palnick
18.04.06, 00:11
Stiglitz: chiński "cud" a neoliberalizm
Joseph E. Stiglitz, tłum ami Felieton Josepha E. Stiglitza 17-04-2006 ,
ostatnia aktualizacja 17-04-2006 21:20
Chiny właśnie przyjmują 11. plan pięcioletni, przygotowując grunt pod
kontynuację bodaj najbardziej niezwykłej transformacji gospodarczej w
historii, która przyczynia się do poprawy warunków życia prawie jednej
czwartej mieszkańców naszej planety.
Kluczem do długotrwałego sukcesu Chin jest wyjątkowa kombinacja pragmatyzmu i
wizjonerstwa. Podczas gdy większość pozostałych krajów rozwijających się
zgodnie z zaleceniami neoliberalnych ekonomistów znalazła się w błędnym kole
dążenia do wyższego wzrostu gospodarczego, Chiny po raz kolejny udowodniły,
że zależy im na trwałym wzroście poziomu życia.
Przedstawiciele chińskiego rządu zdają sobie sprawę, że kraj wszedł w fazę
wzrostu, która stwarza ogromne i trudne do kontrolowania zagrożenia dla
środowiska naturalnego. Jeśli nie nastąpi zmiana kursu, ucierpi poziom życia
obywateli. Dlatego nowy plan pięcioletni kładzie wielki nacisk na ochronę
środowiska.
Wiele spośród nawet zupełnie zacofanych rejonów Chin rozwija się w tempie,
które należałoby uznać za cud, gdyby inne rejony nie rozwijały się jeszcze
dynamiczniej. Zasięg ubóstwa już uległ zmniejszeniu, choć pogłębiły się
różnice pomiędzy miastem i wsią, wybrzeżem i wnętrzem lądu.
Tegoroczny raport Banku Światowego dotyczący światowego rozwoju wyjaśnia,
dlaczego nierówność, nie tylko ubóstwo, powinna spędzać sen z oczu polityków.
Chiński plan pięcioletni nie zasypia gruszek w popiele i rozprawia się z tym
problemem bezpośrednio. Rząd już od kilku lat mówi o bardziej harmonijnym
społeczeństwie, a plan zawiera ambitne programy, które mają przybliżyć ten
cel.
Chiny zdają sobie również sprawę z tego, że to, co różni państwa mniej
rozwinięte od bardziej rozwiniętych, to nie tylko ilość środków, lecz także
wiedza. Stworzyły więc śmiały plan, który ma nie tylko zmniejszyć tę różnicę,
ale i utworzyć fundament dla niezależnej innowacyjności.
Rola Chin w świecie i w światowej gospodarce uległa zmianie i to plan
pięcioletni również odzwierciedla. Przyszły wzrost gospodarki będzie musiał w
większym stopniu oprzeć się na popycie wewnętrznym niż na eksporcie, co
oznacza zwiększenie poziomu konsumpcji w kraju. Zwłaszcza że Chiny mają dość
rzadki w świecie problem - nadmiar oszczędności. Ludzie oszczędzają między
innymi dlatego, że rządowe programy ubezpieczeń społecznych są
niewystarczające. Wzmocnienie systemu emerytalnego, ochrony zdrowia i
edukacji jednocześnie wyrówna społeczne nierówności, podniesie morale narodu
i wpłynie na zwiększenie konsumpcji.
Jeśli ten plan uda się wykonać, a dotychczas Chiny zawsze przekraczały nawet
własne wysokie oczekiwania, może dojść do wielkiego obciążenia światowego
systemu ekonomicznego, który już teraz trzeszczy w szwach w związku z
ogromnymi deficytami - budżetowym i handlowym - Stanów Zjednoczonych. Jeśli
Chińczycy zaczną mniej oszczędzać i jeżeli, jak zapowiadają przedstawiciele
rządu, zdecydują się na większą dywersyfikację inwestycji swoich rezerw, kto
sfinansuje amerykański deficyt handlowy, który sięga 2 mld dol. każdego dnia?
To oczywiście osobny temat, ale może już wkrótce trzeba będzie się nim zająć.
Skoro Chińczycy mają jasną wizję, to wyzwaniem może być tylko wprowadzenie
jej w życie. Chiny to wielki kraj i nie odniosłyby tak wielkiego sukcesu bez
powszechnej decentralizacji. Ta z kolei niesie szereg problemów.
Gazy cieplarniane na przykład są problemem światowym. Podczas gdy Ameryka
twierdzi, że nie stać ją na to, by cokolwiek w tej sprawie zrobić,
przedstawiciele Chin zachowują się bardziej odpowiedzialnie. W ciągu miesiąca
od wprowadzenia nowego planu nałożono podatki "środowiskowe" od samochodów,
benzyny i wyrobów drewnianych: Chiny posługują się mechanizmami rynku, by
rozwiązywać swoje i światowe problemy ochrony środowiska naturalnego. Presja
na władze lokalne, by wykazywały się wzrostem gospodarczymi i nowymi
miejscami pracy jednak nie ustaje. Trudno im będzie oprzeć się pokusie, by
użyć argumentu, że skoro Ameryki nie stać na produkcję zgodną z zasadami
ochrony środowiska, to jakim cudem ma być stać na to Chiny? Aby wprowadzić w
życie swoją wizję, chiński rząd będzie potrzebował skutecznych instrumentów
polityki gospodarczej, takich jak wprowadzone właśnie podatki.
W miarę jak Chiny przybliżają się do gospodarki rynkowej, pojawiają się tam
typowe problemy gospodarek rozwiniętych: partykularne interesy, które kryją
się pod cienką przykrywką ideologii rynkowej.
Niektórzy są zwolennikami teorii, że nie ma potrzeby martwić się o biednych,
bo oni też prędzej czy później skorzystają na wzroście gospodarczym. Są i
tacy, co nie zgadzają się z prowadzeniem polityki w obszarze konkurencyjności
i przejrzystości zarządzania firmą, bo uważają, że zgodnie z teorią Darwina
powinno się pozwolić przetrwać tylko najsilniejszym. Pojawią się z pewnością
argumenty zwolenników wzrostu mające torpedować politykę społeczną i
ekologiczną rządu: usłyszymy zapewne, że wyższe podatki od paliwa zniszczą
młody przemysł motoryzacyjny.
Polityka, do której nawołują rzekomi zwolennicy wzrostu, wcale nie
przyniosłaby wzrostu. Zagroziłaby natomiast przyszłemu rozwojowi Chin. Jest
tylko jedno wyjście z tej sytuacji: otwarta debata o polityce gospodarczej,
która pokaże istniejące zagrożenia i możliwości wprowadzenia twórczych
rozwiązań wielu problemów, przed którymi stanęły dziś Chiny. George W. Bush
udowodnił, że działanie w ukryciu i podejmowanie decyzji w wąskim gronie
pochlebców niesie zagrożenia. Większość ludzi poza Chinami nie zdaje sobie
sprawy z tego, do jakiego stopnia chińscy przywódcy korzystają z debat i
szerokich konsultacji(nawet z udziałem cudzoziemców).
Gospodarka rynkowa nie reguluje się sama. Nie można jej zostawić na
automatycznym pilocie, zwłaszcza gdy chcemy, aby owoce rozwoju dzieliły jak
najszersze grupy społeczne. Zarządzanie gospodarką rynkową nie jest łatwym
zadaniem. To balansowanie na linie, w trakcie którego stale trzeba reagować
na zmiany ekonomiczne. Chiński plan pięcioletni dostarcza schematu tego typu
działań. Świat patrzy z niedowierzaniem i nadzieją, jak zmienia się życie 1,3
mld ludzi.
Joseph E. Stiglitz jest laureatem nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii i
profesorem ekonomii na Columbia University. Pełnił funkcję szefa Rady
Doradców Ekonomicznych prezydenta Billa Clintona i głównego ekonomisty i
wiceprezesa Banku Światowego.
Copyright: Project Syndicate, 2006
www.project-syndicate.org