Dodaj do ulubionych

Dlaczego, im dalej tym gorzej?

04.03.08, 14:35
Wiele osób na tym forum wypowiedziało się negatywnie o najnowszych powieściach
"Jezycjady", o tym, że Borejkowie są wychwalani pod niebiosa, o tym, że są
snobami, że zbyt dużo dzieci biega po kartach powieści. Ja poniekąd też
uważam, że strasze powieści miały klimat, że bardziej wciągały itd.
Zastanwialiście się dlaczego tak jest? Dlaczego pani Małgosia pisze coraz
gorsze książki?
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 04.03.08, 14:50
      1.MM wspominała nieraz, ile razy poprawiała, na wniosek redakcji
      dwoje najwczesniejsze książki. Teraz żaden redaktor, jak mniemam,
      nie osmieli sie zwrocić maszynopisu (cd-romu) z nakazem powaznych
      zmian...
      2. Wydaje mi się, ze książki MM były o wiele lepsze, póki nie
      została uznana za piewcę ogniska domowego. To ciąży - bohaterowie
      zachowuja się jak chcą, a idealni "dla pokrzepienia serc" musza byc
      nadal.
      3. No i w ogóle jak dlugo mozna ciągnąć ten sam temat? MM chciała
      skonczyc po "Kalamburce", ale uległa - niepotrzebnie.
      • zieleniack Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 04.03.08, 18:19
        Mi się wydaje, ze dlatego, ze pisząc początkowe powieści, sama była
        jeszcze młodą dziewczyną i łatwiej jej było wczuć się w bohaterki.
        To widać, bohaterki najstarszych części są najbardziej prawdziwe.
        Widać, że opisała je osoba, która wiedziała o młodzieży bardzo dużo,
        która czuła, co jest młodziezowe i patrzyła się na świat oczami
        młodej osoby. Teraz MM patrzy ze swojej perspektywy i tą perspektywe
        wtłacza w ocz bohaterów, a przecież raczej nie zdarza się, aby młoda
        dziewczyna patrzyła na świat oczami kobiety starszej od niej
        kilkadziesiąt lat. Nie jest to "wrzuta" na MM odnośnie jej wieku czy
        coś... Po prostu wydaje mi sie, ze wtedy jako mloda osoba, dobrze
        rozumiala mlodziez, a teraz juz nie do konca pamieta, jak to bylo
        byc nastolatkiem.
        • fenyloalanina5 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 06.03.08, 09:08
          Teraz MM patrzy ze swojej perspektywy i tą perspektywe
          > wtłacza w ocz bohaterów, a przecież raczej nie zdarza się, aby
          młoda
          zieleniack napisała:

          > dziewczyna patrzyła na świat oczami kobiety starszej od niej
          > kilkadziesiąt lat. Po prostu wydaje mi sie, ze wtedy jako mloda
          osoba, dobrze
          > rozumiala mlodziez, a teraz juz nie do konca pamieta, jak to bylo
          > byc nastolatkiem.

          Czy w związku z tym, że autorka jest dojrzałą kobietą, pełną
          doświadczeń, przemyśleń itp. nie sądzicie, że mogłaby "ulepić"
          równie dojrzałą powieść "dla dorosłych", w oderwaniu od Jeżycjady,
          coś w innym klimacie?
          • filmo-teka Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 07.03.08, 14:01
            Chciałabym przeczytać "Musierowicz dla dorosłych"!
            • letizia2 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 07.03.08, 15:10
              Może dlatego, że czasy bardzo się zmieniły, ludzie inni niż kiedyś? Kiedyś w
              jednym mieszkaniu dwie rodziny, dzieci min.dwójka, w sklepach pustki doceniało
              sie to co jest. A teraz każdy na każdego wilkiem, praca po 12 godzin, czas dla
              rodziny tylko w weekend. W dzisiejszych czasach niestety brakuje czasu na
              wszystko, często na rodzinę i dlatego tak nas wciąga klimat pierwszych książek
              Musierowicz.
    • agnieszka_azj Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 04.03.08, 19:10
      Temat był już tu omawiany na wszystkie strony ;-)

      Po "Kalamburce" państwo M. wyprowadzili się z Poznania na wieś.
      Poza tym nastąpiła pewna luka pokoleniowa w jej otoczeniu - dzieci
      już są dorosłe, a wnuki jeszcze małe.
      Jedyny kontakt z żywymi nastolatkami do rzadkie spotkania z
      czytelnikami.
      • martulina2 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 06.03.08, 08:16
        a może MM chciała pokazać niemiennośc wartości bohaterów. Np. wszystkich irytuje
        Ignacy Borejko, na początku, w pierwszych tomach był miłym straszym, ale jakby
        się tak przyjrzeć też był wkurzający. Ale jest na swój sposób oryginalny, cały
        czas ma takie same pasje, wyznaje taką samą filozofię życiową, tak samo traktuje
        rodzinę...tuylko, że się starzeje i z oryginalnego człowieka staje się
        dziwakiem. Może Musierowicz chciała to pokazać, ale...no wiadomo co, czasami
        mami Ignaca dość.
        • martulina2 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 06.03.08, 16:10
          Mam, mam!!!! Być może mamy rozwiązanie, dlaczego nowe książki są słabsze od
          poprzednich. W jednym z nieiwleu wywiadów udzielonych przez MM (wywiad
          zamieszczony w 3 nuemerze "Guliwera" z 2002 roku), mowa o Danucie Sadkowskiej,
          która wprowadzała autorke w tajniki redagowania tekstu. Sama Musierowicz mówi o
          niej tak:" dzis Danka jest mi bardzo potrzebne (...) pisząc, wiem intuicyjnie,
          czego Danka by nie zaakceptowała. To mnie często chroni od przesady, w którą
          czasem popadam, jako osoba impulsywna.Moja redaktorka jest człwoiekiem o bradzo
          wrażliwym smaku. Zawsze mi podpowie: o, tu zgrzyta, tu podszlifować! A tu -
          postapiłaś nietaktownie wobec bohaterki, ona by tego nie zniosła..."
          Czy ja dobrze odczytuje te słowa? czy tu chodzi o to, że redaktorka po części
          dyktuje fabułeę. Rozumiem, że m pomagać, może mieć jakieś sugestie, ale w
          dalszej części wywiadu Musierowicz mówi tak: " Nigdy nie buntuje się przeciw
          mojej redaktorce. Zawsze jej ufam i na wszytsko natychmiast się godzę (...)
          Jesli ona by zażądała, byłabym gotowa wyrzucic nawet kawał napisanego tekstu..."
          Hmmm, co o tym myslicie?
          • tygrys2112 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 07.03.08, 01:15
            z tego wynika, że to taki "przyjazny cenzor" ;)
          • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 07.03.08, 23:41
            Znaczy, masz na myśli, że owa Danka psuje Jeżycjadę?

            Ja bym domyślnie założyła, że przeciwnie, ona raczej poprawia... Czyli pierwotne
            wersje są... hm... jeszcze gorsze...
          • ginny22 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 08.03.08, 00:32
            Myślimy, że przydałby się jeszcze wnikliwszy redaktor.;)
            Rola redaktora jest właśnie taka, jak widac w tym wywiadzie:
            wiedzieć lepiej od autora, kto z kim i w której powieści, kto nie
            móglby się zachować w określony sposób bez wyraźnie podanego powodu,
            które partie powieści trzeba napisac na nowo, a które wywalić, bo
            psują kompozycję całości. I mam wrażenie, że kłopotem MM jest teraz
            to, że redakcja jest wobec niej zbyt pobłażliwa.
          • dakota77 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 08.03.08, 00:40
            martulina2 napisała:


            > Czy ja dobrze odczytuje te słowa? czy tu chodzi o to, że redaktorka po części
            > dyktuje fabułeę. Rozumiem, że m pomagać, może mieć jakieś sugestie, ale w
            > dalszej części wywiadu Musierowicz mówi tak: " Nigdy nie buntuje się przeciw
            > mojej redaktorce. Zawsze jej ufam i na wszytsko natychmiast się godzę (...)
            > Jesli ona by zażądała, byłabym gotowa wyrzucic nawet kawał napisanego tekstu...
            > "
            > Hmmm, co o tym myslicie?

            Rola redaktora merytorycznego jest wlasnie taka. Tu juz nie chodzi o to, czy cos jest poprawne stylistycznie, taki redaktor powiniem wplywac na tresc. I dobrze. Sa smutne przyklady ksiazek, w ktorym zabraklo redakcji merytorycznej lub tez redaktor nie przeciwstawil sie autorowi, efekt jest zalosny. Np. powiescm pt. "Achaja", porazka pod kazdym wzgledem. Nie dosc, ze ma lezaca i kwiczaca zalosnie korektem, choc ktos za to wzial pieniadze, to jescze w tresci takie bzdury, ze plakac sie chce. A byl to, co smutne, bestseller.
            • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 08.03.08, 11:18
              Polska literatura popularna ma w ogóle problemy z redakcją merytoryczną.

              Przypominam sobie 2 zabawne przykłady:

              Jedna książka Izabelli Sowy - o życiu studentów. Cała fabuła opierała się na
              tym, że główna bohaterka miała współlokatora, którego nie mogła zobaczyć na
              oczy, bo cały czas siedział pod stołem i grzebał w wybebeszonym komputerze. Co
              można dzień w dzień montować w komputerze? Nie zgadniecie. "Instalował grę
              komputerową" :-))))) I cała książka na nic.

              Jest też taka książka Marii Nurowskiej. Dzieje się w Afryce. Bardzo ważnym
              punktem akcji było, gdy główny bohater przespał się z miejscową kobietą. Po czym
              wpadł w schizę, że nabawił się HIV. Nie uspokoił się, póki... na drugi dzień nie
              pojechał do miasta i nie zrobił testu na HIV, który okazał się negatywny.
              Redaktor merytoryczny zapomniał, że test na HIV jest miarodajny dopiero po kilku
              miesiącach od zakażenia. I cała książka na nic.
    • juzeffa Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 07.03.08, 19:55
      A może to jest tak: większość z czytelniczek/czytelników swoją przygode z
      jeżycjadą zaczynała w wieku powiedzmy 13-16lat i wtedy inaczej odbierała
      niektóre rzeczy. Kto wie, jakbyśmy teraz miały nascie lat, stosunek do
      najnowszych tomów mogłybyśmy mieć całkiem inny. Może wiec wypowie się ktos młodszy?
      I tak zamierzam kontynuowac moje "czytelnictwo". co do najnowszych tomów, to do
      "Żaby" nie mam zastrzezeń.
    • miecia007 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 07.03.08, 20:45
      Nie potrafię odpowiedzieć na powyższe pytanie, ale nasunęło mi sie
      pewne porównanie.Pamietacie serial "Czterdziestolatek"/ swoją drogą
      własnie powtarzają w TV, można też kupić na DVD "z gazetką"/. W tych
      pierwszych odcinkach wszystko było jakieś takie sympatyczne i
      faktyczne śmieszne, do dzisiaj oglądam z przyjemnością. A
      pamiętacie te nowe odcinki, z lat 90-tych? Główni bohaterowie
      beznadziejnie głupi, egzaltowani, sztuczni, wcale nie zabawni. Skąd
      taka różnica, przecież kręcili to ci sami ludzie?
      • paszczakowna1 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 08.03.08, 01:05
        Bardzo niewiele jest przypadków w dziejach literatury (praktycznie w ogóle nie
        ma, dyskusyjnie Terry Pratchett), żeby autor piszący powieści w jednej tematyce,
        a tym bardziej cykl powieściowy, trzymał wysoki poziom przez cały czas. Na ogół,
        degeneruje się po kilku pierwszych tomach, w najlepszym przypadku z możliwym
        'przebłyskiem' później. MM jest absolutnie typowa, i, moim zdaniem, nie ma co
        się doszukiwać tu przyczyn zewnętrznych.

        Być może ratunkiem dla MM byłaby kompletna zmiana tematyki, ale na to już chyba
        za poźno.
        • panna-lee Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 10.04.08, 20:46
          paszczakówna: Pratchett jest coraz lepszy :) mniej "parodystyczny" niż na początku, o wiele bardziej poważny, wręcz przejmujący - moim zdaniem poziom jego książek idzie w górę, chociaż nie każda tak samo zachwyca.

          co do MM - zakończyłam swoją znajomość serii na Tygrysie i Róży, szczerze mówiąc z powodu recenzji - następne tomy były uznawane za wtórne i bez blasku, uznałam że znajdę lepsze zastosowanie dla pieniędzy niż kupno kolejnej jeżycjady - ale chyba muszę coś nadrobić...

          możecie mi zdradzić, co u laury? widziałam wątek o laurze i nerwusie, dlaczego uważacie że by się nie udało? ja jestem typem laury, mój mąż typem nerwusa, wyszło fajnie :P
          znalazł się ktoś nowy czy ktoś już znany? bo jak nowy to i tak mi to nic nie powie...
          • the_dzidka Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 10.04.08, 21:36
            > możecie mi zdradzić, co u laury? (...)
            > znalazł się ktoś nowy czy ktoś już znany? bo jak nowy to i tak mi
            to nic nie po
            > wie...

            Może jednak przeczytaj to, czego nie przeczytałaś - od TiR pojawiło
            się ładnych kilka tomów, to jest ładnych klika lat - naprawdę
            oczekujesz, że Ci to wszystko tutaj streścimy? Zwłaszcza że sama
            mówisz, że jeśli ktoś nowy, to nic Ci to nie powie? No proszę Cię...
            • panna-lee Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 10.04.08, 22:43
              jeden drobiazg, doprawdy chyba zbyt wiele nie oczekiwałam?
              jeżeli zeszła się z kimś kogo znam z innych tomów, to chyba żaden problem powiedzieć z kim?
              a jeśli nowy, to wystarczy powiedzieć, że nowy. sama pewnie w końcu przeczytam. [powtarzam się, a nie znoszę tego robić, niestety zbyt często jest to konieczne] ale to pewnie trochę potrwa, nie mam aż tyle forsy na zbyciu.

              odpowiedź, jaką dostałam, jakoś mnie nie zachwyciła.....
              szczerze, to nie lubię for za takie właśnie kwiatki :>

              czy może jakaś inna forumowiczka zlituje się nad moją ciekawością? a może połamałam jakies niepisane prawa forum? wolę wiedzieć od razu, po co mam sobie robić nieprzyjemności też w innych wątkach....?
              • ginestra Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 10.04.08, 23:43
                Hej, Panno-lee, nie przejmuj się. :)
                Miło, że piszesz - też i w innych wątkach, właśnie weszłam na forum i czytam i
                po kolei dopisuję się.
                Ja myślę, że z tym podawaniem szczegółów to może Dzidka nie chciała za dużo
                zdradzać treści, żeby nie zepsuć Ci czytania, ale to indywidualna sprawa, mi na
                przykład czasami nie przeszkadza lekkie uprzedzenie faktów, zależy w jakiej
                książce, bo jeśli nie mam zbyt emocjonalnego stosunku do niej, to parę
                szczegółów można poznać.
                Widzę, że Ty nie masz nic przeciwko temu, skoro spytałaś.

                No więc Laura w tych kolejnych książkach oczywiście rośnie i przeżywa rozterki
                uczuciowe, ale potem poznaje takiego chłopaka, w którym się zakochuje z
                wzajemnością i właśnie ma to miejsce w przedostatniej książce cyklu (Żaba), a
                potem jest kontynuacja w ostatniej (Czarna Polwewka), gdzie akcja rozgrywa się
                parę miesięcy później, a więc zastajemy Laurę i jej lubego wciąż w tej pierwszej
                fazie gorącego uczucia, które jednakże trochę pomału zaczyna opadać i zaczynają
                się sobie przyglądać czy pasują do siebie "na życie". A ten chłopak to jest
                faktycznie nowy, ma na imię Wolfgang (w zdrobnieniu Wolfi) i ta rodzina pojawia
                się w wielkim, dalekim przelocie w Imieninach (tzn. Wolfi w przelocie, a jego
                brat trochę wyraźniej). Potem dopiero wkraczają wszyscy na scenę w Żabie.
                Zdradzę Ci jeszcze, że tytułowa Żaba, to jest siostra Wolfiego. Mają jeszcze
                brata... ale, no właśnie! Przecież Imieniny były przed Tygrysem i Różą, to tę
                rodzinę znasz!
                A więc pamiętasz Fryderyka, no to Wolfi jest jego bratem, a Żaba to ich siostra
                Hildegarda.
                Rodzice, państwo Schoppe, też się przewijają przez te książki.

                No, ale jak będziesz miała możliwość skądś pożyczyć te kolejne tomy, to
                przeczytaj, bo fajne :)
                Pozdrawiam!
                • ginestra Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 10.04.08, 23:46
                  PS. Zakończyłam przypadkiem zupełnie odwrotnie do tytułu wątku! :)
                  Chciałam powiedzieć, że dla mnie one są naprawdę fajne w czytaniu, może trochę
                  mniej klimatyczne niż te pierwsze, zgadzam się, ale jeśli się nie czytało, to
                  miło znów pobyć na Roosevelta 5 i zobaczyć co tam się u nich dzieje. :)
                  • panna-lee Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 11.04.08, 12:40
                    ginestra dziękuję serdecznie za odpowiedź :)
                    w sumie to w międzyczasie rozejrzałam się po innych wątkach i doczytałam wolfiego, i hildegardę, a pamiętałam ich z imienin, ale z drugiej strony - mogli się w którymś tomie orzstac na przykład i jest ktoś nowy... trudno ze wzmianek się domyślić :)
                    nie mam zupełnie skąd pożyczyć, nikt znajomy nie kupuje, a ja tez bardziej z sentymentu niż z pasji [jak to było jak miałam np 15 lat :) ] i żeby przeczytać, muszę kupić. dlatego w sumie spytałam, bo licho wie, kiedy się dopracuję tego brakującego kawałka serii :) ale może na allegro coś taniej znajdę :)
                    pozdrawiam

                    ps: dzidka: nie przyszłam tu, żeby się kłócić, tylko porozmawiać o różnych kolejach losu postaci MM, ale nie lubię być traktowana z góry przy byle drobiazgu, myślę że można było to załatwić grzeczniej. oczywiście nie upieram się, to nie moje forum, a mod ma zawsze rację, ale mimo wszystko. pozdrawiam
              • the_dzidka Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 11.04.08, 08:59
                Ciekawe dlaczego wiedziałam, że strzelisz fochem. Za grzeczną uwagę.

                Własnie dlatego nie lubię czasami for. Za takie kwiatki.
          • onion68 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 11.04.08, 08:36
            > paszczakówna: Pratchett jest coraz lepszy :) mniej "parodystyczny" niż na począ
            > tku, o wiele bardziej poważny, wręcz przejmujący - moim zdaniem poziom jego ks
            > iążek idzie w górę, chociaż nie każda tak samo zachwyca.
            >

            Witam i pozdrawiam wielbicielkę MM i Pratchetta w jednym :-)
            • paszczakowna1 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 11.04.08, 12:28
              > > paszczakówna: Pratchett jest coraz lepszy :) mniej "parodystyczny" niż na
              > począ
              > > tku, o wiele bardziej poważny, wręcz przejmujący - moim zdaniem poziom je
              > go ks
              > > iążek idzie w górę, chociaż nie każda tak samo zachwyca.
              > >
              >
              > Witam i pozdrawiam wielbicielkę MM i Pratchetta w jednym :-)

              Też pozdrawiam :-), ale co do Pratchetta, ostatnio nie jest dobrze. Faktycznie,
              najlepsze są książki gdzieś tak od piątej w górę (chyba do "Night watch"
              włacznie), ale ostatnie ("Thud!", "Wintersmith", "Making money") to już niestety
              nie to.

              Ale generalnie, w cyklach powieściowych Pratchett to fenomen jakości pisarstwa.
              • onion68 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 11.04.08, 12:36
                Ale "Monstrous regiment" bardzo, bardzo :-) Pratchett o feminizmie.
                • onion68 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 11.04.08, 12:40
                  > Pratchett o feminizmie.

                  Między innymi oczywiście.
                • panna-lee Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 11.04.08, 12:44
                  heheh :) lubię wielu pisarzy, naprawdę. większość niestety już nie żyje i nie może ciągnąć cykli :P

                  ponieważ pratchetta w oryginale nie czytam z uwagi na braki w słownictwie [mogłabym sobie spalić całą "polską" przyjemność] to się tu nie wypowiem. Zimistrza jakoś nie czytałam. i nie kupiłam. coś mnie powstrzymało :P

                  ale o pratchecie jest sąsiednie forum, jestem też na nim, nie ma co zaśmiecać tego :)

                  może jeszcze dodam coś o cyklach - wiem z doświadczenia, że jak coś się tworzy ot tak sobie, bo naszło natchnienie, dzieło zaczyna żyć swoim życiem, coś trzeba dorobić, coś zniszczyć - wyszło fajnie. ale fajna książka...! to przy następnych człowiek zaczyna się wypalać z pomysłów. nie może swobodnie operowac postaciami [bo ich charaktery są już określone], nie może wyjechać z czymś dziwnym i zaszokować wiernych czytelników, pewne zasady poprzednich tomów trzeba zachować.... i cykl zaczyna wpadać w koleiny serialu. coraz to nowe przygody trzeba wymyślać, żeby była książka - a na początku książka jako przygoda powstawała i było pomysłów aż za wiele :)
                • yowah76 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 29.04.08, 18:11
                  A ja i tak mam jeszcze nadzieje, ze mimo choroby o wiedzmach mi
                  napiiisze...
    • kochanica-francuza Bo dawniej było dużo jaj, a teraz samo ideolo 14.04.08, 21:01
      Kto pamięta Kłamczuchę, tkwiącą w okienku od spiżarni, podczas gdy Pawełek
      łomoce do jej drzwi?

      I radosne podśpiewywania Mamerciątek tudzież ich akcję zarobkową?

      A teraz to samo ideolo, wzniosłość, i co drugie słowo "oczywiście". - Ślubu
      udzielał OCZYWIśCIE ojciec Krzysztof. Inaczej być nie mogło.

      • onion68 Re: Bo dawniej było dużo jaj, a teraz samo ideolo 14.04.08, 21:07
        > I radosne podśpiewywania Mamerciątek tudzież ich akcję zarobkową?

        I ich przysmaki!
        A kto pamięta, to chyba tak retorycznie było ;-)
        • mamalilki Re: Bo dawniej było dużo jaj, a teraz samo ideolo 14.04.08, 23:34
          Tak a propos, bo mnie to od dawna meczy: czy ten Ojciec Krzysztof pojawia sie
          kiedykolwiek wczesniej? (Poza Noelką)? Czy identyfikujecie go jako przyjaciela z
          mlodosci? Bo taki oczywisty ale jak dla mnie to nigdy sie wczesniej nie
          pojawial, nie bylismy sobie chyba przedstawieni?
          • yowah76 Re: Bo dawniej było dużo jaj, a teraz samo ideolo 29.04.08, 18:10
            KRZYSIO??? porzucony przez nedzna Paulinke, udreczony
            dorobkiewiczostwem rodzicow porzucil marnosc ziemska i wstapil do
            zakonu...
            chyba, ze to jakis znajomy zakonnik MM;) taki product placement:)))
        • mamalilki Re: Bo dawniej było dużo jaj, a teraz samo ideolo 14.04.08, 23:37
          A ja wiem, czemu Dzidko sie irytujesz. Kiedys zjedlismy tu jakiegos chlopca
          chyba, ktory mial MM w lekturze i usilowal sie dowiedziec paru szczegolow z
          fabuly, zeby napisac wypracowanie. Na forum FANOW MM raczej zaklada sie, ze
          uczestnicy znaja ksiazki, albo chca je poznac, bo juz czesc przeczytali. Dlatego
          malo popularna jest postawa kogos, komu czytac sie juz nie chce, ale interesuje
          go jeden watek.
          • panna-lee Re: Bo dawniej było dużo jaj, a teraz samo ideolo 28.04.08, 16:05
            wielbić pisarzy, owszem, lubić czytać ich książki, w tym cykle, fajnie. ale nie związujcie się z tym na śmierć i życie, bo tracicie dystans - i fakt, że ktoś kilku ostatnich tomów nie kupił, a pyta co w środku, brzmi nieledwie jak obraza.
            mamalilki: wybacz, że obraziłam Twoje [tudzież dzidki] uczucia musierowiczowe. rozumiem oczywiście, że w oczach niektórych nie zasługuję absolutnie na to, żeby tu w ogóle siedzieć w roli fanki, skoro poczytuję MM dopiero od lat 20, każdą książkę po wielekroć, ale to nic, skoro nie mam tych najnowszych, a przestałam kupować, bo rodzina borejków przestała mi się podobać, a ich przygody stały się zanadto podszyte morałem...... i kupowałam inne książki.
            normalnie zbrodnia :)
            pewnie dlatego mało popularna. zbrodnie zazwyczaj tym się cechują.
            • mamalilki Re: Bo dawniej było dużo jaj, a teraz samo ideolo 28.04.08, 18:16
              Nie w tym rzecz. Jesli ktos gardzi telenowelą, bo to telenowela (albo cykl
              powiesci, ktory mocno zaczyna ja przypominac) to zgoda. Nie czyta, bo to nie
              jest fajne, madre itp. Ale jesli gardzi telenowelą a jednoczesnie chce znac
              "dalsze losy bohaterow" (nawiasem mowiac tez rodzaj przywiazania bez dystansu -
              skoro ci ludzie nie istnieja to co Cie obchodza ich losy?) to jest to rodzaj
              pewnej schizofrenii. Albo nie uznajesz nowych tomow, albo gdzies tam cichcem
              podczytujesz, co z Twoja ulubiona Laura. Mialam ten problem ze Scarlett O'Hara.
              Po 30 stronach "dalszego ciagu" wyrzucilam go do kosza na smieci, poniewaz byl
              to gniot nie z tej ziemi, ale w zwiazku z tym nie interesuje mnie co autorka
              wymyslila na temat Scarlett na emeryturze. Nawet bylam ciekawa, ale nie chce
              tego wiedziec ze wzgledu na szacunek do oryginalu i uwielbienie dla Mitchell.
              • nighthrill Re: Bo dawniej było dużo jaj, a teraz samo ideolo 29.04.08, 13:37
                A ja przeczytałam oba tomy "Scarlett" z zainteresowaniem - może i gniot, i przez
                kogoś innego w dodatku pisany, ale chciałam wiedzieć, co się wydarzy:) No i wiem:)
                Pisanie kontynuacji przez inne osoby to w ogóle kontrowersyjna sprawa...
              • ananke666 Re: Bo dawniej było dużo jaj, a teraz samo ideolo 29.04.08, 14:32
                Też próbowałam dalszego ciągu opowieści o Scarlett, ale dałam sobie spokój tak samo szybko. Z kontynuacji potworna wręcz była rzygowina po Trylogii - "W ręku Boga", autorstwa niejakiego Andrzeja Stojowskiego. Facet walił pomysłami jak z armaty, jeden gorszy od drugiego. Można się m.in. dowiedzieć, że Skrzetuski całe życie u pańskich klamek wisiał, Wołodyjowski był do niczego w łóżku, kochać to oni tam się średnio kochali, tylko im się tak wydawało, jako szczytowa zgroza objawił się gościnny występ TYCH trzech muszkieterów, których Basia rozbroiła dziecinną szabelką. Proszę, proszę, niech to ktoś przebije.
            • idomeneo Re: Bo dawniej było dużo jaj, a teraz samo ideolo 28.04.08, 18:24
              a ja myślę, że nie chodzi tu o obrażanie uczuć musierowiczofilnych, tylko raczej
              o dość praktyczny problem, związany z korzystaniem z forum. W kolejnych
              częściach Jeżycjady powracają te same postaci, a ich perypetie obyczajowe
              (głównie sercowe) to oś narracyjna całego cyklu. Na tym forum roztrząsane są
              obficie kwestie ewolucji bohaterów, psychologicznego prawdopodobieństwa
              podejmowanych przez nich decyzji i zachowań (w kontekście wszystkich
              wcześniejszych tomów), konstrukcji postaci itd.

              Ponieważ jest to "forum fanów Małgorzaty Musierowicz", a nie "forum fanów
              Małgorzaty Musierowicz do Kalamburki" (czy jakiegoś innego tomu), więc siłą
              rzeczy te analizy czy komentarze są dość przekrojowe - tak jest na przykład w
              wątku o Pyziaku, który założyłaś. Chodzi więc moim zdaniem raczej o możliwość
              swobodnego uczestniczenia w dyskusji, a nie przymus lubienia wszystkich tomów cyklu.
              • idomeneo Re: Bo dawniej było dużo jaj, a teraz samo ideolo 28.04.08, 18:29
                pisałam powyższego posta równolegle z mamalilki - jest skierowany do panna_lee :)
            • kochanica-francuza Re: Bo dawniej było dużo jaj, a teraz samo ideolo 04.05.08, 19:57
              No to ja druga zbrodniarka jestem. ;-)

              Ale losy bohaterów jakoś mnie nie tego. Bobcio z myszami, Aniela w okienku - OK.
              Ale bez myszy i okienka, samo ideolo, to ja dziękuję.
    • croyance Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 02.05.08, 15:41
      Moja teoria jest taka (oczywiscie, to tylko moje przemyslenia, a nie
      prawdy objawione, wiec chetnie podyskutuje):

      W Polsce bycie pisarzem traktuje sie jako powolanie, a nie zawod.
      Bycie artysta to rodzaj osobowosci (w pewnym sensie jest to,
      oczywiscie, prawda, bo trzeba miec pewne predyspozycje), a nie
      rzemioslo. Stad tlumy utalentowanych nawet niekiedy aspirujacych
      pisarzy, ktorzy maja moze i potencjal i dobre pomysly, ale nie maja
      warsztatu. Bo talent, to przeciez wszystko. Poprawcie mnie, jesli
      sie myle, ale chyba na zadnym z uniwerkow nie ma miejsca, gdzie
      mozna studiowac creative writing - tu moge nie miec aktualnych
      infomacji - jesli takie miejsca sa, bardzo by mnie to ucieszylo, bo
      chcialabym zobaczyc sprawnych rzemieslnikow zamiast natchnionych
      czlonkow bohemy bez zadnego pomyslu na organizacje wlasnej pracy.

      Ten mit artysty przekletego, co to siada i czeka na Muze, a potem
      tworzy dzielo, bardzo krzywdzi, IMHO, mlodych amitnych pisarzy i
      poetow, bo daje im nierealistyczna wizje zawodu, ktory wybrali. Mam
      nawet taka koncepcje, ze wlasnie z braku warsztatu narazeni sa oni
      na frustracje i niespelnienie, brane z kolei za konieczny skladnik
      zycia artysty. To jest, w pewnym stopniu, niesamowite: ci sami
      ludzie, ktorzy sa w stanie przygotowac sie merytorycznie do
      napisania eseju, artykulu, pracy magisterskiej – czekaja z
      zalozonymi rekoma na ‘natchnienie’, z pogarda patrzac na zasady
      konstruowania powiesci czy dialogow (bo przeciez trzeba byc
      oryginalnym i lamac zasady; moja opinia jest taka, ze zeby bawic sie
      kowencjami i regulami, trzeba je najpierw miec w malym palcu). I to,
      niestety, widac w wiekszosci wydawanych powiesci. Slusznie pisala
      anuszka, ze brakuje redakcji merytorycznej. Ale nie wiem, czy to
      akurat powinno nalezec do redakcji!

      Czytalam ostatnio wywiad z Natsuo Kirino: zapytana, co obecnie robi,
      odpowiedziala: I am researching material for my new book (nie
      powiedziala: czekam na inspiracje). I tu, wydaje mi sie, lezy pies
      pogrzebany: przekonanie, ze przy tworzeniu fikcji panuja jakies inne
      zasady, niz przy pisaniu pracy habilitacyjnej.

      Teraz, do czego zmierzam: pisarz debiutujacy stara sie bardziej –
      moze i nawet robi research, stara sie upchnac swoje pomysly w jakas
      mniej lub wiecej przestudiowana forme, staje na glowie, zeby olsnic
      potencjalnego wydawce. Z drugiej strony, wydawca tez poswieca uwage,
      bo w gre wchodza jego finanse. Ale potem, gdy ksiazki okazuja sie
      wydawniczym sukcesem, nastepuje, wg mnie, cos takiego:
      - pisarz udowodnil wszystkim, ze ma talent (bo, jak
      wspomnialam, u nas sie wciaz wszystko rozbija o talent, a nie
      wysilek i przygotowanie) i nie musi juz starac sie przesadnie (i tak
      wydadza wszystko, co napisze) - z kolei skrytykowac nie sposob, ze
      zle zaprojektowane, bo to atak na umiejetnosci i osobowosc pisarza
      - wydawca tnie koszty, bo kolejne ksiazki i tak upchnie – a
      wierni czytelnicy wszystko kupia (znacie pewnie ze szkoly
      pojecie ‘jechania na opinii’).

      Pisarz jest szczesliwy: jest artysta, zostalo to oficjalnie
      stwierdzone: rozleniwia sie wiec, wydawcy zas wszystko jedno. Same
      przyznacie, ze najnowsze ksiazki MM czy Chmielewskiej wygladaja jak
      szkice (jest taka metoda konstruowania powiesci, ktora nazywa sie
      metoda platka sniegowego: najnowsze ksiazki MM to ksiazki wydane i
      opublikowane w polowie cyklu platkowego, czyli sprzedawanie draftu).
      Mysle, ze dopoki nie zmieni sie sposob postrzegania pisania i
      pisarzy, na wszystkich czeka ta sama pulapka.

      Ja nie widze w najnowszych ksiazkach MM mniej talentu i pisarskiego
      wyczucia, niz w ksiazkach starszych: widze mniej pracy - ot, zdolna
      uczennica napisala prace domowa na kolanie, bo i tak dostanie piatke.
      • tygrys2112 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 02.05.08, 20:33
        nie do końca się zgadzam z tym co piszesz. Również uważam, że do
        tworzenia czegokolwiek artystycznego potrzebna jest praca i
        rozwijanie warsztatu, ale myślę, że są różne osobowości artystyczne.
        Znam osoby, które potrafią sobie powiedzieć - dobra siadam od 10 do
        pracy jak wczoraj, posiedzę do 16. I ten sposób pracy mi odpowiada.
        Ale jest też inny typ osób. Są takie chwile, kiedy mają
        nagle 'Eureka' i wtedy to co tworzą ma to coś. To jest natchnienie.
        Ja mam coś takiego z rysowaniem. Są takie momenty, kiedy czuję, że
        mam ochotę coś narysować. I wtedy zaczynam. Ale czasem jest tak, że
        odczuwam pewne zmęczenie. I muszę to odłożyć na dzień, dwa, aż
        poczuję, że mogę dalej, bo jest to właściwy moment. Uparcie robię
        swoje, ale wtedy, kiedy wiem, że warto. Jeśli czuję, że jestem
        bliska zniszczenia swojej pracy, bo ją przepracowuję, muszę rzucić
        to i zająć się czymś innym. I myślę, że w Jeżycjadzie może być
        podobnie. Że autorka czuje presję pisania, chociaż wcale nie ma na
        to ochoty. I wtedy te książki nie mają czegoś w sobie.
        • croyance Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 02.05.08, 21:10
          Pozwole sie z Toba nie zgodzic :-)
          Nadal uwazam, ze natchnienie natchnieniem, ale potrzebna jest
          znajomosc rzemiosla. Samo natchnienie nie wystarczy, zeby np.
          rysowac, jesli nie mialo sie ani jednej lekcji rysunku. Owszem, sa
          artysci, ktorzy nie mieli takowych, ale sa w mniejszosci: wiekszosc
          jednak dochodzi do tworzenia dziel praca i rozwojem, doskonaleniem
          swoich umiejetnosci.
          Zgadzam sie z Toba w tym sensie, ze roznie ludzie organizuja sobie
          prace - tak jest we wszystkich zawodach: jeden doradca podatkowy
          bedzie tworzyl opinie podatkowe po polnocy, drugi najsprawniejszy
          jest rano, jeszcze trzeci najlepiej pracuje w pociagu popijajac sok
          pomidorowy etc. Ale wszyscy musza miec stosowna wiedze i informacje
          o tajnikach zawodu: nie wystarczy im 'wyczucie' i 'zdolnosci
          biznesowe'. Tak samo, architekt, lekarz, psychoog. Mozna miec
          predyzpozycje, ale trzeba je ksztalcic: chociaz styl pracy
          oczywiscie moze sie roznic w poszczegolnych przypadkach.

          Nawet osoba, ktora obudzi sie z okrzykiem 'Eureka' i pobiegnie do
          komputera tworzyc dzielo, nic nie wskora, jesli np. nie umie uzywac
          klawiatury, albo nie zostala nauczona pisac (czy pisac
          ortograficznie). Mozna miec zdolnosci jezykowe, ale pewna wiedza tez
          jest jednak potrzebna. I tego mi, niestety, brakuje: przede
          wszystkim zas braku merytorycznego przygotowania. Bo to jest cos, co
          mozna robic na co dzien, do czego nie potrzeba natchnienia.

          Wyobraz sobie, ze piszesz powiesc kryminalna. Zbierasz informacje z
          dziedziny kryminologii, rozmawiasz z policja, ogladasz programy z
          serii Forensic Detective etc. I faktycznie, budzisz sie z
          natchnieniem i piszesz wszystko z buta: ale bez w/w informacji w
          folderze na nic Twoje natchnienie i eureka.
          • tygrys2112 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 02.05.08, 21:38
            > Nadal uwazam, ze natchnienie natchnieniem, ale potrzebna jest
            > znajomosc rzemiosla. Samo natchnienie nie wystarczy, zeby np.
            > rysowac, jesli nie mialo sie ani jednej lekcji rysunku.

            Ale ja napisałam, że z tym się zgadzam. Sama chodziłam wielokrotnie
            na różnego rodzju zajęcia, chodzę obecnie i uważam że to jest
            potrzebne. Ale uważam, że bez natchnienia samo rzemiosło nie
            wystarcza. Moim zdaniem potrzebne są obydwie rzeczy.
            • tygrys2112 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 02.05.08, 21:40
              chodziło mi raczej o to, że nie każdy pisarz zbiera materiały.
              Wydaje mi się, że jedni to robią od podstaw, drudzy kształcą się i
              rozwijają, ale nagle wpadają na coś co chcą stworzyć.
              • melmire Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 03.05.08, 16:16
                Pozwole sobie polecic wam "Jak pisac. pamietnik rzemieslnika" Stephana Kinga.
                Naprawde super ksiazka o pisaniu :)
              • croyance Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 04.05.08, 12:05
                Hey Tygrysie :-)

                Mnie chodzilo tez o takie materialy, gdzie pisarz siada i robi sobie
                rozpiske: w jednym folderze ma dane osobowe swoich bohaterow (nie
                robi wtedy pomylek co do ich koloru oczu), w innym ma zebrane z
                zycia smieszne powiedzonka, opisy spotkanych postaci, ciekawe slowa
                czy frazy etc. (to ostatnie, musze przyznac, MM robi, ale chyba
                glownie czerpie ostatnio z netu).
                • anutek115 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 04.05.08, 12:57
                  Tygrysie,
                  Croyance już Ci odpowiedziała, ale ja jeszcze trochę dopiszę.
                  Też mam tak jak Ty względem rysowania - są dni, gdy nie tykam ołówka, bo wiem,
                  że i tak nic z tego nie będzie, są takie, gdy budzę się o piątej rano, a
                  wieczorem najchętniej bym się nie kładła, bo rysuje mi się wyśmienicie. Z
                  pisaniem na pewno jest podobnie - to znaczy z samym aktem pisania. Ale poza
                  aktem pisania jest ta cała otoczka, ta saga, która się rozrosła i sama autorka
                  zaczyna się plątać w szczegółach, ten zmieniający się świat. I chociaż MM nie
                  pisze powieści kryminalnych z okresu średniowiecza, trochę wiadomości przydałoby
                  się pozbierać. Pamiętasz nasz wątek o wpadkach? Połowa z nich by się nie
                  zdarzyła, gdyby autorka przed napisaniem powieści poszukała_informacji_ na temat
                  - a tu mamy Natalię, trzy razy zmieniającą rok urodzenia (raz tylko po to, by ją
                  z Bebe w jednej klasie umieścić, nonszalanckie podejście do postaci i
                  czytelnika, moim zdaniem), mały fiat, który ma silnik nie tam, gdzie go ma
                  naprawdę, i masę innych rzeczy, których nie pamiętam, i których zresztą nie ma
                  powodu powtarzać, bo do wątku wystarczy zajrzec. Ja w każdym razie zgadzam się z
                  przedpiśczynią (Croyance?), która nazwała to syndromem dobrej uczennicy, która
                  jedzie na opinii.
                  No, może jeszcze Autorka nie spodziewała się, że powstanie takie forum, gdzie
                  każde jej zdanie będzie dzielone na czworo :-).
                  • tygrys2112 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 04.05.08, 19:49
                    > Też mam tak jak Ty względem rysowania - są dni, gdy nie tykam
                    ołówka, bo wiem,
                    > że i tak nic z tego nie będzie, są takie, gdy budzę się o piątej
                    rano, a
                    > wieczorem najchętniej bym się nie kładła, bo rysuje mi się
                    wyśmienicie.

                    Jak miło spotkać bratnią duszę :) Właśnie wróciłam z pleneru, tym
                    razem malowłam :)

                    Co do rozpiski, to pani Musierowicz chyba robi taką od jakiegoś
                    czasu. :) W nowej jeżycjadzie wyczuwam raczej pewnego rodzaju zmianę
                    języka, spojrzenia itp. I za szybko zmieniającą się fabułę. Nie
                    powiem, że mi się te książki nie podobają, ale wyczuwam jakieś
                    zgrzyty w stylu i zbyt duży pośpiech.
                    • tygrys2112 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 04.05.08, 19:58
                      > Też mam tak jak Ty względem rysowania - są dni, gdy nie tykam
                      ołówka, bo wiem,
                      > że i tak nic z tego nie będzie, są takie, gdy budzę się o piątej
                      rano, a
                      > wieczorem najchętniej bym się nie kładła, bo rysuje mi się
                      wyśmienicie.

                      Na pewno macie sporo racji, że wynika to w dużej mierze z
                      nieprzygotowania wątków, ale myślę też, że z tworzenia na siłę pod
                      presją czytelników po części też.
                      • ginestra Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 05.05.08, 00:27
                        Jak tak czytam ostatnie wypowiedzi, to zgadzam się w zupełności z Tygrysem (z
                        uwzględnieniem wspólnej opinii Tygrysa i Croyance o tym, że znajomość warsztatu
                        i stałe zdobywanie wiedzy przez pisarza też są potrzebne oczywiście).

                        Jednakże ja bym o wiele bardziej stawiała na talent pisarski - on jest, według
                        mnie, najważniejszy i to on dyktuje pisarzowi czego musi się on dodatkowo
                        dowiedzieć, czego mu potrzeba do konkretnej powieści, a nie odwrotnie.
                        Prawdziwie utalentowanego pisarza można poznać nieomylnie, bo ten talent to dar
                        - oczywiście pielęgnowany przez samego pisarza, ale zwykle skoro on ten talent
                        ma, to przede wszystkim będzie dużo czytał, słuchał ludzi, obserwował
                        rzeczywistość, otoczenie, zapisywał myśli, które mu przychodzą do głowy, będzie
                        cały czas chłonął wiedzę o życiu - materiał do swoich książek. A mając pomysł na
                        książkę osadzoną w takich czy innych fascynujących go realiach, będzie starał
                        się naturalnie dowiedzieć się o nich jak najwięcej. Ale to wszystko wyjdzie od
                        jego talentu, a nie odwrotnie - od materiału.
                        To tak jak z Mozartem - oczywiście, że musiał znać nuty i zasady komponowania,
                        ale z chwilą kiedy poznał wręcz prymitywne podstawy, ta muzyka zaczęła w nim po
                        prostu powstawać i domagać się wyrażenia, więc uczył się oczywiście cały czas
                        więcej tego, czego mu było potrzeba (słuchał też muzyki różnych twórców), ale
                        motorem tworzenia był talent - jego własny, niepowtarzalny duch, który nim
                        kierował, a on tylko musiał po prostu jakoś zakodować to co ten duch mu mówił,
                        więc to posłusznie kodował. Tak samo, jak sądzę, jest z pisarstwem.

                        Najpiękniejsze w powieściach, które mnie zachwyciły jest to, że mają takiego
                        ducha niepowtarzalnego dla danego pisarza. Ten duch odzwierciedla osobistą
                        wrażliwość oraz niekiedy "duszę narodową" pisarza, w tym sensie, że np. u
                        Dostojewskiego czuje się oprócz osobowości pisarza też taką rosyjską, słowiańską
                        duszę. U innych pisarzy też jest to widoczne. I moim zdaniem studia nad
                        "creative writing" mogłyby tego ducha wręcz zagłuszyć u młodej, utalentowanej
                        osoby, gdyby ta się zaczęła bardzo przejmować tymi zasadami. Owszem, do pisania
                        powinny zabierać się osoby, które są już tak mocno przesiąknięte literaturą i
                        mają tak dużą świadomość tego, co chcą przekazać, że dialogi i opisy "same się
                        im piszą", jak u Mozarta pisała się muzyka. Musi być ten element bezwiedny, a
                        potem można to dopracowywać, ale już bardziej intuicyjnie, choć chłodnym okiem -
                        jak to przy dopracowywaniu. Natomiast nie powinny się za pisanie zabierać osoby,
                        które tego talentu nie mają, choćby zgłębiły warsztat. Istnieje
                        niebezpieczeństwo, że osoby bez talentu mogą po takim kursie pisania nabrać
                        przekonania, że wystarczy zebrać rzetelnie materiał, wymyślić fabułę i napisać
                        ciekawą powieść. Moim zdaniem nie wystarczy i choćby tę powieść wydano, nie
                        będzie dobra.

                        Oczywiście ludzie mają talent w różnym stopniu. Czasami trudno powiedzieć czy
                        ktoś ten talent ma czy nie. Są takie utwory, w których niby czuje się, że autor
                        ma jakąś wrażliwość, że coś chce przekazać, ale czuje się też jakąś
                        akademickość, jakieś upychanie materiału, albo coś takiego, że autor napisał
                        opowiadanie, które jest jakieś dziwne, nieuchwytne, nieżyciowe, nie wiadomo o co
                        mu chodziło, ale widać gołym okiem, że "tak miało być", że jest ono właśnie
                        dopracowane, że te niedopowiedzenia, dysonanse i tym podobne zabiegi są celowe,
                        są wyważone i mają właśnie tak zostawić czytelnika w napięciu, a tak naprawdę to
                        pozostawiają go we wrażeniu jakiegoś "rozmemłania" i niedokończenia i właściwie
                        w obojętności co do dalszych losów i kondycji psychofizycznej bohaterów.
                        (Ostatnio przeczytałam takie właśnie opowiadania (było to zadane do dyskusji w
                        pewnej grupie) po angielsku (opowiadania współczesnej autorki Ali Smith). I
                        właśnie te opowiadania takie były - co najmniej dziwne, ale widać, że
                        skomponowane według jakichś prawideł. Albo choćby takie zabiegi, które język
                        angielski odda, a inne języki nie, czyli opowiadanie, w którym nie wiadomo czy
                        osoba, która w nim występuje i przeżywa miłość i różne zdarzenia jest kobietą
                        czy mężczyzną, ale to nie ma, oczywiście, znaczenia dla fabuły, bo taka jest
                        idea, żeby pokazać jakiś aspekt czy też uniwersalność miłości. I wiadomo, że to
                        jest "specjalnie" tak, że ta płeć jest ukryta, taki zabieg, ale to nie jest
                        niestety fajne w odbiorze (według mnie oczywiście). Może i komuś się to podoba,
                        rzecz gustu, ale trudno jest takie opowiadania czy powieści czytać z
                        zaangażowaniem, bez dystansu, bez widzenia gołym okiem tych elementów koncepcji.
                        Tymczasem (to jest oczywiście moje zdanie) ciekawiej się czyta kiedy czytelnik
                        tak totalnie wtapia się w akcję, przeżycia bohaterów, żyje w tej książce. Może
                        czasem oczywiście odbierać wrażenia też kompozycyjne czy inną literackość,
                        dostrzegać je i chylić czoła nad przemyślnością autora, ale to raczej przy
                        odkładaniu na chwilę lektury - a kiedy się w lekturze zatapia, to na powrót żyje
                        wraz z bohaterami w tym świecie przedstawionym. To można osiągnąć tylko
                        talentem, moim zdaniem. Również z talentu wypływa sugestywny język dobrany do
                        świata przedstawionego i właściwy dla pisarza, jak ulubiona paleta barw dla malarza.

                        Moim zdaniem pani MM ma warsztat literacki, ma talent i wyczucie słowa, dar
                        kreowania ciekawych i charakterystycznych postaci, empatii i ogólnie na pewno
                        też jej powieści są dopracowane, przynajmniej widać, że dokłada starań do
                        topografii miasta i opisów podróży, zgadza się (mam nadzieję) czas potrzebny na
                        pokonanie odległości i na to, żeby w tym czasie coś innego się zadziało w innym
                        miejscu. Jedynie - to fakt - przydałoby się jej kompendium wiedzy o bohaterach,
                        ich datach urodzenia i innych szczegółach, a także wiedza techniczna
                        (motoryzacja i te sprawy). Ale ten talent jest na pierwszym miejscu i jest
                        widoczny, według mnie.

                        Jeszcze powiem, że (choć, jak przyznałam się w innym wątku) mało niestety czytam
                        beletrystyki w ostatnich latach (wręcz latach!) i nie wiem jak to jest z
                        polskimi pisarzami teraz, ale wydaje mi się, że to dobrze, że u nas ten mit
                        "natchnionego pisarza" wciąż jest w mocy (jak zauważyła Croyance). Ja myślę, że
                        talent się zawsze obroni. Nie czytałam nic Doroty Masłowskiej, ale z recenzji
                        wynikało, że taka młoda osoba napisała fenomenalną, debiutancką książkę, bardzo
                        dobrze pokazującą świat przedstawiony językiem dostosowanym do specyficznego
                        rejestru i tymże językiem oddane były też monologi wewnętrzne bohaterów itp.
                        Wydaje mi się, że to jest właśnie przykład tego talentu, który po prostu
                        dyktował jej palcom co mają pisać i ona pisała, bo materiał w głowie dojrzewał w
                        niej przez obserwację życia już od długiego czasu, a warsztat intuicyjnie
                        wchłonęła dużo czytając różnych lektur - domowych i szkolnych, ucząc się
                        ogólnie w szkole analizowania literatury itp., ale nie
                        __pisania__jako__takiego__ (creative writing). Może się mylę co do tej autorki,
                        to są moje przypuszczenia, ale moim zdaniem jej przykład to dobra ilustracja
                        tego, co chcę powiedzieć.

                        W konkluzji: moim zdaniem pani Małgorzata mogłaby może bardziej wniknąć w swój
                        talent raczej niż robić research. Poczuć co ten talent, duch, sam z siebie
                        chciałby powiedzieć. Tymczasem może pułapką jest przymus kontynuacji losów
                        bohaterów. Może nie tędy droga? Może mogłaby stworzyć sobie takie warunki,
                        przede wszystkim psychiczne, żeby jej doświadczenie życiowe, obserwacje,
                        przeżycia, przemyślenia itp. - czyli to tworzywo dla powieści - samo zaczęło się
                        układać w fabułę? Wtedy może wyszłaby zupełnie inna ksiażka - nie o Łusi, nie o
                        całującej się parze w tle, ale o czymś zupełnie innym? Ja myślę, że od tej
                        strony, byłoby lepiej.
                        Przepraszam jeśli sie zbytnio wymądrzam.
                        Pozdrawiam!
                        • tygrys2112 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 05.05.08, 01:47
                          Natomiast nie powinny się za pisanie zabierać osoby
                          > ,
                          > które tego talentu nie mają, choćby zgłębiły warsztat. Istnieje
                          > niebezpieczeństwo, że osoby bez talentu mogą po takim kursie
                          pisania nabrać
                          > przekonania, że wystarczy zebrać rzetelnie materiał, wymyślić
                          fabułę i napisać
                          > ciekawą powieść. Moim zdaniem nie wystarczy i choćby tę powieść
                          wydano, nie
                          > będzie dobra.

                          Właśnie o to mi chodziło.
                        • croyance Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 06.05.08, 13:40
                          Droga Ginestro ;-) Mam nadzieje, ze nie obrazisz sie, jesli pozwole
                          sobie nie zgodzic sie z Twoja opinia - chociaz jak najbardziej
                          szanuje Twoje zdanie.

                          Widze, ze moj poglad na pisanie jest dosc niepopularny :-D Ale
                          odkrylam niedawno, ze naprawde systematyczne organizowanie sobie
                          pracy czyni cuda (pewnie nie wszystkim, oczywiscie, bo rozni sa
                          ludzie i pisarze).

                          Pozostane przy swoim zdaniu, ze sam talent nie wystarczy: IMHO widze
                          go jako wielka mase kolorowej wody, ktorej nadac trzeba forme. Bede
                          sie tez upierac :-) ze bez pracy nie ma kolaczy :-D i samo
                          natchnienie etc. niewiele da.

                          To jak z tancem: od razu widac, kto ma predyzpozycje, a kto nie.
                          Jesli ktos nie ma naturalnego wyczucia, moze nauczyc sie techniki,
                          ale nie bedzie super tancerzem. Jesli ktos takie wyczucie ma, moze
                          nauczyc sie techniki i byc swietny, a moze sie nie nauczyc i nic nie
                          zyskac. Nie ma sposobu, zeby jechac na talencie w takich dziedzinach
                          jak balet (czy jakakolwiek inna dziedzina). Sa pewne rzeczy, ktorych
                          po prostu sie trzeba nauczyc.

                          Z jezykiem jest tak samo. Ktos moze miec wspaniale zdolnosci
                          jezykowe, ale jesli nie bedzie sie uczyl, nie bedzie
                          mowil 'jezykami' :-) Sam potencjal nic mu nie da. I znowu: ktos, kto
                          takich zdolnosci nie ma, moze sie uczyc, i nic nie zyskac - albo
                          posiasc znajomosc jezyka w stopniu dostatecznym, ale wolno i z
                          trudem. Osoba zdolna nauczy sie szybko etc. - ale znowu, musi z tym
                          jezykiem miec kontakt i musi sie uczyc (nie mowie o nauce slowek, bo
                          sama nigdy tak sie nie uczylam, ale kontakcie z jezykiem, w
                          jakikolwiek sposob).

                          Dla pisarza, bedzie to na przyklad czytanie, podpatrywanie warsztatu
                          innych osob; kazdy ma swoje metody. Ale nie ma tak, ze sie siada i z
                          buta pisze 'Zbrodnie i kare'. Nawet jesli sie pisze ksiazke, do
                          ktorej nie trzeba przeprowadzac wczesniej wywiadow, badan, szukac
                          informacji - nigdy nie ma nic z glowy, zawsze trzeba cos tam
                          znalezc .Kolezanki malarki pewnie zrozumieja, jak powiem, ze dla
                          mnie przyklad z tym maluchem, co mial silnik nie tam, gdzie trzeba -
                          jest jak blad perspektywy na obrazie (albo cien nie z tej strony, co
                          byc powinien).

                          Ginestro, oczywiscie rozumiem Twoje podejscie - ale poglad, ze nauka
                          pisania moze zagluszyc talent u mlodej osoby uwazam za bardzo
                          szkodliwe podejscie. Pisanie wymaga talentu - ale nie stawiajmy go
                          na piedestal. Kazde zajecie w sumie wymaga talentu: nawet bycie
                          ksiedzem czy duchownym wymaga treningu i teologicznych studiow
                          oprocz powolania!

                          Moze i MM powinna bardziej wniknac w swoj talent, ale ja widze -
                          porownujac ksiazki starsze i nowsze - wlasnie obsuwe warsztatowa.
                          Zmiana koloru oczu bohaterki to typowy przyklad: nie o talent tu
                          poszlo, ale brak dopracowania.

                          Widze, ze nikogu tu nie przekonam :-D Ale wywiazala sie fajna
                          dyskusja :-D
                          • ginestra Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 06.05.08, 15:31
                            Witaj Croyance!
                            Jak się okazuje nasze poglądy są w dużej mierze zbieżne. Ja też uważam, że sam
                            talent to nie wszystko - chodzi przecież o ciągłe uczenie się danej dziedziny
                            (pisałam o ciągłym czytaniu, zgłębianiu i obserwowaniu życia przez pisarzy,
                            doskonaleniu się, także o dowiadywaniu się tego, co jest potrzebne dla
                            konkretnego dzieła, które się tworzy). Ja także wiem, że bez pracy nie ma
                            kołaczy. Wiem, że Dostojewski przed napisaniem wspomnianej Zbrodni i kary sam
                            spędził jak błędny ileś dni chodząc po mieście tymi wszystkimi ścieżkami -
                            właśnie tak go ktoś opisał, jak wrócił wyczerpany, nieogolony, z obłędem w
                            oczach, bo on te wszystkie ścieżki, którymi go prowadziła fabuła wydeptał,
                            przeżył wszystko w głowie i w sercu i chyba do jakichś niemożliwych wręcz granic
                            utożsamił z bohaterem. Czytał wcześniej bardzo dużo kronik kryminalnych, spędził
                            też parę lat życia towarzystwie ludzi, którzy niejedno mieli na sumieniu, na
                            pewno też i zabójstwo (w łagrze). On sam czerpał też ze swoich różnych innych
                            osobistych doświadczeń. I to w nim dojrzało, a potem on to ułożył w głowie w
                            powieść i zapisał (a raczej podyktował) - wiarygodnie w najdrobniejszych
                            szczegółach. Również miał wykonaną przez siebie makietę Petersburga i ustawiał
                            tych bohaterów w różnych punktach, śledził czy możliwe będzie żeby ich drogi się
                            krzyżowały tak jak zamierzył, sprawdzał czas. To miasto i wszystkie ścieżki i
                            kamienice też przygotował, niezliczoną liczbę razy chodząc po nim i oglądając je
                            o różnych porach. A więc o coś takiego mi chodziło.
                            Owszem struktura powieści, rozstrzygnięcia formalne, sposób kierowania napięciem
                            itp. na pewno też nie wynikały z samego talentu. Miał on wówczas przeczytane
                            mnóstwo książek, miał autorów, których cenił i takich, z którymi się nie
                            zgadzał. Wszystko to składało się na jakieś jego indywidualne wyczucie formy dla
                            tej treści, którą chciał przekazać. Myślę, że każdy dobry pisarz nie potrafi
                            inaczej podchodzić do sprawy - czyli najpierw świadomie i podświadomie wchłania,
                            a potem nie wie co i jak każe mu pisać tak a nie inaczej. Oczywiście każdy
                            pisarz też ewoluuje - wcześniejsze powieści Dostojewskiego są o wiele słabsze
                            niż późniejsze, jakby obiektywnie. Bo on sam też dojrzewał, cały czas też
                            rozwijał swój warsztat.
                            I o takie podejście mi chodzi. I tu się chyba zgadzamy.
                            Analogia do "pełnego zanurzenia" w języku obcym czy w tańcu czy w innej
                            ukochanej dziedzinie jest bardzo trafna - mi też chodziło o to, że taki Mozart
                            po prostu żył muzyką, słuchał, podpatrywał, ustosunkowywał się, wdrażał nowe
                            rzeczy, których się na bieżąco uczył. Tak samo dobrzy pisarze też są w pełnym
                            zanurzeniu i chcą się doskonalić.

                            Być może mnie odrzuciło jedynie to "creative writing", te ustalone reguły
                            pisania, które ktoś uznał za właściwe i ich uczy. Mi się to źle kojarzy, jakoś
                            tak "anglosasko". Miałam na studiach koleżankę, która wcześniej chodziła do
                            liceum w USA i zdała tam maturę. I ona chwaliła się, że miała bardzo wysokie
                            noty z tego przedmiotu właśnie (creative writing). I nadszedł moment kiedy
                            mieliśmy napisać opowiadanie i ona potem czytała swoją pracę na głos. Powiem
                            szczerze, że niezbyt mi się ta praca podobała. Jakoś tak (właśnie jak to ujęłam
                            w poprzednim poście) widać było gołym okiem te wszystkie zabiegi literackie, a
                            moim zdaniem wielką sztuką jest tak napisać, żeby właśnie nie było ich widać.

                            Podobnie, po początkowym lubieniu włoskiego pisarza (znanego też w Polsce z
                            przekładów) Alessandro Baricco i takim jakby zachwycie jak on potrafi panować
                            nad formą (jego krótkie powieści i opowiadania mają taką muzyczną strukturę -
                            dosłownie! Czyta się je jak utwory muzyczne, tam są takie różne powtórzenia,
                            refreny, zmiany tempa, no takie crescendo, piano itp. - zwłaszcza w krótkim
                            utworze Jedwab albo w innym - Novecento; a czytałam też "Bez krwi"), a wiec po
                            pierwszym zainteresowaniu jakie we mnie wzbudził, rozczarowałam się, bo te
                            utwory, mimo takiej niby wzruszającej i uczuciowej fabuły i tej wyszukanej
                            formy, są właśnie płytkie i zostawiają taki dziwny niedosyt i rozdrażnienie. I
                            niby nie bardzo można się przyczepić, bo on niby stara się też oddać uczucia i
                            opisywać też plastycznie to, co się dzieje, ale ten formalizm jest na pierwszym
                            planie i niewiele pod tym widać i czuć.

                            O tych odczuciach trudno mi w ogóle pisać, bo są bardzo subiektywne, zresztą
                            każdy czego innego szuka w literaturze. Chodzi mi o to, że dobry utwór powinien
                            być pisany (malowany itp.) sercem. I owszem trzeba znać technikę, ale (tak
                            myślę) ma się ją opanowaną wcześniej, a potem, w chwili tworzenia, dzieło
                            zaczyna żyć własnym życiem i tylko wtedy pisarz po prostu sprawdza czy to czy
                            owo się zgadza (jak Dostojewski trasy swoich bohaterów). Moim zdaniem powieści
                            nie powinno się pisać jak dzieło naukowe: najpierw research, materiał, potem
                            siadać za biurkiem i kompilować. (Mam wrażenie, że tak powstała słynna już dla
                            mnie anty-powieść Samotność w sieci ;-) - tam to dopiero jest natłoczone różnego
                            materiału, bo autor wszystko chciał wykorzystać i na siłę tworzył konteksty, że
                            niby to bohaterowi się coś przypomniało albo jego luba go zapytała w mailu: "a
                            czy mógłbyś mi wyjaśnić...", a po prostu autor chciał się popisać jaką to ma
                            wiedzę i ile to pikantnych i drastycznych zna historyjek, nawet o uboju świń
                            itp. :-( ).

                            Według mnie zatem, siedzenie za biurkiem jest bardzo OK, ale tworzywo ma się już
                            w głowie. Słyszałam, że Reymont pisząc Chłopów był zamykany przez żonę w pokoju
                            codziennie na ileś godzin i nie mógł liczyć na posiłek czy cokolwiek dopóki nie
                            napisze iluś stron. Potem dostawał posiłek i znów był zamykany. Wydaje mi się,
                            że sam ją prosił o to, żeby się mobilizować. ;-) A więc na pewno jest to ciężka
                            praca i wymaga ogromnego też uzgadniania szczegółów. Chyba nikt nie zaprzeczy,
                            że u Reymonta wszystko jest super spójne, drobiazgowo opisane, wiarygodne,
                            realistyczne i w ogóle. A więc - jak by to oddać? - w chwili tworzenia ma się,
                            jak sądzę, swoją wizję, taką jakby intuicyjną, podświadomą, oczywiście nasyconą
                            wcześniejszymi lekturami i zmaganiami literackimi, ale akt twórczy to akt
                            twórczy, tam już chyba bardziej działa duch niż rozum.

                            Co do pani Musierowicz, to na pewno przydało by się, aby była uważniejsza,
                            sprawdzała, pytała znajomych i dowiadywała się o szczegóły i prawdopodobieństwo
                            w takich obszarach, w których nie czuje się sama "właścicielką tematu". Założę
                            się, że może pisać duchem o tym co czuje młodziutka dziewczyna wychowywana bez
                            ojca, co czuje kobieta, która zostaje babcią, jak to jest chodzić uliczkami
                            Poznania w rozgrzane letnie popołudnie itp. I faktycznie zgadzam się, że jeśli
                            decyduje się na pisanie o czymś czego nie ma w swoich wewnętrznych zasobach, to
                            powinna się tego dowiedzieć. Bez dwóch zdań. No i kompendium wiedzy o postaciach
                            - także pożądane. (Joan Rowling pisząc Harrego Pottera ciągle sprawdzała co było
                            w poprzednich częściach i jakie magiczne stworzenia nawymyślała wcześniej, żeby
                            się to zgadzało - to jest profesjonalizm, zgadzam się).
                            Tylko, że teraz pani MM ma kłopot - bo przecież nie da się z trzech wersji dat
                            urodzenia Natalii czy coś zrobić aktualnie jednej obowiązującej. :( Trzeba jakoś
                            z tego wybrnąć. Zgadzam się, że jest wiele niedociągnięć.
                            Mi się marzy Sprężyna napisana sercem, przemyślana i odważna w tym sensie, że
                            jeśli wskazane jest, żeby któraś z postaci zmieniła się, coś zrozumiała, to
                            niech się zmieni i zrozumie. A akcenty z życia codziennego, które zawsze były
                            mocną stroną pani MM, we wczesnej PRL-owskiej Jeżycjadzie zwłaszcza, żeby też
                            były obecne i to nie takie jak o żarówce, tylko z prawdziwej obserwacji życia.

                            To już kończę i pozdrawiam!
                            • croyance Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 10.05.08, 18:14
                              Droga Ginestro,

                              Widze, ze po przedyskutowaniu sprawy zgadzamy sie prawie we
                              wszystkim :-)

                              Wklejam jeszcze fragment o Natsuo Kirino, zeby podkreslic wage tego,
                              co napisalas:

                              For research, Kirino went to Jikei University medical school and met
                              a forensics professor. "There weren't any cadavers there that day,
                              but he taught me a lot, like wearing goggles so pieces don't fly
                              into your eyes, what knife is best, the color of the skin of a
                              person who has been strangled, that sort of thing."

                              Paying great attention to detail, Kirino always visits places where
                              her stories are set "so I know how the wind blows, how the asphalt
                              feels, etc." For another of her novels, Grotesque, she went to court
                              to watch a murder trial every day for a year. For Out, she
                              researched some real murders, especially dismemberment cases. "There
                              have been a number of women doing those sort of crimes, perhaps
                              largely because corpses are too heavy for women to carry."
                  • kaliope3 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 05.05.08, 01:00
                    A co rysujecie,dziewczyny?("Jakaś ty Cesiu,naiwna.Jak można w ogóle odpowiedzieć
                    na pytanie:"o czym jest ten wiersz?")
                    Pytam,bo jestem na dnie twórczej inercji,a jedyne na co mogę się ostatnio zdobyć
                    to malowanie rozlazłych kotów w kolorach urągających wszelkiej przyzwoitości i
                    estetycznemu wyczuciu.
                    Tak,jedyną rzeczą jaką robię ze śmiertelną konsekwencją(oprócz obowiązków
                    narzuconych mi przez naturę)to zasiadanie(ku rosnącej irytacji męża)przed tym
                    oto wspaniałym forum,kiedy się da...
                    • tygrys2112 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 05.05.08, 01:45
                      no proszę, czyli tu jest większe grono rysujących i malujących.
                      jeszcze zapomniałam zupełnie - ucello przecież się zajmuje sztuką!

                      bardzo lubię rysować i malować portrety różnych osób, szczególnie
                      znajomych. najbardziej intryguje mnie zawsze wyraz twarzy. jeśli
                      rysuję ze zdjęć staram się dobrać takie, na których osoby nie są
                      świadome, że są fotografowane. Albo myślą o czymś innym. Wtedy są
                      bardzo naturalne.

                      ostatnio maluję też pejzaże. Dzisiaj byłam w parku i malowałam
                      wiosnę :)

                      z innych rzeczy - zawsze lubiłam rysować martwe natury. w
                      szczególności kwiaty i owoce. to co jest żywe zawsze mnie
                      najbardziej wciąga.
                      • kaliope3 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 05.05.08, 15:08
                        Och,pejzaże...Ostatni na studiach namalowałam,niestety...Przyjmij wyrazy
                        szczerej zawiści z powodu możliwości oraz żywej chęci do tworzenia!
                        Ja-oprócz tych rozlazłych kocurów,które robie na własny użytek,param się od
                        czasu do czasu obmierzłym chałturzeniem pod temat.Zawsze zazdrościłam MM że
                        tworzy dzieła tak kompletne,tzn z ilustracjami od razu.Tez bym tak chciała,tylko
                        jakoś do pisarstwa nie mam werwy i umiejętności.
                        Dodam tu na małym marginesie,że pisanka autorstwa Ucello wciąż mi się kołacze po
                        głowie,którą dam sobie uciąć jeśli mylę ten niepowtarzalny styl
                        • anutek115 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 05.05.08, 19:55
                          O, bo Wy jestescie fachowcy, a ja, w najlepszym razie, utalentowany (?) amator.
                          Rysuję tylko ołówkiem i węglem, kolorów nie tykam, bo się boję, że nie umiem.
                          Rysuję portrety i podobno dobra jestem w te klocki! Uwielbiam ludzkie twarze,
                          uwarzam je za najdoskonalszy twór natury, i nie zgadzam się z opinią, którą mnie
                          kiedys ktoś poczęstował, że talent objawia się po tym, czy ktoś umie narysować
                          konia :-). Jak umie, to już wszystko potrafi :-). Ja świetnie umiem narysować
                          konia, a twarz ludzką - niekoniecznie.
                          Ale z ta twórczą inercją też się ostatnio zmagam, nie chcę tego wiązać w
                          bezpośredni sposób z pewnym śliniącym się osobnikiem, który próbuje raczkować,
                          ale obawiam się, że może on miec niejaki wpływ na tę inercję (coś w tym być
                          musi, nie, Kaliope :-)?). Cała moja twórcza para idzie w to forum i w haftowanie
                          "Koronczarki" Vermeera, który to obraz uwielbiam, a nie mogłam nigdzie zdobyć
                          zadawalającej mnie reprodukcji :-).
                          • kaliope3 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 05.05.08, 20:25
                            Oj tak,zgadzam sie z tym wpływem osobników śliniących sie,tudzież krzyczących i
                            siejących zniszczenie!I podziwiam za to upodobanie do portretu-moim skromnym
                            zdaniem jest to jedna z najtrudniejszych dziedzin w sztuce(to bzdura z tym
                            koniem,każdy po odpowiedniej ilości ćwiczeń narysuje konia,tak myślę).Ale że
                            jeszcze masz energię do tego haftu!I to jeszcze bierzesz sobie bynajmniej nie
                            łatwe tematy(ależ to musi być piękne w ten sposób oddane...)
                            Ja się jeszcze pocieszam i trochę łudzę,że stworzę jakiś piękny cykl ilustracji
                            do książek jakie będę czytać mojej córce i że ona to właśnie ode mnie bez
                            litości wyegzekwuje(no muszę mieć ten bat nad głową niestety).Pozdrawiam!
                            • yowah76 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 05.05.08, 23:46

                              • kaliope3 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 06.05.08, 00:08
                                Ależ to musi być pasja-niesamowite.Do tego trzeba chyba niesamowitej precyzji-to
                                już prawie jak miniatury-gratuluję!
                                • yowah76 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 06.05.08, 00:20
                                  A wiesz, to zadziwiajaco proste sie okazalo, biorac pod uwage, ze
                                  nigdy w zyciu nie lubilam farb;) Ja jako odwieczny krotkowidz
                                  mialabym raczej problem z duza forma, a tyle co sie wn garsci miesci
                                  jeszcze jakos zrobie...
                              • uccello Tu Wujek Dobra Rada 06.05.08, 00:22
                                Yowah, Ty kokietko!
                                Gdybyś wkroczyła z kubkami na jakieś forum dla kociofilnych, i
                                malowała portrety konkretnych pupili, to zatrudniałabyś sama jakąś
                                pomoc domową.
                                (żeby Ci pomogła w salonie banknoty równo układać)
                                • onion68 Re: Tu Wujek Dobra Rada 06.05.08, 05:59
                                  Jestem pierwsza chętna na kubek z kotem.
                                  • onion68 Re: Tu Wujek Dobra Rada 06.05.08, 09:33
                                    Z Greebo ;-)
                              • sir.vimes Wij! 06.05.08, 08:13
                                Jaki niepokojący!

                                fajne:)))))))))))
                              • kaliope3 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 06.05.08, 23:19
                                Yowah-chciałam jeszcze tylko dodać że fajny portret ktoś Ci zrobił!
                                • yowah76 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 06.05.08, 23:28
                                  Ktory portret, to zdjecie w profilu? sama sobie zrobilam, taka
                                  jestem!Nie ma to jak robic glupie miny do samowyzwalacza;)))
                                  • kaliope3 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 06.05.08, 23:40
                                    Tak,chyba o to samo mi chodzi(jedno tam widziałam w każdym razie),mina
                                    uduchowiona a nie głupia wcale i jakiś taki senny klimat to zdjęcie ma i trochę
                                    mi się kojarzy z Anna Magnani
                                    • yowah76 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 06.05.08, 23:53
                                      A, dzieki za uznanie... tam sama jestem chyba tylko faktycznie na
                                      tym zdjeciu a poza tym z kotem, bykiem i cieleciem;) A od zolwia tez
                                      sie troche roznie chyba. Tez mi sie to zdjecie podoba, bo taka
                                      subtelna tam jestem i powabna;) calkiem nieskromnie wyznaje.
                                      • kaliope3 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 07.05.08, 00:02
                                        :)) i słusznie!
                              • tygrys2112 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 08.05.08, 10:25
                                Piękne. Malujesz czasem np. w zoo, czy raczej ze zdjęć? Ile czasu
                                poświęcasz na takie cuda?

                                A ten mnie wyjątkowo zauroczył minką
                                www.terrarium.com.pl/galeria/viewphoto.php?id=44289&path=4436&userid=20246


                                • yowah76 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 08.05.08, 12:00

                                  • tygrys2112 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 08.05.08, 12:21
                                    Zabójcze :)
                            • anutek115 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 06.05.08, 09:25
                              Teraz moja kolej powiedzieć "och" - och, ilustracje do książek! Moje marzenie.
                              Od wczesnej młodości, gdy zmoczyłam bardzo dokładnie łzami końcowe strony
                              "Nędzników" marzy mi się, by zaprojektować okładki na tę powieść (już niemal
                              zapomniałam, że miałam takie marzenie, niepokojące...), mam dwa projekty w
                              szufladzie i tam też pozostana, bo po pierwsze, amatorom nie daje się takich
                              zleceń, dwa, nie wiedziałabym, gdzie z tym iść. Raz w życiu robiłam ilustracje
                              do wierszy mojej koleżanki, wydanych własnym sumptem...
                              A na haft nie mam właśnie energii. Moim ostatnim marzeniem jest mieć jeden
                              (JEDEM!!!) dzień, gdy mogłabym sobie siedzieć i scibolić w upojeniu i bez
                              żadnych przeszkód. Czy ja mogłabym kiedykolwiek przypuszczać, że takie właśnie
                              będę miała marzenia ;-)? A teraz - podłubię, lecę budować samochodzik z klocków,
                              podłubię, lecę przewijać i karmić, uśpię, to mam dylemat - podłubać, czy na
                              forum pobuszować :-)...
                              A w kolejce mój trzeci ukochany obraz czeka (pierwszy już wyhaftowany), za
                              jakieś dwa lata będzie gotowy, optymistycznie licząc. I też trudny :-). Lubię
                              trudne rzeczy (o robotach ręcznych mówię, że usciślę :-)).
                              • anutek115 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 06.05.08, 09:28
                                To wyżej było do Kaliope, tradycyjnie nie tam mi się wkleiło, gdzie chciałam,
                                ale do Yowah też mam słów parę - a Ty tylko koty tworzysz? Cudne są! Ale jako
                                psiarz ciekawa jestem, czy psa też zdarza Ci się stworzyć?
                                I całkowicie zgadzam się z Onion, że na forum wielbicieli kotów robiłabyś furorę
                                :-).
                                • ginestra Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 06.05.08, 09:57
                                  Dziewczyny!
                                  Jakie twórcze i utalentowane z Was osoby! Bardzo, ogromnie wręcz podziwiam Wasz
                                  talent i niestrudzone podążanie za wewnętrznym głosem! Szczerze zazdroszczę - w
                                  pozytywnym sensie! I ile to musi dawać radości, gdy takie dzieło jest skończone!
                                  Bardzo mocno trzymam za Was kciuki, żeby udawało się Wam dalej tworzyć i
                                  realizować coraz to nowe marzenia - i gorąco Was pozdrawiam!

                                  PS. To chyba nie przypadek, że to forum skupia tak wiele utalentowanych
                                  plastycznie i wrażliwych na piękno osób... Co o tym można sądzić?
                                  • yowah76 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 06.05.08, 10:56
                                    Konie, psy, koty, gady dopiero ostatnio - wszystko co zywe - tak
                                    naprawde to oceniam, ze musialam tego juz ze 250 sztuk namalowac,
                                    takze jak juz wroce do Polski to zamierzam troche sie rozkrecic
                                    roznoforumowo i na pewno dam znac, ze produkcja rusza;) Tych
                                    wczesniejszych nie mam na zdjeciach, bo nie mialam cyfrowki. No i to
                                    oczywiscie nie musi byc kubek, kazda ceramika co sie do piekarnika
                                    zmiesci sie nadaje (sedesik z Hitlerem raczej nie).
                                    • uccello to znowu Wujcio: 06.05.08, 11:21
                                      Mam nadzieję,że religia Ci nie zabrania malowania innymi farbami niż
                                      naszkliwne:)
                                      Oczyma mej rozhulanej duszy zobaczyłam ładnie zaaranżowane
                                      nowoczesne mieszkanie, smacznie oświetlone do zdjęcia, a w
                                      centralnym punkcie olej ( albo akryl) na płótnie z potretem kiciusia
                                      w formacie 2,5 X 2,5m. Dopisałabyś do ceny kubkowej 2 zera,a i tak
                                      kocie japiszony cicho piszczały by z zachwytu czekając grzeczne w
                                      kolejce.
                                      • yowah76 Re: to znowu Wujcio: 06.05.08, 11:57
                                        No wiesz, ja mam problem z wiekszym formatem, chociaz konie
                                        wielkosci naturalnej tez juz kiedys splodzilam;) Na razie mam juz na
                                        przyszlosc zamowienie na serwis zdobiony gadzina wszelaka i na
                                        pomalowanie sciany jednej kolezance;)
                                        onion 68, ja tylko mimochodem wspomne, ze kolezanka kiedys dostala
                                        ode mnie Smierc na Pimpusiu, a po domu gdzies sie paleta kubek
                                        malowany dla wprawy (zdarzaja sie takie wyszczerbione czy z wadami i
                                        ja sobie w wolnych chwilach reke cwicze) przedstawiajacy rozmowe
                                        Smierci z labedziem ("E-e. mnie sie tu podoba")
                                        Takze, ta opcja takze jest mozliwa;)
                                        No, powiedzmy jak ktos w Londynie mieszka to moge mu cos namalowac,
                                        niech sobie odbierze;)
                                        • onion68 Re: to znowu Wujcio: 06.05.08, 12:17
                                          Yowah, jak już będziesz w kraju na dobre, daj proszę znać w sprawie Greeba :-) I
                                          zmokłej kury Magrat.
                                          • yowah76 Re: to znowu Wujcio: 06.05.08, 12:31
                                            A Greebo w ktorym momencie??? zebym sie psychicznie
                                            przygotowala...tylko nie z forma do galaretki, prosze...
                                            Powiem tak: na razie miesza mi sie troche z praca, wiec w ogole nie
                                            wiem co bedzie - ale jak sie tylko cos wyjasni to moge cos planowac -
                                            jesli mnie nie wykopia to bede w Polsce na moment w lipcu i jakies
                                            nieznaczne zamowienie moglabym wczesniej przyjac i przywiezc, a jak
                                            sie mnie pozbeda to w ogole planuje lato w Polsce - w obu
                                            przypadkach dam znac;)
                                            • onion68 Re: to znowu Wujcio: 06.05.08, 12:55
                                              Greebo na pewno w kociej postaci mi się marzy, a co do dalszych szczegółów, to
                                              zdałabym się na Ciebie. Magrat - w zielonej sukni przed wyprawą do zamku Felmeta
                                              na ratunek Niani ;-)
                                              • yowah76 Re: to znowu Wujcio: 06.05.08, 13:07
                                                To jeszcze mniej wiecej sie okresl, jak by miala z twarzy wygladac,
                                                bo mozemy miec rozna wizje - a poza zmokla kura to szczegolowego
                                                opisu nie ma;)
                                                • onion68 Re: to znowu Wujcio: 06.05.08, 13:16
                                                  Mam na myśli minę zmokłej kury i wiszące blond strąki, na które przestała
                                                  działać czarodziejska sztuka - na przykład.
                                              • jottka Re: to znowu Wujcio: 06.05.08, 13:07
                                                onion, zamów sobie greeba wbitego pazurami w hełm zabezpieczający błazna:) z
                                                litości dla artystki i rozumiejąc ograniczenia przestrzenne może być widoczny
                                                tylko czubek tego hełmu:)

                                                nie masz to, jak znaleźć sobie nowego przyjaciela
                                                • onion68 Re: to znowu Wujcio: 06.05.08, 13:17
                                                  A to bardzo dobry pomysł :-)
                                                • onion68 Re: to znowu Wujcio: 06.05.08, 13:17
                                                  Dziękuję
                                                  • jottka Re: to znowu Wujcio: 06.05.08, 13:23
                                                    no bo ta scena urzekła mnie od pierwszej lektury:) druga taka - ale to chyba do
                                                    aktorskiej, a nie plastycznej interpretacji - to mina niani ogg, jak sobie
                                                    uświadomiła na widok greeba w ludzkiej postaci, że miziała go po brzuszku:)))

                                                    yowah, ale możesz namalować obie scenki:)
                                                  • anutek115 Re: to znowu Wujcio: 06.05.08, 13:27
                                                    Bardzo bym pragnęła tę nianię z miną ujrzeć w autorskiej wersji Yowah.

                                                    Przyznam też, że sedesik z Hitlerem przemówił do mej zwyrodniałej wyobraźni. Co
                                                    za szkoda, że do piekarnika nie wejdzie ;-)...
                                                  • onion68 Re: to znowu Wujcio: 06.05.08, 13:31
                                                    :-D
                                                  • yowah76 Re: to znowu Wujcio: 06.05.08, 14:04
                                                    Wy mnie chyba troche przeceniacie;) ale bede sie starac...
                                                    Jakby ktos mial NAPRAWDE duzy piekarnik, to niech sie zglosi;))))
                                                  • onion68 Re: to znowu Wujcio: 06.05.08, 14:08
                                                    Zawsze ,można zadziałać oldskulowo i zamiast sedesiku - nocniczek.
                                                  • mamalilki Croyance! 06.05.08, 14:30
                                                    Mnie nie musisz przekonywać! Ja jestem przekonana, ze masz racje! Uwazam to za
                                                    skandal, ze w Polsce najpierw przez cala szkole uczy sie dzieci pisania jakichs
                                                    sztucznych tworow pt. wypracowanie, w dodatku w stresie, w sali pelnej ludzi.
                                                    Potem pani stawia2,3, czy tam ile uwaza i na tym koniec. Nie ma recenzji, nie ma
                                                    poprawiania swojego tekstu, nie uczy sie ludzi, ze nad dobrym tekstem trzeba
                                                    popracowac dluzej niz godzine. Znam jedna osobe, ktora kaze uczniom poprawiac
                                                    swoje teksty do skutku - az beda napisane dobrym językiem, bez bledow
                                                    merytorycznych i jezykowych. Bardzo zaluje ze nie mialam takiej nauczycielki,
                                                    choc wiem ze trzeba byc pasjonatem, zeby kazdą prace ucznia przeczytac uwaznie
                                                    2-3 razy. Efekt jest taki, ze Polacy po szkole sredniej nie sa w stanie napisac
                                                    listu, podania, notatki, nie mowiac o artykule. Nieliczni uwazaja ze maja talent
                                                    (lub maja go rzeczywiscie) i zabieraja sie za ksiazki. No i wtedy to juz
                                                    Opatrznosc w postaci dobrego redaktora czuwa, albo nie. Jak nie - wychodzi gniot.
                                                    Wszyscy tzw. wielcy pisali od-do. Tyrmand pisal od 8.00 do 16.00 a potem szedl
                                                    grac w tenisa. Pawlikowska pisala, kiedy potrzebowala pieniedzy na wykupienie
                                                    weksli. Twierdzila ze tylko grafoman pisze za darmo i czeka na wene, bo normalny
                                                    pisarz to pisze kiedy chce.
                                                    Szkoda ze u nas wciaz nie uczy sie pisac, nawet na bardzo prestizowych
                                                    uniwersytetach.
                                                  • ginestra Re: Croyance! 06.05.08, 16:02
                                                    mamalilki napisała:

                                                    Znam jedna osobe, ktora kaze uczniom poprawiac
                                                    > swoje teksty do skutku - az beda napisane dobrym językiem, bez bledow
                                                    > merytorycznych i jezykowych. Bardzo zaluje ze nie mialam takiej nauczycielki,
                                                    > choc wiem ze trzeba byc pasjonatem, zeby kazdą prace ucznia przeczytac uwaznie
                                                    > 2-3 razy.

                                                    Hej, wprawdzie to do Croyance, ale ja bym chciała tylko do tego fragmentu się
                                                    ustosunkować. Moim zdaniem tu trzeba wielkiej delikatności, jeśli mowa o uczeniu
                                                    dzieci i nastolatków w zwykłej szkole - według mnie, jeśli ta nauczycielka tak
                                                    postępuje wobec dzieci, a nie osób dojrzałych, świadomych, humanistów, którzy po
                                                    to zapisali się na takie studia czy kurs, żeby właśnie nauczyć się pisania
                                                    literackiego, to może ona u tychże dzieci spowodować wręcz "załamanie ducha".
                                                    Owszem, też jestem za uczeniem w szkole podstawowej poprawności pisania,
                                                    zwłaszcza rzeczy typu podania, listy, no tego wszystkiego co się "przyda w
                                                    życiu", też różnych form wypracowań - jak najbardziej. Ale nie jestem za
                                                    odsyłaniem tych prac po kilka razy, aż dziecko to napisze "dobrze". Mi się to
                                                    kojarzy z wf-em i z moimi bardzo przykrymi przeżyciami na nim. Tak jak ktoś nie
                                                    jest uzdolniony do wf-u albo nie jest uzdolniony muzycznie, tak również nie musi
                                                    być uzdolniony humanistycznie. Są osoby, którym bardzo trudno jest napisać
                                                    wypracowanie. Niech więc napiszą je rzetelnie, tak jak umieją, niech je dostaną
                                                    merytorycznie, ale życzliwie ocenione, ze wskazaniem również na mocne strony ich
                                                    pracy i docenienie ich starania i niech tę ocenę zasymilują i na przykład: a)
                                                    jeśli chcą poprawić, to niech napiszą raz jeszcze, b) jeśli nie chcą poprawić,
                                                    to niech mają szansę wykazać się przy następnym temacie/ klasówce itp.
                                                    Takie odsyłanie do poprawy po ileś razy, moim zdaniem może w dziecku naprawdę
                                                    zasiać przekonanie, że jest ono do niczego, no i jest też ten wstyd przed klasą.
                                                    No, zupełnie, ale to zupełnie jak na wf-ie.
                                                    Pamiętam, że ja w podstawówce pisałam wypracowania kolegom i koleżankom, którym
                                                    to wybitnie nie szło i im naprawdę nie szło, choć próbowali. Albo, jeśli im nie
                                                    pisałam, to przed każdym zebraniem wypracowań dostawałam rano w szkole stosik
                                                    zeszytów i poprawiałam im ołówkiem i dopisywałam różne rzeczy (żeby było
                                                    "ładniej", pełniej itp.), a oni to potem poprawiali długopisem i oddawali pani.
                                                    I teraz - kiedy sporo z tych osób zobaczyłam po latach - widzę, że są
                                                    inteligentymi ludźmi, fachowcami w swoich dziedzinach, zarabiającymi więcej niż
                                                    ja :D, pięknie się wysławiającymi, z którymi można porozmawiać na każdy temat.
                                                    Jest to moim zdaniem dowód na to, że czasem umysły bardziej techniczne po prostu
                                                    nie mają lotnego pióra, nie lubią pisać wypracowań itp. Wystarczy dostrzec więc
                                                    pozytywną stronę pracy dzieci i ich osobowości, wymagać tego co w programie i
                                                    uczciwie oceniać. A reszta sama się obroni. Po co im oddawanie po ileś razy
                                                    pracy, żeby czuli do niej wstręt i może zyskali wręcz niewiarę w swoje siły i w
                                                    swoją wartość.
                                                    Bo nie wyobrażam sobie, że po takiej kumulacji negatywnych przekazów, jak w
                                                    końcu napiszą pracę tak, że "pani się wreszcie spodobało", to będą odczuwali
                                                    satysfakcję. Jestem dziwnie spokojna, że nie.
                                                    Zawsze pochwała, dostrzeżenie, przekazanie, że się w dziecko wierzy, da dobre
                                                    efekty, a takie piętrzenie krytyki - wręcz przeciwne.

                                                    Ja bym pisanie wypracowań podciągnęła zatem pod "umiejętności artystyczne" -
                                                    takie, na jakich bazuje wf, plastyka, praca-technika czy muzyka. Moim zdaniem
                                                    tak właśnie jest.

                                                    Pozdrawiam!


                                                  • croyance Re: Croyance! 06.05.08, 19:02
                                                    Ginestro, piszesz takie dlugie i przemyslane maile, ze musze sobie
                                                    zostawic odpisywanie Tobie na deser :-) Ale obiecuje, ze wroce :-)
                                                  • tygrys2112 Re: Croyance! 08.05.08, 11:24
                                                    > Hej, wprawdzie to do Croyance, ale ja bym chciała tylko do tego
                                                    fragmentu się
                                                    > ustosunkować. Moim zdaniem tu trzeba wielkiej delikatności, jeśli
                                                    mowa o uczeni
                                                    > u
                                                    > dzieci i nastolatków w zwykłej szkole - według mnie, jeśli ta
                                                    nauczycielka tak
                                                    > postępuje wobec dzieci, a nie osób dojrzałych, świadomych,
                                                    humanistów, którzy p
                                                    > o
                                                    > to zapisali się na takie studia czy kurs, żeby właśnie nauczyć się
                                                    pisania
                                                    > literackiego, to może ona u tychże dzieci spowodować
                                                    wręcz "załamanie ducha".
                                                    > Owszem, też jestem za uczeniem w szkole podstawowej poprawności
                                                    pisania,
                                                    > zwłaszcza rzeczy typu podania, listy, no tego wszystkiego co
                                                    się "przyda w
                                                    > życiu", też różnych form wypracowań - jak najbardziej. Ale nie
                                                    jestem za
                                                    > odsyłaniem tych prac po kilka razy, aż dziecko to
                                                    napisze "dobrze". Mi się to
                                                    > kojarzy z wf-em i z moimi bardzo przykrymi przeżyciami na nim. Tak
                                                    jak ktoś nie
                                                    > jest uzdolniony do wf-u albo nie jest uzdolniony muzycznie, tak
                                                    również nie mus
                                                    > i
                                                    > być uzdolniony humanistycznie. Są osoby, którym bardzo trudno jest
                                                    napisać
                                                    > wypracowanie. Niech więc napiszą je rzetelnie, tak jak umieją,
                                                    niech je dostaną
                                                    > merytorycznie, ale życzliwie ocenione, ze wskazaniem również na
                                                    mocne strony ic
                                                    > h
                                                    > pracy i docenienie ich starania i niech tę ocenę zasymilują i na
                                                    przykład: a)
                                                    > jeśli chcą poprawić, to niech napiszą raz jeszcze, b) jeśli nie
                                                    chcą poprawić,
                                                    > to niech mają szansę wykazać się przy następnym temacie/ klasówce
                                                    itp.
                                                    > Takie odsyłanie do poprawy po ileś razy, moim zdaniem może w
                                                    dziecku naprawdę
                                                    > zasiać przekonanie, że jest ono do niczego, no i jest też ten
                                                    wstyd przed klasą
                                                    > .

                                                    A może byłoby dobrze, gdyby np. w szkole lub innych miejscach
                                                    organizowano dodatkowe zajęcia prowadzone przez fachowców-pedagogów
                                                    dla dzieci które mają do tego predyspozycje? Wtedy przychodziły by
                                                    dzieci, które się w tym czują, a pedagodzy rozumieli by, że oprócz
                                                    tego, że mają przekazać wiedzę, muszą to robić umiejętnie.
                                                    Na moje pierwsze zajęcia z rysunku chodziłam do muzeum. Prowadziła
                                                    je historyk sztuki, która sama malowała od wielu lat, wiedziała masę
                                                    rzeczy o sztuce i miała niezwykły dar do przekazywania wiedzy. Ona
                                                    nie zawsze mówiła mi pochwały. Mówiła np. nie maluj tak konturowo
                                                    jak w komiksie. Malujesz. Używaj wszystkich farb... Ale jej krytyka
                                                    była konstruktywna. Przez kilkanaście lat nauczyła mnie mnóstwa
                                                    rzeczy i dzięki niej bardzo się rozwinęłam. Spotkałam jeszcze inne
                                                    osoby, które na mnie wpłynęły. Np. plastyczka z podstawówki, która
                                                    również na dodatkowych zajęciach nauczyła mnie malować na szkle.
                                                    Teraz też chodzę natomiast na zajęcia z rysunku i stwierdzam, że co
                                                    tydzień uczę się czegoś nowego. :) Często są to drobiazgi. Ale
                                                    bardzo rozwijają.
                                                    Myślę, że powinny być zajęcia, które dają możliwość szerszego
                                                    rozwoju, ale tylko tym, którzy chcą, bo masz rację, że nie każdy
                                                    musi być tak samo uzdolniony.

                                                    > Ja bym pisanie wypracowań podciągnęła zatem pod "umiejętności
                                                    artystyczne" -
                                                    > takie, na jakich bazuje wf, plastyka, praca-technika czy muzyka.
                                                    Moim zdaniem
                                                    > tak właśnie jest.

                                                    W dużym stopniu jest to prawda - wszystkie te bazują na tworzeniu
                                                    czegoś po części, ale jest jedna różnica między tworzeniem rzeczy
                                                    wizualnych (np. rysowaniem) a pisaniem. Ten kto rysuje myśli
                                                    obrazem. Ten kto pisze myśli słowami. Miałam spore trudności w
                                                    szkole od liceum począwszy, bo nigdy nie czułam się dobra w pisaniu.
                                                    Myślenie w słowach idzie mi ciężko, pomimo, że mogę się wypowiedzieć
                                                    na jakiś konkretny temat. Również czytanie męczy mnie bardziej niż
                                                    obserwowanie i oglądanie obrazów, filmów itp. A pisanie matury to
                                                    była prawdziwa udręka. Cieszę się, że mam ją już za sobą. Magistra
                                                    piszę w żółwim tempie z tego samego powodu.
                                                  • tygrys2112 Re: Croyance! 14.05.08, 21:40
                                                    A propos tego co pisała Ginestra o tym, że niekiedy szkolenie może
                                                    stłumić talent:
                                                    youtube.com/watch?v=Tqo_hqn3VHg&feature=related
                                                    youtube.com/watch?v=DN-4fvzZj8Q&feature=related
                                                    Obydwie wersje są piekne, ale jak słucham pierwszej to mnie ciarki
                                                    przechodzą, jest tak poruszająca. W drugim przypadku już tego nie
                                                    ma. Może to też kwestia dojrzewania - dziecko ma inny głos niż osoba
                                                    dorosła, zdecydowanie czystszy.
                                                  • idomeneo Re: Croyance! 06.05.08, 17:33
                                                    mamalilki napisała:

                                                    > Tyrmand pisal od 8.00 do 16.00 a potem szedl grac w tenisa.
                                                    > Pawlikowska pisala, kiedy potrzebowala pieniedzy na wykupienie
                                                    > weksli.

                                                    a do mnie całkiem przemawia metoda "ilościowa" - strona dziennie, jak u
                                                    Dostojewskiego. Człowiek siedzi do skutku, a jeśli mu akurat dobrze idzie, to
                                                    może skończyć wcześniej.

                                                    No i w pełni zgadzam się z tym, że cudowne powiewy natchnienia w książce nie są
                                                    żadnym usprawiedliwieniem dla zwykłych błędów rzeczowych, gdzie autor nie zadał
                                                    sobie elementarnego trudu sprawdzenia realiów. To tak jakby zbudować dom o
                                                    koślawych ścianach, ale za to naprawdę prześlicznie ozdobić mu komin.
                                                  • croyance Re: Croyance! 06.05.08, 19:01
                                                    O, wlasnie tak :-)
                                                  • croyance Re: Croyance! 06.05.08, 19:00
                                                    Ha! Ucieszylam sie :-) Milo mi, ze dzielisz moje poglady :-D
                                                  • idomeneo Re: Croyance! 06.05.08, 19:44
                                                    cała przyjemność po mojej stronie! :)
                                                  • yowah76 Re: to znowu Wujcio: 06.05.08, 14:40
                                                    Guzunder z Hitlerkiem;))) a moze z portretem Casanundy na dnie? Albo
                                                    chociaz z zaba...
                                                  • anutek115 Re: to znowu Wujcio: 06.05.08, 15:47
                                                    W zyciu nie odważyłabym się zużytkować naczynia z portretem Casanundy zgodnie z
                                                    przeznaczeniem...
                                                  • yowah76 Re: to znowu Wujcio: 06.05.08, 15:52
                                                    A z Hitlerem bys zuzytkowala?;-)
                                                  • anutek115 Re: to znowu Wujcio: 06.05.08, 16:00
                                                    Pewnie! Mściwie rechocząc.
                                                  • yowah76 Re: to znowu Wujcio: 06.05.08, 16:43
                                                    Szczegolna forma patriotyzmu;)))
                                                  • yowah76 Re: to znowu Wujcio: 06.05.08, 21:34
                                                    anutek... tak w kwestii tego Casanundy jeszcze, bo ja malo
                                                    empatyczna jestem z natury i jakos nie umialam sie wczuc... Ty bys
                                                    go nie zuzytkowala z szacunku, z gatunkizmu czy z niepewnosci, jakm
                                                    zareaguje (a jeszcze w sposob sobie wlasciwy? )???
                                                    Ja sobie jeszcze wyobrazilam kubeczek ze scena jak Niania pokazuje
                                                    Magrat jak wydymac usta;)))
                                                  • onion68 Re: to znowu Wujcio: 06.05.08, 21:46
                                                    Rób spis tematów: zobacz, masz już dwie grupy docelowe: kociarzy i praczetystów
                                                    (który niekiedy tworzą część wspólną):-)
                                                  • yowah76 Re: to znowu Wujcio: 06.05.08, 22:19
                                                    Nooo, byle tylko sil starczylo i byle sie znalazla sensowna
                                                    hurtownia ceramiki;))) (tzn. zebym nie musiala kupowac 10000
                                                    kubeczkow, bo juz marna setka zajmuje za duzo miejsca;) )
                                                  • anutek115 Re: to znowu Wujcio: 08.05.08, 18:36
                                                    yowah76 napisała:

                                                    > anutek... tak w kwestii tego Casanundy jeszcze, bo ja malo
                                                    > empatyczna jestem z natury i jakos nie umialam sie wczuc... Ty bys
                                                    > go nie zuzytkowala z szacunku, z gatunkizmu czy z niepewnosci, jakm
                                                    > zareaguje (a jeszcze w sposob sobie wlasciwy? )???
                                                    Absolutnie protestuję przeciwko podejrzeniu o gatunkizm!
                                                    Z szacunku bym nie zużytkowała, prawie wyłącznie z szacunku! No i trochę jeszcze
                                                    bym się jednak obawiała reakcji, dość pewna, że będzie ona dla pana C. typową...
                                      • kaliope3 Re: to znowu Wujcio: 06.05.08, 23:33
                                        Taki format to marzenie.Szkoda że w warunkach domowych można sobie pozwolić
                                        tylko na 100x70 i to z trudem.W ogóle zauważyłam dziwną zależność-im dłużej nic
                                        nie robię tym większe formaty miałabym ochotę wreszcie "wykonać".Może to ta
                                        niespożytkowana a nagromadzona energia ma na to wpływ.
                                        • panna-lee Re: to znowu Wujcio: 09.05.08, 12:22
                                          dlaczego tylko 100x70? 100x100 wygląda bardzo przyjemnie :)
                                          • kaliope3 Re: to znowu Wujcio: 09.05.08, 15:29
                                            Bo to standardowy format tzw "kartonu". Nie przeczę że 100x100 byłby przyjemna
                                            odmianą ale skąd Ci ja wytrzasnę taki kwadrat...No chyba że są ogólnodostępne
                                            takie wielkości,o czym nie wiem bo trzymam się wciąż utartych schematów(by nie
                                            powiedzieć wytartych liczmanów)
                              • kaliope3 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 06.05.08, 23:29
                                Anutek,my to musimy przetrwać po prostu(od razu mi się słowa K.Nosowskiej z
                                jednej piosenki cisną na usta)No nie ma rady-w końcu jednak to,co w szufladzie
                                ujrzy światło dzienne!A jeszcze składam wielki szacunek w związku z
                                haftowaniem-ja też zawsze lubiłam taką drobiazgową robotę,tyle że
                                "dziergałam"piórkiem i przyznam,że to wciągające jest bardzo,ale haft to już
                                praca tytaniczna-do tego w takich rozmiarach o jakich piszesz!
                                • anutek115 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 08.05.08, 18:47
                                  kaliope3 napisała:

                                  > Anutek,my to musimy przetrwać po prostu(od razu mi się słowa K.Nosowskiej z
                                  > jednej piosenki cisną na usta)No nie ma rady-w końcu jednak to,co w szufladzie
                                  > ujrzy światło dzienne!A jeszcze składam wielki szacunek w związku z
                                  > haftowaniem-ja też zawsze lubiłam taką drobiazgową robotę,tyle że
                                  > "dziergałam"piórkiem i przyznam,że to wciągające jest bardzo,ale haft to już
                                  > praca tytaniczna-do tego w takich rozmiarach o jakich piszesz!

                                  Pewnie, że przetrzymamy, nie ma tak, że małe wrzaskliwe sliniące się zdławi w
                                  nas porywy ducha :-)!! O, nie jest to zdanie godne wielbicielki twórczości MM,
                                  ach, nie jest... ale mimo to potrzymajmy za siebie kciuki w tej kwestii :-).
                                  Jak skończę "dzieło", to też je gdzieś wrzucę, żebyście się mogły przekonać, czy
                                  warto było je w ogóle wspominać. Mam nadzieję, że to forum jeszcze wtedy bedzie
                                  istniało, he, he, he. Na razie mam wyhaftowane ręce i krosna hafciarskie, więc i
                                  pokazac za bardzo nie ma czego...
                                  No i mam nadzieję, Kaliope, że jak już zilustrujesz książki dla swojej córeczki
                                  to też je pokażaesz. I Tygrys powinien się szerzej ujawnić ze swoją twórczością.
                                  I sama Szefowa ze swoimi frywolitkami (Dzidko, robisz je czółenkiem czy igłą? Bo
                                  ja umiem tylko igłą, i na osoby tworzące czółenkiem patrzę w niemym podziwie). I
                                  mielibyśmy "Galerią Prac Wielbicieli MM".
                                  • kaliope3 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 08.05.08, 19:28
                                    Przedni pomysł!Coś czuję że trzeba by było osobne forum założyć aby całe to
                                    bogactwo pokazać,tyle tu uzdolnionych osób jest.
                                    A ja cóż...zanosi sie na to że niedługo jakąś pracę w jakiejś instytucji
                                    podejmę,co samo w sobie nie jest złe,tylko że póki co, to chyba głęboka nocą bym
                                    te cykle tworzyła,o ile oczywiście jeszcze mi hartu ducha starczy.
                                    Tymczasem-ja bym nawet i te ręce chętnie zobaczyła,ale artysta ma zdecydowanie
                                    prawo do objawiania światu swego dzieła w takiej postaci jak woli i kiedy woli!:)
                                    • anutek115 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 08.05.08, 19:48
                                      kaliope3 napisała:

                                      > Przedni pomysł!Coś czuję że trzeba by było osobne forum założyć aby całe to
                                      > bogactwo pokazać,tyle tu uzdolnionych osób jest.

                                      A jeszcze by się na pewno więcej ujawniło!

                                      > A ja cóż...zanosi sie na to że niedługo jakąś pracę w jakiejś instytucji
                                      > podejmę,co samo w sobie nie jest złe,tylko że póki co, to chyba głęboka nocą by
                                      > m
                                      > te cykle tworzyła,o ile oczywiście jeszcze mi hartu ducha starczy.

                                      Jestem dziwnie spokojna, że starcz :-). Odkąd mamusią zostałam, nie mogę wyjść z
                                      podziwu, na ile rzeczy, potencjalnie niewykonalnych, tego hartu starcza. UI
                                      pomyśleć, że dziewczęciem będąc zastanawiałam się, jak np. chorują matki. No to
                                      już wiem. Chyłkiem chorują, panie ja kocgo, chyłkiem...
                                      • kaliope3 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 08.05.08, 20:06

                                        > pomyśleć, że dziewczęciem będąc zastanawiałam się, jak np. chorują matki. No to
                                        > już wiem. Chyłkiem chorują, panie ja kocgo, chyłkiem...

                                        Ha ha!Tak,chyłkiem chorują i chyłkiem śpią,właściwie nie wiadomo gdzie.
                                        Mama opowiadało mi jak to mój młodszy brat mając jakieś 2 lata i widząc ją jak
                                        ścieli łóżko rzucił sie ofiarnie wołając-"Ja ci pomogę ścielić łóżeczko tatusia!"
                                        • anutek115 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 08.05.08, 20:26
                                          No piękne! Czyli są rzeczy, które są wieczne... i nie diamenty mam teraz na
                                          myśli :-).
                                  • the_dzidka Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 09.05.08, 12:33
                                    > I sama Szefowa ze swoimi frywolitkami (Dzidko, robisz je
                                    czółenkiem czy igłą? B
                                    > o
                                    > ja umiem tylko igłą, i na osoby tworzące czółenkiem patrzę w
                                    niemym podziwie).

                                    Patrz, a ja tylko czółenkiem potrafię :) Nawet sobie nie wyobrażam,
                                    jak można je robić igłą, to za trudne :)))
                            • tygrys2112 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 08.05.08, 10:19
                              > Ja się jeszcze pocieszam i trochę łudzę,że stworzę jakiś piękny
                              cykl ilustracji
                              > do książek jakie będę czytać mojej córce i że ona to właśnie ode
                              mnie bez
                              > litości wyegzekwuje(no muszę mieć ten bat nad głową
                              niestety).Pozdrawiam!

                              Trzymam kciuki. NA pewno Ci się kiedyś uda.
                              • kaliope3 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 08.05.08, 15:41
                                Dzięki Tygrysie!
                          • tygrys2112 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 08.05.08, 10:18
                            Może to jest tak, że zawsze mamy jakieś tematy, które nas pociągają
                            i takie, które nam po prostu nie leżą. Mi osobiście nie leżą
                            przedmioty martwe takie jak krzesła stoły itp. :) Architektura -
                            nawet nawet. Ale i tak bardziej lubię życie w każdej formie.

                            Musisz mieć nie lada cierpliwość, żeby haftować tak misterne
                            rzeczy. :)
                          • idomeneo Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 08.05.08, 19:31
                            "Koronczarka" to przepiękny obraz! Podziwiam pomysł i trzymam kciuki za
                            realizację dzieła.
                            • anutek115 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 08.05.08, 19:44
                              idomeneo napisała:

                              > "Koronczarka" to przepiękny obraz!

                              Prawda? mam tylko nadzieję, że mu nie zaszkodzę :-).
                            • uccello -krótki,mały ot 08.05.08, 19:53
                              Vermeer moja miłość:
                              pl.wikipedia.org/wiki/Koronczarka_(obraz_Vermeera)
                              też ciekawa jestem bardzo jaką to robisz techniką- haft wypukły czy
                              krzyżykowy czy jaki?
                              • anutek115 Re: -krótki,mały ot 08.05.08, 20:05
                                Krzyżyki. Mąż mi "pokratkował" obraz komputerowo, ja dobrałam kolory i tak sobie
                                teraz sprawdzam, co mi z tego wyjdzie...
                                • uccello Re: -krótki,mały ot 08.05.08, 20:09
                                  a jak duży jest taki piksel krzyżykowy?
                                  • uccello Re: -krótki,króciutki, mały ot 08.05.08, 22:20
                                    > a jak duży jest taki piksel krzyżykowy?
                                    Tak naprawdę chciałam zapytać jak duży jest jeden krzyżyk.

                                    Z pikselem mi się skojarzyło, bo daje to podobny efekt, do rozbicia
                                    na takie małe komputerowe kwadraciki.
                                    A! i jeszcze chciałam Cię zapytać, ile razy Twój haft jest większy
                                    od oryginału.
                                    • anutek115 Re: -krótki,króciutki, mały ot 09.05.08, 09:44
                                      Krzyżyk to jakieś półtora na półtora milimetra.

                                      Obraz ma 20,5 cm na 29 cm, haft ma mieć 30,5 na 39 cm.
                                      • uccello Re: -krótki,króciutki, mały ot 09.05.08, 11:01
                                        Anutku zajrzyj do gazetowej poczty.
                              • idomeneo Re: -krótki,mały ot 08.05.08, 20:07
                                ja jestem zupełnym laikiem hafciarskim, ale też bardzo jestem ciekawa, jak to
                                się technicznie robi, żeby oddać to niezwykłe światło
                                • anutek115 Re: -krótki,mały ot 08.05.08, 20:24
                                  Nie, piksel jest mały, nie powiem ci dokładnie, jaki, bo się nie znam (dlatego
                                  mąż kratkował), w "fachowych" wzorach haftu można taki krzyżyk bardzo
                                  powiększyć, ale w "niefachowej" obróbce powiększenie zamazuje kontury i utrudnia
                                  dobór kolorów. Do dobierania kolorów są specjalne programy, ale nie stosuję
                                  (m.in. dlatego, że nie mam :-)). Juz wcześniej pracowalismy w taki sposób w
                                  tandemie, ale tamte obrazy były łatwiejsze kolorystycznie, więc to w pewnym
                                  sensie mój debiut.

                                  Co do swiatła, to sama się boję, co do wszystkiego się boję, bo jak to nie
                                  wyjdzie, to miesiące pracy (wykonywanej chyłkiem) do niczego bedą.
                                • lezbobimbo Re: -krótki,mały ot 14.05.08, 00:38
                                  idomeneo napisała:
                                  > ja jestem zupełnym laikiem hafciarskim, ale też bardzo jestem
                                  >ciekawa, jak to
                                  > się technicznie robi, żeby oddać to niezwykłe światło

                                  Plamami kolorów w odpowiednich miejscach, tak jak w malarstwie itp
                                  :-)

                                  Cala sztuka w tym, aby motyw nie widziec jako zebrany, calosciowy
                                  motyw, tylko jako zbiorowisko mniej lub bardziej abstrakcyjnych plam
                                  do odwzorowania, w nalezytych proporcyjach i miejscach wzgledem
                                  siebie.
                                  • idomeneo Re: -krótki,mały ot 14.05.08, 01:21
                                    ale czy żeby oko przestało widzieć pojedyncze krzyżyki, format całości musi być
                                    odpowiednio duży? czy jak z impresjonizmem, trzeba się wziąć i przestawić na
                                    inny rodzaj patrzenia? Tak czy owak, bardzo bym chciała zobaczyć kiedyś takie
                                    hafciarskie cudo na żywo.
                                    • lezbobimbo Re: -krótki,mały ot 14.05.08, 02:20
                                      Jak z impresjonizmem, trzeba przestawic sobie patrzenie :-) Widziec
                                      tylko plamy albo gustowne aranzacje kropek.
                                      Na poczatku to nieco dziwne, ale wprawa czyni mistrzynie/mistrza.
                        • tygrys2112 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej?-krótki,mały ot 08.05.08, 10:03
                          > Och,pejzaże...Ostatni na studiach namalowałam,niestety...Przyjmij
                          wyrazy
                          > szczerej zawiści z powodu możliwości oraz żywej chęci do tworzenia!

                          Mnie tak naszło dopiero tutaj. Przez kilka lat miałam zastój,
                          dopiero jak wyjechałam odkryłam, że chcę to robić i nadal kocham,
                          ale też nie od razu. Może to poczucie, że zaczynam nowe życie, nowe
                          szanse, nowe marzenia i wszystko? Nie wiem, ale czuję się trochę jak
                          nowonarodzona.

                          > Ja-oprócz tych rozlazłych kocurów,które robie na własny
                          użytek,param się od
                          > czasu do czasu obmierzłym chałturzeniem pod temat.
                          Przyznaj się na jakie tematy malujesz? :)

                          Zawsze zazdrościłam MM że
                          > tworzy dzieła tak kompletne,tzn z ilustracjami od razu.Tez bym tak
                          chciała,tylk
                          > o
                          > jakoś do pisarstwa nie mam werwy i umiejętności.
                          O mam zupełnie to samo. :) Moje umiejętności jak i predyspozycje
                          pisarskie nie są za duże :) W liceum pisałam ckliwe wiersze, jak
                          teraz czasem po nie sięgam śmieję się do rozpuku. :)

          • k_linka croyance.... 06.05.08, 18:51
            A ja sobie pozwole zauwazyc ze niektore dziela literakie nie wymagaja zbierania
            materialow. Oczywiscie jesli glowna postacia jest profesor fizyki to TRZEBA
            pewne rzeczy sprawdzic i zglebic nieco fizyke. Ale jesli pisze sie o nastolatce
            i jej rodzinie to jaki research robic? Mozna pojechac na samym natchnieniu...
            • croyance Re: croyance.... 06.05.08, 18:58
              No co Ty :-) Trzeba wiedziec, jakich nastolatka uzywa kosmetykow,
              jakiej muzyki slucha, czym sie interesuje, na jakie chodzi koncerty,
              jakiego uzywa jezyka, co czyta, jaki jest system szkolny obecnie
              (gimnazjum czy co tam teraz jest, stopnie - czy nadal jest skala 1-6
              czy juz nie), jakie ma lektury, kto jest idolem mlodziezy obecnie,
              gdzie sie w danym miescie zbieraja nastolatki i co robia :-) Pelno
              tego :-)
              Juz nie mowie, jakie sa ich problemy, o czym marza, do czego
              aspiruja, co to znaczy byc nastolatka dzisiaj, jak to jest stawac
              sie kobieta w dzisiejszych czasach etc. etc. etc.
            • ananke666 Re: croyance.... 06.05.08, 19:02
              Nie samym, ale research rzeczywiście malutki :) W przypadku MM literatura, ale ona zdaje się pisze o własnych lubianych lekturach, więc tu akurat z górki. Chociaż dalej uważam, że pewne braki są bardzo dziwaczne (niewiedza na temat ruskiego miesiąca, zdziwienie "ty czytasz listy Chopina?"). Druga sprawa to realia, żeby nie potaranić miejsc i czasu różnych rzeczy - np znienacka Boże Narodzenie na obrazku wypadło w Wigilię, 24 grudnia, dwa egzaminy maturalne jednego dnia itp. W sumie niewiele.
              Jedyna poważniejsza rzecz, to uzgodnienie cech bohaterów, wieku, zawodu, upodobań i wyglądu, żeby oczy znienacka nie zmieniały kształtu i koloru, włosy nie ulegały samoczynnemu farbowaniu, temperament i poglądy nie odmieniały się o 180 stopni a data urodzenia nie była owiana wielką i straszną tajemnicą... i żeby nie trzeba było znienacka dofastrygowywać rozmaitych diabłów z pudełka.
              • idomeneo Re: croyance.... 06.05.08, 20:17
                spora część tych grubszych wpadek w nowej Jeżycjadzie to też imho dowód braku
                researchu - na przykład wałkowany na forum casus ślubu Wolfiego i Laury. Trudno
                uwierzyć, że oni oboje byli przekonani, że to się daje z dnia na dzień załatwić.
                A już kuriozalne jest to, że nikt z grona obu rodzin, czyli jakichś dwudziestu
                osób, nie wpadł na to, że bez wcześniejszych kilkumiesięcznych przygotowań
                (nauki przedmałżeńskie, zapowiedzi, obowiązkowe spotkania indywidualne z
                księdzem i z psychologiem itd.) tego się po prostu technicznie nie da zrobić.
                Wszyscy w najlepszej wierze walą z kwieciem do Śmiełowa! I wygląda to tak, jakby
                Autorce rzeczywiście nawet nie przyszło do głowy, ze mogą tu istnieć jakieś
                przeszkody organizacyjne; z zakończenia CzP wynika, że jeśli ślub miałby się
                ostatecznie nie odbyć, to dlatego, że Laura zaczyna się wahać.
                • kaliope3 Re: croyance.... 06.05.08, 23:09
                  Nie wiem,czy uda mi się to jasno wyrazić,ale spróbuję.Mi się zdawało,jak
                  czytałam CzP,że pewne wątki-Ignacy zabijający balkon gwoździami,hipotetyczny
                  ślub Tygrysa i Wolfiego,to już taki trochę ironiczny ukłon w stronę
                  czytelników.Tak jakby Autorka motając wątki,losy,charaktery i poczynania
                  bohaterów nagle spojrzała na to z jakiejś odległości,dostrzegła narastający rys
                  telenowelowy i postanowiła "pójść po całości"że się tak wyrażę.Stąd ten Don
                  Ignacy broniący czci swej wnuczki i to całe szaleństwo z ucieczką i ślubem,ta
                  familia liczna z prezentami i bukietami idąca pochodem-toż to jak z jakiego
                  włoskiego kina klimaty
                  • idomeneo Re: croyance.... 07.05.08, 00:27
                    rzeczywiście, w CzP jest taka przesada czy przerysowanie, które sprawia, że
                    bohaterowie są mniej krwistymi postaciami, a bardziej emblematami. To chyba
                    wcześniej się pojawiało sporadycznie, przy takich postaciach jak Bernard albo
                    Ida zagadująca małego Józinka na śmierć, ale teraz faktycznie jest tego coraz
                    więcej. Tak jakby bohaterowie zachowywali się mniej naturalnie, a bardziej mieli
                    coś udowadniać albo demonstrować. Oprócz tego, o czym wspomniałaś, Ignacy
                    Grzegorz w tym tomie wydaje mi się też dosyć sztucznie poprowadzoną postacią, a
                    wątek erotyczny z jego udziałem miał chyba służyć głównie rozwianiu podejrzeń,
                    że będzie gejem (no bo jakże to tak?).

                    Ja chyba jednak wolę ten poprzedni styl, z realizmem, dbałością o detale i
                    nienachalnym humorem, bez tego teatralnego: wychodzi Bernard (Bodzio, młodzi
                    Żeromscy), znaczy będzie śmiesznie.
    • anutek115 Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 06.05.08, 15:57
      Croyance, strasznie nam sie "off" zrobił ten topic, ale chcę jeszcze napisać, że
      mnie przekonałaś. Chociaż rozumiem Ginestre doskonale, bo też nie wyobrażam
      sobie, jak można kogoś nauczyć pisania. No, siebie sobie na podobnych zajęciach
      nie wyobrażam. jak poczytuję powieści, gdzie studenci piszą na "creative
      writing" opowiadania, recenzje, nowelki na zadany temat, w określony sposób, to
      mnie dreszcz przechodzi na myśl, że też bym tak musiała :-). A z drugiej strony,
      gdy podczas licznych w mym życiu egzaminów z języka obcego musiałam napisać
      pracę na określoną ilość słów, bardzo to doceniłam. Jakiej to wymagało precyzji
      w ujęciu tematu, jak bardzo trzeba było wiedzieć, co się chce napisać i jak to
      uzasadnić, koniec z polskim wodolejstwem! No a zbieranie materiałów, staranne,
      to w ogóle podstawa, i z talentem nie kłóci się w najmniejszym stopniu. Ja tam
      głęboko wierzę, że osoba ze świetnymi ocenami z "creative working", ale bez
      talentu wybitnym pisarzem i tak nie zostanie.

      I tak jak Mamalilki sądzę, że podobne zajęcia przydałyby się wszystkim. Ci, co
      nie mają talentu umieliby po nich przynajmniej podanie napisać. Ci zaś, co
      talent mają, a i wolę Bożą poczują, mieliby przynajmniej warsztat. Rzecz nie do
      przecenienia. Zwłaszcza w dobie zamierania zawodu redaktora merytorycznego.
      • croyance Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 08.05.08, 12:02
        Tak mi przyszlo do glowy, ze jak wydam jakas ksiazke, to w zyciu sie
        Wam nie przyznam :-D
        Balabym sie, ze jakas croyance2 mi wytknie bledy :-D
        • uccello krtyka a anonimowość 08.05.08, 14:37
          croyance napisał:

          > Tak mi przyszlo do glowy, ze jak wydam jakas ksiazke, to w zyciu
          sie
          > Wam nie przyznam :-D
          > Balabym sie, ze jakas croyance2 mi wytknie bledy :-D

          Co nie zmienia faktu, że jeśli wydasz popularną książkę,
          to będą ją krytykować,
          protekcjonalnie chwalić,
          z lubością wytykać pomyłki, błędy i nieścisłości,
          pouczać

          i TY będziesz wiedziała, że chodzi o______ Ciebie_______:)
          • croyance Re: krtyka a anonimowość 09.05.08, 16:29
            Ale to co innego.
    • draconessa Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 08.05.08, 19:47
      Dlatego, ze skonczylo sie pisanie powoli i z namyslem...zaczela sie
      produkcja tasmowa serialu w odcinkach, opery mydlanej, czy jak to
      tam nazwac...o, mam!!!! Moralitetu w tempie ekspresowym. Zamiast
      sympatycznych ksiazek, pelnych ciepla i humoru, otrzymujemy teraz
      jakies nafaszerowane Jedynie Slusznymi Racjami, pisane nieomal na
      kolanie wytwory:(((( A mi sie tak marzy atmosfera Szostej
      Klepki...albo cieplo Noelki:((((
      • lezbobimbo Re: Dlaczego, im dalej tym gorzej? 14.05.08, 00:55
        draconessa napisała:
        > Dlatego, ze skonczylo sie pisanie powoli i z namyslem...zaczela
        >sie > produkcja tasmowa serialu w odcinkach, opery mydlanej, czy
        >jak to > tam nazwac...o, mam!!!! Moralitetu w tempie ekspresowym.

        Takoz mam podobne wrazenie. Takie Opium powstawalo 5 lat! Taka 6
        klepka byla pisana przez MM 3 razy od nowa. I to czuc.
        (nota bene podziwiam MM za napisanie Noelki latem na stole pod
        niebem, na pachnacej dzialce..)
        No i to moralizatorstwo.. ech... dac pani MM ambone co niedziele, to
        by sie nieco wyzyla, a potem z lekka dusza dawala nam, wiernym
        czytelnikom, kolejnego inteligentnego i rozweselajacego Harlequina
        ;)

        Moim zdaniem dlatego im dalej tym ..gorzej i coraz dziwniej, bo MM
        przestala tez lubic swoich bohaterów. To juz jakby nie jest pisanie
        z pasja o ulubiencach, nie ma juz rejestru szampanskich rozmówek
        przy stole..
        A jednoczesnie ktos (moze dzial marketingowy? Moze którzys
        recenzenci? Albo specyficzny dzial fanów?) chyba przekonal MM, ze
        niestety, tych wlasnie bohaterów pozadamy wszyscy do wypeku i zawsze
        po kres czasów, a jak napisze o kims innym, to straci klientele? I
        musi sie biedaczka meczyc - to sie przynajmniej na tych postaciach
        troche zemsci..
        Jakbym miala pisac pietnasty tom o Ignacach i Laurze, to bym tez ich
        znienawidzila i przepuscila przez zmywarke, dzume i pokasanie
        szerszeniami conajmniej ;)))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka