erte2
20.03.16, 23:44
....jak raczył powiedzieć niejaki jarosław kaczyński o przyszłych wyrokach Trybunału Konstytucyjnego bo wg niego zostaną wydane niezgodnie z tzw. "ustawą naprawczą" co do której obowiązuje domniemanie konstytucyjności.
No to wyobraźmy sobie taką sytuację (która, w świetle wszystkich poczynań kaczyńskiego jest wielce prawdopodobna, choć wydaje się sprowadzeniem "ad absurdum"):
1. W poniedziałek większość sejmowa przyjmuje ustawę o likwidacji Trybunału Konstytucyjnego.
2. Następnego dnia przyklepuje ją Senat
3. Wyrwany ze snu prezydent o 2. nad ranem we środę podpisuje ją (w piżamie i bez makijażu).
4. O 5. rano drukują ją kempa wraz z szydło (niedomyte i w papilotach).
5. Ustawa wchodzi w życie z dniem publikacji (bez vacatio legis).
6. O 5.15 szwadrony błaszczaka wkraczają do budynku TK, rekwirują dokumenty, komputery, togi a nawet baterie umywalkowe i muszle klozetowe.
W takim razie kto może stwierdzić konstytucyjność (lub nie) tej ustawy jeśli, zgodnie z owym "domniemaniem konstytucyjności", TK właśnie przestał istnieć (choć istnieje nadal w Konstytucji)?
Który z pisiorków jest w stanie to wytłumaczyć? Dalejże, do roboty!