tanebo2.0
13.04.18, 22:15
Jak widać na wykresach, CBOS tradycyjnie uzyskuje poparcie dla PiS wyższe o kilka a nawet kilkanaście punktów proc. niż trzy pozostałe pracownie.
Różnica jest tak systematyczna, że skłania do szukania specyfiki CBOS.
Narzucająca się odpowiedź brzmi: CBOS jako jedyny z czterech ośrodków systematycznie stosuje metodę bezpośrednią, tzw. face to face (twarzą w twarz), w mieszkaniu respondenta/tki, pozostałe placówki – zbierają ankietę przez telefon.
Różnice między sondażami telefonicznymi a bezpośrednimi są zawsze takie same: face to face z ankieterem daje wyższe poparcie dla partii rządzącej. W poprzednich dekadach metoda bezpośrednia faworyzowała rządzące SLD, a potem PO.
Może to wiązać się ze spostrzeganiem przez osobę badaną sytuacji ankietowania jako oficjalnej, pozbawionej anonimowości. Przyjście ankietera poprzedza informacja nadesłana pocztą – tzw. karta zapowiedzi, z prośbą, by osoba badana była w domu.
Ankieter jawi się jako element jakiegoś „systemu”, być może powiązanego z „władzami”. Jacyś „oni” chcą poznać moje poglądy – myśli (słusznie) osoba badana. Może przy tym (niesłusznie) mieć wątpliwości, czy zapisywane na laptopie odpowiedzi rzeczywiście pozostaną anonimowe. „Jakby co, mają mnie w ręku…” – może pomyśleć.
Jednocześnie osoba badana wie, co dziś mówią rządzący PiS o swych przeciwnikach czy krytykach: że „gorszy sort”, „gestapo”, nie Polacy, nie patrioci itp.
To wszystko może budzić lęk, a lęk uruchamia zachowanie konformistyczne, niekoniecznie uświadomione.
Metoda badania – bezpośrednia czy telefoniczna – wpływa na wyniki nawet wtedy, gdy sondaże robi ta sama firma.
W zakończonym 11 kwietnia 2017 badaniu bezpośrednim Kantar Public zmierzył 38 proc. dla PiS i 19 proc. dla PO. W sondażu telefonicznym z 12 kwietnia 2017 ten sam Kantar Public uzyskał 28 proc. dla PiS i 27 proc. dla PO.
Więcej prawdy przez telefon
Ktoś mógłby sądzić, że bezpośrednia rozmowa we własnym domu będzie dawać bardziej trafny pomiar postaw politycznych niż szybki telefon, bo osoba badana ma czas do namysłu, może zobaczyć listę partii do wyboru… A jednak jest odwrotnie.
Jak wynika z analiz socjologów SWPS (Maksymiliana Bieleckiego, Mikołaja Cześnika i Michała Wenzla), sondaże telefoniczne przed wyborami prezydenckimi 2015 dawały lepsze prognozy niż metoda bezpośrednia. Podobnie było w wyborach prezydenckich 2010.
Po wyborach 2010 komisja naukowców pod przewodnictwem prof. Henryka Domańskiego stwierdziła oficjalnie, że sondaże telefoniczne trafniej odtwarzają preferencje Polaków.
Na trzy dni przed wyborami 2015 TNS Polska robił badanie metodą telefoniczną i bezpośrednią. W pierwszej niemal trafił (prognozował dla PiS 37,8 proc. a dla PO 24,1 proc.), w drugiej znacząco się pomylił (32,5 proc. i 26,3 proc.). W wyborach było: 37,58 i 24,09 proc.
Wyborca PiS częściej siedzi w domu
Lepsze wyniki PiS w badaniach bezpośrednich mogą mieć także drugi, trywialny powód. Mimo wysiłków CBOS, próba domowa może być skrzywiona, bo łatwiej zastać w domu osoby mniej aktywne zawodowo, starsze, mieszkańców wsi i mniejszych miast.
To sprawia, że w próbie face to face nadreprezentowany może być tzw. elektorat ludowy, który w większym stopniu niż pozostali badani popiera PiS. Tu zresztą ostatnie sondaże telefoniczne i badanie CBOS – choć w jednym się zgodziły! – prowadzą do podobnych wniosków. cieszcie się pisdaki...