Gość: GMR
IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl
04.04.02, 17:52
Biskup Józef Życiński od dłuższego czasu daje się poznać jako apologeta
wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Taka postawa mimo wszystko dziwi,
ponieważ od osoby reprezentującej autorytet urzędu biskupiego, jak i
przynależny mu rozsądek oraz odpowiedzialność, powinno się wymagać większego
zastanowienia nad wystąpieniami publicznymi. Jeżeli takiej roztropności nie ma,
to co prawda łatwo zostać gwiazdą medialną, ale taka popularność nie ma nic
wspólnego z powołaniem kapłańskim.
Ze smutkiem też trzeba zauważyć, że jest to interesowne wykorzystywanie pewnej
naiwności. Dowodem na intencje mediów jest fakt braku jakiejkolwiek obecności w
obiegu publicznym tych hierarchów Kościoła, którzy mają krytyczne zdanie co do
UE. Dlatego też bycie narzędziem, świadomym lub nie, ale jednak narzędziem, w
nachalnej propagandzie nie przynosi chluby.
USTAWIENIE DYSKUSJI
Powodem do takich słów jest artykuł "Obrażeni na wszechświat", który
opublikował biskup lubelski w "Rzeczpospolitej" (06.03.2002 r.). Myślę, że
zawarte w nim argumenty są typowym przejawem pewnej jakości myślenia, który od
jakiegoś momentu dominuje w wypowiedziach użytecznych przedstawicieli
duchowieństwa. Skupia się on w stwierdzeniu, że "jedyną alternatywą dla
polskiej obecności w Unii Europejskiej stanowi przekształcenie Polski w drugą
Białoruś". Jest to wygodne, choć prymitywne ustawienie dyskusji. Jesteś przeciw
UE, to znaczy chcesz, by Polska była Białorusią i jednocześnie myślisz tak
jak "zwolennicy leninowskich wzorców myślowych".
Taka machinacja raz, że nie jest poparta żadną argumentacją, to stanowi o
nieuczciwym podejściu do problemu. Zresztą cały artykuł charakteryzuje się
uczuciowością, nie mającą nic wspólnego z celem, jaki powinien nam przyświecać –
dobrem narodu polskiego i korzyścią, jaką mogą uzyskać poszczególni obywatele
i rodziny po ewentualnym wstąpieniu do UE. Natomiast artykuł od razu stawia
tezę, że samo pytanie o sens unifikacji jest surrealistyczne. Biskup nie
wiadomo dlaczego a priori decyduje i w dodatku narzuca tak nielogiczne
podejście do problemu. Nawet kupując buty, rozważam czy jest to korzystne dla
mnie, czy nie. Cóż dopiero przy tak dalekosiężnej decyzji, jak przekazanie
większości atrybutów państwa i suwerenności. W takiej sytuacji nawet
przewrażliwienie i dzielenie włosa na czworo byłoby usprawiedliwione. Biskup
zachowuje się, jakby posiadł jakąś prawdę objawioną i w tonie sarkastycznym
stara się ośmieszyć wątpiących.
Powtarzanie sloganu "Dla zjednoczonej Europy nie ma alternatywy" jest tylko
dowodem na lenistwo myślowe, które nie może wyjść ponad pewne schematy. Właśnie
szukanie alternatywy jest przejawem złamania tak krytykowanego w artykule
istniejącego dualizmu między sceptykami a entuzjastami Unii. Zawsze należy
podejmować decyzję, mając na uwadze zasady, ocenę sił, korzyści czy zagrożenia.
Natomiast w momencie, gdy są one konieczne, nie można zajmować stanowiska
pośredniego, trzeba odważnie, po męsku opowiedzieć się za jakimś rozwiązaniem.
I takie stanowisko to nie kwestia wyboru między Białorusią a Szwajcarią, to
konstruktywny wybór przyszłości Polski. Wypowiedzenie się z kolei, że UE jest
ze wszech miar niekorzystną propozycją dla Polski, jest ważną decyzją.
Umożliwia bowiem określenie dalszej drogi. By do tego doszło, należy unikać
wygodnej kalki, łatwego do określenia "czarnego luda", który będzie uosabiał
hasełko "jeżeli nie UE, to Białoruś".
SKANDAL GRZECHU
Jego Ekscelencja tę tak bardzo pragmatyczną decyzję przerzuca na poziom Wiary,
istoty chrześcijaństwa, a co jest już wręcz skandalem intelektualnym – na miarę
grzechu. Czy obojętność w integracji mogłaby być grzechem zaniedbania? Czy jako
świadomy katolik mam doprawdy podczas spowiedzi wyznać grzech zaniechania, ze
względu na nawet nie neutralny, ale niechętny stosunek do Unii? Oczywiście
takie stwierdzenie jest fałszywe, ponieważ ingerencja sfery publicznych działań
w indywidualny osąd nie może przesądzać o grzechu. Grzechem jest uchybienie
woli Bożej z naruszeniem jakiejś ważnej części usankcjonowanej tą wolą. Wielkim
niezrozumieniem byłoby sądzenie, że niegodzenie się na przystąpienie Polski do
UE to naruszanie porządku wartości, naruszanie natury i łaski Bożej oraz słowa
objawionego. Niedopuszczalnym zafałszowaniem rzeczywistości byłoby
sakralizowanie tak laickiego i obcego chrześcijaństwu tworu, jakim jest i
będzie Unia.
W każdej sytuacji, do której też zaliczyć należy wpływ ustroju państwa na
postępowanie, możemy zachowywać się zgodnie z prawdami wiary i ich nie
naruszać. Są jedynie ustroje, które przez swój system (np. komunizm, nazizm)
mogą ułatwiać i narażać nas na pokusę łamania przykazań Bożych. Gdybyśmy idąc
za propozycją bp. Życińskiego, snuli swe rozważania, to moglibyśmy dojść do
poglądu zgodnego z cytowanym w artykule zawołaniem Ojca Świętego "Nie lękajcie
się", iż integrację powinniśmy uskuteczniać dalej w strukturach Związku
Radzieckiego, niosąc swą postawą kaganek wiary, a nie decydować się na zmianę
systemu. Dlatego też UE musi być poddana wnikliwej ocenie, gdyż jest
niezmiernie ważne, w jakiej konfiguracji Polska się znajdzie.
EUROPA NA OŁTARZU
Dalszym mieszaniem porządku rzeczy jest zastępowanie racjonalnej dyskusji
argumentami naciągającymi sferę wiary, Pisma Świętego. Biskup namawia, byśmy
nie myśleli wyłącznie w kategoriach sukcesu, które nie "potrafią ukazać sensu
ofiary pierwszych chrześcijan niosących Ewangelię do Rzymu". Dostrzega w
dyskusji brak "oznak chrześcijańskiej solidarności z kontynentem" oraz odwołuje
się do Dziejów Apostolskich z wykorzystaniem Chrystusowego posłania "na krańce
ziemi". Trudno uwierzyć, że zapał agitatorski biskupa może dokonywać takich
manipulacji. Mam nadzieję, że w dogmatyce Kościoła Unia Europejska nie została
uznana za dogmat wiary, a celem życia chrześcijan jest osiągnięcie Zbawienia, a
nie wtopienie się w odmęt nic nie mającej wspólnego z wartościami
chrześcijańskimi unifikacji. Każdy z nas ma za zadanie ewangelizowanie i w
doskonałości uświęcanie swego życia. Każdy z nas, osobno może ponosić ofiarę,
ale dla Boga, a nie mamony. Ofiara dla ofiary jest głupotą, a narażanie samego
narodu jest wręcz zbrodnią.
Mamy obowiązek aktywnie uczestniczyć w strukturach tego świata. Jednak nikomu
nie wolno utożsamiać skażonych ludzkim błędem i grzechem świeckich struktur, i
stawiać ich na ołtarzu. Polska musi być znakiem sprzeciwu, tak jak Apostoł
sprzeciwił się pogaństwu. Od tego sprzeciwu na Prawdzie Wiary, na Pięknie
kultury greckiej i mądrości prawa rzymskiego rozpoczęto budowę Europy. Z takim
kontynentem musimy być solidarni. Sprzeciwiać się mamy złu, zniewalaniu
człowieka, tak jak to czyniliśmy w latach 70. i 80. Mogą zmieniać się
opakowania, lecz istota zła jest zawsze taka sama. Dlatego tym bardziej od
biskupa uświęconego apostolskim duchem, mamy prawo wymagać rozważnego osądu
rzeczywistości.
Z MOTYKĄ NA UNIĘ
Autor dalej upowszechnia pogląd, że "Zjednoczona Europa nie jest zamkniętym
projektem", pisze o oczekiwaniu "strukturalnej pomocy polskich katolików w
kształtowaniu duchowego oblicza Europy, która przechodzi przez etap wyjątkowo
głębokich zmian", i że ten "kształt Europy zależy także od polskiej obecności".
Znów widzimy pogląd, tak jakby sami katolicy stanowili partię, która ma jakiś
wspólny pomysł na kwestie unifikacyjne. Przede wszystkim należy znać realia i
racjonalnie dokonywać wyborów. UE jest konglomeratem państw, które wciąż walczą
o jak najlepsze wykorzystywanie jej samej do realizacji swych interesów, tak
ekonomicznych, jak i politycznych. Sądzenie, że kilkudziesięciu polskich posłów
zmieni oblicze Unii, jest cokolwiek naiwne. Dominanci mogą jedynie dopuścić nas
do procesu decyzyjnego, który i tak będzie zmierzał do takich celów, jakie
określą najwięksi i najsilniejsi.
Już deklaracja z Laeken mó