Gość: Gucio
IP: *.client.attbi.com
27.03.02, 07:12
Manipulacje "Gazety Wyborczej"
Zapis wypowiedzi księdza profesora Aleksandra Chyckiego z Kielc na antenie
Radia Maryja
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica!
Mówi ksiądz Aleksander Chycki z Kielc, profesor seminarium duchownego. Zabieram
głos na antenie Radia Maryja po raz pierwszy. Dlaczego dopiero dziś? Bardzo
krótko przedstawię powody.
Jako Polak i ksiądz katolicki zawsze szanowałem zasady prawdziwej, uczciwej
demokracji. Sądziłem, że w naszej Ojczyźnie taką właśnie demokrację
realizujemy. Uznałem, że w sprawach ważnych dla Narodu i dla lokalnej
społeczności, której jestem cząstką, należy wypowiadać się i zajmować
stanowisko poprzez lokalne media publiczne. W tym myśleniu i w tej wierze
trwałem i byłem bardzo cierpliwy.
Powstaje pytanie, czy nadal wierzę. Jaki jest bilans, czy też efekt tej mojej
uporczywej i wieloletniej wiary w demokrację i wolność naszych mediów? Jest nim
znacząca suma osobistych doświadczeń, oczywiście zdecydowanie negatywnych i
gorzkich. Te doświadczenia przekonały mnie, że owa wolność słowa w naszych
mediach jest czystą fikcją, że jest ona mitem świadomie i celowo kreowanym w
świadomości nas, odbiorców, mitem kreowanym podstępnie przez tych, którzy
zawładnęli naszymi mediami. One nie są już polskie, a z prawdziwą demokracją
niewiele mają wspólnego. Na własnej skórze przekonałem się, że media lokalne
stały się narzędziem propagandy, nieuczciwej manipulacji. Odwołuję się do
faktów, sam bowiem stałem się ofiarą takiej manipulacji ze strony "Gazety
Wyborczej".
To, że stałem się ofiarą naiwnej wiary w uczciwość i rzetelność
kierownictwa "Gazety Wyborczej", mogłem jakoś zrozumieć, ale w żaden sposób nie
mogłem pojąć tego, że ofiarą tej brutalnej manipulacji stał się profesor Robert
Cohen z Easten Pennsylvania w USA. Kim jest profesor Robert Cohen? To znany
teolog żydowski, znawca judaizmu. W ramach dialogu judeochrześcijańskiego
został wydelegowany przez Kongres Żydów Amerykańskich do wygłoszenia
konferencji na temat judaizmu w kilku polskich seminariach, m.in. także w
Kielcach. Z naszej strony wygłaszał takie wykłady o chrześcijaństwie ks. prof.
Chrostowski. Bardzo szybko zaprzyjaźniłem się z prof. Robertem Cohenem.
Towarzyszyłem mu w zwiedzaniu tych miejsc na ziemi kieleckiej, gdzie mieszkali
Żydzi, jak Chęciny, Pińczów, Chmielnik, Działoszyce. Trzeba pamiętać, że w tych
miastach Żydzi przed wojną stanowili większość.
Dotarliśmy także do pana Henryka Błaszczyka. Kim był pan Henryk Błaszczyk? To
nazwisko kojarzy się z pogromem kieleckim. Pan Błaszczyk to ów ośmioletni wtedy
chłopiec, rzekomo uprowadzony przez Żydów. Profesor Cohen od niego osobiście
poznał przebieg pogromu kieleckiego. Był pod ogromnym wrażeniem tego spotkania
i wersji wydarzeń przedstawionej przez pana Błaszczyka. Codziennie, przez kilka
dni, na powitanie, gdy przychodziłem do niego, a mieszkał w naszym seminarium,
powtarzał: "Proszę księdza, ja się budzę rano i nie mogę uwierzyć, że jestem w
Kielcach i że spotkałem i rozmawiałem z tym człowiekiem". Nie muszę dodawać, z
jakimi uczuciami i wyobrażeniami o mieszkańcach Kielc, gdzie miała miejsce ta
straszliwa tragedia, przyjeżdżał profesor Cohen.
Poprosiłem redaktora kieleckiej wkładki "Gazety Wyborczej" o przeprowadzenie
wywiadu z prof. Cohenem. Chodziło o to, aby Kielce, mieszkańcy Kielc, poznali
jego opinię, jego ocenę kieleckiego pogromu. Byłem świadkiem tego wywiadu. Moje
zdziwienie wywołał fakt, że przez wiele dni wywiad nie ukazywał się. Ja
uporczywie nalegałem i wreszcie ukazał się, ale gdy zacząłem czytać, wpadłem w
osłupienie - to był zlepek banalnych frazesów i ogólników, zaś istotna treść
dotycząca samego pogromu, jego przyczyn, została pominięta. Przyparty do ściany
jeden z redaktorów przyznał, że nie mogli tego napisać, bo centrala z Warszawy
na to nie pozwoliła.
Muszę w tym miejscu dobitnie zaznaczyć, że to właśnie ja jako przewodniczący
biskupiego komitetu pomocy internowanym i więzionym w stanie wojennym
przyczyniłem się w istotny sposób do uruchomienia wkładki kieleckiej do "Gazety
Wyborczej". Była to, jak pamiętam, pierwsza tego rodzaju wkładka do
ogólnopolskiego wydania, a wykorzystano w tym celu przyjaźń z
wiceprzewodniczącą Izby Lordów, która patronowała pomocy humanitarnej dla Kielc
i regionu świętokrzyskiego z Londynu. Ale wtedy wierzyłem naiwnie w dobrą wolę
i dobre intencje redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej". I to jest właśnie też
powód, dlaczego dopiero dziś zabieram głos na antenie
Radia Maryja.
Miarę goryczy przepełniło to, co się działo w Sejmie w czasie debaty dotyczącej
przeprowadzenia referendum w sprawie sprzedaży polskiej ziemi cudzoziemcom.
Byłem wstrząśnięty do głębi tym skandalicznym seansem pogardy dla wyborców, dla
Narodu Polskiego, dla naszej tysiącletniej tradycji duchowej i moralnej, dla
tysięcy Polaków i Polek, którzy poświęcili zdrowie i życie w obronie polskiej
własności ziemi.
Dla nikogo, kto czuje się synem czy córką tego Narodu, tej Ojczyzny, tej ziemi,
nie ulega wątpliwości, że sprawa ziemi ojczystej jest najważniejsza. Nie ma
ważniejszej debaty w Sejmie niż debata o ziemi ojczystej. Żeby Polska była
Polską, to polska ziemia musi pozostać polska, bo ziemia to fundament bytu i
tożsamości Narodu. Wystarczy przypomnieć Prymasa Tysiąclecia i jego naukę o
znaczeniu, o wartości ziemi ojczystej. Jakież to bolesne, że ten seans pogardy
zafundowało nam kierownictwo Sejmu w porozumieniu z mediami. Jako Polak czuję
się poniżony, dotknięty bardzo boleśnie. I dlatego postanowiłem mówić na
antenie Radia Maryja, odsłaniać pełną prawdę, odpowiadając w ten sposób na apel
Ojca Dyrektora, aby przeciwstawić się fali kłamstwa, manipulacji.
Pragnę podziękować gorąco Radiu Maryja za wypełnianie moralnej i patriotycznej
powinności
wobec Narodu Polskiego i wyborców, za ofiarną służbę prawdzie. Chcę szczególnie
podziękować Ojcu Dyrektorowi za jego wierność Chrystusowi i Ewangelii, za jego
ofiarną służbę prawdzie, jego oddanie Bogu i Ojczyźnie, za jego odwagę. Ojcze
Dyrektorze, rozumiem twój ból, który niekiedy trudno ukoić, który czasem rodzi
odruch żalu do swoich rodaków, że wybierają tak, jak wybierają. Ja także miewam
podobne myśli i wewnętrzne rozterki, ale wiem - i Ojciec Dyrektor wie również -
że nie wolno nam ulegać tym myślom. To, że nasi rodacy tak wybierają, obciąża
również winą nas wszystkich, nie wyłączając duchownych. Gdzie byliśmy, gdy
zawłaszczano nasze polskie media, dlaczego wtedy milczeliśmy, dlaczego byliśmy
tak naiwni?
Kielce należą do tych regionów, które oddały najwięcej głosów na rządzącą
koalicję. Nie mam prawa potępiać za to moich współrodaków i będę zawsze
protestował przeciwko potępianiu czy krytyce tych mieszkańców naszego miasta i
regionu, którzy oddali głosy na ludzi z SLD czy UP. Szanuję ich wybór. Muszę
przyznać uczciwie na podstawie moich doświadczeń i znajomości ludzi, że wśród
tego elektoratu jest bardzo dużo ludzi prawych, uczciwych, dobrych Polaków, że
w sprawie polskiej własności ziemi czują tak, jak czuje ten, kto kocha Polskę,
swoją Ojczyznę, kto kocha polską ziemię i chce być wierny tradycjom duchowym
naszego Narodu. W sprawie ziemi zostali po prostu oszukani przez tych, którym
zaufali. Tak to teraz odbierają. I też bardzo boli to, co się dzieje w Sejmie w
kwestii ziemi i to dzieje się za sprawą wybranych przez nich posłów. Śmiem
twierdzić, że sami posłowie, tak przypuszczam, tak wierzę, bo myślę o posłach z
naszej kieleckiej ziemi, że oni w głębi serca myślą i czują tak samo jak ich
wyborcy, że i oni przeżywają wewnętrzne rozdarcie i konflikt sumienia.
Świadczyłoby przecież o tym choćby to, że na czas debaty opuszczali ławy
poselskie, nie mieli odwagi w pewnym sensie spojrzeć w oczy swoim wyborcom. I
dlatego oni bardziej niż ktokolwiek inny potrzebują naszej modlitwy, aby
znaleźli w sobie dość