basia.basia
24.06.04, 12:01
za dziennikiem Polskim:
Bezkarny sędzia
(INF. WŁ./PAP) Sędzia Andrzej B. z Częstochowy, który w maju 2001 r., jadąc
samochodem, zderzył się po pijanemu z innym autem, a potem miał być wydalony
z zawodu, nie poniesie kary dyscyplinarnej. Sąd Najwyższy musiał wczoraj
uchylić wyrok I instancji i umorzyć sprawę z powodu jej przedawnienia.
Pod koniec 2001 r. zmieniła się ustawa o ustroju sądów powszechnych. Nowa
ustawa wydłużyła termin przedawnień z 3 do 5 lat, ale czyn Andrzeja B. miał
miejsce jeszcze w starym porządku prawnym, więc stosuje się do niego 3-letni
termin.
Sąd dyscyplinarny w Krakowie 30 listopada ub.r. wymierzył Andrzejowi B.
najsurowszą z kar dyscyplinarnych - złożenie z urzędu. Od tego wyroku odwołał
się sędzia Andrzej B. i jego ówczesny obrońca - inny sędzia częstochowskiego
sądu. Rozprawa przed SN była zaplanowana na 13 maja (przed przedawnieniem),
lecz spadła z wokandy, bo Andrzej B. oświadczył, że jego obrońca piastuje
kierowniczą funkcję w sądzie i nie może już być obrońcą. To zawirowanie
proceduralne spowodowało, że SN odroczył rozprawę na środę. Zaś nowy obrońca
Andrzeja B. złożył wniosek o umorzenie postępowania z powodu przedawnienia.
Komentują dla "Dziennika":
PROF. JAN WIDACKI, adwokat: - Sąd Najwyższy powinien mieć świadomość, że
sprawa może się przedawnić. Od Sądu Najwyższego wymagamy najwyższej
fachowości, a tymczasem ten sąd, którego nie podejrzewamy o złą wolę, co
najmniej się zagapił. Tego robić mu nie wypada.
ZBIGNIEW WASSERMANN, poseł PiS: - Konieczne jest, żeby sędziowie zrozumieli,
że jeżeli chronią lub tolerują działania kolegów zmierzające do uniknięcia
kary, to w ocenie opinii publicznej ponoszą zbiorową odpowiedzialność.
Sędzia WALDEMAR ŻUREK, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Krakowie: - Jazda
po pijanemu i kombinacje zmierzające do uchylania się od odpowiedzialności za
popełnione czyny są zachowaniem nagannym. Jeżeli jednak dojdzie do
przedawnienia zarzutów, należy uznać, że człowiek nie może ponosić żadnych
konsekwencji prawnych. (STRZ)