super-historynka
14.08.08, 20:52
Przyszła mi do głowy pewna refleksja: w latach 50, 60 i 70 (no, może
i jeszcze 80) chyba było lepiej z poznawaniem się ludzi i łączeniem
w pary. Właściwie wszyscy bohaterowie Jeżycjady kogoś sobie w końcu
znajdują - owdowiały Grzegorz czy Robert Rojek, zawiedziony w
uczuciach Lelujka, pozostający długo w stanie kawalerskim Piotr
Ogorzałka, czy wreszcie nawet Ignacy Borejko, który sam siebie
określił jako "nieśmiałego dystrakta". Teraz, w czasach singli,
wygląda to już nieco inaczej... I tu Jezycjada traci trochę na
aktualności, co zresztą nie jest wadą tej książki, po prostu
pokazuje, w jakich czasach żyjemy. Co o tym sądzicie?