Gość: wartburg
IP: *.b.dial.de.ignite.net
17.03.04, 12:41
Polecam klarowną analizę Wildsteina w Rzepie. Pozwala zrozumieć, co naprawdę
wydarzyło się w Hiszpanii.
Refleksja na marginesie. Dlaczego GW nie ma takich piór (i głów), jak Tym,
Wildstein, Gottesman albo Rybiński? Czy największy dziennik w Polsce nie
mógłby sobie takich zafundować?
Odpowiedż może być chyba tylko jedna. Wszystkolepiejwiedzący Michnik nie
ścierpiałby (i widać nie cierpi) komentatorów mających własne zdanie. GW nie
ma liczących się komentatorów. Jest po prostu nieprofesjonalna. Pod tym
względem nadal przypomina podziemny biuletyn, od jakiego kiedyś zaczynała.
Problem postawiony na głowie
Termin uderzenia al-Qaidy (można umownie przyjąć, że jest to szyld dla luźnej
federacji terrorystów muzułmańskich) - trzy dni przed wyborami
parlamentarnymi - nie mógł być przypadkiem. Dla pozostających w opozycji
socjalistów kontestowanie postawy rządu w sprawach międzynarodowych było
jednym z podstawowych punktów programu. Ich przywódca Jos? Luis Rodriguez
Zapatero zapowiadał zwrot o 180 stopni w polityce zagranicznej. Sprawy te
były drugorzędne dla obywateli, jednak po hekatombie w Madrycie stały się
pierwszoplanowe. Socjaliści błyskawicznie wykorzystali tę sytuację.
Zorganizowane przez nich manifestacje antyrządowe porwały tłumy i zgodnie z
pacyfistyczną logiką przewartościowały, czyli postawiły na głowie, problem
odpowiedzialności za zbrodnię. Zgodnie z ową logiką odpowiedzialny za
zbrodnię nie jest jej sprawca, ale ktoś, kto decyduje się bronić, a więc
podejmuje z nim walkę. Uderzające było hasło "Mordercy!" obnoszone na
transparentach i skandowane przez demonstrantów pod adresem rządu.
Operację tę ułatwili socjalistom sami rządzący. Wprawdzie na początku można
było przypuśczać, że zamachu dokonała jakaś skrajna grupa wywodząca się z
ETA, ale było to mało prawdopodobne, a z czasem prawdopodobne robiło się
coraz mniej. Wszystko wskazuje na to, że rząd, który od razu zrozumiał, jak
groźne może być dla niego dokonanie zamachu przez fundamentalistów
muzułmańskich, chciał do wyborów utrzymać w tej sprawie co najmniej
niepewność. Była to nie tyle manipulacja, ile raczej odmowa wyciągnięcia
wniosków z coraz bardziej ewidentnych danych.
Taktyka ta była głupia i niewłaściwa, jednak wbrew temu, co sugerują
niektórzy komentatorzy, nie wydaje się, aby to ona miała decydujący wpływ na
zachowanie Hiszpanów. Dowodem mogą być sobotnie manifestacje. Wprawdzie
pojawiały się oskarżenia rządu o manipulację i ukrywanie prawdy, ale
dominujący był zarzut odpowiedzialności za zbrodnię. Transparenty z
napisem "Zabijaliście Irakijczyków, teraz zabijacie Hiszpanów" mówią same za
siebie. Wszystko wskazuje na to, że bez względu na postawę rządu wobec
zamachu socjaliści zaapelowaliby do pacyfistycznej postawy dużej części
Hiszpanów i posłużyli się owym intelektualnym zabiegiem, który zdejmuje
odpowiedzialność ze sprawcy i przerzuca ją na tego, kto zbrodniarzowi chce
się przeciwstawić.
Powtórka z Monachium
Po zwycięstwie wyborczym socjaliści zapowiadają wprowadzenie w czyn swoich
postulatów - jeśli ONZ nie przejmie odpowiedzialności za operację w Iraku,
wycofanie stamtąd wojsk hiszpańskich. Zapatero kwestionuje dotychczasowy
alians Hiszpanii ze Stanami Zjednoczonymi na rzecz przyjęcia opcji francusko-
niemieckiej. Socjaliści hiszpańscy robią więc wszystko, czego mogliby sobie
życzyć terroryści z al-Qaidy. Naruszają sojusz atlantycki i podważają
operację stabilizacji Iraku.
Europejscy przeciwnicy Ameryki nie ukrywają swojego zadowolenia. Powtarzają,
że zamach w Madrycie jest świadectwem klęski polityki amerykańskiej i że siłę
winna zastąpić dyplomacja. Nawet szef Komisji Europejskiej Romano Prodi
wypowiedział się w tym duchu. Dlaczego zamach terrorystyczny miałby być
świadectwem klęski polityki, która zakłada, że z terrorystami należy
prowadzić wojnę, tego nikt nie wyjaśnia. Amerykanie nigdy nie twierdzili, że
terroryzm jest już pokonany. Co więcej, uważali, że wojna z terroryzmem
oznacza długi, krwawy wysiłek.
Przeciwnicy rozwiązań siłowych nie wyjaśnili również, jak wyobrażają sobie
dyplomację w odniesieniu do fanatyków, którzy otwarcie głoszą, że ich celem
jest zniszczenie szatańskiego Zachodu. Oczywiście, terroryści al-Qaidy, mimo
swoich zupełnie nieracjonalnych celów, by je osiągnąć, potrafią działać
niezwykle racjonalnie, czego świadectwem jest zamach w Madrycie. Być może
więc, wycofując się z sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, kraje europejskie
osiągną krótkotrwały rozejm z terrorystami. Po tym czasie żądania będą
eskalowane. Zwłaszcza że muzułmanie są już wewnętrzną sprawą Europy. Będziemy
mieli więc powtórkę z Monachium. Wtedy podpisanie przez europejskie mocarstwa
kapitulanckiego porozumienia z Hitlerem Winston Churchill podsumował: "Myślą,
że za cenę hańby będą mieli pokój. Będą mieli i hańbę, i wojnę".
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040317/publicystyka/publicystyka_a_9.html