Dodaj do ulubionych

zmotoryzowani

09.04.08, 12:15
mówiliśmy już o takich w Jeżycjadzie i jacy my w tej kwestii
jesteśmy?
Ja ostatnio myślałam o Robrojku i tej jego syrence szwagra, którą
przyjechał na Sylwestra. Nie wiem, w jakim wieku można było uzyskać
prawo jazdy w latach 70-tych, ale Robert miał wtedy przecież dopiero
15 lat...
Jak myślicie jakimi kierowcami są bohaterowie Jeżycjady- patrząc na
ich charaktery. Jakie mogą mieć auta?
Jak Wy się czujecie za kółkiem? Czy było Wam łatwo zrobić prawo
jazdy?
Obserwuj wątek
    • mmaupa Re: zmotoryzowani 09.04.08, 12:32
      Wiemy na pewno, ze Natalia dobrym kierowca nie byla :). Wyobrazam ja sobie na
      rowerze za to.

      Moje robienie prawa jazdy to byl jeden wielki koszmar, glownie przez bardzo
      niemilych instruktorow nieustannie wprowadzajacych mnie w kompleksy. W momencie
      najwiekszego kryzysu wyobrazalam sobie ze jesli umre to duch moj zstapi na
      ziemie tylko po to, zeby to cholerne prawo jazdy skonczyc. No ale zrobilam za
      XXXXhm-hm-yyym podejsciem, teraz prowadze calkiem niezle (jezdze wedlug mojego
      ojca obrzydliwie wolno - czyli po prostu zgodnie ze znakami), wypadku zadnego,
      tfu tfu, nie mialam, umiem prowadzic i po prawej i po lewej stronie jezdni w
      zaleznosci od kraju... Mogloby byc duzo gorzej.
      • ginestra Re: zmotoryzowani 09.04.08, 13:08
        Ach, to dla mnie wymarzony temat, żeby coś napisać :)
        Prawo jazdy zrobiłam, z wielkim zapałem ucząc się i pokonując różne
        przeciwności, zdając egzamin za czwartym podejściem i otrzymując wymarzone
        prawko. :) Był to mój wielki powód do dumy, że się w końcu udało, bo miałam
        pewną przerwę i nawet zrobiłam ponownie kurs i wzięłam sporo dodatkowych jazd.
        Mieliśmy z mężem samochód, ale prowadziłam go tylko raz (z mężem siedzącym
        obok), bo potem były te problemy rodzinne i teraz nie mam samochodu, bo
        (umownie) zatrzymał go były mąż a ja zatrzymałam mieszkanie, natomiast samochód
        jako taki jest przedmiotem moich marzeń i czynnikiem, który mnie mobilizuje do
        różnych działań zawodowych i edukacyjnych, które by mogły sprawić, że byłoby
        mnie za jakiś czas stać na kupienie i utrzymanie samochodu. Ja wiem, że są
        tanie, używane samochody, ale chwilowo i taki jest poza moim zasięgiem, nawet na
        kredyt, zresztą w Warszawie ten używany musi być sprawny i bezpieczny (nie może
        to być przysłowiowy maluch za 500 złotych, który sprawdziłby się na przykład na
        wsi).
        A więc mobilizuję się i nie porzucam absolutnie myśli o jeździe samochodem w
        przyszłości. Mówię też sobie, ze tak naprawdę, w życiu prowadziłam samochody
        reprezentujące 5 marek (na kursach: maluch, fiat punto, lanos, potem ten nasz i
        opel corsa koleżanki, którym mi się kiedyś dała przejechać). A więc wbrew różnym
        ludziom, którzy mówią mi czasem "jak nie jeździłaś od razu po zrobieniu prawka,
        to już lepiej nie wsiadaj nigdy za kółko, bo będziesz zagrożeniem", oraz wbrew
        własnemu przeświadczeniu o utracie tych umiejętności :(, mówię sobie, że ten
        czas uczenia się jeździć, z różnymi instruktorami i to doświadczenie
        prowadzenia, jak by nie było, różnych samochodów, na pewno gdzieś tam w głowie i
        w ciele zostało i da się to wszystko odnowić (plus przeczytać kodeks i zrobić
        mnóstwo testów, oczywiście). A zatem teraz należy z cierpliwością starać się o
        podnoszenie kwalifikacji, zdobywanie coraz większego doświadczenia zawodowego i
        za jakiś czas znajdzie to może odzwierciedlenie w wyższych zarobkach i w
        posiadaniu własnego pojazdu. :)

        Co do Jeżycjady, to widzę, że chyba najlepszym kierowcą jest tam Ida. Jeździ z
        temperamentem, ale też konkretnie i przytomnie. Hm, chyba ma to poparcie w
        tekście, a nie dopowiedziałam czegoś sobie? :)
        Pozdrawiam!
        • ginestra Re: zmotoryzowani 09.04.08, 13:09
          Acha, nie napisałam, że prawko zrobiłam jesienią 2003, więc nie jest to chyba
          __aż__ tak dawno. W każdym razie nie tracę ducha ;)
          • mmaupa Re: zmotoryzowani 09.04.08, 13:22
            Idusia pewnie jest i dobrym kierowca, ale za to zostawia kluczyki w samochodzie
            (Dzien Kobiet, Pulpecja). O!
            • ginestra Re: zmotoryzowani 09.04.08, 13:28
              No właśnie ;)
              Trochę roztrzepana, ale ona chyba wtedy do porodu jechała (Kreski)..;)
              Wydaje mi się, że były też inne wzmianki o jej energicznej jeździe.

              A teraz jeszcze przypomniała mi się Aniela pędząca na wizytę u dentysty z
              Piotrusiem (i rodzinką). Też - cała Aniela! :)
              • ready4freddy Re: zmotoryzowani 09.04.08, 14:57
                najenergiczniej to chyba jezdzi pani Sznytek :D
    • the_dzidka Re: zmotoryzowani 09.04.08, 13:19
      > Robert miał wtedy przecież dopiero
      > 15 lat...

      17, nie 15.

      > Jak Wy się czujecie za kółkiem? Czy było Wam łatwo zrobić prawo
      > jazdy?

      Jak ryba w wodzie i ptak w przestworzach, uwielbiam jeździć i gdyby
      nie stan dróg w PL, jazda relaksowałaby mnie w 100%, a nie tylko w
      66% :)
      • ginestra Re: zmotoryzowani 09.04.08, 13:26
        Dzidko, jak fajnie :)
        Ja też (o czym zapomniałam napisać powyżej), czułam wielką przyjemność z
        prowadzenia samochodu. Jest to naprawdę miłe uczucie. :)
        • the_dzidka Re: zmotoryzowani 09.04.08, 13:29
          Parę razy w zyciu byłam na kursach doskonalenia techniki jazdy.
          Zapewniam Cię, że nie da się z niczym porównać uczucia, jakie
          ogarnia cię podczas tzw. kręcenia bączków na lodzie (poślizgi
          kontrolowane).
          :)
          • ginestra Re: zmotoryzowani 09.04.08, 13:35
            Faktycznie.... brrr! Ale dla dobrego kierowcy, to może być prawdopodobnie
            przyjemny zastrzyk adrenaliny. :D
            • nioszka Re: zmotoryzowani 09.04.08, 14:09
              ja się poddałam po dwóch próbach, obie oblane na łuku. To było już
              3,5 roku temu, wiele się w samych przepisach zmieniło i sporo
              musiałabym nadganiać jeśli miałabym do tego wrócić-zarówno jeśli
              chodzi o wiedzę, jak i technikę.
              Najpierw musiałabym jednak samą siebie przekonać, że tego chcę i że
              dam radę, bo na razie jest wielka niewiara we własne umiejętności.
              Choć nie powiem, fajnie się jeździło już na trasie, ale manewry były
              dla mnie koszmarem-to ustawianie się, pilnowanie słupków itd.
              • mamalilki Re: zmotoryzowani 09.04.08, 14:18
                Ja zdalam za pierwszym razem, pan egzaminator bardziej sie bal niz ja. Dlaczego?
                Bo wraz ze mna wsiadl do samochodu moj 8-miesieczny brzuchol z Ewka w srodku.
                Pan byl szary ze strachu, hamowanie awaryjne zarzadzil przy predkosci 20 km/h, o
                kazdym znaku drogowym informowal mnie chwile wczesniej :-)))
                Oczywiscie i tak sie stresowalam, egzamin snil mi sie jeszcze przez miesiac. A
                teraz bywa roznie. Gdyby jazda wlasciwa skladala sie z samej jazdy, to bym
                bardzo lubila. Niestety sklada sie z jazdy i parkowania, a parkowanie to wciaz
                dla mnie jakis koszmar. Zwlaszcza ze najczesciej parkuje w ciasnych miejscach,
                gdzie trzeba zrobic perfekcyjna koperte.
                • ready4freddy Re: zmotoryzowani 09.04.08, 14:56
                  dla mnie tez koperta byla koszmarem, ale sie wyrobilem, bo nie bylo innego
                  wyjscia. ostatnio zaparkowalem w miejscu, gdzie i z przodu, i z tylu zostalo tak
                  na oko po 30 cm :) to tez po czesci zasluga bardzo wydajnego wspomagania z
                  trybem "city", ale tak czy siak bylem z siebie bardzo dumny :) chociaz nie az
                  tak jak wtedy, kiedy sprowadzilem z piatego pietra parkingu na lotnisku ( po
                  bardzo ciasnej i niewygodnej rampie, projektowanej chyba jeszcze na stergo fiata
                  500 :) bydle dlugosci 4,75m, w ktorym siedzialem pierwszy raz w zyciu :)
                • kaliope3 Re: zmotoryzowani 09.04.08, 15:11
                  Gdyby jazda wlasciwa skladala sie z samej jazdy, to bym
                  bardzo lubila. Niestety sklada sie z jazdy i parkowania, a parkowanie to wciaz
                  dla mnie jakis koszmar. Zwlaszcza ze najczesciej parkuje w ciasnych miejscach,
                  gdzie trzeba zrobic perfekcyjna koperte.

                  O,ja też tak sądzę.W ogóle to prawo jazdy zrobiłam wyłącznie dzięki mojemu
                  nieustraszonemu mężowi,który bardzo mnie zachęcał do jeżdżenia i użyczał swego
                  auta.Jeździłam więc sobie w zdłóż i wszerz po całym mieście nielegalnie,stojąc
                  wielokrotnie na światłach obok drogówki i uwielbiałam to.Adrenalina była
                  niesamowita.Egzamin minął mi jak sen jaki złoty,nie wiem kiedy,nagle
                  przesympatyczny pan poinformował mnie że właśnie zdałam.Potem jeszcze długo
                  odgrażałam się że teraz to już mąż nie ma czego szukać za kierownica bo od tej
                  pory wyłącznie ja będę prowadzić...a w tej chwili jakoś nie prowadzę.Nie wiem
                  czemu,może to stres
              • ready4freddy Re: zmotoryzowani 09.04.08, 14:53
                na luku tylem? o masz ci los, ja dwa razy oblalem jazde do tylu, i to nie po
                luku, ale po prostej (do dzis tego nie znosze, a bez przerwy musze sie
                wyczolgiwac tylem z mojego zaulka i chociaz robie to dobrze, to glowa mi sie
                chce odkrecic, czy jade prosto i o nikogo nie zahacze). tak czy siak za trzecim
                razem juz bylo dobrze, ale na miescie ponoc probowalem wymusic pierwszenstwo :)
                potem wykupilem jazdy u okrutnego tyrana, ktory ryczal strasznym glosem "cafnij
                do tyl!", a ja "cafalem" po specjalnie wykonanym na jego podworku luku, ktory na
                dodatek sie wznosil. tak czy inaczej prawo jazdy w koncu zrobilem, 14 lat temu
                juz, ale jezdzilem malo do czasu, kiedy nie dostalem sluzbowego samochodu i nie
                bylo wyjscia (z maksimum jazd w ciagu jednego tygodnia marca 2006, kiedy
                przejechalem w sumie prawie 2000 km w piec dni dwoma roznymi samochodami). teraz
                mam swoj samochodzik i sobie nim pomykam, w tutejszym ruchu nielatwym :) co
                dziwniejsze, tutaj moge jezdzic w kazdym miescie, w Polsce zaczynam sie bac
                nawet w naszej miescinie, niezbyt w sumie duzej. w sumie mam jakies 25 tysiecy
                km za soba, tak mysle, wiec niewiele (zwlaszcza za tyle lat :) ale skumulowane w
                ostatnich trzech latach. a jazda sama w sobie nie sprawia mi przyjemnosci,
                raczej mnie meczy i stresuje, chociaz to zalezy. w kazdym razie wole sie
                przedzierac przez miasto niz jechac sobie otwrata, pusta droga - wiem, ze to
                dziwne, ale tak juz jest.

                i mam zolty samochod :)
                • nioszka Re: zmotoryzowani 09.04.08, 15:04
                  no, na łuku tyłem, ale nie dletego, że krzywo jechałam czy coś, ale
                  mi gasł. Swoją drogą, moje próby na łuku na placu manewrowym w
                  ośrodku(węższy niż na egzaminacyjnym) można by puszczać w Śmiechu
                  warte :D, ale ogólnie parkowanie, zwłaszcza koperta to masakra jakaś
                  jak u Mamylilki ;)
                  Gdybym miała robić prawko w Warszawie, to bym się załamała totalnie
                  chyba, mi wystarczyły Tychy, by stracić wiarę.
                  Gdyby się tak dało jakoś tę umiejętność posiąść bez przechodzenia
                  przez to wsystko, byłabym szczęśliwa. Bo auto staje się coraz
                  bardziej potrzebne, odkąd bracia się wyprowadzili, ciężko jest być
                  zależnym cały czas od tego, czy ktoś gdzieś zawiezie czy nie. Inna
                  rzecz to podobnei jak u Ginestry sprawa funduszy na to auto, ale to
                  by się coś wykombinowało...

                  A co do Jeżycjady-to Robrojek nie mógł mieć chyba jednak 17 lat,
                  skoro w 1977 zaczynał technikum z Anielką...
                  Ale potem wiemy, że prowadził dobrze (TiR)
                  • ssssen Re: zmotoryzowani 14.04.08, 13:05
                    > mi wystarczyły Tychy, by stracić wiarę.

                    A, ja tez w Tychach zdawałem. Tyle że 15 lat temu, poszło za pierwszym razem :)
                    Czasy maluchów i polonezów, pamiętam to przerażenie, gdy ktoś puścił plotkę, że
                    zdajemy w polonezie :)
                    • pszczola25 Re: zmotoryzowani 03.12.08, 09:16
                      ooo to ja też się dodam, jako kolejna zdająca w Tychach :) zdane za
                      1 razem 7 lat temu i od tego czasu.... 50km na koncie... Najpierw
                      nie miałam czym jeździć, potem się już bałam. A teraz chcę się
                      uczyć, ale mąż obawia się oddać w moje ręce naszego kombika... ale
                      wszystko jeszcze przede mną !
                      co do Jeżycjady- Grzegorz wydaje się solidnym kierowcą w swoim Oplu;
                      Robrojek też widzi mi się jako stanowczy kierowca :))

                      ps. w końcu moja pierwsza wypowiedź TU :) dzień dobry :))
                      • dakota77 Re: zmotoryzowani 03.12.08, 09:49
                        Witaj i pisz dalej:-)
              • ginestra Re: zmotoryzowani 10.04.08, 11:09
                Nioszko,
                na pewno trzeba w sobie poszukać odpowiedzi na to czy się chce wznowić czy nie,
                ale jeśli, jak piszesz, było to przyjemne i coś Cię wciąż do tego zagadnienia
                ciągnie, to myślę, że warto dać trochę i tym uczuciom posłuch. :)

                Dziwne to bardzo, ale moje doświadczenia są bardzo podobne do Twoich. Też
                oblałam dwa razy (!) egzamin na "jeździe po łuku", chociaż na ćwiczeniach z
                instruktorem łuk wychodził mi jako jeden z najlepszych manewrów. Na placu
                egzaminacyjnym były inaczej poustawiane słupki, na które brałam namiar
                odwracając ciało do tyłu (!). Byłam bardzo tym przybita (parę sekund i po
                egzaminie :-( ). Drugi raz powtórzyło się identycznie. :-( Potem miałam tę
                długą przerwę, ale po prostu zapisałam się na nowy kurs - coś jak: biała karta,
                nowy początek, wiara, że te poprzednie doświadczenia z jazdy (psychomotoryczne)
                gdzieś są zapisane, no i że ten nowy kurs jest przecież szansą na upragnione
                prawko, żeby je w końcu mieć. No i ten kurs też i Tobie radzę: nowy kurs, nowy
                pakiet jazd, dobrać też indywidualnie i może się uda. No i zmieniać
                instruktorów, wsłuchiwać się kogo polecają znajomi. Ja miałam pierwszego
                instruktora bardzo łagodnego, który mnie pięknie wprowadził w temat jazdy i
                oswoił, chwalił, ale nie był chyba zbyt wymagający - co może na tym etapie było
                potrzebne, bo pomogło mi posmakować przyjemności jazdy i zobaczyć, że nie jest
                to takie w sumie trudne. Następni byli bardzo niecierpliwi i często łykałam łzy
                bezsilności i poczucia, że nie wiem dlaczego mi nie wychodzi, przecież tak się
                staram.
                Na tym drugim kursie miałam też instruktora z tych niecierpliwych i sporo z nim
                jeździłam, trochę się już nawet załamując, ale potem koleżanka poleciła mi
                innego, w tym samym ośrodku i on okazał się być po prostu wspaniały. Cierpliwy,
                oszczędny w pochwałach i naganach, ale potrafiący dodać wiary w siebie, bo kiedy
                pochwalił, to czuło się, że on się autentycznie cieszy i jest ze mnie dumny, że
                widać, że weszłam na nowy etap umiejętności. Potrafił też uspokajać mnie, a
                raczej zarażać swoim spokojem, gdy się denerwowałam. Młody chłopak, ale z
                ogromną inteligencją emocjonalną, empatyczny, a przy tym bardzo fachowy. Czułam
                po prostu cały czas, że "jest po mojej stronie". Na mieście zatrzymywaliśmy się
                i tłumaczył mi i rysował różne rzeczy, pokazywał też za pomocą notesu i komórki
                jako rekwizytów symulacje sytuacji drogowych, w których zrobiłam błąd, żebym
                zrozumiała. Odpowiadał też na moje różne pytania, które przynosiłam na spotkanie.
                Pokazał mi jak atakować ten łuk nie na słupki, tylko zupełnie inaczej. Inne
                manewry też ćwiczyliśmy do upadłego, aż zaczęły wychodzić :)
                Zresztą ta poprzednia nauka z innymi instruktorami na pewno też wpłynęła na tę
                praktykę, bo koordynację oczu i ciała i wyczucie pojazdu miałam coraz lepsze.
                Na egzamin zapisałam się do innego miasta niż Warszawa, bo w tym czasie w
                Warszawie losowało się samochód: punto albo lanos, a na nich manewry były trochę
                inne (przy pierwszym kursie i egzaminach ćwiczyłam na obu pojazdach i potem to
                losowanie było pewnym stresem). Na drugim kursie jeździłam wyłącznie puntem i w
                tym innym (o wiele mniejszym) mieście mieli tylko punto. Pojechałam tam z moim
                instruktorem i kilkoma innymi kursantami. Niestety oblałam znów manewr, tylko
                już zupełnie inny. Powrót był smutny, ale od razu umówiłam się z moim
                instruktorem na nowe jazdy i za jakiś czas znów udaliśmy się grupowo do tego
                drugiego miasta. Tym razem powiodły się i manewry i jazda po mieście - no i
                zdałam :)
                Przy okazji spotkało mnie coś bardzo miłego, bo egzaminator powiedział mi na
                koniec egzaminu, już po werdykcie, bardzo miły komplement dotyczący mojej urody
                :) Zapamiętam to, jestem pewna, do końca życia! :)

                Mam taką refleksję, że warto jest się nie poddawać. Z moich doświadczeń wynika
                to, że ta cała moja nauka jazdy nie tylko doprowadziła mnie do osiągnięcia celu
                jakim jest zdobycie prawka, ale też przyniosła bardzo wiele cennych
                doświadczeń, wydarzeń, poznawania siebie i ludzi.
                Zresztą z tą koleżanką z kursu, która mi poleciła instruktora utrzymuję kontakt
                do dziś i cieszę się, że ją poznałam. Tak więc, wiele się wydarzało dzięki temu.

                Jeśli chodzi o jazdę, to i ja jestem olśniona trafnością spostrzeżenia, które
                padło (chyba niżej? ) w tym wątku, że najlepszymi kierowcami są osoby pewne
                siebie. A więc teraz myślę sobie, że w oczekiwaniu na własny samochód,
                oczywiście można powtarzać kodeks i nawet dobrać jakieś jazdy czy coś, ale
                przede wszystkim, można też pracować nad większą pewnością siebie. A taka praca
                pomoże też i w innych aspektach życia. A zatem nie będzie to stracony czas. :)
                A więc odwagi Nioszko!
                Pozdrawiam Ciebie i wszystkich!
                • nioszka Re: zmotoryzowani 10.04.08, 14:10
                  co do pewności siebie i prowadzenia to prawda. Czasem smutne jest
                  tylko to, że niektórzy, mimo ogromnej praktyki (a czasem wręcz
                  przeciwnie- mimo jej braku), są nazbyt pewni siebie i na drodze
                  czują się panami.
                  Został mi po kursie odruch, że patrzę jak jeżdzą inni (z pozycji
                  najczęściej pieszego podążającego ulicami miasta, ale czasem też
                  pasażera), i oczywiście to komentuję-czasem w myślach, czasem
                  pólgłosem :P. Niektórym to by prawko wraz z autem trzeba było zabrać
                  od razu i to też jest chyba jednen z powodów moich obaw-choćbym nie
                  wiem jak JA się starała, poznała te wszystkie reguły, znaki,
                  opanowała perfekt auto, żeby nie gasło (częsty przypadek z początków
                  jazd oraz zatrzymywania się na światłach na mieście ;) ), zawsze się
                  może zdarzyć ktoś, kto niekoniecznie tak przepisowo jeździ.

                  No, ale obiecuję nad tym całym tematem Ginestro pomyśleć :D
                  Dzięki za słowa otuchy i przekazanie swoich doświadczeń!
            • meg_mag Re: zmotoryzowani 09.04.08, 15:29
              Ginestro, to nie zaden zastrzyk adrenaliny ani zabawa. Umiejetnosc prowadzenia
              auta w poslizgu i pelnego panowania nad nim powinna byc tak normalna jak jazda
              do przodu i cofanie. O ilez bezpieczniej byloby na drogach...
              • ready4freddy Re: zmotoryzowani 09.04.08, 15:36
                nie sadze, ze byloby o wiele bezpieczniej, chyba ze zalozymy, ze umiejetnosc
                "prowadzenia w poslizgu" automatycznie dawalaby w komplecie zdolnosc myslenia i
                przewidywania, tudziez rozgladania sie dookola, to tak :) osobiscie jestem
                przekonany, ze nie potrafilbym "prowadzic w poslizgu", na szczescie klimat mi
                sprzyja, a i kiedy juz prowadze w niesprzyjajacych warunkach, staram sie w
                poslizg nie wpadac :)
                • ding_yun Re: zmotoryzowani 09.04.08, 16:39
                  Ja zaliczyłam jakieś 10h jazd w wakacje i wyjechałam do UK, więc mam
                  przerwę. Dla mnie to masakra, jazda po warszawie do przyjemności nie
                  należy, ale naprawdę wielkim problemem jest to, że nie potrafię
                  szybko zorientować się gdzie jechać, jak ktoś mi to mówi. Nie
                  odróżniam stron po prostu i zamiast na prawy pas jadę na lewy, a
                  potem z nerwów wszystko psuję. Obecnie mam kryzys wiary we wszystko,
                  a we własne możliwości "jeździeckie" to już w ogóle.

                  A w Jeżycjadzie, jak to w życiu, dobrze jeżdżą pewnie ci pewni
                  siebie i własnych umiejętności - Ida, Anielka, na pewno dobrym
                  kierowcą byłaby Laura.
      • iwka.j.k Re: zmotoryzowani 03.12.08, 07:52
        No chyba jednak 15, był przecież w I klasie Liceum Poligraficznego
        razem z Anielą. Sylwester u Joanny był bezpośrednio po
        przedstawieniu Hamleta. To Gabrysia miała wtedy 17 lat,była w III
        klasie LO, Pyziak też, mimo że był w I klasie, ale było do tego
        faktu dodane słowo wyjaśnienia, ze nie mógł od razu kontynuowac
        nauki, z jakichś powodów, których nie pamiętam. Mnie też zdziwił
        wiek Roberta prowadzącego samochód, ale sobie tłumaczyłam, że może w
        latach 70. były inne przepisy (nie sprawdziłam tego nigdy ;-).
    • glonik Re: zmotoryzowani 09.04.08, 17:06
      Teraz się wyda. Mam prawo jazdy od 30 lat i nie ma pory dnia, nocy,
      czy zimy, żebym zeń nie korzystała.
      Celem uzupełnienia dodam: prawo jazdy robiłam 12/03/... hmmm.
      Uczyłam się zimą i dlatego daję sobie radę w każdych warunkach
      pogodowych.
      Kierowcą jestem średnim, lecz uważnym.
      PS Kiedy się uczyłam, nikt, ale to nikt nie słyszał o oponach
      zimowych, bądź letnich.
      Albo umiesz jeździć, albo nie.
      • ready4freddy Re: zmotoryzowani 09.04.08, 17:13
        nie zrozumialem tego ostatniego fragmentu o oponach: uwazasz, ze to jakis
        dziwaczny wymysl? :)
        • meg_mag Re: zmotoryzowani 09.04.08, 18:19
          Tak. Uzasadniajacy jedynie potrzebe systematycznych zyskow koncernow oponiarskich.
          Opony "rodzajowe" maja racje bytu jedynie przy jezdzie ekstremalnej, wyczynowej,
          wtedy bierze sie pod uwage rodzaj mieszanki, twardosc, profil, itp.
          I zgadzam sie tez z teza, ze w Jezycjadzie dobrymi kierowcami sa osoby pewne
          siebie, nie zwrocilam uwagi na ta regule, ale teraz uwazam, ze jest sluszna.
          • ready4freddy Re: zmotoryzowani 09.04.08, 19:50
            czy dotyczy to rowniez ABS i systemow kontroli trakcji?

            na "zimowych" oponach jest po prostu krotsza droga hamowania na "zimowych"
            drogach. i wspomniane wyzej systemy lepiej funkcjonuja.
            • meg_mag Re: zmotoryzowani 09.04.08, 23:56
              No coz, nie pogadamy na ten temat. Nie wiem, co to kontrola trakcji, ABS zawsze
              kaze odlaczac i najlepiej uskuteczniam go wlasna noga...
              • ready4freddy Re: zmotoryzowani 10.04.08, 00:28
                moze lepiej rzeczywiscie nie gadajmy, bo sie oftopikowo zrobilo.
                ps. to co kazesz odlaczac to nie jest ABS. o ile kazesz to odlaczac przez
                nacisniecie guzika, a nie przeciecie kabli w wiazce wyprutej z bebechow samochodu :)
                • meg_mag Re: zmotoryzowani 10.04.08, 13:11
                  no, coz, moze rzeczywiscie wygladam na glupsza niz jestem :DDD
                  ale uwierz mi, ze w kwestiach samochodowych wiem, co mowie :)
                  niemniej - wracajac do tematu glownego - do tej pory nie zwracalam uwagi na
                  zaleznosci miedzy temperamentem a stylem jazdy
                  • ready4freddy Re: zmotoryzowani 10.04.08, 13:32
                    trudno mi to ocenic, nie mam pojecia, jak wygladasz :PPP

                    wierze, ze wiesz, tym niemniej w kwestiach ABSu chyba jednak sie mylisz :) nawiasem mowiac ABS jest obowiazkowy w kazdym samochodzie sprzedawanym (a wiec homologowanym) w UE od polowy 2004 roku, wiec mozliwosc odlaczania go bylaby dosc osobliwa :) co jakis czas na rozmaitych forach pojawia sie ktos, kto pyta "jak to wylaczyc", ale dotyczy to wylacznie sytuacji off-road. ale to i tak nic w porownaniu z maniakami, chwalacymi sie umiejetnoscia zmiany biegow bez sprzegla, praktykowana ZA KAZDYM RAZEM.
                    mnie to osobiscie cieszy - zyjemy rowniez ze sprzedazy czesci zamiennych :DDD
    • idomeneo Re: zmotoryzowani 09.04.08, 19:08
      Ja i mój mąż zrobiliśmy prawo jazdy w tym samym czasie, w 2003 roku.
      Nasłuchaliśmy się od znajomych rozmaitych strasznych opowieści o srogich i
      gburowatych egzaminatorach i byliśmy trochę spietrani. Tymczasem może mieliśmy
      szczęście, ale było naprawdę rzeczowo, sprawiedliwie i kulturalnie i wspominam
      to bardzo miło.

      Oboje bardzo lubimy prowadzić, a kiedy dostaliśmy nasze prawa jazdy, to mieliśmy
      też taki okres, kiedy wsiadaliśmy do samochodu i jeździliśmy po Warszawie po
      prostu dla przyjemności. Przez pewien czas kiedy prowadziłam sama, miałam
      wprawdzie tendencję do tego, żeby jeździć tylko takimi trasami jak autobus, bo
      wiedziałam, gdzie powinnam skręcić, ale całkiem szybko się przemogłam, żeby
      jeździć trochę bardziej twórczo. A tej zimy, pod wpływem romantyki filmów dogi,
      przejechaliśmy we dwójkę w niecały tydzień ze wschodniego wybrzeża Stanów na
      zachodnie, i to było chyba moje najfajniejsze "kierownicze" doświadczenie.
      • verte34 A ja, a ja, a ja... 09.04.08, 22:41
        ...jestem wożona, li i jedynie. Nawet nie wiem o czym mówicie :P
        • onion68 coming out 11.04.08, 12:15
          Nie jesteś sama - ja także nie potrafię prowadzić samochodu.
          Wzięłam się za to jakieś 7 lat temu, ale po zdaniu egzaminu teoretycznego w
          ogóle nie odważyłam się przystąpić do praktycznego. Odbywałam dodatkowe jazdy,
          ale trochę w tym czasie podupadliśmy finansowo, przerwałam i nie wróciłam jak na
          razie...
          Podczas jazd miałam wszystkie klasyczne objawy ofiary losu - mylenie prawej z
          lewą, a raz nawet gazu z hamulcem. Tak że nie wiem, czy warto próbować znowu.
          Swoją drogą, instruktorami jazdy zostają chyba przeważnie bardzo specyficzne
          osoby - które posiadłwszy jedną konkretną umiejętność (albo niech będzie, że
          cały ich zestaw) w ordynarny często sposób okazują swą wyższość nad osobą, która
          ma to jeszcze przed sobą, chociaż muszę przyznać, że instruktor, którego
          zaangażowałam po egzaminie teoretycznym, był chlubnym wyjątkiem od tej reguły.
          Brak prawa jazdy życia mi póki co szczególnie nie utrudnia. Dużo chodzę (do
          pracy 15 minut marszu mam), co mi bardzo służy :-)
          Co do wolności, niezależności czy takich tam, to ciekawa jestem gdzie to nie
          dojdę, nie dojadę rowerem, autobusem lub pociągiem? Może czasami jest trochę
          problem z zakupami, bo w trosce o całość mojego małżeństwa wybieram się na ogół
          sama ;-) I bywa, że trzeba trochę podźwigać.
          Nie będę się wypowiadać w sprawie kierowców jeżycjadowych, bo napisaliście już
          chyba wszystko :-)
          • the_dzidka Re: coming out 15.04.08, 09:32
            Warto chociażby dlatego, żeby nie być zdaną na innych w kwestii
            bycia wożona. Moja mama tak sobie odpuściła, z czystego wygodnictwa
            (nie twierdzę że i wy tak macie) i strasznie mnie wkurza, kiedy
            widzę, ile rzeczy można by zrobić szybciej i bez zbędnych
            komplikacji, gdyby mać wsiadła za kierownicę i pojechała sama, a nie
            musiała być zawieziona.
            Poza tym bywają sytuacje alarmowe, podczas których nie zawsze
            kierowiec będzie pod ręką. Tak że - warto.
        • croyance Re: A ja, a ja, a ja... 23.04.08, 17:57
          Ja kurs prawka robilam trzy razy: dwa razy w Polsce i raz juz tu, i
          nadal nie potrafie jezdzic. Realistycznie rzecz biorac, chyba nigdy
          sie nie naucze i nigdy nie bede kierowca :-(
    • minerwamcg Re: zmotoryzowani 10.04.08, 00:31
      Jedno jest pewne: MM o samochodach nie ma bladego pojęcia. A o samochodziarzach
      nawet najzieleńszego :))) Przykład: opis podróży psującym się garbusem w
      "Czarnej polewce". Kiks na kiksie.
      • ginestra Re: zmotoryzowani 10.04.08, 11:49
        Miło się czyta o Waszych przeżyciach i uwagach jako kierowców i pasażerów ;)
        Podróż wszerz Stanów Zjednoczonych wzmiankowana przez Idomeneo - też brzmi
        bardzo ciekawie, aż mi się powiedziało "Łaaał" kiedy czytałam :)

        U pani Musierowicz te opisy prowadzenia samochodu są faktycznie dość oględne od
        strony technicznej. Podróż garbusem pewnie też - muszę do tego wrócić, bo
        czytając skupiłam się raczej na Bodziu plującym marchwią i takich tam
        informacjach ;) Wydaje mi się, że Laura nie miała tam zapiętych pasów? A i Wolfi
        ciągle się chyba do niej odwracał, a potem do Bodzia, a nie patrzył na drogę..,
        ale nie jestem pewna. Trzeba sprawdzić.

        Ale chyba z Jeżycjady przebija coś takiego, że faceci, to po prostu prowadzą
        samochód i już. Nie ma jakiejś w tym barwności, jakichś cech osobniczych,
        przynajmniej nie pamiętam. Wyjątkiem w opisie jest Grześ w maluchu, który
        prowadził w stanie wielkiego wzburzenia i nerwowo, ale on jedzie nie swoim i w
        dodatku z przygodami i z Bernardem rozpychającym się za plecami i śpiewającym na
        całe gardło.
        No, może jeszcze Baltona jakoś specyficznie pomykał tą syrenką, ale nie jestem
        pewna.
        Mam takie wrażenie, że jeżycjadowi faceci jeżdżą wszyscy dobrze i rozważnie:
        Robrojek, Helmut, Grzegorz, Marek, Sławek Lewandowski, Piotr Ogorzałka i kto tam
        był jeszcze wspomniany.

        A Laura - też jestem pewna, że będzie jeździć świetnie. :)
        Pozdrawiam!
        • a_weasley Re: zmotoryzowani 10.04.08, 21:35
          ginestra napisała:

          > Wydaje mi się, że Laura nie miała tam zapiętych
          > pasów?

          Najpewniej nie.
          Przede wszystkim dlatego, że dany garbus najprawdopodobniej pasów z tyłu nie
          miał (i mieć nie musiał).
          A gdyby nawet miał, to przecież chciała się przekimać. Zapinanie pasów, jeszcze
          na tylnym siedzeniu, nie jest powszechnym zwyczajem.

          > A i Wolfi ciągle się chyba do niej odwracał,
          > a potem do Bodzia, a nie patrzył na drogę.

          Nie widziałaś nigdy kierowcy, który się co chwila odwraca, rozmawiając z
          pasażerem na tylnym siedzeniu?
        • a_weasley Re: zmotoryzowani 10.04.08, 21:37
          ginestra napisała:

          > jeżycjadowi faceci jeżdżą wszyscy dobrze i rozważnie:
          > Robrojek, Helmut, Grzegorz, Marek, Sławek
          > Lewandowski, Piotr Ogorzałka i kto tam był
          > jeszcze wspomniany.

          Herr Pyziak...
        • mmaupa Re: zmotoryzowani 10.04.08, 21:48
          Wyjatkiem jest MArcelek-szaleniec.
          • ginestra Re: zmotoryzowani 10.04.08, 23:31
            Z tymi pasami bezpieczeństwa, to zerknęłam do książki - rzeczywiście Laura sobie
            podróżuje w pozycji półleżącej, na poduszce, popijając fantę :) Pamiętam, że
            wiele lat temu było to bardzo powszechne nie zapinać pasów, bo chyba nie było
            nawet wymogu pasów dla pasażerów siedzących z tyłu? Wiem, że tak się
            podróżowało, dzieci sobie spały na tylnym siedzeniu leżąc itp. Jeśli chodzi o
            pasy, to uważam, ze lepiej mieć zapięte i dobrze, że są też wymogi tych
            fotelików dla dzieci itp. Ale pamiętam, że kiedyś to była normalka, żeby nie
            zapinać.

            No, a Wolfi tak za bardzo to się nawet nie odwraca, tylko słucha głośno radia, z
            ożywieniem rozmawia z siedzącym obok Bodziem i łowi spojrzenia Laury w lusterku
            wstecznym :)
            Wtedy pisałam w takim kontekście, że nie pamiętam za bardzo uchybień w opisie
            jazdy, tylko rzuciło mi się w oczy o tych pasach i o zaangażowaniu Wolfiego w
            życie towarzyskie podczas jazdy ;)
            Owszem, kierowcy czasem się odwracają, jeśli panują nad tym, to OK. Zauważyłam
            jednak, że w wielu filmach pokazane jest, że w ogóle nie patrzą na drogę, tylko
            albo się odwracają do tyłu, albo na bok do rozmówcy itp. Trochę to wygląda
            momentami nawet zabawnie w tych filmach, a trochę straszno :)
            • a_weasley Re: zmotoryzowani 11.04.08, 16:17
              ginestra napisała:

              > wiele lat temu było to bardzo powszechne
              > nie zapinać pasów,

              Prawdę rzec, to nadal jest to dość rozpowszechnione, osobliwie z tyłu albo w
              taksówce. Policja o to mało ściga, taksówkarze się nie upominają.

              > bo chyba nie było
              > nawet wymogu pasów dla pasażerów siedzących z tyłu?

              Kiedy wprowadzono obowiązek zapinania pasów wszędzie, gdzie one są, to nie wiem.
              Początek był, że w 1984 roku wprowadzono obowiązek zapinania pasów z przodu poza
              obszarem zabudowanym. O ile takowe były, oczywiście.
              A muszą być w samochodach osobowych:
              - z przodu - rejestrowanych I raz po 1 lipca 1972, 1 stycznia 1973 lub 1 lipca
              1973 zależnie od pojemności silnika (sporo garbusów jest starszych);
              - z tyłu - rejestrowanych I raz po 1 stycznia 1991 r. (wszystkie garbusy
              wyprodukowane w Europie są starsze).
              Garbus Wolfiego wiemy, że był bardzo stary.
    • ciotka_paszczaka Re: zmotoryzowani 10.04.08, 12:12
      nioszka napisała:

      > mówiliśmy już o takich w Jeżycjadzie i jacy my w tej kwestii
      > jesteśmy?
      Chyba przecietni: prawo jazdy zdane za pierwszym podejsciem (ale mialam
      wykupionych duzo dodatkowych godzin jazdy).Samochodu uzywam codziennie -brak
      transportu publicznego. Ani lubie, ani nie lubie; po prostu uzywam.
      Zastanowila mnie kwestia tych opon zimowych ; nigdy o czyms takim nie slyszalam.
      Ale moze to nie ten klimat? Tutaj w stacji serwisowej po prostu pytaja jakiej
      firmy chce pan/i opony; gdy trzeba je wymienic. Mam Dunlop (jesli to komus cos
      mowi, bo mnie nie).
      Nie wiem, czy mozna wylaczyc ABS, wydawalo mi sie, ze to jest niejako czescia
      skladowa systemu hamowania, ktorej nie mozna -dowolnie- wylaczac? Ale moge sie
      mylic.
      A bohaterowie Jezycjady, chyba nieczesto maja samochody, te nieliczne, ktore
      pamietam: Volvo Lewandowskiego; Ida i maluch, syrenka Bosto Baltony -ktory
      umial sie nia >>poslugiwac<<; i garbus Wolfiego -ktory wrecz przeciwnie. Ten
      opis zawsze mnie razil. Nawet dla kogos kto sie "nie zna" na samochodach, byl po
      prostu glupi. MM lepiej wychodzi pisanie o rzeczach nie zwiazanych z szeroko
      rozumiana technika.
      • ready4freddy Re: zmotoryzowani 10.04.08, 13:24
        no wiec tak :) opony "zimowe", czyli mud&snow, z platkiem sniegu i symbolem
        gorskiego szczytu sa wykonane z bardziej miekkiej mieszanki, maja wiecej lamelek
        w biezniku i ogolnie inny bieznik. lepiej odprowadzaja wode i lepiej zachowuja
        sie w niskich (ponizej 7 stopni C, o ile pamietam) temperaturach. wg wloskiego
        kodeksu drogowego zastepuja lancuchy tam, gdzie sa wymagane (tutaj jest sporo
        takich drog, na szczescie nie w miescie, ale wystarczy wyjechac 20 km za Turyn,
        aby znalezc droge z oznakowaniem "wymagane lancuchy na "pokladzie" w dniach od..
        do.., obowiazkowe uzycie lancuchow w razie opadow sniegu etc.". osobiscie jezdze
        na calorocznych, bo dni naprawde zimnych jest tu stosunkowo niewiele, a sniegu
        od szesciu lat takiego prawdziwego nie widzialem. ale gdybym akurat mieszkal na
        wzgorzach (wschodnia czesc miasta), to nawet bym sie bez takich opon z domu nie
        ruszal, bo w zimie jest tam slisko i snieznie.

        ABS mozna odlaczyc tylko w niektorych terenowkach, i to tych "zawodowych", bo w
        niektorych trudnych sytuacjach terenowych raczej przeszkadza niz pomaga. w
        normalnym samochodzie jest to niemozliwe, nawet najnowsze modele ferrari z ich
        "manetka" do wybierania trybow jazdy (normalny/sportowy/wyscigowy/wszelkie
        systemy wylaczone) nie daja mozliwosci odlaczenia ABS. to co mozna odlaczyc to
        ESP (kontrola trakcji, czyli utrzymywanie samochodu w zadanym "kursie" na
        lukach) i ASR/MSR (zapobiega "paleniu gumy" przy ruszaniu).

        a co do jazdy, to mam tak samo jak ty :) ani lubie, ani nie lubie. lubie moj
        samochodzik, ale sama jazde to tak srednio :)
        • kanga_roo Re: zmotoryzowani 10.04.08, 15:20
          jestem okrutna i radykalna w swych poglądach, ale dla mnie nie
          posiadanie prawa jazdy (w sytuacji, kiedy można je posiadać, nie
          dotyczy dzieci, starców i niewidomych) to dzisiaj głupota. tak samo
          głupota, jak "bycie wożonym". no ale ja nigdy nie byłam księżniczką,
          a samochód wg mnie = wolność. proszenie, żeby ktoś mnie gdzieś
          zawiózł, czekanie na komunikację publiczną to dla mnie koszmar (a
          wiem, co mówię, mam za sobą dwadziescia parę lat doświadczenia -
          dojeżdżałam nawet do podstawówki). samochód to też poczucie
          bezpieczeństwa (zwłaszcza dla matki małego dziecka), zapasowa szafa
          (kiedy nie mogę się zdecydować, które buty założyć) i azyl (kiedy
          wkurzy mnie mąż).
          co do ulubionych naszych bohaterów - to oni żyją jakoś inaczej,
          chyba w innym, niż ja, wymiarze. poruszają sie spacerowym krokiem,
          jakby co, podjadą dwa przystanki tramwajem...najbliższy duchem jest
          mi chyba Baltona w swej syrence :-)
          • kaliope3 Re: zmotoryzowani 10.04.08, 15:42
            Ciekawe czy Gabrysia miała prawo jazdy? Chyba jednak nie,przynajmniej nic mi o
            tym nie wiadomo,a to troszkę nawet dziwne,taka kobieta czynu..Cociaż z drugiej
            strony jakoś trudno mi ją sobie wyobrazic za kierownicą, w ogóle w
            samochodzie.Raczej idącą szybkim krokiem
          • mmaupa Re: zmotoryzowani 10.04.08, 17:52
            Ostry osad. Pomysl: jesli ktos nie ma pieniedzy i nie zapowiada sie na to zeby w
            najblizszym czasie wygral w totka, nie stac go na kurs a juz NA PEWNO nie na
            samochod + ubezpieczenie + benzyne, to po co ma sobie odejmowac od ust zeby
            zrobic prawo jazdy? Duzo zalezy od tego gdzie sie mieszka - jesli w sporym
            miescie europejskim (Amsterdam, Londyn etc.), a do pracy i do sklepu jest
            wzglednie blisko, to samochod jest wrecz przeszkoda. Nic tylko korki, problemy z
            parkowaniem, wieczna frustracja, zapchane uliczki projektowane na wozy konne sto
            lat temu... Taniej wyjdzie zlapac taksowke raz na miesiac, a na codzien rowerek
            i komunikacja miejska. A jaka satysfakcje daje wyprzedzanie na rowerze kierowcow
            upajajacych sie wolnoscia stojac w korku!

            • croyance Re: zmotoryzowani 23.04.08, 18:02
              Zaden z moich znajomych z Amsterdamu nie ma prawa jazdy :-) Wszyscy
              jezdza na rowerach :-)
          • ready4freddy Re: zmotoryzowani 10.04.08, 19:47
            zaprawde okrutne to i radykalne, az sie musze nie zgodzic (chociaz teoretycznie
            powinienem glosic pochwale samochodzu wszem i wobec). w NORMALNYM kraju/miescie
            na komunikacje publiczna jak najbardziej mozna liczyc. tu, gdzie mieszkam akurat
            nie mozna, z roznych przyczyn, wiec tez w koncu kupilem samochod (chociaz na
            upartego moge powiedziec, ze raczej sie przyzwyczailem do wygody, kiedy mialem
            sluzbowy). na studia dojezdzalem autobusem i nie wiem jak teraz, ale pare lat
            temu w GOPie komunikacja naprawde byla niezla (jesli pominac stan techniczny
            autobusow). poczucia bezpieczenstwa nie rozumiem, chodzilo o ochrone przed
            agresja ze strony ludzi i zwierzat, jak rozumiem? bo w przypadku np. zderzenia
            bocznego wolalbym jednak siedziec w tramwaju niz w najwiekszym chocby SUVie :)
            co do szafy i azylu - to jest niezle :) nie widzialem jeszcze reklamy (naszej
            czy konkurencji) podkreslajacej takie zastosowanie :)
            a co do samochodu jako zrodla wolnosci... zapraszam do dowolnego wloskiego
            miasta, bo w polskich realiach "pinc samochodow na krzyz" faktycznie mozna
            uwierzyc w te iluzje. kiedy doswiadczysz 650 samochodow/1000 mieszkancow,
            inaczej na to spojrzysz :)
            na szczescie to nie glupota czy madrosc, tylko wolny wybor. niektorzy rezygnuja
            swiadomie, wiedzac, ze nie czuja sie na silach. a nie jest to to samo, co np.
            nauka obslugi komputera, czyz nie? :) nie badzmy okrutni ani radykalni.
            • kanga_roo Re: zmotoryzowani 10.04.08, 21:58
              ale ile osób mieszka w centrach miast? pracuje tam, gdzie mieszka?
              no chyba, że kryterium wyboru (mieszkania, pracy, sklepu) jest
              odległość. ja na przykład w tej chwili pracuję w miejscowości
              sąsiadującej z miastem, gdzie mieszkam. komunikacja lokalna w/w
              miejscowości działa bez zarzutu, a dojazd w jedną stronę zabiera
              godzinę (dowolny tramwaj, autobus zgodnie z rozkładem, dojście z
              przystanku do pracy). samochodem - 15 minut, do pół godziny w
              szczycie i korkach. żeby nie było, ze to specyfika lokalna - w
              dużym, zagranicznym mieście, w którym kiedyś mieszkałam, było
              identycznie. a rower to doskonały pomysł, zwłaszcza dla matki z
              dzieckiem. i w listopadzie.

              dobrze, cofam, że to głupota. może rzeczywiście świadomy wybór stylu
              życia, umiejętność organizacji itd. może nie tylko u MM ludzie żyją
              w trochę innym wymiarze. dla mnie jednak to męka. wieczna zależność.

              ready4freddy - pisząc o poczuciu bezpieczeństwa miałam na myśli
              możliwość szybkiego dotarcia do pomocy medycznej, jeśli zajdzie
              potrzeba. agresji - odpukać - nie doświadczyłam, ugryzienia owada z
              reakcją alergiczną - owszem :-)
              • ready4freddy Re: zmotoryzowani 10.04.08, 22:16
                alez ja sie z toba zgadzam :) zaprawde wierz mi, nie jestem fanatycznym
                przeciwnikiem samochodow (byloby to zreszta zgola dziwne i sugerowalo skrajny
                obled, nie tylko hipokryzje :) jak akurat szukalem mieszkania pod katem
                dostepnosci wszystkiego (rowniez komunikacji miejskiej), a dojazd zajmuje mi
                mniej wiecej tyle samo samochodem co zajmowalby autobusem (deklarowana przez
                przedsiebiorstwo komunikacyjne srednia predkosc autobusow 17km/h pokrywa sie ze
                srednia predkoscia, jaka odczytuje z "komputera" pokladowego :)
                pozwole sobie jeszcze raz pobujac w oblokach i powiem, ze (w dobrze
                funkcjonujacym systemie) to pomoc medyczna powinna do ciebie dotrzec szybko,
                jesli zajdzie potrzeba, nie odwrotnie... ale, jak to mawial niejaki Yakov
                Smirnoff: "In Soviet Russia, the car drives YOU!" :)

                tym niemniej wydaje mi sie, ze zdradzasz symptomy lekkiego uzaleznienia od
                samochodu :) to tak jak z telefonem komorkowym, zylismy bez nich, a teraz strach
                bez tego wyjsc z domu, bo "uomatkoboskacobytobylo" :)
                • mmaupa Re: zmotoryzowani 10.04.08, 22:53
                  Ja podobnie jak Ready nie jestem wrogiem samochodow (w koncu czasem sie przydaja
                  :) ), po prostu nie wydaje mi sie, zeby MM pisala z ksiezyca. Mieszkam w
                  angielskim miescie akademickim, dojazd rowerem na wydzial zajmuje 10 minut,
                  samochodem 30 - objazdy, parkowanie, korki. Widze tez matki z malymi dziecmi na
                  rowerach, w specjalnych fotelikach - nawet w listopadzie. Chociaz z drugiej
                  strony jest o wiele bezpieczniej jezdzic na rowerze w miastach gdzie kierowcy
                  nie traktuja rowerzysty jako wroga. No i lepiej zeby nie bylo pod gorke :)
                  • metwoh Re: zmotoryzowani 11.04.08, 08:52
                    Witam. To znowu ja.
                    Dawno, dawno temu, prawko można było mieć od 16 lat. Więc Robrojek
                    chyba się już łapał. Oczywiście powinien był jeździć z kimś
                    dorosłym, ale któż tego przestrzegał.
                    A sentyment do Syrenki jest u MM duży. Baltona ma Syrenkę jeszcze w
                    Pulpecji. W końcu to nasza klasyka.
                    A dzisiaj brak samochodu-dla mnie jakaś awaria oznacza totalną
                    komplikację z dojazdem do pracy. Na grata za 500 zł stać każdego,
                    kto chce.

                    • kanga_roo Re: zmotoryzowani 11.04.08, 12:52
                      tak się składa, że od urodzenia mieszkam w mieście opisywanym przez
                      MM . moje uwagi n/t komunikacji publicznej i samochodowej odnoszą
                      się do tego miasta właśnie. oraz jego okolic. być może jestem
                      uzależniona od samochodu, ale co to za rozkosz po dwudziestu kilku
                      latach zależności od transportu publicznego :-)))
                      a co do bohaterów - na nieużywanie samochodu mogą sobie pozwolić
                      pracownicy uniwerku (Gaba i Grześ), biblioteki (Ignacy) oraz
                      pracownicy i uczniowie okolicznych szkół. Osoby, opisywane jako
                      bardzo zajęte, pracujace i to często na kilku etatach - muszą używać
                      (i używają) samochodów. No chyba, że posiadają Time Turner :-)
                      • tennesee samochody 11.04.08, 16:37
                        bardzo lubie jeździć samochodem i daje mi to miłe poczucie
                        sprawczosci. Z drugiej strony kiedyś policzyłam, że posiadanie i
                        utrzymanie samochodu jest bardzo drogie.
                        wyliczyłam kiedys, że gdyby po Poznaniu jeździć do pracy i z pracy
                        taksówkami, to przedrożyłoby to cenę małego nowego samochodu (np.
                        skody) wraz z kosztami jego utrzymania dopiero po 5 latach. Nie
                        licząć kosztów zużycia wozu no i nie wliczając jakichkolwiek
                        wycieczek. Czyli mieszkając w poznaniu bardziej finansowo opłaca się
                        mix komunikacji miejskiej, rowerka i taksówek- w moim poczuciu
                        komunikacja miejska w Poznaniu jest swietna!. Co innego, gdy mieszka
                        się w podpoznanskich miejscowoaciach, gdzie autobusy jeżdżą rzadko i
                        strasznymi objazdami- tu bez samochodu ciężko jest prowadzić aktywne
                        zycie.

                        Co do posiadania prawa jazdy sprawdza się moim zdaniem generalna
                        zasada (odnosząca sie, dodam na marginesie, także do prasowania
                        koszul:), że lepiej jest coś umieć niż nie umieć, wiedzieć niż nie
                        wiedzieć i móc zrobić, niż nie móc. Tym samym sugeruję zrobić prawo
                        jazdy, może nie odejmując sobie od ust. Bo strategia 'bycia
                        wożonym", z której sama obecnie skwapliwie korzystam, nie zawsze
                        będzie się sprawdzać.

                        I na końcu dodam, że nauka jazdy była dla mnie koszmarem, ale na
                        szczescie egzamin praktyczny zdawałam już bez placu. Nie jetem moze
                        kierowcą genialnym, ale nikt jeszcze nie zginął no i samochód daje
                        czasami poczucie wolności.

                        pozdrawiam z zakorkowanej Warszawy
                        • onion68 Re: samochody 12.04.08, 07:18
                          > Co do posiadania prawa jazdy sprawdza się moim zdaniem generalna
                          > zasada (odnosząca sie, dodam na marginesie, także do prasowania
                          > koszul:), że lepiej jest coś umieć niż nie umieć, wiedzieć niż nie
                          > wiedzieć i móc zrobić, niż nie móc. Tym samym sugeruję zrobić prawo
                          > jazdy, może nie odejmując sobie od ust. Bo strategia 'bycia
                          > wożonym", z której sama obecnie skwapliwie korzystam, nie zawsze
                          > będzie się sprawdzać.

                          Tennesee, masz na pewno rację. Toteż ja się nie chlubię brakiem umiejętności,
                          nawet miałam zamiar udać, że nie mam czasu pisać w tym wątku ;-) Ale to byłoby
                          tchórzostwo.
                          Niewykluczone, że wrócę do sprawy, jako że przez tych kilka lat nabrałam trochę
                          pewności siebie i może w sumie byłoby lepiej. Ale z drugiej strony, wszystko,
                          czego się w życiu uczyłam po włożeniu odpowiedniego wysiłku jakoś dawało się
                          opanować, tylko to marnie. Chociaż nie, jeszcze szycie, szydełkowanie, itd. na
                          zajęciach ZPT. Więc może nie jest mi pisane - jak mam się stać kierowcą
                          przeklinanym i obtrąbianym na każdym kroku.
                          Z trzeciej strony, naszym marzeniem jest wynieść się na emeryturze na głęboką
                          wieś i jak ja będę zdobywać książki (i czasopisma)?
                          • metwoh Re: samochody 12.04.08, 16:43
                            Wszystko kwestią motywacji (prasowanie koszul też, nie musisz, nie
                            prasujesz). Jak masz kogoś, co zawiezie -nie potrzebujesz prawka. A
                            jak znajdziesz motywację -to zrobisz. Moja żona zrobiła mając 37
                            lat. I też było ciężko, co prawda instruktorzy byli kulturalni-bo
                            ich szef, to mój kolega, ale zdała za 3 razem. I jeździ bez mandatu,
                            bez punktów karnych. A ja siedząc obok-nawet przesałem być spięty.
                            Chociaż na dłuższej trasie oczywiście prowadzę ja. Chyba, że jestem
                            pod wpływem.
                            • ready4freddy Re: samochody 14.04.08, 15:40
                              ta "oczywistosc" wynika z mniejszego doswiadczenia zony, mam nadzieje?
                              • metwoh Re: samochody 15.04.08, 07:46
                                Oszszszywiście. Ale tak serio, to ja po prostu jeżdżę szybciej, co
                                na dłuższej trasie ma znaczenie. Jazda to dla mnie frajda, a dla
                                niej po prostu tylko konieczność. No i ja w związku z tym zawsze mam
                                jakieś punkty karne (obecnie 3),a ona nic. Bo jak pisałem wcześniej
                                stres pasażera minął mi, na początku to siedziałem obok z duszą na
                                ramieniu. Ale podobnie reagował mój starszy, jak ja byłem
                                początkującym.
                    • a_weasley Re: zmotoryzowani 11.04.08, 16:23
                      metwoh napisał:

                      > Witam. To znowu ja.
                      > Dawno, dawno temu, prawko można było mieć od 16 lat.
                      > Więc Robrojek chyba się już łapał. Oczywiście
                      > powinien był jeździć z kimś dorosłym,
                      > ale któż tego przestrzegał.

                      Nikt. Bo nigdy w Polsce nie było takiego przepisu.
                      Było jedynie to, że wprawdzie prawo jazdy na motocykl też można było mieć od 16
                      lat, ale dopiero od 18 można było wozić pasażerów.

                      > A sentyment do Syrenki jest u MM duży. Baltona
                      > ma Syrenkę jeszcze w Pulpecji. W końcu to nasza
                      > klasyka.

                      To akurat jest twardy realizm. To był najtańszy dostępny samochód, sporo ludzi
                      jako-tako ustabilizowanych pozbywało się syrenek uważając jeżdżenie "skarpetą"
                      za totalny obciach, więc można było zupełnie niezłe auto kupić za grosze.

                      > Na grata za 500 zł stać każdego, kto chce.

                      Mhm. Na jego ubezpieczanie też. A najbardziej na naprawy...
                    • a_weasley Re: zmotoryzowani 02.12.08, 15:59
                      metwoh napisał:

                      > Baltona ma Syrenkę jeszcze w Pulpecji.

                      A ma, ma. Przy czym jest to syrenka bosto, czyli furgonetka, z lat 60-tych.
                      Bardzo ciekawe, zważywszy że ten model skonstruowano w roku 1972.

                      > Na grata za 500 zł stać każdego, kto chce.

                      W zasadzie tak, tylko że to będzie grat. I na ogół żeby dawał rozsądną pewność
                      dotarcia do celu, trzeba albo do niego nieźle dokładać, albo umieć naprawiać.
          • croyance Re: zmotoryzowani 23.04.08, 18:01
            Facile dictu ... po trzech kursach i setkach jazd nadal nie potrafie
            jezdzic i chociaz caly czas probuje i probowac bede pewnie do
            smierci, nie zanosi sie na to, ze kiedys zasiade za kolkiem :-( Na
            poczatku zawsze dobrze mi idzie i instruktorzy sie ciesza, ze latwo
            mi pojdzie, a potem nastepuje moment, kiedy wszystko sie wali.
            Setki, setki wyjezdzonych godzin. I co? I d. :-(
        • ciotka_paszczaka Re: zmotoryzowani [OT] 11.04.08, 21:06
          ready4freddy napisał:

          > no wiec tak :) opony "zimowe", czyli mud&snow, z platkiem sniegu i symbolem (...)

          Dziekuje! Teraz juz wiem!
    • elm_m Re: zmotoryzowani 14.04.08, 17:47
      Prawko zrobiłam za drugim razem w bardzo przyjemnym mieście Łomży, które
      polecili mi znajomi twierdząc, ze miejscowi egzaminatorzy (przynajmniej w
      większości) nie posiadają cech sadystycznych. Co potwierdzam - egzamin wspominam
      b.miło.
      Jeżdżę sobie szafirowym opelkiem corsą, wydaje mi się całkiem nieźle, a na pewno
      z przyjemnością.
      A z kierowców jeżycjadowych najbardziej ujmująca jest p.Sznytek, która prowadzi
      " z sobie tylko właściwą wirtuozerią" (chyba nie przekręcam). Niemniej cieszę
      się, ze nie porusza się ona po ulicach mego miasta :)
      • metwoh Re: zmotoryzowani 15.04.08, 07:39
        Bo Łomża to małe miasteczko. Na pewno jedno z najmniejszych spośród
        tych, gdzie można zdawać. Nie ma tam nic skomplikowanego. Najgorsza
        jest chyba Bydgoszcz
    • szprota Re: zmotoryzowani 14.04.08, 20:10
      A ja podobnie jak Onion, nie mam prawka. I nie zanosi się, bym miała, bo też mi
      rzeczywistość jakoś przesadnie nie skrzeczy z braku samochodu (zwłaszcza w dobie
      wiecznych łódzkich remontów i budowy ŁTR). Jest rower, jest - może nie
      nadzwyczajna, ale zawsze - komunikacja miejska. Oczywiście nie jestem zagorzałą
      przeciwniczką samochodów (no, może czasami, na ruchliwym skrzyżowaniu, gdy
      kierowcy nie pojmują, że rowerzysta też uczestnik ruchu - ale to sporadycznie),
      po prostu nie mam potrzeby. I szkoda by mi było pieniędzy :)
      • kasiakaz1 Re: zmotoryzowani 23.04.08, 22:52
        A ja prawko mam. Zrobiłam pięć lat temu, zdałam za pierwszym podejściem bo
        bardzo spodobałam się egzaminatorowi. I bardzo dobrze, bo to był najbardziej
        stresujący egzamin w moim życiu (matura i obrona mgr to pikuś przy tym). Przez
        pewien czas jeździłam od czasu do czasu samochodem mojej siostry (na zasadzie
        raz na trzy miesiące przejażdżka przez pół miasta), potem przez jakieś 3 lata
        nie siadałam za kierownicę wcale.
        A wczoraj... kupiłam samochód!!! Forda Ka, w statecznym wieku lat dwunastu.
        Trzymajcie kciuki za mnie i innych użytkowników dróg!
        • kaliope3 Re: zmotoryzowani 23.04.08, 23:09
          kasiakaz1 napisała:

          > A ja prawko mam. Zrobiłam pięć lat temu, zdałam za pierwszym podejściem bo
          > bardzo spodobałam się egzaminatorowi. I bardzo dobrze, bo to był najbardziej
          > stresujący egzamin w moim życiu (matura i obrona mgr to pikuś przy tym). Przez
          > pewien czas jeździłam od czasu do czasu samochodem mojej siostry (na zasadzie
          > raz na trzy miesiące przejażdżka przez pół miasta), potem przez jakieś 3 lata
          > nie siadałam za kierownicę wcale.
          > A wczoraj... kupiłam samochód!!! Forda Ka, w statecznym wieku lat dwunastu.
          > Trzymajcie kciuki za mnie i innych użytkowników dróg!
          Gratulacje!Ford Ka zawsze mi się strasznie podobał,potem wyparł go peugeot 206,a
          teraz bardzo stylowy wydaje mi się pewien crysler(ale nie znam dokładnej
          nazwy-taki z tych mniejszych).A ja ostatnio po dwóch latach niejeżdżenia
          przełamałam się i nie czułam żadnej różnicy!Zupełnie jakbym nie miała
          przerwy-wspaniałe uczucie!
          Croyance!To jest chyba jakiś trudny moment psychologiczny u Ciebie,może trzeba
          to jakoś przeanalizować,bo skoro na początku wszystko jest ok,to znaczy że
          byłabyś dobrym kierowcą,tylko właśnie coś się nagle dzieje...Musi być na to
          jakiś sposób!
          • idomeneo Re: zmotoryzowani 23.04.08, 23:28
            kaliope3 napisała:

            > teraz bardzo stylowy wydaje mi się pewien crysler(ale nie znam dokładnej
            > nazwy-taki z tych mniejszych)

            czy może PT Cruiser? on mi się bardzo kojarzy z brytyjskimi filmami z lat 60 :)
            www.chrysler.com/en/2008/pt_cruiser/
            • kaliope3 Re: zmotoryzowani 23.04.08, 23:32
              idomeneo napisała:

              > kaliope3 napisała:
              >
              > > teraz bardzo stylowy wydaje mi się pewien crysler(ale nie znam dokładnej
              > > nazwy-taki z tych mniejszych)
              >

              > czy może PT Cruiser? on mi się bardzo kojarzy z brytyjskimi filmami z lat 60 :)
              > www.chrysler.com/en/2008/pt_cruiser/

              Tak,tak!Bardzo w starym stylu,do tego często do widuję w pięknym,jakby
              oberżynowym kolorze!Cacko!
              • idomeneo Re: zmotoryzowani 24.04.08, 00:12
                on mnie też się ogromnie podoba, natomiast zdaje się nie jest zbyt bezpieczny -
                trzy gwiazdki Euro NCAP na pięć
                • ready4freddy Re: zmotoryzowani 30.05.08, 20:18
                  tak wyciagne troche z niebytu ten watek, bo mialem odpisac na posta onego i
                  zapominalem. nie popadajcie, dziewczyny, w przesade z tymi gwiazdkami :)
                  oczywiscie sa wazne, ale:
                  a) czesc samochodow bez watpienia bezpiecznych nie ma zadnych gwiazdek, bo nigdy
                  ich nie badano w tescie EuroNCAP
                  b) z samymi gwiazdkami tez jest dosc osobliwie: generalnie im wiecej, tym
                  lepiej, ale np. zdarza sie, ze jeden model dostaje mniej niz inny z tego tylko
                  powodu, ze model A ma w standardzie 6 poduszek, a model B dwie, pozostale 4 za
                  doplata. juz nie mowie o skandalicznym przykladzie bodaj mercedesa, ktory
                  jedengo roku dostal 4 gwiazdki, a drugiego juz 5 mimo braku jakichkolwiek
                  modyfikacji strukturalnych.

                  co oczywiscie nie zmienia faktu, ze moge wam polecic 3 modele po 5 gwiazdek
                  kazdy, sliczne jak z obrazka, doskonale wyposazone, dynamiczne.. ale prace
                  zostawiam w pracy :)
                  • idomeneo Re: zmotoryzowani 30.05.08, 20:44
                    To prawda, że Euro NCAP nie jest rankingiem wyczerpującym (i sama jeżdżę teraz
                    samochodem nie sklasyfikowanym w tym rankingu, ale dobrze wypadającym w
                    nieeuropejskich testach bezpieczeństwa).

                    Ta historia z mercedesem zdarzyła się zdaje się wtedy, gdy w kolejnym roku
                    zmieniono kryteria i według tych nowych mercedes załapał się na piątą gwiazdkę
                    (doliczono też zdaje się punkty za - dla mnie zupełnie uboczne - funkcje w stylu
                    "sygnał przypominający o zapięciu pasów"). I faktycznie zrobił się wtedy dym z
                    podejrzeniami, czy kryteria nie zostały czasem zmienione właśnie pod mercedesa,
                    tak, żeby mu umożliwić awans.

                    Jednak w ramach już przyjętych kryteriów w tym rankingu są porównywane różne
                    modele samochodów i jest to dla użytkownika całkiem przydatne źródło informacji
                    - o ile nie traktuje się go w sposób absolutny i ze ślepą wiarą w gwiazdki.
                    Testy bezpieczeństwa też w końcu przeprowadza się w warunkach, z którymi małą
                    szansę masz się zetknąć w realnym świecie, bo na przykład jak się już zderzasz,
                    to raczej z innym samochodem, a nie z murem. Z kolei liczba poduszek w wersji
                    podstawowej nie budzi jakichś moich szczególnych zastrzeżeń jako kryterium oceny
                    bezpieczeństwa, gdy wiadomo, że możesz sobie jako użytkownik ten komfort
                    podnieść, dokupując dodatkowe.

                    Więc jeśli się spojrzy wnikliwszym okiem nie tylko na liczbę gwiazdek, ale też
                    na to, jakie te kryteria oceny są i wczyta się w opisy, to można z tego imho
                    wynieść całkiem sporo.
                    • ready4freddy Re: zmotoryzowani 30.05.08, 20:57
                      otoz to :) jak milo wiedziec, ze mamy (o masz, przemowilem w imieniu calego
                      przemyslu moto) tak wnikliwych i wybrednych klientow :)
                      • idomeneo Re: zmotoryzowani 30.05.08, 21:06
                        ikonka: [spłonięcie skromnym rumieńcem]
              • yowah76 Re: zmotoryzowani 03.12.08, 03:53
                Mmm, jeden z niewielu samochodow wspolczesnych, ktory mi sie
                podoba;) ale on zdaja sie glownie uroda grzeszy, innych zalet za
                bardzo nie ma.
    • karuuu Re: zmotoryzowani 03.06.08, 21:54
      Temat dla mnie, bowiem jutro mam pierwsze jazdy i drżę jak osika!
      Przeraża mnie ilość rzeczy, którym trzeba poświęcić uwagę jednocześnie: pedały,
      dźwignia, migacze, no i wypadałoby otoczenie spojrzeniem zaszczycić...

      A przy okazji: dzień dobry, bom nowiutka :-))
      • uccello Re: zmotoryzowani 03.06.08, 22:21
        Karuuu! Forumowiczko -nówko! Trzymamy za Ciebie kciuki!
    • idomeneo Re: zmotoryzowani 03.06.08, 22:16
      jak zwykle podczas wizyty w pralni zrobiłam sobie prasówkę i w ostatnim numerze
      The Economist jest raport specjalny o skutkach rozszerzenia UE w latach
      2004-2007 (dla samej Unii i dla państw członkowskich). Są tam bardzo ciekawe
      wątki motoryzacyjne, między innymi o nieoczekiwanej karierze Dacii Logan, która
      miała być samochodem dla "drugiego świata", ale niemal tuż po uruchomieniu
      sprzedaży ruszył jej nieoficjalny import do Europy Zachodniej.

      Wzmianki o naszej ojczyźnie też się niestety pojawiają w kontekście transportu,
      nie tylko samochodowego. W artykule o infrastrukturze (który rozpoczyna się od
      opisu futurystycznego pociągu z Pragi do Bratysławy, który zagrał w ostatnim
      Bondzie) jest mowa między innymi o tym, że 18 stacji warszawskiego metra
      budowano przez 25 lat (ale pojawia się optymistyczny akcent z planowaną drugą
      nitką na Euro 2012). Wspomina się też o niesławnych 500 kilometrach naszych
      autostrad, o aferach z rozbudową Okęcia i o tym, że trzystukilometrową trasę z
      Warszawy do Krakowa pokonuje się w pięć godzin.
      • ready4freddy Re: zmotoryzowani 03.06.08, 22:26
        dzieki za tip, poszukam tego raportu. co do logana, to tutaj jest jak
        najbardziej oficjalnie, swoja droga zajrzalem teraz na strone i jestem pelen
        podziwu dla pewnych decyzji konkurencji, na oko takich sobie, w glab schodzac
        calkiem nieglupich. tak tylko chcialem nadmienic, bo moglabys sie zastanawiac,
        czemu nieoficjalny byl ten import, a to akurat wiem (tzn. znam model dystrybucji
        tych akurat dobr, dosyc skomplikowany). wiec jakby co, to na priv :)
        • idomeneo Re: zmotoryzowani 03.06.08, 22:44
          w tym raporcie piszą, że właśnie spontaniczne pojawienie się tego, początkowo
          nieoficjalnego, importu Logana skłoniło Renault do zaakceptowania takiego,
          powiedzmy, półoficjalnego.
          • ready4freddy Re: zmotoryzowani 03.06.08, 23:09
            aha. no to tutaj mamy zupelnie oficjalny, ze sloganem "piszemy dacia, czytamy
            renault", rwal ich nac... znaczy tego, mam alergie na konkurencje :) a tak
            zupelnie serio: "nieoficjalny" oznacza import rownolegly i sprzedaz w salonach
            multibrand, czyli u handlarzy samochodami, takich niezrzeszonych handlarzy. zeby
            sprzedawac oficjalnie, musi byc siec sprzedazy (i obslugi posprzedazowej). i
            tutaj juz nie ma to-tamto, jest konkretny paragraf unijnych przepisow,
            okreslajacy, jak to idzie. tzn. moge sobie wyobrazic, jak to dokladnie
            wygladalo od strony technicznej, to uznanie brandu dacia. interesujaca historia :)
            • idomeneo Re: zmotoryzowani 03.06.08, 23:13
              Freddy, to bardzo ciekawe! A uchylisz rąbka tajemnicy, dla której włoskiej
              rodziny pracujesz (chyba, że musiałbyś mnie potem zabić)? Może być na priva...
              • ready4freddy Re: zmotoryzowani 03.06.08, 23:24
                FGA, co to za tajemnica :) tu jest tylko JEDNA rodzina, zwlaszcza odkad ci z
                Lamborghini zaprzedali sie Niemcom :D ale dosyc o tym, bo mnie kto posadzi o
                kryptoreklame :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka