damakier1
04.04.15, 13:07
Prawdę mówiąc, nie miałam wielkiego problemu z myślistwem prezydenta Komorowskiego. Jakbym mogła mieć, skoro jadam mięso i zdarzało mi się posmakować i pasztetu z zająca, i sarniej pieczeni. Owszem, nie rozumiem, jak może sprawiać frajdę zabijanie jakiegokolwiek zwierzęcia i uważam, że w ogólności w myślistwie więcej jest złego niż dobrego, a te wszystkie gadania o umiłowaniu przyrody z zabijaną zwierzyną na czele to pic na wodę i fotomontaż. Polowanie to przede wszystkim okazja do pokazania światu i sobie samemu, jaki to ja jestem, kurna, prawdziwy mężczyzna, dania upustu swym najgorszym instynktom, no i do wypitki po imprezie.
Ale nie ma ludzi idealnych. Uważałam, że Bronisław Komorowski, jest dobrym prezydentem i warto na niego głosować, POMIMO zamiłowania do polowań. Tak było do wczoraj.
Sposób, w jaki prezydent Komorowski, zagadnięty o spełnianie swej obietnicy rezygnacji z polowań, lawirował, kręcił i bredził z głupkowatym uśmieszkiem na twarzy - zdumiał mnie, zasmucił i zażenował. Doprawdy, tak się tłumaczyć to może piętnastolatek przyłapany na ściąganiu na klasówce, a nie prezydent!
Jak pisałam na początku, myślistwo prezydenta, choć mi niemiłe, nie jest dla mnie wielkim problemem. Ale stokroć bym wołała, gdyby prezydent twardo powiedział: tak, polowanie to moja pasja, nie uważam, że to coś złego, poluję i polować będę! Pomyślałabym sobie, trudno, zagłosuję na myśliwego... i przy głosowaniu ręka by mi nie zadrżała.
Ale głosować na małego krętacza?