Gość: xxx
IP: *.calixo.net
06.04.02, 21:43
Telekomunikacja Polska S.A. chce w tym roku zwolnić 12 tysięcy pracowników pod
pretekstem obniżania kosztów. Jednocześnie funduje sobie francuskich ekspertów,
płacąc niejednemu nawet 200 tys. zł miesięcznie.
Z umowy ZDR/15/01 zawartej 3 sierpnia 2001 r. w Warszawie między TP S.A.
(podpisali prezes zarządu Paweł Rzepka i członek zarządu Marian Ogonowski) a
France Telecom Polska spółka z o.o. (podpisał pełnomocnik Xavier Oger) wynika,
że FTP zobowiązuje się do świadczenia na rzecz TP S.A. usług w zakresie:
zarządzania, doradztwa, marketingu, planowania i administrowania zasobami
ludzkimi oraz w zakresie aspektów technicznych*. Są to usługi odpłatne. Punkt
3.3 umowy mówi: Koszt Usług świadczonych przez jednego eksperta, za jeden
miesiąc wykonywania Usługi, podany został z Załączniku nr 1 do niniejszej
umowy - "Lista cen za usługi świadczone przez ekspertów FTP na rzecz TP", w
skrócie "Lista Cen", stanowiącego integralną część niniejszej Umowy. Ceny Usług
mogą ulec zmianie po upływie każdych [6] miesięcy od daty zawarcia niniejszej
Umowy w drodze ustalonego przez obie Strony aneksu do Umowy.
A oto załącznik nr 1
W przeliczeniu na złotówki - wg kursu z 8 marca 2002 r. - "najtańszy"
wymieniony w załączniku ekspert zarabia dziennie 6760,20 zł (miesięcznie - 141
449 zł), a "najdroższy" - 9552,40 zł dziennie albo 200 233 zł miesięcznie. Plus
VAT.
Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto, łącznie z premiami i innymi
dodatkami w sektorze telekomunikacyjnym za pierwsze półrocze 2001 r. wyniosło -
wg GUS - 3660,61 zł. W TP S.A. średnia pensja była jeszcze niższa. Zatrudniony
tam Polak musiał więc zapierdalać trzy miesiące, żeby zarobić jedną dzienną
stawkę Francuza.
Gówno by nas obchodziło, czy i jak Tepsa tuczy swoich cudzoziemskich ekspertów
(choć płacimy za to jako abonenci). Gdyby nie drobiazg: TP S.A. nie jest
jeszcze firmą całkiem prywatną - udziały skarbu państwa wciąż wynoszą w niej
22,61 proc., a Rzeczpospolita Polska ma przedstawiciela w zarządzie firmy.
Największy polski telkom jest faktycznym monopolistą - kontroluje 90 proc.
rynku usług telekomunikacyjnych; w wielu regionach Polski ktoś, kto chce mieć
dostęp do telefonu stacjonarnego, jest skazany na Tepsę, bo konkurencji nie ma.
To wszystko upoważnia nas do tego, żeby szczególnie uważnie patrzeć firmie na
ręce.
Przez udostępniającą ekspertów spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością France
Telecom Polska można wyprowadzić miliony dolarów. Zakładając, że TP S.A.
zatrudnia tylko 20 ekspertów i płaci im przeciętnie po 160 tys. zł miesięcznie
(dokładne dane stanowią tajemnicę handlową), to roczne nakłady na ten cel
wynoszą 38 400 000 zł, czyli prawie 10 mln dolarów. Plus VAT.
Ale może to się opłaca? Może dzięki garstce żabojadów sytuacja finansowa Tepsy
znacząco się poprawiła?
Notowania giełdowe firmy nie poprawiły się. 3 sierpnia 2001 r. jedna akcja TP
S.A. kosztowała 14,50 zł (cena zamknięcia), a 31 grudnia 2001 r. - 14 zł. Spadł
również tzw. zysk operacyjny - mniej więcej o 12 proc. Aż o 34,5 proc.
zmniejszył się zysk netto. Liczba klientów wzrosła zaledwie o 150 tys., podczas
gdy kilka lat temu, gdy TP S.A. była całkowicie państwowa, grono klientów
powiększało się nawet o milion rocznie! Nic dziwnego, że inwestycje w roku 2002
spadną do 5,5 mld zł (w 2001 r. - 7 mld).
Można się domyślać, skąd Tepsa wzięła szmal na gigantyczne apanaże dla
Francuzów. Po pierwsze, w maju 2001 r. aż o 40 proc. wzrosły opłaty
abonamentowe, a w lipcu - o 10 proc. - opłaty za rozmowy w automatach
telefonicznych. Po wtóre, na rok 2002 zaplanowano poważną redukcję
zatrudnienia: na bruk ma wylecieć od 9,5 do 12 tysięcy pracowników, czyli ok.
20 proc. wszystkich zatrudnionych. No ale czy warto trzymać w robocie kogoś,
kto zarabia ledwie 3 tysiące? Obliczyliśmy, że gdyby na zieloną trawkę wysłać
wszystkich kiepsko zarabiających Polaków pracujących w TP S.A. (60 tysięcy
ludzi), to zaoszczędzone w ten sposób pieniądze by wystarczyły dla tysiąca
dobrze zarabiających Francuzów... Może to jest, kurwa, pomysł na rozwalenie
firmy, co?
Umowę ZDR/15/01 podpisał poprzedni, mianowany w roku 1997, zarząd TP S.A. Od
końca października 2001 r. prawicowego Rzepkę zastąpił raczej lewicowy -
przynajmniej jeśli spojrzeć na jego ZSP-owskie korzenie - Marek Józefiak. Nic
jednak nie wiadomo nam o tym, żeby nowy prezes zmienił warunki cytowanej umowy.
A jej paragraf 6 mówi wyraźnie: Niniejsza Umowa została zawarta na czas
określony i obowiązuje do dnia 31 grudnia 2005 roku.
Jest zatem dość czasu na to, żeby przejebać nawet 50 mln dolców...