gargamel.z.rm
14.07.05, 10:56
Łukasz Jaworski (17 l.) do warszawskiego Instytutu Matki i Dziecka trafił
zdrowy. Miał przejść prosty zabieg szczęki. Po operacji jest rośliną. Nie ma
dużych szans na przeżycie. Jego mózg już nie pracuje.
- Lekarze zabili mi syna! - zalewa się łzami Małgorzata Jaworska z Radomia.
Matka chłopaka wciąż nie może dojść do siebie. - Przyszliśmy przecież na
łatwy zabieg!
Łukasz miał przejść nieskomplikowany zabieg korekcji szczęki. Lekarze
przekładali zabieg trzy dni. W końcu prof. Zofia Dudkiewicz wyznaczyła termin
na poniedziałek, 11 lipca.O godz. 8 chłopak pojechał na salę operacyjną.
Poddano go narkozie, z której się już nie wybudził.
www.se.com.pl/se/index.jsp?place=mainLead&news_cat_id=40&news_id=64409&scroll_article_id=64409&layout=1&p
age=text&list_position=1
Dopiero o godz. 18 zdecydowano się przewieźć chłopca na intensywną terapię do
Szpitala Wolskiego, choć OIOM jest oddalony o 500 m. Wezwano karetkę. - Z tym
też były problemy. Kierowca nie chciał przewieźć Łukasza, dopóki nie dostanie
od instytutu 250 zł za usługę - oburza się matka. - Kiedy już znalazły się
pieniądze, zaczął biegać, próbując rozmienić pieniądze. To znowu kosztowało
kolejne minuty. Być może na wagę życia Łukasza... - kończy łkając ojczym.
Lekarz Szpitala Wolskiego po pierwszych oględzinach nie miał wątpliwości. -
Przyznał, że Łukasz najprawdopodobniej nigdy już się nie obudzi - płacze
zrozpaczona matka.O przebiegu operacji rodzice dowiedzieli się z karty
szpitalnej wypisanej przez przeprowadzającą operację. Wynika z niej, że
podczas zabiegu przecięto rurkę intubacyjną oraz naczynia krwionośne w gardle
Łukasza. Chłopiec stracił 1,5 litra krwi, część przedostała się do płuc.