Dodaj do ulubionych

pomylki tlumaczy

02.06.07, 17:16
w ksiazce Diane Brill "Chlopcy, cycuszki iszpileczki czyli jak sie ubrac w 6
godzin"
(nb. bombastycznie i z fant. neologizmami przetlumaczonej przez mezczyzne - co
zaprzecza regule ksiazke dla kobiet powinna jakas mila pani i tlumaczenie
niemieckie jest blade)
znalazlam
opis party u Micka Jerry´ego i Jerry´ego Halla.

ale poza tym - szostka!
Obserwuj wątek
    • jacek1f nie będę się pastwił więcej, Obiecałem sobie:-) 02.06.07, 18:43
      Ani denerwował.

      Zawsze wtedy - po wskazaniu błędu - spada i tak na redaktora wina:-)
      I słusznie.

      O "błędzie " tłumacza możemy mówić w fazie redakcji, a nie gotowej,
      wydrukowanej książki.

      Nie ma głupich!

      :-)

      ps było już mnóstwo takich wątków.
      • ggigus dlaczego nie mozna mowic o bledach w gotowym 02.06.07, 20:35
        tekscie??
        serio pytam, pierwsze slysze
        sama zrobilam pewien okropny blad i go po redakcji odkrylam, poprawilam

        domyslam sie , ze bylo mase takich watkow, to taki evergreen, no i??

        akurat czytam Diane Brill, naprawde strasznie lubie te ksiazke, klecze na
        kolanach przed tlumaczem, bo dokonal fantastycznej rzeczy, ale nie wiedzial, kim
        jest Jerry Halle.
        Chociaz to o Jerry Hall pare lat wczesniej pisal pieknie Jozef Hen!
        • senseeko Re: dlaczego nie mozna mowic o bledach w gotowym 05.06.07, 17:46
          ggigus napisała:

          >
          > akurat czytam Diane Brill, naprawde strasznie lubie te ksiazke, klecze na
          > kolanach przed tlumaczem, bo dokonal fantastycznej rzeczy, ale nie wiedzial, ki
          > m
          > jest Jerry Halle.
          > Chociaz to o Jerry Hall pare lat wczesniej pisal pieknie Jozef Hen!

          A ja też nie mam pojęcia kto to taki. To znaczy w tej chwili jakieś niejasne
          mam, bo zapytałam googla :) Ale jesli dobrze mi odpowiedział, to to powinno być
          party u Micka Jaggera i Jerry Hall a nie jak napisałaś u "Micka Jerry'ego i
          Jerry'ego Halla"?
          To znaczy - chodzi mi o wyłuskanie co jest błędem tłumacza a co Twoim
          przejęzyczeniem. Rozumiem, ze Jerry Hall to kobieta, ale jak brzmiał tekst?

          (przypomina mi się wspomniana w wątku obok (do tlumaczy ang) wzmianka o
          książkach Nesbita, czy coś na temat Janisa Joplina ;)))
          • ggigus tekst brzmial, jak podalam, czyli u Jerry´ego Hall 06.06.07, 00:14
            a
            inaczej, hm , nie pisalabym o pomylce...
            wiec nie o moje przejezyczenie chodzi, bo inaczej tez, hm ,nie pisalabym o
            pomylce tlumacza
            • senseeko Re: tekst brzmial, jak podalam, czyli u Jerry´ego 06.06.07, 19:21
              ggigus napisała:

              > a
              > inaczej, hm , nie pisalabym o pomylce...
              > wiec nie o moje przejezyczenie chodzi, bo inaczej tez, hm ,nie pisalabym o
              > pomylce tlumacza

              Giggus, czytaj uważnie.
              Ja nie pytam o Jerryego Halla, bo to oczywiste, tylko o Micka Jaggera.
              Bo napisałaś:

              "znalazlam
              opis party u Micka Jerry´ego i Jerry´ego Halla."

              Więc pytam czy to rzeczywiście był Mick Jerry czy Mick Jagger
              • ggigus uups, fakt masz racje, fenomen tego, ze sie 07.06.07, 13:11
                nie widzi, jak sie wie, co autork(ka) chcial powiedziec
                Micka Jeggera i Jerry´ego
      • nobullshit Jacku, dziekuję :) 02.06.07, 23:50
        Ale imho to nie do końca tak. Owszem, redaktor jest PO tłumaczu, ale nie jest
        duchem świętym. Często nie zna - lub nie zna dobrze - języka tłumaczenia (nie
        powinno tak być, ale tak jest, i to już kwestia wewnętrznej uczciwości
        redaktorów, oraz wina wydawnictw, które ich zatrudniają) i skupia się na
        polszczyźnie, nie na wierności tekstowi i nie na kwestiach merytorycznych.
        Więc wina tłumacza pozostaje.
        (Aczkowliek w tym konkretnym przypadku, za zrobienie z Jerry Hall mężczyzny
        i tłumacz, i redaktor, powinni zostać pozbawieni praw wykonywania zawodu :))

        Ale przy okazji, jest jeszcze jedna kwestia. Jako tłumaczka zrobiłam paskudny
        błąd. Młoda byłam. Nie wyczułam "podstępu". Internet był w powijakach nie bardzo
        było gdzie i jak sprawdzić. Redaktor puścił. Po paru latach odkrylam swój błąd.
        Książka jest wznawiana. Wydawnictwo nie chce wprowadzić poprawki, bo musiałoby
        zmienić skład, co kosztuje. Więc tłuką książkę z błędem, który mnie śni się po
        nocach. Dodam, że już dla tego wydawnictwa nie tłumaczę. Ale nic więcej zrobić
        nie mogę.
        • ggigus nie atakuje tlumaczy na milosc boska!! 03.06.07, 00:06
          chociaz sa lepsze rzecz i to juz nie jest zabawne, np:
          Wiadomo- wysyczala...
          tlumaczenie ksiazki Julii Zeh
          no, moze bylo inne slowo, ale nie mozna go bylo wysyczec

          Jerry Hall byl(a) wybaczalna, co za styl w calej reszcie!!
          polecam
          • nobullshit ależ atakuj - kiedy / jeśli na to zasługują 03.06.07, 00:34
            Chodziło mi o to, że wina rozkłada się na się na trzy instancje. Tłumacza,
            redaktora i wydawcę. I o ile tłumaczowi i redaktorowi można czasem odpuścić,
            o tyle wydawcy już trudniej. Bo to on płaci i wymaga, on zatrudnia tłumaczy, na
            których klną redaktorzy, i redaktorów, na którzy klną tłumacze. A nie musi. Bo
            to on płaci, on rządzi, on może wybierać. I ma w czym / kim wybierać. Ale nie
            rządzi i nie wybiera, bo ludzie i tak książkę kupią, a że jest ciałem zbiorowym,
            na ogół nikt się personalnie do niczego nie poczuwa. Ktoś na jakimś forum
            zjedzie przekład? I co z tego. Kasa stuka.
            • ggigus wydawca winny?? to wtedy wydawca musialby czytac 04.06.07, 11:23
              tlumaczenie i redakcje i znac jezyki
              czyli wydawca powinien jeszze raz wsz. sprawdzac?
              hm
              a przeciez w umowie jest taka klauzulka, ze przy tlumaczeniu czlowiek sie stara

              no i zaskoczylas mnie z tymi zmianami, ktorych wydawca nie chce wprowadzic, a
              ktore byly Twoja pomylka . vide poprz. posty
              powoli Polska jawi mi sie jednak jako coaz bardziej niecywilizowany kraj, bo w
              Niemczech jedna poprawka do druku kosztuje 2,50 E w Polsce jst tansza i lektor
              narzeka, kiedy tych poprawek jest naprawde duzo

              pozdrowka
              • nobullshit Re: wydawca winny?? to wtedy wydawca musialby czy 05.06.07, 00:44
                gigus napisała:
                > tlumaczenie i redakcje i znac jezyki
                > czyli wydawca powinien jeszze raz wsz. sprawdzac?

                To by było nierealne. Chociaż nad redaktorem jest jeszcze szef działu / redakcji
                / pionu, który powinien chociaż zajrzeć w coś, co podpisuje do druku.
                Chodzi mi o sytuacje, kiedy redaktor praktycznie pisze książkę od nowa, po
                tłumaczu, a wydawnictwo, choć to kolejny taki przypadek, nadal tlumacza
                zatrudnia. Albo tłumacz pracowicie przywraca wszystkie swoje wersje, bo trafił
                na redaktora - dyletanta, który nie poprawi tego, co było źle, ale schrzani to,
                co było dobrze. Albo wydawnictwo dostaje listy od czytelników... Itd.

                Z innej działki translatorskiej - na internetowym forum kanalu telewizyjnego
                kuchni.tv wszyscy jeżdżą po jednym tłumaczu, który i język, i problematykę
                kuchenną najwyraźniej zna umiarkowanie. Admin tego forum jest jednocześnie
                osobą, która w tym kanale odpowiada za tłumaczenia. I co? I nic. Ten tłumacz
                nadal dla nich pracuje.

                Oczywiście, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jestem tłumaczem,
                nie wydawcą. Akurat dość wkurzonym, bo ratując zbiorowy tyłek pewnego
                wydawnictwa, na wczoraj tłumaczę od nowa wierszem książeczkę dla dzieci, którą
                jakaś pani tłumoczka była uprzejma totalnie położyć. I co, więcej jej nie
                zatrudnią? Chciałabym się zdziwić.
                • senseeko Re: wydawca winny?? to wtedy wydawca musialby czy 05.06.07, 17:52
                  nobullshit napisała:

                  > Oczywiście, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jestem tłumaczem,
                  > nie wydawcą. Akurat dość wkurzonym, bo ratując zbiorowy tyłek pewnego
                  > wydawnictwa, na wczoraj tłumaczę od nowa wierszem książeczkę dla dzieci, którą
                  > jakaś pani tłumoczka była uprzejma totalnie położyć. I co, więcej jej nie
                  > zatrudnią? Chciałabym się zdziwić.

                  Mierny, bierny, ale wierny. I o to chodzi. Dobry tłumacz będzie się stawiał.
                  Więc zatrudnią złego, ale pokornego.
                  • 1802l Re: wydawca winny?? to wtedy wydawca musialby czy 09.06.07, 11:24
                    Mam słabość do Rosamunde Pilcher. Ale ilekroc siegam po "Wrzesień" (wyd.Baran i
                    Suszczyński), to mnie otrząsa (np. czopsy baranie :o).
                    A taki fragment: Virginia was about to tell her kindly that she'd inadvertently
                    got her dress tucked up into her knickers, and that realized thar she was
                    wearing a puffball skirt".
                    A tłumacz: Viginia już chciała jej zwrócić życzliwą uwagę, że nieopatrznie
                    wepchnęła spódnicę w pumpy, gdy uświadomiła sobie, że dziewczyna ma na sobie
                    obfita spódnicę balową.
                    • minerva_mcgonagall Re: wydawca winny?? to wtedy wydawca musialby czy 10.06.07, 09:42
                      Nie jestem tłumaczem, chociaż jak czasem czytam niektóre książki to czasami mam
                      ochotę sama wziac się za tłumaczenie. Kurczę, nawet sobie kiedyś zanotowałam
                      nazwisko tak koszmarnej tłumaczki, że ksiązki W OGÓLE nie dało się czytać. Może
                      i trochę znała angielski, ale polskiego ani w ząb. No chyba, że to autorka była
                      grafomanką i tłumaczka tylko oddała koszmar JEJ języka.
                      A zanotowałam, by książki prze nią tłumaczone omijać szerokim łukiem. Ale gdzieś
                      zgubiłam kartkę. Będę musiała iść do biblioteki i znów tamten koszmarek wyszukać.
                      Ale ja nie o tym.
                      Zastanawiam sie (teoretycznie ma się rozumieć) jak by ten puffball skirt
                      przetłumaczyć na polski.
                      Swoją drogą ona rzeczywiście wygląda jak spodnie wepchnięte w pumpy. Zobaczcie:
                      www.fashion-era.com/images/2006_trends/oscarpuffball.jpg
                      • lira_korbowa Re: wydawca winny?? to wtedy wydawca musialby czy 10.06.07, 13:56
                        To już kiedyś było modne - i wtedy zwało się "bombka"
                      • 1802l Re: wydawca winny?? to wtedy wydawca musialby czy 10.06.07, 17:57
                        Juz miałam wybaczyc troche temu tłumaczowi, bo to był rok 1992 i wtedy dostęp
                        do internetu był utrudniony, a słowniki...nooo byłe jakie były, ale!
                        Znalazłam taki kwiatek: osmioletni chłopiec ucieka ze szkoły z internatem, żeby
                        sie nie rzucać w oczy nie włożył czapki szkolnej, tylko "maske do rugby,
                        odsłaniajacą tylko oczy". Ale przebranie. Sprawdziłam - tu chodzi o "Balaclava
                        helmet" czyli... kominiarkę!
                        No i drugie: bohater (Szkot) ma na sobie: spódniczkę, kurtke i spodnie w
                        kratkę. Jezuuu. Spódniczka to kilt, kubraka sie nie czepiam, a te spodnie
                        to "diced hose" czyli - podkolanówki w szachownicę!
                      • ggigus to jest banalna spodnica bombka (i pomyslec, ze 10.06.07, 18:12
                        mialam kiedys szalony plan, zeby taka miec, ale krawcowa mnie przekonala, ze
                        moda mija), spodnica-bombka inaczej, spodnica w typie bombki
                        pozne lata 80, wczesne 90
                        a pumpy to cos zupelnie innego:
                        spodnie o bufiastych, krótkich nogawkach zapinanych na guzik pod kolanami

                        (slownik jotpe)
                        wiec pumpy odpadaja

                        ale w ksiazce, o ktrej pisze, Diane Brill, tlumacz nazywa stringi
                        "sznureczkami", ale wtedy tlumacz nie mogl przewidziec, ze ta moda sie przyjmie
                    • emae Re: wydawca winny?? to wtedy wydawca musialby czy 01.10.07, 12:54
                      O, "Wrzesień"!!!! Pierwsze, co przyszło mi do głowy, gdy zobaczyłam
                      ten wątek :))) A Virginia miała przy okazji wspaniałą skórę koloru
                      brązowego jaja, i ze sto razy otwarła drzwi. To tłumaczenie jest
                      jedyne! Ach, panie Baranie... :)))
                      • autumna Re: wydawca winny?? to wtedy wydawca musialby czy 01.10.07, 16:01
                        >ze sto razy otwarła drzwi

                        Ale w czym problem? Że nie "otworzyła" tylko "otwarła"? Bo akurat obie formy sa prawidłowe:
                        slowniki.pwn.pl/poradnia/lista.php?id=1728
                        • emae Re: wydawca winny?? to wtedy wydawca musialby czy 09.10.07, 11:39
                          No, nie mam nic na swoją obronę. Żle mi to brzmi. Niektórym źle
                          brzmi "ale" i zmieniają na "lecz". Dziwne, że tłumacz z uporem
                          godnym lepszej sprawy używa formy rzadziej używanej, ignorując
                          istnienie innej formy. Liczne powtórzenia też nie są dobre.
                      • 1802l Re: wydawca winny?? to wtedy wydawca musialby czy 03.10.07, 06:36
                        O, "Wrzesień"!!!! Pierwsze, co przyszło mi do głowy, gdy zobaczyłam
                        > ten wątek :))) A Virginia miała przy okazji wspaniałą skórę koloru
                        > brązowego jaja, i ze sto razy otwarła drzwi. To tłumaczenie jest
                        > jedyne! Ach, panie Baranie... :)))

                        No! Ja "wrzesień" czytam tylko po angielsku, bo serce mnie boli....
                        A przecież "Poszukiwacze muszli" są przetłumaczeni nieźle.
                        Ale... ta skóra Virginii jest dobrze określona. Właśnie spożyłam
                        ugotowane na miękko jajko ze skorupką takiego koloru, może dlatego
                        przemówiło mi to wyobraźni...
                        • emae Re: wydawca winny?? to wtedy wydawca musialby czy 09.10.07, 11:36
                          Ja też to widzę. Taka brzoskwiniowa, lśniąca, trochę piegowata.
                          Tylko że to nie jest określenie oczywiste. Nie wiem, czy jasno się
                          wyrażam. Jeśli ktoś napisze: "miała skórę koloru czekolady", to
                          każdy wie jak wyglądała. Brązowe jajo jednak chwilę trzeba sobie
                          wyobrażać... Jak to jest w oryginale?
                          • 1802l Re: wydawca winny?? to wtedy wydawca musialby czy 10.10.07, 09:49
                            emae napisała:

                            > Ja też to widzę. Taka brzoskwiniowa, lśniąca, trochę piegowata.
                            > Tylko że to nie jest określenie oczywiste. Nie wiem, czy jasno się
                            > wyrażam. Jeśli ktoś napisze: "miała skórę koloru czekolady", to
                            > każdy wie jak wyglądała. Brązowe jajo jednak chwilę trzeba sobie
                            > wyobrażać... Jak to jest w oryginale?

                            "Her skin was fine, innocent of make-up, and the colour of a
                            delectable brown egg.
                            Fakt, że "wrzesień" nie jest łatwy do tłumaczenia.
                            Na przykład mały Henry ma koszmary, bo w domu babci buszuje straszna
                            żyrafa [giraffe]. Okazuje się, że babcia mówiła o przeciągach
                            [draught], a mały sobie "dośpiewał". Sama nie wiem, jak bym to
                            przełożyła....
                            • emae Re: wydawca winny?? to wtedy wydawca musialby czy 10.10.07, 11:17
                              Z żyrafą, o ile pamiętam, tłumacz poradził sobie całkiem dobrze -
                              wytłumaczył to w odsyłaczu. Mogę się mylić, ale pamiętam, że to było
                              dla mnie zrozumniałe.

                              Brązowe jajo - zwracam honor! To autorska perełka! Mimo wszystko ja
                              zrobiłabym z tym coś. Może też odsyłacz. Może anglosasi używają
                              takiego określenia? Bo my w Polsce nie bardzo...

                              Tak czy inaczej, przekład nadal mi się nie podoba... ;)
                              • megrol Korektor/ redakcja/tlumacz 08.11.07, 15:41
                                Czy powinno sie ewentualne poprawki uzgadniac z tlumaczem?
                                Nie mowie o bledach gramatycznych, stylistycznych etc.
                                • jacek1f Tak, powinno. ALbo masz do czynienia 08.11.07, 16:34
                                  z dobrym tłumaczek, i szacunek i partnerstwo w pracy nad wspólnym
                                  projektem wymagaja tego.
                                  Albo masz do czynienia ze słabszym tłumaczem i naturalnym odruchem
                                  redaktora powinno być informowanie go (tłumacza)w celach wychowaczo-
                                  terapeutycznych, ku chwale nastepnych tłumaczeń i prac tego tłumacza.

                                  O błędach gramatycznych i stylistycznych też!!!
                                  • jottka nie powinno:) 08.11.07, 21:25
                                    tylko się musi! no. zwłaszcza w wypadku najczęściej tu omawianych przekładów
                                    literackich - domniemany błąd gramatyczny czy stylistyczny tłumacza może być
                                    prawidłowym i pożądanym przekładem.

                                    a ponadto takie np. pojęcie błędów stylistycznych bywa względne (bo np. pani
                                    redaktorka nie lubi akurat słówka 'lecz' i zastępuje nam je wszędzie właściwem
                                    jej zdaniem 'ale') - a to tłumacz się podpisuje pod przekładem i on obrywa w
                                    razie czego, a nie pani red o wyrafinowanym guście. poza tym jeśli redaktor nie
                                    zna języka oryginału, to tym bardziej wszelkie zmiany musi konsultować z
                                    tłumaczem, bo może mu akurat w jakimś osobliwszym zwrocie o oddanie specyfiki
                                    lokalnej chodziło. redakcja zawsze może złożyć votum separatum, ale to tłumacz
                                    bierze odpowiedzialność za przekład.
                                    • jacek1f howgh! . n/t 08.11.07, 21:42
                                      • megrol tlumacz i korektor 11.11.07, 12:45
                                        Dzieki Wam za opinie
    • yanga Re: pomylki tlumaczy 18.06.07, 12:27
      Opowiadałam tu kiedyś o tłumaczce, która obdarzyła bohaterkę oczami jak kwiatki
      kukurydzy. No i dali jej następną książkę! Oczywiście przekonałam się o tym
      osobiście w księgarni, bo ten wydawca notorycznie nie publikuje w biuletynach
      nazwisk tłumaczy, a ja z uporem maniaka zawsze je sprawdzam.
    • yanga Re: pomylki tlumaczy 05.10.07, 10:56
      A ostatnio oglądałam "Moje wielkie greckie wesele". "She is a Greek
      orthodox" przetłumaczono tam "Ona jest grekokatoliczką".
    • the_city Re: pomylki tlumaczy 26.10.07, 08:48
      Moje ulubione: w "Dumie i uprzedzeniu" Austen (Prószyński i S-
      ka) "pin money" zostało przetłumaczone jako "pieniądze na szpilki":)
      Podczas gdy są to oczywiście pieniądze do wyłącznego użytku żony
      (książka rozgrywa się na przełomie XVIII i XIX w.).
    • aruen Re: pomylki tlumaczy 27.10.07, 10:05
      Przejrzalem cala dyskusje ;-) Macie racje, ale nie potepialbym w czambul za
      bledy ani redaktorow, ani wydawcy, ani tlumaczy. Z punktu widzenia wydawcy
      wyglada to najpewniej tak, ze jesli tanie tlumaczenie sie dobrze sprzedaje, to
      po co koszty zwiekszac? Wydawca najczesciej nie ma misji, tylko ma zarabiac
      pieniadze, czyli upchnac mozliwie duzo egzemplarzy na rynku przy mozliwie
      niskich kosztach. Jesli czytelnicy sa na tyle slabo wyksztalceni, ze przyjmuja
      jego kiepskie pozycje, to przyczyny tego stanu rzeczy upatrywalbym raczej w
      zaniedbywanej od lat edukacji calego spoleczenstwa. I osmiele sie pokrakac, ze
      zjawisko, o ktorym piszecie, bedzie narastalo i ze narzekaniem sie go nie
      wyeliminuje. Takie mam przemyslenia od kilku lat, sam sie tym smuce :-(
      Ogolnie kiepski poziom wyksztalcenia spoleczenstwa przeklada sie z kolei na
      gorszy poziom tlumaczen, tu juz dziala statystyka.
      Co do redaktorow. Trafnie ktos to ujal, oni nie sa duchami, a juz na pewno nie
      swietymi :-) Zamiast sie zastanawiac, kogo obarczyc odpowiedzialnoscia za blad w
      druku, lepiej sie zastanowic, jak je wyeliminowac... Przestrzegam natomiast
      przed pojsciem na latwizne pt. "wydawca zatrudnia tylko dobrych tlumaczy i
      dobrych redaktorow" bo to utopia myslec, ze takie podejscie zalatwi sprawe.
      Kto mialby oceniac, czy tlumacz jest dobry? W zeszlym tygodniu mialem -
      powiedzmy oglednie - zywa dyskusja z pewna tlumaczka, ktora uwaza sie za
      eksperta w dziedzinie, w ktorej nie ma za duzo do powiedzenia (a sama sie
      zglosila z prosba o recenzje tlumaczenia). Na zwrocona w delikatny sposob uwage,
      ze popelnia bledy (i wskazanie ich) zareagowala dosc impulsywnie, i nie byla w
      stanie spercepowac ani literowek, ani bledow frazeologicznych, ani
      terminologicznych, upierajac sie, ze sie czepiam, zeby ja "uziemic" (bledow w
      jednym akapicie bylo srednio okolo 20). Przyklad ten Wam podaje, zeby uzmyslowic
      wszystkim tlumaczon - i redaktorom, bo to dziala i w druga strone! - ze nie ma
      osob niepopelniajacych bledow, ludzie sie ucza przez cale zycie, tekst mozna
      poprawiac w nieskonczonosc, a niepokorne podejscie typu "inni sie nie znaja, a
      ja owszem" jest zwodnicze, bo stawia nas jako najwyzszych arbitrow wobec dwoch
      pozostalych stron.
      Co jest malo rozwijajace, bo prowadzi tylko do narzekan, nie rozwiazuje problemu.
      Wiec:
      1) pamietajmy, ze kwestii zapewnienia idealnej jakosci tlumaczenia nie
      rozwiazano od lat w zadnym wydawnictwie na swiecie
      2) wydawca najczesciej nie kieruje sie misja wykonywania dobrych przekladow ani
      rozpowszechniania dobrej literatury, on tylko zarabia pieniadze
      3) wydawce do dokonywania lepszych przekladow i lepszego redagowania moze zmusic
      rynek, tj. np. spadajace czytelnictwo, jesli powodem spadku bedzie jakosc
      przekladow a nie np. kiepski papier czy brzydkie okladki
      4) nie spodziewam sie poprawy tego trendu, bo rynek to spoleczenstwo, a ono jest
      jakie jest, przy czym jakosc edukacji sie z roku na rok pogarsza a nie poprawia.

      Ale badzmy dobrej mysli :-)
      Pozdrawiam wszystkich tlumaczy i redaktorow!
      andrzej balcerzak
      • irmeline Re: pomylki tlumaczy 11.11.07, 23:24
        Tłumacz książki, którą ostatnio redagowałam, przetłumaczył "after you've watched
        a favourite soap" (przy czym "soap" ujęte było w cudzysłów)jako: "Po tym jak
        wypatrzysz ulubione mydło".
        • hajota Re: pomylki tlumaczy 12.11.07, 01:42
          Mocne!
          Koleżanka opowiadała mi, że w jakiejś książce natknęła się na "czarny pudding"
          (black pudding - kaszanka).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka