18.11.08, 21:48
Jeszcze raz przekonuję się, że Gabrysia nie jest praconikiem
naukowym wyższej uczelni. Albowiem dr hab. w czerwcu, ulegając
wypadkowi , po odzyskaniu przytomności zaczyna w panice mysleć "Kto
mnie zastapi na egzaminie? Co robić? Gdzie jest lekarz i czy mnie
choć na jeden dzień wypisze, przeciez egzamin być musi? I rany
boskie, w przyszłym tygodniu magistrant mi się broni, muszę być, co
robić?
To nie jest zawód typu - nie ja, to ktoś mnie zastąpi. Mój ojciec ,
niesiony na noszach z erki z podejrzenim udaru (na szczęście mylnym)
przede wszystkim żądął zadzwonienia i załatwienia sprawy doktoranta,
ktorego byl promotorem i ktory miał się bronić lada dzień. A ojciec
na altruistę nie ma zacięcia. Profesor mojej córki zakonczył wyklad
15 minut wcześniej wygłaszajac slynne już zdanie "Przepraszam,z e
wczesniej kończę, ale wczoraj wszczepili mi rozrusznik serca". Ja
miałam wyklad w czasie operacji syna, a potem nie odebralam go ze
szpitala,tylko wyslalam dalszą rodzine, bo akurat byla ta sama sesja
co w "Sprężynie" i miałam egzamin. Trudno, aby przelożyć egzamin 200
studentom, ktorzy tez mają wlasne plany. A ja tez altruistką nie
jestem, bynajmniej.
Obserwuj wątek
    • agnieszka_azj Re: Docent? 18.11.08, 21:59
      Tam jest mowa o odwiedzinach studentek u Gaby w szpitalu. Moze
      przyszły na egzamin ? ;-)))
      • verdana Re: Docent? 18.11.08, 22:02
        Ja w te odwiedziny kompletnie nie wierzę. W czasie sesji może
        przyjść magistrant, a i w to wątpię, ale studenci raczej nie.
        Wykladowca to nie ukochany nauczyciel. Dystans jest duzo większy.
        • agnieszka_azj Re: Docent? 18.11.08, 22:13
          Verdano,
          ilu jest studentów na roku filologii klasycznej ???

          To raczej dość kameralny wydział. Jeśli prowadziła zajęcia trwające
          dłużej niż 1-2 semestry, to mogły się nawiązać bliższe stosunki.
          Poza tym nie jest powiedziane, ze te studentki to nie magistrantki.

          A z tym docentem...
          Ja studiowałam w zamierzchłych czasach, ale zdarzyło mi się
          kiedyśpechowo, że docent u którego miałam zdawać egzamin w
          przeddzień teggoż został I sekretarzem Komitetu Uczelnianego PZPR.
          Nie tylko nie zjawił się nastepnego dnia i nie odwołal egzaminu,
          ale też miałam potem spory problem, żeby zapisać się na egzamin do
          kogoś innego, bo był koniec czerwca. Zdawałam wreszcie w wrześniu.
          Fakt - inne czasy to były ;-)
        • jota-40 Re: Docent? 18.11.08, 22:14
          I tu się nie zgodzę. Z moich wspomnień wynika, że - wyjąwszy może szefa katedry,
          który był docentem marcowym, a profesora odebrał w stanie wojennym ;> - w razie
          wypadku, pobytu w szpitalu etc. - odwiedziłabym chyba każdego mojego wykładowcę,
          asystenta, docenta, doktora etc. Bardzo ich lubiłam. No, ale u mnie na roku
          bywało dwadzieścia kilka osób, to i dystans był mniejszy.
          • jota-40 Re: Docent? 18.11.08, 22:16
            Masz ci los. Nie zgadzam się z Verdaną i jej kwestią na temat odwiedzin, a nie z
            Tobą, Agnieszko, of course ;).
            • verdana Re: Docent? 18.11.08, 22:40
              No może, może... Nie wpado mi do głowy, ze na kameralnych wydzialach
              jst inaczej.
              • laura-gomez Re: Docent? 18.11.08, 23:19
                A co miała biedna Gaba zrobić tuż przed czekającą ją operacją? - uciec ze szpitala ze złamaną nogą i pobiec na zajęcia? ;)
                • paszczakowna1 Re: Docent? 18.11.08, 23:29
                  > A co miała biedna Gaba zrobić tuż przed czekającą ją operacją? - uciec ze szpit
                  > ala ze złamaną nogą i pobiec na zajęcia? ;)

                  * wydzwaniac do kolegow, czy ktos by z jej notatek nie poprowadzil ostatniego
                  wykladu,

                  * wydzwaniac do kolegow, ze moze ona przygotuje na pismie pytania, a ktos
                  egzamin z jej wykladu przeprowadzi (i moze nagra, a ona oceni),

                  * wydzwaniac do dziekana, czy powyzsze nie jest sprzeczne ze statutem uczelni,

                  * wydzwaniac do dziekana, czy mozna egzamin magisterski przeprowadzic poza
                  terenem uczelni (tj w szpitalu) i co na to prawnicy uczelniani,

                  * wydzwaniac do magistrantow, zeby przyniesli do szpitala prace do sprawdzenia

                  * ...
                  • agnieszka_azj Re: Docent? 18.11.08, 23:36
                    paszczakowna1 napisała:

                    > > A co miała biedna Gaba zrobić tuż przed czekającą ją operacją? -
                    uciec ze
                    > szpit
                    > > ala ze złamaną nogą i pobiec na zajęcia? ;)
                    >
                    > * wydzwaniac do kolegow, czy ktos by z jej notatek nie
                    poprowadzil ostatniego
                    > wykladu,
                    >
                    > * wydzwaniac do kolegow, ze moze ona przygotuje na pismie
                    pytania, a ktos
                    > egzamin z jej wykladu przeprowadzi (i moze nagra, a ona oceni),
                    >
                    itd.

                    Znakomite propozycje - szczególnie dls kogoś z zadrutowaną szczęką
                    i ręką w gipsie.
                    • paszczakowna1 Re: Docent? 18.11.08, 23:48
                      > Znakomite propozycje - szczególnie dls kogoś z zadrutowaną szczęką
                      > i ręką w gipsie.

                      Racje, szczeka sprawe utrudnia. W takim razie zmusila kogos, by wydzwanial za
                      nia. Ja bym na jej miejscu w kazdym razie tak robila. (Nie twierdze, ze akurat
                      rozsadnie i racjonalnie.) U Gabrieli natomiast nie widac w ogole sladu
                      zastanowienia, co ze sprawami uczelnianymi.
                • mmoni Re: Docent? 25.11.08, 10:48
                  Mogła zrobić egzaminy pisemne i poprosić kogoś z kolegów/żanek, aby je rozdał,
                  dopilnował grupy i przywiózł jej do poprawienia. Nie rozumiem tego przywiązania
                  do egzaminów ustnych na polskich uczelniach.
        • klymenystra Re: Docent? 19.11.08, 07:51
          No nie, ze trzy lata temu wraz z grupka znajomych poszlam do Collegium Novum
          czatowac pod drzwiami, za ktorymi bronila sie jedna z wykladowczyn. Habilitowala
          sie znaczy. Poza wielka sympatia, nie mialam z nia nic wspolnego - ona od
          literarury XVII wieku, ja -jezykoznawca. Zero dystansu, ze tak powiem i bardzo
          jej bylo milo.
        • nikusz Re: Docent? 20.11.08, 21:20
          na moim bardzo niekameralnym wydziale jeden wykład (ale obowiązkowy tylko dla
          jednej specjalizacji, więc powiedzmy dla max 30 osób) pewnego roku zakończył się
          egzaminem, który odbywał się przy łóżku szpitalnym profesorki. studentki i
          studenci stawili się tam więc w komplecie, bo sesja ;)
        • papieska_kremowka Re: Docent? 23.11.08, 11:01
          > Wykladowca to nie ukochany nauczyciel. Dystans jest duzo większy.

          Niekoniecznie, niektórych swoich wykładowców chętnie bym odwiedziła.
    • paszczakowna1 Re: Docent? 18.11.08, 23:16
      > To nie jest zawód typu - nie ja, to ktoś mnie zastąpi.

      A tu sie akurat zgodze z Verdana. Czy Gabriela nie ma magistrantow? Nikomu pracy
      nie recenzuje? Egzamin czy obrona pracy magisterskiej to sa sprawy, ktore maja
      absolutny priorytet. (A w czerwcu jest i termin skladania grantow.)

      I moze ja niezorientowana jestem, ale co to w ogole jest 'docent'? Gdzie na
      uczelniach sa jeszcze docenci? Na UW albo sie jest adiunktem (nawet z
      habilitacja), albo ma stanowisko profesorskie.
      • dakota77 Re: Docent? 19.11.08, 05:57
        Nie wiem jak teraz, ale jeszcze pare lat temu na UJ pracownik z habilitacja mogl
        zostac docentem. Pamietam, jak to stanowisko przypadlo mojemu ulubionemu
        wykladowcy.
      • niq_miejski Re: Docent? 24.11.08, 14:36
        paszczakowna1 napisała:

        > I moze ja niezorientowana jestem, ale co to w ogole jest 'docent'? Gdzie na
        > uczelniach sa jeszcze docenci? Na UW albo sie jest adiunktem (nawet z
        > habilitacja), albo ma stanowisko profesorskie.

        Docent to stanowisko przyznawane za osiągnięcia dydaktyczne doktorom bez
        habilitacji. Gaba pasuje mi na takiego włąśnie docenta, być może jest
        kierowniczką studiów, może prowadzi zajęcia ale nie magisterki - wiele osób by
        się martwiło dowolnymi opuszczonymi zajęciami, ale magistrantami to raczej
        musowo każdy
        • klymenystra Re: Docent? 25.11.08, 13:30
          Chyba z TiR Laura mowi, ze Gaba sie wlasnie habilitowala, wiec raczej docentem
          nie jest.
    • fleurette Re: Docent? 18.11.08, 23:43
      to bardzo zależy od kierunku i uczelni. moim profesorom sie zdazało przekładać
      zdrowotnie egzaminy, terminy obron itd. kierunek ok.40 osób na roku. a dr hab.
      nie oznaczał automatycznie funkcji okołodziekańskich tudzież
      promowania/recenzowania.
    • sacacorchos Re: Docent? 19.11.08, 11:26
      A moja promotorka nie przybyła na obronę. Zachorowała poprzedniego
      dnia, o czym dowiedziałam się przestępując nerwowo z nogi na nogę,
      czekając pod trzema pokojami na raz i zastanawiając się dlaczego
      jest już pięć minut po czasie i nikt jeszcze się mną nie
      zainteresował. Dowiedziałam się także, że swoje pytanie podyktowała
      recenzentce pracy rano przez telefon i bardzo przeprasza. W efekcie
      komisja była dwuosobowa i zadano mi 2 zamiast 3 pytań (uznano
      zapewne, że dość się napociłam w korytarzu).
      Tak więc - rzadko, ale się zdarza.
      • ginestra Re: Docent? 19.11.08, 11:57
        Przy lekturze Sprężyny mnie też przemknęło przez głowę o tej uczelni Gaby (sama
        uczyłam kiedyś studentów, oczywiście nie jako ktoś tak znaczący, jednakże wiem,
        że ma się w krwiobiegu niejako zmartwienie o nich, o zajęcia, o zaliczenia,
        różne terminy itp.)

        Jednakże czytając o wypadku Gaby uznałam, że to było coś tak niesamowicie
        poważnego, że na pewno Uniwersytet został błyskawicznie powiadomiony (przez męża
        Gaby) i uznałam, że obrażenia Gaby są tak ogromne i poważne, że to sprawiło, że
        automatycznie na uczelni wszystko zostało poprzesuwane na wrzesień czy na inne
        terminy, i że Gabę poinformowano na pewno o tym, że absolutnie nic nie musi
        robić w tej kwestii. Uczelnia sobie poradzi, wszyscy powiadomieni, nie musi ona
        mieć na sobie tego ciężaru. Przecież ona o mało nie umarła! Była naprawdę ciężko
        chora, w wielkim fizycznym bólu, otumaniona lekami, przed ciężką operacją, na
        początku nie mogąca nawet mówić z powodu połamanej szczęki. Dla mnie w książce
        było zrozumiałe, że ten wypadek był tak ciężki, że po prostu wszystko, co wymaga
        jej niezbędnego udziału zostało przesunięte na dalszy termin i zajęli się tym
        inni i teraz nic nie jest ważne.

        I tak powinno być chyba w życiu, że jeśli jest tak duże wydarzenie losowe, to
        współpracownicy i zwierzchnicy takiej osoby natychmiast dają jej znać, że
        wszystkim się zajęli i niczego nie oczekują od niej, że może skupić się na
        wracaniu do zdrowia i nie myśleć o magistrantach i doktorantach. Jeśli
        doktorantowi brak obrony w takim, a nie innym czasie pokrzyżuje jakieś plany, to
        po prostu tak chciał los - równie dobrze mógł to doktorant dostać się pod koła
        samochodu. Każdy to zapewne rozumie, to są dorośli ludzie przecież. A wydaje mi
        się, że bez promotora też czasem można przeprowadzić obronę (vide przykład
        opisany przez Sacacorchos w tym wątku). Czyli uczelnia może sobie poradzić, a
        jak Gaba wyzdrowieje, to dołączy.
        Jeśli choroba jest lżejsza, lub cięższa, ale wykładowca czuje się na siłach, to
        zapewne przychodzi, nawet obolały czy po chorobie i jak tylko może, to
        rozwiązuje problemy itp. Są takie niezwykłe osoby, które przyjdą nawet bardzo
        chore, jeśli tylko czują się na siłach - choć nie muszą przecież przychodzić i
        nie powinno się tego od nich wymagać.

        Ogólnie myślę, że nie jest słuszne trwać w przeświadczeniu, że losowych
        przypadków nie ma, bo przecież są. Takie jest życie. Każdy może zachorować czy
        mieć wypadek i coś musieć odwołać. Nawet prezydent. :-( Myślę, że uczelnia
        powinna też na to zwracać uwagę studentom, żeby nie oczekiwali nadludzkich
        wysiłków od wykładowców, którzy są chorzy czy poszkodowani. Warto wiedzieć, że
        od przesunięcia obrony świat się nie skończy. Można po prostu ochłonąć i
        zrealizować jakiś wariant B - zmienić swoje plany czy coś.

        Tak więc to widziałam czytając i ta kwestia od razu stała się dla mnie
        przezroczysta (wszyscy powiadomieni itp.).

        Zauważmy też, że wypadek Gaby był w weekend (z piątku na sobotę chyba) i po
        prostu ona ocknęła się w szpitalu, jest mowa o tym, że rodzina przychodzi, Laura
        płacze itp., czyli to jest sobota, niedziela i mają czas przed poniedziałkiem
        zawiadomić uczelnię, a stąd rozesłać wici do poszczególnych doktorantów czy
        magistrantów. Tym (jestem pewna) zajął się Grzegorz.

        To takie moje refleksje na ten temat.
        Pozdrawiam!
        • dakota77 Re: Docent? 19.11.08, 12:04
          Jedna poprawka- Gabrysi operacja miala polegac na zesrubowaniu obojczyka i
          zdrutowaniu szczeki. Zaden z tych zabiegow nie jest powazny ani ratujacy zycie,
          nie ma co mowic o ciezkiej operacji.
          Teoria o tym, ze Gabrsyia nie musiala sie martwic, bo uczelnia zostala od razu
          zawiadomiona i zaczela odpowiednio dzialac ma sens, cozywiscie, tylko szkoda, ze
          odwiedzajaca Gabe rodzina nie wspomina o tym w jendym chocby zdaniu. Bo na razie
          mozjna odniesc wrazenie, ze my o tym pomyslalysmy, a MM nie:)
          • bunny.tsukino Z księżyca spadłyście :) 19.11.08, 12:26
            Ja reprezentuję tą drugą stronę (studiującą) i może mam pecha, ale u mnie
            standardem jest:
            -odwoływanie wykładów
            -robienie egzaminów za pół roku/rok/ jeszcze przed ostatnimi 2 wykładami bo
            pan/pani dr prof wyjeżdża/ nie chce mu się/ ma pierdylion innych spraw na głowie
            -ćwiczenia w ciągu semestru potrafią prowadzić wymiennie 3 pani doktor, bo każda
            pracuje i wychowuje i każdej inaczej dzieciak choruje
            a ostatnim hitem jest uciekanie doktorantów tuż po obronie, prowadzi taki mgr
            zajęcia, broni się ( w ciągu semestru) i ucieka do innej pracy, aż się za nim
            kurzy, trzeba podstępem szukać delikwenta na naszej-klasie, szantażem zdobywać
            nr telefonu i jechać do kawiarni po wpis...
            • iwka.j.k Re: Z księżyca spadłyście :) 26.11.08, 12:12
              No cóż, ja broniłam się w 2000 roku na UŁ, na dużym wydziale, co
              prawda termin był tylko dla mnie, umówiony z promotorką,
              kierownikiem katedry. Recenzent niestety pojechał sobie do Wa-wy nie
              dostarczywszy recenzji, po histerii urządzonej przeze mnie (pilnie
              potrzebowałam dyplomu, zainwestowałam w kwiatki ;-)jego żona
              przysłała taxówką recenzję, po jakichś 3 godzinach zdołano
              skompletować zastępczą komisję, a po kolejnych 4 minutach byłam już
              magistrem... Także wierzę, że po szoku jakim niewątpliwie był
              stosunkowo poważny wypadek można zapomnieć o pracy. Tak na
              marginesie (na pewno już ktoś o tym pisał) już na początku książki,
              po tym jak Ignacy wygłosił do Gabrysi kwestię "nie lubię jak moi
              bliscy prowadzą samochody" czy coś w tym stylu, było oczywiste dla
              mnie, i pewnie dla wszystkich, co będzie dalej.
        • sir.vimes Ginestro! musze polemizować 19.11.08, 13:38
          "Przecież ona o mało nie umarła!"

          Moim zdaniem jak na wypadek samochodowy połamana noga, obojczyk i szczęka to nie
          jest ŚMIERTELNIE przerażająca tragedia.

          Tak naprawdę Gabrysia miała spore szczęście - kręgosłup OK, mózg ok, narządy
          wewn. też OK. Nie widzę tu zagrożenia życia. Chyba, że okaże się, że operacja
          nogi się jednak nie udała i będą większe cyrki - wtedy oczywiście mniej
          szczęścia, ale też do śmierci i zagrożenia życia daaaleko.

          Co do uczelni, która sama załatwiła to się zgadzam - co Gabriela nie mogąc mówić
          mogłaby załatwiać?
          • dakota77 Re: Ginestro! musze polemizować 19.11.08, 13:42
            Operacja reki, choc mam wrazenie, ze raz mowa o rece, raz o obojczyku;-). Noga
            miala, jak to napisano, "sama sie zrosnac";-). I tez wydaje mi sie, ze w tym nie
            bylo zadnego zagrozenia dla zycia.
            • dakota77 Re: Ginestro! musze polemizować 19.11.08, 13:46
              A, tak tytulem uzupelnienia, rozumiem, ze keidy Ida mowi, ze noga sie sama
              zrosnie, ma chyba na mysli, ze bez srubowania, bo noga wyraz iem jest opisana
              jako w gipsie. Bo tak mocno wbilo mi sie w pamiec to "zrosnie sie sama" ze
              zaczelam przekopywac ksiazke, zeby sprawdzic, jak to bylo:-)))
          • verdana Re: Ginestro! musze polemizować 19.11.08, 13:45
            Nic nie mogla zaatwiac, ale mogla pomyslec i chocby zapytać. Jesli
            jest takim chodzacym altruistycznym idealem, to nie zastanowienie
            się co z egzaminami, magistrantami itd. jest zaprzeczeniem
            twierdzenia o altruiźmie. Owszem, osoba , ktora troszyczy się przede
            wszystkim o siebie może pomyslec "A co mi tam, najwyzej magistrant
            się nie obroni i nie dostanie pracy, studenci zdadzą we wrzesniu, a
            kto wyjeżdza, to zapłaci za warunek, teraz ja jestem wazna", ale
            Gabriela? Przynajmniej martwic się powinna i to solidnie.
            A docentow na uczelni nie ma, sa juz tylko w instytutach naukowych.
            Docent to w tym wypadku skrot myślowy.
            • dakota77 Re: Ginestro! musze polemizować 19.11.08, 13:47
              Tu nie chodzi o to, czy Gaba mogla cos zalatwic, tylko ze autorce jakby nie
              przyszlo do glowy, ze moga byc jakiekolwiek sprawy uczelnianie, ktore wymagaja
              zalatwienia:-)
          • ginestra Re: Ginestro! musze polemizować 19.11.08, 17:50
            :-) No dobrze, zgadzam się, ze obrażenia nie były aż tak duże, żeby w efekcie
            zagrażały życiu, ALE sam wypadek na pewno należał do poważnych i groźnych.
            Straciła przytomność, połamana w kilku miejscach. Jako przyczyna losowa
            przełożenia spraw uczelnianych to ten wypadek jest bardzo spektakularny. To nie
            była stłuczka, a poważny wypadek. To miałam na myśli, że to nie grypa czy
            wycięcie migdałków, a wypadek, w którym zagrożenie życia wystąpiło - zawierało
            się w samym wypadku (deszcz, spora prędkość, uderzenie przy gwałtownym wyjeździe
            pijanego kierowcy z drogi podporządkowanej, w wypadku jest ofiara o poważnych
            obrażeniach itp.)
            • verdana Re: Ginestro! musze polemizować 19.11.08, 18:34
              Jesli Gabrysia miała czas i siłę na przyjmowanie tabunów gosci, to
              mogla miec tez czas i siłę, aby naprawde pomysleć o swoich
              studentach, ktorym ten wypadek mógl narobic powaznych kłopotów. To
              elementarna odpowiedzialność.
              • agnieszka_azj Re: Ginestro! musze polemizować 19.11.08, 19:53
                verdana napisała:

                > Jesli Gabrysia miała czas i siłę na przyjmowanie tabunów gosci,
                to
                > mogla miec tez czas i siłę, aby naprawde pomysleć o swoich
                > studentach, ktorym ten wypadek mógl narobic powaznych kłopotów.
                To
                > elementarna odpowiedzialność.

                Jak to czas i siłę na przyjmowanie gości ???

                Przecież nie urządzała tam przyjęć i nie podejmowała gości herbatką
                i konwersacją, tylko leżała plackiem z zadrutowaną szczęką, nogą w
                gipsie i łapą w tymże i była przez rodzinę obsługiwana (myta,
                karmiona, wysadzana na basen).

                Wypadek, któremu uległa nie stwarzał zagrożenia dla życia, ale był
                wystarczająco dotkliwy i uniemożliwaijący normalne funkcjonowanie,
                żeby go uznać za wytłumaczenie dla odwołania egzaminów czy innych
                zaliczeń. Nie sądzę, zeby ktoś miał jej to za złe.
                • verdana Re: Ginestro! musze polemizować 19.11.08, 20:35
                  Odwolania egzaminow z jej obecnoscia - oczywiscie. Ale naprawdę,
                  odwolanie egzaminow tak w ogole jest klęska dla części studentow -
                  nawet w takiej sytuacji daje się zwiezłe dyspozycje ze szpitala -
                  podaje się forme egzaminu, tematy. Egzamin przeprowadza kto nny, ale
                  MUSI wiedziec z czego. Nie ma takiej siły, aby uczelnia beztrosko
                  pogodzila się z odwołaniem części sesji.
                  A już w wypadku magistrantow daje się pytania - odwolanie obrony dla
                  niektorych to absolutna kleska - na przyklad konieczność rezygnacji
                  z wyjazdu, utrata "zaklepanej" pracy. Mozna to miec za złe, jak
                  najbardziej.
                  Pzekazanie swoich obowiazkow nie jest sczególnie ciężka pracą.
                  Wystarczy kilka zdań.
                  Sa zawody w ktorych, jesli nie lezy się w śpiaczce, nie mozna uznać,
                  ze jest się na zwolnieniu i praca może nas przestać w ogole
                  interesować.
                  • agnieszka_azj Verdano ! Mogę zapytać ? 21.11.08, 17:45
                    Czy gdyby Gabrysia nie była docentem jak Ty, tylko na przykład
                    kierowniczką sklepu mięsnego, też byś oczekiwała, że MM przedstawi
                    nam dokładną informację, kto i kiedy będize ją zastępował przy
                    odbiorze towaru i rozliczeniach z dostawcami ??? :-)))
                    • verdana Re: Verdano ! Mogę zapytać ? 21.11.08, 18:01
                      Nie, ale gdyby byla szefem duzej korporacji, ktory jako jedyny jest
                      wladny podkać jakąś decyzje, lekarzem-ordynatorem, majacym pod
                      opieka oddział chorych + wlasnych pacjentow po operacji - czyli,
                      krotko mówiac, przedstawicielem zawodu, od ktorego zalezy los ludzi -
                      oczekiwalabym, ze na łożu bolesci pomysli nie tyle o pracy (nie
                      musi biedzić się nad dokonczeniem artykulu) ile wlasnie o tych
                      ludziach. I że zrobi cokolwiek, aby oni jak najmniej ucierpieli.
                      Wszyscy moi znajomi licza się z tym, nawet w bardzo trudnych
                      sytuacjach zyciowych.
                      Odbior towaru może zrobić inny pracownik. Sa zawody, gdzie ludzi tak
                      latwo wymienić sie nie da. Machnąć na to ręka - cóż, dla mnie to nie
                      miesci się w etyce niektorych zawodów.
                      • agnieszka_azj Re: Verdano ! Mogę zapytać ? 21.11.08, 18:18
                        Ale chodziło mi o to, że nie wszystko trzeba napisać w książce, w
                        której Gabrysia jest tak naprawdę postacią drugoplanową. Rzeczy,
                        które nie są kluczowe dla przebiegu akcji książki, można zostawić
                        domyślności czytelników.

                        Ty po prostu nie lubisz Gabrysi ;-)
                        • verdana Re: Verdano ! Mogę zapytać ? 21.11.08, 18:55
                          Nie lubie ale akurat nie o to chodzi. Jeśli wspomina sie o
                          studentach, co przychodza, powinno być oczywiste, ze chocby w tym
                          momencie Gabrysia wydaje z siebie okrzyk i zaczyna się zastanawiac,
                          co ze studentami.
                          Mnie denerwuje przede wszystkim danie Gabrysi zawodu, ktorego
                          najwyraxniej nie może ona wykonywać, co rzuca się w oczy w kazdym
                          tomie.
    • el_la Re: Docent? 19.11.08, 14:41
      Grzesio też ma przecież jakieś obowiązki zawodowe (przedstawiciela handlowego?).
      Ja rozumiem, że jak ktoś bliski trafia do szpitala, to reszta jest nieważna, ale
      z własnego doświadczenia wiem, że miota się wtedy człowiek między delegowaniem
      obowiązków w pracy i uspokojeniem szefa a szpitalem.
    • avvg Re: Docent? 20.11.08, 22:54
      A mnie się wydaje, że Gaba pracuje na uczelni, bo wypada, żeby w
      inteligenckiej rodzinie ktoś to robił. Ona wcale nie wydaje się
      jakoś zafascynowana swoją pracą. Porównajcie sobie, ile mówi się o
      Idzie i Marku, ich szpitalach, przychodniach, siostrach oddziałowych
      i wycinaniach polipów, ile o zaangażowaniu Florka i Pulpecji w
      dłubanie w ziemi, a ile o pracy Gabrysi na uniwersytecie. Nawet -
      poprawcie, jeśli się mylę, może pamięć mnie zawodzi - nie wiadomo, w
      czym pani doktor się specjalizuje.
      Podobne refleksje mnie nachodzą, jeśli chodzi o Józefa, do którego
      pałam ogromną sympatią - moim zdaniem młodzieniec jest przez autorkę
      "hodowany" na sportowca i nagle nastąpił taki powrót do
      przedwojennej polskiej tradycji sportowej; okazuje się, że bycie
      sportowcem to nie jest wcale taki obciach. W poprzednich książkach
      serii (pomijam Gabę grającą w kosza) świat był jakoś tak pokazywany,
      że sportem się jakoś gardziło (no dobrze, nie gardziła Kłamczucha
      uprawiająca aerobik przed TV), a tu proszę - Józinek i na basen
      chodzi, i z chłopakami w nogę pogra, a przy okazji jest jak
      najbardziej do rzeczy inteligentnym, wrażliwym młodzieńcem.
    • k_linka Re: Docent? 20.11.08, 23:37
      Bylam na studiach i zylam do tej pory w przekonaniu iz nie kazdy doktor
      habilitowany musi co semestr przepytywac studentow. Moze egzaminy na wydziale
      wypadaja w sesji zimowej? Moze sa pisemne, a sprawdzaniem zajmuja sie gorliwi
      doktoranci?

      I ilu magistrantow ma przecietny doktor habilitowany? Kiedy ja bylam
      magistrantka na wydziale obaj profesorowie mieli po 3 magistrantow, 1 doktor
      mial 2, kolejny 1. I czesc z tych magistrantow bronila sie w czerwcu (zadnej
      paniki nie bylo), a garstka, ktora "nie zdarzyla z badaniami - we wrzesniu.
      Jedynym wysilkiem ze strony mojego promotora bylo pojawienie sie na obronie. No
      i moze jeszcze proba przekonania mnie ze powinnam powstawiac przecinki miedzy
      podmiot a orzeczenie w co drugim zdaniu.

      Poprawcie mnie jesli sie myle, nie mam doswiadczen z wydzialami humanistycznymi.
      • dakota77 Re: Docent? 20.11.08, 23:45
        To chyba zalezy od tego, jak liczebny jest wydzial i jak liczne cialo pedagogiczne?
        Co do egzaminow byc moze, co do magisterki u doktora nie wiem, bronilam sie u
        profesora.
        • avvg Re: Docent? 21.11.08, 00:40
          Na niektórych wydziałach jedna osoba prowadzi po kilkanastu (albo i
          więcej) magistrantów równocześnie, nie doszukiwałabym się reguł.
          Zależy od tego, jakie wydział ma podejście do pracy magisterskiej -
          moja koleżanka wymyśliła sobie (na bardzo prestiżowym, tfu tfu,
          wydziale UW) temat pracy ambitny i nowatorski, ale szybko sprowadzono
          ją do pionu informacją, że praca magisterska ma być popisem znajomości
          bibliografii i operowania nią, a jak ktoś chce więcej, to niech sobie
          doktorat napisze. U mnie na wydziale było dokładnie odwrotnie.
    • jeriomina Re: Docent? 21.11.08, 17:26
      Ależ to zależy od miasta, kierunku, uczelni...
      Poza tym może akurat nie ma żadnego magistranta. Nie zawsze się ma.
      • verdana Re: Docent? 21.11.08, 18:02
        Magistranta moze nie miec. Natomiast musi mieć jakieś egzaminy lub
        zaliczenia, bo najwyraxniej nie jest na urlopie, a wiec zajęcia
        prowadzi.
        • jeriomina Re: Docent? 21.11.08, 19:43
          Jakbyś pogadała z jakimś docentem, czy też adiunktem II stopnia czy też doktorem
          habilitowanym (jeden pies obecnie) z uczelni artystycznej, to byś się zdziwiła.
          Np. mój ojciec jest profesorem i kiedyś w czasie sesji był na zwolnieniu. Ale
          studentów Akademii Muzycznej ocenia komisja, więc egzaminy odbyły się i tak a
          ojciec zostawił tylko swoje sugestie co do ich oceny na piśmie:)
          • jottka Re: Docent? 21.11.08, 19:50
            no ale gaba za drhaba na filologii klasycznej robi:) i zgadzam się z verdaną,
            gaba we wszystkich tomach mogłaby pracować równie dobrze przy taśmie w jakiej
            fabryce, bo też wtedy mogłaby mieć np. wolne przedpołudnia. co do takiej idy nie
            wątpimy, że jest lekarzem, cały czas się pojawiały różne drobne wzmianki
            uprawdopodabniające postać, życie gaby toczy się w kompletnym oderwaniu od
            absorbującego jednakowoż zawodu.

            znaczy ja 'sprężyny' nie czytałam, ale sądząc po waszych wypowiedziach linia
            została zachowana:)
            • dakota77 Re: Docent? 21.11.08, 19:54
              Taa, raz Gaba wraca z wykladu z bolacymi nogami- a nie mogla siedziec?- rzuca na
              stol teczke i siada na kuchennje lawie. A kolejna wzmianka uczleniania to chyba
              dopiuero te studentki przy jej szpitalny lozu bolesci.
              • jottka Re: Docent? 21.11.08, 19:57
                może jej się dysk wysunął, wtedy uciskany nerw powoduje na ten przykład bóle
                koło kolana, nieważne czy siedzisz, czy stoisz:)
                • dakota77 Re: Docent? 21.11.08, 19:59
                  To by chyba o kregospupie byla mow,a ona tylko na te nogi narzeka:-). tak czy
                  owak, o jej pracy faktycznie prawie nie ma wzmianek, a to podobno podobno jej
                  wielka pasja, tak?:)
                  • jottka Re: Docent? 21.11.08, 20:09
                    dakota77 napisała:

                    > To by chyba o kregospupie byla mow,a ona tylko na te nogi narzeka:-)


                    a ona nie była chora kiedyś na jakieś zapalenie żył czy cuś takiego? w nodze jej
                    się to objawiało, może to ma jakiś niespodziewany związek po latach, choć
                    faktycznie wykładowcy raczej na ból głowy narzekają po wyjściu z sali, a nie na
                    organa wręcz przeciwne:)



                    > tak czy owak, o jej pracy faktycznie prawie nie ma wzmianek, a to podobno
                    podobno jej wielka pasja, tak?:)


                    na mój rozum gaba jest klonem mamy borejko, praca jako dodający prestiżu
                    ozdobnik występuje (coś jak to dramatopisarstwo u mamy be), a ona tak naprawdę
                    jest gospodyni domowa. w natalię polonistkę, redaktorkę i tak dalej wierzę
                    zgodliwie, wizja pulpy - farmerki (na waszą odpowiedzialność:) też mi pasuje, a
                    tu zgrzyta. uwolnić gabę od ciężaru docentury!:)
                    • jeriomina Re: Docent? 21.11.08, 22:17
                      A nie bierzecie pod uwagę, że awanse można tez robić nie mając etatu?;-)
                      • jottka Re: Docent? 21.11.08, 23:07
                        znaczy kto komu te awanse ma robić? bo jeśli chodzi o gabę, to ona ponoć pracuje
                        na uni poznań, bodaj w 'pulpecji' jeszcze była wzmianka (jak to studenci
                        odwołali zajęcia, chcąc uczcić w ten sposób dzień kobiet, komunistycznej
                        wprawdzie proweniencji, ale dogodnej okazji:)
                        • andrzej585858 Re: Docent? 21.11.08, 23:36
                          Pozwole sobie na uwage innego typu.
                          Moze konstruujac postac Gabrieli szanownej autorce nie chodzilo wcale o
                          skupienie sie na jej karierze zawodowej i aby uczynic li i jedynie zadosc
                          tradycji rodzinnej zostala ukazana jako osoba ktora zrobila jakas kariere -
                          patrz wykladowca na uczelni - natomiast najwazniejsza rzecza jest pokazanie ze
                          kariera zawodowa nie koliduje wcale z zyciem rodzinnym i jeszcze pozwala na
                          bycie opoka dla calej rodziny?
                          Moze MM chodzilo o to aby pokazac co wlasciwie jest najwazniejsze i dlatego
                          zabraklo tych wszystkich szczegolow z jej pracy zawodowej?
                          Tak sobie pozwolilem na pewnego rodzaju paternalistyczny wywod.
                          • jottka Re: Docent? 21.11.08, 23:57
                            andrzej585858 napisał:

                            > natomiast najwazniejsza rzecza jest pokazanie ze kariera zawodowa nie koliduje
                            wcale z zyciem rodzinnym i jeszcze pozwala na bycie opoka dla calej rodziny?


                            znaczy, nowy kolego, myśmy to już przerabiali:) rozumiem, że chodzi o
                            zademonstrowanie, jak można być świetną żoną i matką, a jeszcze do tego kobietą
                            sukcesu, tyle że realizacja tego właśnie założenia nieprzekonująca jest. a skoro
                            zawód gaby wywołuje u sporej ilości czytelnictwa wrażenie sztucznie doczepionego
                            ozdobnika, to trudno żebyśmy się czuli przekonani co do samego założenia. i o to
                            mię idzie:)

                            we wspomnianym wypadku idy jest inaczej, też jest żoną, matką i kobietą
                            pracującą - i jako postać spójnie łączy te role, znaczy jajakoczytelniczka jej
                            wierzę (no może z wyjątkiem tej tolerancji na śpiączkę męża:) a w gabę uczoną
                            wierzę mniej więcej tak samo jak w milę z ionesców strindberg, czyli wcale. bo
                            za mało jest wzmianek o tymże życiu zawodowym, nierealny - jak to podkreślała
                            verdana - jej styl życia jako czynnej uczonej (ona w ogóle na konferencje nie
                            wyjeżdża! przypis mój:) przecież tej postaci jest poświęcone mnóstwo miejsca w
                            każdym tomie, a znamy ją tylko od strony matkipolki, no jak wróbelka który ma
                            jedną nóżkę bardziej:)

                            • andrzej585858 Re: Docent? 22.11.08, 01:07
                              jottka napisała:


                              >
                              >
                              > znaczy, nowy kolego, myśmy to już przerabiali:) rozumiem, że chodzi o
                              > zademonstrowanie, jak można być świetną żoną i matką, a jeszcze do tego kobietą
                              > sukcesu, tyle że realizacja tego właśnie założenia nieprzekonująca jest. a skor
                              > o
                              > zawód gaby wywołuje u sporej ilości czytelnictwa wrażenie sztucznie doczepioneg
                              > o
                              > ozdobnika, to trudno żebyśmy się czuli przekonani co do samego założenia. i o t
                              > o
                              > mię idzie:)
                              >
                              Alez mam to samo przekonanie iz zawod Gaby jest wlasnie w pewien sposob
                              sztucznie doczepiony bo w jej przyapdku akurat nie o to chyba idzie :-))
                              Aha rozumiem ze byl to juz troche temat przerabiany no ale jedna rzecz mnie
                              zastanawia - jakos caly czas i to juz od dawna mam wrazenie ze postac Gabrieli
                              wlasnie u czytelniczek jest odbierana jako wlasnie nieprzekonywujaca glownie z
                              powodu jej pomnikowatowosci - ze pozwole sobie na takie dziwactwo - no ale
                              wlasnie czy dlatego ze wykonywany przez nia zawod sprawia takie a nie inne
                              wrazenie ma to oznaczac ze nie moze byc swietna zona i matka? I ze wlasciwie to
                              jest jej powolanie a nie praca zawodowa? I ze wlasciwie fakt iz w ogole pracuje
                              jest tylko uklonem autorki wobec tego co modnie okresla sie poprawnoscia polityczna?
                              Mimo wszystko wydaje mi sie ze to jest wlasnie sensem i celem zycia Gaby a nie
                              praca zawodowa.
                              co zas sie tyczy tolerancji Idy wobec spiacego meza :-))) No musze przyznac ze
                              jest to dopiero ciekawy temat - pozwole sobie na zgryzliwe pytanie tak w stulu
                              seniora Borejki - a jaka jest norma snu dla mezow?
                              • dakota77 Re: Docent? 22.11.08, 08:54
                                Andrzeju, wyraznie widac, ze jestes jeszcze nie na biezaco z wczesniejszymi
                                dyskusjami na nasszym forum, ale mam tez wrazenie, ze Jezycjady chyba dawno nie
                                czytales. Wiadziales, ile czasu spedza Marek, spiac? W kilku ostanich tomach
                                prawie sie nie pojawia w akcji, bo albo pracuje albo spi.Nam nie chodzi o to, ze
                                spi np. 9 godzin, tylko ze nigdy go nie ma:-)

                                Co do Gabrieli, moze i sensem jej zycia jest rodzina, ale w takim razie to jest
                                bardzo nieprzekonujace. Jak przeczytasz nasze dyskusje dowiesz sie, ze nie
                                uwazamy wcale Gaby za dobra matke. Drazni nas to, ze jako swietna matke, siostre
                                i corke przedstawia ja nieodmiennie autorka, za dzialania postaci wskazuja na
                                cos innego.
                                • verdana Re: Docent? 22.11.08, 09:19
                                  W najwiekszym skrocie, podsumowujac dawne dyskusje - praca naukowa
                                  ma to do siebie, ze absolutnie nie kończy się w momencie wyjscia z
                                  pracy. Naukowiec pracuje głównie w domu, w związku z powyższym pędzi
                                  od siebie ukochane dziatki i zajmuje sie czytaniem, pisaniem, a
                                  sporadycznie nawet mysleniem.
                                  Zazwyczaj tez maniacko opowiada znudzonej rodzinie nad czym wlasnie
                                  pracuje.
                                  Nie jest mozliwe zatem, aby Gaba w domu oddawala sie wyłącznie
                                  dzieciom , gotowaniu oraz innym cennym pracom domowym i
                                  jednioczesnie byla autorka licznych książek i podreczników.
                                  • dakota77 Re: Docent? 22.11.08, 09:30
                                    No wlasnie. Nawet gdyby byly nauczycielka, nie naukowcem, musialaby po powrocie
                                    z pracy zajmowac sie przygotwywaniem sie do lekcji czy sprawdzaniem
                                    sprawdzianow. A tu czytamy, ze Gaba jest dobrym naukowcem, doktorem
                                    habilitowanym, autorka licznych prac, a ona tylko od czasu do czasu biega
                                    poprowadzic zajecia na uczelni, poza tym nie widzimy, byn robila cokolwiek
                                    potwierdzajacewgo, ze jest naukowcem.
                                  • idomeneo Re: Docent? 22.11.08, 10:24
                                    mnie intryguje też to, że Gaba jest specjalistką w dziedzinie, w której badania
                                    są prowadzone na całym świecie, a nie tylko w Polsce - i jeśli jest rzeczywiście
                                    dobrym naukowcem, to powinna w tym jakoś uczestniczyć. Rozumiem, że nie każdy
                                    chce, czy ma możliwości, by wyjeżdżać na dłuższe staże badawcze, ale konferencje
                                    międzynarodowe to już coś jak jazda obowiązkowa. A tu tymczasem przez tyle tomów
                                    jedyna wzmianka o zagranicznym wyjeździe docent Borejko dotyczy podróży
                                    poślubnej do Wenecji, tej, kiedy to Gaby i Grzesia nie było podobno stać na
                                    hotel i mieszkali w namiocie.
                                    • jottka Re: Docent? 22.11.08, 11:12
                                      my chyba w ogóle nie wiemy, w czym ona jest specjalistką? filologia klasyczna to
                                      jednak szerokie pojęcie, no ale brak wyjazdów na konferencje bije po oczach:)


                                      a wracając do uwag andrzeja - my nie negujemy, że powtórzę za dakotą, zamiaru
                                      autorki (gaba świetną matką, żoną i docentką jest, i taki model życia bez trudu
                                      osiągniesz, jeśli chcesz), my twierdzimy, że ten zamiar został słabo zrealizowany.

                                      z jednej strony, o czym mówią liczne wątki, gaba jako rodzic jest tak więcej
                                      rozpaczliwa i daleko jej do wzorca, a z drugiej jako uczona jest postacią
                                      niewiarygodną. a jednocześnie narrator bezustannie nas zapewnia, jaka ta gaba
                                      jest debest i tu właśnie uczuwamy sprzeczność:) a w konsekwencji nie wierzymy
                                      ani w dobrą matkę, ani w dobrą uczoną, no to jak się mamy do dalszych sugestii
                                      przekonać, skoro już na początku koncepcja się wali?
                                      • idomeneo Re: Docent? 22.11.08, 11:19
                                        Cytatjottka napisała:
                                        my chyba w ogóle nie wiemy, w czym ona jest specjalistką?


                                        no nie wiemy, ale w filologii klasycznej chyba w dowolnej subdyscyplinie badania
                                        prowadzi się na całym świecie i jakaś synergia występuje.
                                        • verdana Re: Docent? 22.11.08, 12:32
                                          Ja, ze wzgledu na obciążenie potomstwem jestem egzemplarzem , który
                                          na konferencje nie jeździ. Tzn. jeździ, ale w kraju. Ale ja zajmuje
                                          się historią Polski, wiec tych konferencji natłoku za granica nie
                                          ma.
                                        • jottka Re: Docent? 22.11.08, 12:32
                                          a nie, mnie chodziło o to, że nawet tak fundamentalnego info nie mamy:)
                                          latynistka, grecystka, jakieś jeszcze zgrubne podziały pewnie zachodzą? a jedyny
                                          wyjazd gaby, jaki mi się kojarzy, to jednodniowa (?) podróż po nutrię, opatrzona
                                          sławną uwagą ignaca, żeby już nigdzie nie wyjeżdżała - a ona powinna z racji
                                          zawodu choćby parę razy do roku do stolicy czy innego krakowa się ruszać, że nie
                                          wspomnę o wizytowaniu rzymu czy aten:)
                                          • verdana Re: Docent? 22.11.08, 13:14
                                            Zdecydowanie - moze nie jeździc na tydzień do rzymu, ale niemozliwe,
                                            aby nie opuszczała Poznania wcale. Ja , nawet przy malych dzieciach
                                            miala jednak kilka jedno-dwudniowych wyjazdow w roku. Szczegolnie,
                                            ze w Poazniu, jak mniemam, mimo dobrych bibliotek, wszystkiego w
                                            tych bibliotekach być nie musi - wiele rzeczy jest w narodowej, w
                                            Jagiellonskiej.
                                            Nawet jako nie-docent - nigdy nie wyjechala na wakacje z dziecmi?
                                            Wygląda na to, ze nie.
                        • jeriomina Re: Docent? 22.11.08, 21:10
                          jottka napisała:

                          > znaczy kto komu te awanse ma robić? bo jeśli chodzi o gabę, to ona ponoć pracuj


                          Wyraziłam się skrótowo. Chodzi mi o to, że awans zawodowy (przewód na doktora,
                          habilitację) może zrobić nauczyciel (tu chodzi o te egz. na kontraktowego,
                          mianowanego, dyplomowanego) jak i wykładowca akademicki, nie mając etatu (czyli
                          pełnej ilości godzin). Radzę też wziąć pod uwagę fakt, że na uczelni nie pracuje
                          się po 8 godzin dziennie. Filologia klasyczna to nie jest oblegany kierunek.
                          Jeszcze raz powołam się na przykład mojego ojca, który jest profesorem, jego
                          etat to 5 studentów uczonych indywidualnie 2x45 min. w tygodniu - załatwia to w
                          dwa dni w tygodniu. Resztę tygodnia ma na to, by w domu pracować naukowo (w tym
                          wypadku jest to ćwiczenie i realizowanie projektów koncertowych, wchodzących w
                          skład pracy na takiej akurat uczelni). Dla Gaby pracą naukową będzie pisanie
                          książek. I od Pyzy wiemy ("Imieniny"), że takowe książki pisuje.
                          Jeśli Gaba jako dr hab ma w etacie - załóżmy - 12 godzin, to też sobie może
                          załatwić 2,3 dni w tygodniu albo codziennie po jednym wykładziku czy też
                          ćwiczeniach strzelić. I ma czas na dom:)
                          • senseeko Re: Docent? 13.12.08, 16:22
                            jeriomina napisała:

                            > Jeszcze raz powołam się na przykład mojego ojca, który jest profesorem, jego
                            > etat to 5 studentów uczonych indywidualnie 2x45 min. w tygodniu - załatwia to w
                            > dwa dni w tygodniu. Resztę tygodnia ma na to, by w domu pracować naukowo (w tym
                            > wypadku jest to ćwiczenie i realizowanie projektów koncertowych, wchodzących w
                            > skład pracy na takiej akurat uczelni). Dla Gaby pracą naukową będzie pisanie
                            > książek. I od Pyzy wiemy ("Imieniny"), że takowe książki pisuje.
                            > Jeśli Gaba jako dr hab ma w etacie - załóżmy - 12 godzin, to też sobie może
                            > załatwić 2,3 dni w tygodniu albo codziennie po jednym wykładziku czy też
                            > ćwiczeniach strzelić. I ma czas na dom:)

                            Potwierdzam. Moja specjalizacja wymaga bycia na uczelni co najmniej 5-6 razy w
                            tygodniu, (czasem i w niedziele, np. by nastawić doświadczenie). I to nie od 8
                            do 15 tylko tyle ile potrzeba na prowadzenie zajeć ze studentami plus na własną
                            pracę naukową, wiec czesto to jest od rana do późnego wieczora, czasem z
                            przerwami w ciągu dnia, czasem nie, zdarzalo mi się siedzieć przy aparaturze do
                            12 czy 1 w nocy.
                            Natomiast mąż chodzi na uczelnię 2 razy w tygodniu, a naukowo pracuje w domu
                            (też czasem w nocy).
                            Dlatego to czy Gaba chodzi do pracy czy nie chodzi o niczym nie przesądza.
                            Mnie zastanawia co innego.
                            Skoro ona filolog, a Grześ Matematyk, a napisane było, że poznali się w pracy,
                            to w jaki sposób?
                            Czyżby matematycy zajmowali ten sam budynek co filolodzy? Wie ktos jak UAM jest
                            zorganizowany w tej kwestii?

                            Wracajac do Gaby, moim zdaniem ona by się dużo lepiej sprawdziła jako
                            wykladowca, albo pracownik techniczny a nie naukowo-dydaktyczny. Ja też w niej
                            nie widzę tej pasji do badań naukowych. Ale może filolodzy mają inaczej. W
                            sumie, jesli ona klasyczna, to o jej pracy rozmawia się u Borejków non stop. I
                            to zs o wiele większym zacięciem niż Idusiowe brokuły.
                            • anutek115 Re: Docent? 13.12.08, 16:36
                              senseeko napisała:
                              > Czyżby matematycy zajmowali ten sam budynek co filolodzy? Wie ktos jak UAM jest
                              > zorganizowany w tej kwestii?

                              Nie wiem, jak UAM, ale gdy ja studiowałam bibliotekoznawstwo na UMK, połowę
                              zajęć miałam w Instytucie Chemii. Domniemywam, że wykładowcy się tam jakoś
                              spotykali. Więc w tej kwestii nie ma, moim zdaniem, rzeczy niemożliwych ;-).
                              • senseeko Koledzy z pracy???! 13.12.08, 16:49
                                anutek115 napisała:

                                > senseeko napisała:
                                > > Czyżby matematycy zajmowali ten sam budynek co filolodzy? Wie ktos jak UA
                                > M jest
                                > > zorganizowany w tej kwestii?
                                >
                                > Nie wiem, jak UAM, ale gdy ja studiowałam bibliotekoznawstwo na UMK, połowę
                                > zajęć miałam w Instytucie Chemii. Domniemywam, że wykładowcy się tam jakoś
                                > spotykali. Więc w tej kwestii nie ma, moim zdaniem, rzeczy niemożliwych ;-).

                                Na UMK sprawa jest inna, bo Chemia niemal graniczy z biblioteką a ma wieksze sale wykladowe. Ja się pytam czy w podobny sposob filologia klasyczna na UAM graniczy z matematyką. Nie czepialabym się gdyby (o ile dobrze pamiętam) nie było napisane, że Grześ to "kolega z pracy". To bylo chyba w Noelce i ja, nie wiedzieć czemu wyobrazilam sobie że Gaba pracuje w jakims biurze, a Grześ w tymże pokoju przy innym biurku. I tak się jakoś mijają, a relacja powoli rozkwita. Potem dopiero do mnie dotarlo ze przeca Gaba to pracownik naukowy. I przez lata byłam pewna, ze jest matematyczką. Ona na pewno filolog klasyczny? Nie pracowała wcześniej w Instytucie Matematyki?

                                Przy charakterze Grzegorza, nie wyobrażam sobie by poderwal Gabę widząc ja przechodzącą korytarzem, nawet gdyby przechodzila do sali wykladowej 8 razy w tygodniu. On by jej po prostu nie dostrzegł. Musiała być sytuacja wspólnego dzialania i rozmowy, żeby nawiązała się relacja.
                                Ma ktoś ten fragment gdzie jest napisane o tym jak się poznali?
                                • mmoni Re: Koledzy z pracy???! 13.12.08, 19:35
                                  Klasycy byli kiedyś w Collegium Novum na Niepodległości, potem wyemigrowali na
                                  Fredry do Collegium Maius. Natomiast matematycy w tej chwili są gdzieś na
                                  Morasku. Nie pamiętam, gdzie byli wcześniej, bo te wszystkie przeprowadzki
                                  miały miejsce już po moim opuszczeniu Alma Mater. Ale może wpadli na siebie np.
                                  w trakcie wizyty w rektoracie albo innym biurze uniwersyteckim?
                                  • senseeko Re: Koledzy z pracy???! 13.12.08, 21:55
                                    mmoni napisała:

                                    Ale może wpadli na siebie np
                                    > .
                                    > w trakcie wizyty w rektoracie albo innym biurze uniwersyteckim?

                                    Musieliby wpadać przez miesiac co najmniej i to codziennie, np wysiadują w tym
                                    samym czasie w poczekalni rektora. W przeciwnym razie nic by z tego nie było.
                                • laura-gomez Re: Koledzy z pracy???! 13.12.08, 19:49
                                  senseeko napisała:

                                  > Przy charakterze Grzegorza, nie wyobrażam sobie by poderwal Gabę widząc ja prze
                                  > chodzącą korytarzem, nawet gdyby przechodzila do sali wykladowej 8 razy w tygod
                                  > niu. On by jej po prostu nie dostrzegł. Musiała być sytuacja wspólnego dzialani
                                  > a i rozmowy, żeby nawiązała się relacja.
                                  > Ma ktoś ten fragment gdzie jest napisane o tym jak się poznali?

                                  Wydaje mi sie, że nigdzie nie jest napisane, jak Gaba i Grześ spotkali się po raz pierwszy. Moim zdaniem poznał ich ze sobą jakiś wspólny znajomy, na przykład Jurek Hajduk
                                  >
                                  • senseeko Re: Koledzy z pracy???! 13.12.08, 21:53
                                    laura-gomez napisała:

                                    > senseeko napisała:
                                    >
                                    > Wydaje mi sie, że nigdzie nie jest napisane, jak Gaba i Grześ spotkali się po r
                                    > az pierwszy. Moim zdaniem poznał ich ze sobą jakiś wspólny znajomy, na przykład
                                    > Jurek Hajduk
                                    > >
                                    Jestem prawie pewna, ze jest. Przeed wyprawą na wigilię do "kolezanki z pracy"
                                    Grześ snuje takie retrospekcje, więc to chyba Noelka?
                                    Ma ktos egzemplarz i może sprawdzić? Bo ja dopiero po Nowym Roku.
                                    • jottka Re: Koledzy z pracy???! 13.12.08, 23:42
                                      nie wiem wprawdzie, jak wygląda rozkład instytutów na uamie, no ale zawsze można
                                      założyć, że gaba jako łacinniczka ganiała w charakterze lektorki na inne
                                      kierunki i wydziały, a w przerwach między zajątkami bywała w lokalnych
                                      kanciapach, żeby kawę wypić czy też frytki z bułą przetrącić (zwykle w
                                      piwnicznych czeluściach instytutów:) tamże na pewno bywał grześ matematyk,
                                      oblała go kawą raz czy drugi, mogło go to na chwilę ze stanu upojenia pi do
                                      entej wytrącić.

                                      co nie zmienia faktu, że w gabę jako naukowca nie wierze, cały styl życia i
                                      ukazywana osobowość nie taka. dawna gaba z kk czy nawet opium mogłaby spokojnie
                                      być menedżerką czegoś tam w czymś tam w nowych czasach, no kierowniczą siłą
                                      aktywu:) zamiast niedookreślonej pulpy, natomiast uczoną w słowie mogłaby
                                      spokojnie być dawna nutria, maniacko dociekliwa (patrz listy z czaplinka) i
                                      żyjąca w swoim świecie.
                                      • verdana Re: Koledzy z pracy???! 14.12.08, 09:54
                                        Oczywiscie, ze pracownik naukowy ma czas! Bez porównania wiecej
                                        czasu, niż ktokowiek, kto zasuwa osiem godzin dziennie. Tyle, ze
                                        osoba dużo piszaca i publikujaca wiele tego czasu spedza w
                                        bibliotekach, a nawet jesli nie to spora część domowego czasu jest
                                        rozdarta - rozmawia z dziecmi, a mysli o pracy, pracuje, a dziecko
                                        czegos chce. Niemal 100% moich znajomych to pracownicy naukowi i w
                                        ich domach o tej pracy mowi się namolnie i bezustannie.
                                        A u Gaby nic - spokój.
                                      • senseeko Re: Koledzy z pracy???! 14.12.08, 22:12
                                        jottka napisała:

                                        > nie wiem wprawdzie, jak wygląda rozkład instytutów na uamie,

                                        Aż wlazłam na ich stronę by to sprawdzić.
                                        Filologia klasyczna mieści sie na Fredry, a więc bardzo blisko Roosevelta, ale
                                        piszą, ze to nowy adres, więc nie wiem gdzie mieścila się w czasach Noelki.

                                        Instytut Matematyki i Informatyki jest na Umultowskiej, czyli w drugim końcu
                                        P-nia. Nie znalazlam informacji od jak dawna, ale mimo wszystko nie wyobrażam
                                        sobie aby oba wydziały mieściły się w jednym budynku.

                                        no ale zawsze możn
                                        > a
                                        > założyć, że gaba jako łacinniczka ganiała w charakterze lektorki na inne
                                        > kierunki i wydziały,

                                        Ale nie do matematykow. Nie wiem jakie panuja zwyczaje na UAM ale na moim
                                        uniwersytecie to studenci przychodzili na lektoraty, choć dla niektórych byla to
                                        jazda przez pół miasta, a nie lektorzy do nich.

                                        Poza tym nie wydaje mi się by na wydziale MiI jednym z lektoratow byla łacina.
                                        Rozumiem prawo, rozumiem biologia, choc większośc uniwerkow łaciny na biologii
                                        nie ma, nie wyobrazam sobie tego jako przedmiotu kursowego na matematyce.
                                        Oczywiście student może wziać zajecia z łaciny jako przedmiot dodatkowy, ale to
                                        on musi iśc do łacinnikow na ich zajecia a nie łacinnicy do niego. Wiem, bo tak
                                        właśnie zrobiłam.

                                        > a w przerwach między zajątkami bywała w lokalnych
                                        > kanciapach, żeby kawę wypić czy też frytki z bułą przetrącić (zwykle w
                                        > piwnicznych czeluściach instytutów:) tamże na pewno bywał grześ matematyk,
                                        > oblała go kawą raz czy drugi, mogło go to na chwilę ze stanu upojenia pi do
                                        > entej wytrącić.

                                        Czy jednak wtedy powinno się go nazywać "kolegą z pracy"? Przecież nie wspólna
                                        praca ich połaczyła?
                                        Czy ktoś móglby zacytować stosowny fragment?

                                        > co nie zmienia faktu, że w gabę jako naukowca nie wierze, cały styl życia i
                                        > ukazywana osobowość nie taka.

                                        Prawdę mowiąc, ja tez nie bardzo. Gaba jest typem Mili, tzn kobiety
                                        pracującej... w domu. Podobny typ reprezentowała też Tosia i chyba sama MM.
                                        Te kobiety spełniają się w opiece nad rodziną a pracę traktują tylko jako źródło
                                        dodatkowych pieniędzy i wszystko jedno czy to źrodlo bije w spółdzielni Świt,
                                        czy w wydawnictwie, czy u odbiorców sztuk Kala Amburki ;)
                                        • anutek115 Re: Koledzy z pracy???! 15.12.08, 11:59
                                          senseeko napisała:
                                          >
                                          > Czy jednak wtedy powinno się go nazywać "kolegą z pracy"? Przecież nie wspólna
                                          > praca ich połaczyła?
                                          > Czy ktoś móglby zacytować stosowny fragment?

                                          Tak mnie zafrapowałaś, że aż przekopałam "Noelkę" (tym bardziej, że też mi się
                                          majaczy, że Grześ był przedstawiany jako kolega z pracy) i nic nie znalazłam
                                          (może za pobieżnie szukałam?). W każdym razie teraz będę kopać w "Pulpecji" :-).
                                          • senseeko Re: Koledzy z pracy???! 15.12.08, 17:16
                                            anutek115 napisała:

                                            > senseeko napisała:
                                            > >
                                            > > Czy jednak wtedy powinno się go nazywać "kolegą z pracy"? Przecież nie wspólna praca ich połaczyła?
                                            > > Czy ktoś móglby zacytować stosowny fragment?
                                            >
                                            > Tak mnie zafrapowałaś, że aż przekopałam "Noelkę" (tym bardziej, że też mi się
                                            > majaczy, że Grześ był przedstawiany jako kolega z pracy) i nic nie znalazłam
                                            > (może za pobieżnie szukałam?). W każdym razie teraz będę kopać w "Pulpecji" :-)
                                            > .
                                            Kop, kop, bo ja tu łopaty nie mam, ani dostępu do źródeł.
                                            mam niejasne wrażenie, ze to jest w tej scenie, jak Grześ się waha czy iśc na wigilię do Borejkow czy nie i co ze soba przynieść. I na zasadzie Kowalskiej, co to idzie po schodach zastanawiajac sie czy jej Malinowska pożyczy patelnię (znacie?) dochodzi do wniosku, ze to chyba snobistyczny i drobnomieszczański dom (tam padło inne słowo i to dwukrotnie - raz w tejże scenie a drugi raz gdy czytelnik zagląda na sekundę do Borejków przy stole i słyszy fragment przemowy Grzegorza) więc w akcie desperacji i oburzenia kupuje bombonierkę.
                                            Swoja drogą o bombonierce mozna założyć osobny wątek ;)

                                            Tak mi sie zdaje, ze to tam bylo opisane skąd się znają.
                                            • dakota77 Re: Koledzy z pracy???! 15.12.08, 18:17
                                              Dowcip o patelni znam, ale ja w wersji z pania borsukowa;-). Taka zwierzeca wersja-)))
                                              • the_dzidka Re: Koledzy z pracy???! 16.12.08, 13:26
                                                Ja dla odmiany znam o kosiarce :) A kolega o siekierze.
                                                Muszę poszperać, gdzie mogło być o tej pracy...
                                                • mmaupa Re: Koledzy z pracy???! 21.12.08, 01:06
                                                  A ja o sekatorze!
                                            • anutek115 Re: Koledzy z pracy???! 16.12.08, 11:31
                                              A otóż figa. Przekopałam. W "Noelce" jest wzmianka o wyjściu po wczesnej
                                              wieczerzy "do jednej znajomej", potem rozważania o znajomości od roku i decyzji,
                                              by połączyć swe losy, ale ani słowa o tym, gdzie Grześ poznał tę znajomą. W
                                              miejscu, gdzie leci po czekoladki też jest tylko o tym, jaka to gaba mądra,
                                              dobra i ładna, tylko ta snobistyczna rodzina... Tak więc, alebo stosownego
                                              fragmentu w "Noelce" nie ma, albo nie ma go nigdzie, a "znajomość z pracy" sobie
                                              dośpiewałyśmy, jako, że oboje Strybowie pracują na uniwersytecie.
                                              • senseeko Re: Koledzy z pracy???! 16.12.08, 16:29
                                                anutek115 napisała:

                                                > A otóż figa. Przekopałam. W "Noelce" jest wzmianka o wyjściu po wczesnej
                                                > wieczerzy "do jednej znajomej", potem rozważania o znajomości od roku i decyzji
                                                > ,
                                                > by połączyć swe losy, ale ani słowa o tym, gdzie Grześ poznał tę znajomą. W
                                                > miejscu, gdzie leci po czekoladki też jest tylko o tym, jaka to gaba mądra,
                                                > dobra i ładna, tylko ta snobistyczna rodzina... Tak więc, alebo stosownego
                                                > fragmentu w "Noelce" nie ma, albo nie ma go nigdzie, a "znajomość z pracy" sobi
                                                > e
                                                > dośpiewałyśmy, jako, że oboje Strybowie pracują na uniwersytecie.

                                                A może to odwrotnie? To przy Gabrysi jest powiedziane, ze się waha w związku z
                                                kolegą z pracy, ktory jest matematykiem?Nie wiem, pamietam tylko, ze przez jakis
                                                czas żyłam w przeswiadczeniu, ze Gaba pracuje w jakims osrodku obliczeniowym.
                                                Niekoneicznie jeko matematyk, mogla pracować np w ichnim TI czy BI tj dziale
                                                informacji, po naszemu coś w rodzaju bibliotekarki, co mi do Gaby bardzo pasowalo.
                                                Kiedy po raz pierwszy pojawia sie wzmianka, że Gaba kogoś ma? Tzn w której
                                                częsci Jezycjady? Bo przedtem występowała jako samotna matka dzieciom.
                                                • anutek115 Re: Koledzy z pracy???! 16.12.08, 16:31
                                                  W "Noelce". I też pomyslałam, że to Gaba mówi rodzinie, że ich odwiedzi jej
                                                  kolega z pracy czy coś w ten deseń, więc pod tym katem też szukałam. Nie ma :-(.
                  • mmoni Re: Docent? 25.11.08, 10:51
                    Cytat dakota77 napisała:

                    To by chyba o kregospupie byla mow,a ona tylko na te nogi narzeka:-). tak czy owak, o jej pracy faktycznie prawie nie ma wzmianek, a to podobno podobno jej wielka pasja, tak?:)


                    Jeżeli Gabriela ma perypatetyczny styl nauczania, tak jak ja, która po sali chodzi na kopiec Kościuszki, to mogą ją boleć nogi. Mnie zawsze po wakacjach bolą, dopóki się nie rozchodzę :-)
        • senseeko Re: Docent? 13.12.08, 16:05
          verdana napisała:

          > Magistranta moze nie miec. Natomiast musi mieć jakieś egzaminy lub
          > zaliczenia, bo najwyraxniej nie jest na urlopie, a wiec zajęcia
          > prowadzi.

          Nie musi. Wszystko zalezy od trybu zaliczeń na danym wydziale. Akurat ja mam
          doświadczeia pracy na wydziale liczącym co roku ponad setkę studentow, a mąż
          pracuje na kameralnym wydziale gdzie na pierwszym roku jest ok 15 a na ostatnim
          można ich policzyc na palcach jednej ręki.
          Mąż miewa egzaminy w obu sesjach u mnie natomiast bylo tak, ze od egzaminow był
          wylacznie szef a cala reszta byla od prowadzenia ćwiczeń i dawania zaliczeń jako
          podstawy przystąpienia do egzaminu.
          Cykl zajęć trwał różnie jeden, dwa, czasem trzy semestry, moglo więc się
          zdarzyć, że egzamin byl w sesji zimowej a nie w letniej.
          To, że GaBA chodzdiła na uczelnie nie znaczy, ze miała zajecia ze studentami.
          Mogła miec akurat semestr wolniejszy, mogła miec tylko monografy, albo tylko
          ćwiczenia.
          Ja sama mialam przez lata tak, że w II semestrze prowadzilam ćwiczenia, ktore
          wprawdzie konczyły się egzaminem, ale egzaminował kto inny, a pierwszy semestr
          miałam wyłacznie na pracę naukową (często wtedy wyjeżdżałam do innych ośrodkow).
          Nie wiem czy moi studenci odwiedziliby mnie w szpitalu, bo miałam ich w danym
          semestrze sporo, ale np gdy mąż miał kłopoty na uczelni, to właśnie studenci
          podarowali mu książkę z wpisem, że są po jego stronie, że go lubią i cenią.
          Gdyby nie daj Boże coś mu się przydarzyło, to nie musialby mnie prosić o
          zawiadomienie uczelni, przecież to o tyle oczywiste, że dostarcza się L4 -
          nieprawdaż? Więc to, że Grzegorz zawiadomił uczelnię rozumie sie samo przez się.
          Pisanie o tym, to jak opis bohatera, że szedł w spodniach i w butach a pod
          spodniami miał bieliznę.
          O rzeczach oczywistych się nie pisze. O spodniach czy bieliźnie pod spodem
          należałoby napisac tylko wtedy gdyby w danej scenerii byla ewenementem, albo
          gdyby bohater szedł bez bielizny a miałoby to znaczenie dla fabuły.
    • mama_kotula Re: Docent? 22.11.08, 20:36
      Cytat
      Profesor mojej córki zakonczył wyklad
      15 minut wcześniej wygłaszajac slynne już zdanie "Przepraszam,z e
      wczesniej kończę, ale wczoraj wszczepili mi rozrusznik serca".


      Już abstrahując od całej reszty wątku - dla mnie postawa profesora wyrażona w zdaniu powyżej to nie - oddanie pasji, nie - wizja naukowca altruisty, nie - misja wychowania przyszłej kadry naukowej, tylko najzwyklejsza w świecie głupota i lekkomyślność. Nie budzi we mnie podziwu, wręcz przeciwnie.

      Ale skoro ktoś się lubi zabijać, to jego sprawa.
      • kanga_roo Re: Docent? 22.11.08, 21:32
        zgadzam się z Kotulą. poza tym mój osobisty mąż ucierpiał kiedyś
        podobnie, również w wypadku samochodowym; ręka, noga, bródka i
        siniak wokół oka. ze szpitala wypisali go po niecałym tygodniu.
        równo tydzień po wypadku za własną kasę rodzina wysłała go na
        tomografię, po której leżał miesiąc na neurologii, a ogólnie leczył
        się rok. i najśmieszniejsze, z dwóch tygodni po wypadku prawie nic
        nie pamięta, np nie pamięta, że zadzwonił do mnie ze szpitala i
        poinformował, co się stało. więc chociaż rozumiem, co miałyście na
        myśli w kwestii pracy zawodowej Gaby, to jednak wzięłabym poprawkę
        na nie zagrażające życiu zdarzenie, jakie jej się przytrafiło.
    • nessie-jp Re: Docent? 23.11.08, 16:40
      verdana napisała:

      > Jeszcze raz przekonuję się, że Gabrysia nie jest praconikiem
      > naukowym wyższej uczelni. Albowiem dr hab. w czerwcu, ulegając
      > wypadkowi , po odzyskaniu przytomności zaczyna w panice mysleć

      Ale to już połowa czerwca
      • avvg Re: Docent? 24.11.08, 22:19
        Mnie nie raz i nie dwa zdarzało się zdawać egzaminy w okolicach 25
        czerwca - pamiętam, bo wtedy akurat mam urodziny i zawsze bylo potem
        podwójne świętowanie:)
    • 2szarozielone Re: Docent? 25.11.08, 01:07
      Mój promotor miał oprócz mnie 4 magistrantów jeszcze, wszyscy bronili się we
      wrześniu-październiku, wszystko było jakieś mało biurokratyczne i strasznie
      płynne. Akurat w letniej sesji żadnych egzaminów nie miał - tzn. jedne z
      prowadzonych zajęć kończyły się pisaniem esejów. Nikt jakoś by nie szalał z
      rozpaczy, że oceny z esejów wystawione zostałyby np. 2 tygodnie później
      (ewentualna poprawka do załatwienia do września, w dodatku drogą mailową - można
      spokojnie na wakcje jechać, potem się wyjaśni). Może Gaba ma podobnie.
    • magdowi Re: Docent? 25.11.08, 12:22
      Moim zdaniem, logicznie rzecz biorąc, jeśli Gabę w szpitalu odwiedziły studentki, to uczelnia musiała zostać poinformowana. W przeciwnym wypadku nie wiedziałyby, co się stało. Bo jakoś nie sadzę, żeby rodzina Borejków utrzymywała z tymiż studentkami kontakty na stopie towarzyskiej i powiadomiła je np. śląc smsy na prywatne numery telefonów.
      • mmaupa Re: Docent? 21.12.08, 01:12
        O, tez tak pomyslalam. Poza tym analogicznie, odwiedza ja Dmuchawiec, a o McDusi
        Gaba nie zajaknela sie w tekscie ani slowem (powinna doznac wstrzasoolsnienia
        kiedy Dm. przestepuje prog). A przeciez zaniedbania Dmuchawca nigdy Gabie nie
        mozna zarzucic!
        Wydaje mi sie, ze nie o wszystkich rzeczach sie pisze wprost.
    • paszczakowna1 Verdana, prywatne 26.11.08, 08:41
      Verdana, odezwij sie moze na Www, bo tam juz zaczynaja sie bac, ze cos ci sie
      stalo: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=87597644&v=2&s=0
      • kebbe Re: Verdana, prywatne 13.12.08, 12:25
        Senseeko, podciągam dla Ciebie :)
        a odnośnie omawianych tu relacji promotorsko-studenckich, to
        niestety wielu moich kolegów doświadczało często niespodzianek
        podobnych do opisanych przez Sacacorchos. Inna sprawa, że ja
        studiowałam w bardzo "rozjechanym" Instytucie i jego pracownicy byli
        min. kilka tygodni (jeśli nie miesięcy!) w roku w terenie :). Ja
        miałam szczęście do promotora, do rany przyłóż człowiek,
        cierpliwością anielską wykazał się wobec mnie i mojego miotania się
        przed skończeniem i obroną pracy :)
    • marajka Re: Docent? 15.12.08, 11:10
      Ale chyba mówisz o egzaminie ustnym? Bo na pisemny nieraz przychodzili do nas adiunkci, po prostu rozdawali testy i pilnowali. Czasem roka wykładowcy sprowadzała się tylko do podpisu w indeksie.
      • lutecja4 Re: Docent? 21.12.08, 08:52
        przy okazji Gabrieli-docenta mam pytanie
        blizniacy Zeromscy mowia Idzie, ze nie ma za co im dziekowac, bo "pani siostra
        tez nam pomagala"
        po pierwsze-mala wpadka-jeszcze w Zabie mlody Zeromski mowil do Idy "ciociu"
        po drugie-niech mnie ktos oswieci,bo ja mat-fiz jestem-blizniacy mowia, ze
        Gabriela dawala im masywne korepetycje z laciny,dzieki czemu zdali
        konczylam renomowane liceum w moim miescie i w klasie humanistycznej byla owszem
        lacina, ale nikt z jej powodu nie obawial sie, ze nie zda,wydaje mi ise, ze byla
        traktowana troszke jak relikt, na pewno nikt nie chodzil na korepetycje z laciny
        moze gdzie indziej jest inaczej i niepotrzebnie sie czepiam, ale wydaje mi sie,
        ze to zdanie doczepiono znow na sile-zeby pokazac,jaka to Gabriela niezastapiona
        byla dla wszystkich-i zakupy Dmuchawcowi zrobila, i odebrac miala Magdusie, i
        korepetycje z darmo dawala, itd itd
        • avvg Re: Docent? 21.12.08, 11:50
          Ja miałam w dzieciństwie całą masę "cioć" i "wujków", znajomych
          moich rodziców, do których teraz mówię per "pan", "pani" -
          zestarzeliśmy się i jakoś byłoby głupio inaczej, tym bardziej, że
          kontakty między nimi a rodzicami się rozluźniły. Część tykam, no,
          ale jestem nieco starsza niż młody Żeromski.
          A z łaciną - nigdy nic nie wiadomo. Mogli trafić na sfrustrowanego
          łacinnnika/ łacinniczkę. Moja koleżanka trafiła na takiego gościa od
          PO - wyobrażasz sobie, nie zdać przez PO? Nauczał były wojskowy,
          zapewne miał z problemami z długością penisa, co odbiło się na
          niej:)

          A że zdanie jest kolejnym do litanii św. Gabryjelli, to się zgodzę.
          • mmoni Re: Docent? 21.12.08, 22:44
            avvg napisała

            A z łaciną - nigdy nic nie wiadomo. Mogli trafić na sfrustrowanego łacinnnika/
            łacinniczkę. Moja koleżanka trafiła na takiego gościa od PO - wyobrażasz sobie,
            nie zdać przez PO? Nauczał były wojskowy, zapewne miał z problemami z długością
            penisa, co odbiło się na
            niej:)


            W moim liceum jeden chłopak miał komis z wychowania techniczego. Każdy
            nauczyciel z odpowiednimi predyspozycjami osobowościowymi może uprzykrzyć życie,
            nie tylko matematyk czy pierogowaty fizyk.
    • lezbobimbo Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 22.12.08, 21:45
      A wlasnie, skoro jestesmy przy demaskacjach naukowych, to jakiej nauki
      profesorem jest Dmuchawiec? Polonistyki, filozofii? Pedagogiki na pewno nie ;P
      I dlaczego profesor uczyl w liceum, a nie na uniwerku?
      Wiem, ze sie kiedys na nauczycieli mawialo w liceach polskich per psorka lub
      psor, ale czy to nie byl tylko wyraz szacunku?
      Moze on profesor Jezytius honoris causa? :)
      • senseeko Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 22.12.08, 22:21
        lezbobimbo napisała:

        > A wlasnie, skoro jestesmy przy demaskacjach naukowych, to jakiej nauki
        > profesorem jest Dmuchawiec? Polonistyki, filozofii? Pedagogiki na pewno nie ;P
        > I dlaczego profesor uczyl w liceum, a nie na uniwerku?
        > Wiem, ze sie kiedys na nauczycieli mawialo w liceach polskich per psorka lub
        > psor, ale czy to nie byl tylko wyraz szacunku?

        "Profesor" to forma zwyczajowo używana w liceach (także obecnie) i nie ma w tym
        nic zdrożnego. I jest to forma dożywotnia, tzn jeśli się do kogoś mówiło w
        liceum "panie profesorze" to się będzie tak zwracać i po latach, nawet jeśli
        samemu będzie się miało przed nazwiskiem co najmniej dr a ów profesor będzie
        ledwie mgr. Taki obyczaj.
        Oczywiście nie ma przymusu, ale tak się przyjęło i nie widzę powodu by to
        kwestionować.
        • nessie-jp Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 22.12.08, 23:13
          Ano właśnie, to był tytuł honorowy dla licealnego "profesora", czyli dosłownie
          mówiąc tego, co łopatą do głowy nakładał. Taki wyraz szacunku
        • mmoni Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 22.12.08, 23:16
          O ile się orientuję, zwyczaj ten datuje się od przedwojnia, kiedy to "profesor
          gimnazjum" był oficjalnym tytułem zawodowym.
        • klymenystra Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 25.12.08, 00:31
          Wg mnie ten zwyczaj jest idiotyczny i moim bylym nauczycielom juz nie
          profesoruje (a pratyki mam w swoim bylym liceum). Nawet wtedy wkurzalo mnie, jak
          jedna nauczycielka od biologii nie reagowala na "prosze pani" tylko na "pani
          profesor". Dla mnie profesor to ktos ze stopniem naukowym i basta.
          A najsmieszniej bylo, jak pojawil sie jeden nauczyciel ze stopniem doktora... On
          jedyny doktor, dokoola same magistry, ale jednak profesory...
          • nessie-jp Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 25.12.08, 15:16
            Ale przecież i profesor to tak naprawdę taki trochę dziwny stopień naukowy --
            "za zasługi". W normalnych krajch chyba kończy się nomenklatura na doktorze
            habilitowanym, a u nas? Ano profesuje się różnych pierników i pierniczki :))

            Dla mnie 'profesor' to po prostu wykładowca.
            • mmaupa Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 25.12.08, 15:47
              W "normalnych" krajach nie ma habilitacji :)
              • nessie-jp Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 25.12.08, 18:13
                Tzn. jest tytuł profesora, a nie doktora hab.? To mi się coś pokićkało z
                tłumaczeniem skrótu Ph.D.
                • verdana Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 25.12.08, 19:01
                  W cywilizowanych krajach bywa różnie. Zazwyczaj jest doktorat, ale nie ma
                  habilitacji (choć o ile wiem, są kraje, gdzie jeszcze i habilitacja jest - w
                  Niemczech bodajże, ale mogę się mylić). Jednak np. w USA doktor jest profesorem
                  tylko wtedy, gdy uczelnia da mu posadę i tytuł profesora.
                  Nie widzę nic złego w tytułowaniu nauczyciela liceum profesorem - ostatecznie
                  tytułujemy lekarzy doktorami, choć zwykle doktoratu nie mają. I nawet już tego
                  nie słyszymy.
                  • klymenystra Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 25.12.08, 19:18
                    We Francji tez jest habilitacja. Z tym, ze tam maja tez wyraznie rozroznienie
                    miedzy wykladowcami (maître de conférences) i badaczami. Na czym to dokladnie
                    polega, nie wiem, ale w kazdym razie nie ma parcia na tytuly i stopnie, nawet na
                    moich fiches de notation nie umieszczalam stopnia naukowego O.o Bardzo mi sie to
                    podoba, bo chce przeraza mnie troche przyszlosc uczelniania, jesli sie dostane
                    na doktoranckie. Ta gonitwa za konferencjami i publikacjami, byle haba miec itd :/
                    Co do lekarzy - mam wrazenie, ze to zaszlosc historyczna, starsza niz profesor
                    gimnazjum. Ale nie wiem.
                  • nessie-jp Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 25.12.08, 21:50
                    Na tej stamej zasadzie
                    • dakota77 Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 27.12.08, 05:26
                      Lekarz weterynarii to normalny tytul zawodowy osoby, ktora
                      studiowala weterynarie. W odroznieniu od technika weterynarii.
                      Lekarze weterynarii nie lubia, kiedy mowi dsie o nich weterynarz;-)
                  • niq_miejski Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 26.12.08, 13:14
                    Habilitacja jest w krajach germańskich i śladowo zdarza się w Danii i we Francji.
                    Po kilku latach bywania tu i tam w świecie doszłam to wniosku że to ma fajny i głęboki sens. Lubię system z tytułem magistra, stopniem doktora, habilitacją i potem tytułem profesora (w odróżnieniu od stanowiska profesora, które można uzyskać po habilitacji albo nawet przed w jakiejś prywatnej szkole), uniwersytet to tradycja i kultura strasza niż większość otaczających nas błyskotek, które poświecą przez kilka chwil, a potem okazują sie nie być złotem. Mam nadzieję, że nie zostanie to zniszczone w naszym kraju zanim się zreflektujemy, że jednak żal. Np. dopiero teraz widzę, że nasze UW i UJ kształcą równie dobrze jak pierwsze uczelnie zachodnie - to nasz własny Oxbridge, a proszę zwrócić uwagę, że na Oxfordzie i Cambridge nikt nie usiłuje rezygnować ze skomplikowanej struktury i tytułó na rzecz "cywilizacji"
                    • mmaupa Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 26.12.08, 20:54
                      Z tym ze na Oxbridge nie ma habilitacji :)
                      • niq_miejski Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 26.12.08, 23:17
                        Nie ma, mają swoje własne ekscentryczności :-)
                • niq_miejski Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 26.12.08, 13:17
                  nessie-jp napisała:

                  > Tzn. jest tytuł profesora, a nie doktora hab.? To mi się coś pokićkało z
                  > tłumaczeniem skrótu Ph.D.
                  >

                  Istnieją 2 tytuły: magistra i profesora
                  I 2 stopnie naukowe: doktora i doktora habilitowanego
                • dakota77 Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 27.12.08, 05:28
                  Ph.D to zwykly doktorat:-). Habilitacji nie przewiduje.
            • niq_miejski Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 26.12.08, 13:20
              [/quote]nessie-jp napisała:

              > Ale przecież i profesor to tak naprawdę taki trochę dziwny stopień naukowy --
              > "za zasługi". [/quote]

              tytuł profesora przyznaje się za dorobek naukowy

              za zasługi mozna co najwyżej otrzymać etat profesorski i to nie w każdej uczelni
              • verdana Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 26.12.08, 13:40
                Tytuł profesora nadaje się, podobnie jak kazdy inny tytuł - za
                zaslugi - w dziedzinie nauki mianowicie. W Polsce, aby dr hab. mogł
                zostać profesorem musi opublikować po habilitacji miniumum jedną
                książke i mieć inne publikacje, wypromować doktora, słowem -
                "rozwijać się" naukowo.
                Profesor uczelniany to zupełnie inna bajka, bo to nie tytuł, a
                stanowisko. Możena byc profesorem uczelnianym nawet bez habilitacji.
                • niq_miejski Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 26.12.08, 13:48
                  Cytatverdana napisała:
                  Możena byc profesorem uczelnianym nawet bez habilitacji.

                  Ba, można i bez doktoratu :-)
                • nessie-jp Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 26.12.08, 21:52
                  > Tytuł profesora nadaje się, podobnie jak kazdy inny tytuł - za
                  > zaslugi - w dziedzinie nauki mianowicie.

                  I o takie właśnie zasługi mi chodziło. Na moim osobistym wydziale (którego nazwę
                  miłosiernie przemilczę) byli tacy 'profesorowie jednej publikacji', pisanej
                  zresztą przez doktorantów... Wstyd w ogóle wspominać.

                  Ten system tytularny ma swoje ogromne wady, ale nie o tym wątek, więc porzucę
                  temat...
                  • niq_miejski Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 26.12.08, 23:19
                    Cytatnessie-jp napisała:

                    > I o takie właśnie zasługi mi chodziło. Na moim osobistym wydziale (którego nazw
                    > ę
                    > miłosiernie przemilczę) byli tacy 'profesorowie jednej publikacji', pisanej
                    > zresztą przez doktorantów... Wstyd w ogóle wspominać.


                    Owszem, wsztyd jak diabli. Ale chodzi o to, że - podobnie jak z demokracją,
                    tradycyjny system akademicki ma mnóstwo wad, ale nikt dotąd nie wymyślił
                    lepszego do pracy naukowej. Nie chodzi o tych 95 imbecyli i egomaniaków. Chodzi
                    o te 5 osón na znakomitej uczelni które tworzą naukę i piszą. Na słabszej to
                    jedna osoba. Jeśli jest - to znaczy że system działa.
                    • verdana Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 27.12.08, 16:05
                      W ten sposób mozna dojść do wniosku, ze jesli część lekarzy bierze
                      lapówki, to wszystkich lekarzy nalezy traktować jako z gruntu
                      nieuczciwych, a najlepiej w ogole zlikwidować wydziały lekarskie.
                      • nessie-jp Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 28.12.08, 19:10
                        verdana napisała:

                        > W ten sposób mozna dojść do wniosku, ze jesli część lekarzy bierze
                        > lapówki, to wszystkich lekarzy nalezy traktować jako z gruntu
                        > nieuczciwych,

                        Ale mnie nie o to właściwie chodziło
                        • niq_miejski Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 30.12.08, 15:23
                          Cytatnessie-jp napisała:
                          Zdaje się jednak, że u nas na uczelniach używa się teraz terminu 'docent' na
                          tych, którzy uczą studentów (znowu, niezależnie od stopnia naukowego).

                          tak, docent to zazwyczaj stanowisko przyznawane za szczególne zasługi na polu dydaktyki. na ogół otrzymują je doktorzy od wielu lat bez habilitacji będący znakomitymi dydaktykami - ze względów prestiżowych i bezpieczeństwa zatrudnienia
                          w krajach skandynawskich docentura to odpowiednik naszej habilitacji
                        • verdana Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 30.12.08, 21:05
                          Większość profesorów jednak ma jakis wklad w naukę - owszem,
                          zdarzaja sie glupi profesorowie. Zareczam jednak, ze niekt tego
                          tytulu nie przyznaje "z urzedu", recenzje obecnie sa
                          tzw "zewnetrzne", czyli nie po znajomosci i znam co najmniej 5 osob,
                          ktorym mimo starań, na róznych etapach tytulu odmowiono, z powodu
                          nie spełniania warunków.
                          Na uczelniach docentów już nie ma, pozostali tylko w instytutach
                          naukowych.
                          Wykladać, niestety, może nawet magister, co niegdys - i slusznie -
                          bylo zakazane. Szczególnie w naukach humanistycznych bardzo mlodzi
                          ludzie na ogół maja zbyt małą wiedze, aby prowadzić wyklady, ktore
                          nie sa tylko streszczeniem dwóch przeczytanych podreczników. Nie
                          mieli czasu, aby prowadzic wlasne badania naukowe, odkryć cos
                          nowego - już chyba lepiej, aby podrecznik studenci sami sobie
                          przeczytali, a nie wysluchiwali streszczenia...
                          • nessie-jp Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 30.12.08, 21:13
                            > zdarzaja sie glupi profesorowie. Zareczam jednak, ze niekt tego
                            > tytulu nie przyznaje "z urzedu", recenzje obecnie sa
                            > tzw "zewnetrzne", czyli nie po znajomosci i znam co najmniej 5 osob,
                            > ktorym mimo starań, na róznych etapach tytulu odmowiono, z powodu
                            > nie spełniania warunków.

                            No to ja już nie rozumiem :( To w końcu jakie są wymogi uzyskania stopnia
                            profesorskiego, jeśli NIE jest to opublikowanie minimum jednej pozycji po
                            habilitacji?

                            Magistrów prowadzących wykłady bardzo ceniłam, bo zazwyczaj wnosili powiew żywej
                            myśli w skostniałe treści. U mnie na wydziale prawo prowadzenia ćwiczeń w formie
                            wykładu mieli doktoranci od któregoś tam roku studiów
                            • niq_miejski Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 30.12.08, 21:31
                              Cytatnessie-jp napisała:

                              > No to ja już nie rozumiem :( To w końcu jakie są wymogi uzyskania stopnia
                              > profesorskiego, jeśli NIE jest to opublikowanie minimum jednej pozycji po
                              > habilitacji?



                              Dorobek naukowy, w tym conajmniej jedna wybitna publikacja naukowa (a więc, nie wszystko jedno jaka), na ogół w postaci książki (monografii) i conajmniej 1 wypromowany doktor (w pratyce conajmniej 2).
                              Do tego inne także publikacje, wkład własny w rozwój dyscypliny (innymi słowy, coś trzeba "odkryć" albo stworzyć, albo w inny sposób trwale skojarzyć ze swoim nazwiskiem), osiągnięcia dydaktyczne (kursy, magistrzy), uczestnictwo w środowisku naukowym krajowym i/lub zagranicznym.
                              Jest tego troszkę
                              • nessie-jp Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 30.12.08, 22:32
                                A, no teraz rozumiem. To jednak JAKIES osiągi trzeba mieć :) To miłe :)
                          • niq_miejski Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 30.12.08, 21:26
                            Cytatverdana napisała:
                            > Na uczelniach docentów już nie ma, pozostali tylko w instytutach
                            > naukowych.



                            Owszem, są. Jest to obecnie stanowisko dydaktyczne, na UW i UJ można je uzyskać
                            będąc doktorem i mając szczególnie znaczący dorobek dydaktyczny
        • slotna Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 25.12.08, 02:02
          Ale raczej sie tej "formy zwyczajowej" nie umieszcza na drzwiach? To bylo w DP bodajze, pan Jankowiak sie zdumial czytajac tabliczke "profesor... co? profesor Czeslaw Dmuchawiec?".

          --
          Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
          • mmaupa Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 25.12.08, 12:36
            Dla mnie jedynym usprawiedliwieniem byloby to, ze tabliczke podarowali "panu
            profesorowi" wdzieczni uczniowie, a ten nie chcac sie wydac nieuprzejmym
            powiesil ja na drzwiach. W innym razie takie zachowanie zakraw na daleko
            posunieta bufonowatosc.
            • alitzja Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 25.12.08, 14:49
              Tabliczkę z profesorem Dmuchawcem swego czasu jednoznacznie umieściliśmy w
              ewidentnych wpadkach.
      • janeczkawawa Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 31.12.08, 00:56
        Rzadko się odzywam, ale często czytam, a teraz muszę. Sama miałam 3
        lata temu wypadek na motorze, przy małej prędkosci, bo pewnie nic
        bym już nie napisała. W konsekwencji lekkie wstrząśnienie mózgu i
        złamane kolano, a wierzcie mi, to nie kaszka z mlekiem - dwa
        miesiące w szpitalu, chodzić nie mogłam przez pół roku, do tej pory
        rehabilitacja i jeszcze biegać nie umiem. Obowiązków zostawiłam
        mnóstwo - wypadek na początku maja, a ja miałam zakontraktowanych 5
        komunii do zorganizowania, tzn przyjęcia komunijne. Nie mogłam NIC
        zrobić, i choć spędzało mi to sen z oczu, nie zatruwałam nikowu
        życia, nie biadoliłam itepe. Pomyślałam, zadzwoniłam sto razy(ale
        niekoniecznie pierwszego dnia po wypadku) jakoś poszło. Tak samo
        Gaba, co mogła zrobić? NIC. Wiedziała o tym i nic nie mówiła o
        studentach, egzaminach, terminach i tak dalej. Gaba jest przecież
        przedstawiona przez autorkę jako osoba bardzo dobrze zorganizowana,
        przynajmniej ja mam takie wrażenie, pracowita, a więc pewnie
        przygotowana do czerwcowych obowiązków, więc ktoś może przejąć
        przygotowaną przez nią pałeczkę, no i jako osoba, która nie chce
        nikomu zawracać głowy swoimi problemami, bo innych sprawy zawsze są
        ważniejsze, więc nic nie mówi by nikogo nie martwić, a obmyśla
        najlepsze wyjście z sytuacji:)
        • verdana Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 31.12.08, 10:24
          Ale Ci inni to wlasnie studenci...
          I jak sama piszesz - Ty jednak zadzwonilas i przekazalas komus
          obowiazki. Nie pomyslalas - jestem chora, to jestem zwolniona z
          troszczenia sie o swoje zobowiazania - to juz nie moj problem.
          • janeczkawawa Re: Psor Dmuchawczy? Z jakiej dzialki? :) 04.01.09, 00:13
            No tak, ale uwierz mi, przez kilka pierwszych dni to jednak w szoku
            byłam, Gaba pewnie też, a chyba to nie jest tak, że natychmiast
            wszystko się wali, gdy docent-egzaminator nie może naprawdę w danym
            momencie się wywiązać. Co prawda nie znam teraźniejszych realiów, bo
            ja rówieśnica Gaby, i wtedy trochę inaczej było. Poza tym to jednak
            zgadzam się, że temat pracy Gaby MM potraktowała po macoszemu, i nie
            ma zbyt wiele w tekstach na potwierdzenie jej legendarnej
            pracowitości ze skłonnością do poświęceń. Chyba dorobiła się przez
            tyle lat pracy koleżanek czy przyjaciółek, i w ogóle by im się nie
            poświęcała?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka