damakier1
10.12.14, 17:13
Daruję sobie komentarz do dzisiejszego werdyktu TK, bo raz, że musiałby być niepochlebny, a dwa, że i beze mnie jest wystarczająco komentowany.
Ale mamy początek grudnia - już od tygodnia widuję w supermarketach wielkie kadzie z karpiami i ustawione przy nich kolejki Polaków, chyba w większości katolików. Każdy z nich, po odstaniu swego, weźmie umęczoną rybę w foliowy worek i poniesie ją do domu, żeby
a/ zatłuc ją osobiście zaraz po przyniesieniu do domu
b/ wsadzić ją do jakiejś miski (bo wanny na tak długi czas chyba nikt karpiowi nie odda?) i zatłuc osobiście tuż przed świętami.
Tak w jednym, jak w drugim wypadku wątpię, by ktoś rybę ogłuszał specjalnym urządzeniem, by zaoszczędzić jej stresu i cierpienia. Podejrzewam też, że jednorazowe w roku zabijanie ryby nie pozwala na osiągnięcie perfekcji działania, wielu też zapewne będzie w tym akcie mordowania ryby debiutantów. Skutkiem tego będzie, że wiele ryb tłuczonych będzie długo i nieudolnie, co może dostarczyć całej rodzinie miłej rozrywki, ale dla karpi będzie dodatkową, niepotrzebną torturą.
W dobie lodówek, zamrażarek i pełnych sklepów, kiedy zabitego karpia w każdej postaci - świeżego, mrożonego, w całości, w filetach, z ościami, bez ości i jak tam sobie kto zamarzy, można kupić bez najmniejszych problemów przez cały czas przedświąteczny, kupowanie ryby żywej można racjonalnie wytłumaczyć jedynie potrzebą własnoręcznego dokonania egzekucji.
Jak co roku o tej porze, apeluję do wszystkich "zielonych" organizacji o wystąpienie z wnioskiem uchwalenia ustawy o absolutnym zakazie sprzedaży jakichkolwiek żywych zwierząt z przeznaczeniem do zabijania we własnym zakresie.
I dodam jeszcze, że choć dobro zwierząt bardzo mi leży na sercu, bardziej niż ochronę zwierząt mam tu na względzie ochronę ludzi. Bo w tych kolejkach po żywego karpia widuję też małe dzieci.