Gość: Prawda
IP: *.proxy.aol.com
29.04.02, 14:24
Wyrok na katechetę za znęcanie nad uczniem
Jarosław Sidorowicz, KrakówKuBa, Zakopane (29-04-02 03:00)
Przez trzy lata proboszcz z Pyzówki na Podhalu nie będzie mógł nauczać
katechezy w szkole. To wyrok za psychiczne i fizyczne znęcanie się nad uczniem
miejscowej szkoły podstawowej.
Precedensowe orzeczenie zapadło przed Sądem Okręgowym w Nowym Sączu. Proboszcza
Henryka P. oprócz zakazu nauczania prawomocnie skazano również na pół roku
więzienia w zawieszeniu. - To była farsa. Wszystko oparto na oszczerstwach.
Sądy uwierzyły jednemu uczniowi - skomentował wyrok ksiądz Henryk P.
12-letni Wojtek jest lekko upośledzony. Jego rodzice twierdzą, że gehenna
zaczęła się pięć lat temu, kiedy ksiądz nie dał mu promocji z pierwszej do
drugiej klasy. - Powiedział, że nie jest przygotowany duchowo i nie ma
katechizmu. To było kłamstwo, bo sama z teściową kupiłam mu dziewięć
egzemplarzy - tłumaczy matka chłopca Halina K.
- Dałem mu jedynkę, bo nie chciał uczyć się przedmiotu. I nie miał nawet ochoty
go zdać - twierdzi proboszcz.
Później nie dopuścił chłopca do pierwszej komunii, bo "nie chciał nauczyć się
nawet >Zdrowaś Mario<". Nie pomogły pisma z poradni psychologicznej w Nowym
Targu proszące o łagodne potraktowanie dziecka podczas egzaminów przed
komunią. - To był poufny list, a proboszcz odczytał go na mszy - żali się
kobieta. Jej syn musiał przystąpić do sakramentu w sąsiedniej Klikuszowej.
Rodzice dziecka mówią, że ksiądz ignorował go odtąd na katechezach. Chłopiec
nie dostał promocji z religii do kolejnych klas mimo pozytywnych wyników z
innych przedmiotów. - Wojtek przychodził na religę, ale był tylko biernym
słuchaczem. Ksiądz nie pytał go, nie stawiał ocen. Sami potem uczyliśmy Wojtka
w domu, by nie miał zaległości z religii - opowiada mama Wojtka. Mówi też o
innych szykanach ze strony proboszcza. - Pomijał go przy komuniach. Na lekcjach
wyzywał od głupków, debili. Wyśmiewał przy całej klasie. Na uroczystej mszy na
koniec roku szkolnego mówił, że wreszcie pozbędzie się czarnej owcy - mówi
Halina K. Wojtek skarżył się, że katecheta szarpał go za uszy. - Byłam w
dekanacie, kurii, ale nie dostałam pomocy. Kiedy Wojtek wrócił pobity z
religii, zawiadomiłam prokuraturę - dodaje matka chłopca.
Po rocznym śledztwie nowotarska prokuratura oskarżyła księdza P. o psychiczne i
fizyczne znęcanie się nad Wojtkiem. W sądzie proboszczowi towarzyszyła grupa
parafian broniących go przed dziennikarzami. Mimo sprzeciwu oskarżyciela proces
duchownego na wniosek jego obrońcy toczył się za zamkniętymi drzwiami. Sam
proboszcz twierdził, że po nagłośnieniu sprawy przez media on i jego matka
dostawali listy z pogróżkami. Konsekwentnie zaprzecza, by w jakikolwiek sposób
znęcał się nad uczniem. - Nigdy nie uderzyłem żadnego dziecka za to, że jest
głupsze i leniwe - mówi.
Sądy obu instancji uznały, że proboszcz z Pyzówki dręczył jednak Wojtka.
Utajniły jednak uzasadnienie wyroku.
Ks. Henryk P. mimo śledztwa i procesu wciąż nauczał w szkole. - Jakoś nikt mnie
z niej nie wyrzucił - odpowiada krótko.
- Przy takim wyroku katecheta musi być przez dyrektora szkoły od razu odsunięty
od prowadzenia lekcji - mówi małopolski kurator oświaty Jerzy Lackowski. Jak
twierdzi, to pierwsza taka sprawa w Małopolsce dotycząca duchownego uczącego
religii. - Przez 12 lat nie mieliśmy żadnych poważniejszych skarg na
katechetów - podkreśla kurator Lackowski.
Wojtek pozostaje pod opieką psychologa i terapeuty. Powoli dochodzi do siebie.
Matka mówi jednak, że sądowy wyrok wcale nie kończy ich kłopotów. - Część
mieszkańców wciąż jest przeciwko nam. Mówią: "Powinniście się wstydzić, że
księdza ciągacie po sądach". A Wojtka przezywają "sądownikiem".
Mówi Ks. dr Tadeusz Panuś, dyrektor wydziału duszpasterstwa dzieci i młodzieży
Kurii Metropolitalnej w Krakowie
To bardzo smutna sprawa. Katecheta nie naucza bowiem tylko samej religii, ale
jego zadaniem jest też przygotowanie dziecka, by w życiu było lepszym
człowiekiem. Stąd też większe oczekiwania wobec niego. I katecheci powinni
bardziej też powściągać swoje emocje nawet w trudnych sytuacjach. Oczywiście
każdy z nich, zanim zostanie dopuszczony do nauczania musi wcześniej mieć
przygotowanie pedagogiczne. Nie wszyscy, mimo to potrafią potem poradzić sobie
w kontaktach z uczniami. Dlatego dla mnie jest to bardziej problem człowieka, a
nie tylko duchownego.
Uczacy w szkolach katecheci j.w. to czezsto ludzie okrutni, bez najmniejszej
wiedzy psychologicznej i pedagogicznej. Podczas mojej edukacji religijnej w
polskich szkolach mialem ich czterech, w tym trzech nie nadajacych sie zupelnie
do wykonywania zawodu. 1-sza to zakonniczka, dosc brutalna, pokazujaca nam,
dzieciom w wieku 7-9 lat male potworki zrobione przez pijakow ( w ramach walki
z alkoholizmem). Potworki snily mi sie dlugo po nocach. Wymagala tez wielkich
zdolnosci rysunkowych do odtwarzania postaci swietych. Potem byl ksiadz bijacy
nieposlusznych chlopakow, najczesciej z wykolejonych rodzin, kablem o dlugosci
ok. 30 cm.Nie przypominam sobie aby w jakikolwiek sposob probowal im pomoc.
Ksiadz byl gruby, czerwony i opryskliwy. A na koniec, w liceum, byl taki, ktory
wpadal w szal, gdy ktorys z nas, troche myslacych i odwazniejszych odwazyl sie
zadawac pytania na tematy egzystencjalne i wyrazal jakiekolwiek watpliwosci w
kwestiach religijnych.
Moja religijna "edukacja" mogla oczywiscie spowodowac tylko calkowite odejscie
od kosciola.Tak tez sie stalo.
Wprowadzajac powszechna nauke religii w szkolach kosciol nie zrobil bilansu
swoich kompetencji pedagogocznych. Nie zrobilo tego rowniez tchorzliwe panstwo
godzac sie na wykonywanie pracy katezchetow-pedagogow przez osoby przypadkowe,
w sutannach, czy bez. Placa za to dzieci popadajace w depresje i ich rodzice, z
ktorych niewielu ma odwage walczyc z koscielna przemoca i zaklamaniem.