treści powieści wynika coś wręcz odwrotnego -
      ona im gotuje, ona ich zaprasza, ona podaje przepisy, ona sprząta im kuchnię...
      • kkokos Re: Jak nie Gaba to kto? 04.01.07, 17:33
        e, to chyba był punkt widzenia Borejkówien, że bez wdzięku te gruszki, a nie
        autorki, autorka to podała z lekką ironią :))
        • onion68 Re: Jak nie Gaba to kto? 04.01.07, 18:23
          O przyrządzanych przez Felicję gruszkach bez wdzięku było w "Łasuchu
          literackim", jako komentarz pani MM właśnie :/
    • the_dzidka Re: Jak nie Gaba to kto? 15.12.06, 09:04
      Ale czy musi być w ogóle jakaś superdzielna bohaterka? Po co? Żeby drażniła
      swoją superdzielnością?
      Owszem, taka jest licentia poetica Jeżycjady, tyle że, jak mnie życie nauczyło,
      ziosiosamosizm oraz bycie Wonderwoman w ogólnym rachunku kiepsko sie opłaca.
      Moim zdaniem powinno się bardziej uwypuklać fakt, że jeśli przyzwyczaisz
      otoczenie do tego, że jestes superdzielna i ze wszystkim dajesz sobie radę jak
      Nikodem Dyzma - to kiedy już stracisz na to siły, masz przerąbane. Lepiej nie
      ryzykować.
      • onion68 Re: Jak nie Gaba to kto? 15.12.06, 10:05
        Ale dlaczego miałaby? Drażnić? Ja tam nie jestem zawistna ;) , a dobre wzory
        pomagają samemu troszkę się podciągnąć.
        Akurat Fela też nie jest bez wad, jest chyba trochę wścibska, no i brak jej
        borejkowskiego wykształcenia i erudycji. Ale lubię ją bardzo.
        • ginestra Do rapsodi_gitany 30.12.06, 21:27
          Droga Autorko wątku - może powiedz co to za postać?

          Mi na przykład ciocia Fela też się podoba, ale czy to ją miałaś może na myśli?
          Pozdrawiam!
          • jottka mama żakowa 30.12.06, 23:10
            od zawsze to jedyna przytomna kobieta w tym towarzystwie:) nie jako superdzielna
            wonderwoman, ale sympatyczny i trzeźwy człowiek, który dzieli życie między
            lubianą pracę, lubianą rodzinę i lubianą resztę świata. i umiała się pobrać z
            normalnym mężem, za co w świecie jeżycjady powinno sie dawać order:) no i umie
            robić hipopotamki, co też nie jest bez znaczenia

            a na tryskające mądrościami życiowymi staruszki literackie oraz matkipolki mam
            alergię od zawsze
            • mmk9 Re: mama żakowa ??? 31.12.06, 09:11
              Lubię Mamę Żakową, ale to ciocia Wiesia była dobrym duszkiem domowym, gdy MŻ
              sie wyłączała. Ilez można zjesć pysznego sosiku z makaronem...
              Superdzielna, a przy tym trzeźwa i sympatyczna, bo normalna ?

              G I Z E L A
              • jottka Re: mama żakowa ??? 31.12.06, 16:06
                chwilke, ja nie wyraziłam opinii, którą z bohaterek szczególnie ubóstwiam,
                ponieważ jest superdzielna, a poza tym da się lubić - ja wyraziłam opinię, którą
                z bohaterek lubię, ponieważ jest sympatyczna i podoba mi się jej zachowanie:)
                fakt, że nie jest kreowana na heroinę, tylko zwiększa jej notowania


                a postaci gizeli, szczerze powiedziawszy, nie pamiętam zbytnio - 'kalamburka'
                zmęczyła mnie, zdaje się (bo to wspomnienia sprzed paru lat:), głównie
                dydaktycznym przekazem historycznym, no ale tylko wrażenia referuję, nie podejmę
                głębszej polemiki, bo do tego musiałabym ponownie przeczytać dzieło, a jakoś
                mnie nie rwie.
                • onion68 Re: mama żakowa ??? 31.12.06, 16:18
                  Gizela była pedantką, a jako taka mnie przerażała (podobnie Żaba). Dlatego też
                  nie głosuję za nią. Powołujemy komisję skrutacyjną? ;)
                  • jottka Re: mama żakowa ??? 31.12.06, 16:37
                    i wygrywa mama żet? ok:)
                    • onion68 Re: mama żakowa ??? 31.12.06, 17:25
                      Ech, widzę, że członkami tej komisji powinny zostać osoby, których zagadnienie
                      poruszone w tytule wątku nie interesuje :)
                  • mmk9 zaraz jutro biorę sie za Kalamburkę 31.12.06, 16:41
                    i sypnę argumentami. Albo nie. Nie pamiętam Gizeli jako pedantki. Pamiętam, ze
                    była zwyklą dziewczyną, trochę obrażoną na świat i zazdrosną o szczęscie
                    innych, a jednak... wszystko poświęcila nieswojemu dziecku. I opinię/ to nie
                    bylo takie nic, nagle zapisać na siebie "panieńskie" w tym ukladzie dziecko/, i
                    czas i wlasne życie. Bo trzeba było. I za to ją wlasnie tak cenię.
                    • onion68 Re: zaraz jutro biorę sie za Kalamburkę 31.12.06, 17:32
                      Też czytałam tylko raz, ale taki właśnie obraz Gizeli mi się utrwalił. No,
                      wychowała, ale była właśnie taka odtąd-dotąd, najpierw sprzątanie, obiad co
                      dzień, potem przyjemności, a czytanie to już w ogóle, co z tego jest. Była też
                      skłonna do uprzedzeń i powierzchownej oceny ludzi - vide Ignacy, w tych
                      wcześniejszych częściach on naprawdę nie był zły. Scena z pierogami jest IMO
                      kompletnie nieprawdopodobna. Gizela wydaje mi się - taka drobnomieszczańska
                      dość. Oczywiście, jest to tylko moje odczucie, rozumiem, że komuś wartości i
                      postawa Gizeli mogą się podobać :)
                      • anutek115 Re: zaraz jutro biorę sie za Kalamburkę 31.12.06, 18:30
                        mmk9 - Gizela jest chyba jedyną bohaterką "Jeżycjady", która jest naprawdę
                        dzielna - nie tylko deklaratywnie. Ale ona nie jest (może tylko moim skromnym
                        zdaniem) sympatyczna (a tak ja określiłaś). To nie jest jej wina. Tak ją
                        ukształtowało jej niełatwe przecież życie. ale mnie się bardziej wydaje podobna
                        do charakterystyki przedstawionej przez Onion68 - drobnomieszczańska i raczej
                        oschła, pewnie, że zdobywała się na wielkie poświęcenia (wychowanie Mili,
                        zamiana mieszkań), i właściwie zawsze postępowała tak, jak trzeba, ale... no
                        cóż, nie jest sympatyczna. I nie jest "normalna". Babcia Aurelii, też prosta,
                        rzeczowa kobieta, jest, a Gizela nie. Na normalność to ona mi się wydaje za
                        bardzo pokiereszowana wewnętrznie, za bardzo oschła, za bardzo zamknięta w sobie.
                        Co nie zmienia faktu, tak trochę off topic, że jak czytam w "Kalamburce" teksty
                        typu "dziewczynki jej prawie nie pamiętały" mające uzasadnić to, czemu o Gizeli
                        nikt u borejków nie mówi i czemu jej nie odwiedza, po czym obliczam sobie, że w
                        chwili zamiany mieszkań Gabrysia (ta ciepła, serdeczna, otwarta, wiecznie
                        myśląca o innych, i niech tu sobie dalej każdy dopisze, co chce, osoba) miała 15
                        lat (a nie wiem jak wy, ale ja naprawdę pamiętam większość osób, które znałam w
                        wieku lat 15, a już na pewno do tych osób należałaby kobieta, która wychowała
                        moją matkę) to nóż mnie się, proszę ja kogo, w kieszeni otwiera. Li i jedynie.
                        • dakota77 Re: zaraz jutro biorę sie za Kalamburkę 31.12.06, 19:31
                          Jak zwykle musze sie zgodzic z Anutkiem. Babcia Jedwabinska jest madra a przy tym sympatyczna kobieta i dla mnie to ona jest najbardziej godna szacunku postacia cyklu. Gizele podziwiam za to, ze zaopiekowala sie Mila, ale nie budzi mojej wielkiej sympatii, choc rozumiem ja, a nieraz wspolczuje jej. Wiem, ze zajmowala sie przybrana corka najlepiej jak umiala, ale wlasnie... nie umiala. Niemniej jednak to dzielna kobieta. Wiem, ze brak kontaktu z mlodymi Borejkownami wynika z tego, ze Kalaburka jest dopisanym na sile tomem, ale wyszlo to faktycznie fatalnie. W koncu Gizela byla babcia dziewczynek.
                          • onion68 Re: zaraz jutro biorę sie za Kalamburkę 01.01.07, 13:33
                            Ale przy zamianie mieszkania nabiła ich w butelkę ;)
                            • mmk9 Re: zaraz jutro biorę sie za Kalamburkę 01.01.07, 16:24
                              Baaaa, gdyby MM przewidziala, że tyle tomow jej wydadzą, inaczej by sie do tego
                              brała, niekoniecznie lepiej zreszta. Mam nadzieję, ze w przyszlych
                              wydaniach /to KK czy Ida ?/ butelka zniknie.
                            • the_dzidka Re: zaraz jutro biorę sie za Kalamburkę 10.01.07, 22:36
                              > Ale przy zamianie mieszkania nabiła ich w butelkę ;)

                              W wersji kalafiorowej. Zauważyłyście róznicę? W KK jest mowa o nabiciu w
                              butelkę, co było nieuczciwością o tyle względną, że Borejkowie się za nabitych
                              nie uwazali (czy jakos tak). A w Kalamburce czyn Gizeli jest pokazany jako akt
                              wielkiej szlachetności 9i słusznie,zwazywszy sytuacje w mieszkaniu na
                              Winogradach), a to Ignac, ten niewdzięcznik, wybrzydza i narzeka, nie wiedząc,
                              że Gizela mimo woli jest tego swiadkiem :) W sumie podchodzi to pod kategorię
                              wpadek :)
                        • poliglo Re: zaraz jutro biorę sie za Kalamburkę 05.04.07, 00:40
                          właśnie przeczytałam dziś KK i tam jest napisane, że przeprowadzili się na
                          Roosevelta dwa miesiące wcześniej, czyli póżną jesienią 1976 roku i Gaba miała
                          wtedy prawie 17 lat a nie 15, więc była prawie dorosła, jak mogła słabo pamiętać
                          Gizelę?
                        • ida198511 Gizela 09.07.07, 10:30
                          a ja tam Gizelę lubię, uwazam, ze pomimo swojej oschłości i surowosci da się
                          lubić. jest mądra, dobra, pracowita, zdolna do poświęceń, bardzo odwazna i
                          dzielna.
                      • mmk9 czytam po raz drugi i po pierwsze : 09.01.07, 10:29
                        Onion, pudło nad pudłami.
                        Rok 1957.
                        Lonia/.../ ujrzała, że Gizela siedzi sobie z okularemi na nosie, popija herbatę
                        i czyta z zapałem grubą książkę. /.../Gizela byla tak zaczytana, ze nawet nie
                        zauwa zyla ich wejścia. -a co tak czyta pani Gizela?-spytala Lonia szeptem, gdy
                        wrociły do pokoju. -Wszystko-odparla Mila z prostotą.

                        W poźniejszych latach jest znow mowa o ulubionym kąciku do czytania Gizeli , o
                        tym jak siedziała obok Kazia i czytała. A upodobanie do książek miała po matce.

                        Co do sceny z pierogami, to może i rzeczywiście Ignac nie wyglądal na zdolnego
                        do tak gwaltownych czynów. Ale Gizelę urazil jeszcze czymś innym. Gdy wymysliła
                        i zorganizowala Borejkom zamianę mieszkań, to on właśnie wyrazil opinię, że
                        zostali nabici w butelkę, bo stare i wymaga remontu. Ohydna niewdzięcznośc, bo
                        Gizeli nic nie przeszkadzalo zostać na Roosevelta, lepiej by jej tam bylo, bo i
                        wspomnienia i mniej schodów do wspinania.

                        Co do oschlości i lodowatości, to trudno jest dowodzic dokąd sięga po prostu
                        strach przed okazywaniem uczuc/ jest o tym mowa/ , a gdzie jest wlaśnie ta
                        oschłosc. Gizela nie była wylewna ani serdeczna, to jasne. Ale braku miłości do
                        Mili nie można jej zarzucic. Caly czas o niej tylko myślała, jej
                        podporządkowala nawet swoje małżeństwo. Bywała nadopiekuńcza i despotyczna,
                        fakt, ale potrafiła się usunąć i nie narzucać już po Mili ślubie.
                        Kochajaca porządek i bardzo praktyczna, tak, ale chyba zbytnio nie ciosala Mili
                        koł glowie za balaganiarstwo. No i potrafiła czasem wywalić pieniądze na coś
                        drogiego i niekoniecznego :telewizor, materiał z komisu na suknię ślubną. No i
                        te romantyczne groszki...
                        Dziewczyny, ja naprawdę czytając drugi raz coraz bardziej lubię tę Gizelę.
                        Dobra byla kobieta z kościami, a jeśli czasem wydawala isę za chlodna, to nie
                        tak jak Ewa Jedwabińska, o nie, raczej jak Maryla Cuthbert.
                        • onion68 Re: czytam po raz drugi i po pierwsze : 09.01.07, 12:56
                          Szybko, bom zapracowana wielce, ale nałóg silniejszy ;)
                          Faktycznie, wpadka, ale skoro taka MM może je mieć, to cóż ja maluczka, li i
                          jedynie z mosiężną obrączką na nodze, czy jak to było ;)
                          Jakoś zapamiętałam tylko jej (Gizeli) pieklenie, gdy Mila leżała na łóżku i
                          czytała, a tego, że sama Gizela czytała, jakoś nie. Aczkolwiek jestem dość
                          nieufna wobec osób czytających wszystko, bo to niemożliwe.
                          Trochę Gizela przypomina Marylę Cuthbert. Marylę bardzo lubiłam, a Gizeli nie.
                          Oprócz przyczyn wymienionych wcześniej, a nie będących wpadkami, także z powodu
                          dramatycznego_braku_poczucia_humoru u tej ostatniej.
                          • nchyb Re: czytam po raz drugi i po pierwsze : 10.01.07, 10:49
                            > czytała, a tego, że sama Gizela czytała, jakoś nie. Aczkolwiek jestem dość
                            > nieufna wobec osób czytających wszystko, bo to niemożliwe.
                            Onion, błagam nie pisz takic rzeczy. To może się wydawać niemożliwe tylko
                            tym,którzy sami tego nie czynią.
                            Ja czytam wszystko, na co przyjdzie mi ochota. Jak nie miałam co czytać, to w
                            WC czytalam instrukcje na butekach domestosu i napisy na opakowaniu papieru
                            toaletowego :-).
                            A w pracy, jak się kiedyś nudzłam, zajęcia wykoałam, książki nieiałam, czytalam
                            dla rozrywki książkę telefoniczną. A z literatury, to co mi wpadnie w ręce to
                            czytam. Chyba nie ma dziedziny, z której czegoś bym nie przeczytała ;-)
                            Wiadomo, ą gusta, upodobania itp, ale jak się lubi dużo czytać, wlną chwilę ma,
                            to się czyta wszystko... łącznie z napisami na zasilaczu od laptopa. Bo to już
                            taki nawyk...
                            • onion68 Re: czytam po raz drugi i po pierwsze : 10.01.07, 11:17
                              Zajęcia z logiki pozostawiły mi nawyk rozumienia przez słowa ściśle tego, co one
                              znaczą :) Ja osobiście jestem uzależniona od czytania - oprócz ulubionych
                              czasopism i książek najróżniejszych, czytam także m.in.: etykiety wszystkiego,
                              książki i czaspisma dla dzieci jak gdzieś leżą, podręczniki moich pociech,
                              czaspisma dla nastolatek mojej córki, książki kucharskie nie mając zamiaru nic
                              gotowac w danej chwili, najróżniejsze fora. Odmiawiam poddania się laserowej
                              korekcji krótkowzroczności, bo to oznaczałoby dwutygodniowe nieczytanie :) Ale
                              wciąż więcej jest tego, czego nie czytam: przede wszystkim instrukcji montażu i
                              użycia czegokolwiek, jeśli mogę tego uniknąć (używam na czuja), czasopism
                              motoryzacyjnych, w miarę możliwości ustaw i rozporzadzeń, wydawnictw
                              kościelnych, no nie wiem, musiałabym jeszcze pomyśleć, to tak ad hoc. Jak
                              miałabym czytać coś z tego, to wolałabym już coś napisać ;)
                              • mmk9 i wszystko się zgadza, bo 10.01.07, 14:41
                                sposrod tekstów, jakie wymieniasz jako nienadajace sie do czytania, Gizela nie
                                miala żadnego. Chyba, ze jakieś przedwojenne poznańskie / nie Rycerza
                                Niepokalanej/wydawnictwa kościelne . Na pewno zas miala książki uratowane
                                przed "wycofaniem" z biblioteki szkolnej. Żeromski, Kossak-Szczucka.
                                Pamiętajmy, o jakich czasach mowa. Ja na przykład jeszcze w latach 70-tych nie
                                moglam sobie wyobrazic, jak mozna ksiażkę spalic albo wyrzucić, a teraz mogę,
                                tyle barachła się wydaje.
                                • onion68 Re: i wszystko się zgadza, bo 10.01.07, 15:16
                                  I dlatego nie spełnia kryteriów osoby czytającej wszystko. Podobnie jak ja, i
                                  każdy ;)
                                  • mmk9 Re: i wszystko się zgadza, bo 10.01.07, 16:21
                                    Ale to Mila tak powiedziała, a nie wszechwiedzący narrator :)))
                                    • onion68 Re: i wszystko się zgadza, bo 10.01.07, 16:49
                                      uff... teraz ja leżę ;)
                                      Co nie zmienia faktu, że nadal Gizeli nie lubię, bo można mieć złote serce i
                                      wdzięk do tego. Chociaż wdzięk bez dobroci już zupełnie diabła wart. A można być
                                      dobrym i tak zaciętym i ponurym, że dobroć w gardle staje. Może w tym tkwi
                                      przyczyna oddalenia Mili i jej rodziny?
                              • ida198511 Re: czytam po raz drugi i po pierwsze : 09.07.07, 10:41
                                Ja osobiście jestem uzależniona od czytania - oprócz ulubionych
                                > czasopism i książek najróżniejszych, czytam także m.in.: etykiety wszystkiego,
                                > książki i czaspisma dla dzieci jak gdzieś leżą, podręczniki moich pociech,
                                > czaspisma dla nastolatek mojej córki, książki kucharskie nie mając zamiaru nic
                                > gotowac w danej chwili, najróżniejsze fora. Odmiawiam poddania się laserowej
                                > korekcji krótkowzroczności, bo to oznaczałoby dwutygodniowe nieczytanie :) Ale
                                > wciąż więcej jest tego, czego nie czytam: przede wszystkim instrukcji montażu
                                i
                                > użycia czegokolwiek, jeśli mogę tego uniknąć (używam na czuja), czasopism
                                > motoryzacyjnych, w miarę możliwości ustaw i rozporzadzeń, wydawnictw
                                > kościelnych, no nie wiem, musiałabym jeszcze pomyśleć, to tak ad hoc. Jak
                                > miałabym czytać coś z tego, to wolałabym już coś napisać ;)

                                ja, mimo że uwielbiam czytac, też nie przeczytałabym wszystkiego. przede
                                wszystkim nie cierpię fantastyki, fanstasy i horrorów.
                        • ready4freddy Re: czytam po raz drugi i po pierwsze : 09.01.07, 14:42
                          dobrze powiedziane/napisane, mmk9. cos takiego ta postac w sobie ma. nie jest z
                          pewnoscia kims, kogo sie od razu lubi - mozna jej w ogole nie polubic, z
                          opisanych powodow - oschla, surowa, pewnie zdecydowanie czesciej czlowieka
                          opieprzy, niz pochwali (ale pochwaly od takich osob sa bardzo wiele warte, ze
                          wzgledu na swoja niezwyklosc :), natomiast bez watpienia budzi respekt - obawe,
                          ale i szacunek, bezwarunkowy. przynajmniej IMHO :)
                        • ida198511 Re: czytam po raz drugi i po pierwsze : 09.07.07, 10:38
                          > Dziewczyny, ja naprawdę czytając drugi raz coraz bardziej lubię tę Gizelę.
                          > Dobra byla kobieta z kościami, a jeśli czasem wydawala isę za chlodna, to nie
                          > tak jak Ewa Jedwabińska, o nie, raczej jak Maryla Cuthbert.

                          podoba mi się porównanie Gizeli do Maryli. moim zdaniem żadna z nich nie miała
                          wspólnych cech z Ewą. Jedwabińska była tchórzem, odgradzała się od ludzi, bo
                          nie chciała cierpieć, a tamte dwie były zdolne do poświęceń i zawsze wyciągały
                          do innych ręce, choćby miały zostać odtrącone.
              • tygrys2112 Re: mama żakowa ??? 01.01.07, 22:01
                Ciocia Wiesia była dobrym duszkiem, ale chlipała na każde wspomnienie jej męża.
                Czyli nie była dzielna. Ale i tak bardzo lubię tę postać.

                Gizela
                Superdzielna - tak
                trzeźwa - tak
                sympatyczna - nie

                Pamiętam mniej więcej taką rozmowę Gizeli i Mili:
                Gizela: - po raz pierwszy Cię o coś proszę
                Mila: - tak, zawsze mi coś każesz. (Miała rację)

                Mój obraz Gizeli: kobieta dobra, odważna, pracowita i l o d o w a t a. Zero
                przytulenia, pochwały, czułości. Same nakazy, zakazy, zasady.
          • rapsodiagitana Re: Do rapsodi_gitany 01.01.07, 20:47
            :) Ale wpadka, zapomniałam o tym wątku i o tym, że obiecałam go rozwinąć. Kajam
            się i składam noworoczne postanowienie poprawy ;)

            Kiedy pisałam tego posta byłam pod wpływem lektury "Córki Robrojka" i uderzyło
            mnie to, jak fajnym bohaterem jest Robrojek. Widzę, że dyskusja w wątku
            podryfowała w kierunku bohaterek - ale ja akurat o facecie myślałam. No kurczę,
            strasznie bym takiego kogoś podziwiała - jako fajnego kumpla, świetnego ojca i
            dzielnego, dobrego, uczciwego człowieka. Moim zdaniem święta Gabriela w
            porównaniu z nim wypada bladziutko. I dlatego takie zestawienie sobie w głowie
            sporządziłam.

            Pozdrawiam wszystkich i życzę szczęśliwego Nowego Roku!!!
            • tygrys2112 Re: Do rapsodi_gitany 01.01.07, 21:53
              Moje promieniujące dobrem wzorce ;) : Tosia, Babcia Jedwabińska, Robrojek,
              Dambo, Mila.
            • onion68 Re: Do rapsodi_gitany 02.01.07, 19:25
              Ale Robrojek też się nie za fajnie zachował w stosunku do swojego wspólnika -
              najpierw obarczył go wyłączną winą za kłopoty firmy i jedyne, co potrafił
              zrobić, to uciec do Poznania, i zaakceptować niekorzystną ofertę pracy i żyć
              przeszłością. Z treści dalszych tomów wynika, jak bardzo się mylił - w
              międzyczasie wspólnik zamiast się załamywać ruszył głową i wyciągnął firmę z
              kłopotów. Robrojek słabym ogniwem się tu okazał i tyle.
              • verdana Re: Do rapsodi_gitany 09.01.07, 12:02
                A ja nie znoszę babci Jedwabińskiej. Osoba, ktora wtraca się do zwiazków
                dorosłego syna, dla mnie jest osobą toksyczną.
                • ready4freddy Re: Do rapsodi_gitany 09.01.07, 12:27
                  trudno powiedziec, czy sie wtraca - skad taki wniosek?
                  • verdana Re: Do rapsodi_gitany 09.01.07, 12:29
                    O ile pamiętam, to bardzo negatywnie odnosi się do nowej żony. Nie zabijcie
                    mnie jesli cos pokręciłam, ale mam takie wrazenie, ze i rozwód i drugie
                    małżeństwo baaardzo jej się nie podobają. A już na pewno pamiętam, ze z
                    aprobatą mowi o porzuceniu drugiej żony (no tak, bo dla MM druga zona po
                    rozwodzie to zołza z definicji, nie żona).
                    • jottka Re: Do rapsodi_gitany 09.01.07, 13:00
                      tzn. ona sie faktycznie negatywnie odnosi, ale też druga żona przedstawiona jest
                      tak, żeby uzasadniała najbardziej stereotypowe uprzedzenia:)

                      a dziarskich staruszek z ludu z monopolem na głębokie prawdy życiowe nie znoszę
                      organicznie, to już wolę kliszę podstarzałej arystokratki, co popija ukradkiem
                      whisky i łamie zakazy prędkości swym obtłuczonym beemwu:)
                      • verdana Re: Do rapsodi_gitany 09.01.07, 13:37
                        O, to, to!!!!
                      • ready4freddy Re: Do rapsodi_gitany 09.01.07, 14:32
                        czy to babcia Dianki? popijanie ukradkiem i po katach ja dyskwalifikuje :) nie
                        mowiac juz o lamaniu ograniczen predkosci, jak mniemam notorycznym, i kto wie,
                        czy nie pod wplywem (skoro popija ukradkiem?). i jeszcze pewnie pretensjonalna,
                        skoro "arystokratka" (ksiezniczka gruzinska? :))) to ja juz wole ludowa babcie,
                        co ma kota i kwiatki w oknie, o.

                        alem dzis zlosliwy :P
                        • jottka reeee 09.01.07, 22:15
                          ready4freddy napisał:

                          > czy to babcia Dianki? popijanie ukradkiem i po katach ja dyskwalifikuje :)


                          ale ja ten przykład z notorycznie narąbaną babunią na luzie podałam tylko prawem
                          kontrastu do cnotliwej prostoty, bo mi taki przyszedł do głowy - on nie ma nic
                          wspólnego z postaciami jeżycjady, pominąwszy już fakt, że nie czytałam tych
                          ostatnich bestselerów:)

                          natomiast postać babuni, którą obóstwiam, stworzyła janet evanovich w osobie
                          babci mazurowej z cyklu o stephanie plum - arystokratką nie jest i popija
                          jawnie, jakby co
                          • ready4freddy Re: reeee 09.01.07, 22:47
                            znaczy jednym slowem cos kolezanko sciemniacie, he? :) a najlepsza babcia to Babcia Weatherwax! (czy wspominalem, ze zarazilyscie mnie Pratchetem? >:) wlasnie sie zastanawiam, czemu na wiki pisza, ze "zadziwiajacy Maurycy.." to pojscie "bardziej w strone mlodszych czytelnikow"...
                            • jottka Re: reeee 09.01.07, 23:06
                              ready4freddy napisał:

                              > znaczy jednym slowem cos kolezanko sciemniacie, he? :)

                              eee? do łba mnie nie przyszło, że mój pienkny przykład można interpretować jako
                              aluzję do jakiejś kobity z jeżycjady:( pisałam o własnych upodobaniach,
                              przemądrych babuń z ludu nie trawię (chyba że to niania ogg:), a jeśli już mam w
                              tej grupie wiekowej szukać idolek, to właśnie wśród takich hipotetycznych
                              postaci jak ta zawiana hrabini ze spaśnym kontem


                              > a najlepsza babcia to Babcia Weatherwax! (czy wspominalem, ze zarazilyscie
                              mnie Pratchetem? >:)

                              uuk:)


                              > wlasnie sie zastanawiam, czemu na wiki pisza, ze "zadziwiajacy Maurycy.." to
                              pojscie "bardziej w strone mlodszych czytelnikow"...


                              bo autor hasła w wiki wyraźnie nie czytał tego kawałka:)
                              • ready4freddy Re: reeee 10.01.07, 14:19
                                > > wlasnie sie zastanawiam, czemu na wiki pisza, ze "zadziwiajacy Maurycy.."
                                > to
                                > pojscie "bardziej w strone mlodszych czytelnikow"...
                                >
                                >
                                > bo autor hasła w wiki wyraźnie nie czytał tego kawałka:)

                                ano, z cala pewnoscia scena z rumieniaca sie Sliczna/Peaches mu umkla, ze tak
                                powiem, tudziez komenarz dotyczacy tego, w co ugryzl sie terrier :)))
                          • moleslaw Re: reeee 08.07.07, 18:23
                            Tak to faktycznie świetna babcia (ta babcia mazurowa),nijak niestety nie
                            pasuje do całości Jeżycjady.
                      • uccello Re: Do rapsodi_gitany 09.01.07, 16:17
                        Oj, nie chciałabym stanać na drodze takiej zawhiskowanej arystokratki w jej
                        bmwu, doprawdy:)
                        Nie wiem, czy ktoś z Was zna film Hala Ashby "Harold and Maud", z przeuroczą i
                        zwariowaną główną heroiną - mocno po 70tce. Uwielbiam film i postać, ale
                        ponieważ mieszkam w Krakowie, gdzie liczba rzeczywistych i samozwańczych
                        arystokratek z pretensjami ( a i ułańską fantazją) przekracza wszelkie normy,
                        to mam lekki przesyt w tej materii.
                        Ze staruszek, skoro już jesteśmy w temacie, najbardziej mnie rośmieszyła, ta
                        mlekodajna z Nutrii i Nerwusa.
                        • anutek115 Re: Do rapsodi_gitany 09.01.07, 17:04
                          Ja znam, ja, ja!!! Bardzo się śmieję na początku i rzewnie płaczę na końcu...
                          bardzo piękny film, zdecydowanie za rzadko go widziałam w życiu.
                          Ale za to mlekodajnej staruszki w "Nutrii i Nerwusie" nie znosze najbardziej z
                          wszystkich Musierowiczowskich staruszek.
                          A opisana przez Jottkę heroina w typie arystokratki z pretensjami kojarzy mi się
                          (z siłą wodospadu po prostu) z ciotką Lilą, może bez popijania i beemwu, za to z
                          papieroskiem i paletą farb... i to jest dla odmiany ta staruszka (fe, jakie
                          nieładne słowo w kontekście cioteczki!), która mnie z kościami odpowiada.
                          • uccello Re: Do rapsodi_gitany 09.01.07, 18:22
                            Co do mlekodajnej- to rozśmieszyła mnie bardzo , bo miałam niemal identyczną
                            przygodę wakacyjną z taką małorolną, a przedsiębiorczą istotą.

                            A, ciocia Lila, jest rzeczywiście fantastyczna. Lubię i te jej turbany ,
                            poplamione farbami ciuchy, i to , że ze studentem wynajmującym pokój rozmawia o
                            poetach symbolicznych, sztafiruje się co tydzień na spotkanie z koleżankami , i
                            mimo zanurzenia w ten swój szafranowy świat, pełen książek , jest uważnym
                            obserwatorem . W słowach -trafia w punkt. Takie na przykład zdanko skierowane
                            do Anieli:
                            -Podoba mi się twoja szczerość, choć nie często ją eksponujesz.

                            Jak dla mnie -Pani Lila to osoba samotna, a spełniona i szczęśliwa. Tu piję do
                            utyskiwań, że takie istoty w musierowiczowym świecie nie mają prawa bytu.

                            No i ten opis lilinego mieszkania , ze światłem sączącym się przez żółte
                            zasłony, wiszącą lampą z koronkowym abażurem, bałaganem , zapachem terpentyny,
                            fajek, i ciasteczkami sprzed I Wojny.
                            No , a poza tym, ktoś, kto maluje przepasione błękitne gąsienice, dla własnej
                            przyjemności, musi, no musi być miłym człowiekiem:)
                            • onion68 Re: Do rapsodi_gitany 09.01.07, 18:44
                              Nie mogłaś lepiej wyrazić tego, co ja też myślę :)
                            • jottka Re: Do rapsodi_gitany 09.01.07, 22:24
                              uccello napisała:


                              > Jak dla mnie -Pani Lila to osoba samotna, a spełniona i szczęśliwa. Tu piję do
                              > utyskiwań, że takie istoty w musierowiczowym świecie nie mają prawa bytu.


                              tu sie mnie przypomina konwersatorium z historii, gdzie pan doktór domagał się
                              wymienienia nazwisk komunistów, którzy czynnie uczestniczyli w walkach września
                              1939 r. - po długiej męce ktoś szeptał 'marian buczek' - 'bardzo dobrze, kto
                              jeszcze?' po długiej ciszy pan dr się litował i mówił - 'no właśnie, to ten
                              jeden jedyny dyżurny komunista, którego potem do upadłego wyzyskano propagandowo'

                              ciotki lili wprawdzie nikt nie wyzyskał, ale ona pojawia sie na początku cyklu,
                              za to na końcu mamy bezsens istnienia w razie pustki w ramionach:) są wprawdzie
                              postacie kobiet samotnych, ale chyba tylko ona prowadzi życie samodzielne i
                              zadowolone, nie pełniąc, że tak powiem, funkcji służebnej (typu basia od pana
                              karolka czy nawet wspominana gizela)
                            • the_dzidka uderz w stół ;) 10.01.07, 22:46
                              > Jak dla mnie -Pani Lila to osoba samotna, a spełniona i szczęśliwa. Tu piję
                              do
                              > utyskiwań, że takie istoty w musierowiczowym świecie nie mają prawa bytu.

                              Artystka. Czyli stworzenie nietypowe, dalekie od przeciętnego wizerunku kobiety
                              polskiej. Podobnie jak Terpentula.
                              Wyjątek potwierdzający regułę. Gdyby ciotka Lila była tylko nauczycielką,
                              byłaby mamuśką w typie Tosi, albo zgorzkniałą zasuszoną starą panną.
                              Ale że jest Artystką....
                              • tygrys2112 Re: uderz w stół ;) 10.01.07, 23:30
                                Gdyby ciotka Lila była tylko nauczycielką,
                                > byłaby mamuśką w typie Tosi, albo zgorzkniałą zasuszoną starą panną.
                                > Ale że jest Artystką....

                                Wydaje mi się, że to człowiek decyduje o zawodzie, a nie zawód o człowieku. ;)
                                Ciotka Lila jest artystką, bo ma artystyczną duszę i nie mogłaby być
                                nauczycielką. A nawet gdyby była, to na pewno nie byłaby Tosią. Natury nie da
                                się tak łatwo zmienić .
                                • the_dzidka Re: uderz w stół ;) 10.01.07, 23:41
                                  Ciotka Lila BYŁA nauczycielką. Patrz "Kłamczucha".
                                  Ale tak poza tym, to miałam na mysli zdanie wszechwiedzącego narratora, a nie
                                  postać Ciotki Lili jako taką.
                      • baba67 Re: Do rapsodi_gitany 10.01.07, 11:58
                        Ja nie wiem, czy ona nawet zona byla...
                        no bo nigdzie nie jest to wyraznie napisane- mowi sie o niej pani
                        Monika.Ponadto po pogodzeniu sie z corka i matka Eugeniusz cos szybko sie od
                        niej wyprowadzil- i tez nie bylo nigdzie mowy o rozwodzie. Tzn ja nie mowie ze
                        nie byla zona , ale mogla nie byc.Byc moze babcia Jedwabinska nie jest
                        fanatyczna entuzjastka konkubinatow co musimy jej wybaczyc ze wzgledu nas siwy
                        wlos...
                        Wcale nie uwazam jej za toksyczna-jest po prostu asertywna-wobec Ewy tez taka byla.
                        Bycie soba i przedstawianie wlasnego zdania nie oznacza toksycznosci.
                        Ja to bym nawet powiedziala ze pani Marta za bardzo oddalila sie od rodziny
                        Eugeniusza na wlasne zyczenie-z Ewa sie poklocily, no ale mogla przeciez
                        upominac sie zeby wnuczka do niej przyjezdzala-nie sadze, zeby matka miala cos
                        przeciwko temu, bo kierowala sie w wychowaniu teoriami, a e podkreslaly potrzebe
                        kontaktu z dalsza rodzina-wiec niechetnie, ale wyslalby corke.
                        Bylam zszokowana ze babcia nie widziala wnuczki pare lat mieszkajac
                        kilkadziesiat km od niej!I to w chwili, gdy dziecko stracilo matke, i musialo
                        zamieszkac z obca zona niezona ojca.
                        Wyslala list i koniec?Nie probowala przyjechac do domu na Norwida i zobaczyc co
                        sie dzieje ?
                        To razem swiadczy o wszystkim ale nie o wtracaniu sie w zycie rodzinne
                        syna-wreczprzeciwnie o wycofywaniu sie i nadmiernej powsciagliwosci.
              • rapsodiagitana Re: Do rapsodi_gitany 09.01.07, 14:26
                Nie do końca się zgadzam. Ta decyzja Robrojka nie była taka sobie błaha, nie
                kwitowałabym jej tekstem "jedyne, co potrafił zrobić...". Nie znamy dobrze tej
                sprawy, może miał podstawy do utraty zaufania. A mając córkę na wychowaniu nie
                mógł sobie chyba pozwolić na podejmowanie dużego ryzyka w takim wypadku, nawet w
                imię przyjaźni. Może też jego postawa dała jakoś do myślenia kumplowi? I
                skłoniła go do działania? A Robrojek nie żył przeszłością, raczej dziarsko
                zaczął jeszcze raz od zera...
                Poza tym nawet jeśli Robrojek popełnił tu błąd - to fakt, iż umiał potem znów
                dogadać się z kumplem, odbudować to zaufanie, fakt, że tamten znowu chciał z nim
                pracować - to dobrze o nim świadczy. Przyzwoity człowiek to nie taki, który nie
                popełnia błędów, ale taki, który umie je naprawić, kiedy mu się już przydarzą.
                • onion68 Re: Do rapsodi_gitany 09.01.07, 18:52
                  rapsodiagitana napisała:

                  > Nie do końca się zgadzam. Ta decyzja Robrojka nie była taka sobie błaha, nie
                  > kwitowałabym jej tekstem "jedyne, co potrafił zrobić...". Nie znamy dobrze tej
                  > sprawy, może miał podstawy do utraty zaufania. A mając córkę na wychowaniu nie
                  > mógł sobie chyba pozwolić na podejmowanie dużego ryzyka w takim wypadku, nawet
                  > w
                  > imię przyjaźni. Może też jego postawa dała jakoś do myślenia kumplowi? I
                  > skłoniła go do działania? A Robrojek nie żył przeszłością, raczej dziarsko
                  > zaczął jeszcze raz od zera...
                  > Poza tym nawet jeśli Robrojek popełnił tu błąd - to fakt, iż umiał potem znów
                  > dogadać się z kumplem, odbudować to zaufanie, fakt, że tamten znowu chciał z ni
                  > m
                  > pracować - to dobrze o nim świadczy. Przyzwoity człowiek to nie taki, który nie
                  > popełnia błędów, ale taki, który umie je naprawić, kiedy mu się już przydarzą.


                  Nie przeczę, że Robrojek to dobry i ciepły człowiek. Bardzo się cieszę z jego
                  związku z Natalią (moją ulubioną poza Cesią główną bohaterką; tylko po co tyle
                  tej progenitury od razu, na miłość boską). Ale na superbohatera nie nadaje się,
                  bo właśnie w firmie niezbyt się sprawdził, jako przedsiębiorca, którym przecież
                  był. Bycie właścicielem firmy nie polega w przypadku kłopotów na zamknięciu
                  tego rozdziału - jest się odpowiedzialnym wobec wspólników, dostawców,
                  pracowników, oddanie majątku i odcięcie się nie załatwia sprawy, zwłaszcza, że
                  wg wycen komorniczych i tak tego majątku na ogół na zaspokojenie wszystkich
                  wierzycieli nie wystarcza. Zapewne kumpel go ponownie wybrał za pracowitość i
                  uczciwość, bo to wcale oczywiście nie do pogardzenia cechy w działalności
                  gospodarczej, no i w ogóle chyba. Na ogół nikt nie jest zbiorem samych zalet,
                  ale bycie superbohaterem literackim obliże ;)
                  • rapsodiagitana Re: Do rapsodi_gitany 10.01.07, 11:42
                    OK, rozumiem :) I wierz mi, że wiem co się wiąże dla przedsiębiorcy z
                    przeprowadzaniem upadłości firmy... I jestem wdzięczna MM, że nie włączyła tego
                    typu wątków do książki :-D Przyjmuję Twoją argumentację i zostaję na placu boju
                    bez ani jednego superbohatera... buuuu :(
                    • onion68 Re: Do rapsodi_gitany 10.01.07, 11:51
                      rapsodiagitana napisała:

                      > OK, rozumiem :) I wierz mi, że wiem co się wiąże dla przedsiębiorcy z
                      > przeprowadzaniem upadłości firmy... I jestem wdzięczna MM, że nie włączyła tego
                      > typu wątków do książki :-D

                      Pewnie, że dobrze :) Pewnie nie sądziłaby nawet, że można takie okropieństwa z
                      wątku przeprowadzki Robrojka do Poznania wyciągnąć...

                      Przyjmuję Twoją argumentację i zostaję na placu boju
                      > bez ani jednego superbohatera... buuuu :(

                      Gdybym wiedziała, że Cię bez superbohatera zostawię... Może się zdecydujesz na
                      kogoś z ww. asortymentu ;)
                      • uccello Re: Do rapsodi_gitany 10.01.07, 12:25
                        Superbohater bez skazy, to chyba tylko z plastiku by mógł być.
                        W książkach Małgorzaty Musierowicz takie dziwa ( na szczęście!)nie występują.
                        • onion68 Re: Do rapsodi_gitany 10.01.07, 12:38
                          Ale rozumiany jako człowiek sprawdzający się we wszystkich swoich rolach może
                          być i jest, np. moja kandydatka :)Niekoniecznie na pierwszym planie.
                          • mmk9 Fela ? 10.01.07, 15:13
                            Owszem, świetna gospodyni, uczynna, rozsadna, poczciwa. Przepełniona jednakże
                            kultem porządków, bez fantazji i -och- ona to już na pewno nic nie czytala :)))
                            Dla mnie drobnomieszczańska i odtąd-dotąd. I ta jej Joanna , taka nudna i na
                            ciuszkach skoncentrowana. Za Francuza wyszła, hehe, bo to byla wtedy "dobra
                            partia".
                            Chciałam dodać, ze ja tyle pisze w tym wątku nie z kłotliwości. Fajna dyskusja
                            tu jest. Okazuje się, że MM stworzyła sporo bohaterek /i bohaterów/ z zaletami.
                            A każdy ceni inne zalety.
                            • onion68 Re: Fela ? 10.01.07, 17:05
                              mmk9 napisała:

                              > Owszem, świetna gospodyni, uczynna, rozsadna, poczciwa. Przepełniona jednakże
                              > kultem porządków, bez fantazji i -och- ona to już na pewno nic nie czytala :)))
                              > Dla mnie drobnomieszczańska i odtąd-dotąd. I ta jej Joanna , taka nudna i na
                              > ciuszkach skoncentrowana. Za Francuza wyszła, hehe, bo to byla wtedy "dobra
                              > partia".

                              No, moim zdaniem Joanna jest bardzo dobrze wychowana. Dbałość o wygląd to nie
                              wada, a i za Francuza wyjść to dobry wybór. Francuzi to na ogół wyrafinowani
                              smakosze uroków życia wszelkich , może taki dostarczyć wiele przyjemności ;)
                              Jest to poza tym osoba otwarta i przyjazna, nawet wobec nielubiącej jej kuzynki
                              Gabrieli. I nie mówcie mi, że ona była tylko kolekcjonerką znakomitości niczym
                              Fleur Mont, bo to tylko opinia uprzedzonej Gabrieli, a nie wszechwiedzącego
                              narratora ;)
                              > Chciałam dodać, ze ja tyle pisze w tym wątku nie z kłotliwości. Fajna dyskusja
                              > tu jest. Okazuje się, że MM stworzyła sporo bohaterek /i bohaterów/ z zaletami.
                              >
                              > A każdy ceni inne zalety.

                              Fakt :)
                              • ready4freddy Re: Fela ? 10.01.07, 20:16
                                > Francuzi to na ogół wyrafinowani smakosze uroków życia wszelkich , może taki > dostarczyć wiele przyjemności ;)

                                to sie nazywa "stereotyp" :P
                                • onion68 Re: Fela ? 10.01.07, 20:38
                                  A jakże...Ale zapewne nie bez podstaw się narodził ;)
                                  • ready4freddy Re: Fela ? 10.01.07, 21:12
                                    pewnie tak :) w koncu w kazdej bajce jest ponoc ziarenko prawdy :)
                • ida198511 robrojek i plajta 09.07.07, 10:52
                  przecież to ten pseudo-przyjaciel narobił długów, które potem Robrojek musiał
                  spłacać, także plajta firmy to nie Roberta wina.
                  • onion68 Re: robrojek i plajta 09.07.07, 11:52
                    O matko. Skoro długi zaciągnięte przez wspólnika spowodowały plajtę firmy, to
                    nie mogły to być wydatki na panienki ani helikoptery, ale na działalność firmy
                    (koszty uzyskania przychodu)! A za te odpowiedzialność ponoszą obaj wspólnicy. W
                    tym kontekście zrzucanie odpowiedzialności za sytuację na wspólnika niezbyt
                    dobrze świadczy o Robrojku.
                    • ida198511 Re: robrojek i plajta 09.07.07, 15:11
                      i tu sie mylisz! wiem z doświadczenia swoich znajomych, na co twój wspólnik
                      może wydawać pieniądze, i bynajmniej nie sa te rzeczy przeznaczone na
                      działalność firmy! a długi muszą spłacać wszyscy wspólnicy, nie tylko ten,
                      który je narobił, no chyba że twój wspólnik-"przyjaciel" przepisze firmę na
                      swoją żonę - wtedy musisz sama spłacać długi waszej wspólnej do niedawna firmy!
                      • onion68 Re: robrojek i plajta 09.07.07, 15:22
                        Tak, wszyscy wspólnicy odpowiadają solidarnie i całym swoim majątkiem (także
                        prywatnym) za zobowiązania spółki (za zaksięgowane faktury) w przypadku spółek
                        osobowych. Natomiast nie jest chyba możliwe, żeby za jakieś kredyty konsumpcyjne
                        jednego ze wspólników był zajmowany majątek firmy - przecież ten majątek jest
                        wspólny! No, chyba że poręczył on którymś ze składników majątku spółki, ale
                        wtedy ten drugi musiał wyrazić na to zgodę. Gdyby wspólnik przepisał swój udział
                        w firmie na żonę, to ona musiałaby spłacać długi - ale nadal zobowiązania
                        zaciągnięte w ramach firmy.
                        To w przypadku spółek osobowych, jeżeli chodzi o kapitałowe, to w ogóle nie ma
                        mowy o nieograniczonej odpowiedzialności własnym majątkiem za zobowiązania
                        spółki - wtedy tylko do wysokości wniesionego wkładu.
                        • onion68 Re: robrojek i plajta 09.07.07, 15:31
                          Wczytałam się jeszcze raz w pomysł o żonie - to by zadziałało tylko wtedy, gdyby
                          mieli rozdzielność majątkową i to od dawna. Gdyby to było przeprowadzone pięć
                          minut przed przepisaniem udziału w spółce, sąd uznałby to właśnie za ucieczkę
                          przed długami i czynność prawna stałaby się nieważna.
                          • ida198511 Re: robrojek i plajta 10.07.07, 11:13
                            widze, że nie znasz się na tym, o czym piszesz.. jeżeli przepiszesz firmę na
                            zonę, córkę, czy kogoś innego to ta osoba nie_spłaca długów zaciągniętych przez
                            ciebie.
                            • onion68 Re: robrojek i plajta 10.07.07, 11:42
                              1. Wspólnik odpowiada za długi powstałe w okresie działalności spółki, nawet jak
                              już do niej nie należy. A żona obejmując udział nie odpowiada za stare długi,
                              ale co z tego? Chyba firmę w nienajlepszej kondycji przejmuje? Kto jej sprzeda
                              swoje materiały, usługi? Poza tym żona nie odpowiada, ale spółka odpowiada
                              2. Z całą pewnością zaś majątek spółki nie może być obciążony długami wspólnika
                              zaciągniętymi na prywatne cele poza spółką.
                              coi.kujawsko-pomorskie.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=121
                              3. A kluczowe jest to, że Robrojek nie miał racji. Wspólnik długi spłacił! A
                              więc to on był tym odpowiedzialnym, który rozruszał firmę na nowo, a nie tylko
                              cierpiał i miałczał. Za sytuację, w której firma się znalazła, odpowiadali obaj.

                              • jottka Re: robrojek i plajta 10.07.07, 13:09
                                mnie co innego tu jeszcze zastanawia - prowadzenie spółki wymaga już
                                zatrudnienia księgowego, choćby w outsourcingu, więc o wiele nawet ohydny
                                wspólnik sam kredyty zaciągał ponad stan (choć to też cokolwiek dziwne, bo
                                jednak banki zwykle się domagają kontaktu z drugim wspólnikiem:), to ówże
                                hipotetyczny księgowy dawno już musiał był piszczeć, że tracą płynność, więc
                                brak reakcji robrojka też zdumiewa.

                                no chyba że wspólnik sam był kreatywnym księgowym, ale wtedy robrojek słusznie
                                płacił za swą głupotę - zewnętrzna kontrola rachunków rzecz normalna i pożądana.
                              • ida198511 Re: robrojek i plajta 10.07.07, 13:40
                                nie ma to jak przeczytać jeden krótki tekst i wiedzieć wszystko.. gdyby ciebie
                                albo kogoś z twoich znajomych spotkała plajta firmy, inaczej bys na to
                                patrzyła. w rzeczywistości wszystko wygląda inaczej.
                                a firmę przepisuje się na żonę nie po to, żeby ta ciągnęła interes. samym
                                zyskiem jest to, że zachowało się samochód, dom i inne rzeczy materialne, także
                                notabene przepisane na zonę. w takiej sytuacji tylko jeden ze wspólników spłaca
                                długi, bo ten drugi nie ma z czego - teoretycznie nie ma przecież nic.
                                • onion68 Re: robrojek i plajta 10.07.07, 14:23
                                  Zapewne, są teoretycznie takie wygibasy dla uniknięcia odpowiedzialności
                                  możliwe. Ale przecież wiemy, że wspólnik Robrojka taki nie był - w końcu to on
                                  wyprowadził firmę na prostą. Natomiast Robrojek jako wspólnik (piszę to już
                                  ostatni raz) był_odpowiedzialny_za_sytuację_firmy i jej plajtę. I gdy do niej
                                  doszło, potrafił tylko załamać się, poddać, uciec i jeszcze obwiniać tego
                                  drugiego o wszelkie zło.
    • yennefer_z_v Re: Jak nie Gaba to kto? 11.01.07, 19:44
      Gaba, ale mniej więcej do "Córki Robrojka" z przebłyskami w "Imieninach".
      Potem mi faktycznie przeszło uwielbienie dla tej postaci (czasem chwilowo
      wraca).
      Kto zamiast? Chyba Ida. O ile tej postaci nie lubiłam aż do "Pulpecji", to
      teraz jak na zbawienie czekam na każde pojawienia się Idusi.
      Poza tym Gizela - nie mogę się zgodzić, że jest niesympatyczna. Ukrywająca
      uczucia za pozorną szorstkością - tak. Ale przy tym dla mnie fantastyczna
      (pomijam kwestię logiki w doklejeniu postaci).
      Mila - ale dopiero po pogłębieniu obrazu tej postaci ("Kalamburka").
      Lila - po prostu cudowna. I po prostu za mało jej było.
      • agusia552 róża 09.07.07, 17:21
        Róża za to że potrafi być czuła i opiekuńcza i potrafi wybaczać. No i musze
        przyznać jeszcze że Gabrielę to ja bardzo lubie ;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka