verdana
18.11.08, 21:48
Jeszcze raz przekonuję się, że Gabrysia nie jest praconikiem
naukowym wyższej uczelni. Albowiem dr hab. w czerwcu, ulegając
wypadkowi , po odzyskaniu przytomności zaczyna w panice mysleć "Kto
mnie zastapi na egzaminie? Co robić? Gdzie jest lekarz i czy mnie
choć na jeden dzień wypisze, przeciez egzamin być musi? I rany
boskie, w przyszłym tygodniu magistrant mi się broni, muszę być, co
robić?
To nie jest zawód typu - nie ja, to ktoś mnie zastąpi. Mój ojciec ,
niesiony na noszach z erki z podejrzenim udaru (na szczęście mylnym)
przede wszystkim żądął zadzwonienia i załatwienia sprawy doktoranta,
ktorego byl promotorem i ktory miał się bronić lada dzień. A ojciec
na altruistę nie ma zacięcia. Profesor mojej córki zakonczył wyklad
15 minut wcześniej wygłaszajac slynne już zdanie "Przepraszam,z e
wczesniej kończę, ale wczoraj wszczepili mi rozrusznik serca". Ja
miałam wyklad w czasie operacji syna, a potem nie odebralam go ze
szpitala,tylko wyslalam dalszą rodzine, bo akurat byla ta sama sesja
co w "Sprężynie" i miałam egzamin. Trudno, aby przelożyć egzamin 200
studentom, ktorzy tez mają wlasne plany. A ja tez altruistką nie
jestem, bynajmniej.