z.a.p.i.j.a.c.z.o.n.y-r.y.j
02.08.13, 07:55
- Są pewne granice cierpliwości i pewien dyskurs estetyczny w pewnych sytuacjach. Oczywiście jeżeli mnie pijany obrzyga w autobusie, to nie jest obelga, ale nieprzyjemne. Jeśli coś podobnego spotyka mnie w miejscach sakralnych, to uważałbym to za nie do przyjęcia - powiedział w "Faktach po Faktach" Władysław Bartoszewski. Odniósł się w ten sposób kolejny raz do swych ostrych słów ws. zeszłorocznych zajść podczas obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego.
Chodzi o buczenie i gwizdy wobec polskich władz na cmentarzu. - Przyjeżdża banda, wszystko jedno czym motywowana, obłędem, namiętnością, szowinizmem, łapówkami, ale zachowuje się tak, jakby była motłochem. Ja to uważam za motłoch. Każdego człowieka, który hańbi cmentarze uważam za motłoch, bez względu na to jakiego wyznania cmentarze hańbi - mówił Bartoszewski.
I taka trafność postrzegania!
Niejeden młodszy mógłby mu pozazdrościć.