Dodaj do ulubionych

Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem

02.11.08, 12:08
Jezycjadowe ideały...zwykła rodzina , a moze niezwykła.Promieniujące ciepło z
kazdej strony, zderzenie z tym co dzieje sie teraz na świecie,a Oni żyją sobie
jak w opoce z normalnymi problemami.Musze sie z wami tym podzielic.....walka
za pieniądzem odwieczna , a tu prosze wrecz rozrzutnośc książkowa jak u
nas:)...zamiast czekolady dla dzieci tata Borejko kupuje
ksiązki.....narzekania Patrycji na niezaradnośc rodzieców , a tu prosze pełen
ciepła dom z żurkiem:)PIsze to bo chciałam Wam powiedziec jak mnie pokrzepiaja
te ksiazki , jak mi 27 letniej babie uswiadamiają jak niewiele potrzeba z
materii, a jak wiele z serca.......pod wpływem Gabrysi kupiłam Seneke:)pod
wpływem Idy polakierowałam podłoge i szafę na fioletowo:))))))i mam niebieskie
kubki tyle że z aniołkiem...:))))))))aha powiem Wam ze mój synek uwielbia
kanapki z dzemem:)
a jakie sa Wasze jezycowe ideały które wceliłyście w zycie.
U mnie świadomie lub podswiadomie trochę sie nazbiera:)Pozdarwiam serdecznie!!!!
Obserwuj wątek
    • dakota77 Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 12:24
      Jezycjadowe idealy, ktore wcielilam w zycie? Mysle, ze zadne. Bo tak-
      uwielbienie dla ksiazek zaszczepiono mi w dziecinstwie, zanim zaczelam czytac
      MM. I przekonanie, ze czasem lepiej wydac pieniadze na ksiazki niz na inne
      rzeczy:-). Ja niestety nie postrzegam rodziny Borejkow tak ja ty, zreszta jak
      poczytasz wiecej to forum, zobaczysz, ze nie ja jedna. To cieplo rodzinne od
      dawna pozostaje w warstwie deklaracji. Duzo sie pisze o tym, jak ta rodzina
      rozmawia ze soba, pomaga sobie- a oni nie rozmawiaja o trudnych sprawach,
      zamykaja oczy na swoje problemy. Mam inne wyobrazenie o idealnej rodzinie:-).
      Zurek nie zastapi rozmowy, czasu poswieconego na rozmowe ( mysle, ze Patrycja
      np. wolalaby jednak, zeby ktos zainteresowal sie jej matura chociazby).
    • mama_kotula Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 12:52
      Problem tylko w tym, że dzieci czasem potrzebują czekolady, a nie książek.
      W tym, że Seneką w normalnym życiu chce się czasem pieprznąć o ścianę.
      Problem w tym, że niebieski kubek z najpyszniejszą herbatką nie zastąpi rozmowy, a kanapki z dżemem są pyszne, o ile z konieczności nie trzeba ich jeść trzy razy dziennie.

      Problem w tym, że deklarowany wzniosły minimalizm i nieprzywiązanie do dóbr materialnych bywa najzwyklej w świecie a) dorobieniem ideologii do bidy i życia na skraju minimum biologicznego, b) wyłącznie deklaracją na papierze.

      Kicham na takie ideały, prawdę mówiąc.

      A promieniującego ciepła nie czuję. Oni nie żyją w opoce, oni żyją za betonową ścianą, która dzieli świat na "my, Borejkowie" i "wy, motłoch".
      Na takie ściany też kicham.
    • szprota Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 13:01
      A po mojemu Borejkowie jednak ustawili mi pewne priorytety, nawet jeśli teraz widzę, jak bardzo wyznawane przez nich ideały były deklaratywne. Ale przyjaciół podejmuję przy kuchennym stole dobrą herbatą, nie wódką z sokiem, nawet jeśli do herbaty są właśnie kanapki z dżemem (bo w przeciwieństwie do jeżycjadowych bohaterek niewiele więcej umiem przyrządzić). Coś w tym stylu. Byle się nie zatracić, tak jak oni, w tym późniejszym powierzchownym traktowaniu problemu bliskich (może jej po prostu zimno), a będzie dobrze, lepiej niż u nich.
      • mama_kotula Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 13:03
        Szprota, czy ty sugerujesz że to wpływ Borejków sprawił, iż przyjaciołom "wpadniętym" z wizytą serwujesz herbatę, a nie drinki? ;))

        Bo dla mnie ta herbata serwowana gościom przy kuchennym stole to rzecz najzupełniej normalna w świecie, od urodzenia niemalże... :D
        • szprota Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 13:22
          Powiedzmy, że Borejkowie umocnili mnie w słuszności serwowania herbaty ;)
          W moim domu rodzinnym zasadniczo nie ma instytucji spontanicznych wizyt. Są
          wizyty okolicznościowe, czyli po prostu przyjęcia, z sałatkami, daniem na ciepło
          i dopiero potem herbatą. Tak więc dla mnie ten minimalizm kanapek z dżemem był
          dość egzotyczny i atrakcyjny. Także przyjmowanie gości przy kuchennym stole -
          gości się prosi na pokoje, zaś czynności kuchenne wykonuje z dala od nich.
        • dakota77 Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 14:11
          Dla mnie tez, a wodki bym nie podala, bo nie znosze:-). I Borejkowie nie maja z
          tym nic wspolnego.
      • laura-gomez Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 13:27
        A mnie w Borejkach najbardziej podoba się to, że obcy człowiek z ulicy po wejsciu do ich domu zostaje zaprowadzony do kuchni, poczęstowany herbatką i czuje sie jak u siebie, a nawet lepiej vide Elka z "Noelki". Znam w realu podobna rodzinę. Za każdym razem, jak u niej jestem, częstują mnie świerzo upieczonym ciastem :->
      • lezbobimbo Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 13:30
        szprota napisała:
        >Ale przyjaciół podejmuję przy kuchennym stole dobrą herbatą, nie >wódką z
        sokiem, nawet jeśli do herbaty są właśnie kanapki z dżemem

        Przepraszam, ze zaoftopikuje, ale kto podejmuje znajomych wódka z sokiem? Sama
        sie z tym nigdy nie spotkalam. To chyba wystepuje glównie przy imprezach a na
        codzien chyba tylko u dosc bohemicznych artystów czy w pólswiatku
        kryminalistycznym ;P
        Nie mówiac juz o tym, ze przyjaciele moze nie lubia herbaty (tez sa tacy!). Moze
        wola kawe albo male piwko? Jak przychodza przyjaciele, to sie pytam, co by
        chcieli. A jeszcze czesciej sama chodze po kominkach, bynajmniej nie dla samej
        herbatki tylko Dla Cudownego Towarzystwa, na spacery, na filmy albo zwykle
        Hanging Out, nicnierobienie lub terapie plotkarska ;)

        Wracajac do Borejków, to nic smiesznego zyc na samych kanapkach z dzemem, nawet
        najlepsze ksiazki trudno sie czyta, gdy burczy w brzuchu.
        Borejkowie ciepli? Tak, tylko juz w KK cieply Ignacy nie interesuje sie, co tez
        moglaby czytac jego ukochana zona, jakie ma problemy ze zdrowiem ani czy dzieci
        maja co jesc i czy nie powinny isc do szkoly zamiast zajmowac sie domem, w tym i
        jego zarciem. Gdyby nie harujaca i wyniszczajaca sie Mila, ten cieply dom
        rozpirzylby sie na 100 kawalków, a mlode Borejkówny bawilyby sie na ulicy i to
        one chodzilyby do znajomych na obiadki (co czesciowo tez i praktykuja, jako
        ciepli minimalisci obzeraja sie u Feli i Józeczka).
        Od Noelki coraz bardziej nie znosze Borejków, wlasnie przez ich zapychanie
        problemów emocjonalnych za pomoca ciasta, herbatki i gladkich cytatów
        antycznych. W rzeczywistosci to bylaby banda przykrych snobów z cukrzyca; a
        zyliby zas na zasilkach i kombinacjach, zeby tylko nie ponizyc sie zarabianiem.
        PRL juz dawno minal i od 18 lat w Polsce jest mozliwe uczciwe zarabianie - albo
        jeszcze lepiej zarabianie w UK, hi hi hi. Wyobrazacie sobie Borejków na Wyspach?
        Wieczorami staliby na zmywakach na czarno, a w dzien biegali po darmowych
        muzeach i bibliotekach londynskich, w niedziele zas na msze polonijne i zakupy w
        pol-delikatesach :)))

        Jedyne idealy, jakie bym sobie przyswoila z Jezycjady to styl zycia mamy Zakowej
        i ciotki Lili - wlasna twórczosc (czyli praca) jest wazniejsza od bezustannego
        sprzatania i pichcenia pasozytom ;)
        • szprota Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 14:25
          lezbobimbo napisała:
          Przepraszam, ze zaoftopikuje, ale kto podejmuje znajomych wódka z sokiem?

          Majchrzakowie :)
          W sumie chyba po prostu pytam, czego się miły gość napije. Ewentualnie poczyniam
          starą, brodatą wyliczankę "kawa? herbata? palto?"

          Wracając do meritum: chcę uniknąć w swojej prezentowanej tu opinii nadmiernej
          krytyki wobec Borejków. Bo jakkolwiek jest rzeczą oczywistą, że Iganc to
          stetryczały, zakopany w książkach nierób, Mila oziębła emocjonalnie meduza i
          ogólnie szalenie toksyczne gniazdo, to jednak coś mnie kiedyś do nich
          przyciągnęło. I coś też sprawiło, że autorka wątku postanowiła napisać tak
          entuzjastycznego, przepełnionego emotkami posta. Nieprawdaż.
          • dakota77 Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 15:16
            I mnie do Borejkow kiedys cos przyciagnelo, nieprawdaz. I tez mnie kiedys
            zachwycalo to ciepelko, ktore autorka kaze nam widziec na kazdej stronie. Ale
            bylam wtedy dzieciakiem, na pewne sprawy patrzylam inaczej. Nie zwrcalam wtedy
            az takiej jak dzis uwagi na spojnosc tego, co autorka chce nam pokazac z tym, co
            rzeczywiscie robia postaci. Gdybym dzis zaczynala czytac Jezycjade, jestem
            pewna, ze moj odbior nie bylby tak pozytywny.
          • mmaupa Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 18:06
            lezbobimbo napisała: Przepraszam, ze zaoftopikuje, ale kto podejmuje
            znajomych wódka z sokiem?


            Ja podejmuje. Jesli w domu jest wodka i sok, a gosc sobie wyraznie zyczy drinka,
            to mam mu odmawiac? Nie mowiac o tym, ze czasem w domu sa jakies ciekawe,
            egzotyczne wodki, ktorych przeciez nie bede pic do lusterka. Jednak herbata na
            ogol przewaza.

            Z drugiej strony zupelnie nie rozumiem dlaczego oszczedzacie (jak Borejkowie) na
            jedzeniu/ubranich, zeby kupic ksiazki. W koncu od czego sa biblioteki? Rozumiem
            ksiazke ukochana, do ktorej trzeba wracac po kilka razy, ktora chce sie pozyczac
            znajomym i mowic: patrz, patrz jakie cudo ostatnio przeczytalam! Ale te inne?
            Tak po prostu kupowac sobie dziesiaty przeklad Plutarcha mimo ze na polce stoi
            oryginal, a dzieci sa glodne? Mowie tak dlatego, ze moj dom jest zawalony
            ksiazkami od piwnic po strych, nie ma ich gdzie upychac, wszystkie sie kurza i w
            ogole to bardziej zawalidrogi niz przyjemnosc. Smutna jest swiadomosc, ze
            chocbym czytala jedna z nich w tydzien (a nie bede tego robic, bo po prostu brak
            mi czasu), to i tak nie przeczytam wszystkich. Co za tym idzie, dla mnie
            kupowanie kolejnej ksiazki, ot tak sobie, bo ktos polecil, jest straszliwym
            marnowaniem pieniedzy. Ksiazke mozna pozyczyc, czekolady albo bluzki nie,
            niestety, w kazdym razie nie na dluzszy czas.

            Z Jezycjady wynioslam przekonanie, ze mozna w domu miec balagan o ile w centrum
            tego balaganu lezy kilka napoczetych ksiazek lub troche farb - wtedy to nie
            bajzel tylko artystyczny nielad i juz.
            • dakota77 Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 18:14
              ja nie oszczedzam na jedzeniu ani niczym innym, zeby kupic ksiazki. Oszczedzalam
              przed laty, ale to byly inne czasy. A co do kupowania kontra biblioteki- mam cos
              takiego, ze lubie czytac wlasne ksiazki, takie, ktore do mnie naleza. Pozyczone
              to nie to. Ale Borejkow z tym kupowaniem n-tego wydania tej samej ksiazki, choc
              byly inne potrzeby, wymagajace pilnego zaspokojenia zanic nie moge zrozumiec.
              • ananke666 Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 21:39
                A ja z kolei do książek wracam. Niektóre czytam po kilkanaście razy. I chcę posiadać, żeby sięgnąć na półkę i wyjąć.
                Niestety, obecnie książek mam niedużo. Parę setek, no z półtora regału, nie wiem, ile to będzie. Przyczyna - życiowa. Książek na pewno przybędzie :)
          • meduza7 Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 06.11.08, 10:19
            >Mila oziębła emocjonalnie meduza

            Khem, khem! ;)
            • the_dzidka Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 06.11.08, 10:42
              > >Mila oziębła emocjonalnie meduza
              >
              > Khem, khem! ;)

              O, gadająca meduza! :-))))))
              • mmoni Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 06.11.08, 11:22
                Ponieważ zostałam wywołana do tablicy, wyjaśniam, że moja uwaga na temat
                interpunkcji nie była w intencji uwagą typu "jak cię rodzice wychowali", tylko
                ilustracją ogólnej prawdy pt. "zwracanie komuś uwagi nie jest powodem do
                strzelania focha". Ale jeżeli lakasha się obraziła, choć naprawdę nie było to
                moim zamierzeniem, to wycofuję przykład i zastępuję go przykładem ze swojego
                życia: ja byłam głęboko wdzięczna obcej kobiecie, która mi zwróciła uwagę, że
                mam rozprutą centralnie z tyłu spódnicę i uchroniła mnie przed prezentowaniem w
                centrum miasta swojej bielizny spodniej.

                Lakasha może sobie dalej pisać swoje trudne do odczytania posty, być na bakier z
                interpunkcją i używać słów według szkoły Humpty Dumpty'ego ("kiedy używam słowa,
                znaczy ono to, co ja chcę, aby ono znaczyło") i narażać się na sflekowanie o
                wiele brutalniejsze niż to, czego doświadczyła na tym forum. Może też wziąć
                sobie uwagi do serca i pisać czytelniej - wybór należy do niej.

                Aby dać dobry przykład, ponieważ kilka osób zwróciło mi uwagę, że mój post był
                niegrzeczny, to - chociaż ja tego tak nie odczuwam, podobnie jak lakasha jest
                przekonana o jasności swoich wywodów - biorę sobie te uwagi do serca, mówię mea
                culpa i na przyszły raz trzy razy się zastanowię, zanim użyję słowa "rodzice" w
                jakimkolwiek kontekście. Jeśli pięć osób ci mówi, ze jesteś pijany, to choćbyś
                był trzeźwy, idź do domu i się prześpij.
                • mmoni Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 06.11.08, 11:23
                  I jeszcze się źle wkleiło, bo zapomniałam, ze ułożyłam sobie posty
                  chronologicznie. Nobody's perfect.
    • marajka Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 13:38
      Jak już zauważyły poprzedniczki- żurek i uśmiechy nie zastąpią
      rozmowy, stawienie czoła problemom. Też nieraz kupię książkę zamiast
      bluzki, też studiuję niepraktyczny kierunek, dla którego odstawiłam
      na bok prawo- ale nie zrobiłam tego z myślą, że jakoś to będzie, a
      moje dzieci wykarmi mój mąż. Postanowiłam po prostu połączyć pasję z
      zarobkowaniem, nie zapomniałam, że sama pasja mnie nie wykarmi. Po
      prostu nie uważam, że pieniądze są najważniejsze. Ale są ważne i
      można sobie być idealistą, ale idealista też potrzebuje jeść i spać.
      Ja nie wcieliłam w życie żadnych jeżycjadowych ideałów, mam swoje
      ideały.
      Niebieskie kubki i kanapki to jeszcze nie ideały;)
      Można z pogardą patrzeć na programy typu "Gwizady klaszczą z
      Rubikiem", można uważać, że pieniądze nie są w życiu najważniejsze,
      ale jednak w piramidzie potrzeb Maslova to potrzeby fizjologiczne są
      na pierwszym miejscu. Nie da się zdrowo odżywiać dziecka tylko
      twarogiem i dżemem.
      • lezbobimbo Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 13:50
        marajka napisała:
        > ale nie zrobiłam tego z myślą, że jakoś to będzie, a
        > moje dzieci wykarmi mój mąż. Postanowiłam po prostu połączyć pasję z >
        zarobkowaniem, nie zapomniałam, że sama pasja mnie nie wykarmi.

        Dokladnie! Zgadzam sie 10000% :)
        Tej opcji "zarabiam na swej pasji", albo "zarabiam po prostu zwyczajnie i
        uczciwie po upadku PRL" jakos dziwnie ni mo w ideologii Borejków.

        Idusia zostaje skarcona za sprzedaz serduszek na straganie, Mamerciatka dostaja
        wcir za wynajmowanie, a potem jednak przychodzi koza do woza, czyli
        idealistyczna Mila musi sie "ponizyc" zarabiajac na sciuboleniu swetrów!
        A sam Ignac "pracuje" w idealnej symbiozie ze swa biblioteka, czyli jednak
        ponizyl sie zarabianiem? Podobniez Gaba koszaca kase na swej filologii (hehe)
        czy Grzes na kompach..

        Po > prostu nie uważam, że pieniądze są najważniejsze. Ale są ważne i > można
        sobie być idealistą, ale idealista też potrzebuje jeść i spać.> Ja nie wcieliłam
        w życie żadnych jeżycjadowych ideałów, mam swoje > ideały.> Niebieskie kubki i
        kanapki to jeszcze nie ideały;)
        > Można z pogardą patrzeć na programy typu "Gwizady klaszczą z
        > Rubikiem", można uważać, że pieniądze nie są w życiu najważniejsze,
        > ale jednak w piramidzie potrzeb Maslova to potrzeby fizjologiczne są > na
        pierwszym miejscu. Nie da się zdrowo odżywiać dziecka tylko
        > twarogiem i dżemem.

        Dokladnie tak, tak, jak najbardziej! :)
        Wpis wczesniej tez napisalam, ze od tego bezustannego dzemu i ciasta staliby sie
        banda snobów z cukrzyca..
        • dakota77 Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 14:21
          Otoz to, dziewczyny. Zgadzam sie z Lezbobimbo i Marajka.
          • jota-40 Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 16:10
            Hm. Wiecie, pamiętam, jak czytając KK wkurzyłam się na to przedstawienie
            Borejków - z jednej strony, jako cudownie nierozgarniętych, cudownie zaczytanych
            w swoich lekturach (to tam chyba ktoś spotkał Milę w kolejce, czytającą
            Majakowskiego?.. buhahaha) - a z drugiej strony dzieci Borejkowe rzucały się w
            gościach będąc na wszelkie ciasta, słodycze i czekolady. Nie wiem, dlaczego
            akurat to wstrząsnęło mną straszliwie - ja też dorastałam w kryzysie, a moi
            rodzice byli parą średnio przedsiębiorczych inteligentów, nie zarabiali za dużo,
            w dodatku mama nie przepadała za kuchnią, ale co i rusz były w domu jakieś
            ciastka, czekolada też się trafiała!... Zresztą sama zajęłam się wypiekami
            (wspierana jedynie przez "Kuchnię polską") w wieku lat jedenastu i doprawdy nie
            mogłam się dopatrzeć bohaterstwa w niezgrabnych poczynaniach dużo starszej
            Gabrysi...
            Z drugiej strony - podoba mi się ten brak nadęcia w podejmowaniu przelotnych
            gości (myślę tu już o późniejszych tomach) - często tak wpadam do znajomych i
            lubię spotkania przy herbacie - tyle, że zawsze tak miałam; nie zaczęło się to
            od Jeżycjady. To samo z czytaniem książek.
            Szkoda, że przy tej herbatce w kuchni Borejków nie omawia się najważniejszych
            spraw i problemów - albo omawia się je zbyt rzadko.
        • ready4freddy Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 04.11.08, 10:11
          lezbobimbo napisała:

          > Idusia zostaje skarcona za sprzedaz serduszek na straganie, Mamerciatka dostaja
          > wcir za wynajmowanie, a potem jednak przychodzi koza do woza, czyli
          > idealistyczna Mila musi sie "ponizyc" zarabiajac na sciuboleniu swetrów!
          > A sam Ignac "pracuje" w idealnej symbiozie ze swa biblioteka, czyli jednak
          > ponizyl sie zarabianiem? Podobniez Gaba koszaca kase na swej filologii (hehe)
          > czy Grzes na kompach..

          uhmmm... mieszacie tu, kolezanko, jablka z pomaranczami :) IMHO co do Idy na
          straganie, to chodzi raczej o niechec Bominkow do tej nowej profesji, wszak Ida
          zostaje - nie bojmy sie tego powiedziec - handlara z jarmasku, przekupa po
          prostu :))) pewnie zachryplym glosem wola "do mnie, ludzie, do mnie, komu, komu,
          bo ide do domu!" :) jaskrawo koliduje to z aspiracjami Murejkow, jak mniemam :)
          natomiast co do Mamerciatek, to sprawa jest zupelnie innego kalibru. one nie
          dostaja wcirow w ramach walki z prywatna inicjatywa ;) tylko w ramach kary za
          cos , co... [glosem Homera Simpsona] now, I am not a fancy big city lawyer,
          but... mie to wyglada na sklonienie kolezanki do niekorzystnego rozporzadzenia
          swoim majatkiem, ot co! normalnie oszukali babcie, tfu, wnuczke w piasku. i za
          to im sie sluszna kara nalezala, a teraz, dzieki temu, ze dostali surowa
          reprymende nie oszukuja na allegro, na ten przyklad :)))
    • onion68 Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 16:39
      Czyli z dotychczasowych wypowiedzi wynikałoby, że pod wpływem Jeżycjady nie
      zmieniły się nasze przyzwyczajenia i ideały, tylko nastąpiła ich pewna, hm,
      legitymizacja. Upewnienie się, że są słuszne.
      Dla mnie Jeżycjada była świeża szczególnie pod jednym względem: "świat" uważa na
      ogół, że tylko bogaci są cool ;-) Mnie pod wpływem Jeżycjady (zaznaczam, że to
      było ponad dwadzieścia lat temu) oświeciło, że można być biednym i cool ;-)
      • mamapodziomka Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 19:02
        Do mnie tez chyba najbardziej przemowilo to przeslanie, ze niekoniecznie trzeba
        byc bogatym, zeby miec przyjaciol i zeby w zyciu bylo oglnie fajnie. I jako
        nastolatka nad cala reszta zastanawialam sie niewiele, cool bylo cool, brak
        realizmu dotarl do mnie o wiele pozniej.

        I o ile jeszcze niemowlak tak do roku moze obyc sie bez wielu rzeczy i mozna
        sprawe zalatwic stosunkowo tanio i dobrze zarazem (o ile nie choruje oczywiscie)
        o tyle juz pozniej pojawiaja mi sie zgrzyty. Bo ja bym CHCIALA wierzyc w to, ze
        dziecko moze malo kosztowac i miec super szczesliwe dziecinstwo i ogolnie
        zapewnione wszystko co trzeba i git ;) Gorzej jednak, ze o ile nie sprawia mi
        trudnosci odmawianie kupna laleczki Barbie, to wykladam sie tlumaczac dziecku
        dlaczego nie stac nas na to, zeby uczyla sie grac na skrzypcach. No i staje na
        rzesach, zeby te kase skombinowac i robie sie zdecydowanie uncool ;)

        A z zupelnie innej beczki to mozna gosci nakarmic na bardzo szybko i bardzo
        niedorogo niekoniecznie karmiac ich kanapkami z dzemem (skad innad czasami czemu
        nie), ale to troche bardziej trzeba sie nazastanawiac ;) Z jednej strony
        nieskomplikowanie w zapraszaniu i w goszczeniu jest super i bardzo fajne, z
        drugiej strony czasami fajnie jest poczuc sie milo ugoszczonym, chocby ciastem z
        kaszki manny z wisniami (mniam, mniam) i rozmowa na powazniejsze, bardziej
        osobiste tematy...
        • szprota Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 19:22
          O, coś takiego chodziło mi po głowie:
          mamapodziomka napisała:
          ze niekoniecznie trzeba byc bogatym, zeby miec przyjaciol i zeby w zyciu bylo
          oglnie fajnie.

          Dodam, że na Jeżycjadę trafiłam w momencie, gdy już zaczęłam ciut kontestować
          priorytety rodziców (skądinąd bardzo rozsądne, jeśli chodzi o pieniądze, na
          zasadzie szczęścia może nie dają, ale mniej się trzeba nachodzić), a
          zaczęłam wchłaniać jakieś tam zachowania grupy odniesienia, z lekka
          zachłyśniętej raczkującym kapitalizmem, prosperity prywatnych inicjatyw i
          ciociami z Kanady. Będę się upierać, że takim młodziutkim osobom warto wpajać
          zdrowy stosunek do pieniędzy, złoty środek między zachłannym konsumpcjonizmem a
          Borejkowskim nonszalanckim minimalizmem, który zwłaszcza w ostatnich częściach,
          jako że znów mocno deklaratywny, silnie mnie irytuje (iii, co takie dziecko
          zje...
          - holy shit, nie mam dzieci i nie planuję, o hodowli oseska mam
          pojęcie więcej niż mgliste, ale jakoś mi się ochapia, że prócz jedzenia niemowlę
          przejawia jeszcze inne funkcje życiowe, też wiążące się z kosztami, a lekarz, a
          szczepionki, a ubranka, przecież takie małe rośnie w okamgnieniu!).
          • ananke666 Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 22:03
            Cytat(iii, co takie dziecko zje... - holy shit, nie mam dzieci i nie planuję, o hodowli oseska mam pojęcie więcej niż mgliste, ale jakoś mi się ochapia, że prócz jedzenia niemowlę przejawia jeszcze inne funkcje życiowe, też wiążące się z kosztami, a lekarz, a szczepionki, a ubranka, przecież takie małe rośnie w okamgnieniu!)

            Ano przejawia. Dla niezorientowanych - dziecko jest strasznym pożeraczem pieniędzy, o ile mamy chęci, aby miało godziwe warunki, nawet bez zawracania sobie głowy podgrzewaczami, sterylizatorami i tym podobnymi nieszczególnie potrzebnymi duperelami z przeproszeniem, które spokojnie można sobie odpuścić, co też uczyniłam. Niemniej ono potrzebuje łóżeczka, pościeli, fury ubranek, które ciągle trzeba dokupować, bo maluch rośnie ciesząc nasze serce i odchudzając portfel ;) środków do prania - wersja minimum - mydlane płatki, wersja normalna - proszek dla dzieci i płyn zmiękczający dla dzieci (na szczęście po jakimś czasie można się przestawić na normalne), pieluszki jednorazowe albo kupa tetry (dochodzi koszt prania i prasowania oraz zużycie czasu), fura pierdół typu buteleczki ze smoczkiem, termometrzyk, plastikowe kubeczki, łyżeczki i inne bzdeciki (no chyba że ktoś lubi, kiedy dziecko w szale żerowanie tłucze zastawę), szczepionki lepsze (skojarzone) są płatne, nie oszukujmy się - niemal każde dziecko na coś zachoruje - od banalnego przeziębienia począwszy, więc leki też będą potrzebne, nie każda matka może długo karmić piersią - więc mleko modyfikowane - jakieś pięć dych za kilo, nooo niby można dziecko karmić krowim, niemniej wychodziłam z założenia, że urodziłam małego człowieka, a nie cielaka... kocyk, śpiworek do wózka w zimną pogodę, kosmetyki do mycia i pielęgnacji całościowej i że tak powiem - fragmentarycznej (tyłek), nocniczek, szczoteczka do zębów i włosów, fotelik do samochodu, o ile ów posiadamy, i setka innych rzeczy, które w tej chwili wyleciały mi do głowy. Plus oczywiście żarcie. Gwarantuję - dziecko kosztuje. Dziecko kłopotliwe, czyli np. chorowite albo z alergią, kosztuje odpowiednio więcej. A na dziecku trudno oszczędzać. Da się w pewnym stopniu, załatwiając niektóre rzeczy w tańszych hurtowniach i używane, ale na wszystkim po prostu się nie da. Serce zabroni.
            • ananke666 Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 22:07
              Jezus Maria, dopiero teraz rzuciłam okiem na własne brednie. Wyleciało mi z głowy, w szale żerowania, a znaki przestankowe dzielące zdania zagubiłam chyba we mgle za oknem.
              • mamapodziomka Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 03.11.08, 11:19
                A ja sie bede nawet upierac, ze pierwszy rok to pikus w przypadku Pyzuni, ktora
                mieszkala w domu rodzinnym (vide nic nowego do gospodarstwa dokupowac nie
                musiala), gdzie w rodzinie dzieci kupa byla i pewnie wszystko po siostrzencach i
                siostrzenicach dostac mogla (bo te pierwsze ubranka, zabawki, lozeczke i inne
                duperele spokojnie ladnych kilkoro dzieci obskocza). Nawet jak lekko zaplamione
                marchewka, to takiemu malenstwu niekoniecznie to przeszkadza ;) Jak sie piersia
                karmi, to tez moze byc calkiem niedrogo.

                I nawet sie bede upierac, ze w dosc licznym domu, z odciazona od obowiazkow
                wyluzowana i pogodna mama, moze sie takie niemowle rozwijac super (zakladajac
                oczywiscie brak problemow medycznych - ale i tu ciocia-babcia Ida pod reka).

                Pytanie brzmi co potem? Bo nastolatki takie gupie som, ze nie chca nosic
                zaplamionych ubranek po kuzynostwie. Czasem chca sie czegos pouczyc, wyjechac,
                czasem miec cos na wlasnosc... I niech to nawet beda ksiazki, ale one tez
                kosztuja krocie. Tak samo jak muzea, mikroskop, dobre kredki czy farby.

                Bo odrzucamy dobra materialne, te paskudne i OK. Ale co jak ci mlodziez wyskoczy
                ze szczerymi checiami, zeby sie w jakims kierunku ksztalcic? Powiesz, sorry
                Winnetou, grac na pianinie nie bedziesz, bo my sie kasa brzydzimy? Moze za
                bardzo po sobie oceniam, ale z dziecinstwa i mlodosci (skadinnad zupelnie
                normalnej) pamietam nie to, ze mnie nie bylo stac na jakies Barbie czy swietne
                dzinsy, tylko to, ze nie moglam czegos sie tam nauczyc, na cos zapisac, czegos
                sprobowac.
                • dakota77 Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 03.11.08, 11:25
                  Nie tylko nastolatki, takie przedszkolaki czy dzieci z podstawowki tez chca miec
                  i moc robic to co inne dzieci- miec rowery, komputery, wyjezdzac na fajne
                  wakacje, nosic takie ciuchy jak w reklamach itp. I oczywiscie wiele z tych
                  rzeczy mozna dziecku wyperswadowac, ale tak piszesz ciezko dziecku odmowic
                  edukacji czy mozliwosci rozwijania zdolnosci.
                • ananke666 Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 03.11.08, 11:41
                  A fakt, zapomniałam o licznym kuzynostwie i odruchowo przypasowałam własną sytuację. Niemniej pewnych kosztów się i tak nie przeskoczy, np. jedzenia, prania, siusiania, a póżniej przedszkola i szkoły.
                  • the_dzidka Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 03.11.08, 13:53
                    Liczne kuzynostwo licznym kuzynostwem - i tak mamy tu do czynienia z
                    idiotyzmem pt. wprawdzie jest w domu masa wózków po dzieciach, ale
                    małej Mili kupiliśmy nowy, bo tak przyjemnie kupować cos nowego dla
                    nowego dzidziusia.
                    • lezbobimbo Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 03.11.08, 14:00
                      the_dzidka napisała:
                      > Liczne kuzynostwo licznym kuzynostwem - i tak mamy tu do czynienia
                      >z idiotyzmem pt. wprawdzie jest w domu masa wózków po dzieciach,
                      >ale małej Mili kupiliśmy nowy, bo tak przyjemnie kupować cos
                      >nowego dla nowego dzidziusia.

                      Czyli rzeczywiscie Pyza nie musi ani pracowac ani martwic sie o wikt
                      i opierunek dla niemowlecia. Cala rodzina sie z przyjemnoscia
                      przylozy do wszystkich wydatków az do 18 urodzin Mili ;)

                      Wlasnie, czemu Mila nie wozi sie w musztardowym po Józinku? Czy w
                      chuscie na Pyzie, co to taka chusta kosztuje... :P

                      • iwoniaw E no, dajcie spokój z musztardowym wózkiem 03.11.08, 16:30
                        Józinek wszakże odziedziczył pojazd po ciotce Patrycji jeszcze, czyli dzięki
                        Bogu sprzęt ów, wyraźnie vintage ;-), liczyłby sobie około 40 wiosen...
                        Dziwię się swoją drogą, że wózek ów przeżył tyle dzieci, a przede wszystkim, że
                        był tak długo przechowywany przez Borejków - w końcu mają takie tabuny dzietnych
                        znajomych; że też go już dawno nie oddali komuś w potrzebie? No jak słowo daję,
                        moje dzieci są małe, ale jakoś nie widzę opcji, że przechowuję te wszystkie
                        wózki i wanienki, by moje prawnuki za pół wieku z nich korzystały...

                        > chuscie na Pyzie, co to taka chusta kosztuje... :P

                        Dobra nowa chusta kosztować potrafi więcej niż używany wózek na allegro ;-)
                        • dakota77 Re: E no, dajcie spokój z musztardowym wózkiem 03.11.08, 16:33
                          A tak swoja droga, z calym szacunkiem dla staroci i sentymentow, ja na miejscu
                          Idy wolalabym kupic sobie jednak nowoczesny wozek, taki ktory moze sluzyc jako
                          wozek kilku typow, a jeszcze mozna z niego wyjac nosidelko:-)
                • sir.vimes Nastolatki??? Pięciolatki 04.11.08, 09:38
                  Pięciolatki już mogą nie cieszyć się niedopasowanym kompletem do badmintona ,
                  drewnianym, po Gabrieli, starą piłką po kuzynach, zdekompletowanymi klockami
                  sprzed 20 lat, wrotkami po ciotkach koślawiącymi stopy,
                  rowerkiem...wróć..rowerek jak najbardziej ujdzie.

                  Ale już kredki, bloki, farby, plastelina, modelina, papier kolorowy do cięcia,
                  pędzelki, kleje, ozdóbki do prac plastycznych (brokaty itp), glina, masa solna,
                  pastele, kreda do chodnika, krepina, brystol itp - no, używane po ciotkach i
                  kuzynach raczej być nie mogą... Oczywiście można powiedzieć , że wystarczy to co
                  w przedszkolu - ale najpierw trzeba do przedszkola chodzić i za nie płacić, a po
                  drugie wcale nie wystarczy.
                  Przerób materiałów plastycznym u mnie w domu przy pięciolatce - wynosił chyba
                  coś około 120 zł (z psuciem nożyczek, gubieniem pędzli, tworzeniem dzieła
                  wymagającego całego opakowania farb naraz itp), może więcej, na pewno nie mniej.

                  Ponadto - teatr (oprócz spektakli za 5 zet w domach kultury odbywających się
                  często bladym świtem niedzielnym - np. o 10.00!! ;)), muzeum, wycieczki (nawet
                  wycieczka ze Śródmieście do Falenicy czy Świdra jakoś nie jest za darmo),
                  książki samochodowo-pociągowe dla dzieci (krzyżówki, rebusy, łamigłówki - około
                  5zł za sztukę, w czasie podróży z Warszawy nad morze spokojnie zużywa się dwie -
                  oczywiście taniej jest po prostu kazać dziecku spokojnie siedzieć i 6 godzin
                  grzecznie patrzeć w okno), strój na przedszkolna maskaradę (nawet firanka z
                  której suknię można zrobić kosztuje), wyjście na basen tez nie za darmo, butów,
                  z których dzieci wyrastają po chwili też jakoś nikt nie rozdaje na ulicy...

                  Dobra, wiadomo. Ale sugestie, że małe dziecko nie kosztuje po prostu mnie
                  irytują. Kosztuje i to słono - zgadzam się, że najmniej w pierwszym roku życia.
                  O ile nie ma specjalnej diety i jest zdrowe.



                  > Pytanie brzmi co potem? Bo nastolatki takie gupie som, ze nie chca nosic
                  > zaplamionych ubranek po kuzynostwie. Czasem chca sie czegos pouczyc, wyjechac,
                  > czasem miec cos na wlasnosc... I niech to nawet beda ksiazki, ale one tez
                  > kosztuja krocie. Tak samo jak muzea, mikroskop, dobre kredki czy farby.
    • lakasha Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 18:20
      Ale tu nie chodzi o Borejkowanie sie na całego....ja jestem inna niz
      Oni:)cholerny nerwus, ale zobaczcie wrócę do tego zurku Patrycji:), ale miał kto
      jej popilnowac Ani,albo podrzucić pzrez Idę dzieci do babci, a mi dupa nie ma
      kto,a chciałabym tak miec jak one.Kupiłam Senekę czytam mądrebardzo mądre, ale
      miałam ochote dac mi do gryzienia jak mój synek dawał mi popalić z ząbkowaniem
      lub w jednej takiej sytuacji:)TYle że zdarza mi sie wsunąć nogą sweter pod łóżko
      i zapomniec poodkurzać bo wolałam pójśc spać......dlatego napisałam że jest to
      niezwykła rodzina bo za idealna.Ale fakt przyznaje ze nieraz bezwstydnie chowają
      głowe w piasek.
      • lakasha i jeszcze jedno........... 02.11.08, 18:26
        sparwa pieniędzy sa waznei nikt mi nie wmówi ze jest inaczej a ten kto tak mówi
        to chyba ma za dużo.Jeszcze jedno.Gabrysia chyba jest moim zdaniem
        przeidealizowana jak cholera , ale chciałabym miec taką siostrę...ot i juz.
        • dakota77 Re: i jeszcze jedno........... 02.11.08, 18:30
          A kto mowi, ze pieniadze nie sa wazne? My na pewno nie, za to Borejkowie lubia
          udawac, ze cos tak trywialnego jak kasa nie ma zadnego znaczenia.
          • mama_kotula Re: i jeszcze jedno........... 02.11.08, 18:33
            dakota77 napisała:

            My na pewno nie, za to Borejkowie lubia
            udawac, ze cos tak trywialnego jak kasa nie ma zadnego znaczenia.


            O, o to to. Jak to było, w kontekście ciąży Pyzy?
            wózek jest, wykarmimy ją kaszką na mleku i ani się obejrzysz...?

            Nie pamiętam dokładnie, ale ten fragment nieodmiennie przyprawia mnie o wystąpienie hektolitrów piany na ustach.
            • dakota77 Re: i jeszcze jedno........... 02.11.08, 18:35
              Mnie tez, bo o ile rozumiem chec pomocy bliskim, to nie podoba mi sie promowanie
              wyuczonej bezradnosci. Pyza i Frycekl sa mlodzi i zdrowi, trzeba im pomoc stanac
              na nogi, ale nie robic za nich wszystkiego.
              • mama_kotula Re: i jeszcze jedno........... 02.11.08, 18:39
                To jedno. A poza tym sugeruje, że hodowla niemowlęcia (i starszego dziecka) to
                groszowe sprawy, nie wymagające większej logistyki finansowej. W końcu kaszka w
                każdym spożywczym i grosze kosztuje :/

                Świetny wzorzec dla nastolatek ;)
                • dakota77 Re: i jeszcze jedno........... 02.11.08, 18:48
                  Taa. W czolowce Simpsownow jest taki fragment, kiedy ich najmlodsza corka jest
                  przesuwana przed czytnikiem na kase sklepowej. Na kasie wyswietla sie kwota
                  praiwe 850 dolarow, co w czasach, gdy powstawal serial, bylo przecietna
                  miesieczna kwota wydawana na utrzymanie niemowlaka. Mile, nie ma co. To tak przy
                  okazji:-)
                • melmire Re: i jeszcze jedno........... 02.11.08, 19:04
                  Ohh, ja tez piany na ustach dostalam na widok tekstu (bodajze) "my wiemy, ze
                  ciaza to nie problem". Ciaza mlodej dziewczyny, bez wyksztalcenia, bez pieniedzy
                  , bez pracy, z ojcem dziecka ktory sie zmyl...no nie, zaden problem. No kurna,
                  ja mam "problem" z logistycznym i finansowym opanowanien nowego kota (co bedzie
                  jadl, gdzie, kiedy i za co do weta itp) a ty prosze, ciaza i dziecko nie problem.
                  Pierwszy raz wtedy pomyslam ze w sumie Borejkowie, mimo Seneki i cytatow coraz
                  bardziej zblizaja sie do opisow rodzin "patologicznych" - tabun ludzi w
                  mieszkaniu, kanapki z dzemem i podejscie "dal bog dzieci, da i na dzieci".
                  • dakota77 Re: i jeszcze jedno........... 02.11.08, 19:06
                    Dla mnie dawno sie zblizyli, powiem brutalnie szczerze. I o ile taka rodzina-
                    biedna i z tabunem dzieci wcale nie musi byc patologiczna w gruncie rzeczy, to u
                    Borejkow mozna sie dopatrzec patologii w warstwie relacji i emocji.
                    • melmire Re: i jeszcze jedno........... 02.11.08, 19:10
                      Nie no,wiem ze dawno sie zblizyli, ale ta ich reakcja mnie dobila. Przedstawione
                      toto jako bohaterstwo, z Pyza z raczka na ciazowym brzuchu ,wpatrujaca sie z
                      lagodnym usmiechem w zamglony zyciowy horyzont, w ja czuje jakies takie bierne
                      plyniecie z pradem.
                      • dakota77 Re: i jeszcze jedno........... 02.11.08, 19:24
                        Ja wciaz nie moge pojac, czemu Pyza, zdrowa i kwitnaca w ciazy, nie mogla
                        chodzic na uczelnie. I na czym polegalo to bohaterstwo nieroba:-)
                        • mama_kotula Re: i jeszcze jedno........... 02.11.08, 19:27
                          dakota77 napisała:

                          > Ja wciaz nie moge pojac, czemu Pyza, zdrowa i kwitnaca w ciazy, nie mogla
                          chodzic na uczelnie. I na czym polegalo to bohaterstwo nieroba:-)

                          Brutalnie rzecz ujmując - zapewne na tym, że się nie wyskrobała ani nie
                          pomyślała o porzuceniu dzieciny nowonarodzonej pod płotem plebanii.
                          • dakota77 Re: i jeszcze jedno........... 02.11.08, 19:30
                            No ale u Borejkow nie bylo alternatywy, wiec gdzie tu bohaterstwo, skoro
                            zachowanie przewidywalne i zgodnie z oczekiwaniami? Do tego inne kobiety koncza
                            szkoly, pracuja, i jakos nie uwazaja ani urodzenia dziecka, ani tego co dla
                            niego robia za bohaterstwo.
                • tygrys2112 Re: i jeszcze jedno........... 03.11.08, 00:18
                  Poza tym dziecko trzeba ubrać - a to są naprawdę wydatki, bo dziecko
                  rośnie szybko i rzeczy przestają być odpowiedniego rozmiaru.
      • mama_kotula Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 18:27
        Cytat
        ale miał kto jej popilnowac Ani,albo podrzucić pzrez Idę dzieci do babci, a mi
        dupa nie ma kto, a chciałabym tak miec jak one


        Aaaa i wiadomo, co boli. Zmęczenie materiału li i jedynie.
        Tylko, że nie dorabiałabym do tego borejkowskiej ideologii.

        Poza tym, jak mam być szczera, u Borejków jest przegięcie w drugą stronę -
        "podrzucanie" jest notoryczne, w dodatku bez pytania o zgodę osoby, której się
        podrzuca. I to mi się akurat nie podoba.
        • dakota77 Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 18:29
          Zwlaszcza ze jak widac po Ignacy Grzegorzu wplyw dziadkow na wnuki nie nalezy do
          pozytywnych-)
          • mama_kotula Dakota, OT 02.11.08, 18:31
            Wrzuciłam do begoniowo-trupkowego wątku pozostałe części przeróbki "Płomienia miłości" ;)
            • dakota77 Re: Dakota, OT 02.11.08, 18:32
              Widzialam, widzialam, poplakalam sie prawie ze smiechu:-). Cudownie to piszesz.
              • lakasha na etapie hodowania... 02.11.08, 18:53
                neimowlęcia, wręcz zasmiewam sie z prostoty tego jeżycowego:)ja przeciwnie nie
                wykarmiałam kaszką na mleku tylko piersią i co tu tańsze w hodowli
                hahahahhahahaaha nie żartuję ok:)))))
                a pieniądze borejkowie traktują jak niepotrzebny dodatek, ja jestem bardziej
                zmaterializowana....wolę jak są:)
                A fioletowy kocham i szafa i podoga pieknie wyglada a dodam kurka mać ze mam i
                rolety fioletowe a co!:))))))))
                • mama_kotula Re: na etapie hodowania... 02.11.08, 18:58
                  Nie bardzo cię zrozumiałam - to w końcu żartujesz, czy nie, z tym "tańszym
                  kosztem" wykarmienia dziecka za pomocą piersi mlecznej?

                  Bo mam porównanie - jedno karmione naturalnie, drugie nie, koszty porównywalne.
                  Właściwie oszczędzałam tylko na ubrankach, bo miałam po pierwszym - a i tak nie
                  wszystkie.

                  To urocze, że kochasz fioletowy.
                  Ja kocham niebieski. Papieski taki :>
                • dakota77 Re: na etapie hodowania... 02.11.08, 18:59
                  Ale oprocz jedzenia sa inne wydatki- ubrania, wozek, lekarze,sczepienia. Ja tez
                  kocham fioletowy, ale nie wiaze tego z Borejkami. Super, ze masz fioletowa szafe
                  i niebieskie kubki, ale to nie sa idealy przejete od Borejkow, a o tym chcialas
                  z nami pogadac przeciez:-)
                  • lakasha ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 19:53
                    oczywiście, ze o tym dakota:)
                    Tylko widzisz te "moje" Borejkowskie ideały to TEŻ moje gusta,
                    przemyslenia.Podobne a czesem tak różne jak cholera.Marszczę czoło z
                    niedowierzaniem nad niektórymi sytuacjami np. ciązy Pyzy oooo mi tak łatwo by
                    nie poszło:)fakt, faktem wszystko konczy sie dobrze,ale wiele,wiele innych
                    wzbudza we mnie zmarchę na czole:)
                    Karmienie piersią jest oszczędne , ale ja chciałam karmic synka(nadal karmie) i
                    nijka tu ma cena bebika do tej decyzji.Na ciuszkach tez nie oszczedzałam tylko
                    kupowałam za dużo.....jestem rozrzutna i z miasta zawsze wracam z czymś dla
                    synka , a tym bardziej przynajmniej raz na 2 tygodnie z ksiązką.Ot takie ideały
                    borejkowskie jak do mnie niektóre kurde podobne.
                    • dakota77 Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 19:55
                      Hmm, mam jdnak wrazenie, ze mamy tu pewne problemy ze slownikowa definicja slowa
                      "idealy".
                      • jottka Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:02
                        dakota, z dobrego serca - odradzam:)
                        • dakota77 Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:04
                          No dobra, dobra, juz sobie stad na razie ide, zostawiajac was z idealami w
                          postaci dzemu i kubkow:-). Co kto lubi;-P
                          • mama_kotula Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:06
                            dakota77 napisała:

                            No dobra, dobra, juz sobie stad na razie ide, zostawiajac was z idealami w postaci dzemu i kubkow:-). Co kto lubi;-P


                            Ba. Ja uważam, że mój kubek jest idealny. Ma kształt idealnego okręgu jak sie z góry nań spojrzy.
                            • dakota77 Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:08
                              Ale twoje zyciowe idealy sprowadzaja sie do posiadania niebieskiego kubka?;-).
                              No dobra, zostawie was na chwile, bo jottka bedzie krzyczec.
                              • mama_kotula Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:10
                                dakota77 napisała:

                                Ale twoje zyciowe idealy sprowadzaja sie do posiadania niebieskiego kubka?;-).


                                Uważam, że bez niebieskiego kubka moje życie byłoby niepełne.
                            • tygrys2112 Re: ideały....karmienie piersią.... 03.11.08, 00:23
                              Po Twoim poście przypomniał mi się wiersz Mirona:

                              Szare eminencje zachwytu

                              Jakże się cieszę,
                              że jesteś niebem i kalejdoskopem,
                              że masz tyle sztucznych gwiazd,
                              że tak świecisz w monstrancji jasności,
                              gdy podnieść twoje wydrążone
                              pół-globu
                              dokoła oczu,
                              pod powietrze.
                              Jakżeś nieprzecedzona w bogactwie,
                              łyżko durszlakowa!

                              Piec też jest piękny:
                              ma kafle i szpary,
                              może być siwy,
                              srebrny,
                              szary — aż senny...
                              a szczególnie kiedy
                              tasuje błyski
                              albo gdy zachodzi
                              i całym rytmem swych niedokładności
                              w dzwonach palonych
                              polanych biało
                              wpływa w żywioły
                              obleczeń monumentalnych.



                              [Garw(olin), 18 lutego 1954]

                          • szprota Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:08
                            Eno, zapomniałaś o fiolecie :P
                            • jottka Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:10
                              fiolet będzie krzyczał tak jak ja?:)

                              a w ogóle to mnie co innego zastanawia - dlaczego oni zawsze tę herbatę w
                              kubkach piją? to znaczy rozumiem, czasem tak wygodniej itepe, ale jednakowoż
                              herbata w filiżance też istnieje na świecie..
                              • dakota77 Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:11
                                No ja np. pije herbate tylko z kubka, filizanka jest za mala:-). Ale moja mama
                                nie lubi, jak sie jej w kubku proponuje, i ma do mnie zal, ze nie mam filizanek:-)
                                • szprota Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:17
                                  Moja też jest filiżankowa. Nawet ostatnio dostała ode mnie i taty przepiękną
                                  filiżankę w, z przeproszeniem, pawie i nabożnie spija z niej zieloną herbatę.
                                  Ja osobiście preferuję kubasa półlitrowego. I tak, gorąca herbata z takiego
                                  kubka jest niebezpiecznie blisko ideału :P
                                  • filifionka-listopadowa Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 22:39
                                    Moja co prawda jest szklankowa (i tylko z cieniutkiego szkła) ale też nie
                                    potrafi pojąc miłości do kubków.
                                    • ready4freddy Re: ideały....karmienie piersią.... 04.11.08, 15:13
                                      filifionka-listopadowa napisała:

                                      > Moja co prawda jest szklankowa (i tylko z cieniutkiego szkła) ale też nie
                                      > potrafi pojąc miłości do kubków.

                                      z kubka sie dobrze pije, mnie przynajmniej :) ale tez lubie w szklance, tylko
                                      nie mozna sie do tego przyznawac na forumach (nie na naszym, tylko ogolnie), bo
                                      okrzykna rosyjskim (co bardziej ortodoksyjni: sowieckim) agentem :)
                              • mama_kotula Herbata w filiżance 02.11.08, 20:14
                                Filiżanka jest zbyt wysublimowana, za mało przaśna, aby mogła być synonimem ciepła borejkowskiego. Filiżanka może niebezpiecznie skojarzyć się z odgiętym paluszkiem i ą ę.


                                Ja osobiście uważam, że filiżanka jest za mała. Chyba, że ma pojemność 0,5 litra.
                                A najbardziej kocham czarki do herbaty. Japońskie takie.
                                • jottka Re: Herbata w filiżance 02.11.08, 20:20
                                  mama_kotula napisała:

                                  > Filiżanka jest zbyt wysublimowana, za mało przaśna, aby mogła być synonimem
                                  ciepła borejkowskiego. Filiżanka może niebezpiecznie skojarzyć się z odgiętym
                                  paluszkiem i ą ę.


                                  aha. znaczy rodzina zmarnowała mi życie:(


                                  > Ja osobiście uważam, że filiżanka jest za mała. Chyba, że ma pojemność 0,5
                                  litra. A najbardziej kocham czarki do herbaty. Japońskie takie.


                                  teoretycznie rozumiem, bo znam takich:) ale powiedzcie mi jeszcze, wam herbata w
                                  dużych filiżankach nie stygnie? bo zasadniczo herbatę piję, odpalając jedną od
                                  drugiej, że tak powiem, ale nie zrobię jej od razu w wielkim kubku, bo zanim go
                                  wychłepczę, to ona już nie będzie gorąca:( co najwyżej ciepła, nie mówiąc o
                                  takim horrorze jak letnie herbata:((
                                  • dakota77 Re: Herbata w filiżance 02.11.08, 20:22
                                    Nie, ja pochlaniam herbate w takim tempie, ze nie zdazy wystygnac:-). A kubek
                                    mam normalnych rozmiarow kubkowych, nie politrowy.
                                    • jottka Re: Herbata w filiżance 02.11.08, 20:28
                                      no ja teoretycznie też, ale ja jej jednakowoż nie piję od razu całej, więc może
                                      to o to chodzi. znaczy metoda wychłeptywania po trosze preferuje filiżanki, a
                                      metoda wytrąbienia całej na raz kubki:)

                                      a kawa wew czym?:)
                                      • dakota77 Re: Herbata w filiżance 02.11.08, 20:31
                                        W takim samym kubku:-)
                                      • szprota Re: Herbata w filiżance 02.11.08, 20:36
                                        Mam takie trzy kubeczki w mocno zezowate koty, które głównie służą do kawy.
                                        Generalnie też w kubku. Tylko mniejszym.
                                        • laura-gomez Re: Herbata w filiżance 04.11.08, 14:42
                                          Kawę to ja jeszcze w filiżance wypiję (zwłaszcza w niedziele, taką z ekspresu, co by było "odświętnie";)), ale herbaty nigdy - mam do niej swój ulubiony, bo własny kubek, którym z nikim się nie dzielę :)
                                    • szprota Re: Herbata w filiżance 02.11.08, 20:29
                                      Ja mam półlitrowy. Ale mnie nie przeszkadza, gdy herbata mi wystygnie. A jak mi
                                      specjalnie zależy na gorącej, to przepraszam się z moim kubkiem termicznym,
                                      zwanym czule Polikarpem.
                                  • mama_kotula Re: Herbata w filiżance 02.11.08, 20:33
                                    Cytat
                                    wam herbata w dużych filiżankach nie stygnie?


                                    Nie stygnie nam. Bo macie podgrzewacz na USB ;)
                                  • anna_raflej Re: Herbata w filiżance 16.10.13, 09:03
                                    Na rocznicę ślubu dostaliśmy z mężem zestaw filiżanek z Termisilu. Są bardzo gustowne i eleganckie a spożywanie z nich gorącej herbaty czy kawy to czysta przyjemność.
                                • filifionka-listopadowa Re: Herbata w filiżance 03.11.08, 09:37
                                  Pozwolę sobie użyć tego fragmentu o filiżankach. Rozwalił mnie!
                                • lezbobimbo Re: Herbata w filiżance 03.11.08, 10:00
                                  mama_kotula napisała:
                                  > Filiżanka jest zbyt wysublimowana, za mało przaśna, aby mogła być
                                  >synonimem ciepła borejkowskiego. Filiżanka może niebezpiecznie
                                  >skojarzyć się z odgiętym paluszkiem i ą ę.

                                  Ach i jakimis Lisieckim dobrym wychowaniem przy stole! ;)
                                  Tylko dlaczego krasnal z kubka Ignaca jest dobry a ten trawnikowy od
                                  sasiada Przeszczepa jest be? :O

                                  > Ja osobiście uważam, że filiżanka jest za mała. Chyba, że ma
                                  pojemność 0,5 litr>a.
                                  > A najbardziej kocham czarki do herbaty. Japońskie takie.

                                  Paradoksalnie uwazam, ze zwykle kubki sa za male i za szybko przez
                                  to stygna (mniejsza powierzchnia).
                                  I tez mi wszystkiego za malo, wiec mam filizanke 0,4 litra (to nie
                                  wiadro, ma bowiem uszysko tylko z jednej strony) albo pije z
                                  wielkiej szklanki o podobnej pojemnosci (0,4 - 0,5 litra).
                                  Wieksze dluzej cieplejsze :)

                                  Nie znam sie na czarkach japonskich, ale bardzo lubie takie male,
                                  czarkopodobne szklaneczki tureckie na ich wielogodzinna siekiere
                                  albo mietowa, obie w sam raz na trawienie ciezkawych falafli,
                                  szawarm, kebabów itp. :)
                                  • mama_kotula Re: Herbata w filiżance 03.11.08, 10:15
                                    Cytat
                                    Paradoksalnie uwazam, ze zwykle kubki sa za male i za szybko przez
                                    to stygna (mniejsza powierzchnia).


                                    A nie nie nie.
                                    Trzeba by było obliczyć powierzchnię względną.
                                    Duży kubek - znaczy, o większej średnicy, ma większą powierzchnię parowania, zarazem większą powierzchnię przez którą oddaje ciepło bezpośrednio do atmosfery. Powierzchnia herbaty przylegająca do ścianek jest imho porównywalna.
                                    A zresztą zaraz zobaczę.

                                    ***
                                    długa chwila wypełniona pomiarami i obliczeniami
                                    ***

                                    Kubek przeciętny mój - 300ml:
                                    - powierzchnia parowania górna - 28 cm2
                                    - powierzchnia przylegająca do ścianek - 216 cm2
                                    Kubełek półlitrowy duży - 500ml:
                                    - powierzchnia parowania górna - 78 cm2
                                    - powierzchnia przylegająca do ścianek - 282 cm2

                                    No więc jeśli założyć, że jednak przez ścianki wymiana ciepła następuje wolniej (ano, bo jest dwustronna), to szybciej będzie oddawać ciepło herbata w kubełku o większej średnicy.

                                    Zaraz wzorów poszukam na to jakichś, o.
                                    • lezbobimbo Re: Herbata w filiżance 03.11.08, 11:08
                                      Ooo jestes Mythbuster, brawo!

                                      Teoretycznie owszem wieksze kubly paruja szybciej, ale jakos mi sie
                                      wydaje ympyrycznie, ze jak jest wiecej wrzatku naraz, to on stygnie
                                      nieco dluzej od mniejszej ilosci :)
                                      Masz moze jakis wzór entropii wrzatku zaleznie od ilosci? :)

                                      Albo po prostu tak nie lubie pic z malych kubków, ze o nich
                                      zapominam i potem znajduje wystygniete, hi hi hi

                                      Btw. kiedys tez mialam fioletowa podloge, czy juz jestem idealem? ;)
                                    • ananke666 Re: Herbata w filiżance 03.11.08, 11:33
                                      Ale im mniejsze ciało, tym powierzchnia w stosunku do objętości. Dlatego np. malutkie organizmy nie potrzebują płucek ni paszczy, żrąc i oddychając powierzchnią ciałeczka li i jedynie.
                                      Czyli w pierwszym przypadku otrzymamy 1,25 ml/cm2, a w drugim ciepło jednym centymetrem kwadratowym powierzchni będzie oddawać 1,38 ml, czyli w większym kubku powinno stygnąć wolniej.
                                      Należy przy tym uwzględnić kształt naczynia. Im większa powierzchnia styku z powietrzem, tym stygnie szybciej, jednakże, ponieważ ścianki naczynia nie są wykonane z dostatecznie izolujących materiałów i również oddają ciepło, należy dążyć do uzyskania kształtu cieczy w formie bryły o możliwie dużym promieniu, ponieważ im bliżej środka, tym rozgrzane ciało lepiej zachowuje ciepło. Optymalnym wyjściem jest naczynie w kształcie bryły foremnej, najlepiej kuli, o możliwie niewielkim otworze górnym.
                                      Czy to nie ładny zestaw przemądrzałych bzdur? To pisałam ja, która niejedną pałkę z fizyki zarwała, a o rozwiązywaniu zadań bladego pojęcia nie miała.
                                      • mama_kotula Re: Herbata w filiżance 03.11.08, 11:51
                                        Noo. Więc generalnie wychodzi na to, że trzeba uwzględnić bardzo wiele czynników, określić kilka przynajmniej współczynników.
                                        Bo z kolei nie da się teraz stwierdzić, w jakiej relacji jest oddawanie ciepła do powietrza (czyli przez górny wylot kubła) z wymianą ciepła z kubłem. Może się bowiem okazać, że uchodzenie ciepła górą jest relatywnie o wiele większe (rzędu np. dziesięciu razy) niż wymiana ciepła przez ścianki. I wtedy o kant d. rozbić rozważania o żabce oddychającej skórą, bo cała skóra żabki jest otoczona tym samym otoczeniem.
                                        Trzeba uwzględniać też zmiany temperatury głównego nurtu cieczy no i tę objętość.

                                        Reasumując - bez podgrzewacza do kubka przyłączanego do komputera łączem USB twoje życie będzie wypełnione chłodem i goryczą smaku letniej herbatki. Amen.
                                        • lezbobimbo Re: Herbata w filiżance 03.11.08, 11:57
                                          Ale czy na przyklad duza bryla cieczy nie zachowa ciepla dluzej
                                          wewnatrz siebie, niz ta mniejsza?

                                          Nie ma sily, musimy wystapic o jakis rzadowy czy uniwersytecki grant
                                          na badania stygniecia herbaty, ewentualnie wyzszosci picia z wiadra
                                          nad piciem z tyci kubeczka ;) Mozemy uzasadnic, ze prorodzinnie, w
                                          celu promieniowania cieplem :)
                                          • ananke666 Re: Herbata w filiżance 03.11.08, 12:06
                                            > Ale czy na przyklad duza bryla cieczy nie zachowa ciepla dluzej
                                            > wewnatrz siebie, niz ta mniejsza?

                                            Duża bryła herbaty na 100% dłużej zachowa ciepło. Im większa, tym dłużej zachowa.
                                          • idomeneo Re: Herbata w filiżance 03.11.08, 23:47
                                            Cytatlezbobimbo napisała:

                                            Nie ma sily, musimy wystapic o jakis rzadowy czy uniwersytecki grant na badania
                                            stygniecia herbaty, ewentualnie wyzszosci picia z wiadra nad piciem z tyci
                                            kubeczka


                                            IgNobel murowany.
                                        • ready4freddy Re: Herbata w filiżance 04.11.08, 17:02
                                          mama_kotula napisała:
                                          >Może się bowiem okazać, że uchodzenie ciepła górą jest relatywnie o >wiele
                                          większe (rzędu np. dziesięciu razy)

                                          raczej na pewno jest wieksze, niejasno mi sie kolacze, ze wymiana konwekcyjna
                                          jest wydajniejsza od przewodzenia, tym bardziej, ze przewodzenie mamy tutaj na
                                          styku herbata-kubek i kubek-powietrze. kubki zwykle robi sie z ceramiki, ktora
                                          bedac materialem porowatym jest dobrym izolatorem, wiec moze i wiecej, niz
                                          dziesiec...

                                          zrobta sobie herbaty imbirowej od Wietnamczykow ze straganu na stadionie
                                          X-lecia, ona sie robi z kazda chwila coraz bardziej goraca, zamiast stygnac :)
                                          • mmoni Re: Herbata w filiżance 04.11.08, 17:16
                                            tako rzecze ready4freddy" zrobta sobie herbaty imbirowej od Wietnamczykow ze straganu na stadionie X-lecia, ona sie robi z kazda chwila coraz bardziej goraca, zamiast stygnac :)

                                            No jak se mamy zrobić, jak stadionu X-lecia nie ma?
                                            • dakota77 Re: Herbata w filiżance 04.11.08, 17:19
                                              R$F daleko, wiec nie na biezaco;-)
                                              • ready4freddy Re: Herbata w filiżance 04.11.08, 18:38
                                                e tam, akurat we Warsiawie to zem byl normalnie w sierpniu :) nawet zrobilem
                                                mala akcje dywersyjna: pojechalim tramwajem na Pragie, i tam jest pomnik, taka
                                                kapela. pomedytowalem, pomedytowalem, w koncu odszedlem w sina dal... ale SMSa
                                                wyslalem. ciekawe, czy sie tym ludziom na laweczkach podobalo "u cioci na
                                                imieninach"? :)
                                            • ready4freddy Re: Herbata w filiżance 04.11.08, 18:34
                                              ja te herbate kupilem w sierpniu 2008, tak cos kolo 17go, niedziela to byla :)
                                              stadionu to moze i nie ma, ale Wietnamczycy trzymaja sie mocno :) jadlem tez
                                              kultowa ziupe, wiec mi nie mowcie, ze matka siedzi z tylu! :)))
                                      • lezbobimbo Re: Herbata w filiżance 03.11.08, 11:51
                                        ananke666 napisała:
                                        > Ale im mniejsze ciało, tym powierzchnia w stosunku do objętości. >
                                        Czyli w pierwszym przypadku otrzymamy 1,25 ml/cm2, a w drugim ciepło
                                        jednym cen> tymetrem kwadratowym powierzchni będzie oddawać 1,38 ml,
                                        czyli w większym kubku> powinno stygnąć wolniej.

                                        Wlasnie cos na ten ksztalt mi sie empirycznie wydawalo.
                                        Ze jak czegos mniej, to jednak skubane stygnie szybciej niz duze.

                                        >kształtu cieczy w formie bryły o możliwie dużym promieniu, ponie
                                        > waż im bliżej środka, tym rozgrzane ciało lepiej zachowuje ciepło.
                                        Optymalnym w> yjściem jest naczynie w kształcie bryły foremnej,
                                        najlepiej kuli, o możliwie ni> ewielkim otworze górnym.

                                        Czyli ze nie pic z plaskiego jeziora wrzatku, tylko z glebokiego? :)
                                        Albo z tykwy z mala dziura na górze :)


                                        > Czy to nie ładny zestaw przemądrzałych bzdur? To pisałam ja, która
                                        >niejedną pałkę z fizyki zarwała, a o rozwiązywaniu zadań bladego
                                        >pojęcia nie miała.

                                        Wcale nie bzdury, bardzo foremnie i brylowato piszeszm a oddajesz
                                        madrosc niczym herbatka cieplo :)
                                    • turzyca Re: Herbata w filiżance 16.10.13, 20:41
                                      Skoro juz ktos podniosl ten watek, to sie dopisze.
                                      Najwolniej herbata stygnie w kubku, ktory jest tez idealny dla posiadaczy laptopow, bo nie da sie go przypadkiem przewrocic.
                                      W takim:
                                      https://www.exclusives.de/Werbetassen/thumbnails/704.jpg

                                      :)
                              • szprota Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:27
                                jottka napisała:

                                > fiolet będzie krzyczał tak jak ja?:)

                                Tak, tak samo jak kubki i dżemy.
                                Otwieram Ci ja dżem, a on najpierw patrzy na mnie z wyrzutem, a potem jak nie
                                wrzaśnie...!
                                Skądinąd żałuję, że Dakota nie drąży tematu definicji ideału.
                                • dakota77 Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:30
                                  A po co? Zebymi sie oberwalo? Choc sama tez zaluje, bo tak to mamy kolejny temat
                                  z szumami w kanale.
                                  • szprota Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:34
                                    iii, to się wytnie ;)
                                    No właśnie te szumy mi jakoś. Jakoś tak. Szumią.
                                    • dakota77 Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:36
                                      Co swoja droga nie przeszkadza dyskusji kwitnac, choc niejako offtopicowo, bo
                                      idealy jednak leza odlogiem;-)
                                      • mama_kotula Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:38
                                        dakota77 napisała:
                                        > bo idealy jednak leza odlogiem;-)

                                        Leżą, leżą. Pokrywając się warstwą pleśni.
                                        Dżem już tak ma czasem, jak za długo odłogiem leży.
                                        O kubkach nie wspomnę, w tych akademikowych lęgły się zupełnie nowe formy życia.
                                        • szprota Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:40
                                          mama_kotula napisała:
                                          > Leżą, leżą. Pokrywając się warstwą pleśni.
                                          > Dżem już tak ma czasem, jak za długo odłogiem leży.
                                          > O kubkach nie wspomnę, w tych akademikowych lęgły się zupełnie nowe formy
                                          życia.

                                          No, mówiłam, że patrzą z wyrzutem i wrzeszczą.
                                      • szprota Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:38
                                        dakota77 napisała:
                                        idealy jednak leza odlogiem;-)

                                        Czy to znaczy, że początkowo zarastają roślinnością segetalną, a następnie ruderalną oraz mało wartościowymi gatunkami krzewów i drzew, jak jeżyna, wierzba, brzoza, olcha?
                                        • dakota77 Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:39
                                          Brzoza moze i malo wartosciowa, ale piekna, ja stanowczo protestuje!
                                          • szprota Re: ideały....karmienie piersią....brzozy 02.11.08, 20:43
                                            W sumie faktycznie ta definicja jakaś tendencyjna była. Bo ja w sumie taką
                                            wierzbę też lubię. Rosochatą. Albo jeżynę. Latem w lesie, znienacka, słodszą od
                                            malin.
                                            • ananke666 Re: ideały....karmienie piersią....brzozy 02.11.08, 21:32
                                              Brzozy to moje ukochane drzewa. Wierzby też lubię. Ze szczególnych powodów mam sentyment do płaczących. W ogóle dużo drzew lubię.
                                              I jeżyny, dojrzałe, cudownie aromatyczne też lubię...
                                              • lezbobimbo Re: ideały....karmienie piersią....brzozy 03.11.08, 10:41
                                                Jak mozna w ogóle okreslic jakies drzewo czy krzew bezwartosciowym!
                                                Ze niby co, nie da sie zerznac na deski i sprzedac za wielka kase? A
                                                wartosc chociazby estetyczna i czyniaca atmosfere, czy ta
                                                ekologiczna, nie do przecenienia?! Przeciez najmniejsze nawet
                                                rosliny tworza tlen i jonizuja korzystnie powietrze! A pyszne i
                                                hiper-zdrowe owoce czy sok brzozowy?
                                                Byle koslawy krzaczek jest o wiele wiecej warty od takiego glaba-
                                                biurwokraty! Co sam tylko kradnie tlen i jeszcze niszczy reszte
                                                swiata, wymyslajac tego typu pogardliwe okreslenia...

                                                Kesim! Gore!
                                                • onion68 Re: ideały....karmienie piersią....brzozy 03.11.08, 11:41
                                                  > Jak mozna w ogóle okreslic jakies drzewo czy krzew bezwartosciowym!
                                                  > Ze niby co, nie da sie zerznac na deski i sprzedac za wielka kase? A
                                                  > wartosc chociazby estetyczna i czyniaca atmosfere,

                                                  Ach, Lezbobimbo, podpisuję się obiema ręcami.
                                                  I jak nie cierpię swoich sąsiadów, którzy bez przerwy drzewom rosnącym na ich
                                                  działce coś robią (bo na wycięcie zgody, zdaje się, nie dostali).
                                                  Najlepiej, cholera, wszystko zabetonować, wtedy będzie czysto, wartościowo i
                                                  powierzchnia się nie będzie marnowała.
                                                  • dakota77 Re: ideały....karmienie piersią....brzozy 03.11.08, 11:45
                                                    Ja tez nie lubie dreczenia drzew. Juz sie trzese nad drzewami na mojej dzialce,
                                                    ktore sa albo starymi drzewami owocowymi, albo jeszcze mlodymi, ze nie uda sie
                                                    ich ocalic przy budowie domu. A przeciez takie drzewka owocowe oficjalnie sa
                                                    niczym i mozna je wycinac bez zgody itd. A ja naprawde chcialabym je ocalic i
                                                    miec potem kolo domu.
                                                    Tak swoja droga, pilnuj sasiadow, czy czasem nie wytna jakiegos drzewa bez
                                                    pozwolenia, przynajmniej moglabys uszczesliwic ich donosikiem i ogromnym mandatem;-P
                                            • mamapodziomka Re: ideały....karmienie piersią....brzozy 03.11.08, 11:03
                                              szprota, z gory przepraszam za off topic w off topicu, ale wlasnie mialam wizje
                                              Ciebie siedzacej nad rzeczka i karmiacej piersia brzozy... byc moze rosochate nawet.
                                              • szprota Re: ideały....karmienie piersią....brzozy 03.11.08, 11:52
                                                mamapodziomka napisała:

                                                > szprota, z gory przepraszam za off topic w off topicu, ale wlasnie mialam wizje Ciebie siedzacej nad rzeczka i karmiacej piersia brzozy... byc moze rosochate nawet.

                                                No i zaplułam monitor :D
                                                • mamapodziomka Re: ideały....karmienie piersią....brzozy 03.11.08, 11:56
                                                  zeby nie bylo, staniczek tez byl odpowiedni ;)
                                                  • ready4freddy Re: ideały....karmienie piersią....brzozy 04.11.08, 18:17
                                                    jaki jest odpowiedni staniczek do karmienia brzozy? pod kolor? :)
                                                  • lezbobimbo Re: ideały....karmienie piersią....brzozy 04.11.08, 18:36
                                                    Staniczek do karmienia brzozy jest un bialy, z kory (jak posciel hi hi hi;) Z
                                                    zielona koronka i czarnymi akcentami ;)))
                                                  • ready4freddy Re: ideały....karmienie piersią....brzozy 04.11.08, 21:16
                                                    wielce elegancki :) moge go sobie z latwoscia wyobrazic, mam posciel z kory. co
                                                    prawda w kolorach cytrusowych, ale skoro na wierzbach moga rosnac gruszki, to i
                                                    cytryna, albo zgola cedrat (i niech mi nikt nie mowi, ze nie ma czegos takiego -
                                                    skoro zjadlem sloiczek marmolady, to znaczy, ze jest) na brzozie byc moze :)
                                                  • ananke666 Re: ideały....karmienie piersią....brzozy 04.11.08, 22:07
                                                    Co ma nie być. Google twierdzi, że cedrat jest :)
                                                  • ready4freddy Re: ideały....karmienie piersią....brzozy 06.11.08, 22:24
                                                    ananke666 napisała:

                                                    > Co ma nie być. Google twierdzi, że cedrat jest :)

                                                    wlasnie dzieki googlu i wikipedii dowiedzialem sie, ze to sie nazywa cedrat. po
                                                    wlosku to cedro i powstaje niejaka konfuzja z cedrem, takim z flagi Libanu :)
                                                    jakos sie nie zastanawialem nad tym, jakim cudem drzewo - jakby nie patrzec -
                                                    iglaste mialoby miec owoce przypominajace zielone, nieksztaltne cytryny :) tak
                                                    czy siak ten cedrat w postaci marmolady jest zdecydowanie cytrusowy i smaczny, a
                                                    nawet smoczny (nie tak, jak zupa ogorkowa, ale smoczny :)
                                                  • ananke666 Re: ideały....karmienie piersią....brzozy 07.11.08, 13:05
                                                    ...bo to się także nazywa cytron :)
                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Cytron
                                                  • klymenystra Re: ideały....karmienie piersią....brzozy 06.11.08, 15:32
                                                    Ale half cup, prawda? Dobrze dobrany, z pionowym cieciem :)
                                                • lezbobimbo Re: ideały....karmienie piersią....brzozy 03.11.08, 12:28
                                                  szprota napisała:
                                                  > mamapodziomka napisała:
                                                  > > szprota, z gory przepraszam za off topic w off topicu, ale
                                                  wlasnie mialam> wizje Ciebie siedzacej nad rzeczka i karmiacej
                                                  piersia brzozy... byc moze roso
                                                  > chate nawet.

                                                  > No i zaplułam monitor :D

                                                  Kwik, kwiik, kwicze z uciechy!
                                                  :D
                                                  I oczywiscie mi sie skojarzylo z brzoza rosnaca nad woda.. Wiecie,
                                                  ze Slowianie wierzyli w takie boginki rzeczne, klaskajace wlasnymi
                                                  piersiami o pranie, które ponoc robily w rzece? ;P
                                                  To bylo tlumaczenie na dziwaczne odglosy dochodzace znad rzek itd ;P
                                                  • szprota Re: ideały....karmienie piersią....brzozy 03.11.08, 12:38
                                                    lezbobimbo napisała: Wiecie,
                                                    > ze Slowianie wierzyli w takie boginki rzeczne, klaskajace wlasnymi piersiami o
                                                    pranie, które ponoc robily w rzece? ;P

                                                    Wiecie. Czy to aby mamuny nie były? Te od podmieniania dzieci również? Bo też
                                                    miały sutki nie będące radością dla nikogo any more.
                                                  • szprota Czy to aby mamuny nie były? 03.11.08, 13:03
                                                    Aha: Dziwożony zwane były córami wilgoci. Zamieszkiwały ciemne bory,
                                                    pieczary i niedostępne rozdoły. Były karłowate, miały przerażające twarze i
                                                    długie, potargane, zaniedbane włosy. Ich piersi były tak wielkie, że służyły do
                                                    prania i maglowania sukni. Dziwożony prześladowały niewierne panny i żony. Gdy
                                                    taka kobieta urodziła ładne dziecko, zabierały je i podkładały własne garbate,
                                                    pokręcone i szkaradne.

                                                    Tako pisze Waldemar Matlan, kimkolwiek jest. Słowo "Mamuna" było używane zamiennie.
                                                  • lezbobimbo Re: Czy to aby mamuny nie były? 03.11.08, 13:21
                                                    Mamuny i dziwozony to nie sa córy wilgoci. To byly mieszkajace w
                                                    lasach, rude i wlochate, lesne boginki-pomocnice Dziewanny, wielkiej
                                                    bogini lesnej :) Co ciekawe, po serbsku Majmuna oznacza.. malpa..
                                                    czyzby drzewiej w europejskich puszczach przebywaly jakies ryze
                                                    malpy w czerwonym tj. orangutany? :)
                                                    Zielonowlose rusalki i bereginie przebywaly w okolicach wody, wiec
                                                    jesli ktos mial byc córa wilgoci to bardziej one.

                                                    To cale porywanie dzieci to bylo wytlumaczenie narodzin dzieci z
                                                    wadami cielesnymi czy umyslu. Z kolei rzekome przesladowanie kobiet
                                                    oraz wielkie piersi to kompletnie poprzekrecane echo dawnych wierzen
                                                    religijnych, gdzie te wszystkie boginie lesne _opiekowaly_ sie
                                                    dziecmi zwierzat i ludzi oraz kobietami w ciazy i matkami.
                                                  • szprota Re: Czy to aby mamuny nie były? 03.11.08, 13:44
                                                    Zaufam Ci, bo to opracowanie, na które trafiłam nie wydaje mi się do końca
                                                    wiarygodne, jest jakoś niechlujnie napisane.
                                                    Swoją drogą, nawet jeśli się przegląda demony słowiańskie w Wikipedii, nie
                                                    znając jej dobrze - uderza fakt, ile z tych demonów było odpowiedzialnych za
                                                    zachorowalność i śmiertelność niemowląt.
                                                  • lezbobimbo Re: Czy to aby mamuny nie były? 03.11.08, 13:56
                                                    Ech Wikipedia jest do niczego ;) Akurat jesli o slowiansko-polskie
                                                    fenomeny chodzi, to najczesciej pisane jest przez studentów
                                                    spisujacych co leci z wlasnie takich niechlujnych badz
                                                    przestarzalych opracowan :)
                                                    A jeszcze sa przepoczwarzenia lokalne, czyli same stworzenia czy
                                                    bóstwa mogly miec wiele róznych imion w calej Polsce, a co dopiero w
                                                    reszcie Slowianszczyzny..
                                                  • szprota Re: Czy to aby mamuny nie były? 04.11.08, 00:08
                                                    lezbobimbo napisała:
                                                    Ech Wikipedia jest do niczego ;)

                                                    A co jest do wszystkiego? Bo tak mnie, wiesz, ściska w dołku przeświadczenie, że
                                                    sobie tę wiedzę chętnie pogłębię. O mamunach. I innych strzygoniach.
                                                  • glonik Re: Czy to aby mamuny nie były? 04.11.08, 16:24
                                                    Polecam książkę E. Nowackiej: Bożęta i my.
                                                    Różne tam występują stwory.
                                                    Dzieci podmieniały południce - wersja z okolic Kielc.

                                                  • lezbobimbo Re: Czy to aby mamuny nie były? 04.11.08, 22:24
                                                    szprota napisała:
                                                    > A co jest do wszystkiego? Bo tak mnie, wiesz, ściska w dołku
                                                    >przeświadczenie,że> sobie tę wiedzę chętnie pogłębię. O mamunach. >I innych
                                                    strzygoniach.

                                                    Ach, pójdzze w me ramiona, niech i ja cie scisne :)
                                                    Zgaduje, ze chodzi Ci o magiczny folklor Slowian z naciskiem na polskie nazwy?
                                                    Najlepsze sa opracowania etnograficzne albo zbiory folku i mitów BEZ
                                                    interpretacji fikcyjnej dzisiejszych autorów belerystyki, n.p. Marii
                                                    Konopnickiej.. Chociaz ludzie-zródla n.p. górale czy Mazurzanie tez nie byli
                                                    wolni od fantazjowania (trudno znalezc nieobiektywne przekazy, jednym slowem :)
                                                    Jest tez duzo zaklócajacej interpretacji chrzescijanskiej, n.p. w basniach
                                                    czesto mozna sie spotkac z pochopna nazwa "diabel" lub "zly" na wszytkie
                                                    stworzenia mitologiczno-folklorystyczne (w tym i pozostalosci bogów) albo ze
                                                    jakies tam stwory niby byly zle, ale jednak pilnowaly chrztu, przesladowaly
                                                    nieochrzczonych itd.

                                                    W Polsce poszukaj zbiorów Oskara Kolberga, albo opracowan Doroty Simonides, n.p.
                                                    "Slaski horror". Dobre i przyjemne sa tez wszelakie zbiory basni regionalnych,
                                                    n.p. basnie kaszubskie, góralskie, slaskie itd. Albo "W kregu upiorów i
                                                    wilkolaków" Bohdana
                                                    Baranowskiego czy conieco Wlodzimierza Szafranskiego.
                                                    Ksiazeczka Ewy Nowak o Bozetach (o której wspomniala glonik) jest dosc dobrym
                                                    wstepem do folko-mitologii, chociaz jest króciutka i od czasu do czasu przeziera
                                                    z niej odautorski komentarz.. (btw. autorka to ta sama, co napisala Malgosia
                                                    kontra Malgosia :)))
                                                    Uciekaj za to jak najdalej od fanfikcyjnego autora Czeslawa Bialczynskiego - ten
                                                    wzial stare nazwy, powymyslal wlasne do kompletu i stworzyl takie wlasne
                                                    ero-postmodern-fantasy, ze glowa spada. N.p. w rzeczywistej mitologii slowianskiej i
                                                    co za tym idzie we folklorze slowianskim byla mala bogini domowa, Kikimora (mala
                                                    kobieta, ma ptasie nózki i wilczy ogon itp. -szczególy jej wygladu róznia sie
                                                    regionalnie) opiekujaca sie kobietami, domem i pomagajaca przasc len po nocy. No
                                                    to ten Czesio B. wzial i wymyslil jeszcze Szyszymore, Chichimore itd. i to
                                                    poopisywal jako wielkie stwory mieszkajace w lasach, albo jako demoniczne
                                                    wampirzyce seksu i rozpusty _z umalowanymi lakierem paznokciami_ itp. hocki ;P

                                                    Literatura zagraniczna tez polecam. Basnie czeskie, serbskie, luzyckie,
                                                    rosyjskie, ukrainskie itd.. Tutaj zwlaszcza polecam wszystko, co zebral i opisal
                                                    z folkloru i mitologii slowianskiej Borys Rybakow (mam nadzieje, ze znasz
                                                    rosyjski) oraz potezny zbior 600 podan i basni rosyjskich spisanych przez
                                                    nieocenionego etnografa Aleksandra Afansjewa. Polecam go bardzo!
                                                    Braciaszkowie Grimm moga sie schowac ;)

                                                    Przy okazji, jesli gdzies znajdziesz odpis albo skrót z tzw. Katalogu magii
                                                    mnicha Rudolfa, to sie ciesz, bo ów mnich zapisywal z obrzydzeniem grzechy
                                                    slaskich kobiet przy spowiedziach, czyli w szczatkowej formie zapisal ich
                                                    autentyczne wierzenia w sredniowieczu. Pewnie któres z Was juz sie spotkaly ze
                                                    slynnym cycatem stamtad? Kiedy kobieta slaska nie chciala zajsc w ciaze, szla
                                                    pod czarny bez (swiete drzewo), rzucala kwiat i mówila do bzu takie oto
                                                    zaklecie: "Ty nos za mnie, ja bede kwitla za ciebie" :-))))) albo "Wieczorem,
                                                    trzymając dziecko na ręku, stoją z tyłu za drzwiami i wzywają leśną babę, którą
                                                    nazywamy fauną, aby dziecko fauny płakało a ich było spokojne."

                                                    Czyli te mamuny lesne nie tylko podmienialy dzieci ludzkie... :)
                                                  • szprota Re: Czy to aby mamuny nie były? 05.11.08, 01:08
                                                    Poszperam w takim razie. Niechaj mnie pościska.
                                                  • ready4freddy Re: Czy to aby mamuny nie były? 06.11.08, 22:30
                                                    lezbobimbo napisała:

                                                    "we folklorze slowianskim byla mala bogini domowa, Kikimora (mala
                                                    kobieta, ma ptasie nózki i wilczy ogon itp. -szczególy jej wygladu róznia sie
                                                    regionalnie) opiekujaca sie kobietami, domem i pomagajaca przasc len po nocy"

                                                    o masz ci los, i na te sympatyczna kociozmore potrzeba az wiedzmaka, ktoren, jak
                                                    wiadomo, jest ponad ludzka miare chutliwy i na zloto lasy? o tempora, o mores! :O
                                                  • mama_kotula Re: Czy to aby mamuny nie były? 03.11.08, 13:49
                                                    CytatMamuny i dziwozony to nie sa córy wilgoci. To byly mieszkajace w
                                                    lasach, rude i wlochate, lesne boginki-pomocnice Dziewanny, wielkiej
                                                    bogini lesnej :)


                                                    O tak tak tak.
                                                    Nawet rysunek poglądowy znalazłam, gdzie mamuna została przedstawiona pierwsza od lewej:
                                                    komikslandia.pl/img/big_892.jpeg
                                                    I aż tak wielkich piersi to wcale nie ma.
                                                  • mamapodziomka Re: Czy to aby mamuny nie były? 03.11.08, 14:05
                                                    A nie podmienialy Podziomki??

                                                    Bo mi jeden podmienil. Ludzie gadali, zeby kijem tego podmienca potraktowac, to
                                                    wroci jego matka i podmieni z powrotem, bo jej sie zal zrobi, ale bo to ja wiem
                                                    czy moje wlasne ladniejsze??
                                                  • ready4freddy Re: Czy to aby mamuny nie były? 04.11.08, 17:19
                                                    hy hy, tez mi sie od razu skojarzyla Mamuna :) pamietalem, ze byla ruda i
                                                    wlochata :) za to wielki biust miala ta druga, imienia nie pamietam, taka z
                                                    dlugimi blond wlosami i wielkimi, czerwonymi ustami :)
                                                  • mama_kotula Re: Czy to aby mamuny nie były? 04.11.08, 17:39
                                                    " ready4freddy napisał:

                                                    hy hy, tez mi sie od razu skojarzyla Mamuna :) pamietalem, ze byla ruda i wlochata :) za to wielki biust miala ta druga, imienia nie pamietam, taka z dlugimi blond wlosami i wielkimi, czerwonymi ustami :)


                                                    Zwała się ona Busianną :)
                                                  • ready4freddy Re: Czy to aby mamuny nie były? 04.11.08, 18:10
                                                    o, dziekuje! pamietam, ze byla tam cala intryga - Busianna miala udawac ze kocha
                                                    sie w Lesnym Strachu, tak?
                                            • ready4freddy Re: ideały....karmienie piersią....brzozy 04.11.08, 17:14
                                              jezyny sa bardzo dobre. tylko sa bardzo zle. tzn. sa smaczne, ale rzucily sie na
                                              mnie, kiedy zdobywalem gore. znaczy szczyt! i tam byly najslodsze jezyny na
                                              swiecie, i tez najbardziej kolczaste, wygladalem jak po walce ze stadem kotow :)
                                • mama_kotula Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:31
                                  CytatSkądinąd żałuję, że Dakota nie drąży tematu definicji ideału.

                                  Ja też.
                                  Można by przywołać śmiałe cytaty, zagłębiając się nawet w dramatyzmy sytuacyjne.
                                  Np. dżem sięgnął bruku.
                                  • dakota77 Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:33
                                    Kiedy ja sie Jottki boje:-). Wy tez swoja droga mozecie drazyc, tylko
                                    lagodniejsze jestescie;-). Tak swoja droga, dyskusja o borejkowskich idealach
                                    bylaby ciekawa, gdyby byla o idealach:-)
                                    • mama_kotula Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:35
                                      Dakoto droga - ale zauważ, że na tym forum dyskusji o borejkowskich ideałach
                                      było już kilka.
                                      A o dżemie i kubkach nie było jeszcze żadnej (pomijam insynuacje papieskie
                                      niejakiej kochanicy.francuza). Ani o fiolecie.
                                      To może być zupełnie nowy kierunek ;)
                                      Przyszłościowy.
                                      • dakota77 Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:37
                                        Przeciez nie narzekam;-). Zwlaszcza ze moze po prostu o tych idealach czy ich
                                        braku wszystko juz powiedziano:-)
                                        • szprota Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:47
                                          Aż pójdę jeszcze raz pomacać te iluzyjne begonie, bo jakoś mi nie utkwiło, że
                                          Jottka taka straszna i krzyczy.
                                          • jottka Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:50
                                            no co mi imidż psujesz, świeżo wsparty wysublimowaną filiżanką:(
                                            • szprota Re: ideały....karmienie piersią....imidżu Jottki 02.11.08, 20:55
                                              Och, na Jowisza, wybacz!!! Już Ci nie psuję. Imidżu też. {Powietrze bowiem
                                              zdarza mi się zepsuć, czego wobec was żadną miarą bym się nie ważył
                                              )
                                              Zwłaszcza, że jednak krzyczałaś, na Tygrysa, o.
                                              A odchylasz ą ę paluszek?
                                          • dakota77 Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:51
                                            Ej no, przeciez nie twierdzilam ze straszna:-). I nie masz co grzebac w tamtym
                                            watku, chodzilo mi o to, ze w tym Jottka poradzila mi zostawic w spokoju
                                            definicje idealu, co tez zrobilam. "For justice, and for the safety of puppies,
                                            and Christmas", ze tak zacytuje mojego ulubionego telewizyjnego wampira;-)
                                            • szprota Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:58
                                              Dakoto, za późno. Słowo poszło w świat, a świat już wie, że Jottka jest straszna
                                              i krzyczy, i pije z filiżanki. Stało się.
                                              Ja sobie myślę, że czym innym jest, jak na wątku już się wszystko powiedziało i
                                              mimo to apiać adwersarze nie pojmują mojego punktu widzenia. A czym innym
                                              dopieroż przystąpienie do dyskusji z uprzedniejszym sprecyzowaniem narzędzi.
                                              • dakota77 Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 21:04
                                                Kajam sie mocno za zepsucie Jottce opinii.
                                                A mozesz sprecyzowac, ktora sytuacja dotyczy mojego udzialu w tej dyskusji? Bo
                                                ja naprawde bylam ciekawa tych borejkowych idealow w zyciu, tylko jednak mialam
                                                nieco inne wyobrazenia co nich, i zadno nie mialo ksztaltu kubka.
                                                • szprota Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 21:13
                                                  dakota77 napisała:
                                                  A mozesz sprecyzowac, ktora sytuacja dotyczy mojego udzialu w tej dyskusji?

                                                  No, tego drugiego. Znaczy propozycji sprecyzowania języka, jakim zamierzamy się w owej dyskusji posłużyć.
                                                  • dakota77 Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 21:14
                                                    A to cos zlego, ze tak z ciekawosci zapytam?
                                                  • szprota Re: ideały....karmienie piersią.... 03.11.08, 00:43
                                                    dakota77 napisała:

                                                    > A to cos zlego, ze tak z ciekawosci zapytam?

                                                    Skądże! Dałam do zrozumienia, że to negatywnie oceniam?
                                                  • dakota77 Re: ideały....karmienie piersią.... 03.11.08, 00:44
                                                    Jakos tak to odebralam, moja wina:-)
                                              • jottka Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 21:05
                                                jak jednocześnie krzyczę i piję z filiżanki, to zapewne i pluję:) no to wybaczam
                                                wam, szprota, imidż mi sie znowu poprawił.

                                                a dywagacje językoznawcze chyba lepiej chwilowo porzucić, bo najpierw trzeba by
                                                było zacząć się domacywać znaczenia 'życia w opoce' i czegoś tam jeszcze, tego.
                                                idę przyklepać paluszek, który właśnie chce mi się odgiąć.
                                              • ananke666 Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 22:11
                                                Poszło. Oczyma duszy mojej widzę Jottkę, jak drze gębę nad delikatną porcelaną, czule trzymaną za uszko :p
                                • the_dzidka Re: ideały....karmienie piersią.... 03.11.08, 16:18
                                  > Otwieram Ci ja dżem, a on najpierw patrzy na mnie z wyrzutem, a
                                  potem jak nie
                                  > wrzaśnie...!

                                  - DŻEM DOBRY!
                                  • klymenystra prrryh :) nt 03.11.08, 22:43

                                  • szprota Re: ideały....karmienie piersią.... 04.11.08, 00:06
                                    the_dzidka napisała:
                                    Otwieram Ci ja dżem, a on najpierw patrzy na mnie z wyrzutem, a potem jak nie wrzaśnie...!
                                    - DŻEM DOBRY!

                                    No i masz, już nigdy nie otworzę dżemu bez tej wizji. Dopełniłaś ją i już świat nie będzie taki sam.
                                • ready4freddy Re: ideały....karmienie piersią.... 04.11.08, 17:09
                                  > Otwieram Ci ja dżem, a on najpierw patrzy na mnie z wyrzutem, a potem jak nie
                                  > wrzaśnie...!

                                  zawsze myslalem, ze dzem sie dze, tfu, drze :) na mnie nie wrzeszczy -
                                  profilaktycznie piorunuje go wzrokiem. a jeszcze bardziej profilaktycznie nie
                                  jadam dzemu :)
                                  swoja droga jakos tak Vian'owato sie zrobilo :)
                                  • klymenystra Re: ideały....karmienie piersią.... 06.11.08, 15:30
                                    I Tygrys umrze z lelija w plucu?
                                    A Wolf rzuci sie Ihnacemu w paszcze ze slowami "Jadles rekina?" ?
                    • mama_kotula Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:04
                      CytatOt takie ideały borejkowskie jak do mnie niektóre kurde podobne.

                      Jak na razie to jedno podobieństwo widzę, czyli zamiłowanie do kupowania książek. O gustach i przemyśleniach nie napisałaś jeszcze nic, więc ciężko zweryfikować, czy pozostają pod wpływem borejkizmu, czy może nie. Ot rzucone hasło "bo ja taka podobna do Borejków jestem, przecież ściany mam fioletowe, książki kupuję i herbatę lubię pić w kuchni ze znajomymi".


                      A teraz dygresja z zupełnie innej beczki, bo mnie tak zastanawia...

                      Taka teza mi się nasuwa: im wiecej człowiek ma prawdziwego (nie deklarowanego) ciepła wokół siebie, im więcej tego ciepła było w jego rodzinnym domu, tym bardziej krytycznie spogląda na te herbatki borejkowskie i trwanie Borejków w stanie spokoju w obliczu biegu świata. I odwrotnie - im bardziej człowiek czuje się samotny i zmęczony życiem, im większego chłodu doznał, tym bardziej będzie garnął do jasno oświetlonej kuchni, gdzie te błękitne kubeczki są i herbata paruje.

                      Ale to taka wieczorna dygresja mi wyszła, już się zamykam i idę ratować łazienkę przed potopem. BTW, zdajecie sobie sprawę, że używając li i jedynie dwóch strzykawek o pojemności 20 ml można zalać pół łazienki?
                      • jottka Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:06
                        mama_kotula napisała:

                        > BTW, zdajecie sobie sprawę, że używając li i jedynie dwóch strzykawek o
                        pojemności 20 ml można zalać pół łazienki?


                        ooo, masz kota?:) jak musiałam swojego poić pokrzywą (10 ml) co 2h, to cała
                        kuchnia, czyli teren operacji, był spryskany substancją leczniczą. kot był suchy
                        jakby co.
                        • mama_kotula Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:07
                          Cytat
                          ooo, masz kota?:)


                          Nie :D
                          Mam 5- i 4-latka w głębokim brodziku. Plus dwie strzykawki ;)
                          • jottka Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:08
                            no tak, to się w praktyce równoważy, z tym że podobno dzieci wyrastają z tego,
                            więc nie trać nadziei:)
                          • ananke666 Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 21:24
                            Moje trzyletnie nie tak dawno temu załatwiło nas cholernym Kubusiem kąpielowym. Z szatańskim chichotem zalała równo podłogę w łazience, pół ojca i całą matkę. Ojciec zmieniał spodnie i skarpetki. Matka zmieniała wszystko, nawet stanik i majtki.
                            • lezbobimbo Re: ideały....karmienie piersią.... 03.11.08, 09:50
                              ananke666 napisała:
                              > Moje trzyletnie nie tak dawno temu załatwiło nas cholernym
                              >Kubusiem kąpielowym. Z szatańskim chichotem zalała równo podłogę w
                              >łazience, pół ojca i całą matkę. Ojciec zmieniał spodnie i
                              >skarpetki. Matka zmieniała wszystko, nawet stanik i majtki.

                              A dzieci przeciez takie tanie ponoc! ;P
                              (glupia lazienka, bo tonie)

                              Przypomnialo mi sie jak bedac berbeciem z siostra zalewalysmy
                              regularnie podloge czyli sufit sasiadom.. strasznie nas fascynowalo,
                              ze pod nami mieszkaja jakies ludzie (i jeszcze narzekaja, ze im
                              tupiemy po glowie chodaczkami;). Raz chcialysmy sie nawet
                              przewiercic do owych sasiadów za pomoca wiertarki recznej (dobrze ze
                              tylko dziurke w linoleum zrobilysmy ;)

                              I kto tu twierdzi, ze prawdziwe dzieci sa latwe w obsludze? :P
                              • sir.vimes Lezbobimbo, ja też!!! 04.11.08, 10:04
                                Raz chcialysmy sie nawet
                                > przewiercic do owych sasiadów za pomoca wiertarki recznej (dobrze ze
                                > tylko dziurke w linoleum zrobilysmy ;)
                                >

                                Dokładnie tak samo uroczo bawiłam się z siostrą w przedpokoju. Gorzej, że potem
                                wpadłyśmy na przekoszmarną myśl - tzn, ze sąsiedzi z góry tez mogą się tak
                                ładnie bawić i teraz obserwują nas przez dziurkę w suficie. Bleh, horror.

                        • lakasha i po co mi to było 03.11.08, 09:11
                          o swoich ideałach chciałam napisac lecz po co?napisałam kilka głupstewek tak dla
                          mnie kochanych o kolorkach które lubie i kubeczkach i co ....ironia:)ja wiem że
                          na tym forum było już o wielu ideałach i czytałam z usmiechem.....teraz
                          przeczytam jeszcze raz bardziej powaznie.żle mnei dziewczyny zrozumiałyście.No
                          nić może naprostuje ..... ale zastanawia mnie jedno......surowość do tych
                          książek niektótrych.ideały to są wartości wpojone przez życie i nie zmieni ich
                          ksiązka może jetem dziwna ale dla mnei to idealna rodzina......ideał.....dlatego
                          ideał bo nieidealna:)cholera jak syn zasnie to napisze....teraz nie moge zebrac
                          mysli.
                          • lakasha ale to ciepło..... 03.11.08, 09:21
                            promieniujace z tych książek.Jak poczytam to mi weselej.
                          • mama_kotula Lakasha 03.11.08, 10:55
                            Nie oburzaj się na ironię.

                            Ciężko prowadzić dyskusję ze strumieniem świadomości, jakim nas tu uraczasz w każdym poście. O ile takowy strumień był dopuszczalny u Joyce'a (choć przyznam, że też nie przebrnęłam), o tyle na forum dyskusyjnym jest niestrawny, bo domyślanie się ze strzępków emocji co poeta miał na myśli to ciężka praca.

                            Zatem nic dziwnego, że wątek zszedł na tak cudne offtopicowe manowce.
                            • lezbobimbo Re: fioletowe manowce 03.11.08, 11:13
                              Przyznam, ze tez nie rozumiem, o co Ci chodzi lakasho.
                              Gdy czytam Twe posty, to czuje sie jakby zegarmistrz swiata
                              purpurowy zabeltal mi nieco fiolet w glowie ;)

                              Wracajac do oftopików, to tez kiedys mialam fioletowa podloge, moge
                              byc Twoim idolem? ;P
                              (tylko to nie bylo przez Ide, a z koniecznosci polaczonej z idealnym
                              gustem ;P W ogóle nie pamietalam o Idusiowym pokoju i nie kierowalam
                              sie nigdy Jezycjada przy wystroju wnetrz)
                              • lamena coś nie tak......bez offtopików;) 03.11.08, 13:16
                                Ja bym wolała kupić czekolade dziecku niż kolejny tom plutarcha.Mój synek lubi
                                dzem,ale nie je go codziennie.......naucze go odkurzać bo nie mam zamiaru
                                patrzeć jak czyta ksiązkę , a ja dyndam rurą po podłodze po uprzednim umyciu
                                wanny i kibelka.aha i ja bardzo lubię fioletowy kolor.........ale nei moge
                                polakierowac podłogi bo mam wykladzinę filetowo-niebieską swoją drogą:)
                              • sir.vimes Idy szafa różowa nie była? 04.11.08, 10:05
                                tak mi się zdawało jakoś... różowa, wrzosowa, Pyza lampę dobierała do tego
                                pokoju... sprawdzić muszę.
                                • ananke666 Re: Idy szafa różowa nie była? 04.11.08, 10:23
                                  "Stara trzydrzwiowa szafa z lat pięćdziesiątych
                                  również pociągnięta została mlecznoróżowym lakierem."
                                  • ananke666 Re: Idy szafa różowa nie była? 04.11.08, 10:25
                                    Swoją drogą gorąco współczuję mężczyźnie zmuszonemu przebywać w takim wnętrzu.
                                  • sir.vimes Dzięki, tak mi się zdawało, że różowa 04.11.08, 10:27
                                    z opisów zdawało mi się , ze to przyjemny pokoik był.
                                    • ananke666 Re: Dzięki, tak mi się zdawało, że różowa 04.11.08, 10:40
                                      Był. Ale dla kobiety. Mężczyzna ma niższą tolerancję na stężenie różu z fioletem na metr kwadratowy wnętrza ;)
                                      • sir.vimes Re: Dzięki, tak mi się zdawało, że różowa 04.11.08, 10:41
                                        Ciekawe czy do sutereny przenieśli różową szafę. Była o tym mowa?
                                • laura-gomez Re: Idy szafa różowa nie była? 07.11.08, 12:06
                                  sir.vimes napisała:

                                  > tak mi się zdawało jakoś... różowa, wrzosowa, Pyza lampę dobierała do tego
                                  > pokoju... sprawdzić muszę.

                                  Szafa w pokoju Idy miała kolor mlecznoróżowy, a fioletowy był stolik na jednej nodze
      • mmaupa Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 04.11.08, 18:00
        Juz sobie wyobrazam zabkujacego synka ogryzajacego Seneke... Miejmy nadzieje, ze
        kupilas wydanie w twardej oprawce :)

        A metode swetra pod lozko tez rozumiem - moja mama wrecz dzieli ludzi na tych,
        co chowaja balagan pod lozko i na takich ktorym mozna o kazdej porze dnia i nocy
        zajrzec do szafki i ujrzec wszystko poukladane jak od linijki. Oczywiscie my z
        tych pierwszych.
    • weronika753 Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 03.11.08, 15:57
      > Jezycjadowe ideały...zwykła rodzina , a moze niezwykła.Promieniujące ciepło z
      > kazdej strony, zderzenie z tym co dzieje sie teraz na świecie,a Oni żyją sobie
      > jak w opoce z normalnymi problemami.


      "W opoce" trudno jest żyć, bo opoka to lita skała.

      Natomiast Borejkowie z pewnością żyją w wieży z kości słoniowej.
      Wyalienowani z normalnego świata, nierozumiejący go i nieprzystosowani, z całą
      pewnością boją się wszystkiego co czai się poza ścianami mieszkania.

      Otaczają ich wrogowie, więc jedynym dla nich ratunkiem to stół w kuchni i herbatka.
      Oblężona przez pohańców twierdza przy Roosevelta 5 :(
      Natomiast jej obrońcy robią do siebie słodkie miny i lubią deklarować wzajemną
      do siebie miłość, choćby czuli coś całkiem przeciwnego. Ale to tylko z
      przekonania, że "w kupie siła!" więc musimy trzymać się razem.


      Na marginesie jeszcze jedna uwaga do lakashy - wielokropek składa się z trzech
      kropek, nie z siedmiu ani pięciu. W dodatku takie szafowanie nim na oślep robi
      wrażenie, jakby autor tekstu charczał w agonii.
      • the_dzidka Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 03.11.08, 16:33
        > Otwieram Ci ja dżem, a on najpierw patrzy na mnie z wyrzutem, a
        potem jak nie
        > wrzaśnie...!

        No więc ja żem bym chciała, żeby to nie wyszło tez na czepianie, ale
        zaiste strasznie ciężko sie takie zdania zakończone wyłacznie
        wieokropkami. Prawde mówiąc, takie zawieszanie głosu i wzroku przez
        autora postu (że on tak urywa i wpatruje się w horyzont) powoduje,
        że zaczynam sie dusić, bo w niemym oczekiwaniu także zawieszam
        wzrok, głos i przy okazji oddech :)
        • dakota77 Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 03.11.08, 16:35
          Mnie tez czyta sie to ciezko, ale nie chcialam pisac tego pierwsza, zeby nie
          bylo, ze sie czepiam, zamiast zajac sie meritum. Maritum tez mocno zwrocilo moja
          uwage, panie tego, choc ciezko bylo je wylowic z cierpiacej interpunkcji.
          • szprota Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 04.11.08, 00:04
            No i dobrze, że to napisałyście, bo już się bałam, że to ja jedna jestem taka
            wredna mameja, co ocenia człowieka po tym, jak pisze (no, ale, kurde, jak
            inaczej oceniać na forum. To znaczy można niby nie oceniać, ale jednak się ma
            jakieś pierwsze wrażenie z tego, co dany człek napisał. I jak napisze mi
            schludnie, starannie, z przecinkami, z troską o to, by go inni zrozumieli, to
            jakoś mi się łatwiej takiego człeka lubi, nawet jeśli się z nim nie zgadzam in
            merito).
      • lamena weronik 753 03.11.08, 16:34
        "Na marginesie jeszcze jedna uwaga do lakashy - wielokropek składa się z trzech
        kropek, nie z siedmiu ani pięciu. W dodatku takie szafowanie nim na oślep robi
        wrażenie, jakby autor tekstu charczał w agonii. "

        To chyba niezbyt grzeczne i jak widać trzeba uważać JAK sie pisze bo można być
        wytknietym palcem przez osoby lepije znajace sie na tym lub owym.Szkoda bo na
        tym forum kiedyś tak miło czytało sie posty,a takie wypowiedzi
        odstraszają,uwierz mi sama po przeczytaniu kilku juz chyba nie napisze:)))))))))))
        • dakota77 Re: weronik 753 03.11.08, 16:37
          Mnie sie wydawalo, ze trzeba uwazac jak sie pisze- z szacunku dla innych, tych,
          ktorzy te posty czytaja, a nie z leku przed tym, ze ktos nam zwroci uwage. Ale
          ja starej daty jestem;-)
          • mama_kotula Re: weronik 753 03.11.08, 16:48
            dakota77 napisała:

            Mnie sie wydawalo, ze trzeba uwazac jak sie pisze- z szacunku dla innych, tych,
            ktorzy te posty czytaja, a nie z leku przed tym, ze ktos nam zwroci uwage. Ale
            ja starej daty jestem ;-)


            Jak zawsze zacytuję jedną z moich ulubionych sentencji:

            Wysłać post pełen błędów ortograficznych czy też pozbawiony interpunkcji i
            wielkich liter to jak podać komuś piwo w zapaćkanym kuflu, z pływającą muchą w
            środku i tłumaczyć, że ma się problemy z myciem (i że kulturalny gość nie
            powinien krytykować gospodarza).
            • ready4freddy Re: weronik 753 04.11.08, 18:16
              a ja, wstyd sie przyznac, pisze w brudnym kuflu. konkretnie bez wielkich liter,
              i bez polskich znakow diakrytycznych. tak naprawde to wielkich liter nie uzywam
              tylko na poczatku zdan, tak sie przyzwyczailem (tylko w postach, oczywiscie) i
              tak mam. znakow diakrytycznych nie uzywam, bo mam inne oblozenie klawiatury, i
              zawsze bardzo mnie smieszy, kiedy jakis Jedrek-medrek prawi, ze "mozna sobie
              zainstalowac inne oblozenie". oczywiscie, trudniej nieco nauczyc sie na pamiec
              dwoch roznych ukladow klawiatury :)

              ulzylo mi po wyznaniu tego grzechu :)
        • the_dzidka Re: uwaga :) 03.11.08, 16:39
          Będę bardzo wdzięczna, jesli kiedykolwiek zwróci mi się uwagę w
          słusznej sprawie, że mój sposób pisania zaciemnia tekst i powoduje
          kłopotu ze zrozumieniem "meritumu". Piszę na forum po to w końcu,
          żeby byc czytaną, i żeby podyskutowac, fiendz jeszelly jezdem
          nieSrosOOmiaUUa, proShem o sfruuuTSEnie mi na to OOOvagi :-)
          • lamena Re: uwaga :) 03.11.08, 16:53
            the_dzidka napisała:

            > Będę bardzo wdzięczna, jesli kiedykolwiek zwróci mi się uwagę w
            > słusznej sprawie, że mój sposób pisania zaciemnia tekst i powoduje
            > kłopotu ze zrozumieniem "meritumu". Piszę na forum po to w końcu,
            > żeby byc czytaną, i żeby podyskutowac, fiendz jeszelly jezdem
            > nieSrosOOmiaUUa, proShem o sfruuuTSEnie mi na to OOOvagi :-)
            >
            Są osoby które uwagę przyjma z wdziecznością , ale sa i takie które zareagują
            inaczej.Krótko mówiąc ja bym uwagi nie zwróciła to nie podstawówka gdzie uczy
            sie pisać i czytać i nie my od tego jestesmy.
            • the_dzidka Re: uwaga :) 03.11.08, 17:55
              > inaczej.Krótko mówiąc ja bym uwagi nie zwróciła to nie podstawówka
              gdzie uczy
              > sie pisać i czytać i nie my od tego jestesmy.

              A ja owszem! Skoro w podstawowce nie nauczono (to NIE JEST uwaga do
              lakashy, żeby sobie nie pomyślała)... Akurat to forum ma pewne
              wymagania jeśli chodzi o sposób pisania (bo merytorycznie bywa
              róznie, od off topiców aż się roi) i co prawda nikogo się nie
              wyrzuci za sadzenie bobków, ale zauważyć trzeba. Osoba ze zdrowym
              dystansem do siebie nie powinna się obrazić, tym bardziej że uwaga
              zwracana jest w sposób grzeczny, a czasami wręcz żartobliwy.

              PS. Mimo wszystko mam nadzieję, że nie zrobi nam się tutaj kolejny
              offtopic, ale zobaczymy.
            • ginestra Re: uwaga :) 03.11.08, 18:12
              Dziewczyny,
              przeczytałam właśnie ten długi wątek. Offtopiki fajne i śmieszne i twórcze i
              sympatycznie się je czytało i podobały mi się. :)

              Natomiast kiedy przeczytałam ten pierwszy post Latashy to od razu jak gdyby
              zrozumiałam w czym rzecz z tymi ideałami - oczywiście dla mnie, nie wiem czy dla
              wszystkich. I odebrałam też sympatyczność i życzliwość Latashy wobec
              forumowiczów. W tym świetle myślę, że zwracanie uwagi na wielokropki nie sprzyja
              dobrej rozmowie. Wielokropki nie są chyba takie złe same w sobie, nawet jeśli
              mają więcej kropek niż trzy. Nie wypowiadam się za innych, ale mnie one nie
              zakłócają wcale odbioru, a gdyby nawet, to mówienie o tym, że innym zakłócają
              może być przykre dla Latashy. [tu dygresja, pamiętam, że słuszna była uwaga o
              tym, że jedna z nas pisała nazwiska autorów z małej litery i potem to się
              zlewało w tekście i słowo "cholewa" nie brzmiało jak nazwisko, tylko jak słowo
              zgoła inne, a moim zdaniem tutaj wielokropki (o dowolnej liczbie kropek) niosą
              konkretny komunikat: "chciałabym skłonić Was do zatrzymania się i pomyślenia nad
              tym, co poprzedza wielokropek - jest tu pole do szerszej refleksji, nie jest
              tak, że coś stwierdzam i już, tylko temat w tym miejscu jest szerszy". Przecież
              to jest konkretny przekaz i usunięcie wielokropków zubaża tekst.]

              W pierwszej części dyskusji widziałam, że z dużą życzliwością i humorem i chęcią
              porozumienia Latasha odnosiła się do dyskutowania z jej postami, co mi się
              spodobało. W drugiej już jest trochę więcej rozżalenia u Latashy, ale nadal chęć
              rozmowy. Nie zabijajmy, więc, proszę, tej chęci i tego dobrego nastawienia do
              nas u nowej (lub nieczęsto piszącej) forumowiczki.

              Otóż ja odebrałam i ten pierwszy post i następne posty Latashy jako zrozumiałe
              dla mnie i nawiązujące do takiej cechy Borejków, którą ja również cenię i
              niejednokrotnie pisałam o tym. Myślę, że Mama_kotula to bardzo dobrze ujęła,
              tylko że w wypowiedzi Mamy_kotuli nacisk położony był na "diagnozę" takiego a
              nie innego odbioru rodziny Borejków i innych bohaterów Jeżycjady, a nie na samą
              cechę - czyli, przypomnę, chodziło o to, że ktoś kto sam doświadczył dużo
              ciepła, to bardziej krytycznie patrzy na "ciepło Borejków", a kto doświadczył go
              mniej - lgnie do tej atmosfery. Otóż ja nie wiem czy tak jest naprawdę z
              powodami lgnięcia duchem do tej Borejkowskiej kuchni, ale ta wypowiedź trafia
              moim zdaniem w sedno tego, co można by nazwać "atrakcyjną cechą Borejków/innych
              bohaterów Jeżycjady (dalej zwanymi dla uproszczenia "Borejkami") lub "ideałem
              Borejków".

              A więc dla mnie Borejkowie, mimo ich wad, mają taką bardzo, bardzo cenną dla
              mnie cechę, jaką jest, nazwijmy to, gościnność = życzliwość dla każdego
              przybysza i chęć poczęstowania go, stworzenia takiej sytuacji, w której on może
              coś z siebie dać, aby ktoś to przyjął (jego towarzystwo i osoba są dla nich mile
              widziane i oni okazują, że to przyjmują, czyli przyjmują JEGO) oraz może on coś
              przyjąć od nich (herbatkę i ciasto, uwagę, czas, wysłuchanie, akceptację).
              Otwartość i gotowość niemalże w każdej chwili na stwarzanie warunków dla takiej
              wymiany to jest ogromnie cenna cecha! To jest coś, co - gdyby się zastanowić -
              ratuje życie (o, na pewno może, w pewnych przypadkach, uchronić od samobójstwa)
              i zmienia świat. Pamiętam sama z okresu dużej zgryzoty, cierpienia i otępiałości
              i utraty chęci życia i tak dalej, że takie chwile, gdy ktoś po prostu posiedział
              ze mną i poczęstował mnie czymś, ugościł i nawet nic innego nie zrobił i nie
              potrafił pomóc, a "tylko" poczęstował herbatą czy czymś, były dla mnie
              wybawieniem i długo niosły mnie psychicznie. Pamiętam, że gdy kiedyś próbowałam
              opisać tę jakość, to rozmówca sparafrazował ją tak: "po prostu ktoś potraktował
              cię jak człowieka". I to mi się wydało trafne. Nie chodzi o to, że inni nie
              traktowali mnie jak człowieka, tylko o to, że w takiej chwili poczęstowania
              kogoś i posiedzenia z nim jakoś uznajemy jego człowieczeństwo, przyjmujemy od
              niego to, co on niesie, uznajemy go za wartego dania mu tego, co najcenniejsze,
              co człowiek człowiekowi może dać: otóż najcenniejszą rzeczą, którą człowiek
              człowiekowi może dać jest czas. Każdy z nas ma wyliczoną liczbę godzin, którą
              będzie mu dane przeżyć - nie może żadnej sobie dodać. I staranie się dla kogoś,
              przygotowanie ciasta (co zajmuje czas), posiedzenie z kimś, porozmawianie to
              jest właśnie bezcenny dar. I jeszcze w ten sposób daje się drugiemu człowiekowi
              akceptację. A zauważcie, że Borejkowie jakby z założenia są gotowi każdemu ten
              swój czas i akceptację podarować - jakby bezwarunkowo.

              I to może być ten ideał, czyli taka idea jakby, gdyby to sformułować tak: "każdy
              człowiek jest wart tego, żeby z nim posiedzieć w naszej kuchni i poczęstować go
              i wysłuchać go i porozmawiać z nim i pośmiać się itp." I zauważcie, że
              Borejkowie ten ideał stosują! Nawet jeśli mają kłopoty z komunikacją między sobą
              i zwierzaniem się i tak dalej, to jednak tę gotowość przyjęcia człowieka, który
              wchodzi w ich progi i dania im tego, co najcenniejsze - mają.

              Mnie to się najbardziej podoba w tych książkach i lektura Jeżycjady pomogła mi
              tę jakość lepiej odczuć, bo u Borejków jest ona mocno skondensowana. W jakiś
              sposób jest to też mój ideał: przyjąć człowieka, takim jaki jest. Cały czas się
              tego uczę, ale wydaje mi się, że byłoby mi trudniej to uchwycić, gdyby nie
              Jeżycjada, gdzie on pojawia się w takiej bardzo czystej postaci. Mniejsza z tym,
              czy jest to życiowe i prawdopodobne, że oni nie zamykają drzwi, że mają zawsze
              czas, że obcych ludzi tak podejmują itp. Nawet jeśli to jest bajka, to występuje
              w niej ten element, który dla mnie jest tak niesamowicie pociągający.
              I mówiłam parę razy, że do tych książek lgnęłam w czasie, gdy chciałam oderwać
              się od swoich kłopotów i nigdy mnie one nie zawiodły pod względem tej cechy
              (umożliwienia mi oderwania się i zanurzenia w takim, może mało realistycznym
              życiowo, może bajkowym, ale jednak cieple).

              Nie wiem czy o to chodziło Latashy, ale ja to tak odbieram.

              A te kolorki i inspiracje - to też przecież stosujemy - wielu z nas pisało na
              forum o inspiracjach Jeżycjadowych. To trochę lżejszy temat, ale pisaliśmy o
              czarnych płaszczach podobnych do płaszcza Cesi, które ktoś kupił przez
              skojarzenie z Jeżycjadą, o kulinarnych wyrobach z tej inspiracji, ja pisałam, że
              mam często takie ciągotki do widzenia i przeżywania zjawisk atmosferycznych w
              taki "jeżycjadowy" sposób (dużo personifikacji tych zjawisk i specyficzne czucie
              jakby ta meteorologia współgrała z nastrojami moimi i świata). Czyli naprawdę
              coś robimy/ inaczej widzimy świat, dzięki Jeżycjadzie (niekiedy). Były o tym
              wątki, a to jest jeden z nich, taki jakby "Jeżycjada pozytywnie". I miał to być,
              w zamyśle Latashy zapewne, fajny wątek. Tak to odbieram.
              Pozdrawiam!
              • ginestra Re: uwaga :) 03.11.08, 18:15
                Pisałam długo tego posta, a widzę, że Dzidka napisała też o wielokropkach w
                lżejszym tonie i bardziej w tym duchu, żeby się Latasha nie przejmowała i nie
                brała tego do siebie. A więc, Latasho, naprawdę nie bierz tego do siebie i pisz
                śmiało. :)
                • the_dzidka Re: uwaga :) 03.11.08, 18:23
                  Potwierdzam :) A Ty, Ginestro, nie przekręcaj nicka koleżanki, bo
                  będzie jej przykro (ludzie, ludzie, zobaczcie, zwróciłam uwagę
                  ginestrze, a ona NA PEWNO się nie obrazi! O!) :)))))
                  • lamena Ginestra 03.11.08, 18:37
                    Brawo!klas,klask,klask(uwaga dziesiecio kropek)..........no nie wiem czy lakasha
                    napisze,pozytywny ,bardzo cieply post został troszeczke hmmmm "spłaszczony"
                    przez nektóre forumowiczki.Szkoda bo rozumiem dziewczynę,ma synka nie wiem ilo
                    letniego,pewnie małego bo pisała ze karmi piersią(ja też w danej
                    chwili:)napisała tutaj w celu być może podyskutowania,oderwania sie od ciągłej
                    opieki nad domem,synkiem i co?nic,mam nadzieje że dziewczyna,kobieta,nie zrazi
                    sie do innych forów.Przepraszam dziewczęta ja jestm wrazliwa jak jasna
                    cholera,być może tak to odbieram.
                    • the_dzidka Re: Ginestra 03.11.08, 19:18
                      > napisała tutaj w celu być może podyskutowania,oderwania sie od
                      ciągłej
                      > opieki nad domem,synkiem i co?

                      I nic. Spokojnie może dyskutować dalej. Nikt jej nie rozstrzelał ani
                      nie zamknął w lochu. Kilka osób natomiast spytało, żeby uściśliła
                      to, co pisze, bo jest mało czytelne. To nie grzech.
                      • lamena Re: Ginestra 03.11.08, 19:36
                        "Na marginesie jeszcze jedna uwaga do lakashy - wielokropek składa się z trzech
                        kropek, nie z siedmiu ani pięciu. W dodatku takie szafowanie nim na oślep robi
                        wrażenie, jakby autor tekstu charczał w agoni"

                        To jest to pytanie o uściślenie?
                        Podac resztę?.chyba nie trzeba.
                        • dakota77 Re: Ginestra 03.11.08, 19:37
                          A czytalas cala dyskusje, czy tylko od tego momentu? Bo o uscislenie, o co
                          dokladnie chodzi autorce pytalysmy wczoraj.
                      • mama_kotula Re: Ginestra 03.11.08, 19:42
                        CytatI nic. Spokojnie może dyskutować dalej. Nikt jej nie rozstrzelał ani nie zamknął w lochu. Kilka osób natomiast spytało, żeby uściśliła to, co pisze, bo jest mało czytelne. To nie grzech.

                        I może nawet pisać pod swoim własnym nickiem, nie posługując się nickiem alternatywnym. To też nie grzech.

                        Lameno/Lakasho - internet ma to do siebie, że jest pozbawiony warstwy niewerbalnej. Bardzo ważnej warstwy przekazu - zawiera się w niej 80% przekazu informacyjnego.

                        I o ile np. Ginestra posiada tę niezwykłą zdolność odczytywania tej warstwy spomiędzy wierszy, o tyle przeciętny forumowicz jej nie posiada, albo posiada ją w niewielkim stopniu. I jak już pisałam, posługiwanie się strumieniem świadomości pełnym skrótów emocjonalnych, nie sprzyja atmosferze zrozumienia.

                        Jak ktoś napisał w innym wątku, no chodzi o to, aby język był gientki i mientki ;), bo brak interpunkcji i pisanie sformułowaniami wyrwanymi z kontekstu zniekształca treść.

                        Aby jednak nie być gołosłowną - posłużę się cytatem.

                        na etapie hodowli neimowlęcia wręcz zasmiewam sie z prostoty tego jeżycowego:)ja przeciwnie nie wykarmiałam kaszką na mleku tylko piersią i co tu tańsze w hodowli hahahahhahahaaha nie żartuję ok:)))))

                        Brak znaków interpunkcyjnych sprawia, iż to zdanie jest zupełnie niezrozumiałe. Nie wiadomo, czy żartujesz, czy nie. Nie widać, czy tańsze w hodowli i co tańsze. I czego się tyczy OK.

                        Ja rozumiem, że ktoś chce się wyżalić, że ktoś chce oderwać się od codziennej rutyny. Ale mimo wszystko, jakąś formę wypadałoby zachować.
                        • ginestra Re: Ginestra 04.11.08, 00:03
                          Oj tam, Dzidko, nie obraziłam się wcale. :)

                          Przepraszam Cię Lakasho za zniekształcenie nicka. Jak odpisywałam, to widziałam
                          na ekranie poprzedni post, innego autorstwa. A "Latasha" to istniejące imię,
                          kiedyś moja córka miała koleżankę o tym imieniu i dlatego mi się to tak jakoś
                          połączyło, zresztą imię jest ładne. Lakasha też. :)

                          Co do meritum, tak ogólnie powiem, to wiadomo, że czytelność treści jest ważna,
                          tylko że może się przecież zdarzyć na forum osoba o trochę innym rodzaju
                          ekspresji niż większość osób piszących i nic w tym złego, moim zdaniem. Po
                          prostu warto może dać jej trochę czasu i przede wszystkim zobaczyć z jakim
                          nastawieniem pisze. Jeśli z przyjaznym, z chęcią rozmowy, z szacunkiem, to
                          przecież można też trochę i do tej osoby się dostroić, spróbować zrozumieć co
                          jej przyświecało, jakoś odwzajemnić tę przyjazność i w miarę pisania na forum
                          nowa osoba przyzwyczai się do tego, żeby pisać może mniej emocjonalnie,
                          spokojniej, składniej, jak już trema opadnie i jak się rozgości (bo trema na
                          pewno na początku jest spora). Naprawdę to musi być niełatwe doświadczenie
                          założyć nowy wątek na forum, przywitać się miło, coś zaproponować, czymś się
                          podzielić, zwłaszcza tak entuzjastycznie i potem zobaczyć te wszystkie krytyczne
                          posty i jak się odpisze na nie, to zobaczyć nowe zastrzeżenia itp. Ja myślę, na
                          przykład, że słowo "ideały" tu padło w znaczeniu bardziej ogólnym, jako "motywy
                          jeżycjadowe", "podejście do życia" (np. lubienie książek, nie przejmowanie się
                          bałaganem), "inspiracje" itp. I przy dobrej woli każdy może to wywnioskować z
                          treści (jak mi się wydaje) - na podstawie tych podanych przykładów chociażby.
                          Nie trzeba chyba definiować koniecznie słowa "ideał" i prowadzić akademicką
                          dyskusję, tylko można pokusić się o taką spokojną rozmowę, próbę wzajemnego
                          zrozumienia się. Powiedzieć na przykład jak się samemu rozumie słowo ideał i
                          "ideały jeżycjadowe" i wtedy różne osoby mogą powiedzieć, czy się z tym
                          zgadzają, podzielić swoim zdaniem, Lakasha też może powiedzieć czy o to jej
                          dokładnie chodziło (bo o co jej ogólnie chodziło, to powiedziała już na wstępie,
                          podając przykłady). To był taki dość otwarty temat chyba, widać to było z
                          założycielskiego posta.

                          Mam takie wrażenie, że problemy z interpunkcją czy przekazem wynikają właśnie z
                          tej tremy i z zawrotu głowy co do tego jak odpowiedzieć na tyle postów na raz
                          (krytycznych lub dryfujących w stronę innych tematów), jak się obronić i jeszcze
                          sprawić, żeby było wciąż sympatycznie. To naprawdę niełatwe.

                          Mam nadzieję, że Lakasha będzie jeszcze pisać, może za jakiś czas? :)
                          Pozdrawiam!

                          • szprota Re: Ginestra 04.11.08, 00:28
                            Może faktycznie nie wyszło najładniej. Przyszła Lakasha, chciała nam coś
                            opowiedzieć, czymś się podzielić, a my zaczęłyśmy się czepiać wielo, bardzo
                            wielokropków.

                            Ale tak sobie myślę, że przecież nasze reakcje były bardzo zróżnicowane. I
                            życzliwe, i pełne chęci zrozumienia, i dzielące się swoimi przemyśleniami, i te
                            bardziej krytyczne, domagające się większej precyzji i przejrzystości.

                            I tak ma być. To jest forum, zbiorowisko różnych osobowości, spośród których
                            jedna bezrefleksyjnie odpisze, druga zatrzyma się i przydusi przy wielokropku,
                            trzecia doczyta między literami i interpunkcją samo dobre i fajne, czwarta
                            spostponuje ideały kubeczka. Musimy mieć tego świadomość wchodząc na nowe forum:
                            że będzie i życzliwie, i krytycznie, i zupełnie wątek zboczy z tematu, i do
                            niego wrócimy.

                            I, jak wspomniała Dzidka, ponieważ nie piszemy dla siebie i innych, miejmy
                            świadomość, że troska o poprawną pisownię i interpunkcję wzbudzi większą
                            sympatię. Ktoś wyżej (Mama Kotula?) podał przykład serwowania piwa w zaplutej
                            szklanicy. Dla mnie to po prostu to pierwsze wrażenie, jakie w realu robimy
                            schludnością stroju, czystością pazurów czy wypastowanością bucików.
                          • sownia169 Re: Ginestra 04.11.08, 01:06
                            Ginestro, Ty naprawde jestes dobrym duszkiem tego forum! Odkrylam Was niezbyt
                            dawno i lubie tu zagladac, ale czasem irytuje mnie nadmierna krytyka Borejkow,
                            Jezycjady i MM. Lubicie sie, spotykacie sie, wspieracie w roznych prywatnych
                            sprawach a i to forum istnieje posrednio dzieki temu, ze czytalyscie Jezycjade.
                            Bohaterowie nie istnieja przeciez poza stronami ksiazek, dajcie im szanse pedzic
                            zywot wymyslony dla nich przez autorke. Ja Borejkow lubie. Nie wszystko w nich
                            mi sie podoba, nie z kazdym bym sie zaprzyjaznila, ale i nie usmiercilabym
                            Ignacego (chociaz takiego meza nie chcialabym miec). Bardzo chetnie posmialabym
                            sie czasem z Wami, ale dyskusje przybieraja czesto zbyt ognisty koloryt. Ja sie
                            nie musze we wszystkim ze wszystkimi zgadzac, ale wolalabym miec swiadomosc, ze
                            ktos z sympatia potraktuje mnie i moje odmienne zdanie. Dlatego dziekuje Ci,
                            Ginestro za Twoj zyczliwy ton. I pozdrawiam wszystkie Szprotki, Jottki i Dakotki
                            tudziez inne forumowiczki.Mniej podejzliwosci, wiecej przychylnosci!
                          • mamapodziomka Re: Ginestra 04.11.08, 09:31
                            Ginestro, pozwolisz, ze ustosunkuje sie do twojej wypowiedzi, chociaz wlasciwie
                            to takie bardziej ogolne przemyslenia.

                            Pozastanawialam sie wczoraj nad czepianiem sie wielokropkow, przecinkow,
                            akapitow i pisowni. I w sumie doszlam do dosc smieszynch wnioskow. Ja sie nie
                            czepiam, nie zwracam uwagi, troche na zasadzie ludzie dorosli sa, to co ja im
                            bede mowic. Troche zreszta tez mi sie nie chce. ALE, ja widzac takie posty -
                            summa summarum je ignoruje, bo po prostu nie rozumiem co autor mial na mysli, a
                            dopytywanie sie jakos mi nie lezy i troche mi sie nie chce. I wychodzi mi na to,
                            ze jednak ja jestem bardziej wredna niz dziewczyny, ktore sie "czepiaja". Bo
                            stawiajac siebie w takiej sytuacji woallabym, zeby mnie ktos poprawil, albo sie
                            dopytal niz zignorowal. Li i jedynie ;)

                            I jeszcze moze dodam, ze ja to forum uwielbiam wlasnie za roznorodnosc podejsc.
                            Za to, ze nie jest to forum wylacznie dla nastolatek, ktore jedynie przywoluje
                            ulubione fragmenty opisujac, ze im taki dreszcz, wiesz, rozumiesz, jak on tak
                            popatrzyl ;) Za to, ze przy okazji wyciagane jest mnostwo roznych fajnych
                            tematow, za ktorymi mozna sobie popodazac (na przyklad o narzedziach w dyskusji
                            - ja jestem scislak z wyksztalcenia i chyba nie zetknelam sie z takimi tematami,
                            wiec fajnie bylo mi sobie doczytac). I za to, ze sa tu i osoby, ktore sa
                            niesamowicie zyczliwie nastawione do wszystkich i zawsze widza te pozytywna
                            strone, ale i te bardziej krytyczne, ktore nie pozwola nadmiernie sie nad soba
                            rozmamlac ;)

                            I jedyne czego zaluje, to to, ze mieszkam tak strasznie daleko i nie moge sie z
                            Wami regularnie spotykac, zrobic herbatki w kubku/szklance/filizance i
                            poczestowac ciasteczkiem. Bo mialabym wielka ochote.
                            • ginestra Re: Ginestra 04.11.08, 10:46
                              Sownio :),
                              dziękuję Ci za miłe słowa i za bardzo przyjazny wszystkim osobom wpis, a przede
                              wszystkim za Twoje refleksje, które w bardzo spokojny sposób wyrażają (tak to
                              odebrałam) pragnienie, aby w naszych rozmowach, a nawet kłótniach na forum,
                              obecny był także pewien luz i pewna przychylność a priori do piszącego.

                              Ja też tak myślę, że tu chodzi przede wszystkim o tę odrobinę większą dozę
                              przychylności i cierpliwości, o danie sobie i nam wszystkim (!!!) czasu na
                              poznanie nowej osoby, a tej osobie na oswojenie się z pisaniem na forum.
                              Albowiem taka osoba, która zakłada swój pierwszy wątek na pewno jest stremowana
                              i bardziej wrażliwa na to co usłyszy od innych i nie ma szansy pokazać
                              prawdziwej siebie, jeśli już na wejście zmuszona jest plątać się i bronić i
                              pokrywać emoticonami zmieszanie i chęć wytrwania tej krytyki, aby może potem
                              było lepiej, na co ma taką straceńczą nadzieję choć i tak widać, że jednak z
                              każdym postem jest gorzej. I efekt jest taki, że poznajemy tylko tę jej
                              zmieszaną i zdenerwowaną i rozżaloną stronę i ta osoba potem milknie na wieki. I
                              nie zdołaliśmy __wszyscy__ poznać jaka jest fajna, gdy jest spokojna i gdy czuje
                              się u nas jak wśród przyjaciół i gdy nikt jej nie wytyka błędów itp.

                              Kochani, ja bym wolała naprawdę, żeby nie było takich sytuacji, w których czuję,
                              że muszę się udzielać, tak jak w dyskusji w tym wątku i wolałabym nie być
                              "dobrym duszkiem" ;), tylko po prostu czytać jak się rozwija dyskusja, jak się
                              wzajemnie poznają "starzy" forumowicze z nową osobą, jak człowiek człowiekowi
                              coś daje, jak ludzie dzielą się swoimi światami i swoimi wrażeniami. Tu temat
                              był dokładnie na podzielenie się wrażeniami - nie była to dyskusja typu "czy
                              jesteście za eutanazją czy przeciw, ale najpierw ustalmy kryteria co to jest
                              eutanazja".

                              Moim zdaniem nie ma obowiązku, żeby każdy kto tu zagląda był na tyle silny
                              psychicznie i wyedukowany i obyty ze specyfiką forum "literackiego", żeby od
                              razu wpasował się w nastrój naszych dyskusji i został gładko w te dyskusje
                              wchłonięty albo żeby umiał znieść zmasowaną krytykę. Każdy jest inny przecież.
                              Każdy ma też inne sposoby wyrażania się i także inne przyzwyczajenia. Na forum
                              "Kobieta" można, na przykład, pisać bardzo skrótowo, bardzo na luzie, soczyście,
                              językiem odzwierciedlającym mowę potoczną i to jest dla wszystkich OK. Myślę, że
                              jeżeli ktoś, nastawiony pozytywnie do naszego forum (nowego dlań), napisze w
                              formule do której jest przyzwyczajony, choć trochę innej niż nasza, a mimo to
                              zostanie mile przyjęty, to może z biegiem czasu zbliży swoje wypowiedzi do
                              formy, którą zaobserwuje tutaj: w komforcie, w spokoju pisania. W przypadku
                              Lakashy to wydaje mi się, że pierwszy wpis był jak najbardziej zrozumiały, choć
                              trochę może w innej formule napisany niż jesteśmy tu przyzwyczajeni, bardziej
                              ekspresyjnej i potocznej. A zakłócenia w następnych postach to już wynikały z
                              nerwów i sprzecznych emocji: chęci przetrwania dyskusji, chęci bycia na forum,
                              wierzenia w miłe ułożenie się później stosunków oraz jednoczesnego
                              zdenerwowania, rozżalenia, może i poczucia upokorzenia czy czegoś takiego. A
                              wtedy to już o wiele trudniej o spokojną i wyważoną formę. Plus może naprawdę
                              dziecko nie dawało się skupić.

                              Mój apel jest więc taki, żeby dać nowej osobie szansę, a przede wszystkim
                              wysłuchać co ona chce powiedzieć, w jakim celu jest założony wątek itp. Tu
                              nastąpiło coś takiego, że wpis założycielski można by było sparafrazować jako
                              "co pozytywnego w Waszym życiu wynikło z czytania Jeżycjady" albo "jak objawia
                              się w Waszym życiu to, że lubicie i czytacie Jeżycjadę i czy czerpiecie z niej
                              inspiracje". Na forum fanów to nie jest nic niezwykłego zadać takie pytanie i z
                              założenia ktoś ma prawo oczekiwać, że odpowiedzi będą na temat, czyli że
                              forumowicze zechcą podzielić się przejawami swojej sympatii do Jeżycjady. A tu
                              otrzymuje ta osoba od razu komunikaty (w większości wpisów), że bohaterowie tych
                              książek są okropni i wyrażane są wątpliwości, że mogą być inspiracją dla kogoś.
                              Plus sugestie, że nieprecyzyjnie ta osoba używa terminów, że jej posty są
                              niezrozumiałe itp.

                              Nie jesteśmy chyba panelem ekspertów tylko fanami twórczości pani Musierowicz!
                              Ja myślę, że rozmowy nasze __mogą__ być bardziej na luzie, bardziej życzliwe.

                              Co do tej niezrozumiałości wpisów, o której pisze Mamapodziomka, to wydaje mi
                              się, że to wynikało właśnie z nerwów, z tremy. Gdyby móc trochę więcej w spokoju
                              porozmawiać, to może ta forma by się sama wygładziła, a jak nie, to można by się
                              dopytać o niejasne fragmenty, ale też życzliwie. I na pewno posty byłyby coraz
                              bardziej przejrzyste. Można chyba wyjść z założenia, że jeśli ktoś przeczytał
                              Jeżycjadę i lubi ją i w jakiś sposób jest w niej rozsmakowany, skoro ma potrzebę
                              czytać o niej i pisać też na forum, to intelektualnie na sto procent poradzi
                              sobie z jasnym wypowiadaniem na forum.

                              Ja nie mam wrażenia, że ta forma wynikała z lekceważenia rozmówców. Może po
                              prostu z odmiennych przyzwyczajeń. Tak jak w realu - w przyjaźni czy w związku
                              każdy na początku wnosi swoje przyzwyczajenia, a potem te osoby nawzajem trochę
                              je zmieniają (trochę jedna, trochę druga), w imię dobrej relacji, bo chcą być w
                              tej relacji. My też chyba chcemy być na forum. Nikt nie zakłada przecież forum,
                              żeby sam do siebie na nim pisać. I te nowe osoby też chcą być na forum. A więc
                              trochę jedna strona, trochę druga niech się otworzy i pozwoli na wzajemne
                              poznawanie się i uczenie się od siebie i tworzenie tej wspólnej płaszczyzny do
                              rozmów. Wtedy powstaje pewna synergia różnych osobowości (tak jak to widzimy na
                              forum obecnie), do której każda nowa osoba też może i ma prawo coś wnieść.
                              (Myśmy też wnieśli - każdy z nas tu kiedyś był nowy). Tylko do jej wytworzenia
                              potrzebne jest trochę czasu. A żeby ten czas dać, to potrzebna jest pewna
                              przychylność. I znów - nie chodzi mi o picie sobie z dzióbków, tylko o taki po
                              prostu większy luz w dyskusji.

                              Osobiście bardzo się cieszę, że tu dyskusja nie poszła w stronę definiowania
                              słowa "ideał" i wydaje mi się to faktem godnym odnotowania i powodem do
                              optymizmu (ale to takie moje zdanie). A więc chciałam niniejszym wyrazić swoją
                              radość z tego, że (w mojej logice, która nie musi być przecież uniwersalna)
                              idzie jednak ku dobremu. :)
                              Pozdrawiam!

                              PS. A niedługo wychodzi Sprężyna i na pewno nowe osoby zechcą się odezwać ...
                              (wielokropek zamierzony :-) )
                        • lamena Re: Ginestra!! 04.11.08, 09:54
                          Prosze Cie Ginestro,mojego nicka mam juz pare ładnych lat i nie sadze,abym dla
                          tak błachego powodu zniżała sie do takie absurdu.Za stara juz na to
                          jestem.Wkurzyła mnie jedynie to,iż do tej pory czytałam forum z
                          przyjemnoscią,teraz już nawet boję sie sama pisać.Pozdrawim i chyba żegnam.
                          • mama_kotula Re: Ginestra!! 04.11.08, 10:29
                            To nie Ginestra, tylko ja zasugerowałam podwójną tożsamość, wnioskując z wielu rzeczy, być może na wyrost i bardzo bym chciała nie mieć racji. Ale - jak napisałam - to nie grzech.

                            Nie chodzi o to, abyś znikała z forum. Bo to właśnie obrażanie się jest absurdalne.
                            Nie widzę nic złego w zwróceniu uwagi na formę wypowiedzi - naprawdę, uwierz, tu nie chodzi o zgnojenie autora, o wyśmianie czy coś w tym rodzaju.
                            Chodzi o komfort czytania postu. Powtórzę się: brak znaków interpunkcyjnych czy technika strumienia świadomości szalenie zaciemniają treść. I powodują, że czytanie takiego postu staje się męczarnią, ponieważ nie można dokładnie zrozumieć treści, nie można nawet odwołać się do czegoś, bo nie widać, o co chodzi.

                            Lameno, jeśli nie jesteś Lakashą - przepraszam za insynuację.
                            Jeśli jesteś - też przepraszam. Pisz dalej.
                            • ginestra Re: Ginestra!! 04.11.08, 10:53
                              Pisałam długo tego posta i teraz po wysłaniu widzę wpis Lameny i Mamy_kotuli.

                              Lameno droga (czy Lakasho), jeśli trochę ochłoniesz i trochę Ci przejdą te
                              wszystkie uczucia i zdecydujesz się coś napisać, to wiedz, że jesteś tu mile
                              widziana. :)

                              Mama_kotula też bardzo ładnie napisała, żebyś wybaczyła i jeśli chcesz, to żebyś
                              pisała, bo (i ja też mam takie wrażenie!) ludzie tu piszący bardziej skupili się
                              na warstwie słownej, a nie jest tak, że nie lubią Ciebie czy coś. :)

                              A więc jeśli zechcesz, to nie przejmuj się i jeszcze kiedyś napisz albo czytając
                              forum wiedz, że idea kuchni Borejków jednak, mimo tych niefortunnych sytuacji,
                              naprawdę jest nam bliska. Może z wykonaniem nie zawsze jest idealnie, ale
                              staramy się! :)
                              Pozdrawiam Cię serdecznie!
                          • mmoni Re: Ginestra!! 04.11.08, 12:11
                            Jak już się czepiać, to po całości. Używanie klawisza spacji po znakach
                            przestankowych (nigdy przed) bardzo poprawia komfort czytania. Nie ma się o co
                            obrażać, to po prostu uwaga z dobrego serca, która ma na celu polepszenie
                            komunikacji. Czy obrażona jesteś na rodziców za to, że w dzieciństwie zwracali
                            Ci uwagę, że nie mówi się z pełnymi ustami?
    • idomeneo Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 04.11.08, 14:07
      wracając do tytułowego zagadnienia - zastanawiam się, czy to ogólnie etos
      inteligencki zahibernowany w swojej późnopeerelowskiej postaci wydaje się dziś
      cokolwiek anachroniczny?

      Czy też problem jest raczej z odbiorem jego radykalnej, borejkowskiej wersji,
      jako że, jak to ujęła Mama Kotula, dzieci czasem jednak potrzebują czekolady.
      Nawiasem mówiąc, ja mam wrażenie, że kupowanie kolejnych wydań Plutarcha przy
      budżecie sześcioosobowej rodziny napiętym do granic możliwości to jest
      "czekolada" dla Ignacego.
    • lezbobimbo Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 04.11.08, 18:59
      .. mam tez oczywiscie nadzieje, ze nie przerazilas sie naszych wysrubowanych
      wymagan, Lakasho :)
    • lakasha chcialam... 04.11.08, 22:08
      Chciałam się pozegnac,nie zywie do nikogo urazy, choc powiem,że łza sie w oku
      kręci.Niemiło jest być skrytykowanym:)na samym wstępie.Na przyszłośc dziewczyny
      troszkę wiecej wyrozumiałości i może cierpliwosci,aby forumowiczki zapoznały sie
      z Waszym stylem i pisowni i tematów itakże ogólnej atmosfery.Wierzcie mi to
      zniechęca.
      P.S- a sparwdzanie kazdego postu po uprzednim napisaniu w obawie przed błedami
      wszelakiego rodzaju...o nie!nie bde sie czuła skrępowana przed własnym monitorem.
      Jeszcze jedna uwaga do Pani mmoni- rodzice mnie uczyli zasad kultury
      osobistej(niemówinie z pełnymi ustami)uczyli także wyrozumiałości i przymykania
      oka na błędy innych,tym bardziej zwracania uwagi osobie OBCEJ bo to po protu
      niegrzecznie i w złym stylu.
      pozdrawiam serdecznie.





      • lezbobimbo Re: chcialam... 04.11.08, 22:42
        Nie obrazaj sie lakasho, zostan z nami :-)

        Mysle, ze sie jakos dotrzemy. A Twój temat wszak zaowocowal duzym odzewem :)
        • kaliope3 Re: chcialam... 04.11.08, 22:49
          No właśnie Lakasho, nie przejmuj się! Ja dokładnie jak Ty myślałam, tylko trochę
          wcześniej, później mi się pozmieniało,ale szanuję Twoje nastawienie do Jeżycjady
          i rozumiem,że te książki mogą Ci czasem dodać troszkę humoru i ciepła. O to
          wytykanie błędów to się nie gniewaj, wszyscy tu co jakiś czas łapiemy się na
          jakichś literówkach czy wręcz rażących błędach ort(ja tak miałam niedawno:))
          także spokojnie! I pisz śmiało dalej
      • szprota Re: chcialam... 05.11.08, 00:13
        Lakasho, przyjmuję Twoją uwagę o braku wyrozumiałości i cierpliwości. Na pewno
        nie chciałabym, by Ci było przykro. Wiele z nas zresztą odniosło się do tego, co
        chciałaś nam przekazać, tylko może to, co sprawiło Ci przykrość było jakoś
        bardziej zauważalne (chyba zawsze tak jest). Wątek jest długi i wypowiedzi są
        mocno zróżnicowane, tak przynajmniej ja to odbieram.

        Co do sprawdzania posta przed wysłaniem - nie pozwolę sobie się zgodzić in
        merito. To znaczy, ja staram się sprawdzać, a przynajmniej rzucić okiem, co mi
        przeglądarka popodkreślała na czerwono. Wygodniej mi się czyta siebie i innych,
        gdy wypowiedzi nie są zmącone brakiem interpunkcji i ortografii. No, ale
        przecież zrobisz jak zechcesz - ja tylko wyrażam zdanie, dlaczego moim zdaniem
        ten zwyczaj ma sens.
      • the_dzidka Re: chcialam... / o jeny, kobietooo! 05.11.08, 20:16
        Zakładam, że tu jeszcze zajrzysz z ciekawości, więc powiem krótko:
        nie obrażaj się i nadymaj tak od razu! Co to kurczę jest, że ludzie
        na zwróconą im uwagę zaraz się obrażają, albo i gorzej...
        • mama_kotula Re: chcialam... / o jeny, kobietooo! 05.11.08, 21:31
          Dzidko, z jednej strony rozumiem autorkę, ale tylko częściowo. Być może spodziewała się innego przyjęcia.

          Z drugiej strony - nie zgodzę się z fragmentem "nie będę sprawdzać poprawności postu przed wysłaniem, bo nie będę się czuła skrępowana przed własnym komputerem". Przykro się czyta takie rzeczy. Bo to poprostu jest eufemistycznie ujęte zdanie "czytelniku, mam cię w rzyci".

          Nikt nie obraził autorki postu, przynajmniej nie zauważyłam.

          Choć jak tak spojrzeć, każdy ma inny próg "wrażliwości" na krytykę.
          I o ile ja odebrałabym "proszę, używaj znaków interpunkcyjnych i jaśniej formułuj myśli, bo treść jest niezrozumiała" jako dobrą radę, pisaną w dobrych intencjach, o tyle ktoś inny może uznać to za napad na swoją godność, naruszenie granic terytorium i próbę strącenia korony z głowy.
          Przyznaję bez bicia, że koronowanych samowolnie głów nie lubię.

          Wątek jest ciekawy, w różnych kierunkach ewoluujący. Mógł potoczyć się zgodnie z zamierzeniem autorki, jakby autorka - do ciężkiej deutery - napisała, o czym tak naprawdę chce rozmawiać.
          • ginestra Re: chcialam... / o jeny, kobietooo! 06.11.08, 07:37
            Dziewczyny, rozumiem cel tych wpisów - żeby Lakasha nie obraziła się i za jakiś
            czas może znów pisała na forum. I jest to naprawdę wspaniałe, że kilka osób
            odezwało się przyjaźnie teraz i można wnosić, że drugim razem sytuacja taka jak
            ta raczej się nie powtórzy, i że Lakasha mogłaby spróbować nam na nowo zaufać.
            Też jestem za tym, żeby może ochłonęła i też spojrzała na te nowe wpisy,
            zachęcające i zobaczyła tę postawę.

            Natomiast dla sprawiedliwości, to muszę dodać, że te uwagi do Lakashy, choćby o
            wielokropki, spacje, ogólny sposób wypowiadania się (z cytowaniem jej itp.) nie
            były takie niewinne, i nie miały (moim zdaniem) formy życzliwej porady, tylko
            były one, po pierwsze, od wielu osób naraz, a po drugie, były też porównania do
            charczenia, duszenia się itp., a więc takie komentarze byłyby zapewne
            nieprzyjemne dla każdego z nas (gdybyśmy sobie to wyobrazili), a zwłaszcza dla
            osoby, która pierwszy raz napisała na forum i to w tak życzliwym, ufnym i
            przyjaznym tonie. Było też (moim zdaniem) widoczne pewne traktowanie jej z góry
            (np. nawiązanie do rodziców, którzy wpajają dziecku o mówieniu z pełnymi ustami
            zestawione z tym, że teraz jej, dorosłej osobie, obcy ludzie muszą coś wpoić, bo
            wcześniej jej nie wpojono). I w ogóle taki trochę ton wyższości w wielu postach.
            Cały wątek miał postać takiej trochę zmasowanej krytyki - już pierwsze posty
            były kubłem zimnej wody (lubisz Borejków, a my właśnie ich nie lubimy). Naprawdę
            dziewczyna ma dużą odporność, bo jeszcze próbowała coś wyjaśniać i pisać i
            rozładowywać atmosferę.

            No i w pierwszym poście napisała przecież o co chodzi, podała przykłady - moim
            zdaniem nie był to wcale niezrozumiały temat.

            Co do tego skrępowania przed komputerem, to dodam jeszcze, że ja to odebrałam
            tak, że nie chodzi Lakashy o trud poprawienia tego, co spell-check zaznacza na
            czerwono (błędów ortograficznych nie robiła chyba), tylko o to, że skoro krytyka
            jej sposobu pisania od forumowiczów była taka "po całości" (czyli: interpunkcja,
            spacje, emoticony, sposób wyrażania myśli jako taki oraz sposób ekspresji), to
            gdyby Lakasha miała to wszystko odtąd stosować w praktyce i poprawiać, to
            musiałaby siedzieć nad każdym postem i cyzelować go, a i tak być w stresie czy
            efekt już teraz zadowoli forumowiczów czy nie - byłaby na pozycji osoby, którą
            się ocenia i krytykuje i świadomość ta odbierałaby jej, być może, całą
            spontaniczność i przyjemność z rozmowy poprzez pisanie.
            Mnie nie wydaje się, że chciała pokazać, że ma odbiorców postów "w rzyci",
            tylko, po prostu chciałaby móc pisać tak jak serce dyktuje. Myślę, że w miarę
            ochłonięcia na forum, czucia się dobrze i pisania spokojnie, forma postów także
            stałaby się klarowniejsza. Te posty Lakasha na pewno pisała z tremą.

            Ogólnie myślę, że gdyby na przykład taka nowa osoba pisała mało klarownie i
            byłaby dobrze przyjęta, a w miarę pisania na forum nadal by pisała mało
            klarownie, to wówczas można by zwrócić jej uwagę życzliwie na pewne rzeczy,
            które mogłaby poprawić i to by było inaczej odebrane - od osób, które już ją
            znają i akceptują, a nie od obcych, którzy rzucili się na nią, gdy dopiero
            założyła pierwszy wątek.

            Ja rozumiem, że lepiej by może było nie analizować już tego i nie rozgrzebywać i
            zastanawiałam się długo czy teraz dopisać się czy nie, ale wydaje mi się (z boku
            patrząc), że nie jest tak, że dziewczyna nie ma się o co obrażać i to z
            uczciwości musiałam napisać. Moim zdaniem dziewczyna ma się o co obrażać, może
            jej być autentycznie przykro po takim przyjęciu, ale jednocześnie - jeśli jest
            odporna psychicznie i potrafiąca pewne rzeczy brać filozoficznie i nie
            przejmować się nimi - to może dostrzeże też, że jest i to i to. Czyli, że były w
            wątku wpisy również milsze, oraz, że teraz, na koniec, kilka osób napisało do
            niej przyjaźnie, prosząc o nie obrażanie się i o pozostanie na forum,
            podkreślając, że mimo tego niefortunnego pierwszego wątku, jest tu mile
            widziana. A więc ta druga postawa też jest faktem.

            A to wszystko Lakasha może teraz w sobie rozważyć i sama za jakiś czas
            zdecydować dla siebie czy chce pisać tutaj czy nie.
            Pozdrawiam wszystkich!
            • kaliope3 Re: chcialam... / o jeny, kobietooo! 06.11.08, 07:52
              To ja jeszcze tylko dodam,że pewnie na miejscu Lakashy nie
              obrażałabym się ani nie robiła wielkiej sprawy z tej wymiany
              postów, ale TERAZ, czyli od roku przebywania na forum,kiedy to już
              Was troszkę znam. Natomiast gdybym zaraz po jednym z pierwszych
              wpisów dostała taki odzew-zwłaszcza uwagi o systemie wychowawczym
              moich rodziców-to bym pewnie zrezygnowała z dalszego pisania. Mamo
              Kotula-masz rację z tym poziomem wrażliwości, ale w tym akurat
              przypadku nie odnosi się to, moim zdaniem, do neutralnego
              stwierdzenia że autorka ma problemy z interpunkcją. Troszkę mocniej
              to zostało sformułowane i to było-moim zdaniem-zupełnie niepotrzebne.
              Zresztą Sowca to najlepiej ujęła w wątku o forum.
              • mama_kotula Re: chcialam... / o jeny, kobietooo! 06.11.08, 09:07
                Cytat
                To ja jeszcze tylko dodam,że pewnie na miejscu Lakashy nie
                obrażałabym się ani nie robiła wielkiej sprawy z tej wymiany
                postów, ale TERAZ, czyli od roku przebywania na forum,kiedy to już
                Was troszkę znam.


                Niby tak.
                Ale czy Lakasha aby nie wspomniała, że czyta forum od dawna? Choćby pośrednio? Ot, choćby ostatnią dyskusję o trupkach begoniowych, gdzie była mowa o precyzji wypowiedzi i sposobie dyskusji?
                Jeśli czyta forum - a zakładam, że czyta - to zna styl wypowiedzi, wie, że tematy obfitowały w offtopiki, często przesycone absurdalnym humorem.

                Prowadziłam kiedyś aktywnie dość specyficzne forum dla matek tzw. wyrodnych ;). Forum z konkretnym manifestem, dość ściśle zarysowanym światopoglądem. Forum, na którym ortografy były bezlitośnie tępione (w żartobliwy, ale stanowczy sposób). Forum, na którym panował specyficzny klimat, pewne style wypowiedzi stały w opozycji do stylu forum i na forum zostały kilka, albo i kilkanaście razy gruntownie obśmiane (np. nadmierne używanie zdrobnień u świeżo upieczonych mamuś - zwane odpieluszkowym zapaleniem mózgu).

                Po czym nie raz zdarzyło się, że przychodziła na forum osoba i w pierwszym zdaniu pisała "czytam was od zawsze/od dawna i wiedziałam, że do was pasuję", po czym w drugim zdaniu wali "dzidzią", w trzecim "śpaceluniem" a w czwartym "macieŻyństwem".
                I to, czego tu doświadczyła Lakasha - wierzcie mi, to "lajcik" w porównaniu do tego, czego doświadczał taki Filip z konopii na moim forum. I potem taki Filip obrażał się, oburzony, że został obśmiany, dosłownie, zrównany z ziemią (przyznaję ze wstydem).
                Ale - zdarzały się i Filipki, które potrafiły taką ripostą rzucić, na obśmiewajki starych wyjadaczek, że szło im w pięty. I te Filipki potrafiły przyznać się do błędu, ale jednocześnie nie poddawały się bez zastrzeżeń. Czyli - postaram się pisać bardziej czytelnie, ale mam specyficzny styl i NIE ma bata, abym go zmieniła po całości. Amen.

                O co mi chodzi - ano, nie chodzi mi o to, że "jeśli wpadniesz między wrony, musisz krakać jak i one", bo sama zgrzytam zębami na taką myśl.
                Chodzi o to, że pełne żalu obrażanie się jest hmmm... dziecinne? "Zabieram zabawki i idę na swoje podwórko".
                Nie lepiej podjąć polemikę? W rodzaju "uważam, że mój styl wypowiedzi idealnie oddaje mój nastrój, a wielokropki mają znaczenie takie i takie. słowa "ideały" nie używam w znaczeniu słownikowym, w kilku postach napisałam na przykładach, a teraz postaram sie zebrać to w spójną całość"?

                Teraz doczytałam uwagi o systemie wychowawczym rodziców. Owszem, tu bym się domagała przeprosin (i to bym się domagała w bardzo niemiłej formie).

                Natomiast na uwagę o charczeniu w agonii pewnie bym odpaliła w podobnym klimacie z ciętą ironią (no, ale to ja, a ja mam ZA i przeważnie nie zauważam, czy jestem miła czy nie :P).
                Tak, że odbiór tego też zależy od poziomu wrażliwości imho, od tego, jak człowiek na siebie patrzy i czy ma do siebie dystans.
                • ginestra Re: chcialam... / o jeny, kobietooo! 06.11.08, 13:17
                  Dziewczyny,
                  ten przykład dotyczący dołączania do forum dla młodych mam, o którym napisała
                  Mama_kotula (rozumiem, że to specyficzne forum, ale mimo wszystko) oraz kilka
                  wzmianek forumowiczów o tym, że na innych forach można liczyć niekiedy na
                  jeszcze większe obśmianie, krytykę i nieprzyjemności przywodzi mnie do
                  konkluzji, że pisanie na forach to chyba rozrywka z dziedziny sportów
                  ekstremalnych, i że już na wejście pożądane są umiejętności bronienia się,
                  wytrzymywania docinków i prób bycia zrównywanym z ziemią, a przede wszystkim
                  pożądana jest umiejętność odgryzania się ciętymi ripostami, tak jednak
                  dobranymi, żeby "starzy forumowicze" nie odwrócili się od delikwenta, tylko po
                  tej kwarantannie przyjęli go do swojego grona. Ale czy tak powinno być??
                  Dochodzi jeszcze taka sprawa, że tak "wkupiony" delikwent za jakiś czas
                  (zapewne) sam przystępuje do szturmu, gdy jakaś nowa osoba się pojawi, bo ma
                  potrzebę, żeby "oddać". To mi się kojarzy z jakąś falą w wojsku(!), z rytami
                  inicjacyjnymi i w ogóle z pewnymi atawizmami natury ludzkiej! Ja wiem, że trzeba
                  te prawdy o naturze ludzkiej przyjąć do wiadomości i jakoś się z nimi pogodzić,
                  a na pewno nie wypierać ich i nie udawać, że nie istnieją, ale wydaje mi się, że
                  można jednak __dążyć__ do tego, żeby gdzieś wyżej poustawiać normy i wtedy
                  ogólnie więcej będzie przyjazności i dobrej atmosfery w świecie, bo przecież
                  ludzie przekazują swoje emocje dalej - czy to przez forum czy w realu i tak
                  powstaje jakiś efekt domina. Podobnie jak z "negatywnymi emocjami" tak jest i z
                  "dobrymi emocjami" * (vide: założenia grupy ESD).

                  Ogólnie przypominają mi się słowa usłyszane przeze mnie od ludzi, którzy
                  pracowali w środowiskach biurowych o tym, że jak ktoś podejmuje w takim
                  środowisku pracę, to musi być bardzo odporny psychicznie, musi się przygotować,
                  że ludzie będą go chcieli zniszczyć czy wykorzystać czy snuć intrygi itp.
                  Ogólnie, że w skupisku ludzi trzeba być twardym itp. Moje życie zawodowe
                  przebiegało akurat tak, że przez większość czasu pracowałam na samodzielnych
                  stanowiskach (nauczanie) oraz w domu. Nie chciałam jednak dawać wiary za bardzo
                  tym opiniom jak wyżej - o tej konieczności dużej odporności psychicznej w pracy
                  w firmie, bo ludzie w skupisku potrafią się zachowywać okrutnie dla kogoś itp.
                  Nadal nie do końca wierzę, że to jest regułą i chciałabym nie bać się takiej
                  pracy, ale te opinie o forach i naturze ludzkiej także dają mi do myślenia.

                  I zastanawiam się czy nie lepiej by było, przyjąwszy oczywiście, że nigdy nie
                  będzie idealnie, to jednak starać się tam, gdzie mamy na to wpływ, żeby pewne
                  postawy nie stawały się normami?

                  Na takim forum dla młodych mam, na pewno wiele osób poczuło się okropnie i
                  poczuło się niesłusznie wyśmianymi czy odepchniętymi. I zastanawiam się czy te
                  pozostałe osoby pomyślały w ogóle o tym czy warto było im tak dogryzać - za to,
                  że powiedziały coś w zdrobnieniu na przykład?? Czy to takie przestępstwo? Ja
                  wiem, że "wyrodne mamy" to miały być pewnie (jak sobie wyobrażam) takie mamy,
                  które właśnie kontestują obiegową opinię o mamach, czyli taką, że młode mamy to
                  nie umieją o niczym innym rozmawiać, jak tylko o pieluchach i są ogólnie
                  odmóżdżone, mówią w zdrobnieniach itp. Ale jestem pewna, że te mamy, które
                  zainteresowały się tym forum takie nie były, skoro się zainteresowały. A po
                  prostu były sobą i raz a kiedy użyły słowa w zdrobnieniu czy zrobiły błąd
                  ortograficzny - i to aż tak musiało przeważyć nad tym, co chciały przekazać i
                  nad tym kim są?? A może posłużyły po prostu komuś do wyładowania własnych
                  frustracji, do poprawienia sobie samopoczucia? :-/ Przyznam się, że trudno mi
                  zrozumieć takie klimaty i ogólnie ten świat.

                  Nie chcę jakoś powiększać tej dyskusji, tylko tak pomyślałam, że może warto
                  pomyśleć o tym, że tam gdzie jesteśmy w danej chwili mamy jednak wpływ na
                  całokształt: w pracy, na forum, w rodzinie. I niby świata się nie zmieni, to
                  prawda, ale ten mały kawałek, na który mamy wpływ, być może tak - nie godząc się
                  na pewne rzeczy. [Czy to nie jest czasem myśl z Kalamburki? Tak mi świta, że
                  podobne słowa mówiła Felicja do Mili - że nie na wszystko mamy wpływ, ale na
                  jakiś mały kawałek - tak.; a więc zdumiewa mnie do jakiego stopnia te książki
                  potrafią wpływać na człowieka. ;-)]

                  Strasznie źle się czuję z tym, że to jakoś może wyglądać jakbym pouczała ludzi,
                  ale wierzcie mi - nie mam takich intencji. Chciałabym po prostu zwrócić uwagę na
                  to, że niekiedy godzimy się na to, żeby coś było normą, a gdzieś wewnętrznie
                  może czujemy, że to nie jest do końca dobre zachowanie czy zjawisko. Na pewno
                  bym nie pisała tego, gdyby nie to, że ta wiadomość o forum młodych mam bardzo
                  mnie poruszyła.
                  Niech to więc będzie może taki przyczynek do ogólnej refleksji, nie trzeba chyba
                  drążyć tematu...
                  Pozdrawiam

                  * o emocjach: psychologia mówi, że nie ma "negatywnych" i "pozytywnych" emocji -
                  wszystkie (złość, strach itp. też) są potrzebne człowiekowi, bo informują go o
                  zagrożeniu czy o tym, że coś jest niesprawiedliwe i może on wtedy dobrać
                  działania do tych emocji kierując się jednakowoż też rozumem; Tak więc same
                  emocje są OK, tylko to, co pod ich wpływem robimy - nie zawsze. Ale im więcej
                  tych "dobrych" (radość, zadowolenie, duma itp.), tym więcej dobrych działań
                  kierujemy ku światu;
            • glonik Re: chcialam... / o jeny, kobietooo! 06.11.08, 13:33
              ginestra napisała:

              > Natomiast dla sprawiedliwości, to muszę dodać, że te uwagi do
              Lakashy, choćby o
              > wielokropki, spacje, ogólny sposób wypowiadania się (z cytowaniem
              jej itp.) nie
              > były takie niewinne, i nie miały (moim zdaniem) formy życzliwej
              porady, tylko
              > były one, po pierwsze, od wielu osób naraz, a po drugie, były też
              porównania do
              > charczenia, duszenia się itp., a więc takie komentarze byłyby
              zapewne
              > nieprzyjemne dla każdego z nas (gdybyśmy sobie to wyobrazili), a
              zwłaszcza dla
              > osoby, która pierwszy raz napisała na forum i to w tak życzliwym,
              ufnym i
              > przyjaznym tonie.

              Ach, Ginestro.
              To, co napisałaś, to też moje obawy.
              I, o ile pierwszy post na tym Forum pisałam sobie spokojnie - w
              końcu wiem, co piszę - o tyle po przeczytaniu kilku uwag (nie do
              mnie), sprawiło, że sama do się straciłam zaufanie i - zamiast
              skupić się na meritum wypowiedzi - pilnowałam interpunkcji,
              ortografii (a akurat nie muszę).

              Word załatwia sprawy typowo techniczne, ale nie poprawi gramatyki,
              nie wywlecze z emocjonalnego posta sensu zrozumiałego dla wszystkich.

              Wiem, że to Forum ma określone standardy w przekazywaniu swoich
              przemyśleń. Rozumiem to.
              Też wolę czytać przejrzyste - pod każdym względem - posty.

              Ale czasem trzeba odejść od sztywno założonych reguł, na rzecz
              pozyskania nowego uczestnika Forum.

              Niesamowite, jaka mnie odwaga ogarnęła ;-).

              G.
              • ginestra Re: chcialam... / o jeny, kobietooo! 06.11.08, 15:04
                Gloniku, fajna ta odwaga. :)

                Dziękuję za podzielenie się swoimi odczuciami.
                Pozdrawiam!
                • sowca Re: chcialam... / o jeny, kobietooo! 09.11.08, 00:29
                  Droga Lakasho, liczę jednak na to, że mimo urażonej dumy zdecydujesz
                  się jeszcze nas odwiedzić :) Ja wiem, że to zawsze jest stres
                  zadebiutować na forum - żebyście wiedziały, jakiego ja miałam
                  stresa! A gdy ktoś wszedł ze mną w polemikę, to przez jakiś czas
                  bałam się zajrzeć do danego wątku. Ale wydaje mi się, że tak jest
                  zawsze, kiedy się wchodzi, nawet wirtualnie, w jakieś w miarę zżyte
                  ze sobą środowisko - poznaje się, wyczuwa atmosferę, delikatnie bada
                  granice i zawsze się denerwuje, czy aby nie złamało się któregoś z
                  niepisanych praw. A potem wchodzi się absolutnie bez stresu, bo się
                  poznaje zasady!
                  Tutaj, na forum, taką niepisaną zasadą jest to, że staramy się, aby
                  posty były czytelne, jasne i zrozumiałe dla każdego czytelnika.
                  Wydaje mi się to oczywiste. Nie znamy się (w większości) osobiście,
                  nie mamy możliwości dostrzegać mowy ciała, nie słyszymy tonu głosu
                  itp - naszą jedyną bazą jest to, co napiszemy i co przeczytamy. Stąd
                  często na forum wybuchają spięcia, bo nie zawsze dobrze się
                  rozumiemy i odpowiednio interpretujemy to, co ktoś napisał. Jasność
                  i przejrzystość tekstu są więc po prostu normą, a ortografia i forma
                  zapisu - znacznym ułatwieniem zarówno dla siebie, jak i dla innych.
                  Jeśli ktoś nie rozumie tekstu, nic dziwnego, że zwraca uwagę, aby
                  pisano posty w sposób bardziej zrozumiały. Wydaje mi się, że nie ma
                  w tym nic tak okropnego, żeby uciekać z forum. Ten ostatni post,
                  Lakasho, wyjaśniał bardzo wiele, był też napisany o wiele bardziej
                  przejrzyście, toteż czytało się go o wiele łatwiej.
                  Przyznaję, że uwaga dotycząca Twoich postów nie była zbyt przyjemna
                  i mogła Cię urazić. Rozumiem więc Twoje rozgoryczenie. Ale forum
                  jest właśnie od tego, żeby coś wyjaśnić, wytłumaczyć (coś w stylu:
                  mam małe dziecko, jestem zmęczona, ale postaram się pisać tak, aby
                  było to dla wszystkich zrozumiałe). Ucieczka nigdy nie jest dobrym
                  rozwiązaniem, bo nic nie daje. Odezwiesz się na innych forum i
                  sytuacja się powtórzy, a może być nawet jeszcze bardziej przykra.
                  Tym bardziej, że zwrócono Ci uwagę odnośnie z a p i s u Twojej
                  wypowiedzi, a nie jej treści czy Ciebie osobiście. Dlatego
                  proponuję, żebyś się odobraziła, wybaczyła nam i aby nasze dalsze
                  forumowe życie upływało spokojnie i bez zakłóceń:)
    • emae Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 16.10.13, 10:36
      Jak ciekawie, że powrócił ten wątek sprzed 5 lat :) Szaleństwo, w takich chwilach czuję, że dosłownie dorastałam na tym forum.

      Pamiętam dobrze ten wątek - jakoś od razu trafił do mnie temat, zrozumiałam, o co chodzi Lakashy z ideałami, chciałam się dopisać... Sęk w tym, że nie miałam pomysłu, co mogłabym napisać. Na mnie Jeżycjada w ogóle nie wpłynęła w ten sposób! Inne rzeczy, które czytałam i oglądałam, owszem (mój bzik na punkcie czerwonych sukienek ma swoje bardzo konkretne źródło), Jeżycjada jakimś przedziwnym trafem - nie. Średnio mnie interesuje, jakie oni mają kubeczki i jakie lubią kolory, a już na pewno nie inspiruje mnie to do kolorowania w ten sposób mojego własnego otoczenia. Ich styl ubierania się czy czesania (strzyżenia) zupełnie mi nie podchodzi. Jedyną w miarę inspirującą postacią wydaje się Laura, ale - miałam malinową sukienkę, zanim ona ją założyła, śpiewałam, zanim się dowiedziałam, że Laura śpiewa od przedszkola, farbowałam swój blond na ciemny kolor nie dlatego, że Laura ma ciemne włosy, a od faceta w typie Naszpaaaana uciekłam, zanim ci dwoje się poznali. Czyli inspiracji brak ;)

      Z Jeżycjady przyswoiłam sobie jedynie powiedzonka (ledwie wczoraj moja Mama napisała na FB, że ktoś tam to przy niej wycirus) :) oraz niektóre przepisy kulinarne. W szczególności murzynek i gazpacho :)
      • pucka_puc Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 16.10.13, 11:09
        Miło mi dołączyć się do wątku :)

        Czytając teraz BBB przypominało mi się, jak za nastoletnich lat bardzo chciałam ubierać się jak Aniela z tego tomu. Bardzo mi przemawiała do wyobraźni spódnica jakby uszyta z makowych płatków i czarna bluzka do tego, no i kto by nie chciał mieć takich wspaniałych nóg, jak Aniela ;) (Takiej spódnicy niestety do dziś nie mam.)

        Jeśli chodzi o gotowanie, to miałam kompleksy, że jako nastolatka nie gotowałam, natomiast Jeżycjadzianki tak. I znów Aniela: pamiętam, że wjechało mi na ambicję to, że robiła naleśniki w wieku 15 lat, ja niestety nie. To chyba przez moja mamę, która, choć jest super babką, nie dała mnie i siostrze nic zrobić w kuchni. Dosłownie krążyła nad nami i wyjmowała rzeczy z rąk, sarkając i pokazując, jak powinno się wszystko robić...
        (Teraz gotuję nieźle i różnorodnie :))
        • emae Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 16.10.13, 11:49
          pucka_puc napisał(a):

          >
          > Jeśli chodzi o gotowanie, to miałam kompleksy, że jako nastolatka nie gotowałam
          > , natomiast Jeżycjadzianki tak. I znów Aniela: pamiętam, że wjechało mi na ambi
          > cję to, że robiła naleśniki w wieku 15 lat, ja niestety nie. To chyba przez moj
          > a mamę, która, choć jest super babką, nie dała mnie i siostrze nic zrobić w kuc
          > hni. Dosłownie krążyła nad nami i wyjmowała rzeczy z rąk, sarkając i pokazując,
          > jak powinno się wszystko robić...
          > (Teraz gotuję nieźle i różnorodnie :))

          Jakbym o sobie czytała :) Pierwsze moje gotowanie to już czasy niemalże studenckie. W dodatku pierwsze moje naleśniki były zupełnie nieudane, trochę to zajęło, zanim doszłam do wprawy. Z pieczeniem, nie wiedzieć czemu, było zupełnie inaczej. Dość wcześnie zaczęłam samodzielnie piec ciasta.
          • pucka_puc Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 16.10.13, 14:36
            No to pod względem gotowania mamy ze sobą wiele wspólnego:) Ja tez zaczęłam pichcić na studiach, i tez naleśniki to była kicha. Teraz, gdy mam je opanowane, zachwycam się ich doskonałością i narzeczonemu każę robić to samo :)
            • lululemon12 Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 16.10.13, 19:23
              pucka_puc napisał(a):
              > Ja tez zaczęłam pic
              > hcić na studiach, i tez naleśniki to była kicha.

              Przy moim debiucie (też dopiero na studiach ;)) zamiast jednego jajka na całość, wbiłam po jednym na naleśnika. Jakieś takie sztywne mi wyszły...
      • kopiec_esmeralda Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 16.10.13, 11:19
        Mnie też kompletnie nigdy Jeżycjada do niczego nie inspirowała, nawet wówczas, gdy ją lubiłam i gdy byłam w wieku bohaterek. Borejkowe gotowanie/pieczenie nigdy mi nie podchodziło, a gust podobnie, no może ewentualnie te kolory ziemi Joanny i styl Julii Żak. Te kubki z tez mnie kompletnie nie obchodziły, natomiast na "miły nieład" z tonami kurzu zawsze zwracałam uwagę, bo mam alergię na kurz i roztocze i zawsze wtedy myślałam, ze pewnie wykończyłabym się w tych niesprzątanych kamienicznych apartamentach.
      • berek_76 Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 16.10.13, 14:05
        Oooo, jakim cudem jan ten wątek przegapiłam?

        Mnie inspirowała umiarkowanie :) Konkretnie, to tylko jedna rzecz, ale za to bardzo konkretnie. Opis poddasza Anielki, pełnego kwiatków, ptaszków i sprawiającego wrażenie, że tam się żyje i pracuje pełną parą. Bo ja byłam (nieudolnie :P ) wychowywana do czegoś w rodzaju szlachetnego minimalizmu dekoracyjnego, a jestem chomikiem. I mama oczekiwała, że będę miała gładkie szafki, gładkie biurko, firaneczki w oknach, czyste ściany... I miałam, bidna, poczucie, że tak trzeba.
        Ale jak sobie przeczytałam, co było u Anielki, puściły mi hamulce i jak chciałam sobie coś przywiesić, to przywieszałam, naklejałam plakaty i obrazki, stawiałam durnostojki i zdjęcia w ramkach i ogólnie robiłam nieziemski burdel, ale dobrze się w nim czułam.

        -----------------------
        Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

        You've got to kick a little
        • emae Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 16.10.13, 14:26
          berek_76 napisała:

          > Oooo, jakim cudem jan ten wątek przegapiłam?
          >

          Berku, wątek jest z 2008 roku. Z tego co mi pokazała wyszukiwarka wynika, że nie pisałaś w tymże roku na forum.
          Dzisiaj (czy wczoraj?) ktoś niespodziewanie dodał tu komentarz :) i tak wątek ożył.

          > Ale jak sobie przeczytałam, co było u Anielki, puściły mi hamulce i jak chciała
          > m sobie coś przywiesić, to przywieszałam, naklejałam plakaty i obrazki, stawiał
          > am durnostojki i zdjęcia w ramkach i ogólnie robiłam nieziemski burdel, ale dob
          > rze się w nim czułam.
          >

          Pięknie to brzmi :) Ja bardzo lubię takie udekorowane pokoje, niestety sama nigdy nie miałam takich ciągot. Niestety, bo bardzo mi się to podoba u kogoś, a nasza sypialnia na poddaszu, cała w drewnie i pewna swoistego uroku retro, świetnie by się do tego nadawała. Mąż co jakiś czas wspomina, że trzeba by wybrać i wydrukować zdjęcia do powieszenia na ścianę, jednak zawsze jakoś mamy coś pilniejszego do zrobienia.
          • meduza7 Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 16.10.13, 18:17
            No proszę, jaki niespodziewany pożytek z bota reklamowego ;) Już kilka wątków zostało w ten sposób wyciągniętych z otchłani!
          • berek_76 Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 16.10.13, 18:45
            > Berku, wątek jest z 2008 roku. Z tego co mi pokazała wyszukiwarka wynika, że ni
            > e pisałaś w tymże roku na forum.
            > Dzisiaj (czy wczoraj?) ktoś niespodziewanie dodał tu komentarz :) i tak wątek o
            > żył.

            Ale ja w tej mojej powikłanej ciąży nic, tylko leżałam i czytałam forum, od samego dostępnego początku :) Napisac pewnie bym się nie odważyła w takim starym, ale ja go nawet nie czytałam!

            > Mąż co jakiś czas wspomina, że trzeba by wybrać i w
            > ydrukować zdjęcia do powieszenia na ścianę, jednak zawsze jakoś mamy coś pilnie
            > jszego do zrobienia.

            Nam sie od roku nie udało zrobić ściany ze zdjęciami rodzinnymi :P Właśnie dzisiaj po raz kolejny z rozpaczą stwierdziłam, że nie dam rady w tym miesiącu kupić ramek...
            -----------------------
            Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

            You've got to kick a little
    • fannybrice Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 16.10.13, 22:03
      przeczytałam wykłady Feynmana

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka