basia.basia
12.01.04, 10:51
za rzepą:
Wata szklana - okiem T. Vidza
Miller jak Podbipięta
Pretensje do premiera o to, że nic nie powiedział w sobotnim wystąpieniu
telewizyjnym, uważam za całkowicie nieuzasadnione. Po pierwsze, to prawdziwy
majstersztyk mówić 8 minut i nic nie powiedzieć. Politycy na całym świecie
ćwiczą się w tym latami, a my mamy perfekcjonistę. Po drugie, i znacznie
ważniejsze, po szpitalnych rozmowach szefa rządu z prezydentem i liderami
SLD dżentelmeni - jak wieść niesie - złożyli śluby, że na ich temat nie
pisną ani słowa. Przyrzeczenie dane kolegom jest oczywiście ważniejsze niż
tłumaczenie miejscowej ludności, o co w tym wszystkim chodzi.
Przypomniał mi się Longinus Podbipięta, ten Don Kichot litewski, który też
ślubował, że pewnych rzeczy nie będzie robił, zanim nie zetnie trzech głów.
Leszek Miller również ma do ścięcia paru facetów, co zapewne stanie się w
tym tygodniu i dopiero wtedy - miejmy nadzieję - odzyska głos. Bo byłoby
fatalnie, gdyby do problemów całej lewicowej formacji z ideowym kręgosłupem
doszły zaburzenia mowy.
Trop interpretacyjny sobotniego wystąpienia prezesa Rady Ministrów podsunął
niezastąpiony Józef Oleksy, który w Radiu Zet powiedział, iż było
to "sygnalne przypomnienie najważniejszych spraw dla Polski". Święta prawda,
ludziom się przypomina, a kolegom ślubuje. Panie premierze, ani mru mru.
Jacek Lutomski