piotr7777
30.06.11, 18:33
Pani tyczka internetowa (czyli e-tyczka) kilka lat temu udzieliła wywiadu gdzie znalazły się taki fragment:
-Jakie przekonania polityczne mieli Pani rodzice?
-Każde z nich należało do partii.
-Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej?
-Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Ale nie byli aktywistami. Ani opozycjonistami. Nawet "wewnętrznymi".
-A Pani o PZPR się nie otarła?
-Nie to pokolenie. Ja nawet nie podpisałam oświadczenia, które podpisywali wszyscy świeżo upieczeni studenci, w sprawie wierności socjalistycznej ojczyźnie czy socjalistycznym wartościom (było coś takiego przy otrzymywaniu indeksu). Oczywiście proponowano mi wstąpienie do partii.
-To znaczy?
-W Instytucie Filozofii jakiś gorliwy działacz zachęcał do upartyjnienia. Ówczesna pani dyrektor ds. studenckich zmartwiona też była naszą niechęcią do marksizmu i Związku Radzieckiego. Pamiętam że zwołała specjalne zebranie, by wykryć, kto w męskiej toalecie napisał na drzwiach: "Kabina Karola Marksa" i "Kabina Lenina". Pysznie się wtedy ubawiliśmy! Wie pan, ja już jestem to pokolenie, które uczestniczyło w wykładach Uniwersytetu Latającego. Stan wojenny to był nasz bojowy chrzest.
-Jak Pani przeżyła stan wojenny?
-Byłam wtedy w "Solidarności". W poniedziałek wymyśliliśmy, że rozchodzimy się po mieście i, korzystając z kontaktów z robotnikami z huty, zbieramy informacje, co i gdzie się dzieje. Spisujemy od najbardziej prawdziwej do niepewnej i wieczorem rozwieszamy po mieście. Prawdziwa, że "huta strajkuje", a "zakłady jakieś głodują", "Bujak jest na wolności" albo "ktoś jest internowany". Złapano trójkę studentów. Pierwsze, najbardziej obrzydliwe procesy pokazowe, gdzie za rozwieszenie kilku ulotek napisanych ręcznie prokurator zażyczył sobie siedmiu lat. "Za rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji". Przeżyłam kompletną traumę. Chłopcy dostali po kilka lat. Dla jednego z nich skończyło się to tragicznie. Obrońcą studentów był wtedy Dubois, świetny adwokat, ale do prokuratora nie trafiał żaden argument. Do tej pory mam gdzieś notatki z tego procesu i nazwiska prokuratorów. To był sąd wojskowy. Na końcu każdej ulotki pisaliśmy hasło: "Solidarność zwycięży". Prokurator mówił, że na pewno jedna informacja jest nieprawdziwa, a mianowicie: "Solidarność zwycięży".
-Podobno uczyła Pani filozofii w więzieniach?
-Prof. Barbara Stanosz, która była w tym okresie dyrektorem ds. studenckich, wpadła na pomysł, że skoro mamy studentów zaaresztowanych, możemy wykazać, że aresztowanie i wyrok nie zamykają im drogi do edukacji zapewnionej w konstytucji. Zaproponowaliśmy władzom więziennictwa, aby pozwoliły tym studentom kontynuować naukę filozofii. I ku naszemu zdziwieniu - zgodziły się. Jeździłam po zakładach karnych niby z nauczaniem filozofii, a tak naprawdę woziłam jedzenie i listy, i Kanta z sobą brałam.
-W 1981 roku skończyła Pani studia, a na stypendia Pani wyjechała jeszcze w stanie wojennym?
-Na zagraniczne? A nie, to w latach 90. Skąd, paszportu nie miałam.
-Po przeczytaniu prasy prawicowej miałem wrażenie, że na stypendia wyjeżdżała Pani w latach 80.
-Ależ skąd! Kto wtedy wyjeżdżał za granicę! Pierwsze stypendium było w latach 90. do Paryża, w uznaniu za "podziemne" zasługi filozoficzne (wtedy w podziemiu drukowało się również książki filozoficzne i organizowało "podziemne" seminaria). Potem pojechałam do Leuven w Belgii, w 1994 roku. Nikt z moich przyjaciół nie miał szans wyjeżdżania w latach 80. Prawdziwy wyjazd to była jednak Ameryka. Pod koniec lat 90."
Czyli piękna karta młodej buntowniczki.
Tyle że w 1985 r. nakręcono film "Fala" o festiwalu w Jarocinie. P. Magdalena pojawia się tam wśród działaczy Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej krytykujących festiwal. Oczywiście twórcy filmu nie wiedzieli, że za 20 lat to bedzie ogólnie szanowana "ideolożka" oczywiście słusznego światopoglądu.
Albo więc p. Magdalena troszeczkę podrasowała życiorys albo ktoś pomylił ją z inną osobą. Pytanie dlaczego nie próbowała sprostować tego faktu. Bądź co bądź gazeta, która ją lansuje składa się w większości z opozycjonistów dla których ZSMP było totalnym obciachem.