yanga
17.12.08, 22:12
Ja teraz przy "Pulpecji", więc kolejne refleksje. W pewnym momencie
Patrycja narzeka do Romy, jak bardzo rodzinny budżet ucierpiał z
powodu wesela Idy. Zastanowiło mnie to, bo zawsze uważałam, że to
wesele było wręcz wzorem minimalizmu. Suknię i welon Ida kupiła
sama "za dwie pensje", więc tu rodzina kosztów nie poniosła. Te
buty - no tak, w sumie kupiono kilka par, ale też chyba ceny nie
były z górnej półki. Mercedes - z napisem "taxi", czyli nie wynajęta
limuzyna - miał do przejechania bardzo krótki dystans i zapłacił za
niego Marek. Przyjęcie - owszem, wystawne, ale w domu, przygotowane
rękami mamy i sióstr. Poza ścisłą rodziną obecna była tylko matka
Marka. O prezentach poza kwiatami - jakoś się nie wspomina. No więc
nie widzę tu jakoś tej wielkiej ruiny, zwłaszcza że dominikanie
(uparcie pisani z wielkiej litery, chociaż to błąd) nie obdarli
chyba ze skóry tak zaprzyjaźnionej rodziny?
No i Gabrysia tym razem zupełnie nie popisała się jako matka -
usprawiedliwia ją tylko nawał roboty domowej. Powinna była obie
smarkule pouczyć, jak mają się zachować wobec młodej pary, która
musi spędzić noc poślubną w domu pełnym ludzi. I dopilnować
wykonania poleceń, bo przecież znała swoje córunie jak zły szeląg. A
tak - Ida przedstawiona jest jako ta zła, przewrażlowiona ciocia,
która się czepia.