przedwojenny
13.12.05, 21:47
Największym błędem Lwa Rywina, było wybranie tych, a nie innych obrońców.
Wybór dwóch , młodych, ledwie po 30tce, rzekomo dobrych adwokatów-okazał się
być najgorszym wyborem w jego życiu.
Zapewne gdyby zdecydował się na jakiegoś doświadczonego mecenasa, znającego
się na rzeczy i zaprawionego w sądowych bojach, w najgorszym razie dostałby
zawiasy i nigdy nie poszedłby siedzięc, a w najlepszym razie, zostałby
uniewinniony.
Trudno tu opisywac pasmo kompromitujących zachować adwokatów Rywina, które
całkowicie pogrązyło ich klienta.
Po krótce możnaby rzecz, że każdy ich koeljny krok, zamiast przyczyniać się
do uniewinnienia Rywina, szedł w dokładnie odwrotnym kierunku.
Olanie komisji śledczej-całkowite jej zlekceważenie, to pierwszy samobójczy
krok rywinowych prawników.
Każdy normalny człowiek wie, że gdyby Rywin zaczął wtedy sypać, zeznawać,
wpłynęłoby to złagodzenie wyroku.
Tymczasem Rywin tak zaufał swoim obrońcom, że tańczył tak jak mu zagrają.
Potem te kpiny ze zwolnieniami lekarskimi, badaniami-to też miało wpływ na
patrzenie niechętnym okiem , na Rywina, przez sąd.
I teraz nagle panowie mecanasi, wyskakują jak filip z konopii z wnoskiem o
ułaskawienie Rywina, argumentując go w sposób najgorszy jak tylko można.
Trzy argumenty- Rywin to mecenas kultury- przyczynił się do powstania wielu
filmów, opartych na klasyce literatury.
To zacny mecenas i człowiek rozkochany w kulturze-tylko żaba łyknie coś
takiego.
Każdy wie, ze robił to tylko dla pieniędzy , tylko dla swojego zysku-bo w
Polsce bardziej opłaca się wyprodukować film oparty na lekturze szkolnej,
typu Pan Tadeusz, na który milionu uczniów pójdą do kin, z o obowiązku, niż
jakikolwiek inny obraz .
Drugi ich argument-również kompromitujący ich samych-zdrowie.
Oczywistym jest, że żadna choroba , nie może być przyczyną zaniechania
wykonania kary.
Są więznienia ze szpitalami-jedyne co może dać ten argument, to przeniesienie
Rywina, to Zakładu karnego, ze szpitalem.
Argument trzeci-najbardziej absurdalny-Rywin zachowywał się wzorowo podczas
procesu, współpracował z sądem.
Toż to kpina w żywe oczy?
Najpierw mu kazali klepać jak zaklęcie,,Odmawiam udzielenie odpowiedzi"-a
teraz kompromitują się, twierdząc, że Rywin współpracował z sądem i
przyczynił się do wyjaśnienia całej sprawy.
Reasumując-trudno sobie wyobrazić, by Rywin miał wiekszego pecha przy doborze
adwokatów.
Gorzej wybrać nie mógł i chyba głównie dzięki ich nieudolności , siedzi w
więzieniu, podczas gdy w wielu podobncyh sprawach, przy mądrych adwokatach,
dałoby się , jeżeli nie uniewinnić, to przynajmniej wywalczyć wyrok w
zawieszeniu.