Gość: Kraken
IP: *.ipt.aol.com
20.11.02, 17:31
No i nie mowilem,ze ciemnogrod wepchnie Polske na powrot do sredniowiecza???
Chcieliscie-TERAZ MACIE:
W poniedziałkowej "Gazecie Wyborczej" ukazał się wywiad z kandydującym wtedy
na wiceprezydenta Warszawy Andrzejem Urbańskim, który w ekipie Lecha
Kaczyńskiego ma odpowiadać za sprawy kultury.
W rozmowie pod znamiennym tytułem "Byleby Matki Boskiej nie obrażać" Urbański
ujawnia pomysły nowych władz stolicy na funkcjonowanie podległych im
instytucji kulturalnych, w szczególności teatrów. Powiało grozą. Prawicowy
wiceprezydent Warszawy otwarcie zapowiada cenzurę obyczajową warszawskich
scen.
"Miasto nie będzie płaciło za eksperymenty, które konstytucja określa jako
występki karalne. Co się stanie, jeśli ktoś wystawi sztukę, która będzie
obrażała Matkę Boską czy Ojca Świętego?" - pyta dramatycznie Urbański.
O tym, co się dzieje, gdy jakieś przedstawienie, dzieło sztuki czy reklama
wzbudzą niezdrowe emocje prawicowych oszołomów, mogliśmy się już
niejednokrotnie przekonać. Pamiętamy występy prawicowych posłów w galerii
Zachęta (zniszczenie instalacji, której częścią była postać papieża),
protesty przeciw najrozmaitszym reklamowym billboardom, pikiety przed kinami
wyświetlającymi irlandzki film "Ksiądz" czy amerykańskiego "Skandalistę
Larry'ego Flynta" (sprawa trafiła nawet do Sądu Najwyższego).
Miały też już w Polsce miejsce naciski na twórców teatralnych. W Warszawie
(protesty przeciw "kontrowersyjnym" przedstawieniom Grzegorza Jarzyny w
Rozmaitościach), ale także np. w Białymstoku, gdzie w wystawionej w
tamtejszym Teatrze Dramatycznym "Konopielce" w ostatniej scenie bohater
ucinał kosą głowę figurki Chrystusa. Wzbudziło to furię byłego senatora i
byłego przewodniczącego KRRiTV Jana Szafrańca, który doprowadził do tego, że
o losach spektaklu decydować musiał podlaski Urząd Marszałkowski.
W tym kontekście warto przypomnieć też sprawę okładki tygodnika "Wprost"
przedstawiającej Matkę Boską w masce gazowej. Pięć lat temu trafiła ona do
Europejskiej Komisji Praw Człowieka, która oddaliła skargę
stwierdzając: "Członkowie wspólnoty religijnej muszą tolerować i akceptować
negowanie ich przekonań religijnych, a nawet propagowanie zasad wrogich ich
wierze". Dewotów to jednak nie zraża.
Teraz oprócz pikiet, niszczenia eksponatów w galeriach i donosów do
prokuratury prawica może mieć w ręku - jeśli słowa Urbańskiego traktować
poważnie - także administracyjne i ekonomiczne środki nacisku. "To, co będzie
wystawiane, zależeć powinno nie od urzędników, ale od ludzi kultury" - mówi
co prawda Urbański. Nie jest chyba jednak do końca przekonany, bo zaraz
dodaje: "Będzie kontrola finansowa. (...) Porozmawiamy z zespołem, czy chcą
to robić dalej. Bo na pewno nie za pieniądze warszawiaków". "Czyli jednak
cenzura?" - pyta Urbańskiego "GW". "Nieprewencyjna. Kto zaryzykuje, poniesie
konsekwencje finansowe" - odpowiada wiceprezydent