Dodaj do ulubionych

było lepiej?

14.08.08, 20:52
Przyszła mi do głowy pewna refleksja: w latach 50, 60 i 70 (no, może
i jeszcze 80) chyba było lepiej z poznawaniem się ludzi i łączeniem
w pary. Właściwie wszyscy bohaterowie Jeżycjady kogoś sobie w końcu
znajdują - owdowiały Grzegorz czy Robert Rojek, zawiedziony w
uczuciach Lelujka, pozostający długo w stanie kawalerskim Piotr
Ogorzałka, czy wreszcie nawet Ignacy Borejko, który sam siebie
określił jako "nieśmiałego dystrakta". Teraz, w czasach singli,
wygląda to już nieco inaczej... I tu Jezycjada traci trochę na
aktualności, co zresztą nie jest wadą tej książki, po prostu
pokazuje, w jakich czasach żyjemy. Co o tym sądzicie?
Obserwuj wątek
    • verdana Re: było lepiej? 14.08.08, 21:09
      Sadzimy, ze nie było lepiej. Tylko nie istniało pojecie "singiel",
      a "stara panna".
    • carlissima Re: było lepiej? 14.08.08, 21:22
      Czesc!

      Moze nie mnie sie wypowiadac, bo ze swojego doswiadczenia znam tylko "czasy
      singli", ale wydaje mi sie, ze to, o czym piszesz to jest specyfika nie czasow,
      tylko gatunku literackiego. Zreszta, w nowszych czesciach wystepuje wrecz
      hiperbolizacja zjawiska- turboromanse, milosci kilkulatkow, co powinno prowadzic
      do wnioskow, ze w dzisiejszych czasach ledwo czlowiek nauczy sie chodzic, juz
      znajduje sobie "kogos" (slub po matutrze).

      Pozwole sobie zaprezentowac jeszcze moja opinie, ze dobieranie sie w pary
      (wybaczcie, musialam :))jest mniej zdeterminowane specyfika czasow, a bardziej
      specyfika osobowosciowa jednostek :)

      Pozdrawiam i przepraszam za chaotycznosc postu, strasznie rozproszonam.
      • super-historynka Re: było lepiej? 14.08.08, 21:54
        Obstaję przy swoim, że to jednak znak czasów:). Znam ludzi, którzy
        nadają się do związków, tyle że życie codzienne i praca po 12 godzin
        na dobę sprawia, że naprawdę nie mają zbyt wiele czasu na ułożenie
        sobie życia osobistego. Choć są oczywiście i tacy, którzy po prostu
        do związków się nie nadają. Ale to już osobny temat:0).
    • marajka Re: było lepiej? 14.08.08, 21:56
      Myślę, że nie było, wszak serce nie sługa. Miłość się nie zmienia.
      Znam sporo ludzi typu Ignacy, cichych, wycofanych, którzy swoją
      miłość odnaleźli.
      Jeżycjada to seria która gloryfikuje wartości tradycyjne, a taką
      jest rodzina. Każdy bohater, zwłaszcza pozytywny musi
      być "sparowany". Przecież współcześni bohaterowie też znajdują parę-
      jak choćby Frycek, Laura czy Natalia.
    • olga233 Re: było lepiej? 14.08.08, 22:35
      Było lepiej. I nie chodzi o nazewnictwo, bo nie każdy singiel to
      stara panna czy stary kawaler, ale o liczbę singli obecnie w
      porównaniu z mimionymi dekadami. Jest o wiele więcej. Niestety, ale
      polska codzienność bardzo wpływa na znalezienie "drugiej połówki".
      Być może trudno w to uwierzyć osobom, które jeszcze nie pracują, ale
      praca (lub brak takowej), przymusowa emigracja zarobkowa, niskie
      często pensje sprawiają, że ludzie nie pędzą tak do ołtarza i bywa,
      że długo szukają kogoś... To nie tylko moje zdanie, popatrzcie na
      wypowiedzi socjologów i statystyki.
    • olga233 Re: było lepiej? 15.08.08, 00:11
      A licho to wie, kto to singiel czy singielka.:) Są to chyba i panny,
      i kawalerowie, i ci co się rozwiedli i są "singlami z odzysku", i
      ci, co z wyboru, i ci, co nadal szukają...
    • kaliope3 Re: było lepiej? 15.08.08, 09:31
      metwoh napisał

      "Bracie! Cieszę się, że w końcu nie tylko ja bywam mieszany z błotem
      przez Grupę Trzymającą Władzę na Forum. Te pańcie najpierw zaczynają
      pouczać, a jak się odetniesz to wtedy obraza. U mnie zaczęło się od
      stwierdzenia, że w autobusach czasami jest zaduch, a starsi faceci
      rzadziej jeżdżą komunikacją miejską, bo raczej mają auta. Uznano, że
      pogardzam ubogimi, a teraz nawet chcą mnie banować.Nie bierz do
      bani -pisz swoje."


      "Singel to samornik z wyboru. Ciekawe, ile wśród singielek to po
      prostu stare panny (i starzy kawalerowie wśród singli, żeby znowu
      nie było, że coś do kobiet)"

      śmiech pusty...Olgo, bądź ostrożna, a najlepiej poczytaj sobie trochę wątków w
      wolnej chwili-nie żeby to była arcy ciekawa i stymulująca intelektualnie lektura
    • limotini Re: było lepiej? 15.08.08, 11:49
      To ja opowiem o moich obserwacjach:

      Kiedy byłam dzieckiem (lata osiemdziesiąte/początek dziwiędziesiątych), moja
      Mama udzielała się aktywnie w klubie turystyczno-sportowym, który działał przy
      jej pracy. Chodziliśmy z tym klubem na salę grać w sietkówkę/badmintona, latem
      jeździliśmy na wędrówki po górach, jesienią do domków nad jeziorem.
      Naprawdę spora część z osób w tym klubie było singlami: cztery najfajniejsze
      "ciocie" były niezamężne (i z tego co wiem nie zmieniły stanu cywilnego do
      teraz). Było to dla mnie zjawisko normalne.

      Teraz sama mam prawie 30 lat i zdecydowana większość moich znajomych ma mniej
      lub bardziej trwałych partnerów.

      A teraz wnioski. Wydaje mi się, że kiedy myślimy o dawnych czasach, czyli o
      czasach, gdy sami byliśmy dziećmi, postrzegamy je przez pryzmat naszych własnych
      doświadczeń. A jakie są nasze doświadczenia? Wyrośliśmy w (nawet niekoniecznie
      pełnej) rodzinie, naszym rodzicom w oczywisty sposób łatwiej było się spotykać
      ze znajomymi też dzieciatymi, a w nasi szkolni/podwórkowi koledzy też wzrastali
      w rodzinach. Gdzie mieliśmy spotkać singli? Takie przypadki były rzadsze, choć
      oczywiście też się zdarzały (jak w klubie mojej Mamy).

      A teraz co? Utrzymujemy kontakt ze znajomymi, których poznaliśmy w czasach, gdy
      jeszcze nic nie było wiadomo o tym, jak potoczą się nasze dalsze losy. Część
      jest teraz sama, część z kimś. Więc widzimy i takie i takie historie.

      Ma sens?
      • super-historynka Re: było lepiej? 15.08.08, 12:15
        Tylko wiecie co - zaczęłam ten temat, bo przeczytałam w prasie, że w
        porównaniu z latami 70 i 80 teraz (oczywiście proporcjonalnie do
        liczby ludności teraz i wtedy) singli jest niestety obecnie o wiele
        więcej niż kiedyś... A może to po prostu przesuwa się wiek
        zawierania małżeństw? Zresztą, jak by nie było - zamiast pisać o
        zakochiwaniu się dzieci, mogłaby MM coś na pisać o singlach. Mogłyby
        te życzliwe Borejkówny jakichś samotnych ze sobą zapoznać. I treść
        książki by się uaktualniła, i przykład byłby dobry:)).
        • limotini Re: było lepiej? 15.08.08, 12:57
          Wydaje mi się, że książki MM właśnie na tym polegają (albo polegały, bo ostatnio
          jakoś bardziej się zbliżają do telenoweli) na opisywaniu perypetii zwykłej,
          przeciętnej nastolatki. Siłą rzeczy typowa nastolatka wychowuje się w rodzinie,
          tak więc single będą się pojawiały tylko w tle (Cyryjek, ciotka Lidka, pani Ola)
          i często jako osoby przypadkowo spotkane.

          Zauważ też, że jednak zwykle główni bohaterowie są w wieku młodzieżowym, a chyba
          jeszcze w wieku przed 30-tką nie klasyfikuje się ludzi jako singli/sparowanych,
          bo są jeszcze za młodzi, no nie?
          • czekolada72 Re: było lepiej? 03.01.09, 14:41
            limotini napisała:

            > Wydaje mi się, że książki MM właśnie na tym polegają (albo
            polegały, bo ostatni
            > o
            > jakoś bardziej się zbliżają do telenoweli) na opisywaniu perypetii
            zwykłej,
            > przeciętnej nastolatki. Siłą rzeczy typowa nastolatka wychowuje
            się w rodzinie,

            patrzac po kolezankach mojej corki (16)- i w podstawowce i w
            gimnazjum i w LO - top juz tak nie jest - wrecz pol na pol - polowa
            w "normalnych rodzinkach: mama, tata, dziecko, ale druga polowa - w
            dosc :kombinowanych" ukladach - drugi tata, nowa partnerka,
            dziadkowie wychowujacy, starsze rodzenstwo wychowujace - bywa
            naprawde(co w jakis sposob moze przerazac) do wyboru do koloru,
            takze samotne matki z wyboru, lub - koniecznosci?
            • lezbobimbo Re: było lepiej? 03.01.09, 15:06
              czekolada72 napisała:
              > bywa
              > naprawde(co w jakis sposob moze przerazac) do wyboru do koloru,
              > takze samotne matki z wyboru, lub - koniecznosci?

              Co takiego przerazajacego w tym, ze ludzie daja sobie rade po rozwodzie lub po
              rozstaniu i sa w stanie wychowywac dzieci?
              A wiekszosc samotnych matek to z koniecznosci, bo tatus kochany raczyl dac noge,
              nie wytrzymujac ani grama odpowiedzialnosci. Tylko w Polsce obwinia sie za to i
              pietnuje owe samotne matki - mnie TO przeraza.
              • lezbobimbo Re: było lepiej? 03.01.09, 15:09
                Zreszta tzw. rodzina jadrowa, czyli to, co czekolado72 okreslasz jako rodzinke
                "normalna" to umowny i sztuczny twór. Ludzkosc od wieków wychowywala dzieci
                calym stadem, bo do tego 2 rodziców nie wystarczy. Juz samo korzystanie z
                dziadków, nianiek czy przedszkoli przy kazdej okazji tego dowodzi.
                • niq_miejski Re: było lepiej? 04.01.09, 13:09
                  nie mówiąc o innych tradycyjnych modelach rodziny, do której zaliczano okresowo
                  także służbę, niewolników, wyzwoleńców, a także niekiedy byłych mężów/żony i ich
                  aktualnych partnerów i dzieci. Owszem, instytucja rodziny obecnie ulega
                  transformacji, obserwujemy to od kilku dziesięcioleci - stąd tyle zawirowań i to
                  ciągłe pwoływanie sie na "naturę" - do argumentu natury odwołuje się w dyskursie
                  publicznym zazwyczaj wtedy, gdy jakaś jaknajbardziej kulturowa instytucja pada
                  albo podlega zasadniczej przemianie; kategoria natury bowiem w odniesieniu do
                  homo sapiens jest na poziomie zachowań i instytuicji nierozewralnie spleciona z
                  kulturą i bardzo niejasna.Czy tego chcemy czy nie, zmierzamy ku jakiejś nowej
                  formie tej instytucji, przypuszczam że ku większej dozwolonej różnorodności,
                  jakby poszerzenia nawiasu "normalności". Jest to nieuchronne z powodu przemian
                  kulturowych jakie zachodzą obecnie, a także już dokonującej się transformacji
                  instytucji płci społecznej.
                  Mnie to cieszy, lubię życ w ciekawych czasach, ale rozumiem, że wiele osób niepokoi.
        • verdana Re: było lepiej? 15.08.08, 14:30
          Średnia wieku zawierania małżenstw wzrosla dla kobiet z 21,5 do 28.
          czyli automatycznie wzrasa ilość singli. Jest to skutek gwałtowenego
          wzrostu wykształcenia i ambicji zawodowych, oraz mozliwości rodzenia
          dzieci w późniejszym wieku. Jeszcze za moich mlodych lat uznawano,
          ze pierwsze dziecko powinno byc miedzy 18 a 25 rokiem życia
          (najlepiej przed 23), a teraz biadamy nad ciążami 18-latek.
    • olga233 Re: było lepiej? 15.08.08, 14:08
      A może by tak odbić od tych nastolatek i zakochanych dzieci
      faktycznie ku trochę starszym bohaterom? Bo mnie się wydaje, że cykl
      zaczyna się robić nudny. Zaprzyjaźniona z Borejkównami bohaterka -
      singielka np. w wieku 28 lat, nawet w tle, ale jako postać ważna.
      Skoro MM twierdzi, że porusza w książkach ważne społecznie kwestie -
      bezrobocie (Rojek), samotne macierzyństwo (Gaba) czy fatalny stan
      polskiej służby zdrowia (Trolla), to niechby i o singlach coś
      skrobnęła. Singlem się bywa do czasu - tylko o to chodzi, by się nie
      poddawać i rzeczywiście móc liczyć na wsparcie czy nawet wspomniane
      przez Historynkę zapoznanie kogoś w gronie znajomych. Są sposoby na
      wyjście z singlostwa, może warto, żeby o nich mówić? Ale to już
      oczywiście pozostawiam pod rozwagę pani MM jako trend na odświeżenie
      Jej twórczości.:)
      Żałuję też jednej rzeczy - że właściwie dokładnie nie wiadomo, gdzie
      się zapoznali Gaba i Grzegorz, Lelujka i jego żona i inni single. Bo
      jak czytam, że każdy zapoznaje partnera życiowego w L.O.czy na
      studiach, to mam już trochę dosyć. Życie jest bardziej różnorodne i
      właśnie o tę różnorodność w książkach MM coraz bardziej zaczyna
      chodzić - bo jej brakuje...
      • verdana Re: było lepiej? 15.08.08, 14:33
        A ja myslę,z e wksiążkach dla nastolatek problem singli jest
        rzeczywiscie niezbyt potrzebny. To problem dziewczyn starszych od
        czytelniczek o co najmniej 10 lat. Bezrobocie, samotne
        macierzynstwo, sluzba zdrowia - to nastolatki widza na codzień.
        Problem singli jest odległy w czasie i chyba trudny do zrozumienia
        dla nastolatek.
      • mmaupa Re: było lepiej? 15.08.08, 15:07
        Tylko czy to jest az taki problem? Olgo, piszesz singlostwie jakby to byla jakas
        choroba - alkoholizm albo otylosc, czy inna anoreksja. Niektorzy ludzie sa
        naprawde bardzo szczesliwi bez stalego partnera, do glowy by wrecz im nie
        przyszlo zeby nazwac to zjawisko problemem. A tu: "nie poddawac sie", "wyjscie z
        singlostwa"... Moze jestem dziwna i nietypowa, ale za swoich singlowych czasow
        bylam naprawde bardzo zadowolona z zycia! Teraz rowniez jestem zadowolona, nie
        tyle bardziej, co w inny sposob. Uwazam, ze np. bycie singlem jest o niebo
        lepsze od tkwienia w nieodpowiednim zwiazku, aby tylko kogos miec.
        • anutek115 Re: było lepiej? 15.08.08, 15:25
          Może Olga to wie, Mmaupo, ale ona pisze w sumie dokładnie tak, jak w książkach
          MM temat singlostwa jest poruszany. W "Imieninach" znajduje się tekst (cytuję z
          pamięci, za nieścisłości przepraszam), rozwazania Pyzy na temat Natalii: "Miała
          już 27 lat i była sama. Czy nie było jej smutno, że żaden dzidziuś nie czeka na
          nią w przyszłości?". Pomijając tego dzidziusia, który mnie wbił w osłupienie
          (moje oba dzidziusie się pojawiły w moim życiu po 27 roku życia, i jakoś zanim
          się pojawiły nie miałam skłonności do uznawania, że czas kłaść się w grób, bo
          ich nie ma, i - w związku z jakże podeszłym wiekiem - na sto procent juz nie
          będzie), zauważ, że jest tu obecne myslenie, że osoba bez partnera nie znaczy
          zbyt wiele. Nie może być spełniona ani szczęśliwa (co najwyzej może się
          oszukiwać, że jest).
          BTW w czasach singlowych ja też byłam bardzo zadowolona z życia, wspominam je
          rzewnie i dostaję szału, gdy ktoś choćby tylko sugeruje, że teraz NARESZCIE jest
          tak, jak powinno być, a przedtem... no cóż... jakies tam zycie prowadziłam, ale
          co to było za życie?
          • mmaupa Re: było lepiej? 15.08.08, 15:30
            No tak. Jednak smiem twierdzic, ze w tym przypadku problem to ma Pyza, nie
            Natalia (w ktorej grzecznodziewczynkowatosc zupelnie nie wierze - na pewno
            uzywala zycia na Cyprze, z dala od dzidziusiow, zupek i pieluchowych sztandarow
            na balkonie).
            • anutek115 Re: było lepiej? 15.08.08, 15:37
              Też tak pomyślałam - to o Pyzie, nie o Natalii - jako, że dziewczeta w jej wieku
              mają jednak tendencję do patrzenia na osoby w wieku Natalii jak na starsze panie
              ;-). Tak długo ludzie nie zyją, panie dziejku, a jeśli żyją, to gdzie im tam w
              głowie rozmnażanie się i łączenie w pary! Z tego punktu widzenia Verdana, która
              pisała, że singlostwo nie jest problemem, który poruszałby nastolatki, ma
              całkowita rację.
              • verdana Re: było lepiej? 15.08.08, 16:13
                A ja widze tu jednak wplyw wieku autorki. Jak bylam mloda i piekna
                (a jestem od MM nieco mlodsza) 25 lat to byl wiek pierwszego
                ostrzezenia. Ze mozna zostać sama na zawsze. I jednak dziewczyny
                myslaly chyba o dzieciach znacznie wczesniej niz teraz. Co nie
                znaczy, ze było lepiej - IMO gorzej....
                • kasaidia Re: było lepiej? 03.01.09, 16:09
                  Wcześniej była mowa o tym, że single nie są tematem do książek dla nastolatek. I
                  jako osoba 15-letnia mogę powiedzieć, że to prawda. Single tak zdefiniowane jak
                  jest napisane dalej w wątku. Nie osoby, które wciąż mają nadzieję, i szukają
                  gdzieś swojej połówki, ale Ci, którzy są sami z wyboru i uważają, że im druga
                  osoba niepotrzebna.
                  Jednak same związki dorosłych osób, np. w tle życia jakiejś nastolatki nie są
                  złe. Robrojek, Natalia Gaba i Grześ nie mieli kilkunastu lat, gdy się
                  "sparowali" jednak w Jeżycjadzie ich wątki były dla mnie bardzo ciekawe i
                  sympatyczne.
                  Poza tym nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że MM woli takie "tradycyjne
                  rodziny", a single do takiego modelu się nie wpasowują.
                  Pozdrawiam
    • szprota Re: było lepiej? 16.08.08, 12:27
      Mam mgliste wrażenie, że w wielu wypadkach teraz praca i czynności okołozawodowe
      (wypady integracyjne np.) zajmują nam więcej czasu niż dwie-trzy dekady temu.
      Może i różnie bywało, ale wśród moich znajomych, bynajmniej nie pracoholików,
      sytuacja, w której po ośmiu godzinach można zostawić pracę za zamkniętymi
      drzwiami, jest luksusem. Namnożyło się pracy w sektorze usług, handlu,
      zmianowych, klasyczne from nine to five nie jest tak częste jak kiedyś. Co za
      tym idzie, o wiele trudniej poza pracą znaleźć ewentualnego absztyfikanta. Mam
      dwie znajome, które utknęły w mocno sfeminizowanej pracy, są akurat singielkami
      bez wyboru i bardzo chciałyby ten stan rzeczy zmienić.
      Z drugiej strony, kiedy im mówię: ale słuchajcie, przecież jest internet,
      mnóstwo serwisów społecznościowych, to patrzą na mnie jak na dziwoląga. Mimo że
      wyraźnie podkreślam, że nie chodzi o to, by założyć konto na serwisie randkowym
      (choć to też jest jakieś wyjście, jeśli się koniecznie chce z tej sytuacji
      wyjść), lecz raczej o podpięcie się pod grupę dyskusyjną, forum zrzeszające
      ludzi o podobnych zainteresowaniach czy upodobaniach, tak, by z czasem tę grupę
      poznać w realu i poszerzyć krąg znajomych.
      • lan-ja Re: było lepiej? 16.08.08, 16:53
        Chyba jednak samotność nie jest stanem wymarzonym przez większość
        ludzi. Ja w każdym razie jestem na etapie singlowania, ale jakby się
        ktoś odpowiedni pojawił, z przyjemnością wejdę w związek. Tak sobie
        myślę, że 30tka to chyba ostatni dzwonek, ale jak będę się zbliżać
        do tej granicy jako singelka, to być może zmienię zdanie.
        • mist3 Re: było lepiej? 16.08.08, 20:17
          ja mam właśnie 30 lat i nie czuję, że to właśnie ostatni dzwonek na mnie dzwoni.
          Choć może powinnam??!!
          Nie jestem samotna - jestem sama, a to różnica. Oczywiście, że chciałabym być z
          kimś, kogo będę kochać i rozumieć i vice versa ale nie odczuwam jednak 'pustki w
          ramionach', nie łkam po nocach itd. Mam sporo znajomych, również singli płci
          przeciwnej - ale jakoś (po paru latach bycia w różnych związkach) nie mam teraz
          w swoim otoczeniu kogoś takiego.
          Z racji zarobków 'nie używam życia', nie pracuję też od świtu do nocy - ale mam
          swoje pasje. Choć muszę przyznać, że post lan-ja mnie nieco zdołował (ale to mam
          nadzieję ma związek z PMS i pogodą ;) )
          Co do tematu wątku - ja też uważam, że specyfika książek dla nastolatek (a co za
          tym idzie - ich perspektywy) może wpływać na takie postrzeganie tematu przez
          autorkę. Z tym, że ten target (czyli nastolatki) mają też siostry/braci,
          sąsiadki/sąsiadów itd., którzy mogą być singlami - i może zawężanie perspektywy
          singlowania do 'pustki w ramionach' i 'braku perspektyw na szczęście' może
          utrudnić zrozumienie między pokoleniami, o które MM w swoich książkach troszkę
          jednak walczy.
          • lezbobimbo Re: było lepiej? 20.08.08, 05:35
            mist3 napisała:
            > ja mam właśnie 30 lat i nie czuję, że to właśnie ostatni dzwonek na mnie
            dzwoni.> Choć może powinnam??!!

            Nie poddawaj sie tego typu presji, kochana :) To resztki opresji spolecznej z
            lat 50, kiedy kobiety nie mialy prawa istniec samodzielnie.
            Przeciez po 40 dopiero zaczyna sie zycie i kariera rozkrecac, a co dopiero po
            30. Zycie romantyczne tez sie nie konczy, nawet i po 80, wiec.. :) A juz nic
            gorszego, niz zwiazkowanie na sile, z byle kim, byle by ktos byl..

            Nie przejmuj sie slowami mlodej zapewne lan-ji. Ja tez kiedys bylam w takim
            wieku, ze wiek lat 20 (!) to bylo dla mnie cos niepojetego, jakies wapniactwo
            totalne, przeciez taka cyfra nie istnieje! Po 20tce koniec zycia i czas na
            piastowanie wnuczat, tak myslalam ;)))

            > Nie jestem samotna - jestem sama, a to różnica

            O wlasnie! Brawo :))))))
        • szprota Re: było lepiej? 21.08.08, 12:52
          Zastanawiam się jednak, na ile samotność jest stanem niepożądanym z punktu
          widzenia potrzeb owej samotnej jednostki, a na ile ze względu na presję
          społeczną ("i znajdź sobie wreszcie kogoś odpowiedniego" - tak jest, słyszało
          się takie życzenia!).
          Z mojego punktu widzenia: mam 31 lat, w aktualny związek weszłam trzy lata temu
          i jakkolwiek bardzo mi w nim dobrze, przed nim miałam kilkanaście miesięcy
          singlowania. Nie miałam parcia na związek. Było z kim pójść do kina, pubu. Nie
          musiałam widzieć zachwytu w oczach faceta, by znać swoją wartość :) Na pewno był
          to etap poznawania swoich możliwości, po raz pierwszy ani bez klosza rodziców,
          ani bez kojca związku i uważam, że był on b. wartościowy.
          Na pewno jednak nie bez wpływu na brak parcia na związek pozostaje fakt, że nie
          planuję przychówku: nie mam poczucia, że biją mi jakieś biologiczne zegary. A
          jeśli, w co bardzo wątpię, mi się zmieni, to zawsze jest najmniej egoistyczna
          forma rodzicielstwa, czyli adopcja :)
    • ginestra Re: było lepiej? 17.08.08, 22:20
      Wiecie co? W jednym filmie usłyszałam takie zdanie: "Ludzie stworzeni są do
      bardzo wielu rzeczy, ale nie do samotności". Mysle, ze to bardzo trafne
      stwierdzenie! Ono zdaje sie dotyczyc kazdego czlowieka.

      Moim zdaniem istnieja, owszem,ludzie, ktorzy maja charakter samotnika i wlasnie
      przezywajac los samotnie, czyli bez wiazania sie z druga osoba, czuja sie
      spelnieni, ale sa to absolutne wyjatki od reguly. Mam na mysli osoby typu
      Sherlock Holmes (oczywiscie jest to fikcyjny bohater, ale i tacy na pewno sa),
      jacys podroznicy, misjonarze, ksieza, niektorzy artysci itp. Wydaje mi sie, ze
      osoby naprawde spelnione w takim "samotnym" zyciu de facto sa zwiazane z wieloma
      ludzmi i uczestnicza codziennym dawaniu i przyjmowaniu, ktore jest czlowiekowi
      potrzebne do zycia jak powietrze. W tej wspolnocie ludzkiej, nawet wrecz w
      jakiejs strukturze (w przypadku zakonnikow, zakonnic itp.) czuja sie dobrze,
      jest to zgodne z ich wewnetrznym wyborem i tenze los zastepuje im te bliska
      osobe, z ktora by szli przez zycie - czyli de facto tez nie sa samotni. Jednakze
      nie wiaza sie z kims i to jest spojne z ich wnetrzem.

      Natomiast, wedlug mnie, osoby nazywane potocznie singlami w jakis sposob, gdzies
      gleboko chcialyby sie z kims zwiazac, a nawet te osoby, ktore deklaruja, ze chca
      tylko jedynie "ukladow bez zobowiazan" i zmieniania partnerow, tez w glebi duszy
      chcialyby znalezc "te odpowiednia osobe", tylko sa w nich jakies przeszkody,
      obawy, leki itp. - ktorych nie potrafia lub nie chca pokonac. Oczywiscie nie
      wypowiadam sie za wszystkich, tylko tak sie domyslam. Moze i sa osoby (o czym
      nie wiem), ktore nawet w glebi duszy nie chca sie z nikim wiazac, a tylko chca
      sie spotykac ewentualnie w celach erotycznych z kims i nie przewiduja zakladania
      stalego zwiazku do konca zycia (tylko jak sobie to wyobrazaja na starosc,
      ciekawe). Osmiele sie jednak powiedziec, ze wydaje mi sie, ze w glebi duszy
      kazdy (lub prawie kazdy) singiel chcialby nie byc singlem, tylko znalezc
      odpowiednia osobe i z nia dzielic zycie. Dlatego mysle, ze w jakims sensie
      uprawnione jest mowic o "wyjsciu z singlostwa" i w ogole przedstawiac singlostwo
      w pesymistycznych barwach. Mysle, ze jesli ktos jest mlody, na przyklad ma
      dwadziescia kilka lat (ewentualnie okolo trzydziestu), to jest w naturalny
      sposob w wieku poszukiwania bliskiej osoby i niekoniecznie slowo "singiel" do
      niego pasuje! Po prostu jest to mloda, wolna osoba, ktora ma zamiar zalozyc
      zwiazek/ rodzine. Mnie slowo "singiel" kojarzy sie raczej z osoba po
      trzydziestce i to z osoba "po przejsciach", ktora ma juz jakies doswiadczenia w
      zwiazkach (niekoniecznie w malzenstwie) i po prostu po tych doswiadczeniach
      trudniej jest jej zaufac komus czy po prostu kogos odpowiedniego znalezc (np. z
      powodu, jak pisaliscie, trybu zycia i pracy). Ja mam obraz singla jako kogos,
      kto jednak skrycie lub otwarcie marzy o zwiazku, a nie jako kogos, kto jest sam,
      nikogo nie szuka i dobrze mu z tym. Owszem, spotkalam na przyklad osoby
      rozwiedzione, ktore z wyboru nie chca zakladac zadnego zwiazku z powodow
      religijnych, ale one nie definiuja siebie jako "single" czy "singielki", a
      raczej czuja sie wciaz zona/ mezem swoich bylych partnerow i sa przekonane, ze
      tak bedzie do konca zycia. Mowia one nierzadko, ze wlasnie zyjac samotnie sa
      szczesliwe. Jednakze kto wie, moze one wciaz w glebi duszy czekaja na powrot
      tego partnera? Albo znalazly pocieszenie w wierze. Czyli sa jakos pogodzone z
      tym, jednakze chyba nie pasuja do obiegowego pojecia singla.

      Pamietam, ze ja, dawno temu, zalozylam na naszym forum watek "Gaba jako single,
      ktory znalazl druga polowe" (nawiasem mowiac wynikla ciekawa dyskusja, w tym na
      temat oficjalnej polskiej wersji slowa "singiel" vel "syngiel" ;-) ). Ja tez,
      tak jak Wy tu pisalyscie, czuje niedosyt nie wiedzac jak Gaba i Grzegorz sie
      poznali, jakie byly ich poczatki. Tudziez poczatki innych tego typu par w
      Jezycjadzie. :) Mysle, ze moglabym z tego czerpac troche otuchy dla siebie. :)
      Latwiej jest samemu uwierzyc, ze takie historie sie zdarzaja, nawet jesli sa
      fikcyjne, jesli opowiedziane sa w prawdopodobny sposob. Milo jest myslec, ze
      moze gdzies ISTNIEJE ta osoba, tylko trzeba sie ogolnie rozgladac i nie siedziec
      w domu, a na pewno sie na nia trafi. Z takiej nadziei/ wiary na pewno cos
      dobrego moze wyniknac.

      Osobiscie naleze (tak mi sie wydaje) do osob, ktore chyba musialyby poznac kogos
      w prawdziwym zyciu, zeby zobaczyc, ze ta osoba jest fajna, podoba sie, jest
      zainteresowana, stara sie o mnie, jest ta chemia i zeby cos zaiskrzylo. Moim
      zdaniem jest to BARDZO trudne do osiagniecia przez Internet (np. via anons na
      portalu randkowym), choc wielu osobom to sie, jak slysze, udalo. Ja mysle
      jednak, ze trzeba miec do tego odpowiedni charakter: lubic sie umawiac z
      nieznajomymi, flirtowac, poznawac ich w taki niezbyt naturalny sposob, wybierac
      sposrod kilku kandydatow, porownywac ich, prowadzic jakby gre z nimi, czuc sie
      dobrze z tym, ze on tez na pewno rownolegle umawia sie z dziesiecioma innymi
      oprocz mnie i prowadzi ich ranking itp. A jesli ktos nie jest osoba skora do
      flitru, to, wydaje mi sie, ze moze byc mu troche trudno w taki sposob. Owszem,
      na forach skupiajacych ludzi o roznych zainteresowaniach, byc moze jest latwiej
      kogos poznac, jednakze - trzeba chyba miec wyraziste zainteresowania. Oraz
      takie, ktore podzielaja mezczyzni, a nie na przyklad same (lub prawie same)
      kobiety. :)
      Nie chce mnozyc jakichs dowodow na to, ze "singlowi to wiatr w oczy" i ma male
      szanse na wyjscie z singlostwa, bo tak naprawde wierze, ze takie szanse sa, ze
      ludzie, ktorzy do siebie pasuja moga sie kiedys odnalezc, w taki czy inny
      sposob. Jeszcze tak sobie mysle, ze czesto single maja dzieci (np. kobiety), a
      na takim portalu randkowym to chyba moze byc przeszkoda, jesli sie zaznaczy, ze
      sie ma dzieci. Jest obok milion ofert kobiet, ktore tych dzieci nie maja i wolny
      mezczyzna raczej chyba je wybierze. A cech charakteru i urody i zainteresowan
      tez jest do wyboru do koloru.
      Jesli macie jakies wlasne doswiadczenia lub spostrzezenia co do tego jak
      przelamac singlostwo, to chetnie przeczytam. Poki co mam wciaz taka niesmiala
      teze, ze milosc przyjdzie sama, raczej wtedy, gdy sie jej nie szuka, ale gdy sie
      juz zrobilo ze soba porzadek i jest sie na nia gotowym. (Cos jak w filmie "Pod
      sloncem Toskanii" - pamietacie?).
      Ale moze sie myle? Nie wiem w sumie jak to jest. Ja wyszlam za maz zaraz po
      maturze, wiec singlem przed slubem (tj. w liceum) absolutnie sie nie czulam.
      Dopiero teraz, po rozwodzie i jest to dla mnie cos nowego.
      Pozdrawiam!
      • anutek115 Re: było lepiej? 18.08.08, 10:18
        "Pod słońcem Toskanii" leciało w sobotę na Polsacie, więc sobie obejrzałam, i w
        dodatku myślałam przy tym o tobie, Ginestro, bo pamiętałam, że kiedyś pisałaś
        (chyba o książce, nie o filmie, ale zawsze :-))).
        Mnie się (w kwestii singli) wydaje, że język polski dla opisania zjawiska ma za
        mało słów. Gaby (i ciebie, Ginestro, chyba też) nigdy nie nazwałabym singlem.
        Dla mnie singiel to jest osoba nie będąca w związku, i owszem, ale taka, która
        sama sobie tego życzy. Singla znam jednego (jedną), jest to moja koleżanka,
        której ewidentnie jest dobrze tak, jak jest. Nie ma przygód erotycznych, była w
        związku (ale takim XXI-wiecznym, osobne mieszkania, wieczne randkowanie) i było
        jej z tym nieźle, jest świetną koleżanką, doskonałą ciocią dla licznych dzieci
        naszych wspólnych koleżanek (moich też) i - singlem. Pewnie nie wyjaśniłam tego
        dość dokładnie, sama tego dobrze nie rozumiem, ale słowo "singiel" do niej po
        prostu pasuje.
        Jak tak o tym myslę, to zdaje mi się, że ja byłam singlem ;-). Za mąż wyszłam po
        30-ce tak jakby nie starając się o to. Nie miałam żadnego parcia na białą
        sukienkę i posiadanie męża, nie czułam pustki do zapełniania w ramionach, zegar
        biologiczny nie budził mnie swym tykaniem po nocach. Wiodłam bardzo udane,
        spełnione, pełne przeżyć (intelektualnych, towarzyskich) zycie, które bardzo
        lubiłam i do teraz wspominam z przyjemnością. Mąż... jakkolwiek okropnie to
        brzmi - się zdarzył. Być może, tak jak pisze Ginestra, pojawił się w sposób
        naturalny, gdy już byłam gotowa (jest takie powiedzenie, chińskie, jak sądzę
        "Gdy uczeń jest gotowy, zjawia się nauczyciel").
        natomiast z artykułów w prasie obraz singla wyłania się dość irytujący,
        najłagodniej rzecz ujmując. Być może rzutuje na niego dobór przykładów przez
        autorów artykułów, którzy ujawniają w ten sposób jakieś swoje poglądy (i
        niechęci), ale zazwyczaj te opisywane single prezentują się jak rozkapryszeni
        jedynacy, którzy psychicznie mają jakieś 14 lat. "Nie wyobrażam sobie, żeby obcy
        facet układał swoje ubrania w mojej szafie". "Lubię to, to i to, i będę to
        zawsze lubił, nie zamierzam się zmieniać, bo po co? Niech ona się dostosuje!".
        "Żadnych dzieci, one smierdzą, rysują po ścianach i zniszczyłyby mój sprzęt
        grający!!!", "Mama mi gotuje, mam panią do sprzątania, jak chcę seksu, to sobie
        kogos wynajmuję...". Analiza własnych pobudek, lęków jest tak rzadka, że ginie w
        tej fali tekstów typu "mnie jest dobrze, moge z kimś być, ale nic się w moim
        życiu nie ma zmieniać".
        Dlatego właśnie ani Ginestry, ani Gaby nie nazwałabym singielką, i dlatego
        uważam,że język polski ma niedostatki w tej kwestii, bo jak je nazwać?
        "Kobietami po przejściach, z życiowym doświadczeniem"? No, litości. "Kobietami
        samotnymi"? Też nie. "Samymi z konieczności? Z wyboru"? Beznadziejnie brzmi...
        A jeśli chodzi o szanse wyjścia z singlostwa (no, niech już będzie to akurat
        słowo) to wizja z "Pod słońcem Toskanii" mi się podoba. Z obserwacji wiem, że
        jak się desperacko szuka, nie znajduje się. Co ma przyjść, przyjdzie. Nie wiem,
        czy to nie brzmi pesymistycznie... bo ja to raczej optymistycznie widzę, tylko
        się pewnie poprawnie wyrazić nie umiem :-).
        • biljana Re: było lepiej? 18.08.08, 15:46
          Anutek, bardzo optymistyczny był ten twój post i bardzo poprawiłaś mi nim
          humor:) Dziękuję ci za to spojrzenie, tego mi właśnie było trzeba (zwłaszcza po
          obrzydliwej niedzieli;)Ale to już temat raczej do narzekalni:)
          • anutek115 Re: było lepiej? 18.08.08, 17:27
            W sumie narzekalnia ma też obok pocieszalnię :-). Więc wizyta po niedzieli
            (narzekalnia) na forum i optymistyczne posty (pocieszalnia). Byle działało :-))).
            Cieszę się, że choć trochę pomogłam :-)))).
    • lezbobimbo Re: było lepiej? 20.08.08, 05:27
      super-historynka napisała:
      > Przyszła mi do głowy pewna refleksja: w latach 50, 60 i 70 (no, >może> i
      jeszcze 80) chyba było lepiej z poznawaniem się ludzi i >łączeniem> w pary.

      ??? Lepiej? Nie uwazam tak.
      W tamtych przedpotopowych czasach bylo bardzo nieprzyjemnie byc singlem, bo
      ukochane spoleczenstwo i najblizsze otoczenie traktowalo to jako chorobe i wade
      osobowosci (zwlaszcza w stosunku do kobiet, mezczyzni-samotnicy mogli sobie od
      biedy byc).
      Byla wielka presja, ze kobiety musza wyjsc za maz, bo bez faceta sa niczym. Moja
      babcia, jako ze z tamtej epoki, tez cos takiego pierniczyla i to komu, nawet
      swoim kilkuletnim wnuczkom!
      W zwiazku z ta presja, za maz wychodzilo sie jak najwczesniej, i to za byle
      kogo, aby tylko kogos miec, co jest przeciez fatalne dla psychiki wszystkich
      zainteresowanych.
      W dodatku byly restrykcje prawne - aby miec n.p. jakie takie mieszkanie czy
      metraz przyznany, trzeba bylo sie chajtnac.
      A w USA jeszcze gorzej, w latach 60 kobieta samotna byla z gruntu podejrzana,
      nie istniala prawnie, nie mogla miec wlasnego konta bankowego ani wynajac
      pokoju.. tylko faceci zarabiali godziwe pieniadze, wiec kobiety musialy
      wychodzic za maz, aby miec utrzymanie (zwlaszcza w razie posiadania dzieci).
      Za to rozwody byly potepiane równie mocno przez spoleczenstwo jak singlowanie
      kobiet, przez co tyle ludzi marnowalo sobie zycie w zwiazkach z niekochanymi lub
      nieodpowiednimi osobami.
      I to niezdrowe spojrzenie na "samotnosc" do dzisiaj od czasu do czasu pokutuje
      (jak slysze w Polsce) i wzdychanie za pseudoromantyka lat minionych. Ha!

      To wlasnie teraz jest wreszcie lepiej, mozna byc wartosciowym
      czlowiekiem-singlem samym w sobie, nie jako odbicie partnera li i jedynie. I
      mozna tez spotykac sie z kims dla potrzeby serca, a nie aby zapewnic sobie byt.
      I mozna sie spokojnie rozejsc, i zyc dalej, i znów sie zakochac, albo sobie zyc
      wedle woli; a nie cierpiec z kims na reszte zycia. Albo po smierci partnera
      wiednac w czerni i popiele przez 50 lat do grobu.. (chyba ze to rzeczywiscie
      byla milosc wszechczasów, co rozumiem).
      Teraz sa serwisy randkowe i dla starszych osób, co jest bardzo sympatyczne.
      Zycie romantyczne nie konczy sie po 40 ani po 70 :)

      >Właściwie wszyscy bohaterowie Jeżycjady kogoś sobie w końcu
      > znajdują - owdowiały Grzegorz czy Robert Rojek, zawiedziony w
      > uczuciach Lelujka, pozostający długo w stanie kawalerskim Piotr
      > Ogorzałka,
      >Teraz, w czasach singli, wygląda to już nieco inaczej...

      Grzes, Robrojek i Piotr Ogorzalka znalezli sobie polowice w latach 90. "Czasy
      singli" jak najbardziej, wiec prosze nie naginac ;)
      • lan-ja Re: było lepiej? 20.08.08, 16:34
        Ok, nie chciałam urazić. Ale jak się planuje macierzyństwo, to
        natury nie oszukamy. W wieku 50 lat dziecka raczej nie urodzisz.
        Ale na pewno lepiej być starą panną niż nieszczęśliwą mężatką.
        • mmaupa Re: było lepiej? 20.08.08, 16:36
          Z drugiej strony nie kazdy chce/musi miec dzieci. Albo moze adoptowac.

          Chociaz wlasne to zdecydowanie najlepiej miec przed 40stka.
      • niq_miejski Re: było lepiej? 03.01.09, 23:04
        Pewnie ani lepiej ani goprzej. Wtedy można było znaleźć dziewczynę, chłopaka.
        Tak samo jak teraz, choć nie w internecie, raczej w szkole, na imprezie, ja
        wiem? w kawiarni. To czego brakowało to raczej był język. Nie istniały słowa
        takie jak singielka, homoseksualna, słowo biseksualista znane było
        superelitarnej megaelicie...
        Ale też można było nie gadać tylko zaprosić ją/jego do teatru za studencki
        grosz, zawsze ktoś się zlitował i wpuścił, można było przesiedzieć cały spektakl
        na schodach, trzymając się za ręce...
    • nessie-jp Re: było lepiej? 03.01.09, 17:08
      Nie wiem, czy już ktoś poruszył ten temat, ale przecież
      • kkokos Re: było lepiej? 04.01.09, 11:52
        poprawcie mnie, jeśli się mylę - albo jeśli w moim środowisku jest
        jakoś wyjątkowo:
        pisałyście o kłopotach z poznaniem długiej połówki, bo pracuje się
        więcej niż 8h albo jest się bezrobotnym itp., a mnie się wydaje, że
        kiedyś jeszcze ludzie poznawali się przez rodzinę, a dziś już coraz
        rzadziej. nie mam na myśłi oczywiście swatów itd., tyle że kiedyś
        niemal każdy miał kupę braci i sióstr, oni mieli kolegów/koleżanki,
        potem człowiek obrastał w szwagrów/szwagierki (i te inne cudowne
        określenia, które zanikły, no bo właśnie desygnaty zanikły:)) i
        przez te siostry/ich przyjaciółki i szwagrów poznawało się kolejne
        osoby.
        mało znam rodzeństw, w zasadzie większość osób, które znam, to
        jedynacy lub posiadajacy rodzeństwo, z którym się mało kumplują, nie
        mają współnych znajomych i nie wiodą wspólnego życia towarzyskiego.
        rodzeństwa się porozjeżdżały, już nie żyją w kupie (niektórzy wręcz
        na emigracji). w zasadzie znam jedną parę, w której dziewczyna
        wyszła za brata swego poznanego na studiach kumpla.

        .
        • niq_miejski Re: było lepiej? 04.01.09, 12:26
          Moi znajomi to często pary, które spotkały się w pracy, czyli albo w miejscu
          pracy sensu stricto, albo na konferncji, czy też innym naukowym spędzie. Mam też
          znajomych, którzy poznali się w szkole średniej i przypadkiem spotkali po latach
          i zakochali w sobie ponownie. I znajomych, którzy poznali się przez innych
          znajomych...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka