rad_online
16.09.11, 10:20
O czym politycy nie mówią w tej kampanii wyborczej – a powinni!
Witam Wszystkich,
Tak, jak rok temu, korzystając z uprzejmości Forum Gazety, chciałbym niniejszym przedstawić mój obywatelski głos w ramach kampanii wyborczej do parlamentu A.D. 2011. Przyjęło się sądzić, iż demokracja to w głównej mierze pluralizm polityczny, procedura parlamentarna, partie polityczne, wolne media (wolność słowa). W dyskusjach takich uwadze wielu często umyka rola, jaką w demokracji pełnimy my – Obywatele. Śmiem twierdzić, że to właśnie my – Obywatele (a w kampanii wyborczej dodatkowo – my Wyborcy) – pełnimy w demokracji rolę najważniejszą. Demokracja to nic innego jak Władza Ludu – Obywateli, nie polityków, resortów siłowych, czy służb specjalnych, nie mediów – ale właśnie nas Obywateli Wolnego Kraju. Wolność słowa w demokracji dotyczy nie tylko polityków, czy mediów, ale przede wszystkim nas – Obywateli. Z tej wolności zamierzam teraz, jako Obywatel Wolnego Kraju, skorzystać, poświęciwszy pro publico bono nieco mojego wolnego czasu. Mój niniejszy tekst chciałbym poswięcić ważnym w mojej opinii kwestiom, o których
polscy politycy nie mówią w tej kampanii wyborczej – a powinni!
Szanowni Forumowicze! Istotą istnienia polityków oraz administracji publicznej (urzędników państwowych) w demokracji jest służba publiczna – służba Obywatelowi, za co Obywatel płaci politykom i urzędnikom ich pensje – płacąc na nie podatki. W życiu już tak jest, że Obywatele działając w pojedynkę lub we wspólnotach, czy stowarzyszeniach nie są w stanie rozwiązać wszystkich napotkanych problemów. Chodzi tu głównie o problemy w skali makro – najczęściej w skali kraju, kwestie takie, jak np. – reprezentacja kraju na zewnątrz, prawodawstwo, obrona narodowa, bezpieczeństwo wewnętrzne, polityka społeczna czy gospodarcza, autostrady. Dlatego też Obywatele wynajmują na służbę polityków i urzędników – by ci rozwiązywali w ich imieniu problemy, których Obywatele nie są w stanie rozwiązać samodzielnie lub których w ogóle nie mają ochoty samodzielnie rozwiązywać. To jest istota służby publicznej w demokracji – dążenie polityków i urzędników państwowych do jak najskuteczniejszego rozwiązywania problemów Obywateli (gł. tych makro) oraz jak najskuteczniejszego i pro-aktywnego ułatwiania życia Obywatelom, którym politycy oraz urzędnicy państwowi służą i o których interesy mają dbać. Temu też celowi ma służyć debata publiczna oraz konkurencja programowa w wykonaniu partii politycznych. Obywatele rozliczają polityków i kluczowych urzędników w demokratycznych wyborach. Powyższe jest ważne z punktu widzenia kwestii, mających wpływ na jakość życia nas – Obywateli – Wyborców, które będę poruszał poniżej z perspektywy mojej – wyborcy, który jeszcze nie wie, na kogo odda swój głos w nadchodzących wyborach. (Prawie) Każda z poruszanych poniżej kwestii zakończona jest pytaniem do polityków - na kampanię wyborczą. Na końcu przedstawię mój osobisty, wstępny (a potem, na kilka dni przed wyborami - ostateczny) ranking wyborczy, odzwierciedlający to, w jaki sposób poszczególne partie odnoszą się w swoich programach wyborczych do przedstawionych przeze mnie kwestii (i jak skutecznie rozwiązują nasze problemy). Niektóre z punktów poniżej powstały dzięki udziałowi lub z inspiracji moich znajomych, którym niniejszym bardzo dziekuję za ciekawe dyskusje i pomysły. Oto moim zdaniem problemy Obywateli w skali makro, którymi politycy – nasi służący - nie specjalnie się zajmują w tej kampanii wyborczej:
(podane poniżej liczby są wynikiem moich poszukiwań w internecie a także szacunków własnych)
1. Polska – kraj patologicznego pasożytnictwa
[Uwaga: przedstawiona poniżej krytyka polskiego pasożytnictwa nie dotyczy tych wszystkich osób, którym np. ze względu na stan zdrowia pomoc państwa autentycznie się należy, gdyż nie mogą w żaden sensowny sposób pracować]
Motto: „[Obecne] sygnały z rynków finansowych to bodźce dla polityków, by nie odkładać reform. Chodzi np. o ograniczenie takich zasiłków, które powodują, że część ludzi wybiera życie na koszt innych.” – Prof. Leszek Balcerowicz.
W krajach Unii Europejskiej średnio 65% osób w wieku produkcyjnym pracuje. W Stanach Zjednoczonych jest to 75%. Pewna część nie pracujących jest w tych krajach tak bogata, że nie musi pracować. W krajach Azji Południowo-Wschodniej (krajach, tak, jak Polska – na dorobku) pracuje średnio ponad 80% osób w wieku produkcyjnym.
W Polsce – kraju jeszcze bardziej mało- niż średnio-zamożnym pracuje jedynie ok. 59% Polaków w wieku produkcyjnym. 41% Polaków w wieku produkcyjnym (ok. 11 mln osób) nie pracuje – pasożytując na nas. My, Pracujący Polacy płacimy podatki i składki ZUS, z których budżet / kasa państwa wypłaca pasożytom ich emerytury, renty, zasiłki i inne świadczenia. Głównymi pozycjami na liście polskiego patologicznego pasożytnictwa są:
- renty i emerytury dla osób w wieku produkcyjnym oraz przywileje emerytalno-rentowe dla tych osób, górnicze, mundurowe itd. Koszt dla budżetu państwa: ok. 30 mld zł rocznie; np. słynny były agent CBA Tomek (ten od celebrytów) przeszedł na emeryturę – ponoć 4000 zł miesięcznie – w wieku 34 lat! Teraz jest na naszym utrzymaniu!...
- KRUS (rolnicy płacą jedynie 5% swojego ubezpieczenia społecznego, resztę - 95% - de facto zabierają Pracującym Polakom). Koszt: dopłaty budżetu państwa do KRUS wynoszą kilkanaście miliardów złotych rocznie,
- Tzw. "Pomoc Państwa dla najuboższych". Koszt dla budżetu państwa: ok. 7 mld zł rocznie. Państwo najlepiej pomaga najuboższym prowadząc politykę stymulujacą powstawanie miejsc pracy w sektorze prywatnym..., wypłacanie zasiłków do ręki jedynie utrwala biedę i związane z nią patologie...,
- Wyłudzenia pieniędzy podatników z budżetu Państwa przez oszustów, przekręciarzy i pasożytów. Najniższy szacunek, jaki znalazłem, to: 1 mld zł rocznie.
W sumie pasożytnictwo w Polsce kosztuje budżet państwa (Pracujących Polaków) ok. 53 mld zł rocznie...
Dodatkowo rolnicy (6-7 mln osób) nie płacą podatku PIT. Płacą wprawdzie podatek gruntowy – ale kto nie chciałby płacić podatku w wysokości jedynie kilkuset złotych rocznie!?
Na podstawie szacunków, które przeprowadziłem wydaje się, że państwo polskie co miesiąc zabiera przeciętnemu Pracującemu Polakowi średnio ok. 8% wynagrodzenia brutto na finansowanie polskiego pasożytnictwa. Dlatego polskie pasożytnictwo mi doskwiera i dlatego uważam, że ten problem należy jak najszybciej rozwiązać.
Zniesienie nieuzasadnionych przywilejów emerytalnych czy zasiłków, źle przyznawanych ulg podatkowych (np. polscy rolnicy nie płacący PIT) czy wydłużenie wieku emerytalnego nie jest przy tym żadnym „kosztem” ani bolesną „oszczędnością” ale jedynie ukróceniem marnotrawstwa publicznych (naszych) pieniędzy i likwidacją zbędnych wydatków budżetowych. Ludzie w wieku produkcyjnym powinni na siebie zarabiać i basta! A Pracujący Polacy nie powinni dłużej utrzymywać milionowych armii pasożytów, na podstawie niesprawiedliwych przywilejów rodem ze stanu wojennego A.D. 1981. W Polsce już nie ma stanu wojennego, Polska jest demokratycznym państwem prawa ale nie jest jeszcze krajem sprawiedliwości społecznej – i nie będzie nim tak długo, jak długo milionowe, uprzywilejowane grupy będą pasożytować na Pracujących Polakach.
Polska jest krajem na dorobku i jeśli myślimy o jakichkolwiek szansach na przyszłość dla naszego kraju (dla naszych dzieci), w Polsce powinien pracować odsetek osób w wieku produkcyjnym porównywalny z tym w krajach Azji Południowo – Wschodniej, czyli ok. 80%. Czy Polskę naprawdę stać na to, żeby jedynie 59% Polaków w wieku produkcyjnym pracowało a 41% - zażywało czasu wolnego na koszt pracujących rodaków? Mnie na to nie stać. Ja bym chciał otrzymać z powrotem moje 8% pensji brutto, które państwo zabiera mi co miesiąc na pasożyt