mors22
09.07.11, 22:02
Propaganda lewicowa z jednej strony mocno akcentuje wolność jednostki, twierdzi się, że prostytutka to taki sam zawód jak inne, w niektórych krajach prostytutki mają związki zawodowe, płacą składki i podatki. Z drugiej strony feministyczne ruchy lewicowe potępiają prostytucję, widzą w niej relikt patriarchalnego społeczeństwa, surowo oceniają kobiety trudniące się nierządem, chcą delegalizacji, nierzadko penalizacji prostytucji.
Które podejście jest właściwe? Na pierwszy rzut oka wydaje się, że bardziej spójne doktrynalnie jest stanowisko pierwsze, co z pewnością ucieszy niektórych panów - jeżeli bowiem uznajemy, jak chcą aborcjoniści, że "kobieta ma prawo decydować o swoim brzuchu", to wydaje się słuszne, by tę zasadę rozciągnąć również na to, co znajduje się poniżej brzucha. A może jednak "brzuch" winien mieć specjalne prawa? :-)
Z politycznego punktu widzenia sprawa burdeli jest dla lewicy ryzykowna.Takie rozwiązanie ma pewne zalety polityczne, gdyż lewica zyskuje przychylność:
- prostytutek i alfonsów
- klientów burdeli
- antyklerykałów (oni cieszą się zawsze wtedy, gdy robi się coś na przekór kościołowi)
Są także wady, czyli przede wszystkim niechęć feministek.
Co byście zrobili na miejscu Grześka?