elfhelm
18.02.06, 20:23
Moim zdaniem na ZAPOWIEDZIACH walki z układem. Ale tylko na zapowiedziach.
Kiedyś układem byli postkomuniści. SLD dokonało jednak w zeszłej kadencji
skutecznej autodestrukcji, co skutkowało najmniejszą liczbą posłów w historii
Sejmów III RP. PiS czy też raczej bracia Kaczyńscy (zwłaszcza Jarosław) nie
może jednak istnieć bez wrogów. Wrogiem w walce o zbliżony elektorat zostały
początkowo Samoobrona (eseldowska wycieraczka założona przez służby specjalne)
i LPR.
Przed wyborami zapowiedziano kolejny raz walkę z "układem" w formie czworokąta
czy innej figury geometrycznej - biznes, służby, polityka i coś tam jeszcze.
Do tego piękne hasła odnowy moralnej, jawności, przejrzystości, odejścia od
zasady TKM, nowej jakości np. w stanowieniu prawa. PiS miał kilkanaście
miesięcy przygotowywania się do rządzenia (zwłaszcza w zakresie resortu
sprawiedliwości i służbach), nadto minęły 4 miesiące Sejmu, 3 i pół miesiąca
rządu.
I jakie efekty? Słyszymy dalej potok beznamiętnych gorących słów o walce z
układem. Pięknie, może i słusznie, bo odkrywania tego układu nie widać.
Są różne przypadki afer korupcyjnych wśród urzędników, są czasem dziwne
decyzje, są i przestępstwa u góry, nepotyzm, wątpliwe decyzje sądów, etc. Coś
oczywistego, nienegowanego, co należy niewątpliwie w możliwie największym
stopniu skutecznie ograniczyć. Czy jednak jest to jakiś zorganizowany układ,
najlepiej jeszcze kierowany przez zorganizowany ukryty ośrodek (najlepiej z
masonami i innymi) mam pewne wątpliwości.
Ale wracając do walki z układem. Okazuje się, że przygotowanie do władzy było
kompletną fikcją. Ot choćby minister sprawiedliwości, prawnik po studiach, bez
doświadczenia zawodowego. Zaczął od dobrania sobie super współpracowników m.
in. skazującego działaczy opozycji w stanie wojennym sędziego Kryże, który
ostatnio pewnie polecił panią prokurator Bartnik.
Styl wspaniały, zapowiedzi walki, dbałości o ofiary, przyspieszenia, etc.
Dziesiątki konferencji w stylu kołodkowsko-kaczyńskim.
Projekt ustawy jest jeden, o sądach 24h. I to nie w sejmie a w uzgodnieniach
międzyresortowych. Z kłamliwym uzasadnieniem, w którym wskazano, że nie będzie
większych kosztów (np. obrony). I z kilkoma dość wątpliwymi zapisami - w tym
odwołaniami do definicji chuligańskich ze starych szczęśliwie minionych czasów
lat 80-tych.
Przyznam się natomiast, że z życzliwością patrzyłem na zapowiedzi np.
przyspieszenia egzekucji, więzień weekendowych (pomysł zapożyczony od prof.
Filara), obrączkowania. Uzyskać informacji o głównych założeniach, nie mówiąc
już o projektach ustaw nie sposób. Prawdopodobnie ich nie ma.
Jednakże obiecano po prostu wszystko, nie mając szczegółowych pomysłów. Tyle
to potrafiłby student studiów zaocznych na pierwszym roku prawa.
Porażką jest doi tego z góry odrzucenie projektu oddzielenia Prok. Generalnego
od Ministra Sprawiedliwości. Zaprzepaszcza się szansę na powołanie niezależnej
i sprawniej działającej prokuratury bez ręcznego sterowania i chorych nacisków
pod publiczkę.
Do tego dochodzi wielkie przewrażliwienie Ziobra i jego obrońcy Jarosława.
Okazuje się, że każda krytyka Ziobry - w tym i jego insynuacji o Ćwiąkalskim
czy chamstwa w stosunku do Waltosia - jest wg Jarosława Kaczyńskiego...
działaniem w ramach Frontu Obrony Przestępców. Okazuje się bowiem, że w
układzie znajdują się m. in. niemal w komplecie środowiska sędziowskie, niemal
komplet profesorów i środowisk uniwersyteckich, teoretycy prawa i praktycy
różnych profesji. W tym także prof. Adam Strzembosz, prof. Zoll, prof.
Ćwiąkalski - doradzający "Solidarności" w latach 80-tych, prof. Hołda czy
Rzepliński zajmujący się prawami człowieka, czy też adwokaci broniący
opozycjonistów w dawnych czasach. A co wtedy robili prok. Bartnik, sędzia
Kryże i prok. Wassermann - dzisiejsza prawnicza elita PiS?
W każdym razie łatwo napisać, że wszyscy są skorumpowani, niekompetentni,
bronią przestępców, i oczywiście nic nie robili przez lata (co łatwo obalić),
a jedno prawnicze Zero (co łatwo wykazać, analizując wypowiedzi albo
pilotowaną w zeszłym Sejmie ustawę) ma nagle cudowny sposób na uzyskanie stanu
doskonałości. I nie da się ukryć, że łatwo w to wszystko uwierzyć, skoro w
liceach mogą być 2 godziny religii, a brakuje podstaw prawa (np. godzinę
tygodniowo w drugiej klasie).
W służbach większych zmian nie widać. Nie jest to dziwne, skoro kieruje nimi
człowiek, który nie zauważył własnych drzwi od garażu i zajmuje się własnymi
sprawami wanny czy jakiejś nadgorliwej staruszki. Na czele jednej z agencji
staje główny strażnik miejski w Warszawie, na czele drugiej były szef podobno
skompromitowanego UOP. Walka z układem ma się dokonywać także przez CBA. Jak
na razie dowiedzieliśmy się, że zajmie się ono m. in. osobą Ryszarda Krauze,
który zatrudnia... eks lidera PiS Wiesława Walendziaka. A skierowany do Sejmu
projekt ustawy daje tej bardzo kosztownej służbie potężne uprawnienia.
Walka z układem objęła skuteczniej natomiast instytucje, które zyskały pewien
szacunek w III RP i jakoś do tej pory unikały ściśle partyjnych gierek.
Dowiedzieliśmy się, że byli rzecznicy praw obywatelskich byli albo głuchymi na
łamanie praw człowieka rzecznikami rządu, albo osobami z kompleksem
antypaństwowym. W efekcie pierwszy raz urząd objęła osoba znająca się głównie
na wykroczeniach drogowych i protokole dyplomatycznym, ściśle powiązana z
partią, niemająca tytułu profesora. Okazało się też, że Balcerowicz nie zna
się na ekonomii, a Trybunał Konstytucyjny (gdzie z 15 6 członków rekomendowali
posłowie AWS, 3 UW, a jest wśród nich były senator PC i mąż PiSowskiej radnej
sejmiku) działa politycznie i uniemożliwia przeforsowanie tak dobrych i
wspaniałych (bo naszych) ustaw.
O walce z układami (istniejącymi lub domniemanymi) na styku biznes-polityka
dość cicho. Podobnie jak z układami w gospodarce - minister Woźniak chyba
wyemigrował. No i z układami w sporcie, gdzie trafił wspaniały tandem
sportowiec-dopingowiec i radny-dłużnik zwany bokserem (od czasu, gdy na sesji
rady miejskiej dał w twarz komendantowi Straży Miejskiej). W spółkach walczymy
z układem postkomunistycznym z postkomunistycznym ministrem skarbu Jasińskim a
z układami biznesowymi z obrońcą biznesowym Mikoszem. Z pijanymi posłami
walczymy przy pomocy posła z wyrokiem za jazdę po pijaku Krasulskim. W służbie
zdrowia wystarczy zapowiedź wzięcia lekarzy w kamasze i będzie dobrze. W
rolnictwie układów nie ma, więc można się ograniczyć do obrony godności i
wożenia Rydzyka.
I dochodzimy do walki z układem, do którego należą media. Wszystkie chyba poza
imperium tajemniczego zakonnika i jego faworytów w tym koncesjonowanych
katolików PRL jak JR Nowak, Benderów i innych. Do wrogów należą wszystkie inne
media prywatne, to nie ulega wątpliwości. Podejrzany chyba nie jest tylko
kanał Mango 24 (o ile nie nadaje w niedziele i święta). Władzę nad mediami
publicznymi przejęto szybciutko i w pośpiechu, pokazując, jak w praktyce
wygląda realizacja hasła nowej jakości stanowienia prawa. W rezultacie media
będą zmieniać kumpel Kwiatkowskiego, nauczycielka historii posłanka PiS, radny
PiS i geograf. "Bezpartyjni fachowcy"... jak zdaje się mówił współtwórca
ustawy oczywiście z PiS.
Tak więc trwa walka z układami. Niekoniecznie tymi z czworokąta. Ważne, że w
ogóle trwa. To nic że pomaga w tym "eseldowska wycieraczka", skupiająca osoby
mające poważne problemy z prawem, przestępców czy działaczy PZPR-SLD, nie
tylko dalszego szeregu. Najważniejsze jest przecież, że można ZAPOWIADAĆ dalej
walkę z układami. I przypisać sobie monopol na prawdę. Kto nie z nami - ten
wróg, lewak, obrońca układu, przestępców...
I tym obrońcą przestępców nie jest dziś Lepper, lecz Andrzej Zoll.
Ekonomicznym analfabetą nie jest nowy wiceminister transportu Wysocki, lecz
Balcerowicz.
Po stronie układu opowiedzieli się nie Borysiukowie a Andrzej Strzembosz.
Nominowanie 5 członków zarządu regionu na stanowiska w urzędzie wojewódzkim