szpikulec1
27.10.05, 22:15
Reduta Lepera
Nam czekac nie kazano. - Wstąpiłem na taczke
I spójrzałem na pole; grono SLDowcow grzmiało.
Czerwone ciągną się szeregi,
Prosto, długo, po samej Ordynackiej brzegi;
I widziałem ich wodza: to prezio przybiegł
I jak na czerwonego wodza przystalo,
jedno skrzydło SLD swego zwinął;
Wylewa się spod Palacu ściśniona piechota
Długą czerwona kolumną, na ich gebach prostota,
Wspomagani POwcami. Jak sępy
Czerwone chorągwie na zaglade prowadzą zastępy.
Przeciw nim sterczy biała, wąska, zaostrzona,
Jak głaz bodzący morze, reduta Lepera – to ona.
Sześć ma tylko miotel; a dech i tak zapiera;
Jak w fale bryła lawy, uderzyl w czerwonego Leper brawy
Pęka kij miotly, szyk pod niebo leci
I ogromna łysina Oleksego śród kolumny świeci.
Tam taczka, jadąc, z dala grozi, szumi, wyje.
Ryczy jak byk przed bitwą, miota się, grunt ryje; -
Już dopadła; jak boa śród kolumn się zwija,
Pali piersią, rwie zębem, oddechem zabija.
Najstraszniejszej nie widać, lecz słychać po dźwięku,
Po ucieczce czerwonego, po panicznym jęku:
Gdy kolumnę od końca do końca przewierci,
Jak gdyby środkiem wojska przeszedł anioł śmierci.
Gdzież jest prezio, co na rzezie tłumy te wyprawia?
Czy dzieli ich odwagę, czy pierś sam nadstawia?
Nie, on juz siedzi o pięćset mil na swej stolicy,
Prezio, magister wielki, samowładnik polskiej lewicy;
Zmarszczył brwi, - bo te kilka taczek wnet na niego poleci;
Przegrał, - tysiąc POwcow opłakuje historii smieci.