witek.bis
30.03.15, 15:45
Taka jest główna teza osobnika, który najwyraźniej nie odróżnia walki z korupcją, od walki politycznej przy użyciu służb. Całkiem niedawno temu CBA zdrutowała działacza PO, który dopiero co przyjmował w Pruszkowie prezydenta Komorowskiego. Czy ci, którzy go zatrzymali, mają się czego obawiać? Nie sądzę. Mogą spać spokojnie (kiedy nie są na służbie, oczywiście), bo choć zdrutowali działacza partii rządzącej (i chwała im za to), to przecież nie uwodzili go, nie upijali, nie wciskali czegoś pijanemu (o rany, ale to brzmi!), nie fałszowali papierów i w ogóle nie wymyślili i nie zorganizowali całej tej aferki. Po prostu namierzyli gościa, wzięli go za dupę i po zawodach. Czy tak działało CBA w czasach, kiedy miłościwie nam panował, a raczej miłościwie nam "sużył", ten "prawicowy" prawniczek-prawiczek? Otóż nie! Działało zupełnie inaczej, bo latało tylko za tymi, których politycznie chciało ugotować i stosowało przy tym metody moralnie i prawnie niedopuszczalne. I za to jest ten wyrok, a nie za "tom walkem z korupcjom".