bmw1-953
18.12.12, 11:26
Konrad Piasecki publikuje w portalu Interie swój felieton:
"Szlag jasny mnie trafia, gdy widzę i słyszę dawnych aparatczyków, którzy wystawiają cenzurki Jarosławowi Kaczyńskiemu za to, co robił w stanie wojennym. Uciecha, z jaką ci, którzy grzali się w ciepełku PRL-owskiej władzy, opowiadają, kto był w 1981 roku "dupą wołową", której nie internowano, to - pisząc wprost - zwykła obrzydliwość.(...)Ale póty z Kaczyńskim spierają się sam Tusk czy Frasyniuk, to przyjmuję to ze spokojem. Wściekłość i niesmak ogarniają mnie, gdy w dyskusję włączają się ci, którzy przed laty byli pieszczochami sadzającej do więzień władzy, a dziś z ironicznym uśmiechem rozdają ciosy i złośliwości. Postaci formatu aktywisty SLD, który w latach 80. był działaczem Zrzeszenia Studentów Polskich i członkiem PZPR, a dziś z lekkością wygłasza taki sąd: "pewnie było tak, że Jarosław Kaczyński siedział ze spakowaną walizką i czekał, ale służba bezpieczeństwa uznała go za, w cudzysłowie, dupę wołową'. Nie przyszli, bo nie mieli po co po niego przychodzić". Albo innego działacza ZSP (który nota bene zapisał się doń pod koniec lat 80., co już było przykładem wyjątkowego zaślepienia albo oportunizmu) kpiącego, że Kaczyński "jednak był ociupinkę internowany, ale jednak nie, bo go ci źli esbecy wypuścili, no kupy się to nie trzyma ta cała opowieść, taka trochę komiczna niż wstrząsająca".