rekontra
22.03.06, 09:42
"Ci dopiero daliby nam w dupę", powiedział Paweł Jasienica o Kuroniu i
Modzelewskim w 1969 roku.
Pewien czas temu przetoczyła się na forum fala dyskusji o Maleszce i
Karkoszy, Ketmanie i Monice. Małym odpryskiem była relacja ze spotkania z
udziałem Maleszki i Kuronia, pomieszczona na stronach iPN. Wyborcza ani się
nie zajęknęłą w sprawie opublikowanych raportów swojego wpspółpracownika
Maleszki (czy jeszcze służy swoim intelektem i piórem wyborczej? ), natomiast
przypuściła zmasowany atak na historyka IPNu Gontarczyka.
Z relacji Maleszki, ze spotkania z Kuroniem, podczas którego Kuroń
opowiedział o genezie udziału środowiska "komandosów" w wydarzeniach
marcowych 1968 roku, wynikało, że komandosi odrzucali polskie tradycje
nrodowe. Ujawnienie tego dokumentu, spotkało się z natychmiastową rekcją
wyborczej piórem Czuchnowskiego. Pisałem o jego manipulacjach w wątku
Kataryny: "Znowu problemy z Maleszką"
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=36686606&a=36686606
Po Czuchnowskim pałkę przejął Anderman pisząc "Szambo Milonga", następnie
Modzelewski napisał artykuł, którego można było nie czytać, gdyż tytuł
wszystko powiedział: "Moczar żyje", Blumsztajn dołączył z pałeczką "pętaka".
Porównano Gontarczyka z komunistycznym propagandzistą Gontarzem.
To są metody rodem z tradycji KPP.
Okazuje się, że wyborcza nie tylko wzięła Gontarczyka pod obcasy, ale również
nie dała mu prawa do polemiki, a nawet prawa do obrony na swoich łamach.
Tak postępuje wolne medium pani Łuczywo.
Dobrze, że na łamach niskonakładowego tygodnika Gazety Polskiej, może
Gontarczyk bronić swego imienia, swej rzetelności naukowej, swej
wiarygodności historyka.
Modzelewski - naukowy "autorytet" z niezbędnym dodatkiem "moralny", o którym
Kiesielewski napisał w Dzieninkach, że poszedł do więzienia nie za walkę o
swobody, a za komunizm, któremu nie udało się wraz z Kuroniem zrewidować na
swoją modłę komunizmu przez lata (oni dopiero by dali nam w dupę), będzie
decydował na łamach wyborczej kto jest naukowcem, a kto nie.
Szantażuje historyków piszac o "rzetelności naukowej". Należy wyrazić uznanie
młodemu historykowi, że nie skulił uszu po sobie, że nie dał się zakneblować
i pisze, że znany list Kuronia i Modzelewskiego to wyraz "skrajnego
zamroczenia komunistyczną ideologią".
treść listu Kuronia i Modzelewskiego:
www.abcnet.com.pl/pl/za_zaslonami_pyt.php?art_id=1345&w=p&token=
Jacek Kuroń Karol Modzelewski LIST OTWART DO PARTII.I
Według oficjalnej doktryny, żyjemy w kraju socjalistycznym. Teza ta opiera
się na utożsamieniu państwowej własności środków produkcji z własnością
społeczną. (...)
Rozumowanie to jest pozornie marksistowskie. W rzeczywistości do marksowskiej
teorii wprowadzono tu element z gruntu jej obcy .....
Z jakich pozycji panowie komuniści Kuroń i Modzelewski rewidowali marksizm?
ps. Gontarczyk na koniec pisze: "To pałkarska nagonka, w której nie
obowiązują żadne zasady charterystyczne dla społeczeństwa cywilizowanego.
Całość ładnie koresponduje z metodami manipulacji Wojciecha Czuchnowskiego,
poetyką tekstu Janusza Andermna i określeniem mnie terminem "pętak" przez
Seweryna Blumsztajna .... "
i jeszcze na marginesie ogólniejsze przypomnienie jak za wschodnią granicą
poradzono sobie ze starą gwardią profesorską (gdyż takich spraw jak
Gontarczyka jest wiele, delikatne sugestie, zmuszanie do oportunizmu,
uległości). Na Uniwersytecie Humboldta zwolniono WSZYSTKICH profesorów, każdy
musiał napisać OŚWIADCZENIE czy współpracował z niemiecką bezpieką i ponownie
był przyjmowany na stanowisko. Spośród 780 profesorów 200 pracowało dla
Stasi. Tylko dwóch z nich w OŚWIADCZENIACH nie przyznało się do agenturalnej
przeszłości. Prawda jakie to proste? Cóż za zoologiczny antykomunizm.
Jestem pewien że Michnik przerwie swą ekspedycję eseisyczną w polskim
rynsztoku i pogna do Berlina.
W Polsce rządzi profesorstwo, które doktoraty otrzymywało za prace o Żdanowie
i organizacyjnych podstawach partii marksistowskiej, habilotowało się pisząc
o kułakach w średnioweieczu, sekretarzując jednocześnie w komórce POP czy
pisząc i publikując o walce bolszewików przeciwko likwidatorom, a profesury
otrzymywało się awansem z rozpisaniem na lata (przykładem Janion, odnalezione
dokumenty pokazały, że będąc studentką określono kiedu ma zostać samodzielnym
pracownikiem naukowym, kiedy ma zostać profesorem, tak się działo w
polinistyce i historii, w czasach Żółkiewskiego i Kotta).
ps. czy Panie Olejnik i Milewicz nie mogłyby przeprowadzić wywiadu z
Maleszką? Świadka tamtych wydarzeń? Ja się nie oburzę.