Dodaj do ulubionych

Maturzyści składają papiery w ciemno

20.05.05, 21:01
No i co kochani reformatorzy..??
Czyż egzaminy na studia przeprowadzane przez uczelnie nie były zdrowsze pod
każdym względem..??

Nowomaturzyści, nie przyejmujcie się - mój wydział już zmienia program, bo
zakłada, że nic nie umiecie i matematyki trzeba was uczyć od zera...
Obserwuj wątek
    • a_s_i_m_o Re: Maturzyści składają papiery w ciemno 20.05.05, 21:12
      Jak to w ciemno? Przeciez wiedza jak im szedl przedmiot w liceum i jak napisali.
      A co do reformy to oczywiscie ze centralny egzamin jest obiektywniejszy i tanszy.
      • althamer Re: Maturzyści składają papiery w ciemno 20.05.05, 21:40
        >Jak to w ciemno? Przeciez wiedza jak im szedl przedmiot w liceum i jak napisali

        Nie upraszczaj sprawy. Ocen nie znają, mogą tylko przypuszczać, a między
        dobrym, a bardzo dobrym jest często taka różnica jak między dostaniem sie, a
        obejściem się smakiem.
      • a.m.p Re: Maturzyści składają papiery w ciemno 20.05.05, 22:22
        a pan, jak rozumiem, z CKE (sygnaturka o tym świadczy najlepiej...)
        • a_s_i_m_o Re: Maturzyści składają papiery w ciemno 20.05.05, 23:12
          > a pan, jak rozumiem, z CKE
          Alez skad. W CKE sa ludzie ktorzy sie kiepsko uczyli. Ja... sie dobrze uczylem.

          Those who can do,
          those who can't teach.
      • gls1 Re: Maturzyści składają papiery w ciemno 21.05.05, 11:22
        Egzamin centralny to jest najmniej obiektywna forma z uwagi na maksymalna
        redukcje realnych i decydujacych czynnikow indywidualnych, a poza tym
        korupcjogenna!!! PZDR
    • kck Re: Maturzyści składają papiery w ciemno 20.05.05, 21:13
      Przeciez odpowiedzi sa umieszczone w internecie, wiec mniej wiecej mozna ustalic
      ilosc punktow jaka sie zdobedzie. Pewien problem moze stanowic wypracowanie na
      jezyku polskim, czy historii, ale orientacyjne szacunki na pewno kazdy moze
      sobie wykonac.
      • a.m.p Re: Maturzyści składają papiery w ciemno 20.05.05, 22:25
        kolejny wyważony głos rozsądku z... CKE :P
    • pati1986 Re: Maturzyści składają papiery w ciemno 20.05.05, 21:16
      a jaka to uczelnia jeśli można wiedzieć?????????????
    • niezapowiedziany Re: Maturzyści składają papiery w ciemno 20.05.05, 21:20
      > No i co kochani reformatorzy..??
      > Czyż egzaminy na studia przeprowadzane przez uczelnie nie były zdrowsze pod
      > każdym względem..??

      nie, i na pewno nie pod tym, bo wtedy tez placilo sie z wyprzedzeniem. chodzi o
      to, ze przy tym systemie, mozna to wyeliminowac, ale oczywistym jest, ze
      uczelnie nie sa zainteresowane...
    • mattiwaz Jakie to wszystko chore! 20.05.05, 21:23
      Reforma edukacji kolejnym dowodem nieudolności rządu!No ale oczywiście
      rozumiem,że uczelniom jest to na rączkę. Żałosne.
      • kowal6661 Re: Jakie to wszystko chore! 20.05.05, 22:03
        Moze nie uogolniajmy, na niektorych wydzialach jest tak:
        "UWAGA ZMIANA: Przesunięto termin rejestracji kandydatów
        Ostateczny termin rejestracji kandydatów z nowa matura został przesunięty na 8
        lipca 2005.
        (Termin rejestracji dla kandydatów ze stara matura to nadal 20 czerwca 2005.) "
        • kromkojad Re: Jakie to wszystko chore! 20.05.05, 22:17
          "Do podań trzeba dołączyć potwierdzenie opłaty egzaminacyjnej. To zwykle 80 zł
          od każdego wybranego kierunku."

          "Opłata egzaminacyjna"? Za egzamin, którego nie ma? Chyba tylko w Polsce jest
          możliwe pobieranie opłat i nie zwracanie ich jeśli kandydat zrezygnował.
          Wszystko działa coraz gorzej, bo cały wysiłek wszystkich - od rektora po
          senatora idzie na wymyślanie pretekstu do wyciągnania kasy od wszystkich za
          wszystko.
    • slovas Maturzyści ściemniają 20.05.05, 22:31
      Co to za piep....e?! Jak staromaturzyści zdawali egzamin na studia, też nie
      wiedzieli czy im dobrze pójdą czy nie.
      A co byście chcieli? Żebyście od razu wiedzieli czy się dostaniecie, przed
      rekrutacją? Przecież to bzdura.
      Trochę pokory! I do nauki, a nie narzekać na reformatorów!
      • a.m.p Re: Maturzyści ściemniają 20.05.05, 22:38
        slovas napisał:

        > Trochę pokory! I do nauki, a nie narzekać na reformatorów!

        Do nauki - a po co? Przecież egzaminów nie ma - kto się mał nauczyc, juz się
        nauczył... Sądziąc po stanie wiedzy i logice wnioskowania - kolejny pan z CKE
        • higgs Ciemno wszędzie, głucho wszędzie... 21.05.05, 00:40
          A ja tak tylko o jednym drobiażdżku, bo późno, a jutro muszę zarabiać na życie -
          za matury mi nie zapłacą... Ktoś napisał dla zabawy, że egzamin centralny jest
          bardziej obiektywny i tańszy... Pewnie, że tańszy, skoro nauczycielom nie płaci
          się za jego przeprowadzanie, mydląc oczy publice, że ta praca mieści się w
          ramach godzin etatowych! Oszczędność, oczywiście, na nauczycielach, ale i na
          przyszłych maturzystach, którym w pierwszej i drugiej klasie liceum przepada
          około miesiąca normalnej nauki. Okazuje się, że naprawdę nowe liceum to nawet
          nie dwa i pół roku nauki. Co do obiektywizmu, można by dużo dyskutować, ale
          nawet przy jego założeniu, nowa matura będzie to wielki, obiektywny sprawdzian
          niczego (ew. poziomu nauczania przez korepetytorów).
          • kromkojad Re: Ciemno wszędzie, głucho wszędzie... 21.05.05, 01:10
            A dlaczego mieliby płacić? Na tym polegają oszczędności. A skoro rektorzy mogą
            wprowadzić bezzwrotną opłatę, to dlaczego dyrekrorzy liceów nie wprowadzili
            wymogu, by uczniowie przed maturą składali wnioski o przystąpienie do egzaminu
            maturalnego i płacili za to po 80 zł od każdego wybranego przedmiotu? W tym
            kraju wszystko przecież wolno.
            • a.m.p Re: Ciemno wszędzie, głucho wszędzie... 21.05.05, 07:47
              akurat ich (nauczycieli) nie żałuję - cały rok się opie..ją a 18 godz pensum
              i 3 mies wakacji będą bronic jak Rokita Nicei. A jeśli mówią, że to
              rekompensata za ciężką pracę, to znaczy tylko, że w życiu jednego dnia uczciwie
              nie przepracowali. Zresztą i tak sobie odbiją - na korepetycjach właśnie...
              • em.em.em Re: Ciemno wszędzie, głucho wszędzie... 21.05.05, 11:00
                co ty kur.wa wiesz o ... byciu nauczycielem
                18 godz. to jest tylko dydaktyka (lekcje w planie zajec).
                A nauczyciel wg. umowy pracuje 40 godz.
                W rzeczywistosci to nauczyciele pracuja duzo wiecej. Jak patrze na swoja zone,
                to widze, ze bycie nauczycielem jest trudniejsze niz prowadzenie dzialalnosci
                gospodarczej na szeroka skale.
                1. Musisz sie uzerac z upierdliwymi rodzicami, ktorzy maja pretenje ze ich
                dziecko - glupie jak but, ktore nie chce sie uczyc, a na dokladke nie
                przychodzi na lekcje - zasluguje na co najmniej 3, a nie 1. I wez wytlumacz
                takiemu glupkowi jak jest naprawde.
                2. Musiz uzerac sie z ojcem kretynem, ktory powie ci, ze nie pojdzie do NFZ-u
                po papierek, ze dziecko jest ubezpieczone, bo on pracuje i nie ma kiedy. A co
                moze nauczyciel ma isc? Juz wystarczajaco musi sie scierac z glupimi bachorami,
                ktore chca jechac na wycieczke klasowa, ale najlepiej zeby wszystko zrobil za
                nich ktos inny.
                3. Praca w domu - przygotowywanie lekcji, sprawdzianow, itd. Od czasu, kiedy
                zona pracuje jako nauczycielka (zaangazowana w to co robi), to zuzywamy wiecej
                prywatnego atramentu w drukarce, prywatnego papieru do drukarki, w ogole kupna
                komputera i oprogramowania, bo w szkole to moze sprawdzian na tablicy napisac.
                A tak przynajmniej dzieci maja dobrej jakosci testy, materialy, itd. Aha skaner
                tez kupilismy, zeby mozna bylo kserowac, bo w szkole nie ma pieniedzy.
                4. 3 miesiace wakacji. Owszem w kalendarzu. A poza tym nauczyciele nie moga
                wziac zadnego urlopu w ciagu roku szkolnego. Nawet slub musielismy planowac w
                wakacje, bo nie ma dla nauczycieli nawet z tego powodu urlopu.
                5. O zarobkach nawet nie wspominam, bo to juz jest zenada.
                6. BTW nauczyciele maja wieksza odpowiedzialnosc za bachory, niz lekarz za
                pacjentow. Odpowiadaja za wszystko, co sie tym malym glupkom stanie np. na
                wycieczce w pokoju, do ktorego tak nawiasem nie maja prawa wejsc (bo naruszanie
                prywatnosci).

                Tak wiec odpier.dol sie gosciu od nauczycieli, bo do piet wiekszosci z nich nie
                dorastasz.

                Czemu mowi sie, ze nauczyciele to ci, ktorzy sie nie uczyli - bo najlepsi po
                kilku latach rezygnuja i ida pracowac gdzie indziej. Caly czas namawiam zone,
                zeby sobie odpuscila, bo mozna stracic zdrowie. Nie po to byla najlepsza
                (serio, nie chwale sie) na studiach, zeby teraz pracowala, za polowe tego, co
                ja. Powoli zaczyna dojrzewac. I kto zostanie?
                • a.m.p Re: Ciemno wszędzie, głucho wszędzie... 21.05.05, 11:55
                  > co ty kur.wa wiesz o ... byciu nauczycielem
                  no cóż - dwa lata pracowałem w oświacie, a połowa mojej rodziny to nauczyciele.
                  Zazwyczaj nie zabieram głosu w sprawach, o których nic nie wiem
                  > 18 godz. to jest tylko dydaktyka (lekcje w planie zajec).
                  > A nauczyciel wg. umowy pracuje 40 godz.
                  > W rzeczywistosci to nauczyciele pracuja duzo wiecej. Jak patrze na swoja
                  zone,
                  > to widze, ze bycie nauczycielem jest trudniejsze niz prowadzenie dzialalnosci
                  > gospodarczej na szeroka skale.
                  z tą działanością to masz rację - większośc po lekcjach sprzedaje ubezpieczenia
                  albo amwaya tudzież udziela korepetycji - swoim uczniom (sic) nie płacąc od
                  tego podatku (mój matematyk prowadził warzywniak ;))
                  > 1. Musisz sie uzerac z upierdliwymi rodzicami, ktorzy maja pretenje ze ich
                  > dziecko - glupie jak but, ktore nie chce sie uczyc, a na dokladke nie
                  > przychodzi na lekcje - zasluguje na co najmniej 3, a nie 1. I wez wytlumacz
                  > takiemu glupkowi jak jest naprawde.
                  > 2. Musiz uzerac sie z ojcem kretynem, ktory powie ci, ze nie pojdzie do NFZ-u
                  > po papierek, ze dziecko jest ubezpieczone, bo on pracuje i nie ma kiedy. A co
                  > moze nauczyciel ma isc? Juz wystarczajaco musi sie scierac z glupimi
                  bachorami,
                  >
                  > ktore chca jechac na wycieczke klasowa, ale najlepiej zeby wszystko zrobil za
                  > nich ktos inny.
                  > 3. Praca w domu - przygotowywanie lekcji, sprawdzianow, itd. Od czasu, kiedy
                  > zona pracuje jako nauczycielka (zaangazowana w to co robi), to zuzywamy
                  wiecej
                  > prywatnego atramentu w drukarce, prywatnego papieru do drukarki, w ogole
                  kupna
                  > komputera i oprogramowania, bo w szkole to moze sprawdzian na tablicy
                  napisac.
                  > A tak przynajmniej dzieci maja dobrej jakosci testy, materialy, itd. Aha
                  skaner
                  >
                  > tez kupilismy, zeby mozna bylo kserowac, bo w szkole nie ma pieniedzy.
                  > 4. 3 miesiace wakacji. Owszem w kalendarzu. A poza tym nauczyciele nie moga
                  > wziac zadnego urlopu w ciagu roku szkolnego. Nawet slub musielismy planowac w
                  > wakacje, bo nie ma dla nauczycieli nawet z tego powodu urlopu.
                  > 5. O zarobkach nawet nie wspominam, bo to juz jest zenada.
                  tu tylko zmiana zawodu pomoże - czy ktoś z nich dostał nakaz pracy w szkole!!!
                  Nie! poszli na WSP, bo wiedzieli, że są za durni, żeby dosta się gdzieś indziej.
                  Miałem znajomąktóra się stresowała, że jak nie zaliczy kolokwium na 4, to ją
                  wywalą z kierunku uniwersyteckiego na nauczycielski i będzie obciach...
                  > 6. BTW nauczyciele maja wieksza odpowiedzialnosc za bachory, niz lekarz za
                  > pacjentow. Odpowiadaja za wszystko, co sie tym malym glupkom stanie np. na
                  > wycieczce w pokoju, do ktorego tak nawiasem nie maja prawa wejsc (bo
                  naruszanie
                  jak wyżej - zmieni pracę
                  >
                  > prywatnosci).
                  >
                  > Tak wiec odpier.dol sie gosciu od nauczycieli, bo do piet wiekszosci z nich
                  nie
                  >
                  > dorastasz.
                  typowo belferska frazeologia
                  >
                  > Czemu mowi sie, ze nauczyciele to ci, ktorzy sie nie uczyli - bo najlepsi po
                  > kilku latach rezygnuja i ida pracowac gdzie indziej. Caly czas namawiam zone,
                  > zeby sobie odpuscila, bo mozna stracic zdrowie. Nie po to byla najlepsza
                  > (serio, nie chwale sie) na studiach, zeby teraz pracowala, za polowe tego, co
                  > ja. Powoli zaczyna dojrzewac. I kto zostanie?

                • althamer Re: Ciemno wszędzie, głucho wszędzie... 21.05.05, 16:16
                  >tu tylko zmiana zawodu pomoże - czy ktoś z nich dostał nakaz pracy w szkole!!!
                  >Nie! poszli na WSP, bo wiedzieli, że są za durni, żeby dosta się gdzieś
                  >indziej.
                  >Miałem znajomą, która się stresowała, że jak nie zaliczy kolokwium na 4, to ją
                  >wywalą z kierunku uniwersyteckiego na nauczycielski i będzie obciach...

                  Na początku powinieneś napisać, że popularność kierunku oraz zawodu nie jest
                  decydujące przy wyborze kierunku/zawodu. Ludzie inteligentni popularnością się
                  nie kierują, tylko tym, co chcą w życiu robić. Jeżeli uważasz, że KAŻDY
                  inteligenty człowiek wybiera oblegane kierunki studiów, to radzę się dobrze
                  zastanowić nad kondycją własnego umysłu. Np. moja znajoma, bardzo inteligentna
                  dziewczyna, poszła na niepopularną chemię (a dostała się również na obleganą
                  informatykę), co już burzy Twoje twierdzenie nt wybierania zawodu.

                  No i jeszcze do tego na podstawie Twojej durniutenkiej znajomej, pewnie
                  przeintelektualizowanej panienki, która stwierdziła, że kierunek nauczycielski
                  to obciach (pewnie dlatego, że niepopularny) wyciągasz jakieś dziwne wnioski.
                  Kolego, spójrz szerzej na sprawę, bo z takim myśleniem będzie Ci trochę ciężko
                  żyć. Chyba, że się obracasz w towarzystwie "eksponatów", a chodnik to dla
                  Ciebie wystawa. Wtedy przepraszam, nic Ci już nie pomoże.
                  • a.m.p Re: Ciemno wszędzie, głucho wszędzie... 21.05.05, 18:50
                    ojc! nadepnąłem komuś na odcisk, że tak walą na oślep. cóż prawda boli - w
                    odróżnieniu od myślenia... trudno się z tym pogodzi, jak ma się aspiracje do
                    bycia "elytą", a tu rozumek nietęgi i kwalifikacje mizerne. stąd typowo
                    belferska postawa w stylu: "zamknij sie, zapominasz z kim rozmawiasz, wyjdż za
                    drzwi" i wszechobecny paragraf 22. nerwosolek się skończł? weź sobie urlop na
                    podratowanie zdrowia
                    • althamer Re: Ciemno wszędzie, głucho wszędzie... 21.05.05, 21:32
                      Nie trafiłeś. Nie chciałem tego mówić wcześniej, żeby nie wyszło nieskromnie.
                      Studiuję na jednym z bardziej popularnych kierunków na najlepszym uniwersytecie
                      w kraju (a przynajmniej tak wynika z rankingów, które, jako
                      przedstawiciel "elyty", pewnie traktujesz jak wyrocznie). Mój kierunek na tym
                      uniwerku ma międzynardową renomę, a absolwenci pracują poźniej w USA gdzie
                      zarabiają niemałe pieniądze. Żaden inny kierunek żadnej innej polskiej uczelni
                      nie jest tak "rozpoznawany" na świecie. Ale staję po drugiej stronie i piszę to
                      dlatego, żeby Ci uświadomić, że kiedyś, w wieku 18-19 lat byłem tak głupi jak
                      Ty. Kierowałem się dokładnie tym, czym Ty teraz. Popularnością i renomą. Jest
                      to typowe dla maluczkich marzenie, żeby świat był zgodny z ich wyobrażeniami i
                      poglądami. Z Twojej wypowiedzi wynika, że jeżeli ktoś nie studiuje na
                      popularnym kierunku, to na pewno nie jest inteligentą osobą. Swojego
                      twierdzenia nigdy nie udowodnisz ze względu na brak danych.

                      Żeby było jasne: ja nie twierdzę, że wiekszość osób renomą się nie kieruje. Ale
                      atakując wyżej nauczycielkę, której nie znasz i która oceniasz, wmawiając tutaj
                      wszystkim, że brak jej intelektu do ambitniejszych zadań społecznych,
                      nieświadomie formułujesz twierdzenie, że tak robi każdy, a to nieprawda. Jako,
                      że twierdzenie musi być spełnione dla KAŻDEGO przypadku (żeby w ogóle było
                      twierdzeniem), wystarczy podać jeden dowód przeciwny, żeby je obalić. Co ja
                      podałem wyżej (studentka chemii).

                      I błagam, napisz może jeden własny wniosek i nie wal więcej pustymi ogólnikami
                      typu "prawda boli" po których dosłownie rżałem do monitora :)))))))

                      Czekam na ambitną ripostę. Niestety, słowa "ambitne" i "humanista" często nie
                      mają punktów wspólnych i obawiam się, że tak jest i w tym przypadku.

                      • a.m.p Re: Ciemno wszędzie, głucho wszędzie... 21.05.05, 23:25
                        miałem to napisa w poprzednim poście, że mam wrażenie, iż projektujesz na mnie
                        swoje własne kompleksy - teraz jestem tego pewien. to co pisze, to moje poglądy
                        oparte o moje doświadczenia i autopsję i - w przeciwieństwie do ciebie - nie
                        wydaje mi się, że formułuję "twierdzenia" ogólne, bądź prawdy objawione. nie
                        iwem czy zauważyłeś, ale - również w przciwieństwie do ciebie - nie stosuję
                        ataków ad personam i nie wypowiadam się na temat twojekg poziomu
                        intelektualnego (o twoim poziomie kultury osobistej nie wypowiadam się, bo nie
                        ma o czym). życzę ci po ukończeniu twojego super renomowanego kierunku na hiper
                        renomowanej uczelni wyjazdu do upragnionego extra kraju i pisania stamtąd
                        postów w stylu "u nas w usa"
              • misieniek Re: Ciemno wszędzie, głucho wszędzie... 21.05.05, 19:31
                Wiele razy juz na ten temat mówiono. No to ja powiem, jak to taka fajna praca w
                tym zawodzie nauczyciela to powinno WIELU mężczyzn iść tam do pracy, a po tych
                18 godzinach można jeszcze dorobić. Gdzie są tam (w szkołach) te chłopy?
                Kiedyś też zazdroszczono górnikom ich zarobków za ich pracę
                • a.m.p Re: Ciemno wszędzie, głucho wszędzie... 21.05.05, 23:56
                  misieniek napisała:

                  > Wiele razy juz na ten temat mówiono. No to ja powiem, jak to taka fajna praca
                  w
                  >
                  > tym zawodzie nauczyciela to powinno WIELU mężczyzn iść tam do pracy, a po
                  tych
                  > 18 godzinach można jeszcze dorobić. Gdzie są tam (w szkołach) te chłopy?

                  nie ma, bo to taki niemęski zawód...

                  > Kiedyś też zazdroszczono górnikom ich zarobków za ich pracę
          • qweta0 bez przesady 21.05.05, 08:22
            prosze, tylko nie mieszajmy w to nauczycieli, bo oni to akurat nie powinni sie
            na nic skarzyc, nie dosc, ze maja de facto urlopy zawsze wtedy kiedy sa wakacje
            dla uczniow (a pensje dostaja), a do szkoly wtedy przychodzą tylko po to zeby
            wypic kawe i pogadac z kolegami, a nawet kiedy pracuja z uczniami to 'przerwa
            jest dla nauczyciela' (np w szwecji wtedy jest czas na rozmowy z uczniami w
            cztery oczy)
            • tm bredzisz 21.05.05, 11:11
              • qweta0 Re: bredzisz 21.05.05, 19:08
                teraz to mnie zagiąłeś, przyznaje...
                • a.m.p Re: bredzisz 21.05.05, 19:16
                  pójdziesz za to do kąta klęczec na grochu. ja ci dam brzydko mówic o dzielnych
                  nauczycielach. ręka ci uschnie!
                  • higgs Ufff... 21.05.05, 22:50
                    No proszę, wystarczyło bąknąć o braku wynagrodzeń dla nauczycieli za ich pracę,
                    i odezwały się nożyce. Stara bajka, jak zwykle... Nauczyciele nic nie robią,
                    zarabiają kokosy, i jeszcze forsy za pracę im się zachciewa... Nie mówię, są i
                    tacy, co uczą, bo nie znaleźli innej roboty. Są i tacy, którzy szukają,
                    śmiesznymi metodami, prestiżu w oczach uczniów, skoro gdzie indziej trudno im o
                    uznanie. Ale wypraszam sobie generalizowanie. Ja akurat uczę, bo mam takiego
                    świra. Większość znanych mi belfrów takoż. I nawet wyspać się nie mam kiedy.
                    Wszelkie argumenty (zarzuty zawsze te same, odpowiedzi zawsze podobne, bo i
                    jakież?) zostały już wymienione. Dziwi tylko intensywność napaści na ogół
                    belferstwa. Cóż, kiedy polityka oświatowa jest prowadzona w taki sposób, by
                    nawet jakość egzaminów była podporządkowana krótkowzrocznej oszczędności.
                    Zewnętrzność egzaminu maturalnego (zwłaszcza matur ustnych) jest właściwie
                    fikcją. W komisjach egzaminów ustnych biorą udział nauczyciele z macierzystej
                    szkoły ucznia, uczestniczy w niej tylko jeden obserwator z innej szkoły, który z
                    oczywistych względów (szkoły wymieniają się parami między sobą) stara się nie
                    ingerować w ocenianie. Co więcej, spotkałam się z praktyką, że tym, kto pyta
                    ucznia, jest nauczyciel, który prowadził z tym uczniem lekcje. Nie wiem, na ile
                    ta praktyka jest powszechna. Tak, że właściwie "wraca nowe". Egzaminy pisemne z
                    kolei, sprawdzane (z musu, bo za grosze) przez nauczycieli z innych województw,
                    w gruncie rzeczy dążą do bardzo mało ambitnego standardu. Te z przedmiotów
                    ścisłych mają jeszcze szansę być uznane za sensowne (tyle, że na kierunki ścisłe
                    nigdy nie było problemu z dostaniem się na nawet najlepsze (czy cieszące się
                    taką opinią - vide miejsce naszych uniwerków w rankingach światowych, z
                    pewnością bardziej zasłużone, niżby chcieli nasi wielcy "dydaktycy"
                    uniwersyteccy) uczelnie, ale np. egzamin z j. polskiego jest słusznie
                    krytykowany za podporządkowanie ściśle, a głupio, ustalonym regułom. W sumie
                    więc oszczędność na egzaminach obniża na samym starcie ich rangę. W ich
                    zaplanowaniu i przeprowadzaniu powinni uczestniczyć przedstawiciele uczelni, nie
                    traktując tego jako zła koniecznego. W składzie komisji powinni prócz
                    nauczycieli szkolnych znaleźć się znający tematykę obiektywni uczestnicy.
                    Zwalenie całej roboty na nauczycieli liceów: 1) jest krótkowzroczne, i, prócz
                    oszczędności, spowodowane typowym dla naszej narodowości niechlujstwem,
                    przejawiającym się rzucaniem haseł (np. "reforma"), które potem mają zadziałać
                    same z siebie, bo nikomu więcej, oprócz rzucenia hasła i szermowania świętym
                    oburzeniam na krytykujących, nie przychodzi do głowy planowanie i przewidywanie
                    skutków własnego działania. 2) pogłębia złą sytuację oświaty jako całości - nie
                    dość, że niedoinwestowanej, to jeszcze nie dbającej o własny prestiż; i utrwala
                    obraz szkoły jako jakiegoś zła, które trzeba ścierpieć, żądając tylko, by zajęła
                    się dzieciątkami (z uwzględnieniem wszelkich postulatów szanownych rodziców,
                    którzy dla potomstwa nie mają czasu, mają je odebrać ze szkoły jako dobrze
                    zapakowany i zadowolony produkt) i produkowała pracowników na rynek pracy, bo
                    tego uniknąć się nie da. Skutkiem tego będzie dalsza negatywna selekcja ludzi
                    decydujących się na zawód nauczyciela, w którym i tak już trudno wytrzymać
                    osobom, które rzeczywiście chcą coś pożytecznego robić. Skutkiem będzie też, a
                    właściwie przede wszystkim, niewłaściwe ukierunkowanie działań szkoły (celowo
                    nie nazywam tego kształceniem) zaniedbujące rozwój samodzielnego myślenia i
                    rozwój osobowościowy młodych ludzi. Jest to właściwie złe rozumienie roli
                    kształcenia. A przepaść pomiędzy kształceniem uniwersyteckim (jakie by ono nie
                    było) a szkoła będzie się dalej pogłębiała.
                    • a.m.p Re: Ufff... 21.05.05, 23:46
                      higgs napisała:

                      > No proszę, wystarczyło bąknąć o braku wynagrodzeń dla nauczycieli za ich
                      pracę,
                      > i odezwały się nożyce. Stara bajka, jak zwykle... Nauczyciele nic nie robią,
                      > zarabiają kokosy, i jeszcze forsy za pracę im się zachciewa...

                      nigdy nie mówiłem, że zarabiacie za dużo - zarabiacie porównywalne kwoty z
                      innymi profesjami "budżetówki" i okolic (służba zdrowia, pomoc społeczna), ale
                      przywileje macie- nie zprzeczysz

                      > Nie mówię, są i tacy, co uczą, bo nie znaleźli innej roboty. Są i tacy,
                      którzy szukają,
                      > śmiesznymi metodami, prestiżu w oczach uczniów, skoro gdzie indziej trudno im
                      o
                      > uznanie. Ale wypraszam sobie generalizowanie. Ja akurat uczę, bo mam takiego
                      > świra. Większość znanych mi belfrów takoż. I nawet wyspać się nie mam kiedy.

                      wiesz z tym generalizowaniem już tak jest - zawsze ocenia się wg własnego
                      doświadczenia, a mnie niestety tak wychodzi jako byłemu uczniowi, obecnemu
                      rodzicowi i byłemu pracownikowi. na kilkuset spotkanych nauczycieli znalazło by
                      się mniej jak dziesięciu, o których mógłbym powiedzie pare cieplejszych słów...
                      wida miałem pecha do belfrów, albo oni do mnie... jeden z ministrów
                      (Samsonowicz) przyznał, że 1/3 nauczycieli nie nadaje się - ja się pytam, gdzie
                      są te 2/3?

                      > Wszelkie argumenty (zarzuty zawsze te same, odpowiedzi zawsze podobne, bo i
                      > jakież?) zostały już wymienione. Dziwi tylko intensywność napaści na ogół
                      > belferstwa.

                      nie dziwi jeśli wziąc pod uwagę konsekwencje braku kompetencji i kwalifikacji
                      moralnych większości (znowu generalizacjia, ale jak mam to qrna ując?)
                      nauczycieli

                      > Cóż, kiedy polityka oświatowa jest prowadzona w taki sposób, by
                      > nawet jakość egzaminów była podporządkowana krótkowzrocznej oszczędności.

                      zgadzam się, ale mnie raczej martwią konsekwencje ponoszone przez dzieciaki -
                      dla nauczycieli to jest praca, którą - jeśli im nie odpowiada - mogą sobie
                      zmienic

                      > Zewnętrzność egzaminu maturalnego (zwłaszcza matur ustnych) jest właściwie
                      > fikcją. W komisjach egzaminów ustnych biorą udział nauczyciele z macierzystej
                      > szkoły ucznia, uczestniczy w niej tylko jeden obserwator z innej szkoły,
                      który
                      > z
                      > oczywistych względów (szkoły wymieniają się parami między sobą) stara się nie
                      > ingerować w ocenianie. Co więcej, spotkałam się z praktyką, że tym, kto pyta
                      > ucznia, jest nauczyciel, który prowadził z tym uczniem lekcje. Nie wiem, na
                      ile
                      > ta praktyka jest powszechna. Tak, że właściwie "wraca nowe". Egzaminy pisemne
                      z
                      > kolei, sprawdzane (z musu, bo za grosze) przez nauczycieli z innych
                      województw,
                      > w gruncie rzeczy dążą do bardzo mało ambitnego standardu. Te z przedmiotów
                      > ścisłych mają jeszcze szansę być uznane za sensowne (tyle, że na kierunki
                      ścisł
                      > e
                      > nigdy nie było problemu z dostaniem się na nawet najlepsze (czy cieszące się
                      > taką opinią - vide miejsce naszych uniwerków w rankingach światowych, z
                      > pewnością bardziej zasłużone, niżby chcieli nasi wielcy "dydaktycy"
                      > uniwersyteccy) uczelnie, ale np. egzamin z j. polskiego jest słusznie
                      > krytykowany za podporządkowanie ściśle, a głupio, ustalonym regułom. W sumie
                      > więc oszczędność na egzaminach obniża na samym starcie ich rangę. W ich
                      > zaplanowaniu i przeprowadzaniu powinni uczestniczyć przedstawiciele uczelni,
                      ni
                      > e
                      > traktując tego jako zła koniecznego. W składzie komisji powinni prócz
                      > nauczycieli szkolnych znaleźć się znający tematykę obiektywni uczestnicy.
                      > Zwalenie całej roboty na nauczycieli liceów: 1) jest krótkowzroczne, i, prócz
                      > oszczędności, spowodowane typowym dla naszej narodowości niechlujstwem,
                      > przejawiającym się rzucaniem haseł (np. "reforma"), które potem mają zadziałać
                      > same z siebie, bo nikomu więcej, oprócz rzucenia hasła i szermowania świętym
                      > oburzeniam na krytykujących, nie przychodzi do głowy planowanie i
                      przewidywanie
                      > skutków własnego działania. 2) pogłębia złą sytuację oświaty jako całości -
                      nie
                      > dość, że niedoinwestowanej, to jeszcze nie dbającej o własny prestiż; i
                      utrwala
                      > obraz szkoły jako jakiegoś zła, które trzeba ścierpieć, żądając tylko, by
                      zajęł
                      > a
                      > się dzieciątkami (z uwzględnieniem wszelkich postulatów szanownych rodziców,
                      > którzy dla potomstwa nie mają czasu, mają je odebrać ze szkoły jako dobrze
                      > zapakowany i zadowolony produkt) i produkowała pracowników na rynek pracy, bo
                      > tego uniknąć się nie da. Skutkiem tego będzie dalsza negatywna selekcja ludzi
                      > decydujących się na zawód nauczyciela, w którym i tak już trudno wytrzymać
                      > osobom, które rzeczywiście chcą coś pożytecznego robić. Skutkiem będzie też, a
                      > właściwie przede wszystkim, niewłaściwe ukierunkowanie działań szkoły (celowo
                      > nie nazywam tego kształceniem) zaniedbujące rozwój samodzielnego myślenia i
                      > rozwój osobowościowy młodych ludzi. Jest to właściwie złe rozumienie roli
                      > kształcenia. A przepaść pomiędzy kształceniem uniwersyteckim (jakie by ono nie
                      > było) a szkoła będzie się dalej pogłębiała.

                      owa selekcja negatywna funkcjonuje od dawna, a jej skutki widoczne są na każdym
                      kroku. podziwiam tych nielicznych, którzy decydują się na ten zawód świadomie i
                      z przekonaniem, i któym ciągle jeszcze się chce. mam nadzieję, że do nich się
                      zaliczasz - życzę powodzenia
                      • higgs Re: Ufff... 22.05.05, 00:26
                        Zgadzam się, że doświadczenia większości uczniów ze szkołą nie świadczą o niej
                        dobrze, i zupełnie źle o wielu nauczycielach. Sama pamiętam moje lata
                        uczniowskie, i mam wiele "antyprzykładów" - nauczycieli cenionych przez
                        dyrekcje, a na ogół też i podziwianych przez uczniów, za "legendę", głównie
                        (czasami niestety wyłącznie) związaną z surowością. Cieszę się jednak, że byli i
                        inni. Teraz, pracując w niezłym liceum, spotkałam wielu kolegów, którzy starają
                        się tworzyć dobrą szkołę. Przedtem parę razy próbowałam różnych szkół, i mogę
                        tyle powiedzieć, że wszędzie byli, między innymi, dobrzy nauczyciele, natomiast
                        wszędzie, i tu sama pokuszę się o generalizację, rządzą układy personalne, a
                        ocena pracy jest przez nie inspirowana, i na pewno jest to jeden z czynników
                        negatywnej selekcji. Tak jednak będzie tak długo, dopóki nie dojdzie do
                        wprowadzenia rzeczywiście obiektywnych, zewnętrznych, i w dodatku wartościowych
                        merytorycznie egzaminów weryfikujących prawdziwe wyniki nauczania, i mechanizmów
                        sprawdzających skuteczność pracy nauczycieli według zewnętrznych kryteriów. To
                        wymagałoby jednak rzeczywistej, a nie pro forma, reformy szkolnictwa. Takiej,
                        która w dodatku, zamiast "zamiatać" nauczycielem, podniosłaby prestiż jego
                        zawodu. Obecna reforma, nie dość, że idzie w kierunku taśmowego przygotowywania
                        do kolejnych egzaminów, to jeszcze redukuje do minimum wychowawczą rolę szkoły.
                        Mnie najbardziej żal dorastających młodych ludzi, którzy nie mogą oczekiwać od
                        szkoły inspiracji, czy to intelektualnej (dawne liceum może było trochę
                        anachroniczne, ale dawało do myślenia, teraz nie ma na to czasu - 2-2,5 roku na
                        przygotowanie ucznia do matury - i z tym trudno zdążyć), czy życiowej. Dzieciaki
                        nigdy mnie nie pociągały (w żadnym sensie), i może dlatego trudno mi im
                        współczuć - z tego, co wiem, to właściwie robią co chcą, lepiej im nie wchodzić
                        w drogę, bo oberwie się albo od nich, albo od rodziców, albo od dyrektora
                        ceniącego sobie wkład majętnych państwa w prace Rady Rodziców - spotkałam się z
                        tym, a jakże, zacytuję jednego z tych panów: "mam nadzieję, że nie będziesz
                        wyciągała z tego konsekwencji" (po skandalicznym wybryku uczennicy), wygłoszone
                        zestrachanym tonem (gimnazjum, w którym stałym punktem obrad Rady Pedagogicznej
                        było zapewnienie bezpieczeństwa nauczycielom na przerwie, a środkiem
                        wychowawczym - założenie kamer w kiblach). Chyba jednak jest i czego współczuć -
                        rolę społeczną, razem z wychowaniem, dziedziczy się po rodzicach, i nie ma
                        raczej szansy, by szkoła tu coś zmieniła. Ogólnie rzecz biorąc, jestem
                        pesymistką co do dalszego rozwoju sytuacji, i moim zdaniem właściwie żadne
                        życzenia powodzenia dla kogokolwiek z nauczycieli z powołania niczego nie
                        zmienią. Potrzebna byłaby prawdziwa reforma systemowa.
    • kropekuk I KOMU jeszcze sie w Polsce bedzie oplacalo 21.05.05, 01:13
      studiowac???
    • qweta0 Re: Maturzyści składają papiery w ciemno 21.05.05, 07:42
      ja juz musialem wybulic 85 zl za rekrutacje na am poznan, tylko ciekawe na co
      te pieniadze idą, rozumiem jak kiedys am robily wlasne testy, to i wiazaly sie
      z tym jakies wydatki, ale teraz?
      • tm Idą na przeprowadzenie procesu rekrutacji. Happy? 21.05.05, 11:12
        • qweta0 Re: Idą na przeprowadzenie procesu rekrutacji. Ha 21.05.05, 19:13
          jak proces rekrutacji + przeprowadzenie 3 'specjalistycznych' egzaminów (i ich
          ocena) kosztowalo 85 zl, to rekrutacja + I ogolny i krotki egzamin ze zdolnosci
          do studiowania nie powinny tyle samo kosztowac
    • moa7 Re: Maturzyści składają papiery w ciemno 21.05.05, 08:33
      Hmmm, czegoś tu nie rozumiem... Przecież nikt przed rejestracją na studia nie
      wiedział jaki będzie miał wynik! Nie można się było nawet oszacować sobie liczby
      punktów. Wy- nowi maturzyści-jesteście, według mnie, w o tyle dobrej sytuacji,
      że wiecie przynajmniej na ile punków mniej więcej możecie liczyć (chyba każdy
      wie jak mu poszło?).
      Poza tym opłaty rekrutacyjne nigdy nie były zwracane w przypadku rezygnacji. Na
      UW za jeden egzamin, jeśli miał być on przepustką na powiedzmy dwa kierunki
      (odbywał się tylko raz, na jednym arkuszu itp.) zawsze trzeba było płacić jak za
      dwa.
      Skoro termin zakończenia rekrutacji dla nowych maturzystów miałby zostać
      przesunięty to wtedy osoby zdające egzaminy wstępne zostaną potraktowane trochę
      niesprawiedliwie. Może niech uczelnie od razu opublikują limity punktów od
      których bedą przyjmować w poczet swoich studentów nowych maturzystów?
    • bestia81 mozna starac sie o przyjecie na studia bez matury? 21.05.05, 10:09
      ja to tak rozumiem...
    • tm A co to uczelnie obchodzi :) Oni mają swoje reguły 21.05.05, 11:06
      I uważam to za całkowicie prawidłowe. Oni już dosyć mają "mącenia" przez
      kolejnych ministrów, zmian w maturze, wymuszania zmian w rekrutacji.

      Teraz muszą zająć się rekrutacją osób ze starą maturą, z nową maturą oraz ze
      staro-nową maturą, którą mogli pisać uczniowie 3 lata temu. Na ich miejscu w
      ogóle bym tej nowej matury nie honorował, tylko zrobił swoje egzaminy i tyle.
      Część z uczelni tak właściwie robi i wcale im się nie dziwię.

      Poza tym - co teraz ci maturzyści mają przez cały czerwiec robić? :) Dostali
      dodatkowy miesiąc wakacji i tyle :) W starym systemie ten czas był przeznaczony
      na naukę do egzaminu na studia, a teraz?:)
    • jerzywal Jak okradać w sposób jawny 22.05.05, 11:10
      Uczelnie znalazły sposób na okradanie przyszłych studentów. Co chwilę ktoś nas
      próbuje okradać szukając dających sie nagiąć przepisów lub sam je tworzy
      poszukując jakiegoś bzdurnego tłumaczenia. Jeśli tylko ktoś zorientuje się, że
      jest się w potrzebie natychmiast cena wzrasta, bo wiadomo że potrzebujący
      zapłaci. Jeśli tylko można to natychmiast wyciąga się od spoleczeństwa
      pieniądze. Ostatnio na film polski. Czy my mało płacimy. Miliony złotych idą na
      wzbogacenie się ludzi ktorzy mogą pieniądze wyciągać z powodu swoich układów.
      Można wyliczyć sporą grupę znanych osób biorących duże pieniądze za nic choć
      twierdzą że coś tworzą.
      Czy kiedyś się skończą takie złodziejkie układy ?
      Myślę, że nigdy. Nie ma uczciwości na górze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka