Dodaj do ulubionych

Wesele Idy

17.12.08, 22:12
Ja teraz przy "Pulpecji", więc kolejne refleksje. W pewnym momencie
Patrycja narzeka do Romy, jak bardzo rodzinny budżet ucierpiał z
powodu wesela Idy. Zastanowiło mnie to, bo zawsze uważałam, że to
wesele było wręcz wzorem minimalizmu. Suknię i welon Ida kupiła
sama "za dwie pensje", więc tu rodzina kosztów nie poniosła. Te
buty - no tak, w sumie kupiono kilka par, ale też chyba ceny nie
były z górnej półki. Mercedes - z napisem "taxi", czyli nie wynajęta
limuzyna - miał do przejechania bardzo krótki dystans i zapłacił za
niego Marek. Przyjęcie - owszem, wystawne, ale w domu, przygotowane
rękami mamy i sióstr. Poza ścisłą rodziną obecna była tylko matka
Marka. O prezentach poza kwiatami - jakoś się nie wspomina. No więc
nie widzę tu jakoś tej wielkiej ruiny, zwłaszcza że dominikanie
(uparcie pisani z wielkiej litery, chociaż to błąd) nie obdarli
chyba ze skóry tak zaprzyjaźnionej rodziny?
No i Gabrysia tym razem zupełnie nie popisała się jako matka -
usprawiedliwia ją tylko nawał roboty domowej. Powinna była obie
smarkule pouczyć, jak mają się zachować wobec młodej pary, która
musi spędzić noc poślubną w domu pełnym ludzi. I dopilnować
wykonania poleceń, bo przecież znała swoje córunie jak zły szeląg. A
tak - Ida przedstawiona jest jako ta zła, przewrażlowiona ciocia,
która się czepia.
Obserwuj wątek
    • yowah76 Re: Wesele Idy 17.12.08, 22:15
      Ale przeciez Borejkowie to przyklad szlachetnego ubostwa, na pewno
      im to budzet domowy zruinowalo. Ostatnio jak moja matka uslyszala,
      ile jej kolezanke bedzie kosztowac wesele corki to jakos mniej mi
      truje, zebym sobie chlopa szukala;)
    • onion68 Re: Wesele Idy 17.12.08, 22:17
      Zastanawiam się, czy rzeczywiście nowożeńcy musieli spędzać noc poślubną w domu
      pełnym ludzie. W końcu jako pracujący, samodzielni ludzie mogli to sobie inaczej
      urządzić.
      Poza tym, aby zapewnić właściwe zachowanie córek, Gaba może musiałaby mówić o
      seksie ;)
      • yowah76 Re: Wesele Idy 17.12.08, 22:25

        • mamalilki Re: Wesele Idy 17.12.08, 23:14
          A jesli chodzi o dreszcz to sama bylam zdumiona, ale pojawil sie MIMO domu
          pelnego ludzi... Dobrze ze duzy dom...
        • panna.bennet Re: Wesele Idy 18.12.08, 13:14
          hm, taka mnie naszła refleksja - chyba nawet w idealnym świecie Jeżycjady
          28-latki rzadko bywają dziewicami? ;)jakoś sobie nie wyobrażam temperamentnej
          Idusi jako oczekującej z drżeniem serca nocy poślubnej :)
          • mamalilki Re: Wesele Idy 18.12.08, 13:44
            A dlaczego nie? W realnym swiecie tez sie zdarza i to nawet nie przez
            permanentny brak okazji. Ani tez nie dlatego ze ktos nie ma temperamentu. Mozna
            miec takie poglady po prostu, to sie zdarza, nawet nie jest takie bardzo rzadkie.
            • panna.bennet Re: Wesele Idy 18.12.08, 13:53
              oczywiście, że się zdarza, sama znam nawet takie przypadki. Ale akuratnie ta
              najmniej borejkowska z sióstr mi do tego nie pasuje... zwłaszcza, że związek ze
              Sławeczkiem od pierogów był tak burzliwy :)
              • mamalilki Re: Wesele Idy 18.12.08, 14:12
                A tu tymczasem wyglada na to ze to Gabriela uskuteczniala wesole zycie seksualne
                bez zabezpieczenia a Ida miala inne poglady i pozostala im wierna :-)
            • yowah76 Re: Wesele Idy 18.12.08, 22:04
              Znam jeden przypadek z braku okazji a drugi skutkiem pogladow, wiec
              bywa...
        • senseeko Re: Wesele Idy 22.12.08, 21:13
          yowah76 napisała:

          > tzn. zakladali ze beda zmeczeni i po prostu pojda spac.
          Kto zakładał? Może śpiący królewicz Mareczek, to i owszem. Może Borejkowie. Ale
          po Idzie widać, że miała raczej nadzieję na coś innego (jej dom pełen ludzi nie
          przeszkadza, bo to JEJ terytorium).
      • yanga Re: Wesele Idy 17.12.08, 22:56
        No, po paru dniach nie wytrzymali nerwowo i jednak urwali się na
        narty, z trudem - bo i tam chciała z nimi jechać Natalia. A panny
        Pyziakówny chyba doskonale się już orientowały, co młoda para robi
        po ślubie, one tylko miały nadzieję, że coś im się uda podejrzeć ;-)
        No tak, ale gdyby Gaba palnęła im wcześniej kazanie, to nie byłoby
        sceny z różą...
        • mamalilki Re: Wesele Idy 17.12.08, 23:12
          Co do nocy poslubnej w domu pelnym ludzi to uwierzcie mi, los plata takie figle
          :-) U nas remont mieszkania mial sie skonczyc tydzien przed slubem a skonczyl 2
          tyg po i wlasnie noc poslubna spedzalismy w domu pelniutenkim (na slub
          przyjechaly ciotki, kuzynki itd), w moim panienskim pokoiku. Dobrze ze nie bylo
          nieletnich bachorow w okolicy bobym zabila. Nastepnego dnia na szczescie
          jechalismy w podroz poslubna...
    • nessie-jp Re: Wesele Idy 17.12.08, 22:32
      Czy ja wiem
      • sowca Re: Wesele Idy 17.12.08, 23:28
        Ja się przychylam do zdanie Nessie, chociaż o cenach w tamtych
        czasach nie mam zielonego pojęcia (miałam 4 latka:P). Ale wydaje mi
        się, że to się tylko tak mówi, ale myślę, że w tym mieszkaniu,
        ostatecznie nie takim małym, było ze 20 -30 osób, a liczyć trzeba i
        jedzenie, i alkohol...na penwo nie była to taka kwota, jak obecnie
        płaci się za wesele w lokalu, ale przypuszczam, że dla Borejków nie
        był to jednak mały wydatek.
        • iwoniaw o nie, goście są wymienieni 18.12.08, 12:31
          co do osoby i na weselu, oprócz domowników, był WYŁĄCZNIE stryj Józeczek z
          ciotką Felą, matka Marka, no i sam Marek - pan młody. Biorąc pod uwagę, że to
          były święta, dodatkowe dwie-cztery osoby na obiedzie chyba nie mogły aż tak
          zrujnować domowego budżetu, żeby Patrycja mogła Romie wspominać o wydatkach
          większych niż zazwyczaj.

          W ogóle nie był to jakiś gigantyczny poczęstunek, skoro Mila i Gaba przygotowały
          wszystko o poranku, przed wyjściem do kościoła, ot zwykły obiad z deserem.
          • yanga Re: o nie, goście są wymienieni 18.12.08, 12:47
            No właśnie też mi się tak wydaje. Przecież tam na codzień siadało do
            stołu osiem "żertych" osób, a tu jeszcze były święta, czyli coroczna
            pozycja w budżecie. W dodatku - jak to u Borejków - alkohol w
            symbolicznych raczej ilościach. A Patrycja mówi wręcz o katastrofie
            finansowej!
          • k_linka Re: o nie, goście są wymienieni 18.12.08, 12:56
            Nie moge powstrzymac sie od refleksji, ze niektore z przedpiszczyn zyja w takim
            dobrobycie, ze nawet nie wyobrazaja sobie poziomu zycia tzw. sredniej krajowej.
            Zwlaszcza w czasach transformacji :)

            > były święta, dodatkowe dwie-cztery osoby na obiedzie chyba nie mogły aż tak
            > zrujnować domowego budżetu, żeby Patrycja mogła Romie wspominać o wydatkach
            > większych niż zazwyczaj.

            Policzmy tych domownikow: Ignacy i Mila, Gabriela z corkami, Nutria, Pulpa,
            panna mloda. Osiem glodnych gab, do tego czworka gosci, a w tamtych czasach Mila
            nie byla jeszcze uznanym dramaturgiem, Gaba zyla z pensji uczelnianej bez fuch,
            jakie pojawily sie pozniej (ksiazki, audycje radiowe), pensja lekarza tez nie
            byla zapewne porazajaca...
            W ogole to dla wielu gosporadstw same Swieta SA wydatkiem odczywalnym wyraznie w
            domowym budzecie. A jesli dodamy wesele (i Wigilie na ktorej bylo 2 dodatkowych
            gosci (Marek i Monika) to trudno wzmagac zeby bylo bardzo skromnie

            > W ogóle nie był to jakiś gigantyczny poczęstunek, skoro Mila i Gaba przygotował
            > y
            > wszystko o poranku, przed wyjściem do kościoła, ot zwykły obiad z deserem.
            >
          • agnieszka_azj Re: o nie, goście są wymienieni 18.12.08, 14:25
            iwoniaw napisała:

            > co do osoby i na weselu, oprócz domowników, był WYŁĄCZNIE stryj
            Józeczek z
            > ciotką Felą, matka Marka, no i sam Marek - pan młody.

            To, że inni goście nie zostalo wymienieni z imienia i nazwiska, nie
            znaczy, że ich nie było.
            Daleko nie szukając - nie widziałam jeszcze wesela, na które nie
            zaproszonoby swiadków. Świadkową była Gaba, a świadkiem ? Ktoś nim
            musiał byc, a jeśli był zonaty, to zapene przyszedł z żoną.
            Dalej np. - siostra Moniki ? Pewnie też ma rodzinę.

            Poza tym - jak ktoś juz wspomniał, same Święta (bez slubu i wesela)
            to w wielu domach wydatek rujnujący budzet.
            Suknia Patrycji z butiku, jakas sukienka dla Natalii, buty, białe
            sukienki dla córeczek Gabrysi itd.

            To były czasy, kiedy nie było jeszcze w Polsce a/ ogromnej sieci
            dobrze zaopatrzonych lumpeksów, b/ centrów handlowych ze sklepami
            sieciowymi i wyprzedażami. Ciuchy (te elegantsze) to był naprawds
            spory wydatek.
            • laura-gomez Re: o nie, goście są wymienieni 18.12.08, 16:56
              Świadkiem był kolega Marka.
              Ja zawsze miałam wrażenie, że na weselu było sporo ludzi, nie tylko najbliższa rodzina.
              • agnieszka_azj Re: o nie, goście są wymienieni 18.12.08, 21:28
                laura-gomez napisała:

                > Ja zawsze miałam wrażenie, że na weselu było sporo ludzi, nie
                tylko najbliższa
                > rodzina.

                "Wichyra i zadymka trwały w najlepsze, kiedy o siedemnastej
                dwadzieścia pod kamienicę przu Roosevelta 5 podjachał cicho biały
                mercedes, dyndając wianuszkami uwieszonymi w szybach na białych
                wstążeczkach. PRZED BRAMĄ CZEKAŁA JUŻ GRUPKA GOŚCI ZMOTORYZOWANYCH,
                A KOLEJNA GRUPA ZBLIŻAŁA SIĘ WŁAŚNIE NA PIECHOTĘ OD STRONY MOSTU
                TEATRALNEGO." S. 27

                "Zwłaszcza jeśli jest się pnaem młodym, a za widownię ma się TŁUMEK
                RODZINY I PRZYJACIÓŁ, a także byłego narzeczonego panny młodej..."
                s.30

                Określenie "tłumek gości weselnych" pojawia się w tym fragmencie
                kilkakrotnie, a dodać należy, że w tych grupkach: oczekującej i
                nadchodzącej nie było Idy, Marka i Mili, a już jest mowa o "tłumku
                pod bramą".
                • sowca Re: o nie, goście są wymienieni 18.12.08, 21:55
                  Otóż właśnie! Mieszkanie Borejków nie było znowu takie, i na pewno
                  sporo osób dało się upchnąć w zielonym pokoju czy którymś tam innym.
                  Przypuszczam, że oprócz rodziny Borejków było jeszcze co najmniej 15
                  osób.
                  • jeriomina Re: o nie, goście są wymienieni 18.12.08, 23:13
                    Poza tym mowa później o dymie papierosowym, który trzeba było wietrzyć...a w
                    tych czasach Ignac już chyba nie palił...
                  • nessie-jp Re: o nie, goście są wymienieni 18.12.08, 23:54
                    Ano właśnie, sporo luda, a pamiętajcie, że to były jednak inne czasy
                    • jop Re: o nie, goście są wymienieni 20.12.08, 14:22
                      Soki w kartonach (produkowane w PL) pojawiły się gdzieś w roku 1992/93 i
                      faktycznie były tak drogie, że jak raz na jakiś czas fundowałam sobie taki
                      luksus, to rodzina pytała, czy może sobie trochę wziąć. W tych czasach
                      statystyczna polska rodzina pijała herbatę i gotowany w domu kompot, ewentualnie
                      mleko i kakao, bo kawa była luksusem, soków w sprzedaży w ogóle nie było, z
                      napojami gazowanymi było różnie (dominowała oranżada małych wytwórni, Pepsi i
                      Cola bywały dostępne, zależnie od regionu Polski, ale mało komu się chciało wlec
                      butelki do domu - przypominam, to było szkło, przed epoką butelek PET), woda
                      mineralna nie była specjalnie popularna (i też istniał problem ciężkich butelek).

                      O ja pierdykam, jak dobrze, że te czasy minęły i mam nadzieję, że nie wrócą.

                      • mamalilki Re: o nie, goście są wymienieni 20.12.08, 14:28
                        Ja pamietam jak pojawily sie jogurty Frutis (ok 1993) i mama robila nam uwagi,
                        ze to nie siano i moze bysmy pamietaly ze dla kazdego w domu jest jeden kubeczek
                        (przy okazji wiekszych zakupow czyli pewnie raz na 5-7 dni :-)
                        Dla mnie przelomem bylo kiedy zaczelo sie robic zakupy w hipermarketach i woda,
                        soki, jogurty, mleko itp w duzych ilosciach tak po prostu sobie staly w domu -
                        wystarczylo siegnac.
                        • avvg Re: o nie, goście są wymienieni 20.12.08, 17:02
                          A ja pamiętam, jak sałatka mająca w składzie kukurydzę z puszki była
                          wydarzeniem, ze względu na tę kukurydzę właśnie...
                        • jop Re: o nie, goście są wymienieni 23.12.08, 15:55
                          Pamiętam, bywał jakiś taki bardziej egzotyczny w smaku, z marakują
                          albo czymś podpBył w czteropakach, dwa egzotyczne i dwa jakieś
                          bardziej pospolite, chyba brzoskiniowe. Tak czy inaczej, traktowało
                          się to bardziej jako wykwintny deser.
                          • klymenystra Re: o nie, goście są wymienieni 24.12.08, 23:49
                            W Krakowie pierwszy hipermarket otwarli w 1994 (pamietam, bo to bylo wydarzenie
                            - mialam 8 lat- i to tuz kolo mnie :)) - rodzice wtedy kupowali mi rewelacyjne
                            owocowe jogurty ze Skaly. O te lepsze musialam dlugo prosic - i bylam
                            szczesliwa, jak dostalam. A jak potem zaczely sie Danony, te Fantazje rozne, to
                            ojejej. A teraz? Teraz sie krzywie, jak jogurt ma w skladzie cukier :p
                            • jop Re: o nie, goście są wymienieni 26.12.08, 14:51
                              Billa potem Elea teraz nie wiem już co?
                              • szprota Re: o nie, goście są wymienieni 26.12.08, 14:54
                                W Łodzi Billę, a potem Eleę zastąpiła Alma.
                                • nessie-jp Re: o nie, goście są wymienieni 26.12.08, 17:45
                                  szprota napisała:

                                  > W Łodzi Billę, a potem Eleę zastąpiła Alma.

                                  O Matyldo... Pyziak?? :D
                                  • mammajowa Re: o nie, goście są wymienieni 28.12.08, 22:23
                                    alma - www.almamarket.pl/
                                    całkiem przyjemne delikatesy pod względem zaopatrzenia i mają krakowski kredens
                                    mniam mniam.
                      • nessie-jp Re: o nie, goście są wymienieni 20.12.08, 18:43
                        > O ja pierdykam, jak dobrze, że te czasy minęły i mam
                        > nadzieję, że nie wrócą.

                        No właśnie, tyle się mówi o kryzysach za czasów PRL-u, a przecież i my --
                        pokolenie przełomu, że się tak szumnie wyrażę
                        • avvg Re: o nie, goście są wymienieni 20.12.08, 19:05
                          Nessie, McDonald sam siebie nazywa "restauracją" do dziś i pewnie
                          szef szefa szefa na samym szczycie w Ameryce się wścieka, że przez
                          kilkanaście lat Polakom nie udało się wybić z głów, że w restauracji
                          nie potrzeba kelnera, ino gościu za kasą wystarczy.

                          Rzadko jadam Macowe produkty, więc może dlatego jeśli czasem się
                          skuszę wciąż kojarzą mi się z czymś rzadkim, a dokładnie - z
                          wyjazdami w góry, bo jeden z pierwszych Maców był na trasie
                          Częstochowa - Kraków i tam był wymuszany na rodzicach postój:)
                          Myślę, że byłam już w wieku dwucyfrowym, ale raczej niewiele powyżej
                          dziesiątki, kiedy buła pojawiła się w Polsce.
                        • ginny22 Re: o nie, goście są wymienieni 20.12.08, 21:54
                          > Pamiętam, jak np. taki McDonald to była RESTAURACJA, tam się nie
                          > chodziło jak do podłej taniej knajpy, tylko w ramach podarowywania
                          sobie odrobiny luksusu :)

                          No ba! Miałam 9 lat, gdy pojechaliśmy do Warszawy na wycieczkę i
                          wizyta w McD przy Sezamie była punktem kulminacyjnym imprezy :)
                          • sowca Re: o nie, goście są wymienieni 20.12.08, 22:43
                            Ja pamiętam, jaka była sensacja, jak moja koleżanka zrobiła urodziny
                            w McDonaldzie :D to był, jak sądzę, rok 1993 lub 1994
                            • ginny22 Re: o nie, goście są wymienieni 21.12.08, 01:00
                              Wyobrażam sobie :) Ta moja wycieczka do McD to 1992, więc w ogóle
                              sam początek aktywności sieci w Polsce.
                            • senseeko Re: o nie, goście są wymienieni 22.12.08, 22:17
                              sowca napisała:

                              > Ja pamiętam, jaka była sensacja, jak moja koleżanka zrobiła urodziny
                              > w McDonaldzie :D to był, jak sądzę, rok 1993 lub 1994
                              Blee... A ja się nie mogę przekonać, żeby tam cokolwiek zjeść. Byłam raz, w
                              Pradze, bo nic innego pod ręką nie było i narzeczony mnie zaciągnął, choć bardzo
                              się broniłam i zafundował mi obrzydliwego w smaku szejka. Do dziś mi się robi
                              niedobrze na samo wspomnienie - nienawidzę koktaili na słodkim mleku a jeszcze
                              spienione... ohyda.
                              Spienione mleko toleruję na gorąco w cappucino. Li i jedynie.
                              Oddałam tego szeika po paru łykach i poszliśmy na falafel u jakiegoś ulicznego
                              Szeika ;). Całkiem niezły był, choć na Centralnym w Wa-wie mieli podówczas lepsze.
                              A drugi raz byłam parę lat później, kiedy właśnie kolega dziecka miał tam
                              urodziny. Ale wtedy rodzice siedzieli tam o mokrym pysku tzn przy kawie lub
                              herbacie, więc jako jedzenie a Macu to się chyba nie liczy.
                              Ponoć dają tam surówki i w ogóle ale jakoś nie mogę się przemóc. Zwłaszcza, że
                              cenowo też nie są konkurencyjni.
                              • nessie-jp Re: o nie, goście są wymienieni 22.12.08, 23:14
                                No bo to JEST niezbyt smaczne i raczej drogie (jak za tak mizerną jakość)
                                jedzenie. Ale ja naprawdę pamiętam, że sam blask tych złotych pośladków nad
                                lokalem przesłaniał ludziom zmysł smaku i powonienia, aż się kolejki
                                ustawiały... Tak jak symbolem Dobrobytu przez duże B za komuny była Coca-Cola,
                                tak po transformacji ustrojowej stał się nim McDonald.
                              • klymenystra Re: o nie, goście są wymienieni 24.12.08, 23:56
                                Surowki sa OBRZYDLIWE. Raz sobie w jakims dworcowym Mc wzielam i nigdy wiecej.
                                Sam papier, potwornie dlugi termin waznosci i sos na bazie chemii.
                          • klymenystra Re: o nie, goście są wymienieni 24.12.08, 23:51
                            Ja bylam potwornie zawiedziona hamburgerem - brat mi kupil, to musial byc jakies
                            1995 rok. I takie nic- bulka, okropne miecho i sos. Wolalam KFC do ktorych,
                            dzieki chrzestnej, mialam z bratem wejsciowki dla VIPow ;))) A jak szpanowalam
                            wtedy... Ech :)
                        • jop Re: o nie, goście są wymienieni 23.12.08, 16:01
                          Zachłyśnięcie się MD akurat mnie na szczęście ominęło - w latach
                          szczenięcych zaliczyłam z rodzicami MD w Wiedniu i ojciec, który
                          spędził parę lat za granicą, postawił sobie za punkt honoru
                          przekonanie mnie, że tam dają zwykłe buły z hamurgerem, nie ma się
                          czym podniecać. I to mu się udało.

                          A to co piszesz o opluwanych hipermarketach to oczywiście
                          najprawdziwsza prawda, ja też doceniam to, że np. musztardę można
                          kupić w pełnym spektrum cen i jakości, od Dużo-Tanio-Kiepsko po
                          fhancuski wypas diżoński.
                      • yowah76 Re: o nie, goście są wymienieni 20.12.08, 22:46
                        Byly syropy mniej wiecej owocowe, dzika roza i cos jeszcze. Tym sie
                        wlasnie budyn polewalo;)
                        • sowca Re: a buty? 21.12.08, 21:12
                          W ramach przygotowań do świąt odświeżam "Noelkę" i w kontekście
                          wesela Idy naszło mnie pytanie: które buty w końcu włożyła Ida?
                          • very.martini Re: a buty? 21.12.08, 21:20
                            Ja też wczoraj czytałam i też nad tym myślałam:) Chyba w końc te od
                            Gaby, bo pozostałe były albo zbyt toporne, albo zbyt letnie.

                            16%VOL
                            22%VAT

                            --
                            takie tam... forum homeopatia
                            • mmoni Re: a buty? 21.12.08, 22:08
                              Nie no, oczywiście, że od Gaby. Jedynie nasza dzielna Gabunia potrafi znaleźć
                              za pięć dwunasta eleganckie białe buty nr 40 na niezbyt wysokim obcasie, co by
                              Idusia nad swoim wysokim małżonkiem nie górowała.
                              • nighthrill Re: a buty? 23.12.08, 14:20
                                Mnie w ogóle w "Noelce" zastanawia ten fragment, że "Ida, która
                                mierzyła 170 cm, starannie unikała wysokich obcasów". Dlatego też
                                buty ślubne musiały być na niskim obcasiku.
                                Wiem, że Marek Pałys miał 168 cm ( swoją drogą mało jak na faceta) i
                                nie chciała podkreślać różnicy wzrostu, ale przecież chyba nie
                                zawsze wychodzili razem? Moja siostra ma 175 i nosi obcasy, znam też
                                jeszcze wyższe dziewczyny, które w szpilkach sięgają 190 cm. I noszą.
                                A autorka opisuje wzrost 170 cm jako bardzo wysoki, a Gabrysia (175)
                                to już w ogóle wielkolud.
                                • soova Re: a buty? 23.12.08, 15:04
                                  nighthrill napisała:


                                  > A autorka opisuje wzrost 170 cm jako bardzo wysoki, a Gabrysia (175)
                                  > to już w ogóle wielkolud.

                                  Różnice pokoleniowe. Dla osób urodzonych w czasie wojny czy jakiś czas po wojnie (niedożywienie, lichy standard jedzenia w PRL) osoba, która ma powyżej 170 cm, jest równie wysoka, jak dla mojego pokolenia (wczesny Gierek ;)) ktoś od 180 cm. A już nie mówię o tym najmłodszym wykarmionym kurczakami nafaszerowanymi hormonami my space generation, gdzie 180 cm to po prostu norma.
                                  Na poparcie twierdzenia: moja mama (rocznik wojenny)uważa mojego tate (ok. 175 cm) za wysokiego, a ja już niekoniecznie ;).
                                  • laura-gomez Re: a buty? 23.12.08, 16:00
                                    Gaba miała 180 cm (patrz OwR)
                                • senseeko Re: a buty? 23.12.08, 19:08
                                  nighthrill napisała:

                                  > Mnie w ogóle w "Noelce" zastanawia ten fragment, że "Ida, która
                                  > mierzyła 170 cm, starannie unikała wysokich obcasów". Dlatego też
                                  > buty ślubne musiały być na niskim obcasiku.
                                  > Wiem, że Marek Pałys miał 168 cm ( swoją drogą mało jak na faceta) i
                                  > nie chciała podkreślać różnicy wzrostu, ale przecież chyba nie
                                  > zawsze wychodzili razem? Moja siostra ma 175 i nosi obcasy, znam też
                                  > jeszcze wyższe dziewczyny, które w szpilkach sięgają 190 cm. I noszą.
                                  > A autorka opisuje wzrost 170 cm jako bardzo wysoki, a Gabrysia (175)
                                  > to już w ogóle wielkolud.
                                  Bo to jest różnica pokoleniowa.
                                  Mój tato ma 176 i był zawsze uważany za bardzo wysokiego mężczyznę, zresztą w
                                  dowodzie miał wpisane "wzrost wysoki". Pamietam, jak parę lat temu moja mama się
                                  oburzyła, kiedy usłyszała od kogoś, że jej mąż jest "średniego wzrostu" ale
                                  faktycznie przy obecnych standardach to już wzrost średni. Ja mam 170 cm i w
                                  moim pokoleniu niewiele dziewczyn było wyższych, właściwie tylko koszykarki,
                                  stąd określenie wzrostu Gaby jako "wzrostu koszykarki" było dla mnie czymś
                                  normalnym. Po iluś tam latach zaczęły się pojawiać modelki i ze zdumieniem
                                  wyczytałam że dolna granica wzrostu to 175.
                                  (Ja rocznikowo jestem mniej więcej tak jak Ida, nie pamiętam, który ona jest
                                  rocznik, ale jakoś tak podobnie)
                                  Muszę powiedzieć, że dość trudno mi się pogodzić z "detronizacją" że 170 to już
                                  nie jest "wysoka dziewczyna" skoro przez x lat byłam najwyższa lub jedna z
                                  najwyższych w klasie.

                                  Po prostu krzywa Gaussa się przesunęła. Teraz ludzie są wyżsi.
                                  Co nie zmienia faktu, że ja też raczej unikam wysokich obcasów. Po prostu źle
                                  sie w nich czuję, odzwyczaiłam się, bo w czasach gdy jeszcze "byłam wysoka" i
                                  nie daj Boże włożyłam obcasy, musiałam się schylać podczas rozmów z rówieśnicami.
                                  Byc może Ida też tak ma.
                                  • sowca Re: a buty? 23.12.08, 22:40
                                    Ja mam 170 cm wzrostu i jeste uważana za przeciętną, ale raczej
                                    wysoką niż niską. Ale unikam wysokich obcasów. Tzn. dobrze w nich
                                    wyglądam, ale czuję się już zbyt wysoka, zwłaszcza że w moim
                                    otoczeniu są osoby raczej niższe ode mnie.
                                    • verdana Re: a buty? 24.12.08, 09:11
                                      Narzeczona mojego syna (jakieś 176 cm) uwielbia wysokie obcasy, ale
                                      ich unika, bo w nich jest wyższa od narzeczonego (180).
                                      • niq_miejski Re: a buty? a wzrost? 26.12.08, 13:28
                                        ...zastanawiam się czasami, czy aby wzrost nie jest większym tabu dla par hetero
                                        w naszym kraju, niż wiek. Kobieta "nie może" być starsza od partnera, ale
                                        jeszcze bardziej "nie może" być odeń wyższa. W wielu środowiskach (np. w moim)
                                        wiek nie jest ważny, ale wzrost bywa, na zasadzie że ludzie łapią się na tym, że
                                        na to reagują (czzęsto czynią to ze śmiechem).
                                        Co do mnie, zawsze podobali mi się mężczyźni ciut niżsi ode mnie, ale im to na
                                        ogół nie podobało, uciekali jak diabły od święconej wody do mikro-panienek
                                        odzianych w pepegi :-)
                                        • nikadaw1 Re: a buty? a wzrost? 26.12.08, 13:55
                                          pamiętacie jak Monika się oburzyła, że Nutria jest sporo wyższa od swojego męża,
                                          i dodatku nosi obcasy (tak mi się zdaje)? i nie podobało się jej że oboje rudzi,
                                          bo wtedy to już na pewno z genami stanie się coś dziwnego.
                                          • nighthrill Re: a buty? a wzrost? 26.12.08, 17:03
                                            Rudość ją oburzyła, a co do wzrostu to nie jestem pewna, czy była o
                                            tym mowa w tamtym fragmencie...jutro sprawdzę w "Kalamburce".
                                            Jeśli chodzi o wiek - mój facet jest ode mnie młodszy prawie o trzy
                                            lata, absolutnie tego nie widać ( on już siwieje, a ja jestem sporo
                                            niższa i żadnych zmarszczek nie zaobserowowałam u siebie) i wszyscy
                                            reagują niedowierzaniem, jeśli przypadkiem się dowiedzą. Na co dzień
                                            w ogóle o tym nie myślę, nie ma to dla mnie ani dla niego znaczenia.
                                            Ale w młodszym wieku pewnie ma - para typu facet 19 lat, dziewczyna
                                            23 miałaby może różne oczekiwania co do związku...choć na pewno nie
                                            jest to regułą.
                                        • senseeko Re: a buty? a wzrost? 28.12.08, 21:59
                                          niq_miejski napisała:


                                          > Co do mnie, zawsze podobali mi się mężczyźni ciut niżsi ode mnie, ale im to na
                                          > ogół nie podobało, uciekali jak diabły od święconej wody do mikro-panienek
                                          > odzianych w pepegi :-)

                                          Miałabyś wzięcie we Włoszech (chyba). A w każdym razie zauważyłam, że tam wiele
                                          par jest takich, że mężczyzna jest tym niższym. A Włoszki nic sobie z tego nie
                                          robią i jeszcze wkładają wysokie obcasy.
                                          W ogóle wielu południowców (także Arabów) jest kurduplowatych i gustują w
                                          "dużych" kobietach.
                                          Być może teraz to sie zmienia, ale moje obserwacje takie właśnie były.
                                    • dakota77 Re: a buty? 27.12.08, 05:43
                                      Ja mam 175 i nosze obcasy, nie przejmujac sie tym, czy ludzie
                                      dookola sa wtedy ode mnie nizsi czy nie, bo co na to poradze? Moj
                                      maz jest duzo wyzszy, wiec to nie problem. Jedyny powod, dla ktorego
                                      staram sie nie chodzic za czesto na wysokich obcasach to bolacy
                                      kregoslup.
                                      • ginestra Re: a buty? 28.12.08, 23:26
                                        Bardzo fajny wątek.
                                        Przychylam się do wspomnień o "dawnych czasach", gdzie wyprawienie takiego
                                        weselnego przyjęcia (czy komunii albo chrzcin - co pamiętam jako osoba bardzo
                                        niezamożnej rodziny z czwórką dzieci) było naprawdę dużym szarpnięciem dla
                                        domowego budżetu.

                                        Co do McDonalda, to i ja pamiętam jego pojawienie się w Polsce (wcześniej
                                        próbowałam McDonaldowych specjałów w Anglii, więc nie była to dla mnie
                                        sensacja). Pamiętam jednak duże poruszenie w narodzie, kolejki i tłumy ludzi w
                                        tej "restauracji". Moja pierwsza córka była wtedy mała i kiedyś z mężem
                                        zabraliśmy ją do McDonalda, usadziliśmy na specjalnym, dziecięcym krzesełku na
                                        wyposażeniu restauracji, kupiliśmy jej frytki, a sobie tylko po herbacie, bo
                                        było tam dla nas naprawdę za drogo w tych początkach naszego małżeństwa. Ale
                                        dziecku bardzo się ta wyprawa podobała, jadła ochoczo frytki i dostała nawet od
                                        miłej pani balonik i koronę na głowę. A więc, po tych latach komuny, to było coś
                                        naprawdę nowego w Polsce i nie dziwię się temu posmakowi sensacji, który
                                        McDonalda otaczał. :-)
                                        Osobiście w McDonaldzie jem wyłącznie FishMac'a i uwielbiam tę kanapkę. To chyba
                                        taka moja cecha charakteru, że nie wiem dlaczego, ale potrafię być bardzo
                                        wierna, gdy mi coś się spodoba lub posmakuje i nigdy, przenigdy, mi się to coś
                                        nie nudzi. Rzadko w sumie tam jem, a jak wejdę to widzę, że są zawsze jakieś
                                        nowe wynalazki, jakieś kanapki niby greckie czy z innej kuchni narodowej i
                                        zawsze mam taki błysk myśli, żeby wziąć coś nowego, ale jednak w ostatecznym
                                        rozrachunku FishMac zwycięża i nie odmówię go sobie. Na pewno nie jest to zbyt
                                        zdrowe jedzenie, ale nie wiem co oni robią, że ta ryba i sosik do niej w tej
                                        bułce jest wyjątkowo smaczny (tzn. dla mnie).
                                        No i zaletą McDonalda jest jego przewidywalność - to, że zawsze wiadomo, w
                                        podróży na przykład, że to będzie smakowało tak a tak, i że raczej nie zatrujemy
                                        się. A więc może to być alternatywą dla jedzenia w jakichś budkach z kiełbasami
                                        na trasie czy czymś.
                                        To takie dygresje spóźnione w wątku. :-)

                                        A o butach i wzroście też fajne macie rozważania. :-)
                                        • sowca Re: a buty? 29.12.08, 00:11
                                          Mój najnowszy obiekt westchnień jest ode mnie i niższy, i
                                          młodszy...sprawa jest przegrana XD
                                          • klymenystra Re: a buty? 29.12.08, 11:12
                                            E tam :) Moj co prawda starszy (ale co to jest 15 lat), za to nizszy :) Sprawa
                                            wygrana :)
                                            • nikadaw1 Re: a buty? 29.12.08, 11:20
                                              a jak mój jest mlodszy, ale wyzszy, to co??? :)
                                              • ginestra Re: a buty? 29.12.08, 11:54
                                                Też wygrana! :-D
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka